mama_cora
12.10.05, 15:54
Nie jestem w granicach wiekowych obowiązujących na forum, ale mam nadzieję,
że uda mi się tutaj otrzymać radę.Dlaczego tu:
1. ponieważ sprawa o której chcę pisać dotyczy stosunków między mną a moją
Mamą, której wiek mieści się w powyższych granicach.
2. ponieważ spodziewam się tu "spotkać" kobiety, które są jednocześnie
matkami jak i córkami - a to, mam nadzieję, pozwoli na obiektywną ocenę
sytuacji. Dlatego mam prośbę, aby przy czytaniu i udzielaniu porad próbowały
Panie postawić się zarówno w roli mamy jak i corki.
Przechodzę do sedna. Mam męża i dwoje dzieci (2 i 4 lata). Mieszkamy ok. 400
km od moich rodziców, 500 km od męza rodziców. Z racji odległości z naszymi
rodzicami widujemy się co 3-4 miesiące – w święta i jakieś większe rodzinne
uroczystości, wakacje. Wizyty staramy się z mężem rozkładać „równomiernie”
między teściów i moich rodziców, żeby nikt nie czuł się urażony. Podobnie
jest z zapraszaniem ich do nas. Mimo to nie wiem, dlaczego zawsze mam wyrzuty
sumienia, gdy nie mogę spędzić świąt ze swoimi rodzicami. Niedawno zostaliśmy
zaproszeni z dziećmi do rodziny męża na wesele ok. 600 km od naszego miejsca
zamieszkania. Moja Mama zaproponowała, że w tym czasie zajmie się dziećmi,
które możemy „podrzucić” jadąc na wesele. Niedzielę mieliśmy odespać u
teściów, poniedziałek spędzić na obiedzie u moich rodziców, żebym i ja mogła
się spotkać i pogadać ze swoją rodziną. Miałam nadzieję, że uda mi się
zobaczyć też z siostrą (która mieszka kilkanaście km od moich rodziców) i jej
rodzinką-najczęściej w takich sytuacjach Mama zaprasza też ich i wszyscy się
spotykamy. Teraz zależało mi na tym szczególnie, ponieważ trzy tygodnie
wcześniej urodziło się dziecko moje siostrze. Tydzień przed weselem siostra
zadzwoniła i spytała, czy nie mamy nic przeciwko temu, żeby spotkać się z
rodzicami u niej (zrobi obiad), bo tak się złożyło, że w tym czasie będą też
jej teściowie (mieszkają jeszcze dalej niż my), więc wszyscy będą mogli się
spotkać razem i zobaczyć maluszka. Z mamą już wszystko uzgodniła. Nie miałam
nic przeciwko temu. I wszystko byłoby wspaniale, gdyby nie to, że moje
dziecko pechowo rozchorowało się u mamy. W niedzielę po południu Mama
zawiadomiła mnie o tym telefonicznie, przeprosiłam teściów, wsiadłam w
samochód i przyjechałam do dzieci. Mąż został jeszcze u teściów i miał wrócić
tak jak było to wcześniej zaplanowane – następnego dnia. Zanim dojechałam był
wieczór. Zadzwoniłam do siostry, ona poprosiła, żebym nie przychodziła z
dzieckiem, żeby jej mały się nie zaraził. Potem dowiedziałam się od mamy, że
rodzice nie zamierzają zmienić swoich planów i jak tylko Mama wróci z pracy w
poniedziałek, jadą do siostry na obiad, bo „już tak długo się nie widzieli z
siostry teściami”. Było mi strasznie przykro, bo ze mną też się długo nie
widzieli, a wydaje mi się, że powinnam być im bliższa niż teściowie siostry.
Nie chcę by ktoś mnie zrozumiał źle – nie było mi przykro z tego powodu, że
zostawiają mnie samą z dziećmi – to moje dzieci i mój obowiązek. Wydaje mi
się po prostu, że gdyby rodzice do mnie jechali taki kawał a ja byłabym
gdzieś umówiona, to zrobiłabym wszystko, żeby móc z nimi pobyć. I żeby Mama
chociaż starała się jakoś dać mi do zrozumienia, że jest w trudnej sytuacji,
nie wie, jak z tego wybrnąć, a chciałaby ze mną pobyć, zrozumiałabym. Dlatego
też nie mam żalu do Taty – jak powiedziałam mu, że jest mi przykro, to on
próbował jakoś to załagodzić.. Mama nawet nie starała się tłumaczyć, nie
starała się znaleźć żadnego wyjścia z sytuacji – „nie widzieli długo teściów
i już”. Jej zdaniem jest wobec mnie w porządku. Mnie to jednak bardzo boli –
chyba dlatego, że wiem, że ja miałabym straszne wyrzuty sumienia, gdybym się
tak zachowała w stosunku do moich rodziców. Mama nie ma żadnych i strasznie
się zdziwiła, że nie zamierzam siedzieć u nich w domu, podczas gdy oni będą u
mojej siostry, tylko wyjeżdżam od razu po przyjściu mamy z pracy. Gdyby mi
zaproponowała, że pojadą tylko na godzinę, to nawet bym poczekała, ale w
takiej sytuacji… Jest to dziwne, tym bardziej, że kilka razy mówiła, że
strasznie się za nami stęskniła. To zawsze powoduje we mnie wyrzuty sumienia,
więc potem się staram z nią spotkać i następnie czuję się rozczarowana, bo
wygląda, że Jej na tym nie zależy. Wiem, że jest to błahy problem, ale takie
drobne spięcia często mają miejsce między mną i mamą. W dodatku mają też
wpływ na relacje między mną a moją siostrą – siostra po wizycie rodziców jest
na mnie obrażona, że nie zostawiłam chorych dzieci z moim tatą, gdy Mama była
w pracy i nie przyszłam obejrzeć jej dziecka. Szkoda mi było zostawiać je
takie chore – po to przyjechałam od teściów wcześniej, żeby się nimi zająć. a)
Jak postąpiłyby Panie na moim miejscu (jako córki), jak na miejscu mamy? b)
Czy to jest normalne, że rodzicom bardziej zależy na stosunkach z teściami
siostry niż z własnym dzieckiem? c)A może to z mojej strony syndrom
nieodciętej pępowiny i wymagam tego samego od rodziców? Może jestem egoistką?
Jak powinny wyglądać takie sytuacje między rodzicami i dziećmi – sama jestem
mamą i w przyszłości chciałabym zbudować odpowiednie relacje między mną i
moimi dziećmi. d) Co zmienić, żeby sytuacje się nie powtarzały, tzn. żebym
się nie czuła w ten sposób,tzn. że Mama ma mnie w nosie a za miesiąc Mama
będzie miała dobry humor, zadzwoni i powie, że stęskniła się za nami i
wnukami a ja nie będę mogła spać po nocy bo będę miała wyrzuty sumienia, że
jak wyrodna córka nie odwiedziłam jej. Tym bardziej, że mieliśmy święta
Bożego Narodzenia spędzać u moich Rodziców, sytuacja może się powtórzyć –
moje dzieci często chorują a dziecko siostry będzie jeszcze małe. Nie jechać
na te święta do rodziców? Mama odbierze to, że się „odwdzięczam”, a ja chce
uniknąć dalszych konfliktów i zaoszczędzić sobie przykrości. Z góry dziękuję
za wszystkie porady.