W ostatnich latach pojawia się coraz więcej informacji o zawartości różnych, niekoniecznie pożądanych substancji, które znajdują się żywności. Co jakiś czas szokuje nas informacja o dziwnych praktykach stosowanych przez producentów żywności. Wszystko to zmierza do zwiększenia opłacalności produkcji. I nie dotyczy to tylko zawartości mięsa w mięsie, bo nie inaczej jest z produkcją warzyw i owoców. Tutaj co prawda możliwości są nieco mniejsze, ale dzięki wieloletniej selekcji i doświadczeniom związanym z uprawą roślin udało się już prawie całkiem pozbawić warzywa i owoce smaku. Coraz więcej jest osób, które nie pamiętają smaku prawdziwych pomidorów, nie znają smaku ani zapachu fasolki szparagowej, nigdy nie jadły groszku prosto z grządki ani truskawek lekko trzeszczących piaskiem. Czy znacie smak rukoli z ogrodu, rzodkiewki szczypiącej w język, pięknie pachnących ogórków, potwornie śmierdzącego w czasie gotowania kalafiora, skorzonery, marchewki wyrwanej i tylko umytej, papryki wygrzanej w słońcu, endywii, nie przemielonego szpinaku, szparagów świeżo wyciętych i nie przesuszonych? Czy jadacie tylko warzywa i owoce ze sklepu? Piękne, równe, ślicznie wybarwione, które mają mało smaku, a mają za to geny twardości i inne ciekawe geny przydatne do tego, aby mogły pokonywać tysiące kilometrów i na miejsce docierały "nie zmęczone". Ciekawa jestem czy wiedza ta wpływa w jakikolwiek sposób na Waszą skłonność do uprawy warzyw? Czy ktoś w ostatnim czasie zaczął uprawiać warzywa? Choćby bazylię i pomidorki koktajlowe w donicy na balkonie? W okolicy jest całkiem sporo ogródków działkowych, przy każdym domu też jest jakiś kawałek ziemi. Czy uprawiacie w swoich ogródkach warzywa? Będę wdzięczna za zaspokojenie mojej ciekawości