obizzonia
31.10.08, 17:39
Mam straszny nastrój, mam ochotę coś rozwalić, lepiej chyba jednak będzie dla
mnie, jeśli napiszę na forum. Mam problem w pracy i od jakiegoś czasu tkwię w
martwym punkcie nie mogąc go rozwiązać. Chodzi o mojego szefa, z którym
popadłam w konflikt, zupełnie nie mając takiego zamiaru. Któregoś razu po
prostu wytknęłam mu błąd w pewnej kwestii, udowodniłam, że mam rację i on do
tej pory nie może mi tego wybaczyć, choć sprawa naprawdę nie była poważna.
Chodziło po prostu o ambicję i, jak to mówią, "kto dalej sika". Od tamtej pory
jestem notorycznie pomijana przy awansach, szef przy każdej okazji wypomina mi
jakieś niedopatrzenia, choćby najdrobniejsze, i zawsze robi to przy innych
pracownikach żeby obniżyć mój autorytet. Pracownicy młodsi ode mnie stażem i
naprawdę niespecjalnie pracowici są przez niego bardziej doceniani niż ja,
mimo, że jestem zaangażowana w tą cholerną firmę i zależy mi na pracy. To jest
właśnie najgorsze - lubię tą pracę a poza tym nie chcę dać szefowi
satysfakcji, że udało mu się mnie wykurzyć. Mimo to, czuję się podle. Jestem
bezradna, nie mam chyba perspektyw na specjalną karierę w tej firmie, a poza
tym stresuje mnie każdy najmniejszy kontakt z szefem. Trzęsą mi się ręcę jak
tylko go widzę, chociaż bardzo udaję, że nie widzę jego intryg.
Współpracownicy niczego nie widzą, jak raz zwierzyłam się dziewczynie z biura,
to stwierdziła, że przesadzam! I jak tu nie zwariować?