Forum Praca Praca
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Życie za minimum i maksimum

      • Gość: emwu Życie za minimum i maksimum IP: 193.178.143.* 19.09.08, 10:56
        BRAWO WIOLETTA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
      • Gość: ox sa jeszcze stadia posrednie IP: *.paylane.park.gdynia.pl 19.09.08, 11:05
        ja jestem miedzy Wioletta i Tomkiem. Zarabiam jak Tomek, ale nie mam wlasnego
        mieszkania jak Wiola. Mam za to mieszkanie na spolke z bankiem, ktore bede
        splacal jeszcze przez 24 lata. No i mam rodzine jak Wioletta. Mam tez
        nadzieje, ze bede kiedys zarabial jak Patryk.
      • cherry07 Życie za minimum i maksimum 19.09.08, 11:23
        W tych 3 osobach jest taki rozdzwięk, ten Patryk zarabia najwięcej i on nie
        wypowiada sie na co wydaje swoją kase bo takie oczywiste oczywistości jak
        jedzenie, ubrania, kino, imprezy to standard. On mówi o spa, o wakacjach gdzieś
        tam a co najwazniejsze lubi to co robi. Im dochody w góre tym mniej sie mysli
        nad takimi prozaicznymi rzeczami dnia codziennego bez których ciężko się w ogóle
        obyć.

        1000 zł to bardzo mało, ale sama kobieta powiedziała ze nie ma wykształcenia i
        tylko mąż zarabia. Nie zal mi ich bo sami wybrali sobie taki los. Drugi chłopak
        standard chyba ale 4 tys to tez nie duzo jak mieszkasz w wiekszym miescie.

        Ja myśle tak, jezeli ktos nie ma zapewnionego dobre startu w zyciu musi iść do
        pracy. I tyle. Przeciez po liceum sa jeszcze studia to jest dopiero zakonczenie
        edukacji. A u nas ciągle jest to uwazane za cos NADOBOWIĄZKOWEGO, na które stac
        tych co maja kase itp itd. A w innym krajach UE ludzie jeszcze płacą kase zeby
        byc na panstwowych uczelniach. Mozna dorabiac na wakacjach na studia ale zeby
        praca kosztem studiów to sorry.. jakos to nie gra. Jednak życie czasami jest
        niesprawiedliwe i trzeba dochodzic do czegos co inni już mają podane na tacy.
        Osoba, która jest zdolna i pracowita(w sensie sumiennosci) podczas studiów
        (dziennych) zdyscyplinowana, lubi to co robi a nie bo "tatuś kazał to studiować"
        i do tego inteligentna na pewno znajdzie prace po studiach.
      • Gość: Nora Rigby Życie za minimum i maksimum IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.09.08, 11:41
        Ja mam 20 lat i 900 złotych swojej pensji na 3 osoby - siebie i
        moich rodziców. Mieszkamy na wsi, mama nigdy nie pracowała, pracował
        (trochę) ojciec, teraz ma nieco ponad 700 złotych renty, ale
        wszystkie te pieniądze, a do tego część moich, idą na leczenie jego
        i mamy - oboje mają ponad 60 lat i są schorowani.
        Jako tak zwane "zdolne dziecko" poszłam swego czasu do ogólniaka,
        wtedy jeszcze ojciec pracował, z gospodarstwa wyciągaliśmy trochę
        pieniędzy...Ale potem rodzice się rozchorowali, oboje naraz jak na
        złość, marzenia o studiach, choćby zaocznych poszły się paść, a ja
        ze swoją świetną, ale tylko maturą poszłam harować do sklepu.
        Mamy dom, za to muszę wydawać na swoje dojazdy do pracy i rodziców
        do lekarzy - wychodzi 300 złotych. Zostaje na rachunki i bardzo
        skromne jedzenie. Szans na rozwój zawodowy nie mam szczególnych - na
        studia mnie nie stać, na kursy też nie, na staż w jakiejś porządnej
        firmie też sobie nie mogę pozwolić, bo jak mi zapłacą 400 złotych,
        to nawet na chleb nie starczy. Nie wychodzę nigdzie, jedyną rozrywką
        jest Internet. Jak sobie pomyślę, co zrobiłabym, gdybym miała 2000
        złotych miesięcznie...
        • Gość: mieszkanie Re: Życie za minimum i maksimum IP: *.chello.pl 19.09.08, 11:58
          Roznie z tym bywa. Sam mam nieco ponad 3000 zl netto na miesiac i tez nigdzie
          nie wychodze, aby nie wydawac pieniedzy, bo przeciez mieszkanie do 50-tki trzeba
          kupic.
        • Gość: BMBM Re: Życie za minimum i maksimum IP: *.aster.pl 19.09.08, 12:22
          Głowa do góry. Jeżeli masz 20 lat to jeszcze baaaaaardzo dużo przed Tobą i nawet gdy teraz twoja sytuacja wydaje Ci się mało obiecująca, to uwierz na słowo osobie trochę starszej od siebie że napewno wiele się zmieni, tylko się nie załamuj i nie zamykaj się w mentalnej beznadziei.
          powodzenia
      • Gość: nie rozumiem Nie rozumiem jednego stwierdzenia. IP: *.chello.pl 19.09.08, 11:52
        Zalozenie, ze "Dzieli ich znacznie wiecej" jest kwestia swiatopogladu. Widocznie
        taki jest swiatopoglad warszawski. Na mojej ulicy, obojetnie kto gdzie teraz
        jest i ile dzisiaj ma pieniedzy, nikt nie ma z tym problemu, bo kazdy pamieta
        kim jest i skad sie wywodzi. Zreszta, wystarczy poczytac miedzywojenne roczniki
        statystyczne i zapoznac sie ze struktura spoleczna. Nie wierze, aby podejsce
        zaprezentowane w artykule bylo powszechnie akceptowane.
      • Gość: T Życie za minimum i maksimum IP: 87.105.164.* 19.09.08, 12:25
        Jak widać. Jak facet nie założy rodziny to ma dobrze. Jak da
        sięupolować to zaraz żona narodzi dzieciaków i przestanie pracowaća
        biedak będzie musiałpracować na dwa etaty, żeby to utrzymać.

        Kobiet należy unikać jak ognia. Tylko bez kobiety facetowi może
        byćdobrze w życiu... i nie mówię tu o kilku chwilach szczęścia ale o
        całym życiu.
        • Gość: Autor Re: Życie za minimum i maksimum IP: *.aster.pl 19.09.08, 12:31
          Jeżeli facet nie założy rodziny to po jakims czasie zwykle się zapija. Tak statystycznie - i nie ma na to mocnych (tak statystycznie).
      • Gość: piter Życie za minimum i maksimum IP: 193.201.36.* 19.09.08, 12:46
        Widziałem w metro ostatnio artykuł że Polacy na wyspach są
        wyzyskiwani. I tym się media interesują i nagłaśniają. A to że w
        Polsce nie daje się ludziom UCZCIWIE zarobić, to już się nie mówi.
        Olsztyn - tak tam jest duże bezrobocie i faktycznie ciężko wyjść z
        biedy, tym bardziej że Polacy słabo migrują za nowym miejscem pracy
        tam gdzie lepiej płacą. JEdyne co może to polepszyć to zmniejszenie
        bezrobocia, wtedy aby znaleźć pracownika trzeba będzie mu zapłacić
        uczciwie. Ale jest też druga strona medalu. Pochodzę z tamtych
        okolic i wiem że jest zupełnie inne podejście do życia. Wszystko
        kręci się jakoś wolniej niż w Wawie. Jak w sobotę zepsuje ci się
        samochód i potrzebujesz mechanika to zapomnij,bo przecież jest
        weekend na odpoczynek...
      • Gość: nieudacznik Jestem nieudacznikiem -tak mi powiedziano :( IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.09.08, 12:57
        Jestem w podobnej sytuacji finansowej co Wiola :( Artykuł prawie dokładnie opisuje mnie i moich znajomych, ale właśnie to ale moi znajomi dostali wszysko na tacy, mieszkania, domy, samochody, dobra prace na konkretnym stanowisku a co poniektórzy nawet wejście na studia bez egzaminów (!) Oczywiście wszyscy p.e.r.d.o.l.ą ile to oni nie zarabiają (oczywiście za mało!), gdzie nie byli i co nie zrobili no i wszystko oczywiście "sami sobie zawdzięczają"...

        Prawdę powiedziawszy łączy nas już coraz mniej, a tym bardziej jak niedawno usłyszałem w rozmowie że ...jestem nieudacznikiem bo nie mogę znaleść pracy za dobrą kasę.
        "Jak to jest możliwe przecież my mamy, to znaczy że jest z toba coś nie tak"
        Po tym wszystkim stwierdzam że niestety ale Irlandia wzywa, znam dobrze angielski parę lat dświadczenia w firmach pierdu pierdu...
        • Gość: k80 Re: Jestem nieudacznikiem -tak mi powiedziano :( IP: 89.171.60.* 19.09.08, 13:02
          A w Irlandii dostaniesz pracę na przyzwoitym stanowisku za pieniądze, które
          zaakceptowałby Irlandczyk o analogicznych kwalifikacjach, czy wybierasz się na
          zmywak za kasę, która po przeliczeniu na złotówki byłaby w Polsce w miarę
          przyzwoita?

          A co do Twoich znajomych - no chyba trochę prawdy w tym musi być. Jeżeli oni
          mogli, dlaczego Ty nie możesz?

          k80
          • Gość: nieudacznik Re: Jestem nieudacznikiem -tak mi powiedziano :( IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.09.08, 13:14
            Do k80, przede wszystkim w Irandii nie ma sensu przeliczać na złotówki skoro płace są w Euro i ceny są w Euro więc nie rozumiem po co ten sarkazm. Pracę będę chciał znaleść biurze a najlepiej w banku.

            Czy przeczytałeś post ze zrozumieniem? Nie wydaje mi się, Oni też nie mogli ale ich rodzice, wujki, ciotki mogli ! pisałem wyrażniźnie, że dostali wszystko na tacy, a teraz zgrywją nie wiadomo kogo. Ja jak widzisz nie mogę bo nie miałem i nie mam takich pleców jak Oni
            • Gość: k80 Re: Jestem nieudacznikiem -tak mi powiedziano :( IP: 89.171.60.* 19.09.08, 13:31
              OK, piłem to ludzi, którzy wyjeżdżają do Irlandii, pracują na zmywaku, mieszkają
              na 20 metrach, żywią się konserwami i nawet ich na fajki nie stać ale i tak jest
              to raj na ziemi, bo w Polsce nigdzie iluś tam EUR za godzinę nie zarobią.

              Co do reszty, owszem, fajnie jest jak ktoś z rodziny pomoże, ale obawiam się, że
              to nie wszystko. Za pomocą pleców można się gdzieś dostać, ale to już nie te
              czasy, kiedy ktoś Cię będzie trzymał na pensji tylko dlatego, że ktoś Cię kiedyś
              protegował. Widziałem na studiach wielu ludzi z małych miast, którzy przeżywali
              do 1go tylko na stypendium, gdzie nie było mowy o żadnych plecach i dzisiaj co
              niektórzy są na dyrektorskich stanowiskach z pensjami naprawdę solidnymi.
              Widziałem też odwrotne sytuacje niestety - bogata rodzina, kontakty itp, i nic z
              tego nie wynikało. Zatem to przede wszystkim zależy od człowieka.

              K80
              • Gość: nieudacznik Re: Jestem nieudacznikiem -tak mi powiedziano :( IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.09.08, 14:06
                Oczywiście wsysztko zależy od człowieka, ale najpierw trzeba miec tą możliwość, jak pisałem pracowałem w róznych firemkach za marne grosze bo chciałem nabić sobie doświadczenie. Startowałem do firm banków na staże. Wiedziałem że na piękne oczy nikt mi nie da najpierw trzeba się wykazać! Ja sięz tym zgadzam tylko najpierw niech dadzą szanse !
                Podam Ci przykład z mojej rozmowy na STAŻ do do NORDEA banku:

                Przyszedłem 10 min przed rozmową, czekałem ponad 45 min na szanowną Panią/Pana z HR (dawniej kadrowi). Po 45 minutach przyszla "szanowna komisja" skałdająca się z 4 osób jedna Pani i trzech facetów grzecznie przeprosili bo coś tam. Pani usiadła pierwsz a zaraz za nią Panowie. Jeden z nich spytał się czy mam doświadczenie w banku, ja odpowiedziałem zgodnie z prawdą że nie. Ostani jeszcze nie usiadł gdy dostałem odpowiedz: to dziękujemy !
                To była moja najkrótsza moja rozmowa ;) Zastanwiam się czy wogule ktoś czyta te CV ?!

                Kolejny przykład z pewnej firmie audytorskiej:

                Pracowałem raptem 2 miesiące. Nie wiedzieli czy podpisać ze mną umowę o dzieło czy umowa o pracę. Staneło na o pracę, niestety już w drugim tygodniu zapowiedzieli że umowao dzieło. Mówi się trudno, przystałem na to skończą się2 miechy i mnie zatrudnią, taką przynajmniej miałem nadzieję ... Tego samego dnia doszły mnie plotki że na moje stanowisko przychodzi córeczka głównej księgowej. Na początku sądziłem że to plotki ale niestety 2 tygodnie przed moim zwolnieniem, przylazła gł. księgowa do mojej szefowej (byłem przy tym) z zapytaniem czy już jest wolne stanowisko...

                człowiek sięstara przychodzi wczesniej wychodzi póżniej, stara się robic nie tylko o co proszą ale i ponad to napoczotaku pracowałem po ok 10 godzin, po rozmowie księgowej przez ostanie 2 tyg pracowałem już tylko po 8. parę dni po zwolnieniu przyszedłem podpisać jeszcze papiery wsprawie zaległych pieniędzy (dobre i to) Spotkalem to "córeczkę" która miałą dwie lewe ręce a wiem to od szefowej która sama mi powiedziała ale cóz musiał zatrudnić bo takie dostała polecenie :(((((
                • Gość: k80 Re: Jestem nieudacznikiem -tak mi powiedziano :( IP: 89.171.60.* 19.09.08, 14:25
                  Przypadek pierwszy - no cóż - to jest spora korporacja, HRowcy dostali prikaz
                  zatrudnienia X osób na staż i odbębnili swoje - wzięli 5 kolejnych osób, po czym
                  kolejne odrzucili raportując 15 spotkań kwalifikacyjnych.

                  Drugi przypadek - też normalka. Sam nie raz widziałem ludzi, którzy zarabiali 2
                  razy tyle co ja, umieli 3 razy mniej, ale za to mieli mocne plecy na
                  eksponowanych stanowiskach. Typowa sytuacja w polskich korporacjach. Niestety,
                  trochę czasu musi minąć.

                  Sytuacja jaką opisujesz przypomina mi wczesne lata 2000tne. Teraz sytuacja jest
                  zupełnie inna. Bardzo trudno znaleźć pracownika któremu się chce pracować za
                  rozsądne pieniądze (z punktu widzenia pracodawcy hehehe), a ci wykwalifikowani
                  chcą pensji pięciocyfrowych. Uwierz mi, ciężko znaleźć nawet niedoświadczonego
                  studenta.

                  Jeżeli mogę coś poradzić - nie ograniczaj się tylko do myślenia o sobie jako
                  pracowniku. Jest inna droga, dużo ciekawsza. Zamiast pisać i wysyłać CVki i
                  błagać o przyjęcie na staż, zacznij je przyjmować i czytać.

                  k80
                  • Gość: nieudacznik Re: Jestem nieudacznikiem -tak mi powiedziano :( IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.09.08, 14:52
                    Co maszna myśli pisząc " zacznij je przyjmować i czytać" ?

                    W sprawie pensji to nie mam jakiś wysokich wymagań, a pracować to mi się chce! Zdja sobie sprawę że trzeba będzie sięwiele nowego nauczyć i poświęcic na to czas, ale jak chce siędo czegoś dojśc to trzeba mocno pracować, jak to się mówi "bez pracy nie ma kołaczy" wiem o tym. W tej chwili staram się do pewnej poważnej instytucji ale jak bedzie to się okarze ....

                    W sprawie pierwszego przypadku ; to czy ci państwo nie czytają CV ? Niby profesjonalna firma a nie profesjonalni ludzie, przynajmniej by przeczytali, a nie marnują swój i mój czas....
                    • Gość: nieudacznik Re: Jestem nieudacznikiem -tak mi powiedziano :( IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.09.08, 14:56
                      Co maszna myśli pisząc " zacznij je przyjmować i czytać" ? Czy chodzi Ci abym założył firmę ?
                      • Gość: ququ Re: Jestem nieudacznikiem -tak mi powiedziano :( IP: *.magma-net.pl 19.09.08, 17:23
                        Jeśli ciężko ci zrozumieć tak banalne zdanie, to o czym tu mówić....
                    • Gość: k80 Re: Jestem nieudacznikiem -tak mi powiedziano :( IP: 89.171.60.* 19.09.08, 15:04
                      Chodzi mi o bycie pracodawcą, o przejście "na własne". Daje to dużo więcej
                      satysfakcji, pełną niezależność finansową no i święty spokój - w końcu żadna
                      córka głównej księgowej Ci nie zajmie stanowiska, bo sam ją zatrudniasz. I
                      uwierz, nie potrzeba do tego ani dużych pieniędzy, ani układów, wystarczy mieć
                      otwarty umysł, który zareaguje na nadażającą się okazją, a tych jest mnóstwo na
                      każdym kroku. Powiem więcej, jesteś w dużo lepszej sytuacji niż kolesie na
                      stanowiskach z pięciocyfrowymi kwotami, ponieważ nie masz dylematu czy warto
                      ryzykować swój standard życia.
                      • Gość: nieudacznik Re: Jestem nieudacznikiem -tak mi powiedziano :( IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.09.08, 16:55
                        Trzeba mieć środki finansowe do tego no i ..zbyt. Też myslałem o tym zresztą przez pół roku współpracowałem jako wspólnik z kolega, niesety z braku zamówień firma zawiesiął działlność...
                        • Gość: k80 Re: Jestem nieudacznikiem -tak mi powiedziano :( IP: 89.171.60.* 19.09.08, 17:08
                          wystarczy zbyt. moja firma zaczęła jako jednoosobowa działalność gosp. z jednym
                          klientem na fuchy z zerowym kapitałem, dzisiaj już jest sp. z o.o. i zamówień
                          mamy po uszy.

                          ale dobrze kombinujesz. nie zrażaj się tym, że firma padła, następna może nie
                          padnie, a jeszcze kolejna już napewno nie. w każdym razie gra jest warta
                          świeczki, dużo bardziej niż stanowisko w zarządzie dużej firmy, ale cudzej.

                          k80
      • Gość: ewelka błędów ciąg dalszy... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.09.08, 13:06
        może się mylę ale zwrot "second hand" należy pisać tak właśnie a jeśli już
        autor używa spolszczenia wyrazów to niech nie pozostawia zwrotu typu: "w
        second hendzie" bo jest niekonsekwencja.
      • teo2 Życie za minimum i maksimum 19.09.08, 13:12
        mam 24 lata i od 3 lat jestem nauczycielem za 1209zł na miesiąc i to
        jest śmiechu warte. ostatnio dostalem pare godzin w prywatnym
        licemum i tam nie mam glupiego etatu tylko 50zł do ręki za godzine,
        uwazam ze nauczyciele powinni dostawac co najmniej wlasnie tyle za
        lekcje. szkolnictwo jest zrobione dla starych bab, dewotek i kobiet
        których goscie dobrze zarabiaja zeby po 5 godzinach były w domu. im
        sie podoba ta nieszczesna karta nauczyciela bo ich chroni i tak na
        prawde nie musza nic robic tylko odbebnic te śmieszne 18godzin
        tygodniowo, dostaja za wakacje swieta, trzynastke i inne głupoty
        promojoce nierobstwo. jako nauczyciel wfu mogę i 8 godzin lekcji
        dziennie prowadzic za 50 zł za godz, to wychodzi 2000zł tygodniowo.
        ale za te smieszne 1200zł i brak perspektywy rozwoju to nawet palcem
        mi sie nie chce kiwnac. tak wyglada praca w szkolnictwie. poza tym
        czemu na wsi za ta sama prace ktos dostaje wiecej, po co sa stopnie
        awansu zawodowego, jak wiekszosc staruchow pracuje o wiele mniej
        efektywnie od mlodego, a za 2, 3 razy wieksze pieniadze. idioci
        mowia ze w szkole sie pracuje dla idei, ale idea za prad sie nie
        zaplaci.
        • fiolka691 Re: Życie za minimum i maksimum 19.09.08, 14:18
          I dlatego w szkole popracowałam całe 2 miesiące. W prywatnej firmie
          nawet na moim biednym Pomorzu dostałam połowe więcej na dzień dobry.
          Dzisiaj pracuje dalej w administracji. do domu nie przynosze
          papierków do wypełniania, nie musze zawracać sobie głowy jakimiś
          stopniami awansu, które są niczym innym niż biciem piany biurokratom
          (mój mąż robił takowe, więc wiem o czym mówię - robiłam mu całą
          opisową robotę), nie musze użerać się z rodzicami, uczniami i
          kolegami z pokoju nauczycielskiego. I masz rację całe to prawne
          kretyństwo służy tylko starym zasiedziałym w zawodzie piernikom,
          kłócącym sie o nadgodziny za które płacą po prostu ochłapy. A ci
          skaczą sobie o to gardeł...
        • Gość: marek Re: Życie za minimum i maksimum IP: *.chello.pl 19.09.08, 15:31
          "promojace" ? Dla takiego nauczyciela, 1209zł to aż za dużo.
          • nikodem_73 Re: Życie za minimum i maksimum 19.09.08, 16:05
            Wyimaginuj sobie, że nauczyciel WFu może nawet napisać "promójonce", nie
            wiedzieć ile jest sqrt(4) a nawet ile jest 2+2. Akurat nie tego uczy.
        • Gość: k2 Re: Życie za minimum i maksimum IP: *.toya.net.pl 19.09.08, 15:47
          Az mnie rusza zeby odpowiedziec. Jestes niezle sfrustrowany. Jak ci
          sie nie podoba w szkolnictwie to sie zabierz za co innego.
          Najlatwiej jest nazekac. Tylko nieudacznicy sobie nie radza. Jak
          ktos jest obrotny to nawet jak jest nauczycielem to moze sobie
          niezle poradzic.
          • Gość: popieracz popieram przedmówcę IP: 149.226.255.* 19.09.08, 16:03
            Taki nauczyciel to zawsze narzeka, a brnie dalej. I jak tacy ludzie
            mogliby w ogóle stanowić wzór dla uczniów....???
        • nikodem_73 Re: Życie za minimum i maksimum 19.09.08, 16:03
          W szkole wytrzymałem 2 lata. Później ideę oprawiłem w ramki i powiesiłem na
          ścianie. Idee ideami, ale jeść trzeba.
        • Gość: papaja Re: Życie za minimum i maksimum IP: 80.54.175.* 19.09.08, 20:19
          teo2 napisał: "szkolnictwo jest zrobione dla starych bab, dewotek i kobiet
          > których goscie dobrze zarabiaja zeby po 5 godzinach były w domu. im
          > sie podoba ta nieszczesna karta nauczyciela bo ich chroni i tak na
          > prawde nie musza nic robic tylko odbebnic te śmieszne 18godzin
          > tygodniowo

          zaczęłam to czytać i przyszło mi do głowy, że pewnie uczysz w-fu hehehehehe. tylko chyba wf-man może określić pracę nauczyciela jako odbębnianie... nie dokończyłam czytania, bo nie wiem w czym widzisz problem. jak masz apetyt na wysokie zarobki, to marnie trafiłeś. zmień pracę a nie będziesz tu oczerniał innych. co ty wiesz o pracy nauczyciela, panie wuefisto?
          ani nie piszesz, ani nie sprawdzasz żadnych testów/dyktand/prac klasowych-
        • Gość: Trusi Re: Życie za minimum i maksimum IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.09.08, 20:35
          Jeszcze w życiu nic nie zrobiłeś, a już krzyczysz dajcie!!! Te
          staruchy jak to prostacko nazywasz to doświadczenie, którego Ty
          Panie Młody ze swoim podejściem może nigdy nie zdobędziesz. Masz
          niewielki staż, jak się nie podoba to do innej roboty się najmij, i
          więcej szacunku dla ludzi. Poczekaj ,aż ktoś powie o
          Tobie "wartościowy", jednakże nie wydaje mi się, aby to nastąpiło
          szybko. Pensje nauczycielskie są żenująco niskie, ale jak w każdym
          zawodzie najpierw trzeba popracować a póżniej się lepiej zarabia!!!!
        • Gość: it Re: Życie za minimum i maksimum IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.09.08, 21:45
          taka mała dygresyjka nie koniecznie do tematu ale do tego komentarza
          teo2
          ja sadze ze generalnie nauczciel w szkole powinien pracowac do
          pewnego wieku bo potem to juz mu sie poprostu nie chce i grzeje
          stole za te wszytskie dodatki, a mlodzi wyjezdzaja a my uczniowie
          skazani jestesmy na strasznie stereotypowe i niemalze usypiajace
          lekcje. im sie nie chce i to tez wplywa ze nam sie tez nie chce.
          a mlodszym pedagogom sie nie chce bo kasa jest smieszna... szlag by
          ich tam w ministerstwie.
        • Gość: gość Re: Życie za minimum i maksimum IP: *.chello.pl 19.09.08, 23:35
          zaraz zaraz... to już nie trzeba mieć wyższego wykształcenia żeby być
          nauczycielem? aby zostać nim w wieku 21 (24-3) lat, musiałeś chyba studia
          skończyć mając 16 (21-5)?? kręcisz coś.
        • Gość: jjj Re: Życie za minimum i maksimum IP: 89.100.153.* 19.09.08, 23:35
          Nauczyciel wf, ty baranie nie musisz się nawet przygotować do lekcji, rzucisz
          piłkę i już.
        • Gość: cartman Re: Życie za minimum i maksimum IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.09.08, 00:10
          czy wybierajac prace nauczyciela, nie wiedziales ze w tej branzy zarobki sa niskie?
        • Gość: anka Re: Życie za minimum i maksimum IP: *.eastwest.com.pl 26.01.09, 12:08
          masz 24 lata i od 3 lat jestes nauczycielem, wiec jak zaczynales to nie miales
          nawet mgr; ale to nie jest akurat waznel czy uwazasz, ze stawka 50pln/h netto
          jest rynkowym wynagrodzeniem dla nauczyciela?? ja nie uwazam, zeby praca
          nauczyciela wymagala az takich umiejetnisci i kwalifikacji (patrz poczatek
          zdania), zeby place wywindowac do takiego poziomu; przevciez nauczycielem mozna
          bardzo latwo zostac
      • Gość: Dugi Życie za minimum i maksimum IP: *.icpnet.pl 19.09.08, 13:13
        Przedstawiciel Handlowy
      • Gość: Ania Re: Życie za minimum i maksimum IP: *.ssp.dialog.net.pl 19.09.08, 13:28
        "Po prostu miałem dużo szczęścia, znalazłem się w odpowiednim
        miejscu i czasie"

        A ja sie z tym zgadzam. Takie sytuacje zdarzały się w Polsce tylko
        jakieś 10 lat temu. O sobie również moge tak powiedzieć (cyt.),
        Zaczynałam od 400 zł w niewielkiej firmie, szybko się wszystkiego
        uczyłam, szybko awansowałam, i dzisiaj (po studiach zaocznych) żyje
        całkiem dobrze.
        Szczęście jest potrzebne i to bardzo, ale też trzeba mu pomagać...
        • lubie_gazete Re: Życie za minimum i maksimum 19.09.08, 13:42
          1000zł na miesiąc to i na jedną osobę za mało.Żenada.
          Ciekawe co Pani i jej dzieci robią w wolnym czasie.
          Do kina i teatru nie chodzą.Na basen,jazdę konno czy siłownię też nie.Ich jedyną
          atrakcją i "wyjazdem" są comiesieczne wyjazdy do sklepu (założę się,że sklep
          typu Biedronka,na Almę ich raczej nie stać).
          A gdzie zwiedzanie innych miejsc,wakacje ,zainteresowania i sport?
          Ja gdybym był taką "głową rodziny" chyba bym się zapadł pod ziemię a nie do
          gazety pisał.
          Mam nadzieję,że tej Pani Wioli chociaż imię zmienili,żeby nie musiała potem
          oczami świecić.
          • Gość: lelek kozodój Re: Życie za minimum i maksimum IP: *.wolainfo.com.pl 19.09.08, 14:04
            A ja się nie zgadzam z tym co mówisz. Ja jestem historykiem z wykształcenia i
            też mogłem zarabiać w szkole 1200 zł, ale wiedziałem ze za tyle nie utrzymam
            mojej rodziny i zrobiłem wszystko aby pracować w innej branży i udało się mam
            do łapki 3500 i się nie przepracowuję. Współczuję tej Pani Wioli bo straciła
            rodziców w podstawówce a wtedy człowiek nie wie co dla niego dobre jak nie
            przypilnują rodzice. Mam tylko nadzieję ze ta pani pójdzie wkrótce do pracy po
            jakiś szkoleniach w urzędzie pracy i im się ułoży. Bo w sumie najważniejsza w
            rodzinie jest miłość i wzajemny szacunek a wtedy to nawet za 1000 zł można
            przeżyć. Bez tego nawet jak ludzie mają 10 tyś to i tak są nieszczęśliwi.
            Trzymam za nich kciuki.
            • lubie_gazete Re: Życie za minimum i maksimum 19.09.08, 18:39
              Owszem przeżyć. I tylko przeżyć.Na jakiekolwiek inne życie oprócz
              "samego przeżycia" ich nie stać.
              Niestety oprócz jedzenia i opłat trzeba zapewnić dzieciom inne rzeczy,choć tylko
              sport (basen,narty,taniec),dobrą edukację,wyjazdy.
              1000zł styknie tylko jedzenie.
          • fiolka691 Re: Życie za minimum i maksimum 19.09.08, 14:28
            A dlaczego kobieta ma się wstydzić? ja też przez pewien czas żyłam
            podobnie. ale nie wisiałam na opiece społecznej, starałam się
            oszczędzać i tyle. Biedne życie nie znaczy złe.
            • nikodem_73 Re: Życie za minimum i maksimum 19.09.08, 16:08
              Też nie rozumiem tego "wstydu". Babcia mi powtarzała, że "żadna praca nie hańbi"
              i "wstyd to tylko kraść". No ale ona to urodziła się jeszcze przed pierwszą
              wojną światową i widać miała takie niewspółczesne poglądy.
              • lubie_gazete Re: Życie za minimum i maksimum 19.09.08, 18:37
                Wstyd fundować sobie dzieciaka jak się zarabia tak mało.
                Ciekawe co będzie jak dzieciak pójdzie do szkoły i potrzeba będzie kupić
                książek,ciekawe czy ich będzie stać.I na zajęcia pozaszkolne.
            • lubie_gazete Re: Życie za minimum i maksimum 19.09.08, 18:35
              fiolka691 napisała:

              > A dlaczego kobieta ma się wstydzić? ja też przez pewien czas żyłam
              > podobnie. ale nie wisiałam na opiece społecznej, starałam się
              > oszczędzać i tyle. Biedne życie nie znaczy złe.

              Oczywiście-biedne życie nie znaczy złe- znaczy po prostu gorsze.
          • Gość: maerose Re: Życie za minimum i maksimum IP: *.pil.vectranet.pl 19.09.08, 14:51
            To twój tekścik jest żenujący i na poziomie Joli Rutowicz.
      • Gość: Kaśka Życie za minimum i maksimum IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.09.08, 13:51
        Nie można się obejść bez wędlin i mięsa? Pierwsze słyszę. To nie są produkty pierwszej potrzeby. To przerobione na towar zwierzęta. Fasola jest tańsza i cruelty-free i wszystkim wyjdzie na zdrowie. Pozdrawiam
        • lubie_gazete Re: Życie za minimum i maksimum 19.09.08, 13:55
          I soja.
          A z czego masz zrobione buty? Czy nie z "przerobionych na towar" zwierząt?
        • Gość: a Re: Życie za minimum i maksimum IP: *.chello.pl 24.09.08, 02:31
          to okrutne wobec fasoli. jedzenie cruelty non-free.
      • Gość: dalton Życie za minimum i maksimum IP: *.adsl.inetia.pl 19.09.08, 14:11
        Kolejny artykuł z palca wyssany
      • Gość: Wiśnia Życie za minimum i maksimum IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 19.09.08, 14:29
        Studia skończyłam w 2003 r. Przez całe wakacje próbowałam znaleźć pracę w zawodzie. Wszędzie słyszałam "proszę zadzwonić za..." (tutaj padały różne przedziały czasowe). Stopniowo obniżałam kwalifikacje aby tylko gdzieś się załapać. W październiku po miesiącu szkolenia i zdanym kursie skończyłam jako agent ubezpieczeniowy z pensją 350 zł netto. Pracowałam w tym zawodzie, ale przez cały czas próbowałam coś zmienić. Szansą dla mnie okazało się spotkanie biznesowe z właścicielem biura architektownicznego. Na zakończenie rozmowy spytałam go czy nie potrzebuje u siebie asystenta projektanta instalacji sanitarnych. Sam nie potrzebował, bo nie miał takiego etatu u siebie, ale dał mi numer telefonu do projektanta, któremu zlecał projekty. Nie pamiętam już ile razy dzwoniłam. Za każdym razem słyszałam "jeszcze nic nie mam dla pani, proszę zadzwonić za miesiąc". Aż wreszcie na początku marca - telefon: "proszę przyjść do biura, dam pani temat". Wiedziałam że jest to dla mnie szansa na pracę w zawodzie. Przyłożyłam się do tego projektu ze wszystkich sił. Rano, do pracy jako agent, zaś wieczorami i nocą ślęczenie przy kompie i rysowanie. Spałam po 4-5 godzin, wyglądałam jak zombi. Ale projekt, który odniosłam po miesiącu dał mi wymarzoną pracę! Zwolniłam się i z dnia na dzień przeniosłam do biura projektowego, w którym pracuję do dziś.
        Wiele się w ciągu całego tego czasu nauczyłam. Przede mną jeszcze kurs i egzamin na uprawnienia projektowe.
        Ale jak widać w moim przypadku, łut szczęścia jest potrzebny!
        Jeszcze gwoli wyjaśnienia mojej sytuacji życiowej w tamtym okresie. Ukończyłam dzienną Inżynierię Środowiska na Politechnice Wrocławskiej. Przez 5 lat studiów miałam stypendium naukowe, mama dawała na stancję, dojazdy i jako takie przeżycie. Resztę dorabiałam stojąc jako hostessa na promocjach w marketach. Pracę dyplomową broniłam już pod nowym nazwiskiem ;) Razem z mężem wynajmowaliśmy wówczas małą kawalerkę. W zasadzie mogę powiedzieć, że to mąż nas w owym czasie utrzymywał. Moje 350 zł na niewiele się zdawało. Pierwsza umowa w biurze projektowym na pół etatu i 800zł - myślałam sobie: teraz to ja mogę pół świata wykupić ;))) Powoli awansowałam, w międzyczasie przenieśliśmy się do własnej kawalerki (kupionej na kredyt). Zaczęliśmy budowę domu - jest nieźle!
        Wiadomo, zawsze może być lepiej. Ale najważniejsze, nie porównywać się do nikogo! Zawsze znajdzie się sąsiad lub znajomy, który ma większe, lepsze mieszkanie/samochód/wycieczkę itp. (wstawić co komu pasuje).
        Pozdrawiam życząc zadowolenia z życia.
        Po prostu - być sobą i cieszyć się z tego co się osiągnęło.
        • Gość: k80 Re: Życie za minimum i maksimum IP: 89.171.60.* 19.09.08, 14:34
          gratuluję!

          Zaradnością, uporem, ambicją i pracowitością można zawojować świat niezależnie
          czy jest się w Polsce, Niemczech czy Irlandii.

          tak trzymać!!!

          K80
      • Gość: milka Życie za minimum i maksimum IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.09.08, 15:27
        Z własnego doświadczenia mogę powiedzieć tylko tyle że każdy jest kowalem
        własnego losu, a to jak go sobie wykuje zależy od tego jakim jest kowalem;)
        Mam 23 lata w tym roku kończę studia na kierunku historycznym,(specjalność
        filozofia z religioznawstwem ;P)cały czas studiuję dziennie i o bagatelo od
        ponad roku pracuję w biurze na pełnym etacie. Pracować zaczęłam w wieku 17 lat,
        najpierw zrywałam pieczarki, później pracowałam jako pakowacz studia dzienne
        mozna pogodzić z pracą,tylko trzeba jej poszukać i zrobić to z głową. Tak na
        prawdę da się zrobić wszystko,ale nie wystarczy chcieć, trzeba jeszcze wiedzieć jak.
        Problemem wielu ludzi po studiach jest właśnie to że nie wiedzą za bardzo jak
        się zabrać do normalnego życia, czas studiów jest raczej czasem zabawy i
        dekadencji, sama wybrałam kierunek który pociąga mnie intelektualnie, praca
        która wykonuję nie ma z nim nic wspólnego,sama uczyłam się podstaw
        administracji, pisania biznes planów robienia analiz etc. Kocham historię i
        filozofie, ale wiem ze pieniążki zarobic muszę gdzie indziej, moze na stare lata
        zrobie doktorat;), ale teraz zdobyte doświadczenie zamierzam wykorzystać w 100%
        i po obronie pracy zakładam własny interes.
      • Gość: realista Życie za minimum i maksimum IP: 212.160.172.* 19.09.08, 15:35
        Tak może w niektórych mieścinach da się przeżyć za 1100 zł na rękę 4
        osobowej rodziny.
        Wątpię jednak by była to okolica Warszawy :-(
        Mieszkam pod Warszawą i samego czynszu płacę ponad 500 zł z prądem i
        gazem ok 600 zł miesięcznie !
        Wiec jak niby za 400 zł 4 osoby miałyby przeżyć?
        Poza tym tu jest mowa o ludziach którzy mają własne "M" lub są w
        kwaterunku po prostu coś od tego chorego państwa dostali.
        Jeśli mieliby kredyt to już na bank nie starczyłoby im nawet na
        opłacenie tego kredytu :-(
        Są ludzie bez wykształcenia w Polsce to normalne jednak to nie są
        pensje 1100 zł ! To bezdomny tyle powinien mieć, a nie ktoś kto
        uczciwie pracuje cały miesiąc!
        Ten kraj się sam rozpadnie bo nie będzie komu pracować bo praca
        będzie (już jest nieopłacalna).
        Najlepsze jest to że chyba do 3 tys brutto w Polsce można zarobić i
        być nieopodatkowanym czyli 8,2 zł dziennie :-))))
        Parkning drożej wychodzi :-))) Porażka i żenada
        Ta granica to conajmniej 20000 zł powinna być a oni obniżają dla 99%
        społeczeństwa podatek o 1% (niech sobie w d.... wsadzą), a reszcie
        najbogatszej darują 8% :-)
        To jest nasz ukochany kraj umiłowany kraj...
        • Gość: k80 Re: Życie za minimum i maksimum IP: 89.171.60.* 19.09.08, 15:44
          a kto ci każe brać kredyt hipoteczny?

          jak masz za mało, to zarób więcej zamiast narzekać i dołącz do tych którym
          państwo daruje 8%. To właśnie o tych państwo powinno dbać najbardzie, bo tylko
          ci ludzie są w stanie pchać ten kraj do przodu.

          jak zobaczysz w poprzednich postach, to naprawdę łatwe i zależy tylko od ciebie.
      • Gość: żak Życie za minimum i maksimum IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.09.08, 15:39
        Mieszkam od urodzenia w warszawie, blok 59 metrów. Opłaty wszystkie
        900 zł w tym czynsz 580 zł. Przy dochodach na dwie osoby 3000zł nie
        ma co narzekać. Samochód zżera dużo pieniążków, zastanawiamy się nad
        jego sensem.
        • Gość: nauczycielka Re: Życie za minimum i maksimum IP: *.adsl.inetia.pl 19.09.08, 16:20
          ja w szkole jestem dopiero n-lem kontraktowym, pracuje co prawda sporo godzin,
          ale mam 2400 zł na rękę do tego dochodzą korepetycje. nie narzekam, choc kokosy
          to nie są. na szczęście mąz zarabia dużo więcej.
          a co do starych nauczycielek - racja. mają 18 godz. tyg i przezywają, ze do nocy
          zawalone pracami i juz na nic czasu nie mają.
          • Gość: ak Re: Życie za minimum i maksimum IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.09.08, 01:01
            Moja siostra jest nauczycielem stażystą. Pensja zasadnicza to 900 zł do
            "roni",ale ma dziewucha sporo nadgodzin. Oprócz tego pracuje jeszcze na 1,5
            etatu i jest zadowolona. Najbardziej narzekają, jak zresztą wyżej wspomniano,
            nauczyciele ze stażem, co nawet już nadgodzin nie biorą, bo im się nie kalkuluje.
      • sendivigius Życie za minimum i maksimum 19.09.08, 16:29
        O Matulo Maryjo! Jak to kiepsko byc starym. Bo pamietam ze dawno
        temu w Swiecie Mlodych byly artukuly w serii "reportaz wyssany z
        palca". Kiedys jeszcze dziennikarze nie mieli czytelnikow za
        idiotow, a dzis kazdy stazysta w GW co musi wykazac sie
        pseudointelektem wymysla bzdury pod pozorem relacji z
        rzeczywistosci.

        Zapomniano dodac ze imiona zostaly zmienione, nazwa miasta zostala
        zmieniona, ze zawody bohaterow zostaly zmienione ... no i ze zarobki
        tez zostaly zmienione. A tak naprawde to palec byl brudny od smarkow
        z nosa.
      • Gość: thesebul Życie za minimum i maksimum IP: *.238.92.2.ip.airbites.pl 19.09.08, 17:01
        Studia zaoczne skończone 10 lat temu - politologia.
        Skończone poza Warszawą.
        Mieszkam i pracuję w mieście około 140 tysięcy.
        Zarabiam 4 tys netto, jestem zastępcą szefa. Do tego telefon i
        premia roczna i obrotowa. Cud miód
        Stanowisko to poprzedziły lata ciężkiej pracy w innych branżach.
        Znalazł się czas i na UK, jednak to nie to, ja kocha ten kraj jakim
        jest.
        Pracę w obecnej firmie znalazłem 4 lata temu z GW.
        Stanowisko kierownika, po pół roku ciężkiej pracy awans na
        kierownika sprzedaży.
        Szef- moj rówieśnik ( 34). Podobne zainteresowania, ciężką pracą i
        szczęściem doszedł do tego co teraz ma.
        A ja dzięki niemu mam spokój i kreatywną pracę i pomysły z którymi
        się z nim dzielę. facet otwarty jak tylko może w ramach więszego
        oddziału dużej firmy. Potrafi doceniać.
        Ciężko mi było nieraz a teraz dla mnie nastały fajne czasy. Mam
        mieszkanie w tym miejscu gdzie pracuję. Wkoło lasy, w góry 1 h .
        I teraz mam dylemat : otrzymałem propozycję z firmy współpracującej.
        Praca w Warszawie, Key Account Manager. Pensja 12 netto i wszelkie
        dodatki : samochód, służba zdrowia prywatna itepe.
        i co ? zastanawiam się , pewne wartości są ważniejsze.
        Porozmawiałem ze swoim szefem ( tak tak) i on stwierdził że jak dla
        niego to nie byłaby to ciekawa oferta ale dla mnie powinna. Z
        drugiej strony że byłoby smutno gdybym odszedł ale każdy biznes nie
        ma dziur. Co za podejście.
        Ale sprawa najważniejsza : narzeczona mieszka w stolicy. Ona nie
        naciska. I tak postanowiliśmy że nie będziemy mieszkać w Wawce. To
        mój wybór. Więc teraz siedzę ( w przyszłym tygodniu rozmowa z
        prezesem tej firmy) i się zastanawiam. dylematem nie są pieniądze.
        Oboje zarabiamy na takim poziomie że jest ok. Zastanawiam się czy to
        miejsce będzie dobre do pracy. Czy bedzie atmosfera, czy
        współpracownicy i podwałdni będą podobni chociaż do osób z którymi w
        tej chwili współpracuję. Czy macie jakieś uwagi i rady ????
        Chętnie skorzystam.
        Jedno jest pewne reasumując: patrząc na moją karierę to istnieje
        normalny i nieskorodowany świat. Ludzi, którzy cieżką pracą potrafią
        być szczęśliwymi z życia. A satysfakcja gdy o tym myślę jest
        niepodrabialna.I szczęscia trochę i osobowości trzeba. A i tak
        zdarzą się ludzie w teczkach przyniesieni. Pogódźcie się z tym. Na
        zachodzie to też nie jest jakaś anomalia.
        Pozdrawiam wszystkich
      • Gość: czepialska_marta Tragiczna interpukcja IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.09.08, 17:07
        Zwłaszcza ten brak przecinków po zdaniach podrzędnych... To już kwestia nie tyle interpunkcji, co zwykłej logiki.
        • Gość: thesebul Re: Tragiczna interpukcja IP: *.238.92.2.ip.airbites.pl 19.09.08, 17:25
          Z logiką u mnie wszystko jest akurat ok. Tylko jaką logikę w tej
          całej dyskusji ma Twój głos? A sprawę pisowni proszę pozostawić
          autorowi. Z góry dziękuję.Bez odbioru
          • Gość: Peace geht raus A jednak IP: 195.164.254.* 19.09.08, 19:53
            hehe. Trzeba przyznać, że Marta jest rzeczywiście trochę czepialska
            i jej głos niewiele wnosi. A jednak... Z drugiej strony ja na Twoim
            miejscu ne ignorowałbym interpunkcji z prostej przyczyny - bo
            przecież piszesz komentarze po to, by ktoś je czytał, prawda? A gdy
            na przykład ja widzę taki długi pozbawiony przecinków komentarz i
            widzę, że przez to trudno się go czyta... po prostu go nie
            czytam! :P Pewnie nie zawsze tak, jest - przyznaję. Ale w pewnym
            stopniu na pewno tak: dobra ortografia i interpunkcja wpływa
            pozytywnie na odbiór Twoich komentarzy i sprawia, że więcej osób je
            czyta.
        • Gość: Lex Re: Tragiczna interpukcja IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.09.08, 01:27
          Gość portalu: czepialska_marta napisał(a):

          > Zwłaszcza ten brak przecinków po zdaniach podrzędnych... To już kwestia nie tyl
          > e interpunkcji, co zwykłej logiki.

          skretyniała trollka... tylko to moge o tobie powiedziec pipo.
      • Gość: clockworkz Fajne zarobki. Tylko chyba nieprawdziwe. IP: 82.207.140.* 19.09.08, 17:16
        W jednym z większych miast Polski, jako inżynier programista, z trudem mogłem dojść do połowy tego, co miał ten typek po ogólniaku. Do tego architekta to nawet nie mogłbym podskoczyć.

        Dlatego jestem niemalże pewien, że podane zarobki są nieprawdziwe.
        • Gość: trini porównanie życia kobiety i mężczyzny? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.09.08, 18:17
          dzieciatej kobiety z samotnym facetem?

          Kobieta, jeśli nie odda żłobkom, przedszkolom i dodatkowo opiekunkom czy babciom
          swojego dziecka- nie ma szans na porządny zarobek.

          Samotny młody mężczyzna byłby nieudacznikiem, gdyby nie umiał zarobić.

          W naszym kraju kobiety muszą wybierać między przynosząca dochody praca i
          rodzina, a mężczyźni nie.


          Dlatego gdzieś na początku wątku jakaś Katarzyna nie dowierza, że można nie mieć
          kasy- bo jest singlem w dobrej firmie z pełnym wsparciem zdrowych i sprawnych
          rodziców. Ot, taka księżniczka.

      • amambilis Życie za minimum i maksimum 19.09.08, 18:42
        I jaki z tego morał? Że pieniądze szczęścia nie dają?
        Odkrywcze.
        amabilis.blox.pl/html
      • Gość: Artur firma doradcza 9000 netto IP: *.chello.pl 19.09.08, 19:01
        moim zdaniem to jest za mało w stosunku do wkładu mojej pracy w dochody firmy
      • Gość: gosc Życie za minimum i maksimum IP: 212.127.64.* 19.09.08, 19:07
        nie ma w tym nic dziwnego.to ze sa roznice w zarobkach.ja np wydaje na siebie
        2000-2500zl a moj kolega z dawnej szkoly podstawowej z jednej lawki wydaje 20
        000-50 000zl na miesiac.mamy po trzydziesci pare lat.z tym ze ja jestem
        pracownikiem fizycznym,a on prezesem bardzo powaznego koncernu.i czemu tu sie
        dziwic?dodam tylko ze to rodzinny koncern.maja swe filje w calej europie.ale
        wcale mu nie zazdroszcze zycia.z tego co on zarabia tak na prawde korzystaja
        jego zona i dzieci.bo on nie ma na to czasu.w domu jest gosciem.caly czas zyje
        na walizkach i w hotelach.a ja po pracy mam wolne i jestem w domu.no i mnie te
        2500zl wystarcza.nie martwie sie o chleb.i nie musze kupowac na raty np
        lodowki czy tv.

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka