Dodaj do ulubionych

mamy, proszę o radę

12.10.05, 15:54
Nie jestem w granicach wiekowych obowiązujących na forum, ale mam nadzieję,
że uda mi się tutaj otrzymać radę.Dlaczego tu:
1. ponieważ sprawa o której chcę pisać dotyczy stosunków między mną a moją
Mamą, której wiek mieści się w powyższych granicach.
2. ponieważ spodziewam się tu "spotkać" kobiety, które są jednocześnie
matkami jak i córkami - a to, mam nadzieję, pozwoli na obiektywną ocenę
sytuacji. Dlatego mam prośbę, aby przy czytaniu i udzielaniu porad próbowały
Panie postawić się zarówno w roli mamy jak i corki.
Przechodzę do sedna. Mam męża i dwoje dzieci (2 i 4 lata). Mieszkamy ok. 400
km od moich rodziców, 500 km od męza rodziców. Z racji odległości z naszymi
rodzicami widujemy się co 3-4 miesiące – w święta i jakieś większe rodzinne
uroczystości, wakacje. Wizyty staramy się z mężem rozkładać „równomiernie”
między teściów i moich rodziców, żeby nikt nie czuł się urażony. Podobnie
jest z zapraszaniem ich do nas. Mimo to nie wiem, dlaczego zawsze mam wyrzuty
sumienia, gdy nie mogę spędzić świąt ze swoimi rodzicami. Niedawno zostaliśmy
zaproszeni z dziećmi do rodziny męża na wesele ok. 600 km od naszego miejsca
zamieszkania. Moja Mama zaproponowała, że w tym czasie zajmie się dziećmi,
które możemy „podrzucić” jadąc na wesele. Niedzielę mieliśmy odespać u
teściów, poniedziałek spędzić na obiedzie u moich rodziców, żebym i ja mogła
się spotkać i pogadać ze swoją rodziną. Miałam nadzieję, że uda mi się
zobaczyć też z siostrą (która mieszka kilkanaście km od moich rodziców) i jej
rodzinką-najczęściej w takich sytuacjach Mama zaprasza też ich i wszyscy się
spotykamy. Teraz zależało mi na tym szczególnie, ponieważ trzy tygodnie
wcześniej urodziło się dziecko moje siostrze. Tydzień przed weselem siostra
zadzwoniła i spytała, czy nie mamy nic przeciwko temu, żeby spotkać się z
rodzicami u niej (zrobi obiad), bo tak się złożyło, że w tym czasie będą też
jej teściowie (mieszkają jeszcze dalej niż my), więc wszyscy będą mogli się
spotkać razem i zobaczyć maluszka. Z mamą już wszystko uzgodniła. Nie miałam
nic przeciwko temu. I wszystko byłoby wspaniale, gdyby nie to, że moje
dziecko pechowo rozchorowało się u mamy. W niedzielę po południu Mama
zawiadomiła mnie o tym telefonicznie, przeprosiłam teściów, wsiadłam w
samochód i przyjechałam do dzieci. Mąż został jeszcze u teściów i miał wrócić
tak jak było to wcześniej zaplanowane – następnego dnia. Zanim dojechałam był
wieczór. Zadzwoniłam do siostry, ona poprosiła, żebym nie przychodziła z
dzieckiem, żeby jej mały się nie zaraził. Potem dowiedziałam się od mamy, że
rodzice nie zamierzają zmienić swoich planów i jak tylko Mama wróci z pracy w
poniedziałek, jadą do siostry na obiad, bo „już tak długo się nie widzieli z
siostry teściami”. Było mi strasznie przykro, bo ze mną też się długo nie
widzieli, a wydaje mi się, że powinnam być im bliższa niż teściowie siostry.
Nie chcę by ktoś mnie zrozumiał źle – nie było mi przykro z tego powodu, że
zostawiają mnie samą z dziećmi – to moje dzieci i mój obowiązek. Wydaje mi
się po prostu, że gdyby rodzice do mnie jechali taki kawał a ja byłabym
gdzieś umówiona, to zrobiłabym wszystko, żeby móc z nimi pobyć. I żeby Mama
chociaż starała się jakoś dać mi do zrozumienia, że jest w trudnej sytuacji,
nie wie, jak z tego wybrnąć, a chciałaby ze mną pobyć, zrozumiałabym. Dlatego
też nie mam żalu do Taty – jak powiedziałam mu, że jest mi przykro, to on
próbował jakoś to załagodzić.. Mama nawet nie starała się tłumaczyć, nie
starała się znaleźć żadnego wyjścia z sytuacji – „nie widzieli długo teściów
i już”. Jej zdaniem jest wobec mnie w porządku. Mnie to jednak bardzo boli –
chyba dlatego, że wiem, że ja miałabym straszne wyrzuty sumienia, gdybym się
tak zachowała w stosunku do moich rodziców. Mama nie ma żadnych i strasznie
się zdziwiła, że nie zamierzam siedzieć u nich w domu, podczas gdy oni będą u
mojej siostry, tylko wyjeżdżam od razu po przyjściu mamy z pracy. Gdyby mi
zaproponowała, że pojadą tylko na godzinę, to nawet bym poczekała, ale w
takiej sytuacji… Jest to dziwne, tym bardziej, że kilka razy mówiła, że
strasznie się za nami stęskniła. To zawsze powoduje we mnie wyrzuty sumienia,
więc potem się staram z nią spotkać i następnie czuję się rozczarowana, bo
wygląda, że Jej na tym nie zależy. Wiem, że jest to błahy problem, ale takie
drobne spięcia często mają miejsce między mną i mamą. W dodatku mają też
wpływ na relacje między mną a moją siostrą – siostra po wizycie rodziców jest
na mnie obrażona, że nie zostawiłam chorych dzieci z moim tatą, gdy Mama była
w pracy i nie przyszłam obejrzeć jej dziecka. Szkoda mi było zostawiać je
takie chore – po to przyjechałam od teściów wcześniej, żeby się nimi zająć. a)
Jak postąpiłyby Panie na moim miejscu (jako córki), jak na miejscu mamy? b)
Czy to jest normalne, że rodzicom bardziej zależy na stosunkach z teściami
siostry niż z własnym dzieckiem? c)A może to z mojej strony syndrom
nieodciętej pępowiny i wymagam tego samego od rodziców? Może jestem egoistką?
Jak powinny wyglądać takie sytuacje między rodzicami i dziećmi – sama jestem
mamą i w przyszłości chciałabym zbudować odpowiednie relacje między mną i
moimi dziećmi. d) Co zmienić, żeby sytuacje się nie powtarzały, tzn. żebym
się nie czuła w ten sposób,tzn. że Mama ma mnie w nosie a za miesiąc Mama
będzie miała dobry humor, zadzwoni i powie, że stęskniła się za nami i
wnukami a ja nie będę mogła spać po nocy bo będę miała wyrzuty sumienia, że
jak wyrodna córka nie odwiedziłam jej. Tym bardziej, że mieliśmy święta
Bożego Narodzenia spędzać u moich Rodziców, sytuacja może się powtórzyć –
moje dzieci często chorują a dziecko siostry będzie jeszcze małe. Nie jechać
na te święta do rodziców? Mama odbierze to, że się „odwdzięczam”, a ja chce
uniknąć dalszych konfliktów i zaoszczędzić sobie przykrości. Z góry dziękuję
za wszystkie porady.
Obserwuj wątek
    • natla Re: mamy, proszę o radę 12.10.05, 18:39
      Witaj Córko Mamy smile
      Zadałaś nam długą lekturę i dobrze, bo starałaś sie podać wszystkie
      okolicznosci.
      Prawdę powiedziawszy nie wyobrażam sobie takiego "problemu" z moją Mamą....
      z obu stron zresztą.
      Moja mam porozmawiałaby ze mną, uzgodniłybyśmy co robimy, ja bym sie starała
      zrozumieć podejście mamy i z pewnością pojechałabym zobaczyc nowe maleństwo,
      zdajac sobie sprawę, jak może być przyjęta moja nb.
      Nie napisałaś, czy mama należy do osób serdecznych i "mówiących", zresztą Ty
      też. Umiejętnosć porozumienia się w takiej sytuacji jest podstawą i kurcze,
      jesteście dla najbliższymi osobami......
      Znasz swoją mamę i powinnaś wiedzieć czy to oziębłość z jej strony, czy po
      prostu nastawienie i nieumiejętność dostosowania się do zmiany sytuacji.
      Moim zdaniem powinnaś na święta pojechać i pogadać z mamą , tak od serca.
      TEGO PROBLEMU W OGÓLE NIE POWINNO BYĆ.
      Myślę, że bardziej zagrały tu emocje związane z nagłą zmianą sytuacji, w tym
      chore dziecko. Fakt, że parę słów ze strony mamy załagodziłoby sprawę.
      Jednak ja piszę na podstawie Twoich słów i moich doświadczeń, więc nie muszę
      mieć racji w tej sprawie.
      Życzę Ci serdecznie unormowania sytuacji, bo wiesz....."matkę ma się tylko
      jedną...." smile))
      ps.wink ja też miewałam wyrzuty sumienia, to chyba normalne u córek wink)
    • skrzydlate Re: mamy, proszę o radę 12.10.05, 20:16
      przeczytałam połowę, przepraszam ze tylko tyle, ale mnie przeroslo,
      ale powiem cos:

      jak zauważyłam, ludzie maja rozne osobowosci, rozne temperamenty, sa generalnie
      rozni, to ze rodzice kochają dzieci, jak rowniez to, ze dzieci kochaja swoich
      rodzicow to mity, chociaz są przypadki, ze jest to prawda smile)
      drugi mit ze rodzina to grupa ludzi, ktorzy sie kochaja i wspieraja

      jedne osobowosci sobie pasują, inne mniej, jedni maja takie zakrety w emocjach
      inni inne, jedni sobi epasują inni absolutnie i nie zalezy to od stopnia
      pokrewienstwa a od pewnego duchowego powinowactwa

      doswiadczylam odrzucenia od osob ktore z zalozenia winny byly mnie kochac i
      wspierac, doswiadczylam agresji, pewnych form przemocy od osob, ktore byly
      przekonane, ze czynia cos dla mojego dobra, bądź dla zasad...

      wniosek moj na moje zycie:
      ja zyje tak, zeby nie miec poczucia zmanowanego czasu, gwiżdże na więzy
      rodzinne, liczą sie w moim zyciu tylko ludzie ktorzy mnie nie uszkadzaja, a
      najbardziej ci, ktorzy potrafia cos wziąśc ode mnie i coś dać, wyjątki to chorzy
      i dzieci, tu rozumiem, ze mam pewne powinności...

      to jest skutek szalenie trudnych relacji z moja najbliższa rodzina...
      nieslychanie pozyteczny zresztą

      i nikomu nic nigdy nie radze, bo nie znam nigdy do konca kazdej sytuacji i tego
      co drzemie w srodku w ludziach, co sie uzbieralo w nich przez cale zycie,
      doswiadczylam pochopnego osądu, wyroku i egzekucji ze strony rodziny, ktora
      chciala jak najlepiej.. ale byla zbyt... no powiedzmy mało labilna
      intelektualnie .... nie musze dodawac, ze wiecej im tej szansy nie dam...

      pilnuj tego, zebys nigdy nie byla dołowana, dreczona, oszukiwana, psychicznie
      wykorzystywana, nie mówiąc o fizyczności ... i pamietaj, swiat jest duzy i
      piekny, poza rodzina jest na nim mnostwo cudownych ludzi smile
      • natla Re: mamy, proszę o radę 12.10.05, 21:08
        Skrzydlate, Ty złego doświadczyłaś od rodziny, ja zresztą też i masz 100%
        racji, że więzy rodzinne to często mit i udawanie. Myśle jednak, że nawet
        wyrodna matka, to też matka.
        • maladanka Re: mamy, proszę o radę 12.10.05, 21:45
          Moja Mama była z tych osób,które nie okazywały zbytnio uczuć.To nie znaczy,że
          nie kochały itp..i czasami miałam żal,że tak lub inaczej postępuje.
          Teraz,gdy nie żyje, to wszystko wydaje się błache,mało ważne...
          Nie rozdrabniaj,nie rozpamiętuj, czasem wyjdzie tak, czasem tak, czasem nie
          trzeba słów,wystarczy się przytulić ..
          Poczekaj, do Świąt daleko, są telefony,listy, ale najwazniejsze wg mnie to nie
          szukać złych intencji.
          Mama też ma swoje lepsze lub gorsze dni,wiele spraw rozumiem teraz,gdy już i ja
          jestem mamą dorosłej kobiety,teściową...
          Trudno Ci na pewno,ja też miałam rodziców daleko, był moment,że musiałam wybrac
          między mamą, a teściową...
          Moja córka też ma teraz nas o 1500 km od siebie , a teściów o prawie tyle samo..
          Najważniejsze to jeszcze raz powtarzam -nie rozdrabniac, nie rozpamiętywać,
          dzieci rosną, będą szczęśliwe,że mają dziadków,
          Pozdrawiam Cię serdecznie - cieszę się,że nas znalazłaś i tak zwyczjanie
          zatelefonuj do Mamy,zapytaj o zdrowie i powiedz,że ją bardzo kochasz,bo
          wyczuwam to z Twojej wypowiedzi
          • pia.ed Re: mamy, proszę o radę 12.10.05, 22:47
            A ja nie mialam sily wszystkiego przeczytac, wysiadlam juz w polowie...
            Wszystko to wyglada mi na rozszczepianie zapalki na czworo!
            • leontynia Re: mamy, proszę o radę 12.10.05, 22:56
              Wybacz,ale wysiadłam juz na poczatku,dziwie sie,ze taka mloda osoba zajmuje
              sobie glowke takimi drobiazgami,wrzuc na luz kobieto,szkoda czasu na takie tam
              duperele,najwazniejszymi osobami dla Ciebie jest mąż i dzieci,i tego sie
              trzymaj,pozdrawiam miło L.
              • mama_cora Re: mamy, proszę o radę 12.10.05, 23:55
                Dziękuję Wam bardzo za rady. Jest mi dużo lżej, że mogłam się wyżalić.

                natla napisała:
                > Nie napisałaś, czy mama należy do osób serdecznych i "mówiących", zresztą Ty
                > też. Umiejętnosć porozumienia się w takiej sytuacji jest podstawą i kurcze,
                > jesteście dla najbliższymi osobami......
                > Znasz swoją mamę i powinnaś wiedzieć czy to oziębłość z jej strony, czy po
                > prostu nastawienie i nieumiejętność dostosowania się do zmiany sytuacji.

                I ja i Mama jesteśmy bardzo wygadane. Tym bardziej dziwi mnie, że moj Tata,
                który raczej jest zamknięty, potrafił ze mną porozmawiać o powyższej sytuacji a
                Mama nie. Ja czasem aż za bardzo jestem wygadana - typ "co w sercu to na
                języku". Czasem powiem dwa słowa za dużo i potem żałuję. Mama też dużo mówi,
                bardziej niż ja panuje nad emocjami ale nie słucha argumentów. Jak uważa, że ma
                rację to nic jej nie przekona - nie widzi, że może mieć częściową rację albo
                nawet się mylić. Co do oziębłości - rzeczywiście Mama mimo, że zawsze
                wiedziałam, że nas kocha nigdy nie była zbyt wylewna w swoich uczuciach. Ale
                też nigdy nie była osobą, która cierpi w milczeniu.

                natla napisała:
                > Moim zdaniem powinnaś na święta pojechać i pogadać z mamą , tak od serca.
                > TEGO PROBLEMU W OGÓLE NIE POWINNO BYĆ.

                Już miewałam podobne sytuacje i niestety takie rozmowy nic nie dawały. Mama nie
                słuchała argumentów a ja usłyszałam, że jestem egoistyczna, zazdrosna.
                Zazwyczaj od słowa do słowa i w sumie mówiłyśmy sobie wiele niepotrzebnych.
                Taka rozmowa zepsułaby świeta nie tylko mi i Mamie. Dlatego tym razem naprawdę
                się postarałam, żeby nie rozwijać tematu i nie pokłócić się, co nie oznacza, że
                mnie to nie boli.

                maladanka napisała:
                > Pozdrawiam Cię serdecznie - cieszę się,że nas znalazłaś i tak zwyczjanie
                > zatelefonuj do Mamy,zapytaj o zdrowie i powiedz,że ją bardzo kochasz,bo
                > wyczuwam to z Twojej wypowiedzi

                Też serdecznie pozdrawiam. Tak, bardzo ją kocham i chyba właśnie dlatego tak
                się przejmuję naszymi konfliktami. Może gdyby mi była bardziej obojętna, to
                może tak jak tu Panie piszecie „łatwiej byłoby mi wrzucić na luz”, „nie
                rozdrabniac, nie rozpamiętywać” i nie „rozszczepiać zapalki na czworo”. Gdy
                jeszcze byłam panną, miałam bardzo dobry kontakt z Mamą (Mama niejednokrotnie
                to podkreślała) i może dlatego jest mi jeszcze bardziej przykro, że już tak nie
                jest.

                >Moja Mama była z tych osób,które nie okazywały zbytnio uczuć.To nie znaczy,że
                >nie kochały itp..i czasami miałam żal,że tak lub inaczej postępuje.
                >Teraz,gdy nie żyje, to wszystko wydaje się błache,mało ważne...
                >Nie rozdrabniaj,nie rozpamiętuj, czasem wyjdzie tak, czasem tak, czasem nie
                >trzeba słów,wystarczy się przytulić ..
                >Poczekaj, do Świąt daleko, są telefony,listy, ale najwazniejsze wg mnie to nie
                >szukać złych intencji.

                Dzięki, masz rację. Postaram się, chyba jestem przewrażłiwiona.


                Jeszcze raz dziękuję za wszystkie wypowiedzi. Cieszę się, że trafiłam tutaj i
                pozdrawiam wszystkie pięćdziesięciolatki.
        • skrzydlate Re: mamy, proszę o radę 13.10.05, 07:43
          Natia, wyrodna matka to tez matka i liczy sie tu nasza swiadomosc tego faktu,
          tylko to jest wazne. Natomiast najczesciej w takich przypadkach dla dobra swoich
          dzieci i wlasnej rodziny lepiej jest nie pozwolic jej na uszkadzanie siebie,
          czasem potrzeba do tego silnej woli i glebokiej swiadomosci a czasem nawet
          separacji, bo nie zawsze jest to latwe, to samo z ojcem, bratem, siostra i tak
          dalej. Im szybciej sie zdystansujemy tym mniej nas zjedzą smile
      • kesaira Re: mamy, proszę o radę 13.10.05, 01:58
        Skrzydlate, pod tym co napisałaś podpisuję się i ja obiema rękami. Ech, życie.
        Jeszcze pare lat temu nie miałabym takiej odwagi...
        smile)
        • skrzydlate Re: mamy, proszę o radę 13.10.05, 07:46

          Wiesz, pewne rzeczy zrozumialam dopiero po 30, inne po 40 a ostatnie, najgorsze
          dopiero dwa tygodnie temu... ile zycia poszlo na walke z wiatrakami... dlatego
          podtrzymuje tezę: najlepiej z rodziną wychodzi się na zdjeciach, im szybciej
          wydoroslejemy, tym lepiej. Dzieki temu poznalam - w necie tez zreszta - osoby,
          ktore sa moją prawdziwa duchową rodzina, ktore sa mi bliskie bardziej niz
          rodzina... alleluja smile)))))
          • kesaira Re: mamy, proszę o radę 13.10.05, 13:46
            Aż się przestraszyłam, bo odpisałas tak jakbys siedziała w mojej głowie.
            Kłopot w tym, że nijak nie idzie wydorosleć wcześniej. W zasadzie inni nie
            pozwalają i tworzą "grupy nacisku".
            Pozdrawiam smile)
    • mama_cora Re: mamy, proszę o radę 12.10.05, 23:57
      Miało być tu:

      Dziękuję Wam bardzo za rady. Jest mi dużo lżej, że mogłam się wyżalić.
      natla napisała:
      > Nie napisałaś, czy mama należy do osób serdecznych i "mówiących", zresztą Ty
      > też. Umiejętnosć porozumienia się w takiej sytuacji jest podstawą i kurcze,
      > jesteście dla najbliższymi osobami......
      > Znasz swoją mamę i powinnaś wiedzieć czy to oziębłość z jej strony, czy po
      > prostu nastawienie i nieumiejętność dostosowania się do zmiany sytuacji.

      I ja i Mama jesteśmy bardzo wygadane. Tym bardziej dziwi mnie, że moj Tata,
      który raczej jest zamknięty, potrafił ze mną porozmawiać o powyższej sytuacji a
      Mama nie. Ja czasem aż za bardzo jestem wygadana - typ "co w sercu to na
      języku". Czasem powiem dwa słowa za dużo i potem żałuję. Mama też dużo mówi,
      bardziej niż ja panuje nad emocjami ale nie słucha argumentów. Jak uważa, że ma
      rację to nic jej nie przekona - nie widzi, że może mieć częściową rację albo
      nawet się mylić. Co do oziębłości - rzeczywiście Mama mimo, że zawsze
      wiedziałam, że nas kocha nigdy nie była zbyt wylewna w swoich uczuciach. Ale
      też nigdy nie była osobą, która cierpi w milczeniu.

      natla napisała:
      > Moim zdaniem powinnaś na święta pojechać i pogadać z mamą , tak od serca.
      > TEGO PROBLEMU W OGÓLE NIE POWINNO BYĆ.

      Już miewałam podobne sytuacje i niestety takie rozmowy nic nie dawały. Mama nie
      słuchała argumentów a ja usłyszałam, że jestem egoistyczna, zazdrosna.
      Zazwyczaj od słowa do słowa i w sumie mówiłyśmy sobie wiele niepotrzebnych.
      Taka rozmowa zepsułaby Swieta nie tylko mi i Mamie. Dlatego tym razem naprawdę
      się postarałam, żeby nie rozwijać tematu i nie pokłócić się, co nie oznacza, że
      mnie to nie boli.

      maladanka napisała:
      > Pozdrawiam Cię serdecznie - cieszę się,że nas znalazłaś i tak zwyczjanie
      > zatelefonuj do Mamy,zapytaj o zdrowie i powiedz,że ją bardzo kochasz,bo
      > wyczuwam to z Twojej wypowiedzi

      Też serdecznie pozdrawiam. Tak, bardzo ją kocham i chyba właśnie dlatego tak
      się przejmuję naszymi konfliktami. Może gdyby mi była bardziej obojętna, to
      może tak jak tu Panie piszecie „łatwiej byłoby mi wrzucić na luz”, „nie
      rozdrabniac, nie rozpamiętywać” i nie „rozszczepiać zapalki na czworo”. Gdy
      jeszcze byłam panną, miałam bardzo dobry kontakt z Mamą (Mama niejednokrotnie
      to podkreślała) i może dlatego jest mi jeszcze bardziej przykro, że już tak nie
      jest.

      >Moja Mama była z tych osób,które nie okazywały zbytnio uczuć.To nie znaczy,że
      >nie kochały itp..i czasami miałam żal,że tak lub inaczej postępuje.
      >Teraz,gdy nie żyje, to wszystko wydaje się błache,mało ważne...
      >Nie rozdrabniaj,nie rozpamiętuj, czasem wyjdzie tak, czasem tak, czasem nie
      >trzeba słów,wystarczy się przytulić ..
      >Poczekaj, do Świąt daleko, są telefony,listy, ale najwazniejsze wg mnie to nie
      >szukać złych intencji.

      Dzięki, masz rację. Postaram się, chyba jestem przewrażłiwiona.


      Jeszcze raz dziękuję za wszystkie wypowiedzi. Cieszę się, że trafiłam tutaj i
      pozdrawiam wszystkie pięćdziesięciolatki.
      • skrzydlate Re: mamy, proszę o radę 13.10.05, 07:50

        "Mama nie słuchała argumentów a ja usłyszałam, że jestem egoistyczna,
        zazdrosna." - znaczy sie, to ona taka jest smile)))))))))) bo najczesciej w innych
        oceniamy siebie

        "jeszcze byłam panną, miałam bardzo dobry kontakt z Mamą (Mama niejednokrotnie
        to podkreślała) i może dlatego jest mi jeszcze bardziej przykro, że już tak nie
        jest." - byłas wtedy jeszcze dzieckiem, uzaleznionym od niej emocjonalnie -
        wladza to przyjemna rzecz dla niektorych matek, trudno im rozumiec, ze nalezy
        traktowac te dorosła kobietę - swoją corke - jak partnera... mądrze ja kochaj,
        nie dawaj zbyt wiele od siebie, jesli nawet tego nie zauważa i nie docenia, bo
        bedziesz miala potem klopot z wlasnymi dziećmi smile))
        • goskaa.l Re: mamy, proszę o radę 13.10.05, 08:16
          Mam dokładnie taką samą opinię. W dodatku wynika ona z moich własnych
          doswiadczeń. Moja własna mama potrafiła zmienić swój stosunek do mnie
          diametralnie, kiedy przestałam być wierną wykonawczynią jej życzeń i oczekiwań.
          Wychodzi z założenia, że jej się wszystko należy i tylko ona może mieć rację, a
          z racji wieku należy sie jej autorytet. Byłam zawsze rogata, ale starałam się
          spełniać jej oczekiwania. Dopiero, kiedy postanowiłam żyć własnym życiem,
          zaczęły się schody.
          mama_cora ma szczęście, ze mieszka z daleka od swojej mamy, inaczej mogłaby
          mieć podobne problemy (moi rodzice, a teraz wiem, że szczególnie matka, nie
          dopuszczali do rozwoju jakichkolwiek moich związków z płcią przeciwną; kiedy po
          śmierci ojca pojawił się mój TŻ, jest wciąż wściekle atakowany, a mnie się
          także regularnie dostaje).
          Bardzo charakterystyczne jest niedopuszczanie do siebie żadnych zrgumentów, bo
          tak naprawdę nie widzi się drugiej osoby, a tylko siebie, siebie, siebie...
          • kesaira Re: mamy, proszę o radę 13.10.05, 15:00
            ...czyżby nasze matki wychowywały nas według tej samej sztancy??
            smile)
      • kesaira Re: mamy, proszę o radę 13.10.05, 13:57
        > Już miewałam podobne sytuacje i niestety takie rozmowy nic nie dawały. Mama
        nie
        >
        > słuchała argumentów a ja usłyszałam, że jestem egoistyczna, zazdrosna.
        > Zazwyczaj od słowa do słowa i w sumie mówiłyśmy sobie wiele niepotrzebnych.
        > Taka rozmowa zepsułaby Swieta nie tylko mi i Mamie. Dlatego tym razem
        naprawdę
        > się postarałam, żeby nie rozwijać tematu i nie pokłócić się, co nie oznacza,
        że
        >
        > mnie to nie boli.

        Gdy
        > jeszcze byłam panną, miałam bardzo dobry kontakt z Mamą (Mama niejednokrotnie
        > to podkreślała) i może dlatego jest mi jeszcze bardziej przykro, że już tak
        nie
        >
        > jest.
        >

        Co co napisałaś to ewidentny terror psychiczny.
        Zaczynam przypuszczać, że to się dzieje częściej w relacjach matki-córki.
        Chociaż nie. Mój zmarły przyjaciel od podstawówki po studia, miał taka matkę
        carycę. Był jej późnym,najmłodszym dzieckiem. Ona zmarła mając 94-95lat, on pół
        roku po niej. Był przedsiębiorcą, zatrudniał dziesiątki osób; Żalił mi się
        często...na zawał zmarł na wakacjach. Wtedy ja dojrzałamsmile)

        • natla Re: mamy, proszę o radę 13.10.05, 14:07
          Im więcej Was czytam, tym bardziej Was popieram.
          Nie wiem do końca jak to jest u naszej Córki Matki, ale rzeczywiście wiele jest
          zaborczych matek, które nigdy nie potrafią sie pogodzić z dojrzałaoscią swoich
          dzieci, traktuja je jak własnosć, a jakże często wbrew sobie tyranizują słowami.
          Matka mojej przyjaciółki kocha ja bardzo, jednak krzywdzi słowami bardzo
          okrutnie. Jest osobą niesamowicie schorowaną, a przyjaciółka sie jej całkowicie
          poświęciła, zresztą chyba jak każda z nas w takiej sytuacji by zrobiła. Jednak
          życie obu jest przechlapane, a wystarczyłoby troche dobrej woli, zwłaszcza ze
          strony mamy, która zreszta potrafi być urocza.
          • kesaira Re: mamy, proszę o radę 13.10.05, 14:21
            Natla na tym polega problem,że one do obcych są niezwykle miłe, a w dzieciach
            ciągle próbują wywoływać poczucie winy nie-waiadomo-za-co. Za to tylko, że te
            dzieci urodziły --a to jest za mało. Dochodzi do tego, że dzieci przepraszają,
            że żyją. Na dodatek znajdują sojuszników w zieciach/synowych.
            Ciężki temat...
            Myslę sobie, że w takiej Ameryce dzieci mają łatwiej. Wyjadą do odległego stanu
            i spotykają sie z rodziną tylko w czasie święta dziękczynienia i... wszyscy są
            dla siebie mili. Chociaż...oglądając filmy amerykańskie, nie zawsze jest zgoda:-
            ))
            Pzdr
            • natla Re: mamy, proszę o radę 13.10.05, 14:49
              To prawda, nie tylko Amerykanie, Francuzi tez i inne nacje....odcinają pępowinę
              w momencie osiągniecia dojrzałości. Obie strony żyją własnym życiem i za własne
              pieniadze i nie wiem, czy tu nie raz nie jest pies pogrzebany.....
              • kesaira Re: mamy, proszę o radę 13.10.05, 14:57
                Otóż to.
            • goskaa.l Re: mamy, proszę o radę 13.10.05, 15:13
              Oj, tak, tak...
              Mama doprowadziła do tego, ze wszystkie jej znajome uważaja mnie za bestię w
              ludzkiej skórze. Na tym nie spoczęła: ich dzieci stawia mi za wzór jak powinny
              dzieci odnosić się do rodziców, "inni mają takie dobre dzieci". Tyle, że te
              inne dzieci mają rodziców schorowanych, wymagających opieki, albo działania
              pomocowego. Moja mama jest zdrowa i w pełni sprawna (jej zawdzięczam moje
              końskie zdrowie i sprawność), rentę po moim ojcu ma niewiele wyższą niż ja
              pensję (nie mam wcale małej). A wymaga szacunku za to, że jest. W dodatku
              szczuje na siebie nawzajem mnie i moje dziecko (na szczęście nie jest ono takie
              głupie - dość szybko nie pozwoliło się ustawiać, co moja rodzicielka ma mu
              nieodmiennie za złe. A dowcip polega na tym, ze jesteśmy zmuszone do pobytuwe
              wspólnym mieszkaniu.
              • natla Re: mamy, proszę o radę 13.10.05, 15:22
                Oj, Gosiu,to wspólne mieszkanie.......nie dziwię Ci się.
              • kesaira Re: mamy, proszę o radę 13.10.05, 15:27
                Mieszkać razem - O jezu, współczuje!
          • kesaira Re: mamy, proszę o radę 13.10.05, 14:44
            Hahaha... w ten wątek wpisuję się tegoroczna Nagroda Nobla z literatury dla
            Harolda Pintera, który "Jest twórcą komedii zagrożenia, która obnaża pozorność
            komunikacji między ludźmi i bezradność człowieka zarówno wobec świata jak i
            własnej podświadomości."

    • maladanka Re: mamy, proszę o radę 13.10.05, 15:27
      Przeczytałam jeszcze raz co napisała Córka. To dobra,wrazliwa dziewczyna,która
      chciałaby,zeby wsystkim było dobrze,żeby nikogo nie urazić.Ale też i pewne
      rzeczy chyba odbiera nadmiernie.
      Mama sama zaproponowała opiekę nad dziećmi - w końcu 2 i 4 latki potrafią dać w
      kość.Potem przyjechała córka,pogadały sobie i fajnie, a teściowie to rzadcy
      goście też, ale rówiesnicy,podobne problemyitp..
      Jesli są małe dzieci i chorują to czasami wychodzą zawirowania.
      Założmy,że mama by nie poszła na wizytę - i co? czy to naprawde tak by wiele
      zmieniło?
      Powtarzam jeszcze raz, nie rozdrabniać - a na świeta wybrac sie razem z dziećmi
      gdzies, gdzie jest piekny snieg,sanki,gdzie się razem będziecie sobą cieszyć.
      Jesli nawet rodzice z obu stron sie zachmurzą to im minie potem.
      Mysl o tym,żeby dzieci miały pogodną mamę, a mąż żonę ...Wy jesteście
      najwazniejsi,co nie znaczy,że masz zerwać z rodziną.Dla dzieci kontakt z
      dziadkami na pewno jest wielką radością.
      Trzymaj się miła Córko!
      • skrzydlate Re: mamy, proszę o radę 13.10.05, 22:33

        Mam dośc duże doświadczenie w sprawach rodzinnych z powodów, ktorych tu nie będę
        wyłuszczać. Wybielanie, lukrowanie, spoglądanie na świat WYŁĄCZNIE pozytywnie,
        albo przez różowe okulary to piekna rzecz, ale bywa zwykłym oszukiwaniem
        samej/samego siebie. Charakterystyczne dla kobiet. Męzczyźni na to cierpia
        znacznie rzadziej. Takie coś powoduje tak naprawde osłabienie sił zyciowych, jak
        kazde niedomówienie ... i tak dalej ... to jest to co dostajemy od urodzenia w
        kontekscie wychowania nastawionego nie na usamodzielnienie nas, a na stworzenie
        poslusznych i grzecznych dziewczynek... warto czasem NIE TRACAC MILOŚCI DO
        NAJBLIŻSZYCH SPOJRZEĆ NA NICH UCZCIWIE.

        To co pisałam nie dotyczyło akurat mojej mamy, moja mama była moim wzorcowym
        najlepszym przyjacielem, do śmierci bezwzględnie lojalnym i nie do przecenienia,
        az chyba za bardzo opiekuncza.. u mnie toksyczny byla tata smile, w jakis sposób
        byli dobrze zgraną parą smile)))
        Pisałam o niedomówieniach między najbliższymi, nie tylko matek to dotyczy.
        • natla Re: mamy, proszę o radę 13.10.05, 22:44
          Tak też Cię zrozumiałam .... ale z tym oszukiwaniem się masz rację....waniejszy
          jest bardziej ktoś niż Ty ....... do tego trzeba dojrzeć...niektórzy nigdy nie
          dojrzewają...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka