Dodaj do ulubionych

Dłonie, które leczą. Wierzcie lub nie....

03.08.09, 20:10
Od wielu lat czytam, słucham tych opowieści jak z "Archiwum X", o
ludziach wyleczonych i tych leczących dotykiem. Z przymróżeniem oka
na to wszystko spoglądałam słysząc jak ludzie zdrowieją w oka
mgnieniu. Taka ze mnie twarda realistka, która musi wszystkiego
dotknąć i zobaczyć by uwierzyć. Nie dane mi było rozmawiać z osobą w
ten sposób uleczoną lub widzieć osobę leczącą w ten sposób. Więc w
co niby miałam wierzyć ? A w pisane i słyszane już dawno nie wierzę.
Ja, do dziś do 14:45 nadal nie wierzyłam. To czego dziś
doświadczyłam na własnym ciele opiszę Wam. Wierzcie lub nie. To nie
jest bajka...
Raz tylko powiedzano mi, że jestem podobno "dobrym medium". Z pewnym
sceptyzmem to przyjęłam, choć to co zdarzyło wtedy nie potrafię do
dziś sobie wytłumaczyć. W żaden racjonalny sposób. Ale byłam tylko
ja i to "COŚ" się działo...Odbyło się bez świadków więc temat uważam
za zamknięty. Medium nie medium, ale od dziś wierzę, ze to "COŚ"
jest w ludziach, w nas samych. Tylko albo nie można do nas dotrzeć,
bo blokujemy siebie sami, lub wzbraniamy się przed tym nieznanym.
Lęk, obawa, niewiedza, strach i niedowierzanie. To tylko ludzkie
odczucia. Choć podobno tonący brzytwy się chwyta. Nie należę do
takich i nie korzystam z takich usług. Wszystko do czasu...
Ale wracam do poruszonego wyżej tematu. W następnym poście
oczywiście.
____________________________________________________
~~~Dowodem odwagi nie jest umrzeć, lecz żyć ~~~~
Vittorio Alferi
Obserwuj wątek
    • misia007 Re: Dłonie, które leczą. Wierzcie lub nie.... 03.08.09, 20:37
      Wierze bo na mnie podziałało tyle,że drastycznie mi się pogorszyło a raczej
      wystąpiła silna reakcja alergiczna.Nastąpiło to dwukrotnie, prawie bezpośrednio
      po kontakcie, nigdy wcześniej, nigdy pózniej.
    • regine Re: Dłonie, które leczą. Wierzcie lub nie.... 03.08.09, 20:44
      Od 3 tygodni zmagam się z bólem prawego kolana, właściwie to pod
      kolanem. Ból w ostatnich 2 tygodniach nasilił się tak, że z trudem
      poruszam się po mieszkaniu. Jest straszny. Nie ma obrzęków, nie było
      złamań ni kontuzji, nie było żadnego logicznego powodu,
      usprawiedliwiającego nasilający się ból. USG Dopplera nie wykazało
      nic, neurologicznie ból wykluczony. Lekarze odsyłają mnie od Annasza
      do Kajfasza z marnym skutkiem. Okłady żelowe, maści, kremy,
      tabletki, okłady żelowe, kąpiele, opaski uciskowe, bandaże i
      zastrzyki. Noga na biurko, lub leżenie plackiem. Jestem z natury
      cierpliwym człowiekiem na ból. Ale mam do dziś dość. Idę po
      skierowanie na ponowne badania. Do innych lekarzy, by nikogo nie
      naprowadzać.
      W przychodni z 10-12 osób. Zajęłam swoją kolejkę, odebrałam wyniki z
      laboratorium, a że były obok dwu siedzących pań 2 wolne krzesła,
      rozsiadłam się na jednym, na drugim położyłam torebkę i kartkę o co
      mam pytać lekarza rodzinnego, o co prosić itd...Czysta skleroza smile
      Obok siedziały dwie panie, w moim wieku. Ta tuż obok krzesła
      zajętego moimi szpargałami zaproponowała mi bym przysiadła się do
      niej. Odmówiłam, bo czułam się cała obolala i dobrze mi było na tym
      co siedziałam. Dosłownie doczołgałam się mając parasol za laskę,
      kolano boli jak nieszczęście. Nie mam zamiaru ruszać się nigdzie.
      Grzecznie odmawiam, skupiona jestem wyłącznie na sobie i swojej
      nieszczęsnej nodze. Ale Pani nie ustępuje, zagaduje, pytając jak mam
      na imię. Złości mnie to, ale grzecznie odpowiadam. Pyta w którym
      roku się urodziłam i dlaczego uśmiechem na twarzy przykrywam wielki
      stres, troskę ( jeszcze było tam kilka takich), który we mnie
      siedzi. O nie, myślę sobie, z nawiedzonymiczy nie zadaję się. Ale
      nie ma wolnego krzesła tylko to pomiędzy nami, a stać nie mogę.
      Siedzę z wyciągniętą do przodu nogą i milczę. Pada następne
      pytanie : "Czy dolega pani wątroba ?" Nie, jest zdrowa, odpowiadam.
      A czy może mi pani podać datę swego urodzenia ? No złość mnie
      wzięła. Nie lubię takich zaczepek od nieznajomych.
      Ale, że jestem grzeczna (sama się sobie dziwię), odpowiadam, że
      03.04... Pani, coś tam wylicza i oznajmnia mi, że jestem osobą
      bardzo wrażliwą, ciepłą i tu zakończę. Dobrze, że pytała szeptem.
      Nagle wydała się całkiem miłą osobą. Nie wiem jak to się stało. Może
      dlatego, że mówiła do mnie bardzo spokojnie i z uśmiechem. Może w
      tym momencie "poddałam się"...?
      ____________________________________________________
      ~~~Dowodem odwagi nie jest umrzeć, lecz żyć ~~~~
      Vittorio Alferi
      • regine Re: Dłonie, które leczą. Wierzcie lub nie.... 03.08.09, 21:36
        Krzesło rozdzielało nas nadal. Nie przesiadłam się. Pani pyta czy
        bardzo boli. Odpowiadam, że od 2 tygodni i w sumie nikt nie wie co
        mi jest. Nieznajoma Pani siedzi, myśli i po chwili pyta, czy może mi
        położyć rękę na tym bolącym kolanie. A niech kładzie. Wszystko mi
        jedno. Położyła bardzo delikatnie swoją dłoń. Poczułam dziwne
        ciepło. Dziwne, bo nie potrafię określić z jakiego by to źródła
        mogło pochodzić. Zdziwiłam się tylko i chyba głośno powiedziałam. "O
        Boże jaki dziwnie mi ciepło". Pani z uśmiechem po może 30 sekundach,
        może po minucie, bo nie wiem ile to trwało, zabrała dłoń i
        powiedziała "To dobrze". Poprosiła bym zdjęła bandaże i opaskę i
        spróbowała się przejść. Odwijam bandaże, zejmuję opaskę. Gdy sięgam
        po parasolkę, która służyła mi za laskę, Pani mówi: " Nie potrzeba,
        niech pani spokojne wstanie i przejdzie się". Mój Boże, ja niewierny
        Tomasz, wstałam i ruszyłam z miejsca. Bez bólu. Zaczęłam strasznie
        płakać, jakby coś we mnie pękło. Pani wstała, poklepała mnie lekko w
        ramię i z uśmiechem powiedziała. "Proszę płakać, to oczyszcza, i
        proszę napić się potem wody. Na odchodne włożyła mi do ręki
        wizytówkę i powiedziała z miłym uśmiechem : "Zadzwonisz Reginko do
        mnie za 3 dni. Wtedy będzie po wszystkim". I wyszła... Nie była
        niczyją pacjentką. Przyszła do przychodni ze znajomą, która wyszła z
        gabinetu i wyszły razem. Tak mi potem opowiadano. Stałam i płakałam
        (właściwie szlochalam) dość długo, zebrał się wokół mnie tłumek
        pacjentów. Widzieli jak wchodziłam do przychodni i jak chodziłam po
        korytarzu. Jestem nadal w głębokim szoku. Do domu dotarłam bez
        używania parasolki jako laski. Chodzę bez opaski uciskowej. Ale
        wizyty u specjalistów zaklepałam sobie. Tak na wszelki wypadek
        powtórzę wszystkie badania. Nie powiem, że kolano uzdrowiało
        cudownie. Nadal odczuwam pewien dyskomfort. Nadal czuję ucisk pod
        kolanem. Ale nie jest to już żaden ból. Co jeszcze
        usłyszałam ? "Więcej wiary kochanie, więcej wiary. A za 3 dni
        zadzwonisz do mnie. Przeżyłam 2 śmierci kliniczne, teraz pomagam
        innym ". No i to pełne ciepła spojrzenie. To, że do niej zadzwonię
        wypowiedziane było jako pewnik.
        Przyszłam do domu, bez bólu, bez przystawania co 4 kroki, siedzę i
        czekam...
        A co w tym wszystkim najdziwniejsze, że czuję się jakby mnie ktoś
        dokładnie umył. Chodzi mi o psychikę. Umył i wyszorował ryżową
        szczotką od środka. Lekko mi i jakoś dziwnie...
        Czułam, widziałam, doświadczyłam osobiście jak, jak ta
        nieznajoma "zabrała" mi mój ból i dała jeszcze znacznie więcej.
        Czuję to. Czy teraz zacznę myśleć i wierzyć inaczej niż
        dotychczas ?
        A tak na marginesie. O tym dowiedziałam się od obserwujących
        pacjentów. Że gdy pani W. położyła mi rękę na kolanie, ja wyglądałam
        na strasznie przerażoną, pani zaś zrobiła się bardzo czerwona na
        twarzy. A to był tylko lekki, ciepły dotyk . Ile energi mi dała, a
        ile straciła swojej ? Nie dowiem się chyba nigdy..
        Nie znam tej pani. Nie zapamiętałam nawet jej twarzy.
        Ale mam telefon i na pewno do niej zadzwonię po 3 dniach.
        Cudowna Nieznajoma smile

        Dziękuję za przeczytanie tego co tu napisałam, a osobiście mi się to
        dziś przydarzyło. Ci, którzy znają mnie z tego forum, uwierzą że nie
        skłamałam słowem.
        Reszcie też radzę uwierzyć.
        Kiedyś miałam takie motto : "Los jest ślepy ale trafia bez pudła "
        Czy i tym razem trafił....?
        ____________________________________________________
        ~~~Dowodem odwagi nie jest umrzeć, lecz żyć ~~~~
        Vittorio Alferi
        • regine Re: Dłonie, które leczą. Wierzcie lub nie.... 03.08.09, 21:56
          Siedzę i zadaję sobie pytania. Dlaczego akurat ja ? Czemu mnie
          wybrała z pośród wielu oczekujących i cierpiących ?
          Przecież były tam również młode osoby, o kulach, z gipsem lub
          grymasem bólu na twarzy. Nurtuje mnie również pytanie czy za 3 dni
          będę całkowicie zdrowa.
          A jeśli powtórne badania nieczego nie wykażą ? Wiem, że to dobrze,
          że dzielę znowu włos na czworo, że szukam dziury w całym.
          Ot, cała ja...smile
          Może mam 3 dni czasu na uwierzenie, że ludzie mogą pomagać poprzez
          dotyk ?
          ____________________________________________________
          ~~~Dowodem odwagi nie jest umrzeć, lecz żyć ~~~~
          Vittorio Alferi
          • wadera1953 Re: Dłonie, które leczą. Wierzcie lub nie.... 04.08.09, 08:43
            To jest prawda.Posiadam moc odczytywania chorób u ludzi za pomocą rąk, nie
            dotykając człowieka.Nie umiejętne stosowanie bioprądów może bardzo zaszkodzić
            zarówno sobie, jak i innej osobie.
    • bona0601 Re: Dłonie, które leczą. Wierzcie lub nie.... 04.08.09, 10:41
      Rzeczywiście nie bardzo wierzę w takie rzeczy , pewnie dlatego,ze sama nigdy
      tego nie doświadczyłam. Twoja opowieść jednak jest bardzo ciekawa i jestem
      skłonna uwierzyć w to , co Ci się przytrafiło. Uważam jednak ,ze jest wiele
      rzeczy na świecie , które do końca nie zostały zbadane , a jedną nich jest
      człowiek z jego możliwościami psychicznymi oraz parapsychicznymi. Dlatego też ,
      mimo ,że trochę jestem niedowiarkiem w tym zakresie , nie zamykam świadomości na
      rzeczy niezrozumiałe dla mnie. Pozdrawiam i życzę zdrowia , a także , o ile nie
      będzie to objęte tajemnicą , dalszych relacji ze spotkań z sympatyczną panią
      oraz jej wpływu na Twoje zdrowie.
      • regine Re: Dłonie, które leczą. Wierzcie lub nie.... 04.08.09, 13:34
        Dzień po. Na RTG doszłam i wróciłam bez problemów. Bez bólu,
        bandaży, utykania i sztywnego kolana. Podświadomie jednak czekam i
        boję się, że wszystko może wócić. A to dopiero dziś minie doba, gdy
        ustał ból. Nic mnie nie boli, nie utykam, kolano nabrało
        stabilności...
        Nic mi nie wiadomo Bono0601, o następnym spotkaniu z tą nieznajomą
        Panią, która mi pomogła. Nie umówiłam się z nią na żadną następną
        wizytę. Tylko tak jak napisałam, Pani ta powiedziała na odchodnym,
        dość twierdząco i pewnie :" za 3 dni zadzwonisz do mnie i pamiętaj,
        czy zobaczysz( nie zrozumiałam dokładnie),i że będzie już dobrze".
        Chyba tak to brzmiało. Czekam na następny, drugi dzień.
        A dziś po południu o 17:00 mam wizytę u ortopedy. Nie rezygnuję z
        badań. Bo nie wiem co mi było i co pomogło. Tak jak pisałam, dzielę
        włos na ile się da. I nadal do końca nie mogę uwierzyć w to, co się
        wczoraj stało.
        Choć widzę jak dobrze się czuję smile
        ____________________________________________________
        ~~~Dowodem odwagi nie jest umrzeć, lecz żyć ~~~~
        Vittorio Alferi
        • misia007 Re: Dłonie, które leczą. Wierzcie lub nie.... 04.08.09, 14:18
          Nie boli, rozumiem,że się boisz że ból wróci ale...nie wraca, to juz dobrze. Z
          całego serca życzę ci żeby to było trwałe polepszenie.Dlaczego TY???Kto to
          wie,lepiej nie trać czasu na dociekanie, widać tak miało być.No i bardzo jestem
          ciekawa czy zadzwonisz???Co powiesz??/A raczej co usłyszysz???
          • muraszka1 Re: Dłonie, które leczą. Wierzcie lub nie.... 04.08.09, 14:55
            Regine,pozdrawiam smile
            • izis52 Re: Dłonie, które leczą. Wierzcie lub nie.... 04.08.09, 15:20
              Trudno uwierzyć w taki sposób leczenia. Nie próbowałam u żadnych
              uzdrawiaczy. Spotkałam się natomiast z bezinteresownym impulsem
              niesienia pomocy innego rodzaju. Ktoś pomógł mnie, a potem sama
              miałam możliwość udzielenia pomocy zupełnie przypadkowym osobom i
              były to imulsywne wybory, które okazały się ex post bardzo
              racjonalne.
              Trzymam kciuki za trwałą poprawę kondycji.
              • anoagata Re: Dłonie, które leczą. Wierzcie lub nie.... 04.08.09, 21:18
                Historia wręcz niewiarygodna a jednak /choc nie jestem łatwo wierna/
                • super222 Re: Dłonie, które leczą. Wierzcie lub nie.... 04.08.09, 21:49
                  Nie miałam możliwości widzieć cudownych dokonań uzdrowicieli.
                  Nigdy nie szukałam takich spotkań ani dla siebie, ani dla rodziny.
                  Tradycyjnie więc gdy boli, szukam lekarzy - nie zawiodłam się.
                  Po zabiegu operacyjnym przywieziono mnie na salę. Byłam podłączona
                  do kroplówki a personel na prześcieradle przesunął mnie na łóżko.
                  Pamiętam, że było mi bardzo zimno, szczękałam wręcz zębami i wydawało
                  mi się, że nadal leżę nago na stole operacyjnym i nie mogę
                  powiedzieć, żeby mnie czymś okryli.
                  Sąsiednie łóżko zajmowała pacjentka. Nachyliła się i powiedziała,
                  że już mam to za sobą i że już wszystko będzie dobrze. Nadal nie
                  mogłam wydobyć z siebie głosu - z powodu zimna.
                  Wówczas poczułam, że bierze moją rękę w swoją dłoń i trzyma...
                  Cudowne uczucie ciepła poczęło przenikać od palców mojej ręki
                  po całym ciele, w połowie jeszcze bezwładnym od znieczulenia.
                  Z uczuciem niewypowiedzianego spokoju, ciepła, bezpieczeństwa...
                  zasnęłam i spałam podobno 12 godzin bez przerwy. Przychozili
                  lekarze, pielęgniarki, rodzina - naturalnie - a ja spałam.
                  • anoagata Re: Dłonie, które leczą. Wierzcie lub nie.... 04.08.09, 22:02
                    Super to tak jakby spotkało cię szczęście w nie szczęściu.
    • natla Re: Dłonie, które leczą. Wierzcie lub nie.... 05.08.09, 07:29
      Reniu, nie do wiary.....Ty? wink
      Aż chciałabym coś takiego przeżyc. Na razie nie było mi dane. A może
      skontaktuję Cię z moim wujkiem z Bielan? smile Pamiętasz jak o nim
      pisałam?
      Najważniejsze, że to "coś" tak Ci pomogło! Ciekawa jestem jak się
      rozwinie to wszystko.....i czy w ogóle będzie cd.
      • del.wa.57 Re: Dłonie, które leczą. Wierzcie lub nie.... 05.08.09, 14:11
        Reniu,nie mogę uwierzyć??
        To sie czyta jak......powieśćsmile
        Najważniejsze Twoje samopoczucie a sama piszesz,że czujesz się bardzo
        dobrze,napisz koniecznie co dalej,co na to lekarze?
        Trzymasz w napięciu! smile
        • regine Re: Dłonie, które leczą. Wierzcie lub nie.... 05.08.09, 20:22
          Nie możecie uwierzyć. Wcale się Wam nie dziwię. Nadal chodzę z
          opaską lub bandażem, ale już asekuracjnie, noszę to tylko w
          torebce smile
          Dziś minął dzień drugi, tej niezwykłej, nie tylko dla mnie "kuracji".
          Dziś przeszłam pieszo ponad 3km. Nie odczuwając żadnego bólu. Szłam
          normalny (swoim dość szybkim) krokiem. Wczorajsza, ponowna wizyta u
          innego zupełnie ortopedy i USG kkolana, nie wykazały nic. Zdrowa
          jestem. Cieszę się smile Czeka mnie w piątek jeszcze jedna wizyta u
          neurologa. To już mówi mi drugi lekarz. Sprawa dla neurologa.
          Prawdopodobnie ból ten i usztywnienie kolana, powstał na skutek
          ucisku na jakiś nerw. Zobaczymy. Ale chodzę jak fryga i to się
          liczy. Nawet kolano stało się bardziej stabilne.A wszechstronne
          przebadanie, raz na jakiś czas nikomu nie zaszkodziło. Mi się wręcz
          należało. Jutro minie dzień trzeci i wtedy oddzwonię do mojej
          uzdrowicielki. Nie omieszkam Wam o tym napisać.
          Dziękuję za czytanie i zainteresowanie. Widzę, że kilka osób miało
          już kontak z osobami, które przekazują swoją energię, pomagając tym
          innym.
          Helenko, Natlo! Tak to ja, niedowiarek Wam to piszę. Dziękuję za
          miłe słowa Muraszce, Misi, Tamaryszkowi i innym dziewczynom smile

          ____________________________________________________
          ~~~Dowodem odwagi nie jest umrzeć, lecz żyć ~~~~
          Vittorio Alferi
          • natla Re: Dłonie, które leczą. Wierzcie lub nie.... 05.08.09, 20:42
            Jak po miesiacu mi powiesz, że dalej jest okay, to poproszę Cię
            o kontakt.
    • dorka_1962 Re: Dłonie, które leczą. Wierzcie lub nie.... 06.08.09, 08:17
      Ja wierzę, że jest "coś" nie wiem jak to określić, ale wiem, że
      jest. Ja sama parę razy doświadczyłam różnych niewyjaśnionych
      zjawisk, a i nie raz zauwważyłam, że jak ja się dobrze czuję, mam
      tzw. dobre fluidy i np. kiedy potrzymam kogś cierpiącego na ból
      głowy, w miejscu, gdzie go boli, ból mu znika. Może jest to tylko
      autosugestia ... ale ja wolę myśleć , że jednak nie.
      • dwa-filary Re: Dłonie, które leczą. Wierzcie lub nie.... 06.08.09, 14:57
        Każdy z nas jest bioenergoterapeutą, tylko nie każdy umie z tego korzystać.Dam przykład ,boli cię głowa to za co się trzymasz?, za głowę i mniej lub więcej czujesz ulgę.Gratuluję Ci Regine, że napotkałaś na swej drodze taką osobę, która zna i umie wykorzystać pozytywnie tę energię. Wierzę w takie uleczenia w kontakcie osobistym,natomiast nie uwierzę w Nowaka, który leczył z ekranu telewizora.Ludziom co prawda pomagało, ale to nie były jego prądy,a obudzenie autosugestii i wiary w człowieku, która czyni cudasmile Regine, trzymam kciuki za Twe zdrowie, będzie dobrze smile
        • del.wa.57 Re: Dłonie, które leczą. Wierzcie lub nie.... 06.08.09, 16:41
          Cieszę się razem z Tobą Reniu,sama chciałabym spotkać na swojej drodze taką
          osobę,miałas szczęście,zyczę ci oby ból minął bezpowrotnie.
          • regine Re: Dłonie, które leczą. Wierzcie lub nie.... 08.08.09, 09:51
            Weczorkiem napiszę ciąg dalszy.
            ____________________________________________________
            ~~~Dowodem odwagi nie jest umrzeć, lecz żyć ~~~~
            Vittorio Alferi
            • misia007 Re: Dłonie, które leczą. Wierzcie lub nie.... 08.08.09, 10:15
              Koniecznie......
              • natla Re: Dłonie, które leczą. Wierzcie lub nie.... 08.08.09, 14:49
                No!
                • wiga2008 Re: Dłonie, które leczą. Wierzcie lub nie.... 08.08.09, 22:17
                  I gdzie ciąg dalszy? Czekamy!
                  • natla Re: Dłonie, które leczą. Wierzcie lub nie.... 08.08.09, 23:27
                    No właśnie. Obiecanki, cacanki!
    • wadera1953 Re: Dłonie, które leczą. Wierzcie lub nie.... 09.08.09, 10:24
      Następnym razem to niech Ci połozy ręce na głowie. Trzeba wyleczyć jeszcze
      miażdżycę.
      • anoagata Re: Dłonie, które leczą. Wierzcie lub nie.... 09.08.09, 10:29
        ja myslałam że miażdzyca mieści się w nogach.
        • regine Re: Anoagata 09.08.09, 20:36
          Jak wiesz Anoagato, że miażdżyca mieści się w nogach, to polecam
          moczenie nóg w ciepłej wodzie z dodatkiem wywaru z pokrzywy.
          Pomaga w/g lekarzy. A Lecytnę też polecam smile

          ____________________________________________________
          ~~~Dowodem odwagi nie jest umrzeć, lecz żyć ~~~~
          Vittorio Alferi
          • anoagata Re: Anoagata 10.08.09, 08:54
            Miażdzycy na razie nie mam ,lecytyna też mi nie potrzebna, ale dziekuje za rady
            może w przyszłości skorzystam.
      • del.wa.57 Re: Dłonie, które leczą. Wierzcie lub nie.... 09.08.09, 16:51
        No i dlaczego taka złośliwa jesteś Wadero?
        Trochę zrozumienia,może Regine dostępu do netu nie ma,albo czasu nie miała
        napisać.Napewno napisze jak tylko będzie mogła.
        A ty Anogato,nie myśl tak dużo bo cie głowa rozboli big_grin big_grin
        • anoagata Re: Dłonie, które leczą. Wierzcie lub nie.... 09.08.09, 20:47
          Czyżbym cos napisała nie fer????dlaczego ma mię głowa boleć???
      • regine Re: Dłonie, które leczą. Wierzcie lub nie.... 09.08.09, 20:51
        Wadero, a Ty jak kura, która nie niesie jajek, a gdacze by ją
        zauważono.
        Pypcia na języku się wystrzegaj. Bo będziesz miała problemy.
        Nie drwij z nikogo i niczego.
        Masz dar leczenia, (tak napisałaś),to używaj go. Ale używaj i głowy
        do tego co piszesz. Ciekawe czy potrafisz sobie pomóc kładąc ręce na
        głowę. Jeśli tak, życzę powodzenia w leczeniu nie tylko miażdżycy.
        Nie obrazisz mnie, zbyt długo jestem tu na forum i nie takich jak Ty
        przetrwałam. Tyle mam Ci do powiedzenia.


        ____________________________________________________
        ~~~Dowodem odwagi nie jest umrzeć, lecz żyć ~~~~
        Vittorio Alferi
        • wadera1953 Re: Salve regina 09.08.09, 21:05
          Królowo,napisałaś sporo na mój temat a miałaś napisać na całkiem inny. Znaczy
          się jak będziesz dzwonić to .....wiesz! Wg Ciebie nadaję się tylko na rosół. Hahaha
        • regine Re: Dłonie, które leczą. Wierzcie lub nie.... 09.08.09, 21:36
          Wracając do tematu " Dłoni, które leczą"...
          Wczoraj nie miałam siły by siąść i klikać, choć obiecałam. Była zbyt
          zmęczona. Przepraszam więc zainteresowane osoby.
          Zadzwoniłam do pani, która w jakiś sposób ulżyła mi w bólu kolana,
          dopiero w czwartek rano.
          Nikt nie odbierał telefonu. Wieczorem jednak oddzwoniono do mnie.
          Przedstawiłam się, bo p. W. nie wiedziała kto wisi po drugiej
          stronie słuchawki. Wyjaśniłam po co dzwonię. Podziękowałam raz
          jeszcze.
          No i dowiedziałam się, że to była pomoc doraźna, uśmierzająca ból.
          Zapytała jak się czuję, powiedziałam, że nieciekawie, badania żadnej
          choroby, łączne z MIAŻDZYCĄ, nie wykazują. Kolano, teraz doszło
          drugie, są dziwnie usztywnione, dziwnie bolą mnie stopy i łydki.
          W piątek mam wizytę u neurologa. A pani na to: "Proszę zaprzestać
          chodzenia po gabinetach lekarskich, bo to nic mi nie da. Pomogą
          pani, tylko następne seanse, to nazwała, u niej w domu. Nie jedna
          wizyta, tylko kilka, bo będą masaże, dotyk ręką, odnowa duchowa... i
          kupę innych rzeczy. Troszkę się zdziwiłam i zapytałam ile za taki
          seans pani sobie życzy, (wiem że nic teraz za darmo nie ma i tak
          gratis miałam krótki seansik ), który wierzcie, nie wierzcie usunął
          mi jednak ból. Ale nie chorobę. No i dowiedziałam się, że za jeden
          seanas, trwający około 20-30 minut, pani życzy sobie 100 polskich
          złotych. Grzecznie odmówiłam. Niestety, dalsze leczenie będą
          prowadzić lekarze. Pani przeprasza, że ten dar uzdrawiania,
          otrzymała po dwu śmierciach klinicznych, od Boga. Ale musi pobierać
          opłaty, bo życie teraz drogie, ma niewielką rentę, utrzymanie
          pokoju - gabinetu, domu...
          Cóż dar, darem, a kasa kasą. Też mam rentę, proszę pani,
          odpowiedziałam. Ale jakbym miała taki dar, dany od Boga tobym darmo
          ludziom pomagała, tym cierpiącym i chorym, nie więłaby za to ani
          grosza. Powiedziałm to i grzecznie, acz skutecznie pożegnałam moją
          uzdrowicielkę, dziękując za telefon, był na jej koszt.
          W piątek byłam u neurologa, który dał mi skierowanie na rezonans.
          Kiedy się badanie odbędzie nie wiem. Dowiem się jutro. Co mi jest ?
          Nadal nikt nic nie wie, nikt nie umie postawić diagnozy . Kolana
          bolą dziwnie, oba, choć ból nie tak ostry jak poprzednio. Nie
          utykam, biorę leki, chodzę, sprzątam. Da się żyć smile Oby gorzej nie
          było.
          Tak to zakończyłam opowieść o "Dłoniach, które leczą".
          Nic za darmo, nic za darmo. Oj, przepraszam, jeden seansik był za
          darmo. Tak się zastanawiam czy nie była to "pokazówka", pacjentów
          dużo pod gabinetami, ja obolała...Ale faktycznie poczułam dziwne
          ciepło i ten ostry ból ustąpił w oka mgnieniu. Być może jestem
          podatna na taki rodzaj leczenia. Ale potrafię jeszcze logicznie
          myśleć i z głową wydawać pieniądze smileI jak tu nie być realistką po
          takiej rozmowie z "uzdrowicieklką".
          Ale choroba tkwi nadal. Może to faktycznie "przypomniał" się
          kręgosłup, który był uśpiony przez 6 lat...
          Dziękuję za przeczytanie tej długiej opowieści...
          Życzę Wszystkim zdrowia, nie tylko w nogach i kolanach smile
          ____________________________________________________
          ~~~Dowodem odwagi nie jest umrzeć, lecz żyć ~~~~
          Vittorio Alferi
          • cortyzol Re: Dłonie, które leczą. Wierzcie lub nie.... 09.08.09, 21:52
            Masz chore łękotki i to na bank.
            • regine Re: Cortyzol 09.08.09, 21:59
              Łekotki zdrowe na bank. 2 razy zrobione USG obu kolan.
              Żadnych, najmniejszych zmian. Robili je dwaj niezależni lekarze.
              ____________________________________________________
              ~~~Dowodem odwagi nie jest umrzeć, lecz żyć ~~~~
              Vittorio Alferi
          • wiga2008 Re: Dłonie, które leczą. Wierzcie lub nie.... 09.08.09, 21:54
            Cóż, szkoda, że taki finał niezwykłego w końcu spotkania.
            Pani szuka w przychodniach potencjalnych klientów czy też
            pacjentów z materialnych powodów.
            Życzę Ci, Regine,trafnej diagnozy i szybkiego powrotu do zdrowia.
            • anoagata Re: Dłonie, które leczą. Wierzcie lub nie.... 09.08.09, 22:09
              Cóż faktycznie szkoda,moje zdanie jest takie jeżeli mogę tu wtrącić.Seans jest
              faktycznie trochę drogi ale jak wspomniałam znam osobę,która chyba podobnie
              leczy i gdybym cierpiała wielki nieustępujący ból to bym zaryzykowała,bo to mogą
              być 3-4 seanse co wiąże się z kosztami ale co tam koszta w stosunku do bólu.
          • an.ta Re: Dłonie, które leczą. Wierzcie lub nie.... 09.08.09, 22:04
            Ooo! Przykre zakończenie. Szkoda. Mam koleżankę która leczy metodami
            niekonwencjonalnymi i niestety nie wierzę w nią. Dla świętego
            spokoju czasami poddaje sie masażowi stóp, dłoni, nakładaniu rąk na
            chore miejsca (tak, tak), a kręgosłup jak mnie bolał tak boli,
            kamieni w woreczku nie rozpuściła mi, a na ciężką chorobę stosowała
            dodawanie energii, a mnie trzeba było biegiem na onkologię, a nie
            pobierac energię.Podchodzę z dużą nieufnością do ludzi leczących w
            sposób niekonwencjonalny i to jeszcze za pieniądze.
          • super222 Re: Dłonie, które leczą. Wierzcie lub nie.... 09.08.09, 22:21
            regine - do ciebie:
            nie wiem czy uda mi się *wstrzelić* odpowiednio:
            ---
            W aptece kup ok. 20 dkg parafiny w stanie stałym.
            Wieczorem rozpuścić w tygielku na ogniu tyle, by
            zamoczyć 2 okłady. Nałożyć okłady na kolana
            i owinąć bandażami elastycznymi - nie za ciasno,
            by krążenie było prawidłowe. Tak pozostawić na cała
            noc. Powtarzać aż do skutku, a będzie...wiem.
            W sanatoriach tego rodzaje bóle leczy się okładami
            z parafiny, borowiny itp.
            • regine Re: Do Anoagaty i Super222 09.08.09, 22:37
              Wiem, że 3-4 seanse jeszcze by mnie z torbami nie puściły. Ale boję
              się, że nie za bardzo mi pomogą, bo w sumie badania, te które
              zrobiłam, nie wskazują na jakąkolwiek chorobę. Boję się również, ze
              mogła by mnie ta pani, uzależnić od swoich wizyt. Wiem, że ostatnio,
              przeciążyłam sobie kręgosłup i to nieźle. I dlatego czekam na
              rezonans kręgosłupa. Miałam 27 lat jak wypadł mi dysk. Ale ostatnie
              6 lat, miałam święty spokój, raz tylko odezwała się rwa kulszowa.
              Ale ten ból znam. Ten, który mi się pojawił przed 3 tygodniami, mam
              po raz pierwszy.
              ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
              Też myślałam o okładach z parafiny. Nawet mam ją w domu, bo robię z
              niej okłady na bolące (czasami) nadgarstki. Wiem jak to się robi.
              Dziękuję Super222 smile
              ____________________________________________________
              ~~~Dowodem odwagi nie jest umrzeć, lecz żyć ~~~~
              Vittorio Alferi
              • anoagata Re: Do Anoagaty i Super222 10.08.09, 08:43
                Regine, właśnie piszesz ze boisz sie czy ci pomogą i że uzależni cię ta pani od
                swoich wizyt,otóż to jest tak że jeżeli ktoś w to nie wierzy,albo ma wątpliwości
                to w organiżmie powstaje jakby blokada i człowiek jest odporny wtedy na takie
                działanie czyli nic nie skutkuje.To co poczułaś przedtem było impulsem o którym
                nic nie wiedziałaś i dlatego to tak podziałało.Ta pani nie uzależni ciebie
                napewno jedynie sama możesz się uzależnić bo to wpływa ogólnie na dobre
                samopoczucie.Tu mam na mysli tą panią u której byłam, nie brała żadnych
                pieniędzy bo bała się urzędu skarbowego mieć na głowie,ale ludzie zostawiali
                inne cenne rzeczy w zamian.Moze ktoś pomysli że jestem *czubem* ale pisze to co
                czułam,widziałam i sama doświadczyłam,pozdrawiam.
            • del.wa.57 Re: Dłonie, które leczą. Wierzcie lub nie.... 09.08.09, 22:44
              Jednak to była''reklama''Pani uzdrowicielka miała w tym swój cel Reniu.
              Szkoda albo i nie,różnie by mogło być,czasem takie leczenie,szkodzi.
              • natla Re: Dłonie, które leczą. Wierzcie lub nie.... 09.08.09, 23:20
                Bez komentarza smile
                • izis52 Re: Dłonie, które leczą. Wierzcie lub nie.... 10.08.09, 09:09
                  Współczuję; takie rozczarowanie boli i niestety deprecjonuje
                  zaufanie do innych. Musisz jakoś trafić na dobrego diagnostyka, co
                  jest niełatwe. http://i31.tinypic.com/15r1c2s.gif
                  • misia007 Re: Dłonie, które leczą. Wierzcie lub nie.... 10.08.09, 15:45
                    Regine współczuję, że to tak się skończyło.Cóż ja jak pisałam wierzę ale dla
                    mnie kontakty tego rodzaju skończyły się fatalnie a i jest dużo oszustów.Życzę
                    ci szybkiej diagnozy bo to przyspieszy właściwe leczenie.
                    • wadera1953 Re: Dłonie, które leczą. Wierzcie lub nie.... 10.08.09, 19:27
                      A wody to Ty nie masz?
                      • regine Re: Dłonie, które leczą. Wierzcie lub nie.... 10.08.09, 19:32
                        Mam wodę, w kranie i niegazowaną w butelkach smile
                        W kolanach nie ma wody, ani obrzęków. Nigdy nie było.
                        ____________________________________________________
                        ~~~Dowodem odwagi nie jest umrzeć, lecz żyć ~~~~
                        Vittorio Alferi
    • sagittarius954 Re: I znowu Regine narozrabiała :) 10.08.09, 19:31
      I jak ja mam przeczytać tyle postów , własnie jak ?big_grin
      • an.ta Re: I znowu Regine narozrabiała :) 10.08.09, 21:22
        Wolniutko i z zainteresowaniem.
        • wadera1953 Re: I znowu Regine narozrabiała :) 10.08.09, 22:07
          A kolana to ty masz?Pozostał Ci tylko romantyzm.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka