100dent
29.11.02, 07:14
Jak rozładowac stres :)))))))))))
Często zdarza się nam mieć zły dzień. I bardzo chcemy się na kimś wyżyć. Tak,
to się naprawdę
zdarza. Ale moim zdaniem zbyt często wyżywamy się na bliskich i znajomych,
podczas gdy o wiele
lepiej jest wyładować stress na kimś zupełnie obcym. Postąpiłem tak pewnego
dnia.Przypomniałem sobie
w biurze o zaległym telefonie, jaki miałem wykonać.Odnalazłem numer w notesie
i wystukałem go na
klawiaturze telefonu. Usłyszałem, jak jakiś facet po drugiej stronie
mówi "halo!", więc zapytałem
grzecznie, czy mogę rozmawiać z Anią J....ą. Facet bez słowa rzucił
słuchawką. Byłem kompletnie
zaskoczony.
Jak można być tak źle wychowanym! Sprawdziłem jeszcze raz numer do Ani i
wykręciłem go (okazało
się, że przekręciłem dwie ostatnie cyfry). A po zakończeniu rozmowy
postanowiłem znowu zadzwonić
pod poprzedni "zły" numer i kiedy tylko tamten facet podniósł słuchawkę
rzuciłem krótkim "ty
chuju!", po czym rozłączyłem się. Zapisałem sobie jego numer na żółtej
karteczce i przykleiłem na
monitorze. Raz na kilka tygodni, kiedy coś wyjątkowo źle mi wychodziło, kiedy
płaciłem zaległe
rachunki, dostałem mandat za parkowanie albo z innego powodu miałem zły
dzień, dzwoniłem do typa i
kiedy tylko się zgłosił, serwowałam mu głośne "ty chuju!". Od razu robiło mi
się lepiej... Po pewnym
czasie telekomunikacja wprowadziła program identyfikacji numeru dzwoniącego,
przez co mój nowy
sposób na chandrę i stres okazał się poważnie zagrożony. Zadzwoniłem więc do
typa, przedstawiając
się jako pracownik telekomunikacji i zapytałem: "przepraszam, czy słyszał pan
może o naszej nowej
ofercie w zakresie identyfikacji numeru dzwoniącego?". "Nie!" - uciął i
rzucił słuchawkę.
Zadzwoniłem do niego ponownie: "nie słyszałeś o
tym programie dlatego, że jesteś zwyczajnym chujem!". Kilka dni później,
kiedy na parkingu przed
supermarketem próbowałem zająć ostatnie wolne miejsce, jakiś dresiarz w BMW
bezczelnie zajechał mi
drogę i wepchał się na moje miejsce. Wkurzyłem się nielicho. Na beemce była
kartka "na sprzedaż"
i numer telefonu. Zanotowałem go skrupulatnie. Wieczorem zadzwoniłem.
"Halo, czy to pan ma beemkę do sprzedania?"
- "Tak."
- "A gdzie można ją obejrzeć?"
- "Stoi na podwórzu domu przy Leśnej 23."
- "A kiedy pana można złapać w domu?"
- "No tak od 17.00 już raczej jestem."
Zapisałem numer dresiarza na żółtej karteczce, tuż poniżej numeru faceta, do
którego miałem
zwyczaj poprzednio dzwonić. Teraz miałem dwóch dupków, na których mogłem się
wyżyć. Ale po kilku
dniach wydzwaniania do nich poczułem, że nie było to już takie podniecające,
jak na początku...
Wpadłem na zupełnie inny pomysł... Zadzwoniłem do tego pierwszego faceta.
- Halo! - rzucił jak zwykle.
- Ty chuju! - krzyknąłem, ale tym razem nie odłożyłem słuchawki. -
- Jesteś tam jeszcze?
- Jestem! - krzyknął. - Jestem, pieprzony palancie! Nie wiem, kim jesteś, ale
chciałbym cię dostać w
swoje ręce! Gnoju pierdolony!
Powiedz, gdzie mieszkasz, to zaraz pojadę i ci rozjebię ten oblany ryj! Tak?
No to mieszkam przy
Leśnej 23... Poznasz po czarnej beemie zaparkowanej w podwórzu! Czekam na
ciebie, ciemny baranie z
lasu! Facet rzucił słuchawką, a ja natychmiast wykręciłem
numer dresiarza.
- Halo, to ty, pedale? Dzwonię do ciebie, bo mam ochotę w końcu ci
przypierdolić! Jak masz jaja to
wyjdź przed dom, zaraz u ciebie, kurwino, będę. W chwilę potem zadzwoniłem na
policję, informując o
bójce w okolicach Leśnej 23, oraz do telewizji regionalnej, wspominając coś o
porachunkach
gangsterów. Na koniec podjechałem samochodem w okolice Leśnej i patrzyłem z
dala na dwóch dupków,
bijących się w światłach dwóch radiowozów i reflektorów ekipy telewizyjnej...
Mówię wam -! prawdziwa rozkosz!!!