Dodaj do ulubionych

UE argumenty za i przeciw

18.04.03, 22:23
Na początek coś co obala mit wielkiej kasy która ma spłynąć do Polski

Choć przywódcy UE mówili w Kopenhadze, że przyjęcie 10 krajów będzie
kosztować Piętnastkę w ciągu trzech lat 40 mld euro, to z liczb
ogłoszonych
teraz w Brukseli wynika, iż naprawdę wyłożą cztery razy mniej - podaje
IHT.

"International Herald Tribune" pisze, powołując się na dane, które w
poniedziałek udostępniła unijna komisarz do spraw budżetu, Michaele
Schreyer, że koszt rozszerzenia w okresie 2004-2006 wyniesie
tylko 10,3 miliardów euro.

Amerykański dziennik wyjaśnia, że będzie tak głównie dlatego, iż nowi
członkowie wpłacą w tym okresie tytułem składek 15 miliardów euro, "a
znaczna część pomocy obiecanej w budżecie nigdy nie zostanie
spożytkowana"
(bo kraje Dziesiątki nie zawsze zdołają spełnić warunki, od których UE
uzależnia wypłatę pieniędzy z poszczególnych funduszy). "Rozszerzenie
okazało się o wiele tańsze niż początkowo przewidywano" - cytuje IHT
słowa Michaele Schreyer. - "Trudno o korzystniejszą cenę".

Przyjęcie 10 nowych krajów będzie kosztować każdego mieszkańca
Piętnastki zaledwie 9 euro rocznie. Poprzednio - dodaje dziennik - eksperci
mówili o 30 euro.

Powołując się na dane udostępnione przez Schreyer, IHT pisze, że nowe
kraje UE otrzymają w pierwszych latach członkostwa na rozwój infrastruktury,
wsparcie dla rolnictwa i inną pomoc "ułamek tego, co dostaje wielu
obecnych - a przy tym znacznie bogatszych - członków Unii".

W pierwszym pełnym roku członkostwa, 2005, Polska otrzyma z Brukseli
pomoc w wysokości 67 euro na osobę, Węgry 49 euro, Słowenia 41 euro, a Czechy
29 euro.

Tymczasem Grecja dostaje obecnie na te same cele 437 euro na osobę
rocznie, Irlandia 418 euro, Portugalia 211 euro, a Hiszpania 126
euro. "Oczekuje się - pisze IHT - że sumy te pozostaną niezmienione w
przybliżeniu do 2007 roku", kiedy zaczyna się nowy okres budżetowy.

"Choć niektórzy eksperci w Brukseli od wielu miesięcy mówili o tej
wielkiej rozpiętości kwot dla Zachodu i Wschodu, pojawienie się tych liczb
wypisanych czarno na białym (w dokumentach unijnych) może działać na korzyść
przeciwników akcesji w dziesięciu krajach, które zamierzają
przeprowadzić w rzyszłym roku referenda w sprawie wejścia do Unii" - zauważa
IHT.

"Te liczby naprawdę mogą wystraszyć ludzi we Wschodniej Europie" -
powiedziała dziennikowi Heather Grabbe z londyńskiego Centrum dla
Reformy Europejskiej. - "Przeciętny Polak i Węgier może przy okazji
referendum zadawać sobie pytanie: `Dlaczego ta organizacja działa w tak
wariacki sposób?".
Korespondent "International Herald Tribune" pisze, że Schreyer
przedstawiła tylko wybiórcze dane o wysokości sum, które kraje Piętnastki
wniosą w latach 2004-2006 na potrzeby rozszerzenia Unii, a przy tym "być
może z uwagi na to, iż wkład poszczególnych krajów jest drażliwą sprawą,
ogłosiła te liczby reporterom tylko ustnie".

Schreyer powiedziała, że Francja zapłaci 1,93 mld euro, Hiszpania 900
mln, Portugalia 162 mln, Grecja 192 mln, a Holandia 600 mln euro.

Heather Grabbe uważa, że 10,3 mld euro pomocy netto "to drobna suma". W
rozmowie z IHT dodała, że nowi członkowie nawet tego nie otrzymają w
całości, bo nie zawsze będą mogli spełnić wszystkie kryteria wymagane
przy wypłacie środków z różnych funduszy pomocy


Obserwuj wątek
    • maciej_ow Re: UE argumenty za i przeciw 19.04.03, 23:11
      Informacje niepokojące, ale...
      Są to dane z tylko jednego źródła, przekazane przez jednego urzędnika (jak
      wysoki to szczebel ?), nie znalazłem ich bezpośredniego potwierdzenia. W ogóle
      wszystkie dane tyczące się pieniędzy z Unii są niepewne i dość szybko ulegają
      zmianie. To, że będziemy dostawać mniej wiadomo już od pewnego czasu (choć
      głośno się o tym nie mówi - idealizowanie obrazu integracji z Unią to
      rzeczywiście poważny problem, niemała w tym, jak powszechnie wiadomo, zasługa
      premiera Millera,ministrów Wiatra, czy Nikolskiego). O ile mniej ? Tu już
      zdania są mocno podzielone (i szybko się zmieniają, jak napisałem powyżej).
      Spełnianie kryteriów ? Tu dużo zależy przede wszystkim od nas. Nie dziwmy się,
      że nawet przy maksymalnym wysiłku możemy nic nie dostać przez niespełnienie
      warunków otrzymania pieniędzy. Przecież wciąż nie jesteśmy pierwszą ligą
      kontynentu (swoją drogą uważam, że Unia, przyjmując nas i niektórych naszych
      sąsiadów z takim poziomem jaki reprezentujemy/czyt. stan gospodarki, poziom
      zarządzania, zalążki czegoś co na Zachodzie nazywa się społeczeństwem
      obywatelskim/ robi nam niemałą łaskę).
      Artykuł "sieje ferment" ale na razie zachowuję postawę mocno sceptyczną wobec
      tych rewelacji (postawę graniczącą z zatwardziałością niektórych eurosceptyków,
      ale mniejsza już o to :) ).
      Czekam na więcej.
      Tymczasem idę się oddać lekturze raczej prounijnych artykułów
      najnowszej "Polityki" (polecam artykuł o prof.Huebner) i raczej
      antyunijnego "Naszego dziennika"(wypada wiedzieć co "wypisują" /czytać z lekką
      ironią/ po przeciwnej stronie barykady :) ).
      • ramon1977 Re: UE argumenty za i przeciw 20.04.03, 00:23
        Traktat akcesyjny podpisany, więc warunki już się nie zmienią. Maciej jeśli
        ktoś jest przeciwny unii to nie znaczy, że jest zwolennikiem LPR czy Samoobrony
        możesz mi wierzyć. Nie wydaje mi się żeby Unia robiła nam jakąś łaskę
        przyjmując nas w swoje szeregi, wręcz przeciwnie jest to dla niej doskonały
        interes. Polska aby wyjść mniej więcej na zero w ciągu pierwszych trzech lat
        musi znależć w swoim budżecie minimum 8 - 9 miliardów Euro, do tego należy
        dodać dopłaty do rolników ( które sami sobie wynegocjowaliśmy bo unia daje
        tylko 25%) co dajke sumę 6,6 miliarda rocznie. Dlatego obawy należy mieć co do
        tego co stanie się gdy przystąpimy do wspólnoty a nie odwrotnie. Z tego co
        widać reforma finansów raczej się nie powiedzie, już teraz i tak jest zbyt
        późno aby mogła ona przynieść wymierne efekty w roku następnym. Nieuniknionym
        będzie więc podwyższenie podatków, co będzie tragiczne dla gospodarki i wcale
        wpływów budżetowych nie zwiększy. Prawdopodobnie będzie to podwyżka Vat. Jeśli
        do tego dodać upadek wielu firm nie posiadających certyfikatów unijnych to
        obraz niezbyt ciekawy. Inne źródła? Rzeczpospolita z 03.12.2002 roku Rok
        zaciskania pasa. My po prostu nie jesteśmy gotowi na członkostwo w UE i jeśli
        się tam znajdziemy to może się to źle skończyć, a winę ponoszą za to wszystkie
        rządy nie robiące nic aby sytuację budżetową zmienić.
        • maciej_ow Re: UE argumenty za i przeciw 20.04.03, 09:55
          Ok, w większości się zgadzam /"w większości" oczywiście nie znaczy całowicie i
          bezkrytycznie/ , ale rozwiej proszę moje wątpliwości:
          skąd 8-9 miliardów ?
          czy jako członek Unii nie będziemy mieli wpływu na pieniądze nam przyznawane ?
          Składkę unijną trzeba wpłacić, ale te pieniądze wracają do nas tylko już z
          etykietką na co, po co i dla kogo, wydaje mi się, że jest to lepsze
          rozwiązanie, które z pewnością ograniczy skalę marnotrawstwa. Bardzo się mylę ?

          Poza tym jak już sam napisałeś, wciąż bardzo wiele (jesli nie najwięcej) zależy
          od nas.

          A na zakończenie zerknij na sygnaturkę. Myślisz, że można odnieść jej treść do
          integracji ?
          • ramon1977 Re: UE argumenty za i przeciw 20.04.03, 22:08
            Arytmetyka jest prosta 8 - 9 miliardów to składka + wkład własny do funduszy
            unijnych, skromnie licząc. Tak wszystko jest w naszych rękach zgadzam się.

            AKCESJA W ROKU 2004 OZNACZA BANKRUCTWO POLSKI
            Nawet wielkonakładowa prasa, uzależniona od prounijnych elit, przyznała, że
            kopenhaskie „negocjacje” premiera Millera były teatrem. W istocie Polska ma być
            w przewidywalnej przyszłości płatnikiem netto do unijnej kasy. Trzeba będzie
            zapłacić składkę do budżetu UE (6,2 mld zł) oraz pokryć utracone zyski z ceł
            (3,5 mld zł). Trzeba będzie wydać około 4 mld zł na współfinansowanie
            inwestycji prowadzonych z unijnych funduszy strukturalnych. Te koszty obciążą
            polski budżet w najtrudniejszym momencie, kiedy czekają nas wielomiliardowe
            spłaty długu krajowego i zagranicznego. Dodatkowo trzeba liczyć się z
            mniejszymi o 2,7 mld zł wpływami z zysku NBP. Dostaniemy z budżetu UE zaledwie
            1,7 mld zł kompensat. Do państwowej kasy wpłynie też około 0,4 mld zł na
            uszczelnienie wschodniej granicy. Nierealistyczny budżet na rok 2003 zakłada
            deficyt w wysokości 40 mld zł, a przecież założone wpływy z podatków są
            całkowicie niewiarygodne. Niewiarygodny jest bowiem wzrost gospodarczy na
            poziomie ponad 3 proc. Deficyt więc okaże się znacznie wyższy, niż przewiduje
            rząd. Spowoduje to utratę wiarygodności kredytowej Polski i wzrost kosztów
            nowych pożyczek. Przystąpienie do Unii na obecnych warunkach i przy
            gigantycznym deficycie budżetu państwa może spowodować załamanie finansów
            publicznych i załamanie kursu złotówki, a co za tym idzie, ogromny wzrost cen
            paliw i innych dóbr importowanych, inflację, kryzys budżetów domowych i
            finansów przedsiębiorstw. Wzrost cen będzie dodatkowo wywołany skokową podwyżką
            VAT-u na artykuły pierwszej potrzeby. Zderzenie z konkurencją unijną bez
            uprzedniego przygotowania i dokapitalizowania polskiej gospodarki samo w sobie
            zresztą  co przyznają eksperci rządowi  musi wywołać w Polsce falę bankructw.
            Wniosek jest prosty. Prawdziwe przygotowanie do akcesji musi potrwać kilka lat.
            Należy przeczekać depresję, zrównoważyć budżet, obniżyć podatki i koszty pracy
            oraz innymi sposobami zwiększyć konkurencyjność Polski, należy wreszcie
            zahamować nierównowagę w handlu zagranicznym. Lewicowy rząd wykazał, że jest
            niezdolny do takiej polityki. Dlatego wprowadzić Polskę do Unii może dopiero za
            kilka lat nowa, konsekwentna prawica, jeżeli tylko z kalkulacji wyniknie, że
            zgodne to jest z polską racją stanu. Racją stanu zaś jest zbiorowy interes
            Polaków, a nie korzyść elit.

            W UNII NIE MA PRACY DLA POLAKÓW

            Polacy chcieliby chociaż znaleźć zarobek w Unii, ale tamtejsze związki zawodowe
            nie dopuszczą nas do pracy. Są też inne ograniczenia. Już dziś barierą okazuje
            się nieznajomość języków lub zaskakująco niskie wynagrodzenia oferowane
            Polakom. W pierwszych latach członkostwa najskuteczniejszą drogą do
            zarobkowania w Unii będzie wczesna nauka obcych języków, stała emigracja i
            podjęcie tam studiów. Ta droga, droga dla najmłodszych, ambitnych Polaków z
            dużych miast nie jest jednak zamknięta także i bez akcesji do Unii.

            Dlatego Unia Polityki Realnej zaleca głosowanie przeciw ratyfikacji przez
            prezydenta traktatu o przystąpieniu Polski do Unii Europejskiej. Wbrew rządowej
            propagandzie niezależne sondaże wskazują, że większość głosujących będzie po
            naszej stronie.

            dr Marcin Masny, Rada Główna UPR
            źródło: www.upr.org.pl
            • ramon1977 Re: UE argumenty za i przeciw 20.04.03, 22:11
              5 powodów dla których należy powiedzieć Nie w referendum.

              1. Wejście do Unii może być samobójstwem dla polskiego budżetu i gospodarki.

              Koszt wejścia Polski do UE jest tak ogromny, że dla wielu osób wydaje się
              niewyobrażalny. Lepiej więc przeliczyć ile rozszerzenie kosztować. Polski nie
              stać w chwili obecnej na wejście do UE. Roczne koszty rozszerzenia zwiększą o
              10% roczne wydatki Polski.

              Sama składka w 2005 wyniesie 11 mld zł. A Budżet RP rocznie dysponuje kwotą
              poniżej 200 mld. Gdy dodamy do tego koszty współfinansowania inwestycji w celu
              pozyskania unijnych funduszy, koszt opłacenia 18 000 nowych urzędników unijnych
              oraz innych „dostosowań” otrzymamy kwotę około 20 mld zł. Co to oznacza dla
              przeciętnego zjadacza chleba? Te dodatkowe 10% trzeba będzie skądś wziąć. Można
              spodziewać się podwyżek podatków, cięć w sferze budżetowej, lub zwiększenia
              deficytu.

              Obecnie przygotowywany przez p. Kołodkę „Plan ratowania finansów publicznych”
              to nic innego jak plan pozyskania środków na finansowanie uczestnictwa w UE.
              (Prawdopodobnie przez podwyżkę podatków, ale o tym dowiemy się dopiero po
              referendum unijnym).

              Tego, w jaki sposób podwyżki podatków hamują wzrost gospodarczy tłumaczyć chyba
              nie trzeba.


              2. Polska wynegocjowała złe warunki przystąpienia.

              Z racji ograniczonego miejsca poprzestaniemy na kilku zaledwie przykładach:

              - Drastyczne warunki dla polskiego rolnictwa – zaniżone dopłaty, oraz zaniżone
              limity produkcyjne, powodujące, że nawet duże, wielusethektarowe gospodarstwa
              polskie nie będą najprawdopodoniej w stanie konkurować z ich unijnymi
              odpowiednikami i zostaną prędzej czy później doprowadzone do bankructwa.

              - Krótki okres przejściowy na zakup ziemi w Polsce i brak regulacji kwestii
              granic z Niemcami. (Na Malcie na przykład zakup domków letniskowych przez
              obcokrajowców nie będzie nigdy możliwy). Istnieje ryzyko, że gdy Niemcy już
              wykupią (lub uzyskają w procesach, gdyż nadal mają akty własności, które wg.
              prawa niemieckiego nie straciły ważności) tzw. „ziemie odzyskane” przekazane
              Polsce po II Wojnie Światowej w tymczasowe administrowanie, ogłoszony zostanie
              plebiscyt i Polska utraci 1/3 terytorium. Polityka unijna nastawiona na
              regionalizację ma na celu rozluźnienie związków między województwami, a
              władzami centralnymi państwa i osłabienie ich roli.

              - Polska uzyskała pod względem możliwości zwolnienia z VAT najgorsze warunki
              spośród wszystkich 10 państw kandydackich. Wg art. 24 ust. 2-6 traktatu
              akcesyjnego maksymalny poziom obrotów przedsiębiorstwa, które może być
              zwolnione z VAT wynosi 10 tys. euro, podczas, gdy np. Słowacja, Czechy, Węgry
              wynegocjowały sobie limity w wysokości 35 000.

              3. Polskie przedsiębiorstwa może czekać fala bankructw

              Polski rynek miał tylko kilkanaście lat, aby przygotować się do wolnej
              konkurencji z działającymi od kilkudziesięciu lat potężnymi przedsiębiorstwami
              unijnymi. Byłby to czas wystarczający, gdyby polski przedsiębiorca nie był
              nękany wysokimi obciążeniami podatkowymi, tonami uregulowań prawnych,
              dziesiątkami urzędów i formalności i zdany na łaskę lub niełaskę mafii
              urzędniczej.

              Dopuszczenie do wolnej konkurencji słabych polskich przedsiębiorstw i ich
              unijnych odpowiedników to tak jakby do jednej klatki wpuścić doświadczonego na
              wolności, schwytanego w Afryce lwa i dopiero co narodzonego w ZOO tygrysa i
              powiedzieć: „konkurujcie o jedzenie i niech wygra silniejszy!”. Wprawdzie oba
              to drapieżniki, ale efekt walki można łatwo przewidzieć.

              4. Tak zwane „korzyści”, którymi kuszą nas unijni agitatorzy oraz reklamy
              telewizyjne są w większości mocno wyolbrzymione, lub można je wręcz określić
              jako kłamstwo.

              Najbardziej podłym i najbardziej rozpropagowanym kłamstwem jest informowanie
              społeczeństwa pogrążonego w kryzysie, że wejście do UE zmniejszy bezrobocie, i
              da Polakom legalne zatrudnienie za granicą. W samych opracowaniach UKIE, które
              nie są rozpowszechniane można znaleźć informację, że Polacy wcale nie będą
              pracować w UE:

              „Doświadczenia Unii nie potwierdzają oczekiwań co do możliwych olbrzymich fali
              migracyjnych po liberalizacji rynku pracy.”
              „W szczególności nieuzasadnione okazały się obawy dotyczące potencjalnie dużej
              migracji z krajów iberyjskich i Grecji. Zamiast spodziewanego napływu milionów
              pracowników, ze wszystkich tych trzech krajów migrowały co najwyżej dziesiątki
              tysięcy, a nawet pojawiły się oznaki spadku liczby obywateli hiszpańskich
              żyjących w innych krajach Unii” - Negocjator Rządu RP - Witold Orłowski

              5. Wbrew opinii polityków pozbawionych alternatywy, największą szansą dla
              szybkiej poprawy sytuacji w Polsce jest pozostanie poza strukturami UE

              Tylko nie wchodząc do Unii Polska będzie miała szansę:

              - Obniżyć podatki i przyśpieszyć wzrost gospodarczy (nie będzie dodatkowych 10%
              kosztów związanych z integracją)

              - Podobnie jak Norwegia wejść do Europejskiego Obszaru Gospodarczego, gdzie
              koszt członkostwa wynosi 100 mln, a nie 11 mld zł rocznie.

              - Zachować suwerenność w podejmowaniu decyzji i mieć w przyszłości możliwość
              podpisywania umów i regulacji polityki celnej z innymi rynkami, jak rynek
              amerykański (NAFTA), czy dynamiczne rynki wschodniej Azji.

              - Nic nie stoi na przeszkodzie, aby Parlament korzystał z uregulowań unijnych,
              gdyby były one dobre. Tak było podczas kopiowania rozwiązań z zakresu turystyki
              w 1997 r. Za możliwość kopiowania unijnych ustaw nie musimy płacić 11 mld zł
              rocznej składki. Będąc poza UE nie będziemy musieli przyjmować tysięcy
              uregulowań prawnych dotyczących krzywizny banana, czy ustawowej definicji
              trójkąta.
              źródło: www.upr.org.pl


              • maciej_ow Re: UE argumenty za i przeciw 21.04.03, 14:33
                Spróbuję powstrzymać się od komentarzy na temat samego UPR.
                Przejdę od razu do komentarza(zwracam uwagę, ze dotyczy on Tylko samych
                powyższych dwóch tekstów).
                Do przeliczeń dotyczących budżetu się nie przyczepię. Powiem tylko, że w
                zalewie informacji dochodzących z różnych stron trudno stwierdzić, które
                odwzorowują rzeczywistość, a które są czarnowidztwem lub idealizacją. Możliwe,
                ze dowiemy się dopiero po wejściu do Unii (a zakładam, że wejdziemy).
                W częściach mniej mówiących o pieniądzach jest dużo lania wody, a mało
                popartych solidnymi argumenatmi faktów (przede wszystkim tekst dr Masnego).
                Sporo faktów jest pomijanych. Na przykład pisząc o zaniżonych dopłatach
                zapomina się jak zwykle o tym, że 100%-owa dopłata dla rolnika unijnego może
                być równa (lub wyższa, przy rozsądnym gospodarowaniu) 50%-owej (zakłąda, ze
                rząd spełni obietnice dorzucenia do dopłat) dopłacie rolnika polskiego,
                ponieważ siła nabywcza 1 euro w Polsce jest znacznie większa niż w Unii
                (zależnie od kraju).
                Nie obyło się też bez zabawnych twierdzeń o plebiscycie. Wykup i procesy są
                realne, ale 12-letni okres ochronny pozwoli na zbliżenie cen ziemi przez co
                potencjalni nabywcy zaczną się wykruszać. A procesy ? A czy moze ich być tyle
                żeby uczynić "ziemie odzyskane" na powrót na wskorś niemieckimi ? A jak wykupią
                to co potem ? Jak nie plebiscyt to wywiozą na taczkach. Jedziemy na Lwów ! ;)
                "Polityka unijna nastawiona na regionalizację ma na celu rozluźnienie związków
                między województwami, a władzami centralnymi państwa i osłabienie ich roli." -
                nie do końca prawda, ale jeśli komuś przeszkadza, że więcej pieniędzy(a przy
                okazji możliwość samodzielnego gospodarowania nimi) spływa do regionów to niech
                się przeprowadzi do Moskwy. Cytuję, ponieważ ten fragment nawiązuje do
                wcześniej podejmowanej na forum tematyki.
                Argumenty, że skoro Norwegia i Szwajcaria pozostają poza Unią to my też możemy
                nie trafiają do mnie, ponieważ te kraje stać na to i to nie one miały za sobą
                45 lat centralnego planowania. Członkostwo w Unii również nie wyklucza
                partnerstwa ekonomicznego z krajami spoza Unii , choć na pewno będzie to już w
                ograniczonym zakresie(wszystko to można zrekompensować).
                I te tysiące uregulowan prawnych ! Przykro kiedy biurokracja (w Polsce "rzekomo
                mniejsza" ale znacznie bardziej wkrępująca gospodarkę) przesłania inne istotne
                rzeczy. Że też UPR z taką dociekliwością nie przygląda się ubóstwianym przezeń
                Stanom Zjednoczonym Ameryki.

                Jeszcze mała dygresja.Nie zapominajmy też o sprawach ideologicznych. To, że
                wzniosłe słowa nie zamienią się w pieniądze na dopłaty nie powinno
                marginalizować Idei , tak czesto ostatnio zastępowanej wzniosłymi frazesami
                wygłaszanymi tylko na okazje...



                • ramon1977 Re: UE argumenty za i przeciw 21.04.03, 17:04
                  Każdy ma inne autorytety i wierzy włąsnym prorokom na tym polega wolność
                  wyboru... Co do argumentów politycznych typu "Niemcy nas wykupią" podchodzę do
                  nich z dystansem, jednak jest to jeden z argumentów strony w sporze i należy go
                  przedstawić. Osobiście nie sądzę żeby takie coś miało miejsce ponieważ
                  wystarczy spojrzeć na to co dzieje się na terenach byłej NRD, wszyscy którzy
                  mogli wyjechać na zachód Niemiec wyjechali zostały puste miasteczka i emeryci,
                  bezrobocie sięga tam ponad 20% a wpompowano tam taką kasę o której my nawet
                  śnić nie możemy. Pisało się nawet o 1,7 biliona marek. Jak widać samo bycie w
                  unii i pieniądze nie czynią dobrobytu ten tworzy się tylko dzięki pracy a tej w
                  ue coraz mniej. U nas będzie podobnie z tą różnicą, że tylu ludzi nie wyjedzie
                  i mniej pieniędzy dostaniemy, tzn może być gorzej. Ja jestem przeciwny ze
                  względu na ekonomiczne warunki akcesji i ograniczenia wolności gospodarczej
                  jakie obowiązują w unii - limity produkcyjne. To co się tam dzieje to
                  biurokratyzowanie gospodarki przypomina mi ekonomię socjalizmu, dokładnie o
                  czymś takim uczyłem się na studiach. Prymat polityki nad gospodarką i
                  stwierdzam,że w ostatnim czasie proces ten się nasila. To by tłumaczyło
                  dlaczego Miller i spółka tak nas tam ciągną. Unia wymyśla tysiące bzdurnych
                  przepisów, np krzywizna banana, pasy bezpieczeństwa w wózkach widłowych czy
                  zmiana kolorów gaśnic żeby nie pomylić ich z gazowymi przy gaszeniu pożarów,
                  nie wiem moze w ue się takie przypadki zdarzały ja w Polsce o takim nie
                  słyszałem. Moim zdaniem to tylko załatwianie roboty dla kolejnych urzędników,
                  tylko że to obniża konkurencyjność całej gospodarki i dobrze nie wróży na
                  przyszłość. Wystarczy popatrzeć na poziom bezrobocia w unii i chociażby w Usa.
                  Nie narzekałbym tak na te stany zjednoczone, zwłaszcza po ostatnich
                  reprymendach Chiraca czy Prodiego, wygląda na to, że Rosja nie będąc w unii
                  będzie miała więcej do powiedzenia niż Polska z 54 posłami w parlamencie
                  europejskim. To świadzcy tylko i wyłącznie o tym że traktuje się nas z
                  przymrużeniem oka.
                  • maciej_ow Re: UE argumenty za i przeciw 21.04.03, 19:36
                    Co do bezrobocia w Stanach i w Unii.
                    W UE jest ono bardzo zróżnicowane. W Niemczech kilkanaście procent (nie chcę
                    się pomylić więc piszę "kilkanaście"), a już w sąsiedniej Austrii bezrobocie
                    utrzymuje się na poziomie kilku procent (czyli praktycznie go nie ma gdyż te
                    kilka procent to w większości osoby, które tylko przejściowo, w krótkim okresie
                    czasu nie mają zatrudnienia). Podobnie jest w wielu krajach Unii. Większa część
                    odpowiedzialności za bezrobocie lub jego brak spada jednak na poszczególne
                    kraje.
        • Gość: LMB Re: UE argumenty za i przeciw IP: *.icpnet.pl 06.06.03, 20:03
          ramon1977 napisał:

          >[...]Nie wydaje mi się żeby Unia robiła nam jakąś łaskę
          > przyjmując nas w swoje szeregi, wręcz przeciwnie jest to dla niej doskonały
          > interes.

          Poprzyj to wyliczeniami. To, że Unia będzie dopłacać, to jasne. Ile na nas
          zarobią? Ile my tym samym zarobimy na braku barier handlowych?

          > Polska aby wyjść mniej więcej na zero w ciągu pierwszych trzech lat
          > musi znależć w swoim budżecie minimum 8 - 9 miliardów Euro, do tego należy
          > dodać dopłaty do rolników ( które sami sobie wynegocjowaliśmy bo unia daje
          > tylko 25%) co dajke sumę 6,6 miliarda rocznie. Dlatego obawy należy mieć co d
          > do tego co stanie się gdy przystąpimy do wspólnoty a nie odwrotnie.

          Nie, musimy się martwić tym, co się stanie jeśli nir pzystąpimy. Na razie
          złotówka ma się dobrze, bo Balcerowicz umie powiedzieć politykom "fuck you".
          Gdyby nie-daj-boże został prezesem NBP ktoś z SLD, to złotówka poleciałaby na
          łeb, na szyję w dół, a za tym inwestycje.

          Nie oszukujmy się, my się z tych inwestycji utrzymujemy.

          > Z tego co
          > widać reforma finansów raczej się nie powiedzie, już teraz i tak jest zbyt
          > późno aby mogła ona przynieść wymierne efekty w roku następnym.

          No to przyniesie w jeszcze następnym.
          > Nieuniknionym będzie więc podwyższenie podatków,

          Bzdura. Jak maleją obroty, to się nie pondosi ceny. Obniża się koszty. Więc
          trzeba będzie CIACH i obciąć dotacje dla kopalń (nareszcie! wiesz ile na to
          płacimy??? znacznie więcej niż Unia na nas, ok. 150€ na osobę)


          > Prawdopodobnie będzie to podwyżka Vat. Jeśli
          > do tego dodać upadek wielu firm nie posiadających certyfikatów unijnych to
          > obraz niezbyt ciekawy.

          Mało czasu było na wprowadzenie certyfikatów? Nie było dotacji z PHARE na to?

          > Inne źródła? Rzeczpospolita z 03.12.2002 roku Rok
          > zaciskania pasa. My po prostu nie jesteśmy gotowi na członkostwo w UE i
          > jeśli się tam znajdziemy to może się to źle skończyć, a winę ponoszą za to
          > wszystkie rządy nie robiące nic aby sytuację budżetową zmienić.

          Bo chołota robotnicza nadal czuje się jak w 1980 roku - pokrzyczeć, to
          dostaniemy. Kiedy w końcu ktoś zacznie rozbijać protesty górników?
          (przypominam, grupa ta żyje na nasz koszt, nie produkując NIC)



    • maciej_ow Re: UE argumenty za i przeciw 22.04.03, 14:20
      Troszkę odejdę od tematu i podam ostatnie wyniki sondaży :

      Z pośród osób, które zamierzają wziąść udział w referendum:

      CBOS
      10% jeszcze się nie zdecydowało, 22% jest przeciwne wejściu do UE, a 68% jest
      za wejściem do UE.

      OBW
      49% jest przeciwnych wejściu do Unii, 51 % jest za wejściem do Unii.

      podaje za TVN24, sondaż CBOS uznawany jest za bardziej wiarygodny.
    • maciej_ow Re: UE argumenty za i przeciw 22.04.03, 14:21
      Troszkę odejdę od tematu i podam ostatnie wyniki sondaży :

      Z pośród osób, które zamierzają wziąść udział w referendum:

      CBOS
      10% jeszcze się nie zdecydowało, 22% jest przeciwne wejściu do UE, a 68% jest
      za wejściem do UE.

      OBW
      51% jest przeciwnych wejściu do Unii, 49% jest za wejściem do Unii.

      podaje za TVN24, sondaż CBOS uznawany jest za bardziej wiarygodny.
      • maciej_ow Re: UE argumenty za i przeciw 22.04.03, 17:54
        Hm, posłuchałem w eremefce wywaidu z pracownikiem z OBW. Wytłumaczył, dlaczego
        wynik sondażu jest tak różny od dotychczasowych. Uwzględniono w nim znacznie
        więcej czynników mogących mieć wpływ na wynik referendum.
        I jestem bardziej przekonany do tego sondażu OBW gdzie głosy są rozmieszczone
        mniej więcej po równo.
        Tymbardziej, że sondaż CBOS-u został uznany za bardziej prawdopodobny /TVN24/
        dzięki wielkości i randze (marce) firmy.
        • ramon1977 Re: UE argumenty za i przeciw 22.04.03, 18:31
          Bezrobocie w Austrii wynosi trochę więcej niż 4%, w Irlandia ma bezrobocie 5%
          Luksemburg trochę ponad 2%. Tylko, że to o niczym nie świadczy bo gospodarki te
          mają niewielkie znaczenie dla całej ue. Jeśli już porównywać to z Niemcami
          prawie 5 milionów osób bez pracy, Francją, Hiszpanią - 11%, czy Włochami - 9%.
          Austria, Irlandia, Luksemburg to inna bajka inne gospodarki i inne kłopoty niż
          nasze. My musimy sie uporać z rolnictwem, przemysłem ciężkim itp. A co do
          Austrii to oni sami nie chcą już być w unii, tylko politycy decydują za nich.

          !

          Austria
          Prawie 200 tysięcy podpisów w sprawie referendum

          Chcą być poza Unią

          Działaczom austriackiego, ponadpartyjnego ruchu obywatelskiego "Wystąpić
          z
          UE" udało się zgromadzić wczoraj, po trwającej ponad miesiąc akcji,
          prawie
          194 tysiące podpisów pod petycją w sprawie zorganizowania referendum na
          temat opuszczenia UE. W samym Wiedniu petycję podpisało ponad 50 tysięcy osób.
          W sumie za rozpisaniem referendum opowiedziało się 3,5 procent uprawnionych do
          głosowania.

          Organizatorzy złożyli petycję w Radzie Narodowej, która teraz musi ją
          rozpatrzyć. Austriacka konstytucja stanowi bowiem, że referendum może
          zostać rozpisane wówczas, gdy domaga się tego co najmniej 100 tysięcy
          obywateli.
          Fakt, że ruchowi obywatelskiemu udało się przekonać tak wielu Austriaków,
          austriacki dziennik "Die Presse" uzasadnił wprowadzeniem przez Unię
          Europejską sankcji po utworzeniu prawicowego rządu kanclerza Wolfganga
          Sch�ssla. Austriacy są również zdeprymowani faktem, że jako mały kraj nie
          mają wpływu na decyzje zapadające w gremiach kierowniczych Unii.

          Austriacki parlament może odrzucić prośbę o referendum, gdyż żadne z
          ugrupowań zasiadających w Radzie Narodowej nie chce wystąpienia z Unii. -
          Jeśli jednak tak się stanie, posłowie sprzeciwią się woli austriackiego
          społeczeństwa. Powinni brać pod uwagę głosy obywateli, którzy
          zastanawiają się nad dalszym pozostaniem w UE. Nasza determinacja rośnie, a w
          krajach członkowskich Unii nie jesteśmy sami - ostrzegła jedna z działaczek
          ruchu obywatelskiego, Inge Rauscher, w wywiadzie udzielonym telewizji
          austriackiej.

          Andrzej Niewiadowski z Wiednia

          www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_001208/swiat/swiat_a_2.html#2

          Później jeszcze wrzucę coś ciekawego...
    • maciej_ow Re: UE argumenty za i przeciw 22.04.03, 22:12
      Dziś Gunter Verheugen przekonywał m.in. o tym, że skutki wejścia do Unii nie
      będą dla polskich przedsiębiorców takie złe jak się mówi. Na pewno tu dużo
      zwykłej prounijnej agitacji, ale jak gdzieś będa dostępne jakieś konkrety to
      chętnie poczytam i porównam z innymi materiałami.
      A jak będzie naprawdę ? Oczywiście dowiemy się po wejściu (zakładam, że
      wejdziemy choć wraz z rozrastaniem się tego wątku mój euroentuzjazm przygasa).
      Możemy się wtedy nieźle zdziwić.
    • ramon1977 Re: UE argumenty za i przeciw 23.04.03, 19:19
      Mój entuzjazm został zgaszony kiedy dowiedziałem się jakie są warunki.
      Odszukałem artykuł jaki ukazał się w Parkiecie kilka tygodni temu, ostatnio
      takie artykuły pojawiają się jak grzyby po deszczu...

      Przystąpienie Polski do UE będzie kosztowało nie 31, ale 72 miliardy zł
      72 mld zł sięgną wydatki Polski w latach 2004-2006 w związku z przystąpieniem
      do Unii Europejskiej - wynika z Programu Naprawy Finansów Rzeczypospolitej.
      Minister finansów Grzegorz Kołodko informował wcześniej, że będzie to 31 mln
      zł. Skąd się wzięła ta rozbieżność?

      Programie Naprawy Finansów Rzeczypospolitej, przedstawionym tydzień temu
      przez Ministerstwo Finansów, wyszczególniono, ile pieniędzy będzie musiał wydać
      nasz kraj w związku z wejściem do Unii Europejskiej. Aby skorzystać ze środków
      unijnych, które będą do naszej dyspozycji po wejściu do UE, potrzeba nam w
      latach 2004-2006 aż 41 mld zł. 22,5 mld zł wyłoży budżet państwa, 13,8 mld zł -
      samorządy, a 4,5 mld zł - inne instytucje. Te kwoty zostaną w większości
      przeznaczone na dofinansowanie różnego rodzaju inwestycji. Do tego dochodzi
      jeszcze 31 mld zł składek członkowskich, które Polska będzie musiała wpłacić do
      kasy UE oraz kas instytucji unijnych. Po zsumowaniu otrzymujemy kwotę 72 mld
      zł. Analitycy, z którymi rozmawialiśmy, potwierdzili wielkość wyliczonych przez
      PARKIET kwot, które Polska będzie musiała zgromadzić w związku z przystąpieniem
      do UE.

      Łącznie więc w najbliższych trzech latach tylko w budżecie państwa trzeba
      będzie znale�ć prawie 54 mld zł - po ok. 18 mld zł rocznie - na wydatki
      związane z Unią Europejską. Tymczasem minister finansów Grzegorz Kołodko
      twierdził wcześniej, że aby otrzymać 62 mld zł unijnych dotacji, musimy wnieść
      31 mld zł wkładu własnego. Prosiliśmy resort finansów o wytłumaczenie różnicy.
      Jarosław Skowroński, rzecznik MF, nie potrafił tego wytłumaczyć. - Proszę
      dokładnie przeczytać Program Naprawy Finansów, który wkrótce zaprezentujemy na
      stronach internetowych Ministerstwa Finansów - stwierdził.

      Rzeczywiście, wczoraj po południu opublikowano rozszerzoną prezentację
      Programu. Niestety, niczego nie wyjaśniła. Problemy z wytłumaczeniem 41 mld zł
      różnicy ma również Urząd Komitetu Integracji Europejskiej. - Nie mamy tak
      szczegółowych wyliczeń - powiedziała PARKIETOWI Ewa Haczyk, rzecznik prasowy
      UKIE. Podkreśliła, że Program Naprawy Finansów będzie jeszcze konsultowany.
      Dyskusje nad nim będą odbywały się w ministerialnym gronie. - Może on zostać
      jeszcze znacząco zmodyfikowany - stwierdziła E. Haczyk.

      Na dodatek, nie wiadomo, czy owe 72 mld zł to całość środków, jakie będziemy
      musieli wydać w związku z przystąpieniem do Unii Europejskiej. Do tej pory nie
      wiadomo bowiem, ile pieniędzy budżet wyda na bezpośrednie dopłaty do rolnictwa.
      Minister Kołodko planował przeznaczyć na ten cel 1,5 mld zł rocznie, tymczasem
      PSL domaga się co najmniej 2 mld zł.

      Jeśli wyliczenia resortu finansów są prawdziwe, to oznacza, że na wykorzystanie
      62 mld zł potrzeba nam łącznie 72 mld zł. Część z tego - owe 41 mld zł -
      zostanie w kraju, o ile się uda je zgromadzić.

      Ewa Bałdyga
    • ramon1977 Re: UE argumenty za i przeciw 29.04.03, 19:40
      Polska ma kłopoty z wykorzystaniem środków unijnego programu ISPA
      przeznaczonego na ochronę środowiska. Łączna wysokość kwot wypłaconych z tego
      funduszu stanowiła około 0,15 proc. przyznanej Polsce pomocy - wynika z
      przedstawionego we wtorek raportu NIK

      ISPA jest programem finansowej pomocy UE dla krajów starających się o akcesję.
      Polska może otrzymać co roku od około 156 do prawie 200 mln euro. Kontrola NIK
      wykazała, że w latach 2000-2002 Komisja Europejska zdecydowała, że może
      przyznać Polsce z funduszu ISPA 575 mln euro na realizację 23 projektów z
      dziedziny ochrony środowiska. Jednak do końca czerwca 2002 r. tytułem zaliczek
      faktycznie przekazano do Polski z tej kwoty prawie 27,7 mln euro na realizację
      11 projektów. Wydano znacznie mniej. NIK ustaliła, że ostatecznie tylko 0,15
      proc. przyznanej Polsce kwoty 575 mln euro trafiło do wykonawców projektu.
      Kontrolerzy uważają, że przyczyną opóźnień są m.in. braki organizacyjne i
      kadrowe w jednostkach odpowiedzialnych za wdrożenie programu ISPA,
      wielomiesięczne negocjacje i przewlekłe weryfikowanie dokumentów.


      Ludzie obudźcie się, Polska nie jest przygotowana do akcesji z UE, żeby wyjść
      mniej więcej na zero musimy wykorzystać minimum 48% pomocy. A należy pamiętać,
      że kwota do wykorzystania będzie dużo wyższa i będzie trudno osiągnąć nawet to
      0,15%. A składkę w wysokości 30 miliardów będziemy musieli wpłacić czy nam się
      to podoba czy nie. Będziemy najbiedniejszym płatnikiem netto w Europie, nie
      stać nas na dopłacanie do Niemców, Francji, W Brytanii, Hiszpanii czy
      Portugalii. Cytowany artykuł pochodzi z GW.
    • ramon1977 Re: UE argumenty za i przeciw 29.04.03, 19:46
      Urząd Rejestracji Leków, mimo że został powołany pół roku temu, wciąż nie
      działa tak, jak powinien. Urząd zatrudnia tylko kilku specjalistów, nie ma
      prezesa, a w ciągu roku jest w stanie rozpatrzyć zaledwie 500 wniosków o
      dopuszczenie danego leku na rynek.

      Cenzurka wystawiona przez Urząd jest dla firm farmaceutycznych przepustką do
      wejścia nie tylko na rynek europejski, ale także do utrzymania się na polskim
      podwórku. Jednak to, że URL może rozpatrzyć jedynie 500 wniosków rocznie
      oznacza, iż polskie nowe leki nie pojawią się szybko na rynku, a po wejściu do
      UE, z aptek może zniknąć kilka tysięcy specyfików, które nie doczekają się
      rejestracji zgodnej z unijnymi wymogami.

      Może się też zdarzyć, że polskie firmy farmaceutyczne całkowicie znikną z
      rynku: "Może się okazać, że za rok nie będzie większości firm, bo nie spełnią
      unijnych wymagań formalnych" - mówi Krzysztof Raczyński z Polfarmedu.

      W jeszcze gorszej sytuacji są producenci skomplikowanego sprzętu medycznego,
      którzy nie mają okresu przejściowego i swoje produkty - za olbrzymie pieniądze -
      muszą rejestrować za granicą.

      Za Rmf, kolejna branża do likwidacji??
    • ramon1977 Re: UE argumenty za i przeciw 30.04.03, 18:55
      Rodzina Prodiego
      Tygodnik "Wprost", Nr 1066 (04 maja 2003)


      Chwalić Boga, że kadencja obecnego przewodniczącego Komisji Europejskiej
      dobiega końca

      Politycy, którzy spotykają po raz pierwszy Romano Prodiego, przewodniczącego
      Komisji Europejskiej, zastanawiają się, czy jego zachowanie to jakaś
      wyrafinowana poza intelektualna, czy też mają do czynienia z człowiekiem o
      nietęgim rozumie. Kiedy spotykają go po raz drugi - wątpliwości już nie mają.
      W wywiadzie udzielonym lewicowemu dziennikowi "La Repubblica" Prodi dał kolejny
      popis swoich zdolności. Przeprowadzający rozmowę Andrea Bonanni prowokował
      go: "Nowo przybyli [członkowie UE] są bardziej nosicielami wartości
      atlantyckich niż europejskich, nie pasują do projektu prawdziwej unii
      politycznej!". Na to odpowiedział Prodi: "Jasno postawiłem tę sprawę [w
      rozmowach] ze wszystkimi nowymi rządami. Mówiłem o listach ośmiu i grupy
      wileńskiej, które podzieliły Europę w kwestii irackiej. (...) Ma być jasne, że
      kto wchodzi do unii, wchodzi do rodziny. Nie można myśleć, że powierza się
      portfel Europie, a bezpieczeństwo Ameryce".
      Prodi wyjawił, że w Atenach wezwał szefów państw "świeżo zaakceptowanych przez
      UE" na dywanik. Zrobił im wykład; przywołując symbolikę niczym z powieści Maria
      Puzo (autora "Ojca chrzestnego"), porównał podpisanie aktu akcesyjnego do
      rytuału "rodzinnej" inicjacji... Oskarżył ich o rozbijanie Europy. Najwyraźniej
      dla Prodiego Europa sprowadza się do Francji, Niemiec, Belgii i Grecji, bo
      tylko te cztery z 25 krajów unii można jednoznacznie zaliczyć do frontu
      antyamerykańskiego. Kto nie podzielał ich (i Prodiego) stanowiska w sprawie
      Iraku, "rozbijał Europę". Dziennikarz gazety "La Repubblica" pytał dalej: "Co
      odpowiedzieli nowo przyjęci?". "Wierzę, że zrozumieli sens moich słów" -
      odpowiedział Prodi. "Nawet Polacy?"- starał się dowiedzieć więcej Bonanni. "Oni
      też. Rozmawiałem o tym z prezydentem Kwaśniewskim. Pewnie, że nie jest
      przyjemnie, jeśli dzień po ceremonii przystąpienia Polska podpisuje
      megakontrakt na dostawę amerykańskich myśliwców" - dodał Prodi.
      Jego zdaniem, Polska powinna kupić gripena albo jeszcze lepiej mirage'a,
      gwiżdżąc na koszty i na offset. Czyli obrać podobną strategię, jaką Romano
      Prodi stosował wielokrotnie jako prezes gigantycznego koncernu państwowego IRI,
      zwłaszcza przy sprzedaży holdingu żywnościowego Cirio - Bertolli - De Rica i
      przy budowie linii superszybkiej kolei łączącej północ z południem Włoch.
      Jak przed kilku laty poinformował dziennik "The Daily Telegraph", Prodi i jego
      żona Flavia byli właścicielami malutkiej spółki ASE, na której konto zostały
      przelane dwa miliony dolarów solidarnie przez międzynarodowy koncern Unilever i
      spółkę konsultingową Goldman Sachs. Tak się składa, że Prodi będąc prezesem
      IRI, sprzedał lwią część holdingu Cirio - Bertolli - De Rica Unileverowi, a
      doradzał przy tej operacji Goldman Sachs. Jednocześnie zasiadał w radach
      nadzorczych Unileveru i Goldmana Sachsa, czyli w tej transakcji był
      jednocześnie i sprzedającym, i kupującym. Kto na tym zyskał? Unilever, bo nabył
      dobrze prosperujący holding za cenę pięciokrotnie niższą od jego wartości, a na
      dodatek na kupno za zgodą Prodiego pożyczył pieniądze od... IRI, czyli
      sprzedającego!
      Czy Prodi trafił za tamtą sprawę do więzienia? Nie, awansował na "strażnika
      europejskości"! Prokurator Giuseppa Geremia, która prowadziła śledztwo w tej
      sprawie, była wielokrotnie zastraszana, a gdy to nie poskutkowało, z dnia na
      dzień została przeniesiona na najgłębszą sardyńską prowincję. Zresztą wszystkie
      śledztwa w sprawie Prodiego zakończyły się umorzeniem, również to, które
      prowadził słynny "jakobin od 'czystych rąk'" Antonio Di Pietro. 3 lipca 1992 r.
      sędzia podczas przesłuchania krzyczał na Prodiego i potrząsał mu przed oczyma
      kajdankami. Zapłakany Prodi poleciał po pomoc do ministra sprawiedliwości, a
      ten zadzwonił do prokomunistycznego chadeka, prezydenta Oscara Luigiego
      Scalfaro, i... całej sprawie ukręcono łeb, a postkomuniści znaleźli w osobie
      Prodiego pierwszego w historii chadeka, który chciałby wejść z nimi w koalicję
      rządową.
      Utknęło także śledztwo w sprawie postępowania Prodiego przy realizacji
      największego w historii Włoch kontraktu na budowę superszybkiej kolei. Wartość:
      prawie 100 mld euro. Autorzy książki "Superszybka korupcja" (m.in. słynny
      sędzia Ferdinando Imposimato) twierdzą, że 90 proc. tej sumy Prodi, nadzorujący
      z ramienia państwa budowę, rozdzielił między partie, ale dopiero po opłaceniu
      mafii, kamorry i innych organizacji przestępczych, których firmy w przetargach
      jaskrawie niezgodnych z normami unijnymi (!) otrzymały zamówienia na wykonanie
      robót...
      Chwalić Boga, że kadencja Prodiego w Brukseli dobiega końca. Dla dobra Europy,
      dla dobra Polski, niech wraca do Włoch. Do rodziny.


      To i korupcja w unii jest??? Kto by pomyślał...
    • Gość: Polityczny Re: UE argumenty za i przeciw IP: *.dip.t-dialin.net 04.05.03, 22:49

      UE jest skorumpowanym molochem ,ktorego utrzymanie kosztuje miliardy €.
      Wezmy Niemcy i Francje ,w Niemczech bezrobocie siega ok.14 % we Francji jest
      aktualnie powyzej 17 %.Kraj taki jak Niemcy nie jest w stanie ´wyjsc z kryzysu,
      minister gospodarki W.Clement musial znowu obnizyc prognoze wzrostu
      gospodarczego z 1% do 0,75%.We Francji jest podobnie ,uwazam ze za
      nieudolnosc politykow takich jak Schroeder czy Chirac nie powinna placic
      Polska. Panu Duisenberg'owi (Holandia) zaproponowano przedluzenie kadencji
      jako szefa finansow w UE .Duisenberg nie mowi za duzo ,kiedys powiedzial ze
      jest to jego ostatnia kadencja jako szefa finansow,dziwi mnie fakt ze na tak
      intratna posade nie bylo chetnych .Moim zdaniem Duisenberg dostaje pieniazki
      za milczenie.Jestem przekonany ze finanse w UE sa w okropnym stanie ,stad
      taki pospiech w zawarciu umow miedzy UE a krajami kandydujacymi do UE.
      Jedynym rozsadnym rozwiazaniem dla Polski jest "Nie" dla UE.
      Tym bardziej ze Polska moze teraz (po Iraku )stawiac warunki UE.
      Nie zapominajmy tez, ze to UE bardziej potrzebuje Polske ,jak Polska UE.
      Dalej tez ,Niemcy nie roszcza sobie -jako panstwo- powrotu do granic z 1937
      roku,ale prywatne osoby maja prawo ubiegac sie o zwrot majatku na Ziemiach
      Zachodnich i Polnocnych .
      Jest to tez bardzo niebezpieczna tendencja.

    • ramon1977 Re: UE argumenty za i przeciw 08.05.03, 23:21
      Sudeckoniemiecki Landsmanschaft 26 marca otworzył swoje biuro w Pradze. W
      historycznym centrum stolicy Czech usadowiła się więc organizacja Niemców
      Sudeckich wypędzonych po II wojnie światowej z Czechosłowacji.
      Na uroczystym otwarciu biura pojawił się szef związku, europoseł Bernd Posselt
      oraz dwaj czescy senatorowie - wiceprzewodniczący wyższej izby Jan Ruml (Unia
      Wolności) i F. Mezihorak z Czeskiej Partii Socjaldemokratycznej. Posselt
      zaznaczył, iż biuro nie będzie centralą propagandową, ale będzie działało na
      rzecz dialogu i pojednania niemiecko-czeskiego.

      Następnego dnia nieliczne czeskie media poinformowały o tym, iż właśnie
      zarządca otwartego biura, czeska firma SKS - jest - zdaniem Partii Narodowej
      (małego pozaparlamentarnego stronnictwa) - podejrzana o popełnienie kilku
      przestępstw. Narodowcy złożyli zawiadomienie o przestępstwie, gdyż sądzą, iż
      funkcjonowanie biura nosi znamiona zdrady stanu, propagandy faszyzmu oraz
      podżegania do nienawiści rasowej i narodowościowej.

      Zadziwia fakt, iż czeskie ministerstwo spraw zagranicznych nic nie wie o
      działalności ziomkostwa w Czechach. Co więcej, ministerstwo spraw wewnętrznych
      odmówiło rejestracji z powodu braków formalnych w podaniu ziomkostwa.
      Landsmanschaft - zdaniem ministra S.Grossa - socjalistycznego szefa resortu
      spraw wewnętrznych - prowadzi nieczysta grę: “Gdyby ziomkostwo chciało
      postępować w sposób otwarty, to postępowałoby według przepisów” i
      zarejestrowało się jako zrzeszenie o charakterze międzynarodowym. Tymczasem
      Niemcy swoje biuro urządzili za pośrednictwem firmy prywatnej. Socjaliści,
      którzy spotkali się na swoim zjeździe kilka dni po otwarciu biura, byli wręcz
      zbulwersowani obecnością swojego senatora na uroczystym otwarciu kancelarii
      sudeckoniemieckiej. Minister Gross zapewnił delegatów zjazdu, iż w związku z tą
      sprawą będzie pilnował, by nie doszło do działań na szkodę czeskich interesów
      państwowych.

      Obecny na zjeździe socjalistów europejski komisarz ds. poszerzenia Unii
      Europejskiej Günter Verheugen nie chciał komentować zaistniałej sytuacji
      twierdząc, iż dla Unii kwestia czesko-niemiecka jest już załatwiona i problem
      ten jest bilateralny - czesko-niemiecki.

      Skądinąd wiadomo jednak, iż właśnie dzięki takim posłom Parlamentu
      Europejskiego jak B. Posselt, roszczenia Niemców sudeckich mogą znów powrócić
      na forum europejskie w związku z ewentualnym wejściem Czech do UE.

      Sprawę skomentował także czeski prezydent Václav Klaus. W wywiadzie dla
      lewicowej gazety “Právo” (27 marca) stwierdził, iż praskie biuro sudeckie
      jest “niestosowne i niepotrzebne.”

      Bardzo ostro na otwarcie biura zareagowała opozycyjna Obywatelska Partia
      Demokratyczna (ODS). Dwaj ministrowie z jej “gabinetu cieni”: I Langer i J.
      Zahradil, w oświadczeniu prasowym z 27 marca zwracają uwagę na “istniejące
      ryzyko propagandy kwestionującej ciągłość prawną i ład prawny Republiki
      Czeskiej”. Szczególnie niebezpieczne jest to, iż Niemcy sudeccy “bagatelizują
      powstanie i demokratyczny charakter przedwojennej Czechosłowacji” oraz
      dezinterpretują rezultaty II wojny światowej.

      Dlatego ODS stawia rządowi zasadnicze pytania - w oparciu o jakie przepisy
      oparta jest działalność biura na terytorium Czech? Co zrobi rząd, jeżeli biuro
      będzie naruszało czeskie prawo?

      Jan Zahradil, czeski przedstawiciel w Konwencie Europejskim, głośno wyraża swe
      obawy przed tym, by “Republika Czeska nie stała się prowincją niemiecko-
      francuskiego superpaństwa” (Hospodářské noviny, 1.4.br). Istnienie i
      działalność ziomkostwa sudecko-niemieckiego stawia bowiem pod dużym znakiem
      zapytania wejście Czech do Unii Europejskiej. Chodzi o roszczenia majątkowe
      wypędzonych Niemców wobec państwa czeskiego oraz o podnoszoną przez nich
      kwestię tzw. dekretów prezydenta Beneša. Otwarcie tej kwestii niesie ze sobą
      niepewność prawną dla całego obszaru czeskiego pogranicza. Zahradila niepokoi
      także fakt, iż Niemcy po raz pierwszy od drugiej wojny światowej znalazły się
      na pozycji antyamerykańskiej (razem z Francją)

      Jak widać, chodzi o nader drażliwą kwestię, która pośrednio powinna interesować
      także Polskę, gdyż niepewność prawna związana z mieniem poniemieckim dotyczy
      także znacznego obszaru Rzeczpospolitej.

      Biuro ziomkostwa, które jego prezes Posselt uważa za sui generis ambasadę,
      pomimo szczytnych celów, jakie sobie stawia, może stanowić zagrożenie, a
      równocześnie precedens do powstania podobnego biura wypędzonych np. we
      Wrocławiu.

      Vladimír Petrilák
    • ramon1977 Re: UE argumenty za i przeciw 14.05.03, 22:56
      CASE i Millenium Bank o wzroście gospodarczym po wejściu do UE



      Przynajmniej do 2006 r. Polska będzie płatnikiem netto, czyli więcej przekaże
      do budżetu UE, niż stamtąd dostanie - wynika z prognoz ekonomistów, które
      przedstawili na seminarium w Warszawie organizowanym przez Centrum Analiz
      Społeczno-Ekonomicznych.

      Prognozy ekonomistów z CASE i Millenium Bank, dotyczące wzrostu gospodarczego
      po wejściu do UE, nieco się różniły. Co do jednego były zgodne - do 2006 r.
      Polska będzie płatnikiem netto, co z kolei wpłynie na politykę fiskalną. W 2004
      r. Polska musi wygospodarować 11 mld zł z budżetu na opłacenie składki
      członkowskiej w UE.

      Szef zespołu prognoz makroekonomicznych CASE Rafał Antczak
      przewiduje "scenariusz pełzającej stagnacji". Jego zdaniem, wzrost gospodarczy
      w 2003 roku wyniesie ok. 2,9 proc., zaś popyt krajowy w 2004 r. wzrośnie o 2,3
      proc.

      Choć makroekonomiści z CASE uważają, że na przełomie 2003 i 2004 r. nastąpi
      odbicie od stosunkowo niskiego poziomu inwestycji, jednak - zdaniem Antczaka -
      nie zrekompensuje to ich spadku w ostatnich latach.

      Antczak przyznał, że do 2006 r. polski budżet centralny będzie płatnikiem netto
      i choć nastąpi wzrost obciążeń fiskalnych, nie zmniejszy się deficyt budżetowy.
      Jego zdaniem, będzie on oscylował między 4-5 proc.

      Nieco bardziej optymistyczna jest prognoza, jaką zaprezentował główny
      ekonomista Millenium Bank Andrzej Gronicki. Jego zdaniem, wejdziemy do UE ze
      wzrostem gospodarczym na poziomie poniżej 3,5 proc., z nasilającymi się
      problemami recesyjnymi i spadkiem oszczędności krajowych.

      Jednak - co podkreślił Gronicki - naszą ogromną szansą jest eksport i
      poprawiające się saldo na rachunku bieżącym NBP. Wzrostowe trendy eksportu
      dotyczą zresztą nie tylko Polski, lecz innych krajów naszego regionu, co
      świadczy o tym, że gospodarki te stają się coraz bardziej konkurencyjne.

      Obecny na sesji podsekretarz stanu w Urzędzie Komitetu Integracji Europejskiej
      Jarosław Pietras podkreślił, że wpływ naszej akcesji do UE na wzrost
      gospodarczy jest bardzo wielokierunkowy i tylko w niewielkim stopniu będzie
      zależał od dopłat bezpośrednich funduszy unijnych.

      Wiceminister Pietras podkreślił fakt zniesienia kontroli celnej, która dotąd
      bardzo hamuje import z krajów kandydujących, nawet nie z powodu wysokości ceł,
      co barier proceduralnych. Jego zdaniem, likwidacja ceł powinna w krótkim czasie
      skutkować zwiększeniem importu z Polski.

      Wejście do UE spowoduje również zmniejszenie ceł wobec państw trzecich, a
      ponadto Polska wejdzie w system umów gospodarczych Unii. Wreszcie polscy
      przedsiębiorcy na 450-milionowym rynku europejskim łatwiej znajdą nisze do
      prowadzenia działalności.

      Choć wejście w unijne struktury pociągnie za sobą problemy, szczególnie na
      początku członkostwa, to - zdaniem Pietrasa - pewne jest, że pozostanie poza
      strukturami europejskimi spowoduje, że w perspektywie nasz wzrost gospodarczy
      będzie niższy.

      Coraz więcej ośrodków ekonomicznych potwierdza, że będziemy dopłacać do
      bogatych społeczeństw zachodu. Wspaniale!!! Tylko, ze ja się z tego wypisuję,
      do tego można dodać prawie maksymalny poziom długu publicznego + lawinowy
      wzrost bezrobocia wywołany szokiem konkurencyjnym = dalszy spadek wpływów
      budżetowych i nieunikniony kryzys walutowy. Składkę płacimy w euro więc się
      okaże ze zapłacimy nie 10 miliardów rocznie a 20. Niezłe perspektywy nie ma co.
    • ramon1977 Re: UE argumenty za i przeciw 15.05.03, 19:31
      Sojusz z USA alternatywą dla UE? cz. 2
      część 1/3
      Mój ostatni artykuł, w którym przedstawiłem, realną moim zdaniem, alternatywę
      wobec akcesji z UE w postaci sojuszu polityczno – gospodarczego z USA i krajami
      NAFTA, wywołał spory szum na naszym portalu. Głosy były różne, od krańcowego
      potępienia ze strony UE-fanatyków, po pomruki zadowolenia od proamerykanskich
      ultraliberałów spod znaku partii republikańskiej. Postanowiłem więc jeszcze raz
      nawiązać do przedstawionej tydzień temu alternatywy dla Polski.

      Jeszcze raz chcę podkreślić, że stawiam jedynie do dyspozycji Państwa
      potencjalną alternatywę, proszę nie odbierać mojego głosu jako potępiającego w
      czambuł związki z UE. Wręcz przeciwnie – jestem zwolennikiem stowarzyszenia
      Polski z UE oraz jej wejścia w strukturę układu Schengen. Nie bardzo jednak
      widzę korzyści z samej akcesji politycznej, z unijnych norm i dyspozycji w
      zakresie podatków i ceł (zwłaszcza VAT i akcyza), a już w ogóle nie przekonuje
      mnie wspólna polityka rolna i system centralnych funduszy. Wspólna polityka
      rolna jest anty-rynkowa, wcześniej czy później musi doprowadzić do drożyzny i
      niskiej efektywności produkcji. System dopłat i limitów czyni rolnictwo nie
      elastycznym, nie odpornym na zjawiska losowe, rolnik staje się biurokratą i
      jego kwalifikacje nie koncentrują się na sprawach rolniczych lecz urzędniczych.

      Polityka funduszy europejskich, jest sprzeczna z zasadą efektywnej rynkowej
      alokacji kapitału. Pieniądze powinny zgodnie z tą zasadą płynąć swobodnie tam,
      gdzie będą najefektywniej inwestowane. Tymczasem w UE płyną tam, gdzie zarządzi
      urzędnik – np. do rolnictwa. W rezultacie ogromne środki inwestycyjne wydawane
      są nieefektywnie i spada tempo wzrostu gospodarczego, gdyż brakuje pieniędzy
      tam gdzie ich - z punktu widzenia rynku - potrzeba. W ten sposób można
      wpompować w byłą NRD drugie 600 mld EUR, a i tak kraj ten nie rozwinie się
      nawet kawałek. Podobnie będzie w Polsce – nam nie są potrzebne inwestycje w
      ekologię, rolnictwo, hutnictwo, czy nawet infrastrukturę. Nam potrzebne są
      inwestycję ... no właśnie, jakie – zdaje się, że powinien określić to rynek?

      UE to strefa wysokich podatków. I chociaż niektóre państwa usiłują tylnymi
      drzwiami ominąć europejskie normy w tym zakresie, to jednak mają wysoki VAT,
      cła, podatki dochodowe PIT i CIT. Wyjątkami w zakresie CIT są Irlandia oraz już
      niedługo Hiszpania. Chyba nie muszę przekonywać, że akcesja do UE oznacza
      wzrost podatków, wystarczy poobserwować obecne dyskusje na budżetem roku 2004.
      Polegają one prawie wyłącznie na szukaniu odpowiedzi na pytanie – skąd wziąć
      więcej pieniędzy. Gwarantuję państwu, że w 2005 roku problem ten jeszcze
      pogłębi się zamiast zmaleć. Znów czeka nas wzrost podatków.

      O skutkach wysokiego VAT i akcyzy nie chce mi się nawet pisać. Już teraz stacje
      benzynowe przypominają bardziej ekspozytury skarbówki ds. poboru podatków
      pośrednich niż punkty sprzedaży paliw. Tak samo zresztą jak sklepy monopolowe
      (sama nazwa!). Jako jedyne państwo w UE wchodzimy do niej z akcyzą na
      samochody, nie wiem jak z prądem – ale chyba też.

      PKB w 1994 roku (w mld USD) PKB w 2002 roku (w mld USD) wzrost w %
      UE 7447,5 8132,7 +9,2%
      USA 6259,9 9780,8 +56,2%
      NAFTA 7206,9 11012,6 +52,8%
      Polska 92,5 163,6 +76,9%
      Chiny 630,2 1131,2 +79,5%
      Indie 278,7 477,4 +71,3 %
      Irlandia 52,1 87,7 +68,3%
      Niemcy 2075,5 1939,6 -6,5%
      Francja 1355,0 1380,7 +1,9%
      Wlk. Brytania 1017,3 1476,8 +45,2%


      Jak UE się rozwija w ostatnich latach każdy widzi, ale nie ma to jak liczby
      (których to tak domagali się UE-fanatycy po poprzednim artykule). Oto one. W
      1994 roku (wybrałem ten rok z uwagi na fakt, iż w tym roku PKB NAFTA i UE były
      porównywalne). PKB UE był wyższy od PKB USA. W ciągu ośmiu lat PKB USA
      przyrastało 6 razy szybciej. Zapewne to przypadek. Także NAFTA zdystansowało UE
      pod względem rozwoju gospodarczego, chociaż w roku 1994 ich PKB były
      porównywalne.

      Polska rozwijała się bez pomocy UE w tempie ponad 8 razy szybszym od tempa UE.
      Czy to możliwe? Ba, rozwijaliśmy się szybciej niż europejski tygrys i wzór do
      naśladowania – Irlandia. Niestety, odkąd zaczęliśmy przyjmować europejskie
      normy, przepisy, podatki, a w konstytucji przyjęliśmy potworka pod nazwą
      społeczna gospodarka rynkowa – mamy to co mamy – wzrost spadł do zera, by po
      heroicznym zrywie przyśpieszyć do dwóch procent.
      Dwie największe potęgi UE – Niemcy i Francja zaprezentowały godny własnej
      polityki wzrost – tzn. Niemcy się cofnęły, a Francja odnotowała wzrost w
      granicach błędu statystycznego. Gdyby nie jedyny (z tych dużych) proamerykański
      członek UE – Wielka Brytania, to UE stałaby w miejscu. De facto bowiem, to co
      zyskują kraje małe UE – tracą duże molochy. Efekt końcowy jest zerowy.
      Tymczasem poza UE świat się rozwijał, pomijam kryzys w Azji i Ameryce Płd., ale
      nawet tam w większości krajów PKB wzrastało szybciej. Sztandarowymi przykładami
      są Chiny i Indie, które zaprzeczają argumentom, że tylko mały może szybko się
      rozwijać.

      Poniżej porównajmy obecny poziom życia obywateli mierzony PKB per capita.

      PKB 2002 per capita (w tys. USD na osobę)
      UE 21,5
      USA 33,5
      Kanada 21,5
      Meksyk 5,4
      Polska 4,2
      Szwajcaria 37,6
      Norwegia 35,3
      Dania 30,4
      Portugalia 10,5
      NAFTA 25,9


      Jak widać poziom życia w USA jest o 50% wyższy niż w UE. Kraje w Europie o
      najwyższym poziomie życia – Szwajcaria i Norwegia, jakoś przypadkowo do UE nie
      należą, mają za to specjalne umowy związane ze strefą Schengen. Kanada dogoniła
      swoim poziomem życia średnią UE. Najzamożniejszy kraj UE – Dania ma o 10%
      niższą stopę życiową niż USA.

      W tym miejscu uprzedzę ewentualne uwagi – nie brałem pod uwagę małych państw –
      stąd brak w zestawieniu:
      - Luxemburga po stronie UE;
      - Puerto Rico po stronie NAFTA;
      - Islandii po stronie państw europejskich nie należących do UE.

      Podsumowując tą część artykułu. To nieprawda, że UE jest jedyną szansą na
      rozwój, szansą nań jest rozwój gospodarczy oparty na liberalnej polityce
      podatkowej i gospodarczej. I chyba lepiej łączyć się z silnymi, sprawnymi i
      dynamicznymi – niż rachitycznymi, starzejącymi się i kulejącymi.

      Rafał Wójcikowski





    • ramon1977 Re: UE argumenty za i przeciw 16.05.03, 17:51
      W wejściu do Unii Europejskiej widzę szansę dla Polski i Polaków na historyczny
      awans cywilizacyjny, gospodarczy i kulturowy. Ale to tylko szansa - stan dany
      wszystkim. Obawiam się jednak, że możemy tę szansę stracić.
      Jednym z najpoważniejszych zagrożeń skorzystania na przystąpieniu do Unii
      Europejskiej jest stan zadłużenia państwa. Dzisiaj wynosi ono 385 mld zł, a na
      każdego z nas przypada ok. 9400 zł. Dług sam w sobie nie jest niczym złym: to
      źródło dodatkowych pieniędzy na wzrost i rozwój. Trzeba jedynie wiedzieć, kiedy
      i z czego zostanie spłacony. Tymczasem zadłużenie kraju jest niebezpiecznie
      blisko konstytucyjnego progu - 60 proc. PKB - którego nie może przekroczyć.
      Ministerstwo Finansów przewiduje, że w roku 2006 będzie ono wynosiło 59,9 proc.
      PKB. Różnica mieści się zatem w granicach błędu statystycznego.

      A do spłacenia "żywą gotówką" mamy dług wobec Klubu Paryskiego - do roku 2010
      razem 87 mld zł. Najgorsze są lata 2005 - 2007, gdy płatności wyniosą
      odpowiednio 12,4 mld, 14 mld i 15,2 mld zł. W tym samym czasie musimy zgodnie z
      traktatem podpisanym z UE ponieść nakłady na ochronę środowiska, wynoszące
      ponad 12 mld rocznie (a w szczytowym roku 2006 - 14 mld). Do tego dochodzi
      składka członkowska i inne wydatki, takie jak współfinansowanie funduszy
      strukturalnych czy przygotowanie projektów, opłacane bezpośrednio z budżetu:
      14,8 mld zł w 2005 i 17,5 mld w roku 2006. Razem są to wydatki gigantyczne, bo
      40 mld zł w 2005, 45 mld zł w 2006 i 50 mld w 2007 roku.

      Szpitale, ZUS, reprywatyzacja Czarnego obrazu dopełnia zadłużenie szpitali -
      około 8,5 mld zł. Wprawdzie nie jest to dług bezpośrednio obciążający budżet
      państwa, istnieje też pomysł emisji obligacji gwarantowanych przez skarb
      państwa celem oddłużenia szpitali, ale w ostatecznym rozrachunku i tak
      sprowadzi się to do obciążenia spłatą przyszłych pokoleń. Bo czy zadłużone
      szpitale, mając wielkiego gwaranta, jakim jest państwo, będą spłacać swoje
      długi? Podobna sytuacja jest z długiem państwa w stosunku do ZUS; dziś to już
      9,5 mld zł. Pieniądze na jego spłatę miały pochodzić z prywatyzacji. Zostały
      zapisane w budżecie państwa jako jego przychód, który, jak planowano, miał być
      przeznaczony na wpłatę do ZUS. Pieniędzy z prywatyzacji jednak nie ma - jak
      więc i z czego spłacimy ten dług? Emisja obligacji gwarantowanych przez państwo
      oznaczałaby kolejne zadłużenie przyszłych pokoleń i obowiązek budżetu. Dług
      publiczny liczy bowiem się wraz z obciążającymi budżet gwarancjami i
      poręczeniami.
      Do UE przystępujemy, nie rozwiązawszy problemu reprywatyzacji (koszt 40 mld zł)
      i mając w perspektywie spłatę około 20 mld zł za samolot wielozadaniowy. A
      gdzie środki na dopłaty dla rolników, które będziemy finansować z krajowego
      budżetu?

      Unia to twardy partner, dotrzymuje słowa i temu da więcej, kto sam więcej
      wyłoży. A my dzisiaj nie mamy pieniędzy, które można by wyłożyć. Moglibyśmy
      zaciągnąć dług i spłacać go w późniejszych, lepszych latach - ale też nie
      możemy. Już w latach 2004 - 2005 dług publiczny sięgnie niemal konstytucyjnego
      pułapu 60 proc. PKB. Tę ostatnią szansę, jaką jest zaciągnięcie długu na
      pokrycie pierwszych wpłat do Unii Europejskiej, zaprzepaścił obecny rząd w roku
      2002, zwiększając dług publiczny o ponad 50 mld zł. Pieniądze poszły na bieżącą
      konsumpcję i w dużej mierze "skonsumowały" szansę, jaką stanowi Unia Eropejska.

      Co trzeba zrobić Budżet na rok 2004 można jeszcze przygotować, wykorzystując
      wszelkie rezerwy. Następne lata to dramat dla budżetu, stracone szanse i
      pieniądze z Unii Europejskiej. Żeby tego uniknąć, potrzeba nie liftingu, nie
      reformy, ale rewolucji w finansach publicznych. I trzeba ją przeprowadzić już
      dziś, a nie w roku 2004 czy później. Niezbędne jest przy tym jednoczesne
      posłużenie się wieloma instrumentami. Trzeba zatem:
      - Rozpocząć negocjacje w sprawie rozłożenia spłaty długu Klubu Paryskiego na
      dłuższy okres. Już nawet nie marzę o zmniejszeniu tego długu, tylko
      o "spłaszczeniu" wypłat i przesunięciu ich na lata po roku 2005. Niekorzystne
      dla Polski rozłożenie w czasie terminów spłaty długu Klubu Paryskiego
      powoduje, że gospodarka jako całość, jako organizm ekonomiczny będzie
      płatnikiem netto do Unii Europejskiej.
      - Negocjować terminy uruchomienia nakładów na ochronę środowiska. 160 mld zł,
      jakie do 2015 roku Polska ma na ten cel wyłożyć, musi być przesunięte na lata
      2010 - 2015, kiedy będą odczuwalne skutki realizacji pierwszych programów
      strukturalnych, choćby w infrastrukturze. Również w tym przypadku nie myślę o
      zmniejszeniu tych kwot, ale o ich innym, korzystniejszym dla Polski rozkładzie
      na poszczególne lata.

      - Zmniejszyć obciążenia podatkowe dla firm do 20 proc.
      - Zwiększyć podstawę podatkową amortyzacji. W dobie najnowocześniejszej
      techniki i technologii amortyzowanie maszyn i urządzeń przez 7 lat ma tylko
      wymiar fiskalny.

      - Zwiększyć liczbę wydatków, jakie można do celów podatkowych zaliczać do
      kosztów uzyskania przychodów.

      - Zmniejszyć pomoc publiczną dla nierentownych państwowych firm. Nie może być
      tak, że z pieniędzy podatników utrzymywane są upadające kopalnie, huty i
      Polmosy. Tylko w roku 2001 dołożyliśmy do nich 10,8 mld zł.

      - Przywrócić normalną funkcję KRUS. Ma to być ubezpieczenie dla produkujących
      rolników, a nie dla wszystkich posiadających ziemię rolną. Dlaczego w KRUS
      ubezpieczeni są taksówkarze, lekarze, adwokaci i inne wolne zawod? Odpowiedź
      jest prosta - bo system prawny na to pozwala. Po co KRUS pięćdziesięcioosobowa
      rada nadzorcza?
      - Zmienić strukturę wydatków na pomoc społeczną, tak żeby przez pierwsze trzy
      lata po wejściu do Unii, kiedy podrożeje żywność i lekarstwa, najubożsi
      odczuli to w jak najmniejszym stopniu. Dzisiaj 20 proc. pomocy społecznej
      trafia do faktycznie potrzebujących, a 80 proc. do sprytnych, ponieważ przepisy
      to umożliwiają.
      Tych "trzeba" jest bardzo dużo: to cały program gospodarczo-społeczny, który
      bezwzględnie musi być zrealizowany, żeby nie zmarnować szansy, jaką daje Polsce
      członkostwo w Unii Europejskiej.

      Nieprzygotowana administracja Innym obszarem stwarzającym zagrożenie, iż
      wejście do Unii Europejskiej nie zostanie przez Polskę wykorzystane, jest
      zupełnie nieprzygotowanie struktury rządowej do opracowania projektów
      współfinansowanych przez Unię. Tylko ten, kto nigdy nie spotkał się z procedurą
      pozyskiwania środków pomocowych, ma jasność sądu niezmąconą znajomością rzeczy.
      Inni są poważnie zatroskani.

      Każdy projekt to od kilkudziesięciu do kilkuset stron wniosku po angielsku.
      Wniosek jest wysoce sformalizowany, często wymagane są w nim dane, których się
      nie rejestruje, np. w systemie księgowości budżetowej w samorządach. Te
      ostatnie zgodnie z własnymi siłami, możliwościami i rozeznaniem szykują się do
      wchłonięcia środków unijnych. To bardzo dobre. Ale gdzie jest Krajowe Biuro
      Unii, gdzie jest 700 przeszkolonych przez rząd urzędników, którzy w każdym
      powiecie będą na co dzień przygotowywali wnioski, podpowiadali pomysły,
      podawali wzorce i poprawiali angielski? I gdzie jest szef Krajowego Biura
      Unii, który "głową", do trzeciego pokolenia, będzie odpowiadał za to, żeby
      projekty finansowane przez Unię Europejską jakościowo i ilościowo odpowiadały
      standardom?

      Moje pytanie kto to powiedział??

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka