Gość: Ania
IP: *.chello.pl
14.07.08, 18:43
Pracuję w firmie od 5 lat. Sądziłam, że docenia się pracowitych, ambitnych
ludzi, ale chyba się myliłam.
Chciałam zacząć kurs zawodowy, zajecia odbywają się 2x w tyg. Żeby dojechać na
odpowiednią godzinę, dwa razy w tygodniu musiałabym wyjść z pracy godzinę
wcześniej. To tylko 2 godziny w tygodniu, które powiedziałam, że odrobię w
soboty. Szef kategorycznie się nie zgodził.
Druga sprawa - w firmie jest zakaz brania urlopów w sezonie letnim, ze względu
na dużą ilość pracy. Osttanio pilnie potrzebowano ludzi do pracy, zatrudniono
człowieka, który z góry uprzedził, że w sierpniu wyjeżdża na 2tyg, szef
zgodził się, bo potrzebował rąk do pracy. Poszłam poprosić o dwa DNI wolnego,
bo potrzebuję odpocząć - szef się zaśmiał, że mowy nie ma i ja bylam o tym
uprzedzona (owszem, ale ja też w zimie mówiłam o chęci wzięcia urlopu w lecie,
najpierw mogłam tydzień, ale w końcu w czerwcu powiedziano mi, że nie).
No nie mam już siły do tego człowieka. Coraz częściej czuję się jak wyciskana
cytryna:/ Najbardziej zabolała mnie sprawa z tym kursem, bo zależy mi. Z
drugiej strony przeraża mnie rzucenie pracy, bo odkąd skończyłam szkołę,
pracuję w jednym miejscu. Echhhh