Gość: mary
IP: 92.68.73.*
22.05.09, 08:30
Wczoraj mialam rozmowe o prace i moja glowna wada, ktora zadecyduje o tym, ze
pracy nie dostane jest to, ze mieszkam i studiuje za granica. Nie pytano o to,
ze mam bardzo dobra znajomosc jezykow obcych, o to, ze mam doswiadczenie,
ktorym moim zdaniem moge sie naprawde pochwalic, o to, ze na studiach mam
swietne wyniki i moge sie pochwalic fachowa wiedza zarowno akademicka jak i
praktyczna. Wlasciwie to nikogo nie interesowalo, jedynym problemem byl fakt,
ze w ogole jestem za granica, ze wyjechalam. Na pytanie, czy chce wrocic
powiedzialam zgodnie z prawda, ze chce jeszcze zdobyc troche doswiadczenia za
granica, a potem wrocic jak najbardziej (to juz niezgodnie z prawda, bo wcale
nie wiem).
Praca byla w ramach konkursu Grasz o staz - dlatego w ogole rozmowa sie
odbyla, bo zgodnie z regulaminem musza przeprowadzic rozmowy z ludzmi, ktorzy
przeszli do drugiego etapu. Inaczej podejrzewam, ze moje CV by od razu
wyladowalo w niszczarce.
Czy w Polsce ludzie nie lubia emigrantow? Juz drugi raz z rzedu mam takie
negatywne doswiadczenie - chyba gdybym zamiast na renomowaych zagranicznych
uczelniach studiowala na UW i zamiast miec praktyki w miedzynarodowych
organizacjach, do ktorych cudem mozna sie dostac mialabym praktyki gdzies w
Warszawie w jakims banku to potraktowaliby mnie o wiele lepiej. Troche tego
nie rozumiem, moze mnie ktos uswiadomi, w czym tkwi tu problem? Dodam, ze za
granica mam super mozliwosci i ludzie naprawde doceniaja moje doswiadczenie,
kwalifikacje i znajomosc jezykow, mam tu duzo ofert pracy i mozliwosci. Aha, i
nie jestem arogancka, nie twierdze, ze jestem super, umiem sie zachowac na
rozmowie, nie robie z siebie jakiegos osmego cudu swiata, wiec to na pewno nie
jest problemem.