pi.asia
04.07.11, 17:59
Każde z nas, czytając Jeżycjadę, nawet po raz kolejny, nawet te swoje najbardziej ukochane tomy, w pewnym momencie trafiło na zdanie, przy którym pomyślało: O nie, teraz to Autorka przegięła!!!
Bo coś o czym pisze:
- nijak się ma do całokształtu
- jest absolutnie nierealne
- jest namolną ideologią
- inne powody.
Ja mam trzy takie zdania, przy których mnie rzuciło
ad1 - w Noelce jest mowa o Gabrieli, która (cytuję z pamięci) "wciąż miała ogromną potrzebę kochania, gromadziła wokół siebie przyjaciół, rodzinę, bezdomne PSY i KOTY" - jakie, pytam, psy i koty???
ad2 - w Sprężynie czytamy o Patrycji i Florku - mają jabłonie, czereśnie, grusze, plantację porzeczek, pasiekę, dziesiątki drzew wiśniowych i morelowych, nie ma za to najmniejszej wzmianki o pracownikach, którzy całe to gospodarstwo obrabiają. Jakoś trudno uwierzyć by robiła to Pulpa pomiędzy pieczeniem kolejnych tortów. To zresztą da się jeszcze, choć z trudem, przełknąć. Może o pracownikach MM nie pisała, bo to rzecz oczywista. Ale następne zdanie brzmi "i już mogli zacząć hodowlę koni, gdy zaś dochód z niej przyniósł im kolejne zyski..." I to mnie odrzuciło od książki. Ktoś już na tym forum wspominał jak praco i kosztochłonna jest hodowla koni.
ad 3 - albo w Żabie, albo w Czarnej Polewce Róża trzyma małą Milę w objęciach i czuje, że "nareszcie, po tylu latach, to puste miejsce się wypełniło" czy jakoś tak.
Róża, kochana przez rodzinę, idealna córka, wnuczka, siostrzenica, siostra, koleżanka i w ogóle, czuje się spełniona dopiero po urodzeniu dziecka? A do tej pory całe jej życie było jednym wielkim bezsensem?
Zresztą przy ad 3 nie będę się upierać, chociaż takiej ideologii nie lubię.
A jakie są Wasze przegięte zdania?