Dodaj do ulubionych

Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :).

21.08.12, 15:19
Dla tych, którzy żałują, że w archiwizowanych watkach nie można się dopisywać, a ich dusi, dla tych, których zirytowalo cos ponad to, o czym sobie mogli poczytać, o, tu:

forum.gazeta.pl/forum/w,25788,32045707,32045707,Irytacje_w_Jezycjadzie.html
albo i to samo, ale tak dusi i trzęsie, że muszą sobie gdzies pary upuscić, oraz ze względu na to, że "Irytacje" zarchiwizowało nam w 2009 roku, w zwiazku z czym irytacje błąkaja się po forum w róznych watkach juz od lat trzech...

oto miejsce, gdzie moga się w uporzadkowany sposób i nie czyniąc off topiców poirytować :).
Obserwuj wątek
    • black-apple Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 21.08.12, 15:21
      Ja mam parę Irytacji w głowie, a niestety na razie za mało czasu, aby je wszystkie ładnie opisać, więc powiem tylko tyle, że się bardzo cieszę z reaktywacji i gratuluję świetnego pomysłu :)
      • anutek115 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 21.08.12, 15:25
        black-apple napisała:

        bardzo cieszę z reaktywacji i
        > gratuluję świetnego pomysłu :)

        Nie chciałam w tytule pisać, że to na twoją cześć, ale wiedz, że byłaś mi muzą :D.
        • black-apple Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 21.08.12, 15:31
          A to bardzo mi miło, i tak pięknie i silnie zmotywowana biorę się za pisanie posta :)
          • nioszka Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 21.08.12, 15:34
            To ja chyba w ogóle sobie będę odświeżać Jeżycjadę, żeby potem mieć na co narzekać... :)
            • kaliope3 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 21.08.12, 15:39
              Irytacja wynikająca z nieścisłości: zaledwie jeden tom wcześniej Bernard spotyka Laurę i Wolfiego całujących się na mostku, przy czym Laura wiadomo jak wyglądała w CP, a w Sprężynie ten sam Bernard cieszy się niezmiernie że Laura fryzurę zmieniła bo jak ją ostatnio widział to miała zielona szczecinę na głowie.No ludzie...
    • black-apple Irytacje Imieninowe 21.08.12, 15:55
      W ferworze dyskusji o Nutrii na Cyprze i Pyzie Zdobywczyni Poznańskich Męskich Serc, wzięłam się za moją znielubioną, pozostającą w absolutnym top five najgorszych książek Jeżycjady "Imieniny". I nie doczytałam do końca, bo ze zdenerwowania miałam ochotę cisnąć książkę przez okno. Poniżej lista wyłożona lista moich irytacji:

      1. Wspomnienie o Natalii jako rezydentce na słonecznym Cyprze byłoby jak bicie martwego konia, więc miast tego doczepię się jej przyjazdu, tj. Gaby. Powiem krótko: jak bym była Nutrią, to wsiadłabym z powrotem do pociągu i tyle by mnie kochana rodzinka widziała. Dziewczyna wraca po roku nieobecności, po ciężkiej (według autorki) pracy, a przywitana jest tak, jakby przyjechała z miesięcznych kolonii. Cała uwaga skupiona jest na Gabie, bo Gaba jest jak zwykle najważniejsza. Jak to mówi Mila: "Gabrysiu, dom bez ciebie jest okropnie pusty". Ba, na calutkie Jeżyce spada istna egipska plaga nieszczęść; dzieci chorują, dorośli tracą pracę, sklepy plajtują, a i mięsa nie ma. Gabę powinni wysłać do Westeros w celu odstraszania Innych, bo zaiste bez niej Winter is Coming.

      2. Scena familijnego zjazdu, gdzie kobiety harują, gotują i nakrywają do stołu, a faceci siedzą i nic nie robią. OK, Józinek i Ignacy się gonią, ale nie nazwałabym tego pożytecznym zajęciem. Do tego Ida i Pulpa ze swoimi nowinkami ciążowymi kradną tą pozostałość po uwadze rodziny Nutrii, której jej jeszcze Gaba nie zabrała. Super, pozytywne informacje zawsze są w cenie, ale nie można było zaczekać z tym do np. jutra, kiedy już powrót Nutrii przestanie być punktem numero uno u Borejków? Rozumiem, że to musiało nastąpić z autorskiego punktu widzenia, ale znów na miejscu Natalii wypadłabym z domu, krzycząc "SPADAJCIE WSZYSCY NA KSIĘŻYC, WY NIEWDZIĘCZNI *PIP*" i załapała się na jakiś autostop do Warszawy czy może Zamościa, byle dalej od borejkowskiego siedliszcza.

      3. Manpain Robrojka, aka stęknięcia za Nutrią i płacz Gaby. Na ten punkt znaczący wpływ ma moja irracjonalna niechęć do firany zwanej Robrojem i roniącego łzy betonowego centrum. Pyza też się zachowuje, jakby miała miejsce tragedia, a tymczasem mamy do czynienia z trywialnym trójkątem miłosnym.

      4. Najbardziej żenująca scena w Jeżycjadzie, czyli rozmowa Gaby z Laurą na temat Janusza Pyziaka. Piszę "najbardziej żenująca", bo całą zawartość fabularną Żaby i Czarnej Polewki szczęśliwie wyrzuciłam z pamięci. Doznaję prawdziwego uczucia wstydu czytając o Gabie czującej się jakby "ją ktoś uderzył" i walczącej z "wstrętnym uczuciem rozpaczy", kiedy jej córka zadaje całkiem racjonalne pytania. I oczywiście zamiast spokojnej, emocjonalnej, ale otwartej rozmowy mamy do czynienia z kolejnym pokazem cierpiącej i szczutej przez Tygrysa Gabrysi. Ucieczka Tygrysa jest jak wisienka na torcie, czy właściwie jak klęczenie przed toaletą po ataku pijanej słabości.

      5. Mila głosząca, że Laura jest "podobna do tego łobuza, także z charakteru" i jak jej to podobieństwo zawsze przeszkadzało. I jak się tu dziwić, że Laura nie czuje się komfortowo, nie, pewnie w swoim własnym domu rodzinnym? I oczywiście jej problemy są skwitowane jako próba podążania za amerykańską modą, bo oczywiście w każdym filmie z USA córka ma konflikt z matką. Laura z Natalią razem powinny uciec z tego domu wariatów i założyć enklawę z dala od pozbawionych inteligencji emocjonalnych zombie.
      • bupu Re: Irytacje Imieninowe 21.08.12, 18:18
        black-apple napisała:

        > 3. Manpain Robrojka, aka stęknięcia za Nutrią i płacz Gaby. Na ten punkt znaczą
        > cy wpływ ma moja irracjonalna niechęć do firany zwanej Robrojem i roniącego łzy
        > betonowego centrum. Pyza też się zachowuje, jakby miała miejsce tragedia, a ty
        > mczasem mamy do czynienia z trywialnym trójkątem miłosnym.

        Trywialnym, acz upiornym, bo cała kochająca rodzina Borejków, za wyjątkiem Tygrysa, przygniata Nutrię poczuciem winy, bo wybiera nie tego, którego oni by chcieli. AaaaAAAAAAARGH!
        • black-apple Re: Irytacje Imieninowe 21.08.12, 21:36
          Dokładnie, i to jest źródło mojej irytacji. Rozumiem, że każdy może mieć swoich faworytów i wygłaszać opinie na temat partnerów sióstr/córek, ale są jakieś granice. Denerwuję mnie delikatnie mówiąc też aroganckie przekonanie Gaby, że ona wie, co jest najlepsze dla Nutrii. Skąd to poczucie, że Robrojek by do niej pasował? Spełnia się jako przyjaciel, ale to nie oznacza, że jako partner czy mąż byłby równie wspaniały. Przypomina mi to osiemnastowieczne opowieści, gdzie starsze pokolenie swatało młodsze.
      • slotna Re: Irytacje Imieninowe 21.08.12, 18:32
        > 3. Manpain Robrojka, aka stęknięcia za Nutrią i płacz Gaby. Na ten punkt znaczą
        > cy wpływ ma moja irracjonalna niechęć do firany zwanej Robrojem i roniącego łzy
        > betonowego centrum. Pyza też się zachowuje, jakby miała miejsce tragedia, a ty
        > mczasem mamy do czynienia z trywialnym trójkątem miłosnym.

        Gaba w obrzydliwy sposob wymusza tam na Nutrii wyrzuty sumienia.
      • croyance Re: Irytacje Imieninowe 21.08.12, 19:42
        Mysle, ze uznanie watku Natalii na Cyprze za nierealny nie bierze sie nawet z tego, ze jest tam slonecznie i Natalia nie poradzilaby sobie jako rezydentka, tylko z tego, ze nie odbija sie on potem zadnym echem i nie ma zadnego wplywu na dalsza akcje ani osobowosc bohaterki.

        Rok zagranica, gdziekolwiek by to nie bylo, to jest jednak przygoda zmieniajaca podejscie do zycia oraz przemiane wewnetrzna poprzez nowe doswiadczenie, znajomosci, wyzwania etc. Rok to calkiem sporo, Cypr jest dosc egzotyczny i bardzo ciekawy (czesc turecka, historia etc.), a tu nagle Natalia wraca totalnie niezmieniona, jakby faktycznie cale dwanascie miesiecy przesiedziala w piwnicy. Nie poznala tam nikogo? Nie nawiazala zadnych przyjazni? Nikt jej nie podrywal? Nie nauczyla sie niczego nowego? Nie poszerzyly sie jej horyzonty?

        I to jest IMO wpadka i niespojnosc, a nie samo wyslanie Natalii na Cypr.
        • croyance Re: Irytacje Imieninowe 21.08.12, 19:51
          I jeszcze faktycznie co do tego, jak powracajaca Natalie przyjmuje rodzina: wiem, ze wlasne doswiadczenia o niczym nie swiadcza i tak dalej, ale jak ja wrocilam do domu po 6 miesiacach podrozu po Azji i Pacyfiku, witana bylam jak bohaterka narodowa: byly opowiesci, pokazywanie zdjec, wspolne przezywanie moich przygod, ogladanie przywiezionych z daleka ciekawostek, jednym slowem bylo to wielkie przezycie i swieto. Ja - po przygodach dalekich - wrocilam zmieniona i steskniona, jakos nagle bardziej doceniajaca rodzine i tak dalej, jednym slowem nie bylo to byle spotkanie. A przeciez mialam z rodzicami mnostwo kontaktu, rozmawialismy przez Skype'a, i w sumie byli na ze mna na biezaco.

          A u Borejkow: nic. Nikt nie byl ciekawy, jak zyje sie na Cyprze, co Natalia zwiedzila (a jest tam przeciez mnostwo mogacych zainteresowac Ignacego ruin), co jadla, jakie sa zwyczaje, czy nauczyla sie choc troche jezyka, jak znosila upaly, czy miala jakis kontakt z mieszkancami czesci tureckiej, kogo poznala, czy spotkala jakichs innych Polakow (Polonia na Cyprze jest dosc liczna), czy przywiozla jakies fajne slodycze etc. etc. etc. Jest to dla mnie absolutnie niepojete: wybieranie takiego dnia na informacje o swojej ciazy jest dziwaczne, a juz porywanie panny od rodzicow (i pozwolenie sie porwac!) w ogole nie miesci mi sie w glowie ...
          • meduza7 Re: Irytacje Imieninowe 21.08.12, 21:01
            Cóż, bo cała wyprawa Natalii na Cypr ma na celu wyłącznie usunięcie jej na rok z fabuły, żeby się wątek miłosny nie wyklarował i można było pokazać jego rozstrzygnięcie w kolejnej części. Dokładnie taki sam chwyt zastosowała Jane Austen w Mansfield Park, wysyłając papę Bertrama do zamorskich posiadłości, żeby pod jego nieobecność młodsze pokolenie mogło zaszaleć ;) Ale oczywiście, scenę powrotu można było pokazać inaczej, należało też przemyśleć niejaką zmianę relacji rodzinnych itp., a nie "wracamy do punktu wyjścia i jest dokładnie tak samo, jak dawniej". Ba, nawet Filip sobie nikogo innego przez ten czas nie znalazł, żadnej chmurnej artystki... ;)
            • black-apple Re: Irytacje Imieninowe 21.08.12, 21:29
              Bo on był wierny, a ona go tak podle potraktowała, wzdychając przy tym za wąsatym pięćdziesięcioletnim trzydziestokilkulatkiem :)
      • the_dzidka Re: Irytacje Imieninowe 22.08.12, 10:13
        > Powiem kr
        > ótko: jak bym była Nutrią, to wsiadłabym z powrotem do pociągu i tyle by mnie k
        > ochana rodzinka widziała. Dziewczyna wraca po roku nieobecności, po ciężkiej (w
        > edług autorki) pracy, a przywitana jest tak, jakby przyjechała z miesięcznych k
        > olonii. Cała uwaga skupiona jest na Gabie

        To był chyba pierwszy raz, kiedy podczas czytania Jeżycjady zrobiło mi się zimno. "Ale jak to?" A zaraz potem było: wyszeptana przez natalię informacja, że uzbierała na małe mieszkanko, "ale nic im jeszcze nie mów" (WTF2?) wyskakiwanie z wieściami ciążowymi (a biedna Nutria siedzi) a paręnaście stron później zmywarka...
        • croyance Re: Irytacje Imieninowe 22.08.12, 12:39
          Po rocznej nieobecnosci, ROCZNEJ! Nie brakowalo im Natalii przy wigilijnym/wielkanocnym stole? Naprawde Gaba byla wazniejsza?
          • dakota77 Re: Irytacje Imieninowe 22.08.12, 12:41
            Mnie sie to, jak potraktowana zostala wracajaca po roku Natalia, kompletnie nie miesci w glowie.
      • meduza7 Re: Irytacje Imieninowe 28.08.12, 22:09
        >kiedy już powrót Nutrii przestanie być punktem numero uno u Borejków?

        Ba, kiedy on nie był numero uno nawet tego jednego dnia. Też sobie odświeżyłam tę scenkę i okazało się, że impreza jest połączona z imieninami Grzegorza, specjalnie przesuniętymi o dzień (wypadają 13-go lutego, Nutria wraca 14-go), żeby można było zrobić dwa w jednym. I to Grzegorz jest najważniejszym gościem, dla niego stoi u szczytu stołu krzesło udekorowane wstęgami z czerwonej bibuły. A Nutria przyjechała, rozdała prezenty i siedzi przytulona do Gabusi, szczęśliwa, że jest w domu i jak zwykle nie absorbująca sobą uwagi.
        • lauragom85 Re: Irytacje Imieninowe 16.10.12, 10:38
          Też sobie odświeżyłam
          > tę scenkę i okazało się, że impreza jest połączona z imieninami Grzegorza, spec
          > jalnie przesuniętymi o dzień (wypadają 13-go lutego, Nutria wraca 14-go), żeby
          > można było zrobić dwa w jednym.

          To, że przesunięto imieniny o jeden dzień, akurat wcale mnie nie dziwi. Rodzina chciała, żeby Natalia była na nich obecna. Nie pamiętam dobrze "Imienin", ale wydaje mi się, że Borejkowie byli mało zainteresowani jej pobytem na Cyprze, nie zadawali jej zbyt wielu pytań jego dotyczących. To jest akurat bardzo dziwnie. Co do sceny na peronie, to nie normalne jest to, że rodzice bardziej cieszą się na widok córki nie widzianej od kilku dni, niż tej, z którą nie mieli fizycznego kontaktu przez ostatni rok. Na miejscu Natalii poczułabym się tak, jakby im na mnie w ogóle nie zależało. To straszne tak faworyzować jedno z dzieci.
    • kopiec_esmeralda Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 21.08.12, 17:21
      Największa irytacja: Gabriela. Dzielna "harcerka", ciepła i pomocna niby wszystkim, a olewająca własne dzieci. Tak, także Różę, która nie ma z kim pogadać w ważnych dla siebie momentach. I Ignasia, którego de facto wychowuje dziadek, nic to dla niej, że na donosiciela i intryganta. Właściwie czym G. się zajmuje? Jest niby naukowcem, niby cały dom na jej głowie, ale jakoś nie widać, by tak znakomicie go prowadziła. Nie dziwota, bo nie umie nawet zadbać o siebie - ciekawe, czy w wieku ok. 50 nadal sama się strzyże, nosi męskie kraciaste koszule i żółty sztormiak? Wg mnie jest okazem toksycznej matki.
      Poprawcie, jeśli tkwię w błędzie.
      • pi.asia Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 21.08.12, 17:35
        >Wg mnie jest okazem toksycznej matki.
        > Poprawcie, jeśli tkwię w błędzie.

        Gabie po prostu nie chce się wychowywać własnych dzieci. Pyza jest idealna i wychowywać jej nie trzeba, Ignasiem Wunderkindem zajął się dziad, a Laura to pyziacze nasienie i lepiej trzymać się od niej z daleka.
      • filifionka-listopadowa Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 22.08.12, 12:29
        W ramach komentarza dodam jeden z cytatów dla mnie bardzo irytacjogennych:
        Pulpecja:
        Och, jak dobrze.
        Gabrysia zdała sobie sprawę, jak niezwykle rzadko trafiają się jej takie chwile. Owszem, spokój, bezpieczeństwo rodzinnego domu, jego ciepło, otoczone solidnymi murami - to odczuwała na co dzień. Ale kiedyż to zdarzyło się jej tak posiedzieć, w ciszy i samotności i smakować spokój, napawać się nim, cieszyć każdą jego chwilą?
        Nie usiedziała długo. Wyrzuty sumienia („Boże, ja nic nie robię!”) poderwały ją na nogi, a głowa natychmiast napełniła się domowymi zmartwieniami. Ojciec ostatnio zaczął mówić o śmierci coraz częściej. Mamie trzeba kupić maść na ten zakrzep w nodze, bo sama ciągle zapomina. Nie można jej też namówić na dłuższe leżenie w łóżku -a właśnie leżeć powinna. Trzeba też bardzo poważnie porozmawiać z Tygryskiem, smarkula musi usłyszeć kilka stanowczych słów prawdy, Gabrysia jest to winna udręczonej Idzie. Tak i coś się dzieje z Pulpecją – trzeba z nią trzeba by porozmawiać, od serca, na osobności. Zrobiła się jakaś wyalienowana, obca, znikła gdzieś jej dawna beztroska i pogoda. Często teraz widywało się ją naburmuszoną albo z nosem na kwintę. Biedny dzieciak pewnie boi się matury.
        Ale kiedy zdążyć z tym wszystkim? Czas tak bardzo się kurczy, coraz go mniej i mniej. Za mało widują się, Grzegorz i ona. Ale jak tu zabierać czas własnym dzieciom? Czy w ogóle ma się prawo myśleć o odmianie, o układaniu sobie życia na nowo?
        Nawet gdyby Grzegorz tego bardzo chciał, ona jeszcze by się wahała.
        A nic dotąd nie powiedział takiego, co można by skwitować podjęciem decyzji. Zastanawia się.
        Dobrze, prawidłowo. Niech się zastanawia. Prawdę mówiąc, Gabrieli wcale nie było spieszno do nowych decyzji. Doskonale rozumiała Idę, która nie chciała wyprowadzać się do wynajętego pokoju - rozumiała, bo czuła dokładnie to samo. Życie poza domem, bez tych najbliższych ludzi, byłoby niemożliwe.
        • dakota77 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 22.08.12, 12:40
          O rany, az sie zjezylam czytajac ten fragment. Zgroza...
          • kebbe Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 13.09.12, 23:48
            Niemożliwe. Musiałam to wyprzeć z pamięci. To tak jest w książce, zdanie po zdaniu, nie zrobiłaś tu aby jakieś esencji koszmaru?
            • the_dzidka Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 16.09.12, 15:48
              Zdanie po zdaniu.
        • tygrys2112 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 31.12.12, 15:23
          Przeczytałam: "Mamie trzeba kupić mięsa..." po czym moim oczom ukazała się Mila okładająca nogę karkówką.

          Do rzeczy: Najbardziej męczy mnie to poczucie winy Gabrieli, że nie robi niczego dla innych. taką postawa wpędza w poczucie winy wszystkich na około, że oni nie robią tyle co ona. Ja mam wrażenie, że Gabriela nie chce być sama ze sobą, bo to oznaczałoby, że musi zamyślić się nad sobą. A tego absolutnie nie chce - z wiadomych powodów. Rozumiem ją po części, ale właśnie dlatego jej dzieci wychowują się same.
        • ciotka_scholastyka Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 26.06.13, 13:02
          Wyrzuty sumienia („Boże, ja nic nie robię!”)

          I to był ten moment, kiedy podczas lektury zrobiło mi się niedobrze i miałam ochotę kopnąć tę świętą Gabę.
          Owszem, i mnie zdarza się, jak pewnie każdemu, powiedzieć sobie "o rany, ja nic nie robię" (a powinnam, bo np. termin się zbliża). Ale wyrzuty sumienia?!
        • raszefka Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 09.02.14, 19:33
          filifionka-listopadowa napisała:

          >
          > , . Trzeba też bardzo poważnie po
          > rozmawiać z Tygryskiem, smarkula musi usłyszeć kilka stanowczych słów prawdy, G
          > abrysia jest to winna udręczonej Idzie.
          > się.
          > .

          >
          WTF??? Możecie mi wyjaśnić kontekst, który jakoś wytłumaczyłby mi, dlaczego zamiast bić głową o ścianę z racji swoich porażek wychowawczych, ot zwyczajnie ma potrzebe powiedzieć SMARKULI parę słów prawdy, bo dorosła ciotka jest udreczona?
    • grimma Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 21.08.12, 17:47
      ja w zeszly weekend mialam w ręku Język Trolli i tam przeczytalam wyklad Mili na temat wakacji.
      IG mówi "nigdzie nie bylismy w te ferie"
      a Mila naskakuje na niego:
      macie cieplo, co jeść i co czytać. Bogu dziękujcie. a nie jakieś tam góry.

      i tak. juz się dowiedziałam dlaczego Borejkowe dzieci nigdzie nie jezdzą - bo to niepotrzebny zbytek. Świat można poznawać z cieplego mieszkanka, czytając książki.
      • piotr7777 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 21.08.12, 18:02
        > ja w zeszly weekend mialam w ręku Język Trolli i tam przeczytalam wyklad Mili n
        > a temat wakacji.
        > IG mówi "nigdzie nie bylismy w te ferie"
        > a Mila naskakuje na niego:
        > macie cieplo, co jeść i co czytać. Bogu dziękujcie. a nie jakieś tam góry.

        W ustach osoby, która sporo zarabia jako wzięty dramaturg (i to w tej książce już jest wiadome) a nie ma jakiś potrzebnych wydatków to brzmi dość paskudnie. Akurat ona mogłaby fundnąć wnukom jakieś wakacje.
      • jamniczysko Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 21.08.12, 19:07
        Ale Józinek poparł (w myśli). Na wakacjach poza domem rychło kończy się kasa i czyste skarpetki. Toż to prawdziwy dramat, panie tego.
        • bupu Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 21.08.12, 19:13
          jamniczysko napisała:

          > Ale Józinek poparł (w myśli). Na wakacjach poza domem rychło kończy się kasa i
          > czyste skarpetki. Toż to prawdziwy dramat, panie tego.

          A Józef, jak na prawdziwego mężczyznę przystało, prać nie umie?
          • jamniczysko Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 21.08.12, 19:29
            A gdzież tam. Dziad Ignacy umarłby ze wstydu, że wnuk tak trywialnym czynnościom oddaje serce y umysł.
            • jottka Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 21.08.12, 20:02
              ja uważam, że józinek gdyby chciał, to by uprał, ale z pewnością na praniu zrobiłaby się kawalerska zapierka czy jak to się w terminologii mężologicznej powinno nazywać:)
              • croyance Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 21.08.12, 20:04
                He he.
      • croyance Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 21.08.12, 20:08
        > a Mila naskakuje na niego:
        > macie cieplo, co jeść i co czytać. Bogu dziękujcie. a nie jakieś tam góry.

        Tu Mila zabrzmiala jak babcia Jedwabinska, a nie ho ho ho rozrywany dramaturg.
        Paczcie panstwo, wyjazdy jakies, fanaberie! Nie to, co dzialalnosc pierwszej potrzeby pisanie dramatow ...
        • meduza7 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 21.08.12, 21:18
          Tak, to jest takie starobabciowe, takie... jak z pokolenia wcześniej. Jakby Mila przeżyła jakąś straszną nędzę (Wielki Kryzys?), która nauczyła ją składać grosz do grosza i nie pozwalać sobie na żadne "zachcianki". Ok, wiemy, że dawno temu w starej Jeżycjadzie żyli skromnie, ale po pierwsze - właśnie wtedy sobie pozwalali na wakacje (Czaplinek!), po drugie - zawsze mnie zachwycało ówczesne podejście Mili, z lekka niefrasobliwe, że "pieniądze zawsze można zarobić", no i po trzecie - TERAZ właśnie zarabiają!
      • kooreczka Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 22.08.12, 09:39
        I moje pytanie- czy wykładowcy na polskich uniwerkach nie mają socjalu? Nawet nauczyciele w podstawówkach dostają jakieś dodatki na wakacje dla dzieci. Poza tym oazy, kolonie, nawet półkolonie czy inne wakacje w mieście- i kochająca rodzina nie jest w stanie tego zapewnić?
        • kopiec_esmeralda Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 22.08.12, 09:52
          Oczywiście, ze mają. Poza tym wykładowcy uniwersyteccy mają kontakty z zagranicznymi uczelniami, podróżują, niekiedy biorą też dzieci/rodziny na taki wyjazd. No, ale to nie ten przypadek, Gaba, jeśli nawet raz wyjedzie poza Jeżyce, to od razu kończy się to szpitalem. Wniosek: lepiej nie wyjeżdżać, bo świat szeroki jest najeżony czyhającymi niebezpieczeństwami.
          A we wcześniejszych tomach bywały jeszcze jakieś wakacje, a to nad rybnym jeziorem, a to w Łebie, a to nawet Ida do raz jeden Włoch pojechała. Intryguje mnie, ze ci rzekomo znawcy i miłośnicy antyku nie ruszą się nigdy do korzeni, do Grecji, czy Italii.
          • dakota77 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 22.08.12, 11:02
            kopiec_esmeralda napisał(a):

            Intryguje mnie, ze ci rzekomo znawcy i miłośnicy antyku nie ruszą się nigdy do korzeni, do Gre
            > cji, czy Italii.

            O to to!
            • croyance Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 22.08.12, 12:54
              No wlasnie, pokazac dzieciom kolebke antyku, zabytki, wyobrazam sobie, jak wzruszony Ignacy prowadza ich po muzeach w Rzymie ... a tu nic, nawet przygody z Cypru ich nie interesuja!
              • kopiec_esmeralda Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 22.08.12, 13:03
                > No wlasnie, pokazac dzieciom kolebke antyku, zabytki, wyobrazam sobie, jak wzru
                > szony Ignacy prowadza ich po muzeach w Rzymie ... a tu nic, nawet przygody z Cy
                > pru ich nie interesuja!


                To zamknięcie się na świat, Europę, a nawet kraj poza Poznaniem jest dla mnie też źródłem irytacji. Tacy światli jakoby, a kiszą się na tym swoim zapupiu, najwyżej organizując wyprawy do Pobiedzisk lub pod Środę (młodzież). Jednak babcia wybrała się do Anglii, ale to usprawiedliwione, bo w wyższym celu, niż poznawczy - do DZIDZIUSIA.
                Ignac stary musiałby znać Rzym, by ich prowadzać i mieć ciekawość świata. A tu kicha, zna tylko Jeżyce i jezioro pod Czaplinkiem, gdzie ryby brały...
                • klawiatura_zablokowana Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 15.10.12, 20:38
                  > Ignac stary musiałby znać Rzym, by ich prowadzać i mieć ciekawość świata. A tu
                  > kicha, zna tylko Jeżyce i jezioro pod Czaplinkiem, gdzie ryby brały...

                  Aby jechać do Rzymu czy Grecji, trzeba by jeszcze znać obcy język nie tylko z książek. Borejkowie nigdzie nie jeżdżą, a języków obcych uczą się chyba tylko w szkole.
        • kebbe Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 13.09.12, 23:52
          Mają! Mają socjal specjalny wakacyjny, to się nawet nazywa "pod gruszą" czy jakoś tak i chłop mój to dostaje na naszą córkę i na siebie ( na mnie nie, bo ja jestem nielegalna). To jest taka suma, że na kolonie pewnie nie starczy, ale grosze to też nie są :)
          • dobrawrozkajudyta11 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 10.04.14, 13:40
            kebbe napisała:

            > Mają! Mają socjal specjalny wakacyjny, to się nawet nazywa "pod gruszą" czy jak
            > oś tak i chłop mój to dostaje na naszą córkę i na siebie ( na mnie nie, bo ja j
            > estem nielegalna). To jest taka suma, że na kolonie pewnie nie starczy, ale gro
            > sze to też nie są :)

            Twój chłop nie dostawałby na Ciebie nawet, gdybyś była legalna. Wczasy pod gruszą są dla pracownika i jego dzieci bodaj do lat 14. Znaczy dzieci dostają dodatek kolonijny. Ale za to mój syn dostał ten dodatek po raz pierwszy kiedy miał 4 miesiące życia za sobą :-)
        • dobrawrozkajudyta11 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 10.04.14, 13:36
          Jako adiunkt na polskim uniwerku oświadczam, że mają. Wprawdzie nie za wielki, ale Gaba jako dr hab. nie zarabia mało, jej mąż też, więc na jakieś chocby skromne 2 tygodnie w sezonie B na pewno by wystarczyło. Przeciez Gaba, kiedy jeszcze była sama, zafundowała Nitrii wakacje pod warunkiem, że ta zabierze ze sobą dwa małe Gabowe potwory. Dziwi ten brak ciekawości świata u ludzi, którzy podobno są tak niezwykle inteligentni.
      • lauragom85 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 16.10.12, 10:50
        grimma napisała:

        > i tak. juz się dowiedziałam dlaczego Borejkowe dzieci nigdzie nie jezdzą - bo t
        > o niepotrzebny zbytek. Świat można poznawać z cieplego mieszkanka, czytając ksi
        > ążki.

        Jest parę wzmianek o ich wojażach. Ida z Markiem wybrali się maluchem w podróż po Europie. Gaba z Grzesiem spędzili miesiąc miodowy w Wenecji. Róża wybierała się na wycieczkę szkolną do Włoch. Adam chce zabrać Laurę do Wilna...
        • agni_me Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 16.10.12, 11:01
          No to świat, prawda, leży im u stóp, rodzina eksploratorów. :)
        • dobrawrozkajudyta11 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 10.04.14, 13:42
          I te podróże spływają po nich jak woda po gęsi, poza Ziutkiem żadnych śladów po nich nie ma...
    • meduza7 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 21.08.12, 21:23
      Chciałam jeszcze dodać, że strasznie irytują mnie Gadki Drętwe a Wzniosłe, które bohaterowie wygłaszają zamiast normalnie porozmawiać. Gdzieś bodaj w "Sprężynie" jest taka scenka, gdzie Gaba i Grześ rano - przed wyjściem do pracy? - wyglądają przez okno, patrzą na rosnące na ulicy drzewo i Gaba wygłasza jakieś refleksje o wietrze, który porusza jego gałęziami, a którego nie widać, ale coś tam... Generalnie, nie wiadomo, o co chodzi, ale jest Wzniośle.
    • retro-story Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 21.08.12, 21:59
      Irytujące i dość obrzydliwe (dla mnie w każdym razie) są anatomiczne opisy. Nie chodzi mi bynajmniej o idusiowe "migdałki jak brokuły" i "ciach-wątróbkę" w wykonaniu Mamerta, tylko np. o wyciąganie żądła z paszczy Gburka (miękka tkanka, żądło wyciągnięte dwoma paznokciami) albo odsysanie kieliszka (podważanie języka tępym nożem) czy scenę z żarówką. Jakoś odstręczające są te sceny, a przy tym, według mnie, w ogóle zbędne.
      • piotr7777 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 22.08.12, 10:41
        Ja wpiszę trzy rzeczy
        1. słowa mamy Żakowej z Szóstej klepki do Cesi (po tym jak ta prawidłowo zdiagnozowała różyczkę u Bobcia) - "to ty POWAŻNIE chcesz iść na medycynę?". Osoba, która na siłę wepchnęła starszą córkę na ASP (uruchamiając wszystkie możliwe znajomości - to jest napisane otwartym tekstem) całkowicie lekceważy aspiracje młodszej i w gruncie rzeczy nie troszczy się o jej przyszłość. Mówiąc szczerze właśnie ten fragment sprawia, że nie rozumiem dlaczego rodzina Żaków jest tak uwielbiana na tym forum.
        2. Zachowanie Dmuchawca z Kwiatu kalafiora gdy jedna z uczennic (Beata Kowalczuk konkretnie) mówi, że boi się kontaktów z ludźmi, jeden z kolegów złośliwie kwituje, że to dlatego, że jest miękka i od razu widać a Dmuchawiec miast dyskretnie zwrócić uwagę, że to nie pora na osobiste wycieczki i że każdy głos w dyskusji jest tak samo cenny, przyłącza się do ogólnej wesołości.
        3, Generalnie cała Kalamburka a zwłaszcza pryncypialny antykomunizm Ignacego, który trochę nie współgra z koncepcją postaci z lat 70 - pryncypialni antykomuniści raczej nie dostawali Honorowej Odznaki Miasta Poznania i nie byli typowani do przyjmowania zagranicznych gości. Ponadto nie podoba mi się pomysł z wizytą Pyziaka u Borejków w 1993 r. - wychodzi na to, że Mila dość brutalnie wtrąciła się w życie Gabrieli i jej rodziny i przez te wszystkie lata nie była wobec najstarszej córki szczera. Trochę dziwne, że Janusz w 2004 r. nie napomknął o tej wizycie a jeśli wspomniał - że w żadnym stopniu nie popsuło to relacji matki z córką.
        • the_dzidka Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 22.08.12, 10:47
          > 1. słowa mamy Żakowej z Szóstej klepki do Cesi (po tym jak ta prawidłowo zdiagn
          > ozowała różyczkę u Bobcia) - "to ty POWAŻNIE chcesz iść na medycynę?". Osoba,
          > która na siłę wepchnęła starszą córkę na ASP (uruchamiając wszystkie możliwe zn
          > ajomości - to jest napisane otwartym tekstem) całkowicie lekceważy aspiracje m
          > łodszej i w gruncie rzeczy nie troszczy się o jej przyszłość.

          Ejże-ejże? Ona to pytanie zadała Z SZACUNKIEM. Była pod wrażeniem Cesinej diagnozy. Tak robi matka, która nie troszczy się o przyszłość córki?
          Ja tam nigdzie tego nietroszczenia się nie widzę.
          • ananke666 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 22.08.12, 11:53
            Celestyna była dopiero w pierwszej licealnej. W tym wieku aspiracje nastolatków traktuje się trochę inaczej niż dwa-trzy lata później, do matury najczęściej dwadzieścia razy zdążą zmienić zdanie. Ja zresztą również odebrałam pytanie Irenki Żakowej jako wyraz szacunku, zaskoczenia i ogólnie bycia pod wrażeniem wiedzy Ceśki.
        • anutek115 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 22.08.12, 15:34
          piotr7777 napisał:

          > Ja wpiszę trzy rzeczy
          > 1. słowa mamy Żakowej z Szóstej klepki do Cesi (po tym jak ta prawidłowo zdiagn
          > ozowała różyczkę u Bobcia) - "to ty POWAŻNIE chcesz iść na medycynę?". Osoba,
          > która na siłę wepchnęła starszą córkę na ASP (uruchamiając wszystkie możliwe zn
          > ajomości - to jest napisane otwartym tekstem) całkowicie lekceważy aspiracje m
          > łodszej

          Czy ja sie mylę, czy to, że zwraca sie do Cesi z szacunkiem też jest napisane otwartym tekstem?

          A poza tym, jak już dziewczyny napisały - tu jest mowa o szesnastolatce, uczennicy pierwszej klasy liceum, powiedzenie "poważnie chcesz iść na medycynę/ fizykę/ ASP/ germanistykę/ cokolwiek?" to w moim odbiorze zupelnie neutralne pytanie, nie byloby takim napisane tak, jak ty to zrobiłes "ty POWAŻNIE chcesz...?", no, ale nie jest.

          > 2. Zachowanie Dmuchawca z Kwiatu kalafiora gdy jedna z uczennic (Beata Kowalczu
          > k konkretnie) mówi, że boi się kontaktów z ludźmi, jeden z kolegów złośliwie kw
          > ituje, że to dlatego, że jest miękka i od razu widać a Dmuchawiec miast dyskret
          > nie zwrócić uwagę, że to nie pora na osobiste wycieczki i że każdy głos w dysku
          > sji jest tak samo cenny, przyłącza się do ogólnej wesołości.

          To jest zachowanie Dmuchawca równiez z "Szóstej klepki", i jest nie dość, że koszmarne, to jeszcze w dodatku nie najgorsze. Najgorsze jest, moim zdaniem, publiczne ujawnianie autorów wypowiedzi w podobno anonimowej ankiecie, i naigrawanie sie z nich. Absolutnie skandaliczne, slowa prawdy by ode mnie w następnej ankiecie taki wychowawca nie zobaczył.

          Ale to jeszcze był Dmuchawiec, który był "równym facetem, nie pyta, pał nie stawia", z czasów, gdy pisarka nie była Homerem Jezyc, tylko autorką sympatycznych książek, a nie Dmuchawiec - Niewzruszone Centrum Wszystkich Swych Uczniów, Pedagogiczny Wzorzec Z Sevres, Mężnie Odchodzący W Bieli.
          • black-apple Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 22.08.12, 15:42
            Ja nigdy nie odbierałam Dmuchawca jako dobrego nauczyciela I pedagoga, biorąc pod uwagę w/w sytuację i tworzeniu kółek wzajemnej adoracji skupionej na swojej własnej osobie.
            • anutek115 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 22.08.12, 15:47
              Masę osób nie odbiera, poza Autorką, rzecz jasna ;D.
            • vi_san Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 27.11.12, 13:43
              Dmuchawiec po prostu nie był dobrym nauczycielem. Najjaskrawiej, moim zdaniem, widać to w jego stosunku do Ewy Marcinkowskiej [później Jedwabińskiej]. Stawiał jej piątkę bez przekonania i swoim lekceważeniem odbierał jej całą wartość. Nie zauważył, że jego uczennica [i wychowanka, o ile się nie mylę jest powiedziane, że był wychowawcą jej klasy?] ma problemy... A przecież problemy Ewci - Sopel zaczęły się już wtedy! I on, gdyby był dobrym nauczycielem, zauważyłby to i zareagował. Ale wygodniej, łatwiej było mu uznać, że Ewa to kujon, więc umie na bardzo dobry, niż zauważyć w jej oczach ogromną potrzebę akceptacji. Mógł to zrobić bez zbytniego wysiłku, wystarczyłoby gdyby oddając prace klasowe uśmiechnął się i powiedział np. "Doskonała charakterystyka Kmicica. Brawo, Ewa!" i zamienił z nią kilka zdań. Nikt we mnie nie wmówi, że bardzo dobra uczennica nigdy, przez całą szkołę nie zrobiła nic wartego pochwały! Poszedł po prostu na łatwiznę. Ujawnianie autorów ANONIMOWYCH ankiet - jest po prostu poderwaniem zaufania i, jak napisał ktoś wcześniej, gdyby mój nauczyciel zrobił coś takiego w następnej ankiecie pisałabym mu bajki o ufoludkach, a nie prawdę o sobie. W sumie bardzo przeciętny nauczyciel, zerowy pedagog i mierny człowiek. Tyle, że lubił Gabona i Pieróg na niego donosił do UB co się skończyło zwolnieniem z pracy...
              • soova Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 27.11.12, 15:29
                Dmuchawiec jest pedagogiem do chrzanu: ujawnia anonimowe ankiety, beztrosko zrzuca na Cesię korepetycje z Danką (zagrożoną nie z polskiego, a ze wszystkich przedmiotów, czyli sprawa jest poważniejsza niż tylko dwójka z polaka; pewnie, że Dmuchawiec nie jest wychowawcą, ale czy nie wypadałoby, żeby taki dobry pedagog zainteresował się sytuacją rodzinną dziewczyny z dobrego domu, która tak nagle straciła zainteresowanie nauką?), w dość brutalny sposób oświadcza nastolatce, że "z twoją twarzą" o roli Gertrudy nie ma mowy (świetny, zaprawdę, wychowawca młodych pokoleń, który takie coś robi publicznie przy rówieśnikach, i w dodatku jak najbardziej poważnie). Mam wrażenie, że ta postać wyrwała się autorce spod kontroli (któraż to zresztą z kolei!). O ile w SK jest to po prostu nauczyciel mówiący do uczniów ludzkim głosem, bez prób tamtoczesnej indoktrynacji i ogólnego przedmiotowego raczej podejścia do uczniów, którzy często sprowadzali się do numerów w dzienniku, nawet w "Kłamczusze" jest to nauczyciel niestandardowy, w końcu wystawianie Szekspira to naprawdę nawet i dzisiaj chyba w szkole nie byle co, o tyle w dalszych częściach mamy już Deus ex machina Spiżowego Pegagoga, Przyjaciela Młodzieży, na dodatek męczennika za Solidarność. Nie wiadomo, skąd, nie wiadomo, dlaczego, ale Dmuchawiec wielkim nauczycielem był i innej wersji już nie ma.
                • olkit0 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 27.11.12, 16:10
                  > Dmuchawiec jest pedagogiem do chrzanu: ujawnia anonimowe ankiety, beztrosko zrz
                  > uca na Cesię korepetycje z Danką (zagrożoną nie z polskiego, a ze wszystkich pr
                  > zedmiotów, czyli sprawa jest poważniejsza niż tylko dwójka z polaka; pewnie, że
                  > Dmuchawiec nie jest wychowawcą, ale czy nie wypadałoby, żeby taki dobry pedago
                  > g zainteresował się sytuacją rodzinną dziewczyny z dobrego domu, która tak nagl
                  > e straciła zainteresowanie nauką?)

                  No właśnie był wychowawcą, który uwielbiał rozdyskutowaną klasę trzecią zaś swoją własną Ib z Cesią, Gabrysią, Danką, Hajdukiem i Pawłem uważał za bandę wystraszonych baranków. Zresztą przecież te ankiety to właśnie na lekcji wychowawczej.
                  • soova Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 28.11.12, 15:29
                    Nie sprawdziłam w książce, a jakoś byłam przekonana, że wychowawczynią była pani Pościkowa, a nie Dmuchawiec. Zwracam mu więc tutaj honor, choć jego postępowanie o nim jako o wychowawcy zdecydowanie nie świadczy najlepiej.
        • isia_54 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 18.12.14, 19:08
          ...się w życie Gabrieli i jej rodziny i przez te wszystkie lata nie była wobec najstarszej córki szczera. Trochę dziwne, że Janusz w 2004 r. nie napomknął o tej wizycie a jeśli wspomniał - że w żadnym stopniu nie popsuło to relacji matki z córką.
          Pewnie nie pamiętał bo "po pijanemu zachciało mu się dawną rodzinę zobaczyć" albo cos w tym stylu, ja natomiast nie rozumiem dlaczego niby nie miał tej rodziny zobaczyć? Czy Gaba by porzuciła natychmiast swoje mieszadło do sałat wraz z geniuszem młodocianym I rzuciła się w objęcia złego Pyziaka? Przynajmniej Laura miałaby szansę poznać ojca troche wcześniej...
          • bupu Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 18.12.14, 19:18
            isia_54 napisała:

            > Pewnie nie pamiętał bo "po pijanemu zachciało mu się dawną rodzinę zobaczyć" al
            > bo cos w tym stylu, ja natomiast nie rozumiem dlaczego niby nie miał tej rodzin
            > y zobaczyć? Czy Gaba by porzuciła natychmiast swoje mieszadło do sałat wraz z g
            > eniuszem młodocianym I rzuciła się w objęcia złego Pyziaka? Przynajmniej Laura
            > miałaby szansę poznać ojca troche wcześniej...

            Puziak niegodzien był po prostu, aby jego ślepia spoglądały na splendory Dzielnej Grzywki. Niegodzien i cześć.
    • zla.m Ida - elaborat ;) 22.08.12, 11:26
      To ja się wypowiem - irytuje mnie Ida dorosła. Nie jako osoba, ale sposób jej opisu na przestrzeni książek Neojeżycjady. Tak jakby autorka straciła do niej wszelką sympatię albo na siłę wykorzystywała ją jako "element komediowy"

      Noelka/Pulpecja - Ida wychodzi za mąż w zaawansowanym wieku 28 lat. WSZYSCY jej ten wiek wypominają. OMG, toż to starość, cud, że nie muszą Markowi dopłacać, że taką wziął... W moim środowisku ludzie (a obejmuję tym słowem także kobiety) ślubowali nie tylko po studiach, ale nawet po doktoratach. Ślubna średnia pewnie by wypadła około 30 albo ciut wyżej...

      Poza tym Ida była łamaczką serc i ogólnie wampem, naprawdę w wieku lat 28 dostawałaby nerwicy na myśl, że Marek zmieni zdanie ("bo ona tak strasznie chce już wyjść za mąż")? Osobiście nic mi się w tym nie podoba i nie klei - sercołamaczka by wiedziała, że tego kwiatu jest pół światu, a poza tym - to ona chciała MARKA czy chciała mieć męża? Bo jakoś tak dziwnie tego wynika, że jednak to drugie. Już nie wspomnę o tym, że jeżeli ktoś na serio rozważa w dniu ślubu, że pan młody może zmienić zdanie, to chyba w związku jest coś nie halo (albo ten ktoś ma poczucie wartości na poziomie piwnicy - to miałaby być Ida?)

      Ida-matka:
      - mówiąca do Józinka - wyśmiana w tym okrutnie przez autorkę. Bo oczywiście zamiast rozmawiać z dziećmi (a jest zgoda wśród psychologów, że mówienie do niemowląt stymuluje ich rozwój), lepiej nazywać je od niedostatków urody, nie wyciągać konsekwencji ze złego zachowania oraz martwić się, że wybuchnie wojna. W ogóle mam wrażenie, że cały motyw milczącego Józinka to wariacja na temat starego dowcipu o kompocie
      - wysyłająca syna do dziadków po chleb - oczywiście, to, że chleba zabrakło jest winą Idy, a nie Marka, choć pracują oboje. I jakoś nie mogło to być też zapomnienie, któregoś z dzieci. Nie, wina matki. Co innego, gdy zabraknie jajek do cyklopów - to wina złego świata
      - lekarka olewająca trwający 8 miesięcy potężny refluks dziecka... - choć to chyba raczej nie miało przedstawić Idy w złym świetle, a raczej jest wpaduchną autorską
      - dająca dziecku do gryzienia żelazną ramkę. Żelazną? Matka 3 dzieci nie ma pod ręką gryzaka? Że już o zignorowaniu zawartości ramki nie wspomnę ;)

      I jeszcze takie drobiazgi:
      Monika w <I>Kalamburce</i> myśli, że Ida jak zwykle się nieumiejętnie pomalowała... Ida? Która w wieku lat 14-stu nauczyła się ubiorem i makijażem podkreślać swoje zalety i kryć wady? Która w OwR, w najgorszych ubraniowo czasach, jest zawsze świetnie ubrana, która ma facetów na pęczki... Taka babka w wieku lat trzydziestu paru to się umiejętnie maluje nawet po ciemku...

      Oraz wyjazd do Brazylii. Na tydzień, żeby poleżeć na plaży. O ile nie płacił jakiś sponsor, to jest to co najmniej szaleństwo. Około 1,5 roku temu interesowałam się wyjazdami do Ameryki Południowej. Najtańszy bilet, z przesiadką, to koszt rzędu 1,5 tysiąca dolarów w obie strony. Około 3200 przy nisko stojącym dolarze. Przy czym to bilet rzeczywiście tani, wyszukany w licznych porównywarkach cen, kupiony przez internet itp. Ten sam bilet za pośrednictwem lotu to już jakieś 5000.

      I teraz nagle 2 osoby jadą sobie na marny tydzień za równowartość niezłej pensji każda (obecnie średnia krajowa to właśnie jakieś 3,5tys.). Po to, żeby poplażować! A wcale nie jestem pewna, jakie były ceny biletów w roku poczęcia Ziutka (2006), zakładałabym, że raczej stosunkowo wyższe, ponadto te dobre parę lat temu stosunek dolara do złotówki był jednak inny (najbardziej korzystny był chyba w roku 2009, wcześniej dolar był drogi), no i niekoniecznie Polacy mogli dokonać każdego zakupu przez internet - my nie mieliśmy tak powszechnie wypukłych kart, zagraniczni sprzedawcy - zaufania. Więc skoro Ida z Markiem mogą sobie pozwolić na takie tygodniowe wypady, to nie dziwi hojna oferta kupienia Pyzie mieszkania ;) Dziwi raczej, że sami dawno nie wykupili np. mieszkania nad Borejkami i nie wynieśli się z tej piwnicy...
      • dakota77 Re: Ida - elaborat ;) 22.08.12, 12:13
        Wszystko prawda. Tez niestety mam wrazenie, ze autorka stracila do Idy sympatie i przedstawia ja w niekorzystnym swietle.

        Swieta prawda, jak chodzi o tygodniowy wyjazd do Brazylii. W przypadku tak drogich biletow lotniczych i dalekich podrozy nikt nie planuje krotkich wyjazdow, to sie po prostu nie oplaca.
        Ale przypuszczam, ze MM po prostu sie nad tym nie zastanawiala. Dziwi to u autorki, ktora kiedys sprawdzala nawet jaka byla pogoda w konkretny dzien akcji w Poznaniu.
        • kanga_roo Re: Ida - elaborat ;) 22.08.12, 12:45
          a przecież - jak wiele razy już tu podkreślano - wystarczyło lekko stłumić rozszalałą wyobraźnię, wysłać Pałysów na Rivierę czy choćby do Chorwacji, a niechby i na Kretę.

          wiele jest takich momentów, w których wystarczyło powiedzieć "stop". ale nie było komu, najwyraźnej.
      • kopiec_esmeralda Re: Ida - elaborat ;) 22.08.12, 12:37

        > To ja się wypowiem - irytuje mnie Ida dorosła.

        W ogóle wiele postaci w miarę upływu tomów robi się karykaturami samych siebie. Ida (najbardziej ją lubiłam, poza Cesią i Julią) staje się krzykliwą ekscentryczką, którą traktuje się jakby z przymrużeniem oka, w przeciwieństwie do cukrowej tzw. Gabuni. Bernard z Kłamczuchą są coraz bardziej dziwaczni i oderwani od rzeczywistości, ich synkowie jak ze slapstiku. Kuriozalna jest rodzinka Schoppe, beznadziejnie nudny i nie wiedzieć czemu pełen zahamowań Robrojek. Natomiast Tygrys czarodziejskim sposobem zamienił się w TiR w ciumcię, drążącą na myśl o niemrawym synu ogrodnika.
        Z tą Brazylią faktycznie podpadziocha, MM mogla ich wysłać do Włoch Ryanairem za 99 zl w obie strony.
        A mieszkanie w piwnicy tyle lat... wzięci lekarze - skandal.
        • kopiec_esmeralda Re: Ida - elaborat ;) 22.08.12, 12:39
          > Tygrys czarodziejskim sposobem zamienił się w TiR w ciumcię, drążącą na myśl o
          > niemrawym synu ogrodnika

          Tfffu, tfu, oczywiście w Sprężynie, dawno nie czytałam...
      • kajaanna Re: Ida - elaborat ;) 22.08.12, 14:30
        Dodam jeszcze jedno. Bardzo drażni mnie Ida - lekarka opętana neurozą na punkcie wszechobecnych bakterii i drobnoustrojów, z wstrętem analizuje dworzec kolejowy jako ognisko epidemii co najmniej cholery i dżumy.
        Ona oczami wyobraźni te bakterie widzi wszędzie! Ciekawe, czy miał to być kolejny element komiczny, czy wręcz przeciwnie - w tej scenie Ida miała się czytelnikom jawić jako odpowiedzialna lekarka?
        • black-apple Re: Ida - elaborat ;) 22.08.12, 14:38
          Skojarzyło mi się to z zaburzeniem obsesyjno-kompulsyjnym. Czyżby pierwsze stadium choroby psychicznej u Idusi?
          • kopiec_esmeralda Re: Ida - elaborat ;) 22.08.12, 14:45
            > Skojarzyło mi się to z zaburzeniem obsesyjno-kompulsyjnym. Czyżby pierwsze stad
            > ium choroby psychicznej u Idusi?

            Raczej MM chce pokazać, jaka ta nasza Idusia komiczna jest. Chuda, nerwowa, hałaślliwa, po prostu dziwaczka jakaś. Nie to co zrównoważona ostoja wszelakiej świętości. Czy dorosła Gabunia ma w ogóle jakieś wady lub chociaż śmiesznostki?
          • anutek115 Re: Ida - elaborat ;) 22.08.12, 15:38
            black-apple napisała:

            > Skojarzyło mi się to z zaburzeniem obsesyjno-kompulsyjnym. Czyżby pierwsze stad
            > ium choroby psychicznej u Idusi?

            Mi też! W ogóle nie rozumiem tej sceny, do tego stopnia, ze nawet mnie nie irytuje, tylko dziwi - co sie tej kobiecie nagle stało? Mieszkająca od lat w suterenie, nie przejawiąca cech obłedu na temat czystości osoba nagle ma wizje pełzających i atakujących bakterii i wyrywa obcej osobie żywność z ręki, bo niezdrowa i jedzona w niewłaściwym otoczeniu... Niepojete.
        • raszefka Re: Ida - elaborat ;) 09.02.14, 15:31
          Co ciekawe, widzi te bakterie bardzo wybiórczo. Bo na ten przykład czy podjęła jakieś działania dezynfekcyjno-sterylizacyjne w stosunku do wspomnianej wcześniej ramki od protoplasty? Ot tak dała niemowlakowi do ciamkania. Zgodnie z regułą, że przy pierwszym dziecku smoczek z podłogi gotujesz, przy drugim - pluczesz soczkiem, przy trzecim - wycierasz o spodnie.
          • bupu Re: Ida - elaborat ;) 09.02.14, 18:14
            raszefka napisała:

            > Co ciekawe, widzi te bakterie bardzo wybiórczo. Bo na ten przykład czy podjęła
            > jakieś działania dezynfekcyjno-sterylizacyjne w stosunku do wspomnianej wcześni
            > ej ramki od protoplasty? Ot tak dała niemowlakowi do ciamkania. Zgodnie
            > z regułą, że przy pierwszym dziecku smoczek z podłogi gotujesz, przy drugim - p
            > luczesz soczkiem, przy trzecim - wycierasz o spodnie.

            A bo Idozmora generalnie wybiórcza jest. McDusi szepcze jadowite słówka o błogosławionym luziku w pasie, natomiast nie zauważa ile żre jej własny syn, ba, sama pierogi in toto pochłania. Frytki i chipsy to dla niej złowrogie tłuszcze i kancerogenne substancje. ale w pysznych pierogach z mięsem, kiełbasie, pożeranej przez Józina w ilościach hurtowych i innych domowych specjałach jakoś tych tłuszczy nie dostrzega. Kompletny brak konsekwencji.
          • dakota77 Re: Ida - elaborat ;) 09.02.14, 19:25
            Te bakterie na ramce to i tak nic w porownaniu do tego, ze dala niemowlakowi metalowa, ostra ramke w charakterze gryzaka.
          • ananke666 Re: Ida - elaborat ;) 09.02.14, 19:55
            raszefka napisała:

            > Co ciekawe, widzi te bakterie bardzo wybiórczo. Bo na ten przykład czy podjęła
            > jakieś działania dezynfekcyjno-sterylizacyjne w stosunku do wspomnianej wcześni
            > ej ramki od protoplasty?

            Podjęła. Wrzątkiem z czajnika, za czem wytarła, podmuchała i dała dziecku. To jest dopiero babol - oblejcie porządnie wrzątkiem metalowy przedmiot, wytrzyjcie i dajcie... na początek sobie. Wątpię, żebyście były zachwycone, metal świetnie przewodzi temperaturę. Na oko jakieś 80-90 stopni powinna mieć ta ramka.
      • anutek115 Re: Ida - elaborat ;) 22.08.12, 15:42
        zla.m napisała:

        > I jeszcze takie drobiazgi:
        > Monika w <I>Kalamburce</i> myśli, że Ida jak zwykle się nieumie
        > jętnie pomalowała... Ida? Która w wieku lat 14-stu nauczyła się ubiorem i makij
        > ażem podkreślać swoje zalety i kryć wady? Która w OwR, w najgorszych ubraniowo
        > czasach, jest zawsze świetnie ubrana, która ma facetów na pęczki... Taka babka
        > w wieku lat trzydziestu paru to się umiejętnie maluje nawet po ciemku...

        O, na pewno tak, ale moim zdaniem to raczej charakteryzuje Monikę jako tę wredną teściową, w przeciwieństwie do dysponującą, ekhm, taktem i surową bezstronnością nieskazitelnej Melanii zapewne. Monik juz na slubie snuje rozmyślania w dokładnie tym samym stylu, o tym, że Mareczek powinien wziąć inną dziewczynę z tej samej rodziny, ale widac lubi charaktery niestabilne, że Ida jest zaborcza... późniejsze "jak zwykle nieumiejetnie" jest IMHO ciagiem dalszym rozważań teściowej nad synową.
        • the_dzidka Re: Ida - elaborat ;) 16.09.12, 16:27
          No sucho ma ta palma!
          • anutek115 Re: Ida - elaborat ;) 16.09.12, 18:58
            the_dzidka napisała:

            > No sucho ma ta palma!

            Dokladnie tak!!! I "Mareczek nie jest, musze ci powiedzieć, zadowolony, tylko kolanami świecisz...", no slyszę Monikę po prostu :D.
      • mama_kotula Re: Ida - elaborat ;) 26.09.12, 17:53
        Cytat
        - dająca dziecku do gryzienia żelazną ramkę. Żelazną? Matka 3 dzieci nie ma pod ręką gryzaka?


        Moje najmłodsze dziecko gryzło linę taterniczą i kabel od telefonu oraz yyy coś dziwnego z jajka niespodzianki, szmaciano-gumowego.
        To pisałam ja, matka trójki dzieci. Nie miałam pod ręką gryzaka. Różnica wieku między starszymi dziećmi i najmłodszym była spora (7-8 lat), zatem gryzaka po starszych nie miałam i nie zamierzałam kupować, bo z doświadczenia wiedziałam, że dedykowany stuff dla ząbkujących przeważnie się nie sprawdza.
      • kruszysia Re: Ida w McDusi... 27.11.12, 09:35
        ... przechodzi klimakterium.

        I wszystko jasne.
    • significado-significante Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 22.08.12, 15:36
      Mnie osobiście irytuje wszystko co mieści się w wątku "Niespójności", bo wiele rzeczy, nawet abstrakcyjnych czy dziwnych, możnaby zaakceptować, gdyby łączyły się w logiczną całość z faktami poprzedzającymi i poprzedzanymi, a irytuje właśnie to co się nie łączy, sytuacje, które (nawet jeśli teoretycznie są prawdopodobne i mogłyby się wydarzyć) nie tworzą klarownych związków przyczynowo-skutkowych.
      Stąd też:
      1) Przemaglowana już miliardy razy Natalia na Cyprze (bo owszem mogła pojechać, mogła sobie nawet poradzić, ale z punktu widzenia czytelnika nie trzyma się kupy sposób w jaki zostało to przez autorkę opisane i jak gładko przeszła nad tym do porządku dziennego po powrocie Nutrii - żadnych prób spojenia tego wyjazdu z dotychczasową fabułą, żadnych wyjaśnień co, gdzie, kiedy, jak i dlaczego, żadnych konsekwencji, żadnych wspomnień, nic.)
      2) Przemaglowany tyleż samo razy powrót Natalii z tegoż Cypru (bo owszem występują pewnie w naturze rodziny bezrefleksyjnie faworyzujące jedne dzieci kosztem drugich, istnieją niesprawni emocjonalnie rodzice, którzy nie potrafią odpowiednio wyartykułować swych uczuć i przemyśleń i robiący własnej córce przykrość mimochodem i niechcący - ale przecież to nie to, co wiemy o Borejkach, nie to co się nam usilnie wmawia)
      3) Najbardziej irytują mnie właśnie wszystkie te sytuacje kiedy czytamy jedno a widzimy drugie, ten odautorski komentarz bez pokrycia we własnopiórnie stworzonych faktach. W JT mamy na przykład obrzydliwą scenę gdy Róża mówi babci że jest w ciąży, a ta druga zachowuje się nader niesympatycznie, nieempatycznie i niedelikatnie, jej reakcja balansuje pomiędzy irytacją, obojętnością i zniecierpliwieniem. A następnie w Żabie czytamy, że Róża postanowiła nazwać córkę Mila na cześć babci "Bo babi umie wspierać jak nikt inny". Kiedy, gdzie i jak?
      4) Irytują mnie mieszkania z gumy, w których świeżopoślubieni mężowie bez protestu godzą się kisić jak ogórki z całą resztą (bynajmniej nie dyskretnej) rodziny.
      5) Irytują mnie przemądrzałe dzieci i zdziecinniali dorośli, którzy mylą fakty, twarze i imiona.
      6) Irytują mnie fobie i uprzedzenia autorki pokryte z wierzchu słodziutkim lukrem tolerancji (vide egzotyczno-komiczny pan Oracabessa)
      7) Nie mieści mi się w głowie stosunek rodziny do Laury
      8) a także nie przemawia do mnie nabożny stosunek rodziny i znajomych do Gabrieli.
      • klawiatura_zablokowana Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 15.10.12, 20:50
        W JT mamy na przykład obrzydliwą scenę gdy Róża mówi babci że jes
        > t w ciąży, a ta druga zachowuje się nader niesympatycznie, nieempatycznie i nie
        > delikatnie, jej reakcja balansuje pomiędzy irytacją, obojętnością i zniecierpli
        > wieniem. A następnie w Żabie czytamy, że Róża postanowiła nazwać córkę Mila na
        > cześć babci "Bo babi umie wspierać jak nikt inny". Kiedy, gdzie i jak?

        O, to moja irytacja. Kiedy Pyza opowiada, jak to na cześć Mili i jej wsparcia nazwała córkę, a ja wspominam tę ohydną scenę z tomu wcześniej, to mam wrażenie, że albo ja jestem w Matriksie, albo autorka.

        > 4) Irytują mnie mieszkania z gumy, w których świeżopoślubieni mężowie bez prote
        > stu godzą się kisić jak ogórki z całą resztą (bynajmniej nie dyskretnej) rodzin
        > y.

        Mam taką teorię, że Borejkówny pozostają na zawsze Borejkównami. Nawet jak mają męża i dzieci, wciąż są zaledwie córkami swoich rodziców, wiecznymi dziewczynkami. Najjaskrawiej to widać po Gabie - przecież ona ma nadal mentalne 17 lat, co widać chociażby po tym, że nawet nie zmieniła stylu ubierania i nadal wzdycha jękliwie na myśl o Pyziaku. I to mamusia z tatusiem muszą sterować jej życiem osobistym, przeganiając złego chłopca. Zresztą potem tak samo dzieje się z Pyzą i Laurą - ich życiem osobistym sterują dziadkowie, wyganiając złych chłopców ("Dyskwalifikacja!" jak to wycedziła Babi), łaskawie aprobując dobrych. Wszyscy są w istocie dziećmi Ignaca i Babi i tak też ma się zachowywać, dlatego aprobowani są partnerzy senni, ugodowi i bezpłciowi, którzy godzą się na bycie wiecznym dodatkiem do związku żony z rodzicami.
    • black-apple Język Trolli, bardziej jak Trolowanie 22.08.12, 17:23
      W akcie masochistycznego samounicestwienia sięgnęłam po Język Trolli - i już po kilku stronach padłam pod naporem negatywnych emocji, na czele których stoi zażenowanie pomysłami autorki. Poniżej krótka lista:

      1. O niechęci autorki do makijażu, czy raczej umalowanych kobiet wiedziałam już od dawna, ale mam wrażenie, że w tej książce osiągnęło ono apogeum. Sceny z nastolatkami przytaczać nie muszę - była już często i krytycznie omawiana, natomiast uderzyła mnie już nie niesmak i niezadowolenie z jakim dziewięcioletni (sic!) Józinek opisuje umalowaną Laurę. Odautorskie uwagi zabarwione konserwatyzmem i uprzedzeniami starzej pani ("Moja droga, za moich czasów się nie malowano") przekazywane ustami chłopczyka to nie jest to, co misie lubią najbardziej.

      2. Nieistniejąca empatia Mili gloryfikowana jako głos rozsądku. Scena z Pyzą wyjawiającą, że jest w ciąży jest tego dobitnym przykładem. Z reguły spokojna i cicha dziewczyna przychodzi roztrzęsiona z płaczem, a jej babcia nie mam jej nic innego do powiedzenia niż kpiąco zaoferować pomóc, a potem zbywać ją tekstami o końcowych terminach i nagromadzeniu pracy. Gdyby babcia była tak inteligentną i bystrą osobą jak ją Musierowicz oczami Józinka widzi, to znalazłaby sposób by delikatnie i z poszanowaniem emocji Pyzy dowiedzieć się w czym rzecz, zamiast oświadczyć, cytuję: "Przeszkadza mi, że chlipiesz". Jedyny moment, w którym Mila wykazuje się czymś innym niż ironią, sztorcowaniem czy brakiem zainteresowania, to reakcja na Józinka "sorry". Bo oczywiście dziadek nie znosi, gdy mówi się "sorry" miast zdrowe, polskie "przepraszam". O tempora, o mores! Jakim człowiekiem trzeba być, aby swoją własną zrozpaczoną i przygniecioną ciężarem wielkiego problemu wnuczkę potraktować lekceważąco, wręcz olać, a unieść się zgorszeniem słysząc jak drugi mówi zwyczajne popularne angielskie słowo?

      3. Cały wątek miłosny, czyli 80% zawartości książki i rozmyślania Józefa Pałysa na poziomie pretensjonalnego osiemnastolatka. Gloryfikacja Trolii to swoją drogą, bo dla mnie charakter dziewczyny jest płaski jak deska. Kandydatka na Mary Sue Jeżycjady. Trójkąt miłosny pomiędzy dziewięciolatkiem, dziesięciolatkiem a piętnastolatką pominę milczeniem.
      • the_dzidka Re: Język Trolli, bardziej jak Trolowanie 22.08.12, 18:45
        > niesmak i niezadowolenie z jakim dziewięcioletni (sic
        > !) Józinek opisuje umalowaną Laurę. Odautorskie uwagi zabarwione konserwatyzmem
        > i uprzedzeniami starzej pani

        Jestem w stanie zrozumieć, że dzieciakowi może nie podobać się umalowana zbyt ostentacyjnie kuzynka, jeżeli do takiego jej widoku nie jest przyzwyczajony.

        > Jedyny moment, w którym Mi
        > la wykazuje się czymś innym niż ironią, sztorcowaniem czy brakiem zainteresowan
        > ia, to reakcja na Józinka "sorry". Bo oczywiście dziadek nie znosi, gdy mówi s
        > ię "sorry" miast zdrowe, polskie "przepraszam". O tempora, o mores! Jakim człow
        > iekiem trzeba być, aby swoją własną zrozpaczoną i przygniecioną ciężarem wielki
        > ego problemu wnuczkę potraktować lekceważąco, wręcz olać, a unieść się zgorszen
        > iem słysząc jak drugi mówi zwyczajne popularne angielskie słowo?

        Przecież Mili tak naprawdę nie chodziło o to nieszczęsne "sorry", tylko o to, że nagle, podczas intymnej rozmowy z wnuczką, okazuje się, że przez cały czas miały słuchacza. Dlatego na widok wyłaniającego się z kibelka Józinka kompletnie zaskoczona Mila wykrzykuje w desperacji: "Józinku!" (w domyśle: ty to wszystko słyszałeś?!), po czym, chcąc szybko jakoś pokryć swoje zażenowanie, przyczepia się w panice do deski ratunku pt "Józinek powiedział sorry".
        • black-apple Re: Język Trolli, bardziej jak Trolowanie 22.08.12, 18:59
          > Jestem w stanie zrozumieć, że dzieciakowi może nie podobać się umalowana zbyt o
          > stentacyjnie kuzynka, jeżeli do takiego jej widoku nie jest przyzwyczajony.
          To wystarczyło napisać, że wygląda "mizernie i łyso" a nie dodawać to nieszczęsne "jak wszystkie dziewczyny".

          > Przecież Mili tak naprawdę nie chodziło o to nieszczęsne "sorry", tylko o to, ż
          > e nagle, podczas intymnej rozmowy z wnuczką, okazuje się, że przez cały czas mi
          > ały słuchacza. Dlatego na widok wyłaniającego się z kibelka Józinka kompletnie
          > zaskoczona Mila wykrzykuje w desperacji: "Józinku!" (w domyśle: ty to wszystko
          > słyszałeś?!), po czym, chcąc szybko jakoś pokryć swoje zażenowanie, przyczepia
          > się w panice do deski ratunku pt "Józinek powiedział sorry".
          To twoja interpretacja, ja pozostanę przy swojej. I dodam, że irytuję mnie znacznie mocniej podejście babci do problemu Pyzy, już tu wspomnianego przez jedną forumowiczkę.
          • the_dzidka Re: Język Trolli, bardziej jak Trolowanie 22.08.12, 19:00
            > To twoja interpretacja, ja pozostanę przy swojej.

            Oczywiście że tak, tylko że na moją wyłazi po przeczytaniu tego kawałka :P Ale OK.
            • black-apple Re: Język Trolli, bardziej jak Trolowanie 22.08.12, 19:19
              A odmawiasz mi prawa do bycia zirytowaną na Babi - i w konsekwencji na MM? A fe!
    • maryboo Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 22.08.12, 17:57
      Postać Ani Górskiej. Całościowo.
      Nie mam pojęcia, dlaczego autorka wybrała sobie akurat tę dziewczynkę na ofiarę, ale córka Patrycji jest przedstawiana w Jeżycjadzie po prostu okropnie: niemal w co drugim akapicie Języka Trolli możemy przeczytać, że Ania jest "gruba", jej spojrzenie "otępiałe" i ogólnie - takie to powolne, rozlazłe, cokolwiek przygłupie...No i łakome, panie tego, likier wylizuje do dna, aż się język zasysa. W "Sprężynie" MM jakby trochę przystopowała w kwestii fizyczności, ale za to dowiadujemy się, że biedne małe Górskie umieją bawić się tylko w dom i sklep - a dla prawdziwie stymulującej intelektualnie rozrywki potrzebna jest Grammar Nazi Łusia...
      • bupu Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 22.08.12, 18:10
        maryboo napisała:

        > Postać Ani Górskiej. Całościowo.
        > Nie mam pojęcia, dlaczego autorka wybrała sobie akurat tę dziewczynkę na ofiarę
        > , ale córka Patrycji jest przedstawiana w Jeżycjadzie po prostu okropnie: niema
        > l w co drugim akapicie Języka Trolli możemy przeczytać, że Ania jest "gruba", j
        > ej spojrzenie "otępiałe" i ogólnie - takie to powolne, rozlazłe, cokolwiek przy
        > głupie...No i łakome, panie tego, likier wylizuje do dna, aż się język zasysa.
        > W "Sprężynie" MM jakby trochę przystopowała w kwestii fizyczności, ale za to do
        > wiadujemy się, że biedne małe Górskie umieją bawić się tylko w dom i sklep - a
        > dla prawdziwie stymulującej intelektualnie rozrywki potrzebna jest Grammar Nazi
        > Łusia...

        O! Ooooo! Się podpiszę, też mnie to irytuje okrutnie. Sposób, w jaki to dziecko jest przedstawiane, jest po prostu obrzydliwy.
    • anutek115 No to teraz ja :). 22.08.12, 18:12
      Co czytam poprzednie wątki, to mi sie przypomina, potem z glowy wylatuje, potem znów przypomina, wreszcie się w garść wzięłam i piszę. Pisalam o tym zresztą już wcześniej, ale nie pamiętam gdzie i kiedy, więc sie powtórze tutaj.

      Niebotycznie irytuje mnie przedstawianie Gaby nieustannie jako osoby taktownej (cała rodzina zresztą jest, ale u gaby jakoś mnie to wyjątkowo w oczy gryzie), podczas gdy IMHO jest to tak naprawdę osoba wścibska, źle wychowana i narzucająca sie bez specjalnych skrupułów, i nic nie robiacą sobie z tego, że może zrobic innym przykrość, a taktu pozbawiona tak, jakby ją wyprano w Perwollu z namaczaniem w dodatku.

      Jest to otóż osoba, która, na przykład:

      - pozwala swoim córkom buszowac w sypialni nowożeńcow w ich noc poślubną i do ślicznej główki jej nie przyjdzie, że nalezy smarkate natychmiast i nieodwołalnie stamtad wyprowadzić,

      - w sytuacji, gdy Ida wścieka się w kuchni, że Marek snuje plany wyprowadzki, bo córusie Gaby im życ nie daja nie dość, że nic nie robi, to jeszcze doprowadza do tego, że to Ida się tłumaczy, jakby była czemuś winna,

      - po szczerej rozmowie z Nutria (o tym, ze chce być sama, by przemyślec ważne rzeczy przecież!!!) i jej wyznaniu, że boi sie ona Tygrysa, w ramach jedynej reakcji wysyłajaca siostrę z dziećmi nad morze,

      - w "Córce Robrojka" po prostu nachalnie dopytuje się, co Robert myśli, jakie ma plany itp., chociaz nawet osoba wybitnie krótkowzroczna o północy w ciemnej piwnicy zauważylaby, że facet sie miga od odpowiedzi jak może,

      - w "Imieninach" dręczy Natalię rozważaniami, jak to niedobrze jest, że nie wybrała sobie Robrojka,

      - a w "Tygrysie i Róży" jest cała długa rozmowa (jeszcze z równie taktowną SuperMelanią), w czasie której przetaktowne, urocze, cha, cha, cha, hi, hi, hi, jak przeciez nic złego, ja z milosci, nadal dręcza Natalię w kwestii zakochania, którego nie widac, ale jak człowiek tak docieka, to, cha, cha, cha, usłyszy to, czego kto inny nie chce powiedzieć ("NIE CHCE powiedzieć", do cholery!!!!),

      - zaprasza na Wigilię obcego (dla całej rodziny) faceta, nie zastanawiajac się ani nad tym, co pomysli jego rodzina, ani nad uczuciami własnej siostry, ktora tego samego dnia ma poznać tesciową (a to jest zawsze trudne doświadczenie, nawet, jesli tesciowa okazuje sie super babką),

      i tak dalej, i tak dalej. Nie wiem, jak kto, ale ja nie chciałabym miec takiej siostry, i nie dziwię się, że nikt (najwyraźniej) nie chce mieć takiej przyjaciółki.

      Jedno, czego nie rozumiem to to, jak autorka może nie widzieć, że do tego stopnia pisze coś innego niż naprawde pisze, mam nadzieję, że rozumiecie, co chciałam powiedziec w tym nader pokrętnym zdaniu ;D.
      • black-apple Re: No to teraz ja :). 22.08.12, 18:54
        > Niebotycznie irytuje mnie przedstawianie Gaby nieustannie jako osoby taktownej
        > (cała rodzina zresztą jest, ale u gaby jakoś mnie to wyjątkowo w oczy gryzie),
        > podczas gdy IMHO jest to tak naprawdę osoba wścibska, źle wychowana i narzucają
        > ca sie bez specjalnych skrupułów, i nic nie robiacą sobie z tego, że może zrobi
        > c innym przykrość, a taktu pozbawiona tak, jakby ją wyprano w Perwollu z namacz
        > aniem w dodatku.

        Ech, łezka się w oku kręci na wspomnienie szeroko tu omawianego i krytykowanego zachowania Gaby, która nie dość, że potraktowała mieszkanie Anieli jako własny domek letniskowy wysyłając do niej dzieciaki z Nutrią (na którą bez pytania spadł cały ciężar odpowiedzialności, jak uprzednio wspomniałaś), to jeszcze po tym jak kazała Anieli stawić się na dworcu po ich odbiór zlała ją bez wyjaśnienia. Nie mówiąc o nieszczęsnym maluchu Bernarda, w którym miał się niby zmieścić właściciel, dwie dorosłe i wysokie na standardy Jeżycjady kobiety, dwójka dzieciaków i bagaże.
      • vi_san Re: No to teraz ja :). 27.11.12, 14:13
        Gaba właściwie z każdym tomem wścieka mocniej! Nie pojmuję [tępa widac jestem!] jak można przedstawiać jako ideał osobę która:
        1. jest beznadziejna jako matka [a/. po własnych przejściach w związku z Januszem nie uwzględniła w edukacji córek jakichkolwiek informacji o zapobieganiu ciąży? I to do tego stopnia, że Pyza [już nie dziecko przecież tylko STUDENTKA!!!] idzie na całość i jest zaskoczona i przerażona ciążą; b/. kiedy Tygrys jedzie do Torunia do "cioci Almy" matka nie dość, że nie robi NIC, nie dzwoni po szpitalach, policji itp, ale martwi się głównie tym, by nie denerwować rodziców - po powrocie zaś nie dostrzega, że cała ta ucieczka to był krzyk dziecka o pomoc - podobnie, jak wcześniej Gieniusi - Aurelii przychodzenie na "obiadek"; c/. kompletnie nie dostrzega, że jej synek pod wpływem dziadziusia rośnie na małego donosiciela i szpicla; d/. swojej pasierbicy po prostu nie dostrzega.
        2. mimo iż obiecała Kresce opiekować się jej dziećmi "jak matka" w Mccośtam ma kompletnie w nosie, że Ida obraża Magdę, nie tylko nie stopuje rudego kościotrupa, ale po prostu nie widzi nic złego w przycinkach swojej siostruni o "błogosławionym luziku w pasie"...
        3. Jej takt [noc poślubna Idy i Marka - to w końcu oczywiste, że świeżo poślubieni małżonkowie marzą o tym, by pół nocy grać z rozpuszczonymi bachorami w makao], empatia [powrót Nutrii z Cypru] itp są po prostu nie do opisania. I słusznie - nie ma słów by opisać nicość!
        • stokrotka2201 Re: No to teraz ja :). 14.02.14, 09:44
          niewiarygodne że tak wiele osób to irytuje, myślałam że tylko ja tak mam :) tez uważam że Świętość i nieomylność Gaby jest przesadzona za to inne siostry są traktowane i przedstawiane jako te gorsze. Mnie zastanawia również świetna passa zawodowa w nowych tomach Jeżycjady, jakkkolwiek wcześniej Borejkowie miewali problemy finansowe, tak teraz wszystko się układa idealnie, nikt nie jest bezrobotny, każdy sobie znajduje pracę marzeń kurcze jak szkoda że u mnie w zyciu tak nie ma :)
    • melmire Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 22.08.12, 18:23
      Mnie dzgnela jedna scena z "Kalamburki", kiedy Gizela, przedstawiana jako surowy ale jednak wzor cnot wszelkich, po chamsku olewa zaprzyjaznionego sklepikarza.

      "Rudzik opowiadał właśnie o swoim synu - poszedł na prawo, postanowił zostać adwokatem! - ale Gizela wychodziła już na ulicę, zamykając drzwi, które potrąciły zawieszony nad nimi dzwoneczek."
    • piotr7777 mała prośba 23.08.12, 07:32
      Czy można prosić o dokładne przytoczenie dwóch scen:
      1. Powrót Natalii z Cypru (konkretnie powitanie)
      2. Rozmowa Róży z babcią o ciąży.

      Zdaje się, że te sceny wiodą prym w temacie irytacji.
      • the_dzidka "Powitanie" Nutrii na dworcu 23.08.12, 09:41
        Wpadli na peron pierwszy dokładnie w momencie, gdy zaczęto otwierać drzwi wagonów ekspresu “Warta”. Biegnąc, bez trudu dostrzegli w połowie peronu gromadkę rodzinną; jej centrum stanowili babcia Mila i dziadek Ignacy, trzymający za rączki Ignacego Grzegorza. Jego ojciec, Grzegorz Stryba z kolei przytrzymywał go za kołnierz, gdyż Ignacy Grzegorz, tak zwykle zrównoważony, obecnie wyrywał się co sił ku pociągowi. Jak stos miedzianych drucików żarzyła się z daleka nowa fryzura ciotki Idy - szczupłej, eleganckiej i odrobinę jak zwykle znużonej towarzystwem swego sennego męża oraz rozhukanego syna Józinka. Ten ostatni nie zwracał najmniejszej uwagi na pociąg; ważniejsze dlań było, czy zdoła dosięgnąć celnym kopniakiem swego kuzyna Ignacego Grzegorza. Obok stała złotowłosa i urocza ciocia Patrycja, cała w ulubionych błękitach oraz jej mąż Florek - szczupły, wysoki i jak zwykle roześmiany.
        Otwarły się drzwi wagonu, Ignacy Grzegorz wrzasnął: - Mama!!! i wyrwał się wszystkim trzymającym go rękom, by pognać przed siebie, ku widniejącej na schodach wysokiej, zgrabnej sylwetce w dżinsach. Zaraz za jasną głową mamy powiewały rude jak marchewka loki ciotki Natalii.
        - Gaba! Gaba! - zakrzyknęła tęsknie babcia, a w tym samym momencie dziadek wzniósł okrzyk identyczny w tonacji i natężeniu:
        - Nutria! Nutria!
        Pyza zastanowiła się przez chwilę, jak też rodzinne przezwisko ciotki Natalii może być odbierane przez postronnych - ale zaraz i ona rzuciła się ku drzwiom wagonu. Grzegorz już uwalniał mamę od bagażu, a Ignaś już wisiał na jej szyi. Natomiast Natalia, ledwie zszedłszy ze stopni wagonu, znalazła się niespodziewanie w gorących i szczerych objęciach Bernarda, który dobiegł do niej jako pierwszy i obecnie korzystał z przysługującej mu okazji do wycałowania jej piegowatych policzków.
        - Wenus Cypryjska! Wenus! Gratuluję aparycji - rzekł wreszcie, odsuwając ją na odległość ramienia i starając się li tylko już wzrokiem wyrażać podziw i czysto estetyczne zadowolenie. - Witaj w domu, Natalio! Witaj w domu!
        - Bernardzie, na Jowisza, a ty skąd się tu wziąłeś? - zwróciła się doń ze śmiechem mama, jednocześnie ściskając swe najmłodsze dziecko. - Jeśli dobrze pamiętam, mieliście być we Francji?
        - Dobrze pamiętasz, Gabrielo, ideale kobiecości - ciepło odparł Bernard i obdarzył ideał kobiecości wilgotnym pocałunkiem powitalnym. - Wróciliśmy dosłownie trzy dni temu i natychmiast pospieszyłem tu, by was powitać. Uwielbiam pociągi, są takie ciepłe.
        - Ciepłe? - powtórzyła mama z roztargnieniem, bo już ją ściskały Pyza i Laura. - Boże drogi, dzieci, jak ja się za wami stęskniłam.
        - Nie było cię tak długo! - z wyrzutem rzekł dziadek; przechodząc mimo.
        - Tak, całe trzy doby! - dodała babcia. - Gabrysiu, dom bez ciebie jest okropnie pusty.
        - Okropnie, Gabuniu - przytwierdził dziadek, kiwając głową, otoczoną wianuszkiem kędziorków, z których niektóre były jeszcze rudawe. Jego pociągła twarz, w której dominowały linie pionowe, ułożyła się w wyraz pretensji. - Postaraj się już nigdy nie wyjeżdżać, dobrze? Witaj, witaj moja Nutrio kochana!
        - Robiłam, co się dało - wytłumaczyła się Pyza w odpowiedzi na spojrzenie mamy, podczas gdy dziadkowie już byli w epicentrum wydarzeń i obcałowywali Natalię. - Przez cały czas ktoś był w domu z dziadkami. Ale wiesz, jak to jest...
        - Wiem - powiedziała mama, śmiejąc się do niej całą swoją miłą, okrągłą i piegowatą buzią. - Bo zawsze tak samo się czuję, jak ty wyjeżdżasz...
        • kopiec_esmeralda Re: "Powitanie" Nutrii na dworcu 23.08.12, 10:05
          Kolejna okropność. I to słynne borejkowo-dulskie "co ludzie powiedzą". Jedynie Bernard umiał się po ludzku znaleźć ;)
        • kkokos Re: "Powitanie" Nutrii na dworcu 23.08.12, 19:02
          ak stos miedzianych drucików żarzyła się z d
          > aleka nowa fryzura ciotki Idy - szczupłej, eleganckiej i odrobinę jak zwykle zn
          > użonej towarzystwem swego sennego męża
          oraz rozhukanego syna Józinka.

          hm, hm
          jak zwykle
          znużonej
          odrobinę
          obecnością męża
          hm
          sennego męża
          hm
          • emae Re: "Powitanie" Nutrii na dworcu 24.08.12, 09:18
            kkokos napisała:

            >
            > hm, hm
            > jak zwykle
            > znużonej
            > odrobinę
            > obecnością męża
            > hm
            > sennego męża
            > hm

            Też zwróciłam na to uwagę :) W wątku o małżeństwach. Fragment, którego nie pamiętałam i mocno mnie zaskoczył. Jakoś tak przyjęłam, że wieczna senność Marka przeszkadza tylko... nam na forum :)

        • meduza7 Re: "Powitanie" Nutrii na dworcu 23.08.12, 20:20
          Tam jest jeszcze na końcu taki fajny fragmencik:

          - Wiesz, ja zarobiłam calkiem sporo pieniędzy. Może mi wystarczy na malutkie-malutkie mieszkanko. Tylko jeszcze nikomu nic o tym nie mów, muszę ich do tej myśli przyzwyczaić. Oni nie lubią, jak się odchodzi.

          Zapachniało sektą...
          • bupu Re: "Powitanie" Nutrii na dworcu 23.08.12, 20:29
            meduza7 napisała:

            > Tam jest jeszcze na końcu taki fajny fragmencik:
            >
            > - Wiesz, ja zarobiłam calkiem sporo pieniędzy. Może mi wystarczy na malutkie
            > -malutkie mieszkanko. Tylko jeszcze nikomu nic o tym nie mów, muszę ich do tej
            > myśli przyzwyczaić. Oni nie lubią, jak się odchodzi.

            >
            > Zapachniało sektą...

            Ano. Żeby dorosła baba musiała ukrywać przed rodziną zamiar kupienia własnego mieszkania to jest niepojęte.
            • klawiatura_zablokowana Re: "Powitanie" Nutrii na dworcu 15.10.12, 21:03
              Ogólnie mnie wkurza, że wyprowadzka od rodziców jest postrzegana jako coś złego. A kiedy Marek Pałys snuje plany wyprowadzki, bo nie może nawet skonsumować swojego małżeństwa, rodzina uważa to za dziwne, aspołeczne i bulwersujące zachowanie. Wkurza mnie to, bo mnie wychowano zupełnie inaczej, w kulcie samodzielności, samostanowienia i swobody urządzenia sobie życia (w tym małżeństwa) samemu, bez publiczności i ingerencji rodziców.

              Rozumiem, kiedy młodzi ludzie po ślubie nie mają kasy, rozumiem czasy komuny, kiedy nie można było sobie ot tak wziąć kredytu na mieszkanie i go kupić, rozumiem wszystko, ale przecież ani Gabriela z Grzesiem ani Ida z Markiem nie mieli tej sytuacji. Ani Cesia z Hajdukiem ani Julia z Tolem - na dłuższą metę. Znam parę, co wyprowadziła się od teściów dopiero, gdy starszemu dziecku stuknęło 18, bo odziedziczyli jakiś dom czy coś takiego. Nic dziwnego, że jeżycjadowe małżeństwa takie bezpłciowe - nie sposób się kłócić przy 10 osobach w domu. Ale to niestety nie świadczy o wyjątkowej zgodności, raczej o tym, że małżonek spoza rodziny już dawno przestał walczyć o cokolwiek.
          • the_dzidka Re: "Powitanie" Nutrii na dworcu 24.08.12, 09:11
            > Tam jest jeszcze na końcu taki fajny fragmencik:
            >
            > - Wiesz, ja zarobiłam calkiem sporo pieniędzy. Może mi wystarczy na malutkie
            > -malutkie mieszkanko. Tylko jeszcze nikomu nic o tym nie mów, muszę ich do tej
            > myśli przyzwyczaić. Oni nie lubią, jak się odchodzi.

            >
            > Zapachniało sektą...

            Prawda? Na Bora, co to za ciepła i dobra rodzina, w której informację o planach wyprowadzki trzeba podawać w małych dawkach, żeby się przyzwyczaili? W której literaturę popularną dziecku podaje się ukradkiem, w tajemnicy przed dziadkiem? W której żona myśli ze zmartwieniem, że jej lekturę wyszydziłby mąż?
            • meduza7 Re: "Powitanie" Nutrii na dworcu 24.08.12, 18:52
              A swoją drogą, ciekawa jestem bardzo, co się stało z pieniędzmi Natalii. 14 lutego 1998 roku wraca z Cypru i mówi w tajemnicy, że zarobiła tyle, że stać ją na malutkie, własne mieszkanie. 18 lutego 1999 roku nadal mieszka z rodzicami, w mieszkaniu, w którym meble są stare i zniszczone, a wicher wyje i miecie śniegiem przez nieszczelne okna. Wygląda na to, że zainwestowała w jakieś ówczesne Amber Gold...
              • the_dzidka Re: "Powitanie" Nutrii na dworcu 24.08.12, 18:54
                No jak to co, leżały w skarpecie czekając na zaciążenie Pyzy. Jak znalazł.
              • nessie-jp Re: "Powitanie" Nutrii na dworcu 24.08.12, 19:27
                meduza7 napisała:

                > A swoją drogą, ciekawa jestem bardzo, co się stało z pieniędzmi Natalii. 14 lut
                > ego 1998 roku wraca z Cypru i mówi w tajemnicy, że zarobiła tyle, że stać ją na
                > malutkie, własne mieszkanie. 18 lutego 1999 roku nadal mieszka z rodzicami,

                No jak to, co się stało. NIE WYSZŁA ZA MĄŻ. Przecież chyba nie podejrzewasz Borejkówny o taki radykalizm, żeby miała czelność wydawać pieniądze na mieszkanie dla SIEBIE? Jakby wyszła, toby oddała grzecznie mężowi i mąż by kupił malutkie, własne mieszkanie ze skrzynki po pomarańczach. Ale że nie wyszła, to jej została staropanieńska wytarta kanapka na wytartym dywanie kątem u rodziców, chlip.
                • meduza7 Re: "Powitanie" Nutrii na dworcu 24.08.12, 19:38
                  Ok, ok, kącik, kanapka, ale GDZIE JEST KASA??? Niechby chociaż padła wzmianka o wyremontowanym mieszkaniu, wymienionych oknach... pewnie też bym zrzędziła, że Natalia dała się oskubać rodzince, ale przynajmniej byłaby w tym jakaś logika!

                  (nie szukać logiki w opku...)
                  • nessie-jp Re: "Powitanie" Nutrii na dworcu 24.08.12, 19:48
                    No w kanapce
                • kajaanna Re: "Powitanie" Nutrii na dworcu 26.08.12, 12:08
                  >Ale że nie wyszła, to jej została staropanieńska wytarta kanapka na wytartym dywanie kątem u rodziców, chlip.

                  ****
                  "Cały posag i ona
                  w wytartej kanapce zamkniona".

                  Nie mam Jeżycjady, więc poprawcie - czy Natalia nie dołożyła się też do budowy domku Pyzy?

              • lauragom85 Re: "Powitanie" Nutrii na dworcu 16.10.12, 11:18
                meduza7 napisała:

                > A swoją drogą, ciekawa jestem bardzo, co się stało z pieniędzmi Natalii. 14 lut
                > ego 1998 roku wraca z Cypru i mówi w tajemnicy, że zarobiła tyle, że stać ją na
                > malutkie, własne mieszkanie. 18 lutego 1999 roku nadal mieszka z rodzicami, w
                > mieszkaniu, w którym meble są stare i zniszczone, a wicher wyje i miecie śniegi
                > em przez nieszczelne okna. Wygląda na to, że zainwestowała w jakieś ówczesne Am
                > ber Gold...

                Też się nad tym zawsze zastanawiałam :)
                Pewnie Borejkowie byli tak zrozpaczeni pomysłem Natalii o wyprowadzce, że biedna Nutria postanowiła zaoszczędzić rodzinie stresów i zainwestowała pieniądze w coś innego ;)
          • lauragom85 Re: "Powitanie" Nutrii na dworcu 16.10.12, 11:13
            meduza7 napisała:

            > Tam jest jeszcze na końcu taki fajny fragmencik:
            >
            > - Wiesz, ja zarobiłam calkiem sporo pieniędzy. Może mi wystarczy na malutkie
            > -malutkie mieszkanko. Tylko jeszcze nikomu nic o tym nie mów, muszę ich do tej
            > myśli przyzwyczaić. Oni nie lubią, jak się odchodzi.


            No cóż, w końcu wyprowadzenie się z domu rodzinnego dorosłego dziecka, które samo jest w stanie się utrzymać, jest czymś strasznym i nienaturalnym ;)

      • aganoreg Rozmowa Róży z babcią o ciąży. 23.08.12, 09:52
        Tymczasem spokojnie zajął się lekturą Tintina. Stracił poczucie czasu. Z zadumy wyrwał go odgłos łkania za drzwiami.
        - Co tam, Pyzuniu? - usłyszał zaraz zniecierpliwiony głos babci, a klekot klawiszy ustał.
        - Nic, nic - odparła zduszonym głosem kuzynka Róża, szlochając chyba w rękaw lub kuchenną ścierkę.
        - Nic? To nie płacz - z roztargnieniem doradziła babcia. Upłynęła dłuższa chwila, wypełniona żałosnym pochlipywaniem Róży. Laptop klekotał bez przerwy.
        - No? - spytała wreszcie dalekim głosem Babi.
        - Głupstwo.
        - Cała zapuchłaś. Jeśli głupstwo, to szkoda urody.
        - To nie głupstwo - obruszyła się Róża.
        - Poważna sprawa?
        - Bardzo.
        Cisza. Józinek nadstawił ucha. Wreszcie znów zabrzmiał miły, lekko oschły, trochę ironiczny głos babci:
        - Mogę jakoś pomóc? - Nie.
        - Powiesz mi, co to za problem, czy tylko będziesz obiecująco popłakiwać?
        - Nie kpij sobie.
        - Bo wolałabym popracować. Terminy mnie gonią.
        - A! Proszę! Pracuj sobie, pracuj!
        - Przeszkadza mi, że chlipiesz.
        - Mogę wyjść! Mogę wyjść!
        - To wtedy będę wiedziała, że beczysz w swoim pokoju.
        - Znów żartujesz.
        - Może po prostu powiedz krótko, w czym rzecz. Rzadko się ciebie widuje we łzach.
        - Tak (-hu,hu,hu-), jestem takim rodzinnym promyczkiem. Wcielenie beztroski.
        - Bal się wam nie udał?
        - Jaki bal? (-hu,hu,hu-) Nie byłam na balu. Boże! Boże! Znów cisza.
        - Masz dwadzieścia dwa lata - oschłe odezwała się babcia. - Nie płacz jak dziecko. Powiedz, o co chodzi, krótko i zwięźle.
        Surowość babci zawsze działała niezawodnie. Płacz Róży ustał.
        - Jestem w ciąży - oznajmiła. Józinek aż upuścił komiks. Ale numer.
        - Tak też myślałam - spokojnie stwierdziła babcia, a Józinek wprost skamieniał na sedesie, porażony jej przenikliwością i wszechwiedzą. - Przy tym stole siedziała kiedyś twoja mama, mówiąc to samo. Tylko mniej płakała, bo to dzielna dziewczyna. Było to około dwudziestu dwóch lat temu. Jak ten czas leci.
        - Dwudziestu dwóch?
        - Tak jest. Twój ojciec, Janusz Pyziak, niezmiernie się obawiał małżeńskiej niewoli.
        - I co?
        - Pogadałam z nim i zmienił wreszcie zdanie. Niestety, jak ci wiadomo, raczej na krótko. Może nie powinnam była się wtrącać, i tak zwiał.
        - Och! (-hu.hu.hu-).
        - Nie, no proszę, to nieznośne. Róża przestała szlochać.
        - Chcę ci coś wyjaśnić, babciu, bo pewne rzeczy wyjaśnić trzeba. Ja nie dlatego płaczę, że jestem w ciąży, bo ja chcę być w ciąży. To znaczy, skoro już będę miała dziecko, to chcę mieć dziecko. I nie dlatego płaczę, że Fryderyk nie chce się ze mną ożenić, ja go nawet nie pytałam, czy chce się ze mną ożenić, ponieważ ja nie chcę. Bo zachował się tak, jak się zachował. Nigdy więcej nie wspominajcie o tym człowieku, bo ja też o nim nie wspomnę.
        - W każdym zdaniu udało ci się zawrzeć powtórzenie - skonstatowała z zainteresowaniem babcia.
        - Babi! Czy do ciebie w ogóle dociera, co ja mówię?!
        - Tak. Każdy szczegół i wszystkie konsekwencje.
        W tym momencie Józinek zdecydował się wreszcie nacisnąć spłuczkę. Kaskada wody z wielkim szumem spłynęła w głąb muszli, a zapowietrzone rury zaczęły swe monotonne zawodzenie.
        - Kto tam jest? - dopytywała się właśnie spłoszona Róża, gdy Józinek stanął w drzwiach, zwijając komiks w trąbkę.
        To tylko ja - powiedział ponuro. - Wszystko słyszałem. Sorry.
        - Józinku!!! - wykrzyknęła babcia ze zgorszeniem, a kiedy spojrzał na nią niespokojnie, dodała: - Wiesz doskonale, że dziadek nie znosi, kiedy mówicie „sorry” zamiast „przepraszam”. Pilnuj się.
        • kopiec_esmeralda Re: Rozmowa Róży z babcią o ciąży. 23.08.12, 10:03
          Okropność! Za co oni ją uwielbiali? Gdzie to rzekome ciepło?
          I zastanawiająca ta stała "ironia" u starszych pań: Mila, ciotka-emerytka-malarka (od "Kłamczuchy), sorry, zapomniałam imienia, malarka w przejściu podziemnym w Noelce - ta ich ironia jest traktowana przez MM jako pozytyw, czy wyznacznik inteligencji do pary z przenikliwością i dystansem. Zadziwiające, bo dla mnie ironia bez powodu jest li i jedynie przejawem jeśli już nie złośliwości, to braku życzliwości.
        • bupu Re: Rozmowa Róży z babcią o ciąży. 23.08.12, 16:29
          Mnie tu wyraźnie wynika, że Babol nie mógł zgorszyć się podsłuchiwaniem Józina, bo Józin przecież nie podsłuchiwał celowo i specjalnie, ucho do ścian przyklejając, tylko siedział w kibelku. I musiał kiedyś z niego wyjść. Więc wygląda na to, że bardziej niż ciąża Róży wstrząsnęło Babolem józinowe "Sorry".
          • black-apple Re: Rozmowa Róży z babcią o ciąży. 23.08.12, 18:36
            Hmm, cieszy mnie, że ktoś podobnie zrozumiał scenę :) Dodam, że nawet gdyby babcia byłaby zgorszona podsłuchiwaniem, to i tak w niczym nie usprawiedliwia jej lekceważącą postawę wobec problemu Pyzy.
          • kkokos Re: Rozmowa Róży z babcią o ciąży. 23.08.12, 18:58
            bupu napisała:

            > Mnie tu wyraźnie wynika, że Babol nie mógł zgorszyć się podsłuchiwaniem Józina,
            > bo Józin przecież nie podsłuchiwał celowo i specjalnie, ucho do ścian przyklej
            > ając, tylko siedział w kibelku. I musiał kiedyś z niego wyjść. Więc wygląda na
            > to, że bardziej niż ciąża Róży wstrząsnęło Babolem józinowe "Sorry".


            nie, dla mnie zupełnie nie
            raczej odruchowo uznała, że generalnie całość rozmowy nie powinna była dotrzeć do uszu małoletniego józinka - rodzinne tajemnice i takie tam - natomiast nie chciała rozbudzać jego zainteresowania sensacjami, które podsłuchał, więc go krótko obcięła pod byle jakim pretekstem.
            • the_dzidka Re: Rozmowa Róży z babcią o ciąży. 24.08.12, 09:13
              Otóż to.
        • croyance Re: Rozmowa Róży z babcią o ciąży. 23.08.12, 16:38
          Swiety Jacku z pierogami, Mila w tej scenie zachowuje sie jak autystyczny robot!

          Korniszon mialby wiecej empatii niz ona ... slyszalam osoby zachowujace sie podobnie, ale one wszystkie mialy Aspergera ...
          • croyance Re: Rozmowa Róży z babcią o ciąży. 23.08.12, 16:41
            BTW wiem co mowie, moj pasierb ma Aspergera, moj ukochany qzyn ma Aspergera i moj wujek ma Aspergera (wujek zadzwonil do nas po pogrzebie Babci i pyta:

            - co tam slychac?
            - jestesmy po pogrzebie, smutno nam ...
            - smutno? A czemu?)
            • meduza7 Re: Rozmowa Róży z babcią o ciąży. 23.08.12, 20:11
              Jezujezunieczyt. To jest naprawdę okropna scena. Żeby było śmieszniej, wydaje mi się, że rozumiem intencję autorki - chciała prawdopodobnie pokazać, że Mila przyjmuje tę wieść spokojnie, nie histeryzuje i nie robi tragedii. A wyszło jak wyszło. Na litość boską, w momencie, w którym wnuczka oznajmia, że jest w nieplanowanej ciąży, a ojciec dziecka zwiał - ona liczy jej powtórzenia w zdaniu???!!!
              • kkokos Re: Rozmowa Róży z babcią o ciąży. 23.08.12, 20:26
                Na litość boską, w momencie, w którym wnuczka oznajmia, że jest w niepl
                > anowanej ciąży, a ojciec dziecka zwiał - ona liczy jej powtórzenia w zdaniu???!
                > !!

                babcia, dla której to żadna nowina. przecież "domyślałam się tego".
                • kosheen4 Re: Rozmowa Róży z babcią o ciąży. 26.08.12, 16:57
                  kkokos napisała:

                  > Na litość boską, w momencie, w którym wnuczka oznajmia, że jest w niepl
                  > > anowanej ciąży, a ojciec dziecka zwiał - ona liczy jej powtórzenia w zdan
                  > iu???!
                  > > !!
                  >
                  > babcia, dla której to żadna nowina. przecież "domyślałam się tego".


                  a dla mnie to coś w rodzaju reakcji obsesyjno-kompulsywnej. nie dowierzam że w TEJ rodzinie mogłoby po kimś spłynąć jak po kaczce że na świecie pojawi się teleskopiątko.
                  Mila liczy, bo jest zdenerwowana i kryje to zdenerwowanie pod maską.

                  osobiście bardzo lubię Milę, i myślę sobie że to co jest w niej konsekwentne to właśnie ta maska - rodzina się nie domyśla pisania dramatów, a czytelniczki nie domyślają się empatii :)
                  • nessie-jp Re: Rozmowa Róży z babcią o ciąży. 26.08.12, 19:43
                    > a dla mnie to coś w rodzaju reakcji obsesyjno-kompulsywnej. nie dowierzam że w
                    > TEJ rodzinie mogłoby po kimś spłynąć jak po kaczce że na świecie pojawi się tel
                    > eskopiątko.
                    > Mila liczy, bo jest zdenerwowana i kryje to zdenerwowanie pod maską.

                    A dla mnie to wygląda na usilne pokazywanie przez autorkę, jaka ta Mila jest dżezi, kul i postępowa, w ogóle jej nie ruszają jakieś nieślubne ciąże, bo to taka wyluzowana babka jest i nie splami się okrzykiem udręki ani niedowierzania, gdzieżby, jak jakaś Majchrzakowa. Nie, nie, Babi jest taka luzacka i och jej, jeszcze szkoda, że nie żuje gumy balonowej i nie wypuszcza balonów z rozgłośnym pyknięciem, punktującym każde Różowe powtórzenie.

                    Irytuje mnie to jak diabli, uch.
                    • croyance Re: Rozmowa Róży z babcią o ciąży. 28.08.12, 14:35
                      W ogole, skoro Mila byla taka hiper-przewidujaca i wiedziala zawczasu, 'domyslala sie' wszechwiedzaco, ze Pyza jest w ciazy, to po co w taki glupi sposob pytala ja, dlaczego placze? Pytala ja, zdaje sie, o bal - po co, skoro domyslala sie, w jakiej sytuacji jest wnuczka?
                      • emae Re: Rozmowa Róży z babcią o ciąży. 28.08.12, 14:44
                        croyance napisała:

                        > W ogole, skoro Mila byla taka hiper-przewidujaca i wiedziala zawczasu, 'domysla
                        > la sie' wszechwiedzaco, ze Pyza jest w ciazy, to po co w taki glupi sposob pyta
                        > la ja, dlaczego placze? Pytala ja, zdaje sie, o bal - po co, skoro domyslala si
                        > e, w jakiej sytuacji jest wnuczka?

                        No dobrze, a jak miała pytać? "Co tak płaczesz, w ciąży jesteś?" ;)
                        • croyance Re: Rozmowa Róży z babcią o ciąży. 28.08.12, 15:39
                          No nie, ale jakos bardziej empatycznie ... Jezeli myslala, ze wnuczka maze sie bez powodu, to te wszystkie jej 'przestan chlipac, ja pracuje' jeszcze daloby sie tlumaczyc (moze), ale jezeli domyslala sie, ze cos sie szykuje, to nie pytalaby chyba lekko 'Bal się wam nie udał?'
                          • emae Re: Rozmowa Róży z babcią o ciąży. 28.08.12, 15:42
                            croyance napisała:

                            > No nie, ale jakos bardziej empatycznie ... Jezeli myslala, ze wnuczka maze sie
                            > bez powodu, to te wszystkie jej 'przestan chlipac, ja pracuje' jeszcze daloby s
                            > ie tlumaczyc (moze), ale jezeli domyslala sie, ze cos sie szykuje, to nie pytal
                            > aby chyba lekko 'Bal się wam nie udał?'

                            Właśnie w tym problem, że zdaniem autorki, taka lekka ironizująca postawa, bez czułostkowości i ciumkania, jest akurat najwłaściwsza i najbardziej krzepiąca w trudnych sytuacjach. To się przewija przez cały cykl.
                            • meduza7 Re: Rozmowa Róży z babcią o ciąży. 28.08.12, 22:38
                              A przecież Mila potrafiła być kiedyś o wiele bardziej empatyczna. Weźmy tę rozmowę z Idą w "Idzie sierpniowej". Tam też na początku jest taki lekki dystans, kiedy Mila mówi, że została w domu, bo nie lubi upału - ale widząc, jak córka to odbiera, przyznaje się, że została ze względu na nią. I potrafi ją pocieszyć, też przecież bez czułostkowości i ciumkania, ale - tak z serca. I mówi to piękne zdanie "Jedną mam tylko Idusię, nie?".
                              Kto ukradł tamtą Milę???

                              Mam teorię: słynny dramaturg Kal Amburka to w rzeczywistości Obcy z Proximy Centauri, który zawładnął ciałem niczego nieświadomej Mili i pozbawił ją całkowicie ludzkiego sposobu odczuwania. A te błyskotliwe dramaty, które ona od tej pory tak trzaska bezustannie, to w rzeczywistości jego zakamuflowane raporty dla rodaków szykujących inwazję!
                              • croyance Re: Rozmowa Róży z babcią o ciąży. 29.08.12, 14:18
                                Wg mojej teorii Mila zrobila sie pasywno-agresywna, bo ma dosyc mieszkania z cala rodzina na kupie.
                                Liczyla na to, ze corki dorosna i sie wyniosa, a one rycza, ze bez tatusia i mamusi nie moga zyc i ani mysla sie wyprowadzac. Mila chcialaby miec kat dla siebie, ma dosyc wnuczek i ich problemow, w ogole wszystkiego ma dosyc, udala sie wiec na emigracje wewnatrzna piszac. Miala nadzieje, ze jej ironiczne uwagi zostana w koncu zrozumiane wlasciwie i wszyscy dadza jej swiety spokoj, ale nie.
                                • meduza7 Re: Rozmowa Róży z babcią o ciąży. 29.08.12, 15:08
                                  Coś w tym jest. A że w tej rodzinie nie ma zwyczaju mówienia o różnych rzeczach wprost, każdy obawia się, by nie być "niedyskretnym" i "niedelikatnym", co więcej - chęć odłączenia się od kupy też jest niemile widziana ("Oni nie lubią, jak się odchodzi"), to zostaje tylko oschłość i ironiczne aluzje.
                        • the_dzidka Re: Rozmowa Róży z babcią o ciąży. 28.08.12, 19:35
                          > No dobrze, a jak miała pytać? "Co tak płaczesz, w ciąży jesteś?" ;)

                          Tak to moja matka kiedyś spytała ;P
                          • verdana Re: Rozmowa Róży z babcią o ciąży. 15.09.12, 19:48
                            Pamiętam, jak wracałam z wakacji i łaziłam zdenerwowana, bez przerwy nusdząc rodziców rozwazaniami, czy jestem w ciąży, czy nie jestem. Tak to sie odbywa w normalnej, zaprzyjaźnionej rodzinie.
                            A kochana babunia, ktora domyśla się, zę wnuczka jest w ciąży i dlatego płacze mówi, że jej płacz przeszkadza, bo terminy gonią? I ryzykuje, ze wnuczka nic nie powie, wyjdzie i zostanie z problemem sama?
                            Dla mnie ta scena ma jednoznaczną wymowę - nie ma co sie rozczulać nad kimś, kto popełnił rzecz niewybaczalną, karygodną. Tak moglaby się zachować rodzina, gdyby Pyza chlipała, bo przejechała dziecko kradzionym samochodem - moze o tym opowiedziec, ale na wsparcie rodziny nie ma co liczyć.
                            • ding_yun Re: Rozmowa Róży z babcią o ciąży. 17.09.12, 09:23
                              rverdana napisała:

                              > Pamiętam, jak wracałam z wakacji i łaziłam zdenerwowana, bez przerwy nusdząc ro
                              > dziców rozwazaniami, czy jestem w ciąży, czy nie jestem. Tak to sie odbywa w no
                              > rmalnej, zaprzyjaźnionej rodzinie.

                              No nie wiem. To zależy w dużej mierze od charakteru, a nie tylko od stosunków w rodzinie. Ja koszmarnie nie lubię zdawania ludziom bieżących relacji ze swojego życia - jak próbuję się dostać na studia to przystępuję do dzialania w spokoju, a w swoim czasie powiadomię zainteresowanych gdzie będę studiować. Podobnie z szukaniem pracy - męczą mnie narady dotyczące tego gdzie i jak tej pracy powinnam szukać, nie omawiam tego więcej niż konieczne ani z rodziną ani z przyjaciółmi. Nie mam potrzeby opowiadania ludziom jaki jest postęp, jak poszło mi interview i tak dalej. Gdybym miała podejrzenie, że jestem w ciąży dowiedziałby się pewnie o tym mój jeden przyjaciel. Resztę powiadomiłabym dopiero gdybym miała już pewność, mając na uwadze, że news jest jednak dużego kalibru i może u niektórych spowodować duży wstrząs. Po co u licha powodować ten wstrząs wcześniej, być może zupełnie niepotrzebnie?
                              • verdana Re: Rozmowa Róży z babcią o ciąży. 17.09.12, 15:01
                                Alez to oczywiste - tylko mowimy tu o sytuacji Pyzy, która najwyraźniej chce sie podzielić informacją o ciąży i po to przychodzi. Więc nie ma co rozwazać sytuacji, gdy dziewczyna chce sama rozwiązać problem.
                                W moim przypadku ciąża nie byłaby żadnym wstrzasem, ani problemem. I rodzina przyjęła rozwazania normalnie, z czystą ciekawością.
        • zla.m Re: Rozmowa Róży z babcią o ciąży. 24.08.12, 16:59
          Uch, co za wredne zachowanie. Jakby tak porozmawiały 3 minuty dłużej, to by Babi Straszliwa w końcu zdobyła się na szczerość i powiedziała, że nic jej nie obchodzi cierpienie wnuczki, bo ona tu ma PRACĘ i TWORZY. Przecież ona chce z niej wydobyć, o co chodzi, tylko dlatego, żeby Pyza przestała wreszcie nosem siąpać i przeszkadzać.

          I to by nawet było prawdopodobne - jak wiadomo, twórcy często są dość egotyczni i mają swoją hierarchię ważności spraw świata tego. Tylko że to wszystko jest podlane tym ciepłem i zachwytem nad kochaną Babcią, która wszystko wie, rozumie i emanuje tym zrozumieniem. Oraz ciepłem.
          • karolina.delila Re: Rozmowa Róży z babcią o ciąży. 24.08.12, 17:29
            A nie wkurza was, jak świętojebliwa Gabriela bez jakiejkolwiek konsultacji z kimkolwiek przyprowadza w Noelce na wigilie brudne, zawszone i smierdzące Rumunki?
            No ten namolny katolicyzm, nic tylko do koscioła latają, Jan Paweł- wieli autorytet, córki MUSZA miec slub koscielny- toz to katopsychole są.
            Przy czym równoczesnie przy całym swoim katolicyzmie i " pomaganiu bliźnim" zapominają na 20 lat o Gizeli, czy ją kiedykolwiek zaprosili na Wigilię?
            • the_dzidka Re: Rozmowa Róży z babcią o ciąży. 24.08.12, 17:34
              > A nie wkurza was, jak świętojebliwa Gabriela bez jakiejkolwiek konsultacji z ki
              > mkolwiek przyprowadza w Noelce na wigilie brudne, zawszone i smierdzące Rumunki
              > ?

              Karolina, po raz drugi dzisiaj dostajesz informację: hamuj swój język, dobrze? Nie wiem, co cię dzisiaj ugryzło, zazwyczaj nie jesteś tak... radykalna w słownictwie, delikatnie mówiąc, ale bardzo cię proszę, opanuj się.
              • karolina.delila Re: Rozmowa Róży z babcią o ciąży. 24.08.12, 17:46
                Ej, ale jak lezbobimbo tu ublizała wiekszosci i wyzywała od chamideł czy wrecz celowo wszczynała awantury o jej sposobie moderowania nie wspomnę- to jej nie upominałas?:)
                • zla.m Re: Rozmowa Róży z babcią o ciąży. 24.08.12, 17:55

                  karolina.delila napisała:

                  > Ej, ale jak lezbobimbo....


                  Moj ulubiony sposób argumentacji. Też nauczyłaś się go jeszcze w przedszkolu i do dziś stosujesz?
                • the_dzidka Re: Rozmowa Róży z babcią o ciąży. 24.08.12, 17:57
                  :) Ale to znaczy że co, postępowanie lezbobimbo (ubliżanie większości? jakieś inne forum odwiedzamy chyba) czy kogokolwiek innego daje ci przyzwolenie, żeby postępować tak samo?

                  Raz upominałam, raz nie, to fakt, skończyło się odebraniem praw moderatorskich, o ile pamiętasz.

                  Ja sama też się parę razy nie opanowałam, co nie znaczy, że uważam, że tak mi już wolno, no bo skoro juz zaczęłam... :)
                  • black-apple Re: Rozmowa Róży z babcią o ciąży. 24.08.12, 18:30
                    No właśnie, mości lezbobimbo już tu nie zagląda i nie bawi nas swoim oryginalnym stylem wypowiedzi i ciętym dowcipem, a szkoda. Zbanowaliście ją czy jak? ;)
                    • the_dzidka Re: Rozmowa Róży z babcią o ciąży. 24.08.12, 18:46
                      Zagląda chyba, ale bardzo sporadycznie? Raz na sto wątków? Też bardzo żałuję. IMHO forum straciło na braku jej soczystych, barwnych wpisów i gierek językowych :)

                      • kolczykizoldy Re: Rozmowa Róży z babcią o ciąży. 24.08.12, 21:46
                        the_dzidka napisała:

                        > Zagląda chyba, ale bardzo sporadycznie? Raz na sto wątków? Też bardzo żałuję. I
                        > MHO forum straciło na braku jej soczystych, barwnych wpisów i gierek językowych
                        > :)

                        Popieram. Poza momentami, gdy emocje ewidentnie ją ponosiły, pozostawałam cichą acz wierną fanką wygibasów językowych pani L.
                  • lezbobimbo Re: Rozmowa Róży z babcią o ciąży. 27.08.12, 17:12
                    the_dzidka napisała:
                    Ale to znaczy że co, postępowanie lezbobimbo (ubliżanie większości? j
                    > akieś inne forum odwiedzamy chyba) czy kogokolwiek innego daje ci przyzwolenie,
                    > żeby postępować tak samo?

                    Se wypraszam! O ile pamietam, mimo tego, ze nienawidze szczerze polowy postaci MM, rzucam miechem, a trolle ochoczo tratuje moimi racicami, nie zdazylo mi sie jechac po osobach fikcyjnych ostatnim lajnem rasistowskim i wulgarnym rynsztokiem typu "zawszone brudne Rumunki" albo "Kozio jest oblesna ciota w brazach i aksamitach".

                    Ale z drugiej strony, pochlebia mi nierzadko, ze trolliszczom i pacynkom nadal srogie BULE sciskaja odwloki z mojego powodu :>

                    Odbiegam jednakowoz z dyzgustem, a jakze.
                • kajaanna Re: Rozmowa Róży z babcią o ciąży. 24.08.12, 19:26
                  Parseki Was dzielą...
        • kajaanna Re: Rozmowa Róży z babcią o ciąży. 24.08.12, 19:22
          O Raju! A wystarczyło, żeby zamiast liczenia zaprzeczeń w zdaniu Mila powiedziała jasno:
          - Rozumiem, że chcesz donosić tę ciążę i mieć swoje-swoje dziecko, nawet bez obecności Frycka, którego nie chcesz nawet znać i widzieć. Rozumiem, że teraz płaczesz. Ale powiedz, płaczesz z wściekłości, rozpaczy, czy radości?

          I po wywaleniu z duszy Róży całego zła, Mila mogłaby wrócić do pisania, mądrzejsza o kolejne życiowe doświadczenie.

          O, to byłoby na miarę Kal-Amburki tworzącej pełnokrwiste postaci kobiet w swoich dramatach.
        • guineapigs Re: Rozmowa Róży z babcią o ciąży. 24.08.12, 19:52
          Mnie z tego wynika, ze w domu nie mozna sobie poplakac, bo nawet jak sie wyjdzie do jakiejs komorki, to babci przeszkadza sama mysl, ze tam placzesz. Na szczescie jakos obok jest most i dworzec - ostatecznie tam mozna pojsc plakac.
          Ja od 12 roku zycia mialam swoj pokoj i tam sie moglam zamknac nawet na kilka godzin i plakac, rodzice sprawdzali, czy zyje, ale plakac mi pozwalano - w swietle jezycjady to byl albo zimny chow, albo jeszcze co gorszego. Ale nawet jakbym pokoju nie miala, to pewnie pozwolono by mi sie wyplakac na balkonie czy w WC, bez napomnien w stylu: nie moge pracowac, bo przeszkadza mi, jak placzesz w kiblu. Po prostu jest tak - i ja to popieram - ze skoro ktos placze, to ma powod, skoro nie prosi o pomoc - to sie dyskretnie przyczajam bo moze nagle poprosi, ale nie wtracam sie. Rodzina czuwa i gotowa jest pomoc, ale nie ze tak powiem'na chama', i to jeszcze oschlego.
          Dramat. Jeszcze bym zrozumiala, ze babcia sie po prostu martwi, ale ton Mili jest caly czas oschly. Nie obejmie ramieniem, nie powie czule: no, Pyzuniu/Rozyczko, co tam sie stalo? Tylko napomina.
          Po kolejne, rozwalkowane tu jak ciasto: w tym domu wszystko sprowadza sie do odejscia Pyziaka. Pyza placze bo jest ciazy - no to od razu ze 22 lata temu odszedl Pyziak. Az dziw, ze slynna zmywarka do naczyn nie uslyszala, ze iles tam lat temu Pyziak cos tam zrobil/nie zrobil (np. ze Gaba cieszy sie na zmywarke, bo Pyziak nigdy nie myl po sobie filizanki do kawy czy kufla do piwa)
          No moze nie wszystko, ale ile mozna? No i po co? Nie dziwne, ze Gaba sie pozbierac nie moze, skoro ciagle o tym wszyscy pamietaja, wspomnaja, nawiazuja itp.
          • vi_san Re: Rozmowa Róży z babcią o ciąży. 27.11.12, 20:50
            Gdybyś blokowała WC, szlochając tam przez kilka godzin to nie wierzę, że nikt z rodziny by nie zaprotestował. Chyba, że w domu macie dwa kibelki... To oczywiście żart. Masz całkowitą rację. Poza tym w pytaniach Milicji nie ma śladu troski, współczucia czy nawet zainteresowania. Bo przecież to i tak wina Pyziaka...
        • nabakier Re: Rozmowa Róży z babcią o ciąży. 09.01.13, 19:47
          No i lektura tego fragmentu utwierdza mnie w moim odczytaniu. Tak własnie odebrałam zachowanie Mili- jako z lekka (metodycznie) zdystansowane podpowiedzenie Róży, że trzeba wziąć na klatę to, co się stało. I ciążę, a jak się okazało, że nie fakt ciąży jest tu kwestą, to fakt, że Fryc okazał się draniem -nie ma co łez lać.
          Nie widzę tu absolutnie bezwzględności czy nieczułości. Widzę tu lekkie, bardzo lekkie, pokpiwanie z buczenia. A pokpiwanie ma na celu podniesienie Róży na duchu, co się udaje.
    • bisturi czarna polewka, wieniec grochowy i gumiaki 25.08.12, 15:50
      Najbardziej irytującą sceną dla mnie jest dialog Laury z Ignacym nad zupą zaraz po odkryciu zabitych drzwi balkonowych. O ślubach, małżeństwie, konsekwencjach i roli dziadka w podejmowaniu decyzji przez przyszłą pannę młodą. Nie mogę pojąć po jakiego grzyba Ignacy w XXI (już chyba) wieku wstawia gadkę o oświadczynach w obecności rodziny, po co Laura wchodzi w dyskusję z nim zamiast wrzasnąć, że jej życie uczuciowe i seksualne (vide:balkon) to jej sprawa. Druga kwestia to śluby - tendencyjnie potępiony koncept ślubu cywilnego, jakoby to kiedyś młodzi do urzędu jeździli w gumiakach, brudni zapewne bo wprost od pługa lub z fabryki. Jaka to brzydka ceremonia w porównaniu do tej w kościele. I zupełnie bez rodziców się odbywała, taki rejestr a potem myk do hotelu robotniczego na libację. Kto ma w ogóle w to uwierzyć? Starsze pokolenie, które wie, że to bzdura bo na ślubach cywilnych bywało, czy może młodsze, które komuny nie zna z autopsji więc wszystko można mu wcisnąć? I kiedy ten Ignacy takie śluby widział, i u kogo? To, czy ceremonia ślubna jest ładna czy brzydka zależy od kultury i poczucia smaku młodych i gości. Mało to nadętych, pretensjonalnych ślubów kościelnych w stylu "zastaw się a pokaż się"? Kolejna rzecz to stosunek do Wolfiego. Brak akceptacji Ignacego dla tego chłopaka bierze się tylko z faktu, że jest on bratem Fryderyka. Nie interesuje go jaki ma charakter, pasje, marzenia i uczucia do Laury - jest zły bo jest bratem Fryderyka. A co to ma, kurna do rzeczy?? Jakby był sąsiadem to też byłoby źle? Co gorsza, potem jest opis przemyśleń Ignaca, który jakoby usprawiedliwia jego zachowanie - że jest stary więc więcej wie, więcej widział, więcej rozumie i musi tak, po prostu musi tak mantyczyć żeby uchronić wnuczki przed upadkiem życiowym. Tylko, że skoro rzeczywiście jest stary i życie poznał to powinien rozumieć, że są na świecie gorsze rzeczy niż ślub cywilny, gorsze wady niż śmiałe spojrzenie i pokrewieństwo z kimś kogo się nie lubi. Powinien wiedzieć, że dwóch chłopaków z porządnej rodziny, nie-narkomanów, nie-przestępców, nie-fanatyków itd to jest całkiem fajna sprawa dla jego wnuczek. Oczywiście, wyperswadować dziewiętnastolatce małżeństwo z kolesiem po miesiącu znajomości można chcieć, nawet należy próbować ale motywy Ignaca są najdalsze od zdroworozsądkowych.
      • guineapigs Re: czarna polewka, wieniec grochowy i gumiaki 25.08.12, 18:55
        Juz w KK, czyli mozna powiedziec NORMALNEJ czesci jezycjady, Ignac wykazywal jakies dziwne sklonnosci jesli chodzi o akceptacje badz nie absztyfikantow corek. otoz zdaje sie podstawowym kryterium zwrocenia uwagi na ewntualnego kandydata bylo imie i czy zna on postaci z historii starozytnej. Janusza zawziecie nazywal Juliszem, a jakiegos amanta Idy wypytywal, czy wie on, ze jego imie ma zrodloslow lacinski.
        Ale jeszcze w KK to moglo bawic - ot, taki smieszny ojciec.
        Potem nastepuje groza, bo okazuje sie, ze rodzice idy nie znaja Marka Palysa, ktory wszakze studiowal medycyne w Poznaniu (temat opisany dokladnie). Na slub z baltona Ignac sie nie chce zgodzic, bo Pulpa oblala mature (o ktorej Ignac chyba nawet nie wiedzial przed, a dowiedzial sie przypadkowo z podsluchanej rozmowy po). To, ile sie znaja, na jak dobrze sie znaja, kim wogole Baltona jesti skad sie wzial w zyciu corki - to najmniejszy problem wobec niezdanej matury Pulpy.
        Z jednej strony trzymaja sie wszyscy w ze tak powiem brzydko kupie, a z drugiej nikt tam nic o drugim nie wie. Ja nawet sie zastanawiam, gdzie i jak Ida sie z Markiem spotykala, skoro nie we wlasnym domu. U niego tylko? W hotelu? na dworcu? w bufecie studenckim miedzy wykladami? I nie chodzi tu o seks, ale o zwykle bycie razem, zeby sie poznac na tyle, by podjac decyzje o slubie.
        Sa tu matki na forum. jakbyscie zareagowaly, jakby wam corka nagle przyprowadzila chlopaka i oznajmila: spotykamy sie od dwoch lat, zareczylismy sie wlasnie, slub za dwa miesiace. A wy TAKIE OCZY, bo raz ze czlowieka widzicie pierwszy raz w zyciu, dwa ze nawet nie mialyscie pojecia, ze od dwoch lat wasza corka z kims sie spotyka na powaznie.
        • bupu Re: czarna polewka, wieniec grochowy i gumiaki 25.08.12, 19:13
          guineapigs napisała:

          > Z jednej strony trzymaja sie wszyscy w ze tak powiem brzydko kupie, a z drugiej
          > nikt tam nic o drugim nie wie. Ja nawet sie zastanawiam, gdzie i jak Ida sie z
          > Markiem spotykala, skoro nie we wlasnym domu. U niego tylko? W hotelu? na dwor
          > cu? w bufecie studenckim miedzy wykladami? I nie chodzi tu o seks, ale o zwykle
          > bycie razem, zeby sie poznac na tyle, by podjac decyzje o slubie.

          Poprawcie mnie, jeśli się mylę, ale Gaba też najpierw romansowała z Grzegorzem w głębokiej tajemnicy, a Borejkowie dostali z zaskoczenia Strybą w potylicę w Wigilię.

          Oni się owszem, gniotą z masochistycznym upodobaniem na kupie, ale w ogóle ze sobą nie rozmawiają. Komunikacji brak, wszelkie ważne sprawy każdy trzyma dla siebie, dzieląc się nimi z resztą rodziny dopiero w ostatniej możliwej chwili.
          • meduza7 Re: czarna polewka, wieniec grochowy i gumiaki 25.08.12, 20:57
            Komunikacji brak, wszelkie ważne sprawy każdy trzyma dla si
            > ebie, dzieląc się nimi z resztą rodziny dopiero w ostatniej możliwej chwili.

            Taaa, wspomniane wcześniej "zarobiłam pieniądze na własne mieszkanie, ale nic im nie mów".
            Tak prawdę mówiąc, wizerunek rodziny wyłania się z tych rozważań dość upiorny...
        • emae Re: czarna polewka, wieniec grochowy i gumiaki 27.08.12, 10:57
          guineapigs napisała:

          > Na slub z
          > baltona Ignac sie nie chce zgodzic, bo Pulpa oblala mature (o ktorej Ignac chy
          > ba nawet nie wiedzial przed, a dowiedzial sie przypadkowo z podsluchanej rozmow
          > y po).

          No przecież nie i nie!
          • the_dzidka Re: czarna polewka, wieniec grochowy i gumiaki 27.08.12, 18:25
            emae napisała:

            > guineapigs napisała:
            >
            > > Na slub z
            > > baltona Ignac sie nie chce zgodzic, bo Pulpa oblala mature (o ktorej Ign
            > ac chy
            > > ba nawet nie wiedzial przed, a dowiedzial sie przypadkowo z podsluchanej
            > rozmow
            > > y po).
            >
            > No przecież nie i nie!

            Właśnie. Mówię po raz kolejny: ludzie, sprawdzajcie to, o czym chcecie napisać!!!! ILE MOŻNA POPRAWIAĆ, ŻE "TO WCALE NIE TAK BYŁO"!
          • guineapigs Re: czarna polewka, wieniec grochowy i gumiaki 28.08.12, 20:34
            Przeczytalam jeszcze raz uwaznie scene z Pulpecji. Oczywiscie, ze oblana matura jest jednym z kilku argumentow przeciw, ale... jakos wg. mnie najbardziej rzucajacym sie w oczy. To nie przypadek, ze akurat mi i kilku innym osobom to utkwilo w pamieci.
            Mowi oczywiscie Ignac cos o tym, ze to nie moze byc tak, ze kazdy moze przyjsc z ulicy i poprosic o reke - ale to jest raptem jedno zdani, a i to przerwane, wiec niedokonczone..
            Oczywiscie otrzymuje wczesniej wyjasnienie, ze Baltona to ten od Zakow, ze Baltona zna Pulpe od lat a kocha od dawna, ze ma kwiaciarnie i jest pracowity.
            Ale jakos ta matura 'rzuca sie w oczy' najbardziej.
            Tak sobie mysle, ze jakby Pulpa zdala owa mature, to pewnie wogole nie byloby tej sceny - po prostu Ignac by oddal reke Pulpy Baltonie po dwuzdaniowej informacji: Baltona to od Zakow, ma kwiaciarnie. Zna Pulpe od lat i od dawna kocha.
            Pelne dossier, doprawdy, ziecia.
            Wg. mnie, to w chwili gdy kawaler prosi o reke corki, ojciec siada z nim i zadaje kilka podstawowych pytan: dawno - to ile, ma kwiaciarnie - czyli zarabia czy doklada, dlaczego ogolnie wybral Pulpe i co oni wogole razem przezyli oprocz posiedzenia chwile nad jeziorem.
            Baltona sam narzucil tradycyjna konwencje; przyszedl prosic o reke Pulpy. A mogliby po prostu wpasc pomiedzy kinem a teatrem na kwadrans i oswiadczyc, ze na zapowiedzi juz dano i za dwa miesiace slub.
            Mnie po prostu uderzylo, ze ta matura wyszla na pierwszy plan - chociaz uczciwie przyznam, ze MM napisala otwarcie: argument pierwszy ktory przyszedl do glowy, ale nie jedyny. Z tym, ze te pozostale niemal nie mialy znaczenia
            No, ale o ile wiem, tyle moze byc interpretacji, ilu czytelnikow. Kazdy cos innego moze uznac za wazne czy mniej wazne.
            Niemniej, wydaje mi sie, ze fakty nie swiadcza w 100 proc przeciwko mojej opinii.
            • slotna Re: czarna polewka, wieniec grochowy i gumiaki 28.08.12, 21:00
              > Wg. mnie, to w chwili gdy kawaler prosi o reke corki, ojciec siada z nim i zada
              > je kilka podstawowych pytan: dawno - to ile, ma kwiaciarnie - czyli zarabia czy
              > doklada, dlaczego ogolnie wybral Pulpe i co oni wogole razem przezyli oprocz p
              > osiedzenia chwile nad jeziorem.

              Jezusmaria, gdyby mi ktos z rodziny probowal w ten sposob przygwozdzic absztyfikanta, chyba bym rozszarpala.
              • guineapigs Re: czarna polewka, wieniec grochowy i gumiaki 29.08.12, 08:08
                Alez Pulpa sie wscieka i mowi, ze oni sie pobiora i tak, bez zgody rodzicow, na co Baltona, nadal pozostajac w konwencji kandydata proszacego oficjalnie o reke oswiadcza, ze nie - bo on bez zgody rodzicow Patrycji slubu nie wezmie i chce na ich zgode zapracowac.
                To Baltona zorganizowal oswiadczyny na sposob - nie wiem, jakiego slowa uzyc: tradycyjny? Staroswiecki? A taki scenariusz zaklada, ze rodzice sie zgadzaja oddac reke corki albo nie, ale zeby dac odpowiedz, musza miec jaka baze danych i wtedy nastepuja wlasnie takie rozne pytania formalne.
                Oczywiscie w tym schemacie powinien znalezc sie jeszcze temat posagu oblubienicy. I to by bylo ciekawe, ale ksiazka sie skonczyla.

                Wiec to nie ja zaczelam o/w takiej formie, tylko Baltona, a ja po prostu poszlam tym samym tropem.
            • the_dzidka Re: czarna polewka, wieniec grochowy i gumiaki 28.08.12, 21:00
              > Przeczytalam jeszcze raz uwaznie scene z Pulpecji. Oczywiscie, ze oblana matura
              > jest jednym z kilku argumentow przeciw, ale... jakos wg. mnie najbardziej rzuc
              > ajacym sie w oczy. To nie przypadek, ze akurat mi i kilku innym osobom to utkwi
              > lo w pamieci.
              (...)
              > Mnie po prostu uderzylo, ze ta matura wyszla na pierwszy plan - chociaz uczciwi
              > e przyznam, ze MM napisala otwarcie: argument pierwszy ktory przyszedl do glowy
              > , ale nie jedyny. Z tym, ze te pozostale niemal nie mialy znaczenia
              > No, ale o ile wiem, tyle moze byc interpretacji, ilu czytelnikow. Kazdy cos inn
              > ego moze uznac za wazne czy mniej wazne.

              Kobieto Nasza Kochana, ależ to przecież nie o to chodzi!

              Napisałaś:

              "Na slub z baltona Ignac sie nie chce zgodzic, bo Pulpa oblala mature (o ktorej Ignac chyba nawet nie wiedzial przed, a dowiedzial sie przypadkowo z podsluchanej rozmowy po)."

              Skoro przeczytałaś ponownie scenę z Pulpecji, to już powinnaś zauważyć, że nigdzie nie ma sceny, w której Ignac przypadkowo z podsłuchanej rozmowy dowiedział się, że Pulpa w tym roku zdawała maturę/że ją oblała!

              Tego dotyczyła nasza, Emae i moja, złość! Coraz częściej, a od kilku miesięcy to jest już wręcz plaga, ludzie piszą jako pewnik coś , co im się tylko wydaje!

              I stąd moja już któraś z rzędu prośba (raz założyłam nawet osobny wątek w tej sprawie) - jeżeli chcecie przytoczyć w dyskusji jakąś konkretną scenę dla poparcia swojej tezy, to na litość, sprawdźcie najpierw, jak ta scena wygląda w książce - a jeśli nie macie pod ręką książki, zaznaczcie najpierw "nie jestem pewna, ale wydaje mi się że".

              Dyskusja, w której jako argumenty przytacza się nie fakty, ale comisięwydaje, nie ma chyba większego sensu, prawda?



              • guineapigs Re: czarna polewka, wieniec grochowy i gumiaki 29.08.12, 08:38
                Otoz zrobilam ze tak powiem kwerende i policzylam, ze o maturze Pulpy w Pulpecji rozmowy - jakiegokolwiek zawierajace slowo 'matura' - odbyly sie 10 razy, z tym, ze wlaczylam w to rowniez wzmianki czy napomknienia uczynione przez Rome czy Marcelka.
                Tylko w jednej rozmowie uczestniczyl Ignacy, a to tylko po to, by powiedziec, ze sam zdal mature spiewajaco, Nutria z wyroznieniem i ze ten, kto sie uczy systematycznie, nie ma powodu, by bac sie matury. Dzialo sie to 12 kwietnia w Niedziele Palmowa. Czy wiedzial, o jakiej i czyjej maturze mowa? Moze tak, moze nie. W KK nie wiedzial, do ktore klasy chodzi Natalia (spotkanie w autobusie z nauczycielka Nutrii). Potem, w scenie z Baltona, okresla Pulpe jako 'jeszcze dziecko'. Moze myslal, ze Pulpa ma do matury jeszce ze dwa lata, ale juz sie boi? Dlatego mowi o systematycznej nauce - a tu matura za kilka dni.
                Natomiast w Dzien Matki, po przedstawieniu Laury i Rozy, nagle Ida zauwazyla, ze cos z Patrycja nie tak i powiedziala: a jak tam matura? na co Patrycja: przewalilam.
                Oczywiscie rozmowe slyszeli wszyscy, w tym Ignac.
                Mozemy sie tu zastanawiac, co to jest przypadek i jakie ma znaczenie w naszym zyciu. Jednak ja jakos tak przeciwstawiam na dwoch krancach continuum po prostu czyny zrobione przypadkowo tym zrobionym celowo. Gdzies na tym continuum plasuje sie rzeczona sytuacja, jednak to nie Ignac zadal pytanie, a mogl, jako pierwszy, wziac po przedstawieniu Patrycje na bok i po ojcowsku/przyacielsku zapytac o mature. Mial swiete prawo a wrecz obowiazek moralny jako ojciec czekajacy na corke - maturzystke.
                Gdyby nie Ida, kiedy by sie Ignac w koncu zapytal Patrycje o mature? Nie pytal sie przed, nie czekal na corke po, Patrycja sobie siadla w kaciku jak wszyscy z roznymi minami ogladali przedstawienie.
                • the_dzidka Re: czarna polewka, wieniec grochowy i gumiaki 29.08.12, 08:56
                  Dobra, ja krótko, bo to już jest bicie piany.

                  Nie ma nigdzie sceny, w której Ignac przypadkowo i z podsłuchanej rozmowy dowiaduje się, że Patrycja:
                  - zdawała w tym roku maturę,
                  - oblała tę maturę.


                  Koniec, kropka, wszystko na ten temat.

                  • guineapigs Re: czarna polewka, wieniec grochowy i gumiaki 29.08.12, 09:13
                    Ja tez krotko, bo po co bic piane:
                    nie jest nigdzie napisane, ze Ignac wie, ze jego corka ma zaraz zdawac mature i wogole cokolwiek go to obchodzi
                    oraz nie ma zadnej sceny, ze Ignac podchodzi do Patrycji i pyta po prostu: corcia, a jak tam egzamin? Czemu nie zdalas?
                    • the_dzidka Re: czarna polewka, wieniec grochowy i gumiaki 29.08.12, 09:21
                      Nie tego się w twojej wypowiedzi uczepiłyśmy, tylko tego, że piszesz "Ignac z przypadkowo podsłuchanej rozmowy..."

                      Ja cię bardzo przepraszam, ale którego słowa w mojej wypowiedzi nie rozumiesz?

                      Z mojej strony to już naprawdę koniec dyskusji, a kwestia "zainteresowania" Borejków maturą córki tak ogólnie była już przewałkowana, rozciągnięta i wymłotkowana dość dokładnie. Wpisz w wyszukiwarkę "Matura Pulpecji".
                      • guineapigs Re: czarna polewka, wieniec grochowy i gumiaki 29.08.12, 09:47
                        Sytuacja jakby nielogiczna, bo najpierw zadajesz pytanie, a potem zaraz mowisz, ze konczysz dyskusje - nie dajac mi miejsaca na odpowiedz. Bo tu piszemy a nie mowimy, a jakbysmy mowili, to mialabym przynajmniej mozliwosc 'sie wciac' miedzy zdania.
                        Chcesz - to odpiszesz, nie zechcesz to nie odpiszesz,Twoja sprawa.
                        Slowa rozumiem dobrze i sens zdania tez. Otoz nie dowiedzial sie z przypadkowo podsluchanej rozmowy, ale z rozmowy, ktora slyszal a nie podsluchiwal. Rozmowy, ktorej nie zaczal, nie skonczyl, tylko sie w nia wlaczyl na kilka slow, no - zdan. Ktorej potem nawet nie podjal - az do czasu oswiadczyn Baltony.
                        Poniewaz byl obok, to sie wlaczyl - normalne.Jak w kolejce.
                        Moj blad polega jedynie na tym, ze napisalam: podsluchanej, a nie: uslyszanej legalnie chociaz przypadkiem. Co meritum nie zmienia, chociaz prawo to pewnie jakos reguluje, szczegolnie w sprawie dowodow.
                        Jest takie zdanie okreslajace sytuacje po bitwie (jakiejkolwiek): zabity wlasna bronia
                        Dalej nie pisze, bo byloby to niezgodne z honorem zolnierza.
                        • emae Re: czarna polewka, wieniec grochowy i gumiaki 29.08.12, 10:26
                          Chociażby w tym wątku i w tej wypowiedzi jest mowa o Ignacym i jego zainteresowaniu maturą Patrycji...
                          forum.gazeta.pl/forum/w,25788,98853751,98898278,Re_rodzina_ci_meza_wybierze_.html
            • ginny22 Re: czarna polewka, wieniec grochowy i gumiaki 29.08.12, 10:54
              > Wg. mnie, to w chwili gdy kawaler prosi o reke corki, ojciec siada z nim i zada
              > je kilka podstawowych pytan: dawno - to ile, ma kwiaciarnie - czyli zarabia czy
              > doklada, dlaczego ogolnie wybral Pulpe i co oni wogole razem przezyli oprocz p
              > osiedzenia chwile nad jeziorem.

              Yyy... W chwili, gdy kawaler prosi o rękę, to ojciec albo takie rzeczy w ogólnym zarysie wie (bo jednak ludzie na ogól wiedzą, z kim jest ich dziecko i od jak dawna), albo niech nie pyta, bo, ekhem, córka może go udusić.
              • meduza7 Re: czarna polewka, wieniec grochowy i gumiaki 29.08.12, 13:14
                W ogóle mnie właśnie irytuje to takie wczesnodziewiętnastowieczne podejście do małżeństwa. To parcie do niego bardzo młodych ludzi, "bo to musi być na poważnie". Deklaracje składane niemalże natychmiast po pierwszym "kocham cię". Rozumiałam coś takiego w powieściach Jane Austen, bo takie były czasy i zwyczaje, kawaler nie mógł spotykać się z panną ani korespondować z nią, jeśli nie byli oficjalnym narzeczeństwem, no ale przecież nie w XX/XXI wieku. Te zakochane pary nie dają sobie czasu na bliższe poznanie, dopasowanie, spojrzenie trzeźwiejszym okiem, gdy minie pierwsze zauroczenie...
            • lauragom85 Ad matura pulpy 16.10.12, 11:48
              Mam wrażenie, ze Ignac nie miał już argumentów przeciwko ślubowi Pulpy i Baltony i wtedy wyskoczył z tym brakiem matury.
              Tak na marginesie są jeszcze rodziny, w których ojcowie zabraniają córkom wyjść za mąż za nieodpowiedniego ich zdaniem kandydata? Znacie takie przypadki, żeby jakiś chłopak zamiast najpierw oświadczyć się dziewczynie i upewnić się, czy ona w ogóle chce wziąć z nim ślub, prosi o jej rękę potencjalnego teścia?
            • vi_san Re: czarna polewka, wieniec grochowy i gumiaki 27.11.12, 21:03
              Mi, prawdę mówiąc, też jako GŁÓWNY argument contra związkowi Pulpy z Baltoną utkwiła ta nieszczęsna matura. O ile pamiętam zaś [nie jestem pewna, a cała Jeżycjada chwilowo stoi na półce pod samym sufitem i nie chce mi się skakać po meblach] pierwsze rysy w niechęci taty Borejko Baltona uczynił prawidłowo kończąc sentencję łacińską.
              Co do samych oświadczyn: w normalnej rodzinie [nieborejkowskiej] ojciec panny zwykle zna jej kawalera, wie jakie są mniej - więcej jego sytuacja materialna, wykształcenie i pochodzenie. Więc nie ma potrzeby go wypytywać. Ale w normalnej rodzinie się rozmawia, a nie planuje rozmowy [Gabon Wielki], drwi oraz ironizuje [Milicja Święta] lub wygłasza sensowne albo nie sentencje [Borejko ojciec].
              • filifionka-listopadowa Pulpecja- fragment książki z oświadczynami. 28.11.12, 13:49
                Pulpecja fragment z oświadczynami. Przepraszam za obszerność.
                (...)
                - O, deszcz znów przestaje padać—zauważyła Gabrysia. - Może Pulpę gdzieś ta burza przytrzymała.. Teraz chyba niedługo wróci.
                - Z nią coś się dzieje - upierał się ojciec. - Est mihi cura futuri*.
                - Owidiusz - machinalnie zareagowała mama.
                - Zawsze była takim posłusznym, dobrym dzieckiem - powiedział ojciec złamanym głosem i przeniósł ciepłe, brązowe spojrzenie na przestrzeń za oknem. Miał minę smutnego, starego spaniela. - A teraz - proszę. Matura oblana, ona sama gdzieś się włóczy po nocy... i ja czuję, wyraźnie czuję, że Patrycja ma do mnie żal. Nie wiem o co. Ale ma,
                Wszystkie ukochane kobiety Ignacego Borejki rzuciły, się go obejmować, pocieszać i podtrzymywać na duchu.
                - To po prostu nastaje taki moment w życiu - tłumaczyła mu Gaba. - Może poznała jakiegoś chłopca. Może się zakochała.
                - Gabrysiu, jeśli myślisz, że mówiąc te słowa, uspokajasz mnie, to muszę ci powiedzieć, że jest wręcz przeciwnie. Nic nie może mnie bardziej zaniepokoić, zwłaszcza w jej obecnej sytuacji. Żeby oblać maturę! Z jej dyspozycjami! Nie mieści mi się to w głowie. No, chyba że się właśnie zakochała, ale wobec tego uczucie to jest, jak się wydaje, destrukcyjne. Quiescere iuventus nescit**, to prawda. Ale istnieje subtelna różnica między młodzieńczą swobodą a anarchią. A ta, zdaje mi się, przeważa ostatnio w postępowaniu naszej córki Patrycji. Nie chciałbym doczekać momentu, gdy nasze dziecko wpadnie w złe towarzystwo i przyprowadzi nam tu kiedyś jakiegoś wielbiciela muzyki metalicznej.
                - Metalowej, tato.
                - Albo innego skina z pomalowanym na czerwono czubem - dorzucił ojciec z goryczą.
                - Tato, troszkę ci się myli - sprostowała, śmiejąc się, Natalia. - Skinheadzi nie mają czerwonych czubów, nazywa się ich skinami właśnie dlatego, że mają ogolone na zero głowy. Do skóry, rozumiesz?
                - Tak, rozumiem - rzekł ojciec. - To tacy właśnie napadli nas w drugie Święto. Takiemu właśnie przyłożyłem po ogolonej głowie, jakkolwiek wszystkie wiecie, że przemoc jest mi generalnie obca i niemiła.
                - Wiemy, tato. Ale pamiętaj, że nie należy sądzić ludzi po powierzchowności, sam nas tego uczyłeś - zauważyła Natalia.
                - Tak jest, tato, nil mirari, nil indignari, sed intellegere!* - wtrąciła Gabrysia.
                Zazgrzytał klucz w drzwiach.
                - O! - zakrzyknął ojciec. - Wraca! Wraca! Pulpecjo, gdzieś ty była?... - i słowa zamarły mu na ustach, gdyż Pulpecja nie weszła do kuchni sama. Towarzyszył jej wysoki i chudy osobnik o głowie ogolonej na zero, do samej skóry, o twarzy czerwonej i rękach czarnych, odziany w mokry, przybrudzony biały podkoszulek z napisem „FIJOŁ”. W obu dłoniach człowiek ten piastował wielki pęk kaliny, obsypanej kulami kwiatów.
                - Tato, mamo, to jest Baltona - ogłosiła Patrycja, zarumieniona i uroczysta, z wielkimi, lśniącymi błękitem oczami i szczęśliwym, drżącym uśmiechem.
                - Florian, Patrycjo - poprawił ją człowiek o ogolonej głowie.
                - Dobry wieczór - dodał energicznie.
                - Prosimy siadać - pospieszyła mama.
                - Za chwilę - rzekł Baltona, wciąż na fali energii. - To, co mam do powiedzenia, wymaga pozycji stojącej. Patrycjo, kto z obecnych jest twoim ojcem, a kto matką?
                Natalia prychnęła w garść.
                - Ja jestem ojcem - rzekł ojciec głosem jak spiż i powstał, obciągając koszulę.
                - Jedyny, nota bene, mężczyzna w naszym gronie - dyskretnie zauważyła Ga-briela, której strasznie chciało się śmiać.
                - Za to ja jestem matką - wtrąciła mama Borejko, którą przepełniała ta sama chęć plus zaciekawienie. Z sympatią spojrzała na opalonego dryblasa. Miał uczciwe oczy. Mama Borejko zawsze i przede wszystkim zwracała uwagę na oczy, w przeci-wieństwie do ojca, który lubił oceniać ludzi na podstawie budowy ich czoła.
                Dryblas odwzajemnił jej spojrzenie, pełne sympatii.
                - To się dobrze składa - rzekł i podał zachwyconej mamie Borejko bukiet kali-ny. - Proszę, to dla pani. To znaczy, mam na myśli, że dobrze się składa, że oboje państwo jesteście w domu. Bo ja mam dla państwa ważną nowinę: my się kochamy, Patrycja i ja.
                - To straszne - jęknął ojciec i opadł na krzesło.
                - Tato, to nie jest takie straszne - pospieszyła na pomoc Gabrysia. - Baltona jest siostrzeńcem pana Żaka, ze Słowackiego, wiesz?
                No, już lepiej - wyraziła mina ojca.
                - Tato, nil mirari, nil indignari, sed...
                - ... intellegere - wpadł Gabrysi w słowo niecierpliwy Baltona, nie wiedząc na-wet, że jego akcje skoczyły w tym momencie o oczko wyżej; po pierwsze, znał sentencję łacińską i umiał ją dokończyć, po drugie, prawidłowo zaakcentował bezokolicznik.
                Ojciec Borejko rzucił mu spojrzenie pełne ulgi: nie miał do czynienia z nie-okrzesanym skinem. Wytarł czoło chusteczką ligninową i wypił duszkiem szklankę herbaty.
                - Proszę siadać - rzekł słabo.
                - Dziękuję, za chwilę - rzekł Baltona niezależnie. - Chcę powiedzieć, że znam Patrycję od dziecka, a kocham ją od dawna. Jestem człowiekiem uczciwym i pracowitym. Mam własną kwiaciarnię...
                - Och!!!! - krzyknęła nagle mama Borejko i poczerwieniała z wrażenia.
                - ... jestem samodzielny, potrafię zapracować na siebie i na nią. Proszę państwa o rękę Patrycji.
                - O co?! - krzyknął ojciec, zrywając się z miejsca.
                - O rękę Patrycji. Chcę się z nią ożenić jak najszybciej.
                To rzekłszy, Baltona odetchnął; najwyraźniej oświadczyny były dla niego niełatwym przejściem. Spojrzał z ukosa na stół, gdzie widniała duża plastykowa butelka z napojem Orange i przeniósł spojrzenie na ojca Borejkę.
                - Patrycja - rzekł ojciec w popłochu - nie zdała jeszcze matury. - Był to pierwszy argument, jaki mu przyszedł do głowy, co nie znaczy, że uważał go za najważniejszy.
                - Wiem, że nie zdała - uspokoił go Baltona. - Mnie to nie przeszkadza.
                - To bardzo miło z pańskiej strony - zniecierpliwił się ojciec. - Jednakże to bardzo przeszkadza nam. Mamy taką niewinną słabość, że chcielibyśmy wykształcić wszystkie nasze córki, przynajmniej na poziomie średnim.
                - Sądzę - rzekł Baltona - że małżeństwo temu nie przeszkodzi.
                - Pozwolę sobie być innego zdania - odparł ojciec Cierpko. - Poza tym, zwracam panu uwagę, że to jeszcze dziecko.
                - A! - krzyknęła Patrycja, wymachując rękami. -Tu się właśnie, tato, mylisz!!! Zbyt długo uważałeś mnie za dziecko! Mam dziewiętnaście lat i jeśli nie wyrazisz zgody, to ja nie muszę się tym martwić, ja wyjdę za Floriana, pobierzemy się i tak!
                - Teraz ty się mylisz, Patrycjo - oświadczył stanowczo Baltona. - Nie zamierzam się z tobą żenić wbrew woli twoich rodziców.
                - Nie?... - rozczarowała się Patrycja.
                - Nie. Zamierzam na tę zgodę zapracować - oświadczył Baltona i zmierzył się wzrokiem z ojcem swej ukochanej.
                Pojedynek wzrokowy zakończył się kapitulacją Ignacego Borejki, który opuścił oczy, ujął w dłoń butlę z Orange i nalał pełną szklankę.
                - Prosimy siadać -powtórzyła mama Borejko, napawając się zapachem kaliny.
                Baltona podsunął krzesło Patrycji, po czym też usiadł, nie spuszczając wzroku z ojca Borejki oraz z butelki w jego dłoni. Wszystkie kobiece i dziewczęce twarze były skierowane na niego i rozjaśnione uśmiechem. Ojciec westchnął.
                - Panie Baltona... - zaczął stanowczo.
                - Florianie - podpowiedział mu Baltona. - I bardzo proszę mówić do mnie per ty”. Będę przecież pańskim zięciem.
                - Jeszcze - Jeszcze nie wiadomo! - rzekł ojciec.
                - Ja jestem zupełnie pewien - uprzejmie oznajmił Baltona.
                - Panie Florianie, proszę mnie dobrze zrozumieć - zaczął ojciec.- Nie może być tak, że przychodzi człowiek z ulicy i...
                - Tato! - krzyknęła rozpaczliwie Patrycja.
                - Ekhm, no, dobrze, Pulpecjo. Otóż... co to ja mówiłem... panie Florianie...
                - Ignasiu, niechże nasz Hippomenes napije się czegoś zimnego - znaczącym tonem wtrąciła mama Borejko. - Proszę, panie Florku, tu jest czysta szklanka... a tu, tylko odrobinę roztopione, ciasto lodowe Gabrysi. Proszę skosztować.

                (... rozmowa o błaganie w łazience zrobionym przez Tygrysa i Pyzę)
                [i]- Otóż, panie Florianie, proponuję wrócić do tej rozmowy za jakieś dwa do pięciu lat... - zaczął pojednawczym tonem ojciec Borejko.
                Kwestia wypo
                • filifionka-listopadowa Re: Pulpecja- fragment książki z oświadczynami. 28.11.12, 13:54
                  Uciekło mi formatowanie, więc pozwolę sobie podkreślić w kolejnym poście:
                  - Patrycja - rzekł ojciec w popłochu - nie zdała jeszcze matury. - Był to pierwszy argument, jaki mu przyszedł do głowy, co nie znaczy, że uważał go za najważniejszy.
      • lauragom85 Re: czarna polewka, wieniec grochowy i gumiaki 16.10.12, 11:34
        bisturi napisała:

        Druga kwestia
        > to śluby - tendencyjnie potępiony koncept ślubu cywilnego, jakoby to kiedyś mło
        > dzi do urzędu jeździli w gumiakach, brudni zapewne bo wprost od pługa lub z fab
        > ryki. Jaka to brzydka ceremonia w porównaniu do tej w kościele. I zupełnie bez
        > rodziców się odbywała, taki rejestr a potem myk do hotelu robotniczego na libac
        > ję. Kto ma w ogóle w to uwierzyć?

        Dokładnie. Kiedyś nie było ślubów konkordatowych, każda para musiała najpierw powiedzieć sobie "tak" w urzędzie, a dopiero później ewentualnie w kościele. W mojej rodzinie ten pierwszy ślub był tak samo ważny jak ten drugi i nikt nie szedł do niego w "gumiakach". O obecności na nim rodziny już nie wspomnę, bo to coś oczywistego.
    • kopiec_esmeralda imponujący zgryz 25.08.12, 15:56
      Drobiazg, ale mnie od zawsze wkurza, że chociaż Nutria ma "imponujący zgryz" wiele razy wspomniany i widoczny na ilustracjach mocny przodozgryz, nikt z tym niczego nie zrobił. Też to miałam i nosiłam aparat korygujący przez półtora roku, w real.socjalizmie. Dało się, zęby się wyrównały. Kolejny przykład zaniedbań tej rzekomo świetlanej rodzinki.
      • mkw98 Re: imponujący zgryz 25.08.12, 16:08
        U mnie się aparatem ruchomym nie udało, pomógł dopiero stały, a to droga impreza i w dzieciństwie Nutrii niedostępna.
        • kopiec_esmeralda Re: imponujący zgryz 25.08.12, 16:10
          Ale nie robili nic, żadnych prób! gdyby miała jakikolwiek aparat, czy chodziła do ortodonty, byłoby wspomniane, skoro tyle razy było o tym zgryzie.
          • nessie-jp Re: imponujący zgryz 25.08.12, 16:15
            kopiec_esmeralda napisał(a):

            > Ale nie robili nic, żadnych prób! gdyby miała jakikolwiek aparat, czy chodziła
            > do ortodonty, byłoby wspomniane, skoro tyle razy było o tym zgryzie.

            To mnie dziwi o tyle, że w najbliższej rodzinie MM miała stomatologa, jeśli nie wręcz ortodontę. Więc chyba braku wiedzy nie można zarzucić.

            Z drugiej strony, ja też mam krzywy ząbek (jeden), a jestem z pokolenia Natalii i mnie ortodonci po prostu nie zalecili aparatu
            • kkokos Re: imponujący zgryz 25.08.12, 17:48
              Wi
              > ęc może kiedyś po prostu nie uważano za stosowne korygować wad uznawanych za ni
              > eszkodzące organicznie?

              być może
              ale przodozgryz jednak się korygowało. ja też nosiłam aparat, moja przyjaciółka nosiła - to częsta wada i dość łatwo chyba korygowalna, więc się to robiło.
              z aparatem korygującym tylko ten twój jeden ząb być może musieliby się pomęczyć, więc, hm...
              • pi.asia Re: imponujący zgryz 25.08.12, 19:25
                Przecież Nutria nie miała wady zgryzu, lecz imponujące siekacze. Poznajemy ją w wieku bodajże siedmiu lat. Czy to nie jest przypadkiem wiek, gdy wypadają mleczaki a pojawiają się stałe zęby? Jeśli tak, to jest rzeczą normalną, że przednie jedynki Nutrii (już stałe) są większe od pozostałych zębów (mlecznych).
                • kopiec_esmeralda Re: imponujący zgryz 25.08.12, 19:28
                  No może, nie upieram się, choć o ile pamiętam, ten zgryz przewijał się przez kilka tomów, a na którymś obrazku widzę przodozgryz. Ale może to były faktycznie tylko imponujące siekacze.
                  • kopiec_esmeralda Re: imponujący zgryz 25.08.12, 19:35
                    Sorry, za szybko poleciało. Zęby zmieniało każde dziecko i nieraz to było wspomniane (szczerbaty ktoś tam), ale o imponującym zgryzie mamy tylko o Natalii. No i skąd ksywka Nutria?
                    https://www.cmiweb.org/nutria/Images/nutria_critter.jpg
                    • jottka Re: imponujący zgryz 25.08.12, 19:48
                      to proste, watsonie, nie chodziło o kształt siekaczy, tylko o ich kolor:)
                      • kopiec_esmeralda Re: imponujący zgryz 25.08.12, 20:01
                        :) Na zęby bohaterów MM zwraca uwagę, wielu z nich ma ładne zęby, co jest podkreślone, więc prawdopodobnie nie tylko młody Żeromski odwiedza dentystę. Dlatego zapamiętałam zęby Nutrii jako jedyne na Jeżycach jakoś lekko felerne. Ale to może moja irytująca wizja, li i jedynie :)
                    • pi.asia Re: imponujący zgryz 25.08.12, 19:53
                      Nutria miała drobną, szczupłą buzię, i jej siekacze musiały rzucać się w oczy.
                      No i stąd przezwisko Nutria.
                      Chyba nikt nie podejrzewa, że dana osoba musi wyglądać dokładnie tak, jak sugeruje to jej przezwisko. Bo jeśli, to Róża Pyziak powinna wyglądać tak oto:

                      https://www.zycieposlubie.pl/wp-content/uploads/2008/12/pyzy_z_miesem.jpg
                      • kopiec_esmeralda Re: imponujący zgryz 25.08.12, 20:00
                        No, dokładnie, sądziłam, że Nutria jest pokryta futerkiem :)
                      • skrzydlate.bobry Re: imponujący zgryz 27.08.12, 14:11
                        pi.asia napisała:

                        > Nutria miała drobną, szczupłą buzię, i jej siekacze musiały rzucać się w oczy.
                        > No i stąd przezwisko Nutria.
                        > Chyba nikt nie podejrzewa, że dana osoba musi wyglądać dokładnie tak, ja
                        > k sugeruje to jej przezwisko. Bo jeśli, to Róża Pyziak powinna wyglądać tak oto
                        > :
                        >
                        > [img]https://www.zycieposlubie.pl/wp-content/uploads/2008/12/pyzy_z_miesem.jpg[/
                        > img]

                        Pójdź w me ramiona, wiesz, co to pyzy!
                        Ale niestety, Pyza musiałaby wyglądać na przykład tak:
                        https://pu.i.wp.pl/k,NDMxODMyNjIsNjExNzIz,f,kluski_1.JPG
                        lub tak (w wersji bardziej słodkiej)
                        https://mojeconieco.com/wp-content/uploads/2010/03/IMG_9664-mini.jpg
                        gdyż, jak wiemy, była poznanianką.
                        • truscaveczka Re: imponujący zgryz 30.09.12, 10:16
                          Parzaaaaaaaaaaaaaaki <odezwała się Podlasianka>
    • kosheen4 "mam 28 lat..." 25.08.12, 20:48
      ...chcę już wyjść za mąż, oświadcza Ida Borejko i popada w rozjuszenie, kiedy widzi uśmieszek osiemnastoletniej siostry.
      rzecz już była poruszana wielokrotnie, niemniej dzisiaj uświadomiłam sobie, że ta rozmowa, ta idusina filozofia, to obrzydły gwałt na inteligencji Pani Laryngolog.
      Idusia miała potrzebę miłości i akceptacji. rozumiałabym ciśnienie na ślub z powodu, że bardzo chce kogoś kochać - no i niby coś tam takiego się pojawia, te lęki że on będzie jej już na zawsze i jednoczesne ach-nie-mogę-się-doczekać-że-mój-na-wieki, ale najważniejsze w tym wszystkim jest: dwadzieścia osiem lat, czas zmienić status personalny, a przy okazji poprawić Wizerunk rodziny własney v oczach ukochanego.
      Irytujonce, nespa?
      • bupu Re: "mam 28 lat..." 25.08.12, 21:38
        kosheen4 napisała:

        > ale najważniejsze w tym wszystkim jest: dwadzieścia osiem lat, cza
        > s zmienić status personalny, a przy okazji poprawić Wizerunk rodziny własney
        > v oczach ukochanego
        .

        A cóż się tu dziwić, skoro w Jeżycjadzie po trzydziestce nabywa się mentalności steranego życiem emeryta, po czterdziestce ciąża to rzecz wstydliwa, z której się trzeba tłumaczyć w pąsach, a po pięćdziesiątce jest się starcem, którego wzywa otwarta trumna.
        • pi.asia Re: "mam 28 lat..." 25.08.12, 22:56
          >po pięćdziesiątce jest się starcem, którego wzywa otwarta trumna.

          Chyba że nosi się nazwisko Dmuchawiec, wtedy nabywa się prawa do nieśmiertelności.
          • kosheen4 Re: "mam 28 lat..." 26.08.12, 12:22
            pi.asia napisała:

            > >po pięćdziesiątce jest się starcem, którego wzywa otwarta trumna.
            >
            > Chyba że nosi się nazwisko Dmuchawiec, wtedy nabywa się prawa do nieśmiertelnoś
            > ci.

            przechodząc wcześniej Zawał Wtajemniczenia :)
            • piotr7777 Mila a Pyziak 26.08.12, 16:24
              Przypomniał mi się jeszcze pewien fragment z Pulpecji. Wynika z niego, że Mila chciała aby Pyziak wziął z Gabrielą ślub kościelny a ten odmówił, uzasadniając to, że taki ślub nałożyłby nań zbyt nieznośne więzy.

              Co tu jest wkurzające
              1) postawa Mili, która nie tylko, że aranżuje ślub córki z nielubianym przez siebie człowiekiem to jeszcze chce aby był to ślub kościelny - czyli w jakimś sensie z premedytacją chce unieszczęśliwić córkę
              2) podane ex post uzasadnienie Janusza - mógł po prostu powiedzieć, że jest niewierzący i nie czułby się komfortowo na religijnej uroczystości. Z podanego uzasadnienia wynika bowiem, że P. od początku nie traktował związku z Gabrielą poważnie i nawet nie krył się z tym przed jej matką (no, jednak to się kłóci z jego postawą z wcześniejszych książek i to bardzo)
              3) bezsensowność tego argumentu, bo dla prawa rozwodowego to czy związek zawarto w USC (a przed 1998 rokiem to była konieczność) czy w kościele jest obojętne; więzy kościelne P. zerwałby tak samo łatwo a Gabriela nie mogłaby wziąć ślubu kościelnego z Grzegorzem, czyli dla gardzących cywilnymi ślubami seniorów byłby to większe zmartwienie
              4) całkowicie nielogiczna rozpacz Mili z tego powodu trwająca 10 lat po tym zdarzeniu. Nielogiczna z powodu wskazanego w pkt 3.
              • olkit0 Re: Mila a Pyziak 26.08.12, 16:43
                piotr7777 napisał:

                > Przypomniał mi się jeszcze pewien fragment z Pulpecji. Wynika z niego, że Mila
                > chciała aby Pyziak wziął z Gabrielą ślub kościelny a ten odmówił, uzasadniając
                > to, że taki ślub nałożyłby nań zbyt nieznośne więzy.

                Nie wiadomo, czy Janusz tak to uzasadnił. Pyziak mógł podać dowolnie rozsądny argument, a w oczach Mili zawsze interpretacja by wyglądała tak, że widocznie chce się rozwieść i dlatego odmawia ślubu kościelnego. Zaś ślub cywilny z punktu widzenia Kościoła (a więc i wierzących Borejków) wygląda tak, jakby para nadal żyła na kocią łapę, stąd pochodziły naciski Mili na kościelny.
                • klawiatura_zablokowana Re: Mila a Pyziak 15.10.12, 21:17
                  A propos tego zżymania się nad cywilnym ślubem Gaby mam taką maleńką irytację: skoro dla Borejków cywilny to takie byle co nie warte wzmianki, to skąd ta drama, że akurat z nielubianym Januszem połączyły ją więzi cywilne? Jak już było wspomniane, z kościelnym byłby problem, bo "na wieki wieków" i Gaba musiałaby się męczyć albo z Pyziakiem albo po rozwodzie cywilnym, bez możliwości wzięcia ponownego ślubu. To chyba opcja dużo gorsza z punktu widzenia Babi?

                  No i jak do ciężkiej deutery Janusz mógł "zmusić Gabę do rozwodu" - siedząc w więzieniu?! Postraszył ją kolegami ze spacerniaka czy co?
                  • bupu Re: Mila a Pyziak 15.10.12, 21:52
                    klawiatura_zablokowana napisała:

                    > A propos tego zżymania się nad cywilnym ślubem Gaby mam taką maleńką irytację:
                    > skoro dla Borejków cywilny to takie byle co nie warte wzmianki, to skąd ta dram
                    > a, że akurat z nielubianym Januszem połączyły ją więzi cywilne?

                    Bo bez ślubu kościelnego, to prawie jak na kocią łapę. Czyli zgroza, ruja i porubstwo.

                    > No i jak do ciężkiej deutery Janusz mógł "zmusić Gabę do rozwodu" - siedząc w w
                    > ięzieniu?! Postraszył ją kolegami ze spacerniaka czy co?

                    No chyba...
              • vi_san Re: Mila a Pyziak 27.11.12, 21:15
                Rozpacz Mili to pikuś.
                Weź i uzasadnij mi [LOGICZNIE!] jakim cudem Gaba tak potwornie cierpi po rozstaniu z Januszem, że boli ją patrzenie na drzewinę pod którą się całowali, po blisko dwudziestu latach podobno szczęśliwego małżeństwa z Grzegorzem? Ja rozumiem, że tuż po Janusza ucieczce, że samotna matka dwójki malutkich dzieci, że trudna sytuacja, że obowiązki itd. Ale teraz!?!?!? Ma męża, z którym całuje się po każdym przeczytanym rozdziale [czytanie synchroniczne, psia kość, uprawiają?], z którym ma [podobno] kochanego syna... To co ją rusza, że jak miała siedemnaście lat to ją jakiś tam całował pod wierzbą?
                • dakota77 Re: Mila a Pyziak 27.11.12, 21:28
                  Chyba duma urazona ja tak boli. No bo jak to tak, jezycjadowa swieta ktos smial porzucic? Niedocenic znaczy?
                  • vi_san Re: Mila a Pyziak 27.11.12, 21:52
                    Ale ją nie boli urażona duma! Jej serce krwawi! Rana jest wciąż otwarta [chyba dlatego, że Wielki Gabo0n ją non - stop rozdrapuje]! Boli ją nawet drobne wspomnienie o tym podelcu nielojalnym, który się z nią był rozwiódł siedząc w pudle. Nota bene w tym samym czasie [jak to wynika z kilkakrotnych wyliczeń - ale ja słaba z matematyki jestem, to mogłam się pomylić] zrobił jej dziecko [znaczy się Łałrę]. Też z pudła. Miał takie możliwości fizyczne? To przy nim większość murzynów to mały pikuś, chociaż oni podobno są najlepiej wyekwipowani przez matkę naturę... I ja właśnie chcę zrozumieć, czemu ona tak cierpi, że nie może normalnie, emocjonalnie, ale NORMALNIE porozmawiać o nim z córkami, skoro ta sprawa przynajmniej jedną z nich ewidentnie boli? Czemu ten cholerny Pyziak jest jakimś tabu czy tam amuletem wywołującym u Gabona dziwne skurcze i i nne "cyrki"? Po dwudziestu latach? To już dawno powinna być dla niej przebrzmiała historia! I gdy by Gaba patrząc na rzeczoną wierzbę stwierdziła coś w rodzaju "Ależ byłam głupio naiwna, kidyśmy tu stali z Januszem!" - było by normalne. Ale ona ,musi odwracać wzrok, bo ją ten widok rani! Głupia jest ona czy ja, że nie pojmuję?
                    • dakota77 Re: Mila a Pyziak 27.11.12, 22:12
                      To, jak ona sobie to sama tlumaczy, to juz inna sprawa:)

                      Tego sie nie da pojac. Ta historia nie trzyma sie kupy i nie ma sensu. A wszystko to okraszone odautorskim komentarzem, jaka to Gaba cudowna i dzielna.
                      • vi_san Re: Mila a Pyziak 29.11.12, 14:06
                        No to cieszę się, że co najmniej jedna osoba uważa, że to nie ja jestem głupia beznadziejnie tylko ta historia. :)
    • kosheen4 odbiło na punkcie taoizmu... 27.08.12, 10:40
      drobna irytacyjka, bo przecież zadnemu taoiście ani buddyście pewnie by to nie przeszkadzało, no ale - przedstawienie religii, czy też niech będzie - filozofii tao w kategoriach niegroźnego oszołomstwa:
      Tomciowi "odbiło"
      Tomcio usiłuje sprzedawać światu swoją nowo odkrytą filozofię
      Tomcio, ku utrapieniu swojego staruszka, wyrasta na lenia wygodną wybiórczą z ideologią

      Tomcio rzecz jasna po jakimś czasie poważnieje, bierze grzecznie kościelny ślub z instrumentami w tle, i już ani mowy nie ma o filozofii wschodu.


      Tomcio Kowalik, któremu naprawdę poważnie odbiło na temat taoizmu, i w ogóle
      filozofii Wschodu, mawiał, że każda rzecz i każdy człowiek ma swoją własną Wewnętrzną
      Naturę. Ziemia - opowiadał Tomcio, ilekroć udało mu się pozyskać niewielkie choćby grono
      słuchaczy - podlega tym samym uniwersalnym prawom co niebiosa. Prawa ustanowione
      przez człowieka nie mają wpływu ani na bieg planet, ani na zachowanie mrówki. Im bardziej
      człowiek wkracza w tę naturalną równowagę świata, w tę harmonię - tym dalej się ona od
      niego odsuwa. „Im więcej wysiłku, tym więcej kłopotów” - mawiał Tomcio, ku utrapieniu
      swego ojca, cytując Lao - tse. Po czym dorzucał, by staruszkowi poprawić samopoczucie:
      „Popatrzcie na ptaki niebieskie i na lilie polne”.
      • kopiec_esmeralda Re: odbiło na punkcie taoizmu... 27.08.12, 11:06

        > Tomcio Kowalik, któremu naprawdę poważnie odbiło na temat taoizmu,
        A kto tutaj jest narratorem, ew, z czyjego pktu widzenia ta obserwacja?
        • kosheen4 Re: odbiło na punkcie taoizmu... 27.08.12, 11:15
          kopiec_esmeralda napisał(a):

          >
          > [i]> Tomcio Kowalik, któremu naprawdę poważnie odbiło na temat taoizmu,[
          > /i]

          > A kto tutaj jest narratorem, ew, z czyjego pktu widzenia ta obserwacja?

          z Patrycji punktu widzenia, w kontekście rozważań, że ona również szuka swojej Wewnętrznej Natury.
          siedzi sobie Patrycja w Pulpecji na brzegu jeziora i obmacuje demonicznego fiołka na tiszercie. i myśli o Tomciu między innymi.
          • kopiec_esmeralda Re: odbiło na punkcie taoizmu... 27.08.12, 11:21
            z Patrycji punktu widzenia, w kontekście rozważań, że ona również szuka swojej
            > Wewnętrznej Natury.


            Ciekawe, czy możemy zakładać, ze to alter ego autorki - w tej kwestii. Odbicia. Jeśli tak, no to mamy tu szczere wyznania wiary na temat odmienności mentalnej. A jeśli nie, to cóż, Patrycja nigdy nie była tytanem intelektu.
            • mika_p Re: odbiło na punkcie taoizmu... 23.08.13, 13:04
              > Ciekawe, czy możemy zakładać, ze to alter ego autorki - w tej kwestii. Odbicia.

              Mam wrażenie, że dawno temu, we wczesnych latach 90-tych, pani Musierowicz przymierzała się do tłumaczenia "Tao Kubusia Puchatka" i była rozczarowana, kiedy się okazalo w pewnym momencie, że rzecz właśnie została wydana. Wrażenie pochodzi ze wspomnień z lektury "Frywolitek" drukowanych jeszcze w Filipince.
      • paszczakowna1 Re: odbiło na punkcie taoizmu... 28.08.12, 14:43
        Rozmowa z "Tak daleko do nieba" mi się przypomniała.

        * Z pamięci:

        A (ksiądz)
        - Pozdrów serdecznie moją siostrzenicę. Myślę, że na swój sposób dąży do Boga. Czyż nie pasjonowała się niedawno taoizmem?

        B (ojciec rzeczonej siostrzenicy)
        - Niezupełnie. Chodziło o maoizm.
      • mrowka207 Re: odbiło na punkcie taoizmu... 03.10.12, 18:12
        kosheen4 napisała:

        „Popatrzcie na ptaki niebieskie i na lilie polne”.

        A to przeciez z Ewangelii wg. Sw. Mateusza 6:26, 28. Wiec moze MM chciala pokazac jak Tomcio sobie i chrzescijanstwo i taoizm moze pogodzic? To co Tomcio mowi o taoizmie, oraz sens tej czesci Ewangelii sa w zasadzie nauka, aby sie nie martwic za duzo. Wiec mi sie wydaje, ze MM ladnie ujela rozmyslania kogos, ktory probuje pogodzic swoje religijne korzenie z nowo odkrytym taoizmem. I w takim razie moze i brac slub koscielny, i byc wiernym taoizmie. Tylko tak mysle, sama nie znam sie na taoizmie, wiec biore te mysli tylko z tego co tutaj napisane.
    • filipika Moje trzy irytacje 28.08.12, 11:21
      Mam zawsze małą irytację, kiedy czytam początek "Nutrii i Nerwusa". No bo tak: jest sobie Gaba, niewzruszone centrum, które nie może wyjechać na kilka dni, żeby wszyscy nie umierali z tęsknoty, ma szlaban na jeżdżenie autem, bo wiadomo, zaraz wypadki i inne nieszczęścia. No i w NiN ta Gaba po raz pierwszy życiu zmaga się z cięższą chorobą (zakrzep). I co? I zostaje z tym problemem praktycznie sama. Wszyscy łącznie z mężem sobie gdzieś wyjeżdżają, zostawiając swą ukochaną Gabę (która ma przecież przykaz leżenia w łóżku) z półrocznym niemowlęciem i dwójką starszych córek w trudnym wieku. Zostają tylko:

      a) Ida - która sama jest w ciąży plus pracuje na dwóch etatach, więc siłą rzeczy trudno ją uznać za pełnowymiarową pomoc,
      b) Natalia, która jednakowoż zupełnie się nie poczuwa do opieki nad siostrą. Chętnie postrofuje ("miałaś nie chodzić"), ale chwilę później snuje plany wyjazdu nad morze i ani jej w empatycznej główce nie postanie zainteresować się, czy aby Gaba da sobie sama radę. Z tej perspektywy wepchnięcie Nutrii Pyziakówien jawi mi się nie jako przejaw egoizmu, tylko raczej desperacji Gaby ("jestem zbyt taktowna, by wprost poprosić, by nie wyjeżdżała, to chociaż oddam jej dziewczynki i może z jednym Motylem jakoś dam sobie radę").

      Czyli, krótko mówiąc, to szalone przywiązanie rodziny do Gaby jest czysto deklaratywne.

      Druga irytacja łączy się z pierwszą i dotyczy małżonków, którzy dziwnym trafem wyjeżdzają na swoje zagraniczne stypendia zawsze w okolicy porodów i połógów swych żon (Maciek, Hajduk, Grzegorz).

      Trzecia irytacja łączy się z drugą i dotyczy faktu, że na zagraniczne stypendia i konferencje wyjeżdżają wyłącznie mężczyźni. Co by szkodziło wysłać Idusię chociażby na sympozjum laryngologów do Warszawy? Ale nie. Kobieta, chociażby i wykształcona i robiąca karierę, przede wszystkim ma siedzieć w domu. Jedyną kobietą jadącą na jakieś wydarzenie naukowe jest feministka z NiN, kopcąca Laurze w biedne chore oczy, i nie jest to obraz pozytywny.
      • soova Re: Moje trzy irytacje 28.08.12, 11:38
        Druga irytacja łączy się z pierwszą i dotyczy małżonków, którzy dziwnym trafem wyjeżdzają na swoje zagraniczne stypendia zawsze w okolicy porodów i połógów swych żon (Maciek, Hajduk, Grzegorz).

        Hajduka wyłączyłabym. W czasach, kiedy na to stypendium wyjeżdżał, samo załatwienie możliwości skorzystania z takowego było wyczynem, a paszport się dostawało, żeby po przyjeździe zdać go właściwym organom. Naukowiec nie miał wyboru, że zrezygnuje z tego stypendium, bo żona sama nie da sobie rady z malutkimi dziećmi, i najwyżej wyjedzie za rok, półtora na następne, bo do wyboru miał praktycznie albo to stypendium albo żadne i być może nigdy. U mnie w rodzinie zdarzyła się taka sytuacja: stypendysta nie przerwał stypendium, żeby wrócić do kraju na pogrzeb własnej matki (początek lat 60-tych) z obawy, że po prostu nie zostanie wypuszczony znów za granicę (na dodatek na zgniły Zachód).
      • significado-significante Re: Moje trzy irytacje 28.08.12, 11:44
        Filipika napisała:

        > No i w NiN ta Gaba po raz pierwszy życiu zmaga się z cięższą chorobą (zakrzep). I co? I zostaje z
        > tym problemem praktycznie sama. Wszyscy łącznie z mężem sobie gdzieś wyjeżdżają, zostawiając > swą ukochaną Gabę (która ma przecież przykaz leżenia w łóżku) z półrocznym niemowlęciem i
        > dwójką starszych córek w trudnym wieku.

        Noo, coś w tym jest.
        Zwłaszcza że kilka tomów później (bodajże w TiR) Gabriela przez tydzień urywa się wcześniej z pracy by ofiarnie pielęgnować chore na grypę matkę i siostrę.
        • filipika Re: Moje trzy irytacje 28.08.12, 12:16
          W ogóle ta szalona miłość rodziny do Gabrieli wydaje mi się czasami mocno interesowna. Oni nie kochają Gaby za to, jaka jest, cenią ją jako osobę, która oliwi trybiki domowej maszynerii, o wszystkim pamięta, skierowania do kardiologa załatwia, obiad nastawi i naczynia pomyje (lub wstawi i wyciągnie ze zmywarki). Tak własnie widzę scenę powrotu Natalii z Cypru. Bardziej niż Nutrii brakowało im Gaby, bo przez kilka dni trzeba było samemu pamiętać, żeby wstawić pranie i kupić mleko w spożywczaku.

          Ale gdy Gaba sama potrzebuje pomocy, to nikt się nie kwapi, bo przecież ona taka dzielna, poradzi sobie przecież. A jak się rozbija samochodem, to najważniejsze jest wymuszenie na niej, by już nigdzie się więcej samochodem nie poruszała (bo jeszcze by się nieboga bardziej potłukła i kto wtedy będzie wstawiał rosół i pyzy i dbał o nas, kiedy mamy grypę).

          > Noo, coś w tym jest.
          > Zwłaszcza że kilka tomów później (bodajże w TiR) Gabriela przez tydzień urywa s
          > ię wcześniej z pracy by ofiarnie pielęgnować chore na grypę matkę i siostrę.
          • the_dzidka Re: Moje trzy irytacje 28.08.12, 13:23
            Tak mści się zosiosamosizm.

    • meduza7 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 28.08.12, 15:03
      Irytuje mnie również, że coraz więcej rzeczy jest nam przekazywane odautorsko, z góry, przez narratora, zamiast POKAZYWANE - przez zachowania postaci, dialogi itp. Tu się zresztą mieści całe szeroko omawiane zjawisko zdolności wychowawczych Gaby itp. Ale niezupełnie o tym chciałam. Poszukując sceny powrotu Natalii z Cypru sięgnęłam po Imieniny, których nie odświeżałam sobie od czasu pierwszego przeczytania (uznawszy je za najnudniejszą część przedkalamburkowej Jeżycjady) i trafiłam na opis pani Lelujkowej. Narracja prowadzona jest bodajże z punktu widzenia Bernarda, który zachwyca się jej świetnie puentowanymi anegdotami, które świadczą o żywej inteligencji, poczuciu humoru i jeszcze paru innych zaletach. Tymczasem jako ilustracja występuje jedna, jedyna anegdota o Wiktorze, który jako czterolatek bawił się w księdza, chodząc z koszyczkiem i wołając "zapłać! zapłać!". No owszem, jest to zabawne, ale takie... banalne. Mam na myśli, że dzieci robią mnóstwo zabawnych rzeczy i opowiadanie ich dla rozbawienia towarzystwa to takie trochę pójście na łatwiznę. Nie bardzo widzę tu pole dla tych zachwytów Bernarda.
      Podobnie, omawialiśmy tu kiedyś kwestię twórczości literackiej Danki i Natalii. Wiersze Danki dostaliśmy w oryginale i mogliśmy ocenić je sami, czy zdradzają przebłyski talentu, czy też może są wyłącznie pretensjonalnym bełkotem. Z twórczości Natalii nie dostaliśmy żadnych próbek, jedynie opinię (tym razem bodajże Patrycji), że jest ona niezrozumiała, że czyta to tylko ojciec, a i on wyłącznie z poczucia lojalności... Jakoś tak.
      • soova Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 28.08.12, 15:44
        Z twórczości Natalii nie dostaliśmy żadnych próbek, jedynie opinię (tym razem bodajże Patrycji), że jest ona niezrozumiała, że czyta to tylko ojciec, a i on wyłącznie z poczucia lojalności...

        Zawsze można to odczytać jako aluzję autorską co do jakości tej twórczości.
      • anutek115 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 28.08.12, 15:54
        meduza7 napisała:

        > Irytuje mnie również, że coraz więcej rzeczy jest nam przekazywane odautorsko,
        > z góry, przez narratora, zamiast POKAZYWANE - przez zachowania postaci, dialogi
        > itp.

        Mój ulubiony kawałek z "Żaby" - Ida wpada na obiad, Gaba pyta, co woli, skrzydełko czy nóżkę ;), po czym ni z gruszki ni z pietruszki następuje apoteoza "... już krzątała się przy kuchence: odruchowo gotowa do pomocy, nieustająco troskliwa starsza siostra, wysoka, szybka, zawsze uśmiechnięta i nieuczesana".

        Od pierwszego przeczytania zgrzytam w tym miejscu zębami. Jakie "odruchowo gotowa do pomocy"? Co to ma do rzeczy, że to starsza siostra? Niby po co nam w tej akurat chwili informacja, że jest to starsza siostra nieustannie troskliwa? Że już nie wspomne o tym, że nieuczesana?

        I czytelnik otrzymuje coraz wiecej takich informacji - nieistotne, drogi czytelniku, co wylazi zza tej wiecznie usmiechniętej twarzy, jak troche poskrobac, nieistotne, że ci się jej zachowania kłócą z opisem, jak ci napisalam, że jest to osoba usmiechnięta (chociaż moglaby robić za fontanę di Trevi), chętna do pomocy, uczynna oraz niewzruszone centrum, to tak jest i masz to łyknąć jak gęś kluski.
        • kopiec_esmeralda Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 28.08.12, 16:22
          "Miłe zmarszczki' to jest to w tej samej konwencji, co powoduje u mnie natychmiastową gulę. Miłe zmarszczki i przyjemny bałagan. Bo inni mają po prostu zmarszczki i bałagan, ale co borejsze, to musi być odautorsko dowartościowane.
          • anutek115 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 28.08.12, 16:39
            kopiec_esmeralda napisał(a):

            > "Miłe zmarszczki' to jest to w tej samej konwencji, co powoduje u
            > mnie natychmiastową gulę.

            Ja już w ogóle nie używam slowa "miły". Jak mi się czasem zdarzy, to aaż się wewnętrznie wzdrygam, to przez MM, kiedys sie bawiłam w liczenie i w którejść części Neojezycjady slowo "miły" występowało prawie na każdej stronie, brrr...
            • klawiatura_zablokowana Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 15.10.12, 21:22
              Jest jeszcze "myślące". Myślące oczy ma tam nawet noworodek ;)
          • meduza7 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 28.08.12, 17:40
            Właśnie, gdyby jeszcze to "miłe" pojawiało się raz na opis postaci, ale nie, trzeba je wsadzić w każdy akapit, każde zdanie niemalże.
        • biala_bez_cukru Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 28.08.12, 23:05
          ja z zawodu inżynierka, ja się nie znam...

          wiele lat temu ćwiczyliśmy się kolektywnie w pisaniu różnych historii i pamiętam jak dziś, że pod wpływem kolegi mającego za sobą wykłady z retoryki próbowaliśmy pisać CAŁKIEM BEZ przymiotników

          chodziło właśnie o to, żeby nie opisywać deklaratywnie tylko żeby cechy postaci wynikały z ich zachowania, wypowiedzi, reakcji, w dodatku dowolnie interpretowanej przez czytelnika
          czyli - bierzemy historyjkę, wywalamy przymiotniki 'miły', 'dzielny', 'wspierający' :-))) próbując równocześnie w tych śmiesznych etiudach nadać życie i rys charakterologiczny postaciom

          to jeszcze było do przejścia, szło łatwiej niż by się zdawało a efekt od razu nam się po kilku piwach kwalifikował do Nike przynajmniej

          aż nam przyszedł do głowy konkurs na opis zachodu słońca
          bez przymiotników, dozwolone tylko kolory
          temat zadania: oddać nastrój wieczoru nie wspominając, że wieczór ten jest wspaniały, cudowny, upojny - nic

          odtąd (a było to ładnych parę lat temu) mam skrzywienie i ilekroć mnie jakaś proza urzeknie liczę te przymiotniki i się kurtka okazuje, że ich tam NIE MA prawie wcale

      • the_dzidka Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 28.08.12, 20:07
        > trafiłam na opis pani Lelujkowej. Narracja prowadzona jest bodajże z punktu
        > widzenia Bernarda, który zachwyca się jej świetnie puentowanymi anegdotami, kt
        > óre świadczą o żywej inteligencji, poczuciu humoru i jeszcze paru innych zaleta
        > ch. Tymczasem jako ilustracja występuje jedna, jedyna anegdota o Wiktorze, któr
        > y jako czterolatek bawił się w księdza, chodząc z koszyczkiem i wołając "zapłać
        > ! zapłać!". No owszem, jest to zabawne, ale takie... banalne. Mam na myśli, że
        > dzieci robią mnóstwo zabawnych rzeczy i opowiadanie ich dla rozbawienia towarzy
        > stwa to takie trochę pójście na łatwiznę. Nie bardzo widzę tu pole dla tych zac
        > hwytów Bernarda.

        Ja tę scenę odebrałam jako popis niezwykłych umiejętności gawędziarskich pani Lelujkowej. Sama znam dwie czy trzy osoby, które są miłe, sympatyczne i bardzo je lubię, ale w prawdziwy podziw i osłupienie wprawiły mnie właśnie takie ich umiejętności - sposób opowiadania anegdoty, vis comica, aktorskie, często zupełnie podświadome, tych anegdot przedstawianie. To pasuje - wyobrażam sobie, jak pani Lelujkowa pochyla się nad stołem, wbija sugestywne spojrzenie w Bernarda, przeistaczając się nagle w poznańską i brzydką wersję Vivien Leigh, ale jednak Vivien Leigh - i mamrocze: "Zapłać... zapłać..." a Bernard widzi w tym momencie przed sobą nie wytartą kobiecinę, ale małego chłopczyka w firance :)

        Natomiast po twojej interpretacji zaczynam mieć wątpliwości, jak ostatnio coraz częściej zresztą :)
        • slotna Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 28.08.12, 20:56
          Ja te scene odebralam tak, ze Bernard przeginal jak zwykle i zachwycal sie, chociaz tak naprawde nie bylo nad czym, bo pani Lelujkowa, prosta kobiecina, wlasnie takie banalne anegdoty serwowala, jak ta przytoczona. Ale ze Bernard dostal jesc, to i sie rozplywal nad wszelkimi talentami gospodyni, pozostajac dzieki temu w milym (hihi) centrum uwagi.
          • the_dzidka Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 28.08.12, 21:07
            slotna napisała:

            > Ja te scene odebralam tak, ze Bernard przeginal jak zwykle i zachwycal sie, cho
            > ciaz tak naprawde nie bylo nad czym, bo pani Lelujkowa, prosta kobiecina, wlasn
            > ie takie banalne anegdoty serwowala, jak ta przytoczona. Ale ze Bernard dostal
            > jesc, to i sie rozplywal nad wszelkimi talentami gospodyni, pozostajac dzieki t
            > emu w milym (hihi) centrum uwagi.

            I właśnie dlatego zaczęłam mieć wątpliwości :)
            • anutek115 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 28.08.12, 22:19
              the_dzidka napisała:

              > slotna napisała:
              >
              > > Ja te scene odebralam tak, ze Bernard przeginal jak zwykle i zachwycal si
              > e, cho
              > > ciaz tak naprawde nie bylo nad czym, bo pani Lelujkowa, prosta kobiecina,
              > wlasn
              > > ie takie banalne anegdoty serwowala, jak ta przytoczona.
              >
              > I właśnie dlatego zaczęłam mieć wątpliwości :)

              Ależ oczywiscie, że tak, niestety :(. I - wracając płynnie do tematu watku ;D - to jest związane z moja irytacją, już tu zresztą opisywana w wątku o blokach i kamienicach. Jest bowiem tak, jak Slotna pisze - pani Lelujkowa, prosta kobiecina, opowiadajaca proste historie. Autorka usiluje stworzyć postać zwykłej kobiety z bloków, wielodzietnej matki, i po prostu to MUSI być prosta kobiecina, która nie umiałaby zabawić naszych ętelygentów, gdyby źle gotowala.

              W zupełnym, ale to zupełnym przeciwieństwie uroczej Melanii, ktora ma ręce zniszczone, koczek i makijażu brak, bo jest minimalistką, biegle zna francuski i rosyjski, nie posługujac się nimi przez lata, jest demonem dramaturgii, a w kolejce czytuje Majakowskiego, ani chybi w oryginale. Może sobie mieć bałagan (ale to przytulny balagan jest!), kurz na książkach (ale to jak balagan!), liczną rodzinę, może być zapracowana, wielodzietna i zajęta głównie gotowaniem. Ale nie jest zwykłą kobieciną, nienienie, ona ma sarkastyczny błysk w oku i emanuje osobowością!

              I nie, nie irytuje mnie to, że Mila jest tak opisywana, irytuje mnie, że wszystkie inne wielodzietne matki z Jezycjady to proste, banalne kobieciny, z polamanymi paznokciami, nie umiejace mówic o niczym poza dziećmi, nie za bystre, nie za interesujące...
              • zuljetka Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 12.09.12, 15:25
                To dość prozaiczna "irytacja" i na pewno była już kiedyś przywoływana na forum, ale niezmiennie dziwi mnie i wkurza fakt, że szeroko pojęta młodzież (już nawet nie nastolatki, ale po prostu bohaterowie w wieku studencko-niepodtatusiałym) właściwie nie piją alkoholu, nie chodzą na imprezy, koncerty, nie wspominając o jakichś wyjazdach ze znajomymi (autostop, morze, spływ kajakowy, cokolwiek!). Wiem, że Roosevelta 5 jest ostoją, skałą, bezpieczną przystanią etc. i większość nawet nie myśli o tym, żeby oddalić się od domu dalej niż do Pobiedzisk, "godzina przy kominku" jest nieporównywalnie lepsza niż browar, a idealny wieczór dla domownika w wieku od pięciu do osiemdziesięciu pięciu lat to czytanie Plutarcha w rodzinnym gronie. Ale dlaczego okres buntu Laury nie mógł się przejawić nie tylko w zielonych włosach i mocnym makijażu (litości), a na przykład w powrotach do domu nad ranem albo popalaniu fajek, które Gaba czy Pyza znajdują w jej pokoju? Nie jest to przecież rzadkość w tym wieku, przeciwnie. Powiedziałabym, że to całkiem zdrowy objaw i prawie każdy przez taki imprezowy okres w życiu przechodzi. A tak mamy absolutny brak realizmu i kolejny dowód na to, że Borejkowie żyją na wyspie.
                Druga sprawa to muzyka. W pierwszej scenie Żaby pojawia się wzmianka o tym, że w radiu grał zespół Sistars. Może MM pisała więcej o muzyce, nazwijmy to, mainstreamowej, ale ja sobie nie przypominam. Więc oprócz tych nieszczęsnych śpiewających sióstr mamy tylko jazz nowoorleański, Wolfiego-audiofila, etniczną muzykę u Oracabessów i oczywiście borejkowską kuchnię rozbrzmiewającą dźwiękami Dwójki. Czy naprawdę nie ma w "Jeżycjadzie" bohatera, który słuchałby muzyki rozrywkowej? Tak po prostu, dla przyjemności, tak jak większość z nas? Marzę o Józinku słuchającym, bo ja wiem, chociaż Kazika...
                BTW, książek nie mam niestety pod ręką, więc przepraszam za ewentualne nieścisłości albo sklerozę ;)
                • olkit0 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 12.09.12, 15:32
                  > i. Czy naprawdę nie ma w "Jeżycjadzie" bohatera, który słuchałby muzyki rozrywk
                  > owej? Tak po prostu, dla przyjemności, tak jak większość z nas? Marzę o Józinku
                  > słuchającym, bo ja wiem, chociaż Kazika...

                  Baltona słuchał mrocznego rocka a Roma metalu.
                  • zuljetka Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 12.09.12, 15:49
                    Rzeczywiście. Ale nie dość, że to postacie (mimo wszystko) drugoplanowe, to raczej służy to tylko podkreśleniu ich charakteru i mam wrażenie, że wg MM nie świadczy to o nich najlepiej. A przynajmniej obrazuje tylko pewien etap w ich życiu, chmurnej młodości itd., Baltona i tak błyskawicznie zmienia skórzaną kurtkę na ciepłe małżeńskie kapcie. Z innej beczki: wąsaty wuj Florian w niczym już nie przypomina owego mrocznego księcia. ;) I nie twierdzę, że ludzie się nie zmieniają, ale przydałaby się minimalna chociaż konsekwencja w prowadzeniu postaci... I ciekawiej by było, i sensowniej.
                  • bupu Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 12.09.12, 17:39
                    olkit0 napisała:

                    > > i. Czy naprawdę nie ma w "Jeżycjadzie" bohatera, który słuchałby muzyki r
                    > ozrywk
                    > > owej? Tak po prostu, dla przyjemności, tak jak większość z nas? Marzę o J
                    > ózinku
                    > > słuchającym, bo ja wiem, chociaż Kazika...
                    >
                    > Baltona słuchał mrocznego rocka a Roma metalu.

                    Roma była pokazana raczej negatywnie, robiąc za tło od którego odbijać miała księżniczka Pulpecja. Baltona zaś w fazie rockowej był prezentowany jako dziwoląg z buraczkowym włosiem, a potem, w ramach dojrzewania, porzucił rocka, razem ze skórą i harleyem. I poza Józinem z Rammsteinem nie ma w Jeżycjadzie środkowej, ani Neo postaci pozytywnej, która sobie słucha dla przyjemności współczesnej muzyki rozrywkowej.
                    • piotr7777 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 12.09.12, 18:57
                      > Roma była pokazana raczej negatywnie, robiąc za tło od którego odbijać miała ks
                      > iężniczka Pulpecja. Baltona zaś w fazie rockowej był prezentowany jako dziwolą
                      > g z buraczkowym włosiem, a potem, w ramach dojrzewania, porzucił rocka, razem z
                      > e skórą i harleyem. I poza Józinem z Rammsteinem nie ma w Jeżycjadzie środkowej
                      > , ani Neo postaci pozytywnej, która sobie słucha dla przyjemności współczesnej
                      > muzyki rozrywkowej.

                      Piotr Ogorzałka, Aurelia i Konrad słuchają Starego Dobrego Małżeństwa (Dziecko piątku). To wprawdzie bardziej poezja śpiewana niż typowa muzyka rozrywkowa, ale zawsze to coś.
                      • the_dzidka Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 12.09.12, 23:53
                        > Piotr Ogorzałka, Aurelia i Konrad słuchają Starego Dobrego Małżeństwa (Dziecko
                        > piątku). To wprawdzie bardziej poezja śpiewana niż typowa muzyka rozrywkowa, al
                        > e zawsze to coś.

                        W samochodzie sluchaja,podczas jazdy, co oznacza, ze fanem SDM jest Piotr. I to mi do niego pasuje, SDM to dla mnie egzaltowana nuda dla nigdy niedoroslych mentalnie etosowych brodaczy w kraciastych koszulach :-P
                        • olkit0 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 13.09.12, 10:01
                          the_dzidka napisała:
                          > W samochodzie sluchaja,podczas jazdy, co oznacza, ze fanem SDM jest Piotr. I to
                          > mi do niego pasuje, SDM to dla mnie egzaltowana nuda dla nigdy niedoroslych me
                          > ntalnie etosowych brodaczy w kraciastych koszulach :-P

                          W samochodzie śpiewają, czyli muszą znać i lubić, zaczyna Konrad, potem Aurelia i dołącza do nich Piotr a oni się cieszą ze wspólnoty upodobań.
                          • the_dzidka Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 13.09.12, 10:18
                            No w kazdym razie nadal nie jest to powszechny muzycznie gust wsrod mlodych ludzi.
                            • agni_me Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 13.09.12, 10:55
                              Teraz nie, ale na początku lat dziewięćdziesiątych chyba był. Każdy szanujący się "artystycznie" nastolatek słuchał do upęku poezji śpiewanej, w tym SDM.
                              • meduza7 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 13.09.12, 12:27
                                Był, był. SDM, Wolna Grupa Bukowina i inne "Gitarą i piórem" :)
                              • kaliope3 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 13.09.12, 15:42
                                Rety, ani się nie szanowałam, ani artystycznie zatem:) Jak próbuję sobie przypomnieć, czego słuchałam w tym czasie to mi wychodzi ,że Police, Mike Oldfield i Maanam. Pewnie coś tam jeszcze było, ale to tak dawno temu.
                            • filifionka-listopadowa Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 13.09.12, 20:31
                              W pewnych grupach harcersko-kolonijnych-oazowych jest. Jestem z rocznika, który dorastał wraz z wolną Polską i odnoszę wrażenie, że duża część młodzieży kojarzy i zna te zespoły, choćby właśnie z wyjazdów z inną młodzieżą. Przy ognisku się śpiewało "z nim będziesz szczęśliwa" zaraz po "księżycowej piosence" :)
                              • ginny22 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 13.09.12, 21:56
                                Ależ oczywiście! "Czwarta nad ranem" to piosenka, która jak mało co na świecie kojarzy mi się z moją wielką licealną miłością :) I w ogóle SDM-u słuchało się, słuchało w ogólniaku na przełomie wieków.
                                • nessie-jp Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 13.09.12, 22:09
                                  ginny22 napisała:

                                  > Ależ oczywiście! "Czwarta nad ranem" to piosenka, która jak mało co na świecie
                                  > kojarzy mi się z moją wielką licealną miłością :) I w ogóle SDM-u słuchało się,
                                  > słuchało w ogólniaku na przełomie wieków.

                                  Nie no, słuchać się słuchało, ja słuchałam, ale mowa była, jeśli dobrze zrozumiałam, o muzyce słuchanej przez zbuntowaną młodzież :)
                      • nessie-jp Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 13.09.12, 15:21
                        > Piotr Ogorzałka, Aurelia i Konrad słuchają Starego Dobrego Małżeństwa (Dziecko
                        > piątku). To wprawdzie bardziej poezja śpiewana niż typowa muzyka rozrywkowa, al
                        > e zawsze to coś.

                        A jednak nie. SDM to klasyczna i typowa "muzyka oazowa" dla grzecznych nastolatków, którzy jeździli na obozy z Oazą i brzdąkali SDM na gitarkach w pociągu. Wszystko bardzo ulizane, grzeczne, ładne i co najmniej "o pokolenie wstecz" (muzyka animatorów raczej niż młodzieży).

                        Lubię SDM, mam sentyment do tych piosenek i do tekstów Stachury, ale obok muzyki młodzieżowej to to nawet nie leżało ;)
                        • black-apple Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 13.09.12, 19:47
                          Dziwię się, że nikt tam nie słuchał Kaczmarskiego czy Gintrowskiego. Pasują mi oni realiów borejkowskich, ot na biurku Nutrii mogłaby dumnie figurować Wojna Postu z Karnawałem, czy Gaba nuciłaby sobie Naszą klasę, oczywiście myśląc o Pyziaku li i jedynie.
                          • the_dzidka Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 13.09.12, 19:52
                            O, tak! "Kazdy twoj wyrok przyjme twardy, przed moca twoja sie ukorze, ale chron mnie Panie od pogardy, od nienawisci strzez mnie Boze..."
                        • buka_z_muminkow Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 15.09.12, 18:15
                          u mnie w liceum (rocznik wyżej, niż Lauura) dużo osób słuchało SDM, takze ta muzyka chyba po prostu do młodych trafia :)
                    • guineapigs Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 13.09.12, 20:07
                      W BBB Aniela namietnie uprawia gimnastyke przy muzyce z radia, ksiazki nie mam, wiec nie napisze co to bylo dokladnie, ale podane bylo kilka nazwisk lub tytulow oraz chyba byc moze nawet nazwa stacji, i nie byl to program 1 PR
                      Ale faktycznie, wzmianek o innych upodobaniach jak opera, koncerty organowe czy jazz a w JT o muzykujacych 'regalowcach', Baltona sluchajacy 'mrocznego rocka' (ciezko mi sobie wyobrazic spotkanie dwoch powiedzmy maturzystow i wymiane mysli: czego sluchasz bo ja Zeppelinow - a ja mrocznego rocka) no i ten niz gruchy ni z pietruchy Rammstein - raczej nie ma.
                      Ja nic nie mam do opery, koncerow brandenburskich czy suity angielskiej (uwielbiam te ostatnia) i sama lubie taka muzyke, to nie bardzo mi sie chce wierzyc, ze dom pelen mlodziezy nie rozbrzmiewa punkiem, popem, rockiem itp.
                      Nie byloby nic dziwnego w tym, bo przeciez to nie dziennik i MM nie ma mozliwosci opisywac dokladnie, kto i czego slucha w kazdej chwili, ale ten nacisk na opere i mrocznego rocka jakos robi zgrzyt. Ze niby w domu inteligeckim nikt nie odkurza przy dajmy na to Kayah czy Bon Jovi, ale tylko przy opusach a gotuja tylko przy Verdim a nigdy przy Budce Suflera? Bo ze niby sie przypali?
                      • mrowka207 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 17.09.12, 19:54
                        guineapigs napisała:

                        > Ze niby w domu inteligeckim nikt nie o
                        > dkurza przy dajmy na to Kayah czy Bon Jovi, ale tylko przy opusach a gotuja tyl
                        > ko przy Verdim a nigdy przy Budce Suflera? Bo ze niby sie przypali?

                        HAHA!!! Bardzo mi sie podoba ostatnie pytanie! Dziekuje za usmiech w taki niedobry (dla mnie) dzien. :-)
                        • guineapigs Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 17.09.12, 21:35
                          czuje sie bardzo milo - chcialabym poprawiac humor kazdemu, a ze mi sie udalo, to sie bardzo ciesze. A czemu dzien zly? Kazdy z nas ma dni zle i dobre, to zadna pociecha - wiem. W kazdym razie trzymam kciuki i zycze, by humor sie poprawil. Ja tez ostanio mam zle dni - problemy w pracy, ale staram sie nie ulegac emocjom. Zycze z calego serca poprawy nastroju.
                          • mrowka207 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 21.09.12, 20:32
                            Dziekuje za zyczenia, i oczywiscie zycze nawzajem. Mam odwrotny problem od Ciebie: nie mam pracy. Przeprowadzilismy sie poltora miesiaca temu z Kanady do Stanow (maz dostal prace, ale tylko na jeden rok), a pracy dla mnie w okolicy (jestem bibliotekarka) nie ma. Probuje pracowac jako wolontariuszka, ale ciagle czekam aby sie organizacje, do ktorych sie zglosilam jako wolontariuszka, do mnie z powrotem zadzwonily. Robie postepy, ale sa one powolne. No i z ta praca jednoroczna, tez sie martwie, so bedzie dalej. Tak jak mowisz, mam dni zle i dobre (wiecej tych dobrych, chwala Bogu). Ale... poprawiam sobie humor wlasnie na tym forum, i to dzieki Tobie, oraz innym. :-) Serdecznie zycze poprawy sytuacji w pracy... sama bywalam w takich nieprzyjemnych sytuacjach, i wcale sie do nich z powrotem nie wyrywam.
                      • rosynanta Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 10.02.14, 12:08
                        guineapigs napisała:

                        > W BBB Aniela namietnie uprawia gimnastyke przy muzyce z radia, ksiazki nie mam,
                        > wiec nie napisze co to bylo dokladnie, ale podane bylo kilka nazwisk lub tytul
                        > ow oraz chyba byc moze nawet nazwa stacji, i nie byl to program 1 PR

                        To była Trójka i raz ryczała Małgorzata Ostrowska, a innym razem "I'm your man" Leonarda Cohena. Do obu Aniela uprawiała aerobik. Pamiętam dokładnie, bo czytając aż poszłam odpalić płytę - Cohen kojarzył mi się raczej z utworami o tempie odpowiednim raczej na pierwszy taniec na weselu (nie dam głowy, ale chyba rzeczona piosenka jest walcem...), nie do aerobiku.

                        Czytając o Bebe miałam jakieś 13 czy 14 lat. Na zajęciach z aerobiku królowała wówczas "". W czasach ciężkiego PRL-u, w jakich rozgrywa się akcja "Brulionu" była chyba tego rodzaju muzyka :-)
                        • dakota77 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 10.02.14, 12:32
                          Eeeee :) Akcja Brulionu dzieje sie w 1988 r., gdzie ten ciezki PRL? :D
                      • tt-tka Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 15.04.14, 08:51
                        mnie sie przypalilo, ale i tak slucham :-), zreszta przy Mozarcie tez mi sie przypalalo
                • slotna Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 12.09.12, 16:04
                  > Marzę o Józinku
                  > słuchającym, bo ja wiem, chociaż Kazika...

                  Rammstein ci nie wystarcza? :D
                  • zuljetka Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 12.09.12, 16:44
                    Rety, kompromituję się nieco. Istotnie, był Rammstein. Ale jeden Rammstein wiosny nie czyni ;) i tak mnie ten brak proporcji denerwuje.
                    • meduza7 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 12.09.12, 17:31
                      To taka w sumie neojeżycjadowa irytacja, bo np. w "Szóstej klepce" Cesia i Danka słuchały tego, co aktualnie było na topie, czyli Niemena i Locomotiv GT. Z Rammsteinem z kolei moim zdaniem MM przesadziła, bo nie uważam, że ten rodzaj muzyki trafi do dziewięciolatka (tyle miał w JT). No, chyba że wyrasta w domu, w którym takiej muzyki się słucha i ktoś go tym "zarazi", starsze rodzeństwo na przykład - ale to nie u Borejków przecież.
                      • connspeach Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 12.09.12, 22:27
                        Mnie niesamowicie wkurza marnowanie potencjału postaci - najbardziej Tygryska! Od razu zaznaczam, że małej cholery nie lubiłam jako osoby, za to lubiłam o niej czytać. I nie mogłam się doczekać co też Tygrys nam zaserwuje, kiedy dorośnie. Byłam przekonana że z małoletniej kokietki płynnie wyewoluuje w femme fatale, będzie wikłać się w liczne związki z interesującymi (trzeba przyznać, gust i intuicję w temacie przejawiała od małego) typami, może jekieś przełamanie jeżycjadowego tabu, np. romans z żonatym, jacyś toyboy'e, ewentualnie popadnięcie w niekoniecznie akceptowalne przez rodzinę towarzystwo (nie że od razu patologia, raczej kręgi artystyczne a mocno wyzwolone obyczajowo). Wydawało się że w tym kierunku ta postać zmierza a i nieco mroczniejszych klimatów mogło by wyjść cyklowi tylko na dobre. Zamiast tego dostaliśmy, oprócz raczej żałośnie przedstawionych prób buntu (mocny makijaż i zielone włosy - widać, że Autorka już dawno nie trzyma ręki na pulsie), kolejną Borejkównę z parciem na małżeństwo, która miast wysłuchiwać deklaracji siostry o kurczakach itd. z cynicznym kocim uśmieszkiem ("no cóż, nigdy nie grzeszyła inteligencją ni obrotnością ta moja starsza sis"), przygląda się jej z gębą otwartą z podziwu.
                        Niestety lekturę zakończyłam na Czarnej Polewce więc cały wątek z Naszpanem jeszcze przede mną, tak że jeśli w dalszych częściach tendencja się poprawiła, nie jestem tego świadoma. Ale po lekturze forumowych dyskusji mam wrażenie że wszystko zostało po staremu.
                        Kolejną tak skrzywdzoną postacią jest Aurelia (nawet nie chce mi się komentować) i poniekąd - Aniela, do której czułam za czasów Franciszki Wyrobek ogromną sympatię, którą lubiłam jeszcze w BBB, a w późniejszych tomach to już zupełnie inna osoba.
                        Robrojek - że złamany życiem, że nie ten sam co w pierwszych tomach - to wiarygodne i ok. Ale czemu aż tak karykaturalnie przedstawiony, czemu ten wąs i aparycja godna raczej młodszego brata pana Jankowiaka - nie, nie nie i jeszcze raz nie.
                        • bupu Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 12.09.12, 23:23
                          > Niestety lekturę zakończyłam na Czarnej Polewce więc cały wątek z Naszpanem jes
                          > zcze przede mną, tak że jeśli w dalszych częściach tendencja się poprawiła, nie
                          > jestem tego świadoma. Ale po lekturze forumowych dyskusji mam wrażenie że wszy
                          > stko zostało po staremu.

                          connspeach napisała:

                          Niezupełnie. Tygrysowi ostatnio stępiały pazury i zaczyna wykazywać słabe tendencje ramionowypełnialne.

                          > Robrojek - że złamany życiem, że nie ten sam co w pierwszych tomach - to wiaryg
                          > odne i ok. Ale czemu aż tak karykaturalnie przedstawiony, czemu ten wąs i apary
                          > cja godna raczej młodszego brata pana Jankowiaka - nie, nie nie i jeszcze raz n
                          > ie.

                          Robroj - pan Firankowiak...
    • kebbe Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 14.09.12, 00:24
      Sieroctwo, tyleż w Jeżycjadzie powszechne, co rozmaicie traktowane. Począwszy od Mili, która jako dojrzała kobieta, budzi się w nocy krzycząc "mamo!", aż po Aurelię, która traci matkę i "za wcześnie to na nią spadło". Zrozumiałe. Ale. Ale po drugiej stronie mamy złego Janusza, który jest sam na świecie (wyjąwszy Almę), ale o tym wśród przeciepłych Borejków jakoś sza. Albo Hajduk. No nie miał matki, to nie miał, sorry Winnetou, zawsze masz chrzestną w Środzie.
      • buka_z_muminkow Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 15.09.12, 18:14
        w środzie to on miał matkę ucznia ;)
        • verdana Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 16.09.12, 12:53
          A mnie do szału doprowadza Orabessa jako postać. Jego główną cechą charakteru jest to, ze jest czarny. Jak czarny - to dobry. Typowa postać "dobrego Murzyna", cholera. Poczciwy w dodatku.
          Na marginesie dodam, że ta okropna dzisiejsza młodzież czesto po prostu nie zwraca uwagi - ani pozytywnie, ani negatywnie na kolor skóry. Córka przez rok narzekała na koszmarną kolezankę, po roku dowiedziałam się przypadkowo, że to Wietnamka. Syn wrócił miesiąc temu z kursów angielskiego w Londynie, telefonicznie bardzo chwalił rodzinę, u ktorej mieszkał, sporo o nich opowiadał, co robią, jak gotują itd. Jak wócił, to w czasie jednej z opowieści okazało się, ze rodzina była czarna - czyli nie była to w żaden sposób istotne, ani zauwazane, ani godne wzmianki, jak widać.
          Tymczasem kolor skóry jest w wypadku Orabessy fundamentalny. I to mnie denerwuje.
          • emae Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 17.09.12, 07:36
            verdana napisała:

            > Córka przez rok narz
            > ekała na koszmarną kolezankę, po roku dowiedziałam się przypadkowo, że to Wietn
            > amka. Syn wrócił miesiąc temu z kursów angielskiego w Londynie, telefonicznie b
            > ardzo chwalił rodzinę, u ktorej mieszkał, sporo o nich opowiadał, co robią, jak
            > gotują itd. Jak wócił, to w czasie jednej z opowieści okazało się, ze rodzina
            > była czarna - czyli nie była to w żaden sposób istotne, ani zauwazane, ani godn
            > e wzmianki, jak widać.

            Ja tak w czasie jednej z opowieści zaskoczyłam moją mamę informacją, że mój przyjaciel (o którym słyszała ode mnie wielokrotnie) jeździ na wózku. Dało mi to do myślenia.
      • klawiatura_zablokowana Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 15.10.12, 21:32
        Skoro rozwód to zuo i mrok, jedynym honorowym wyjściem fabularnym jest uśmiercanie bohaterów. Przy czym jedynym autentycznie i prawdziwe opisanym dramatem rodzinnym jest śmierć Ewy Jedwabińskiej, bo już np. matka Arabelli czy Elki to równie dobrze mogłyby być obce modelki na zdjęciach, taki jest mniej więcej ich udział w fabule - urodzić i umrzeć, bo Borejkówna nie może się wydać za rozwodnika, ale wdowiec jest już OK.
    • lezbobimbo Re: Irytacje w Makbusi tutaj czy gdzie indziej? 03.10.12, 13:29
      Anutku, czy wrzucic irytacje McDusine tutaj czy w osobny watek? Musze to z siebie gdzies womitnac, bo sie udusze...
      • nioszka Re: Irytacje w Makbusi tutaj czy gdzie indziej? 03.10.12, 13:34
        Ja nie Anutek, ale mówię: gdzie indziej. Źle się czyta takie długie wątki.
    • klawiatura_zablokowana Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 16.10.12, 09:02
      Jeszcze jedno, pewnie już się to pojawiało, ale muszę z siebie wyrzucić.

      Trochę mnie irytuje, a trochę śmieszy, obojętność na temat wyglądu Mili i Gabrysi. Na przykład zabiedzona, nieumalowana i nieuczesana Mila na ślubie Natalii mnie wkurzyła - jakby swoim wyglądem podkreślała, że ślub córki to nie jest jakaś tam ważna okazja, żeby się stroić. IMHO to było zwyczajnie lekceważące.

      Natomiast śmieszy mnie Gaba przekonana, że jej wygląd jest studentom kompletnie obojętny. Nic bardziej mylnego. Wygląd osób prowadzących zajęcia jest bardzo szeroko i szczegółowo komentowany i piszę to zarówno jako niedawna studentka, jak i też nie tak dawno upieczona osoba z drugiej strony biurka. Po pierwsze, filologie są sfeminizowane, a studentki z czystych nudów nawet obgadują plamy, niedobrane krawaty i odrosty. Po drugie, wykładowcy źle ubrani, zaniedbani lub zwyczajnie wiecznie noszący to samo (Gaba!) są nierzadko postrzegani jako śmieszni, nieprzytomni życiowo, bez klasy. Wbrew pozorom studenci wcale nie są na tyle uduchowieni, aby było im wszystko jedno, w czym przyjdzie prowadzący. Ubierając się na wykład, okazuje on bowiem swój stosunek do nich i do swojej pracy. Wytarte dżinsy, źle przycięta grzywka i wiecznie ta sama koszula w kratkę u pani profesor może być odbierana jako miłe dziwactwo, ale może też być złośliwie skomentowana jako totalne lekceważenie.
      • kopiec_esmeralda Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 16.10.12, 09:13
        Dokładnie tak! Chyba, ze się jest tak imponującym autorytetem i intelektualistką, jak Maria Janion. Wtedy widzi się umysł i osobowość, a nie wygląd, prof. Janion nikt nigdy nie obgadywał. A te inne panie dr hab. - rzeczywiście chętnie.
        No, ale Gaba nie jest Janion w żadnym calu :)
        • mkw98 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 16.10.12, 09:37
          kopiec_esmeralda napisał(a):
          > No, ale Gaba nie jest Janion w żadnym calu :)

          Tak naprawdę niewiele wiemy o tym, jakim Gaba jest wykładowcą i, na przykład, promotorką. Niewykluczone, że świetną.
          • kopiec_esmeralda Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 16.10.12, 09:46
            Raczej wiemy - Gaba jako pracownica uniwersytecka pojawiła się dopiero w "Mcdusi" i to mocno marginalnie, jakby tylko została wywołana do tablicy. Gdyby to była "Janion filologii klasycznej" , żyłaby pracą, pisała książki, miała całkiem inny umysł, niż pokazany przez MM. Więc jeśli ma intelekt klasy Janion, co może okazać się wspomniane w kolejnym odcinku - to wyłącznie deklaratywnie. W działaniu i sposobie myślenia przez szereg tomów tego kompletnie nie widać, widać miałkie i sentymentalne rozważania o życiu i Pyziaku na poziomie przeciętnej pańci, niż intelektualistki.
            • mkw98 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 16.10.12, 12:53
              Gaba jako pracownica uniwersytecka w "Mcdusi" pojawiła się tak samo jak Gaba pracownica uniwersytecka we wcześniejszych tomach, nie widzę jakiejś znaczącej różnicy. Jakieś wzmianki, że idzie na uczelnię albo wraca z uczelni, w "Córce Robrojka" pisze artykuł popularyzatorski. Zgadzam się, że rzadko widzimy Gabę pracującą w domu, co jest dziwne, bo pracownicy naukowi muszą poświęcać sporo czasu na czytanie i pisanie, a w polskich warunkach robią to na ogół w domu.

              Byłabym jednak ostrożna z wyciąganiem wniosków na temat pracy intelektualnej Gabrieli z jej przemyśleń dotyczących Pyziaka. Rozważania o życiu, zwłaszcza własnym, to coś zupełnie innego niż praca naukowa. Nie widzę zresztą w Jeżycjadzie miejsca na monologi wewnętrzne filologa klasycznego dotyczące np. gramatyki historycznej języka łacińskiego. To by było dla większości czytelniczek raczej nudne.
              • kopiec_esmeralda Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 16.10.12, 19:15
                Nie widzę zresztą w Jeżycjadzie
                > miejsca na monologi wewnętrzne filologa klasycznego dotyczące np. gramatyki his
                > torycznej języka łacińskiego. To by było dla większości czytelniczek raczej nud
                > ne.

                A nie, nie o to mi chodziło, by gadała do rodziny na temat języka martwego (choć normalnymi są w domu rozmowy o pracy), a o ogólną jakość GAbinych rozmyślań i monologów. Jaki pan, taki kram, czyli gdyby jej intelekt był ponadprzeciętny, to nie serwowałaby nam nijakich, ckliwych i niewiele wnoszących przemyśleń i mądrości życiowych na dowolne tematy.
    • orelkaelka piegi i pasztetówka 16.10.12, 11:49
      Mnie irytuje to,że MM "napłodziła" taką ilość piegowatych.
      Prócz tego te kanapki z pasztetówką. Czy musi to podkreślać tak dobitnie?
      W ksiązce OwR podczas odwiedzin Kreski u dziadka w szpitalu jest to napisane trzy razy. :
      Portierka jadła kanapki z psztetówką,potem wyjęła następną paczkę kanapek z pasztetówką,a gdy Kreska wróciła od dziadka,Lelujka wraz z portierką jedli kanapki z pasztetówką. Skoro napisała z czym były te kanapki,nie musiała pisać tego za każdym razem.
      W Kalamburce Mila też przygotowuje Ignacowi kanapki z pasztetówką na kolację.
      Mnie naprawdę nie interesuje co oni jadają. Te opisy są zbędne.Chyba,że MM ma płacone od słowa.
      • hamerykanka Re: piegi i pasztetówka 27.11.12, 16:22
        Bo pasztetowa to taka plebejska jest...Portierka, lud pracujacy, sie nia zywi, bo panie, gdzie by tam robila sobie z szynka czy innym cudactwem...:)
        • jottka Re: piegi i pasztetówka 27.11.12, 19:43
          e, tu akurat nie sądzę - ta pasztetówka się pojawia w książkach sprzed '89 roku, wtedy to chyba był popularny okład kanapek:) szynka raczej nie była powszechnie dostępna w każdym sklepie po cenie akceptowalnej...
    • vi_san Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 28.11.12, 10:02
      Mnie dusi postać prof. D. No, może nie tyle sama postać, ile jego "upomnikowienie", przedstawianie jako ideału nauczyciela, pedagoga i wychowawcy. Bo nie był nawet dobrym! W "Szóstej Klepce" ujawnia autora anonimowej ankiety - super podejście pedagogiczne! Zwala beztrosko na barki Cesi douczanie niechętnej temu Danki, zagrożonej nie tylko z polskiego, ale też fizyki, matematyki, historii... Po co samemu podciągać słabeusza, łatwiej mieć jeszcze pretensje, że Cesia sobie nie radzi z koleżanką, która nie ma żadnego respektu ani szacunku dla Cesinych prób. W "Kłamczusze" mówi do tejże [podobno lubianej] Cesi, śmiało, przy grupie kolegów, że "z twoją twarzą to możesz sobie grać Puka, a nie Gertrudę" - szalenie miłe! Chroń nas Bóg, od życzliwych nauczycieli! Zresztą i później PODOBNO zaprzyjaźniony z Gabrysią "boi się" z nią kontaktować, by nie zobaczyć jej smutnej i załamanej po rozstaniu z Januszem! Noż, przyjaciel jak nic! Tak wrażliwy na [SWOJE] ewentualne cierpienia, że kompletnie nie liczy się z tym, że właśnie wtedy Gaba może go potrzebować, jego mądrości, spokoju, rady... Osobną kwestią jest jego relacja z wychowanką Ewą Marcinkowską [później Jedwabińską]. Dobry [podobno] nauczyciel nie zauważył, że dziewczyna ma problemy? Ani razu nie docenił jej starań? Zawsze dając dobrą notę lekceważeniem odbierał jej całą wartość. Zaiste, świetny nauczyciel...
      • piotr7777 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 29.11.12, 08:51
        Po kolei:
        1. W Szóstej klepce ani też w Kłamczusze nie ma żadnego odautorskiego komentarza jakim to Dmuchawiec jest świetnym nauczycielem. Tam jego słabości są słabościami a nie kreuje się ich na coś odmiennego.
        Mimo to Dmuchawiec z Szóstej klepki jest nauczycielem wyróżniającym się in plus przez to, że ceni w uczniach indywidualizm i nonkonformizm, rzecz raczej w tamtych czasach u pedagogów rzadka. Potrafi przyznać rację Hajdukowi, który go zjechał, próbuje też do niego dotrzeć (słynna scena z czytaniem gazety sportowej pod ławką). Jego deklaracja, że młodzieży (jako całości) specjalnie nie kocha a wielu jednostek wręcz nie lubi jest raczej ripostą na pustą deklarację nauczycielki matematyki.
        2. Z tą ankietą to faktycznie wyszło niesmacznie, ale zdaje się, że rzeczona uczennica zawarła informacje, które ją dość łatwo zdemaskowały.
        3. Podobnie sytuacja z obciążeniem Cesi odpowiedzialnością za Dankę. To wprawdzie była częsta praktyka w PRL, że najlepsi uczniowie (wtedy chyba to się nazywało "przodownik w nauce") mieli obowiązek wyciągania słabszych i z tego byli rozliczani. No, ale Cesia prymuską nie była, więc może Dmuchawcowi chodziło o coś innego, dostrzegł samotność Cesi w klasie i chciał po pierwsze poprawić jej sytuację towarzyską a po drugie wyrobić u niej charakter. A Danka ze swoim podejściem do nauki była tylko pretekstem.
        4. Ta wypowiedź o aktorskich predyspozycjach Cesi jest określona przez autorkę jako "gderanie", czyli ewidentnie z dużym dystansem. Poza tym powiedzenie młodej osobie, że jej naturalne warunki predestynują ją raczej do ról sympatycznych chochlików a nie majestatycznych królowych specjalnie jej nie obraża, gdy chyba sama jest tego świadoma.
        5. O ile pamiętam Opium to do Dmuchawca pierwotnie miała przyjść Mila a spotkania z nią obawiał się nie dlatego, że Gabrielę opuścił mąż (w końcu co miał z tym wspólnego Dmuchawiec, który Janusza Pyziaka widział bodaj parę razy na oczy?), ale dlatego, że Gabriela musiała przerwać studia. A ponieważ kwestia ta nie jest wyjaśniona, nie można wykluczyć, ze Gabrysia została z tych studiów wykluczona, bo np. na wieść o zwolnieniu Dmuchawca zorganizowała jakąś akcję protestacyjną na uczelni przeciwko stanowi wojennemu w ogólności. I Dmuchawiec się za tę sytuację obwinia i boi, że będzie o to obwiniany przez matkę Gabrysi
        6. No a Ewa to rzeczywiście porażka wychowawcza Dmuchawca, ale zbyt mało wiemy o jej życiu choćby rodzinnym, by w całości obwiniać go za jej sytuację. Inna rzecz, że dorosłej Ewie profesor próbuje jakoś pomóc i w jakimś tam stopniu poczuwa się do winy.

        Osobna kwestia - trochę to znamienne, że spośród osób, dla których Dmuchawiec zostawił wiersze z przesłaniem tylko Gabriela i Jerzy Hajduk byli jego uczniami Okoliczności w jakich profesor przestał uczyć znacznie wyidealizowały jego obraz i stworzyły zeń swoistą legendę.
        Zwróćmy uwagę - dla Gabrieli Dmuchawiec to nie tyle dawny wychowawca co jedna z najbliższych osób, więc jej spojrzenie jest mało obiektywne. Hajduk jako jedyny przywołuje realny obraz Dmuchawca - sprawiedliwego acz mimo wszystko wymagającego belfra. Natomiast pozostali - którzy Dmuchawca jako nauczyciela nie znali - po prostu na podstawie pozalekcyjnych kontaktów stworzyli sobie obraz idealnego pedagoga.
        • soova Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 29.11.12, 09:41
          1. W Szóstej klepce ani też w Kłamczusze nie ma żadnego odautorskiego komentarza jakim to Dmuchawiec jest świetnym nauczycielem. Tam jego słabości są słabościami a nie kreuje się ich na coś odmiennego.

          Toteż dlatego napisałam, że w miarę kolejnych tomów Dmuchawiec robi się pedagogiem bez skazy Deus ex machina. Autorce potrzebny jest wychowawca - ideał, więc nie zważając na meandry fabuły, skoro już jakiegoś tam nauczyciela wśród postaci ma, bach, niczym Wajda człowieka z żelaza, ona robi z niego człowieka z kredy.

          2. Z tą ankietą to faktycznie wyszło niesmacznie, ale zdaje się, że rzeczona uczennica zawarła informacje, które ją dość łatwo zdemaskowały.

          No proszę. A taka Edyta Górniak wygrała z tabloidami i uzyskała nałożony na nie sądowy zakaz pisania o swoim synu, mimo że wszyscy przecież wiedzą, kim jest jego matka.
          Ankieta miała być anonimowa, więc ujawnienia przez jej organizatora treści ankiety i tożsamości uczestniczki nic nie usprawiedliwia, mimo że Beata Kowalczuk Edytą Górniak nie była. Formę, w jakiej to uczynił, pomijam, bo komentarze Dmuchawca były absolutnie poniżej krytyki.

          To wprawdzie była częsta praktyka w PRL, że najlepsi uczniowie (wtedy chyba to się nazywało "przodownik w nauce") mieli obowiązek wyciągania słabszych i z tego byli rozliczani.


          Niemalże całą edukację szkolną odbyłam w PRL jako jedna z najlepszych uczennic i nie przypominam sobie takiego obowiązku.

          Ta wypowiedź o aktorskich predyspozycjach Cesi jest określona przez autorkę
          jako "gderanie", czyli ewidentnie z dużym dystansem.

          Jako "zrzędzenie", jeśli już mamy trzymać się tekstu. I jeśli nauczyciel publicznie zrzędzi w stronę speszonej uczennicy (podaję za tekstem): ty, moja Cesiu, nadajesz się się do ról szekspirowskich mniej więcej jak ja do baletu, mogłabyś zagrać Puka, ale Getrurda z twoją twarzą - nie ma mowy - to najdelikatniej można to określić jako bardzo niefortunne porównanie. Z naciskiem na "bardzo" i "najdelikatniej".

          Poza tym powiedzenie młodej osobie, że jej naturalne warunki predestynują ją raczej do ról sympatycznych chochlików a nie majestatycznych królowych specjalnie jej nie obraża, gdy chyba sama jest tego świadoma.

          Pamiętajmy, że Cesia jest speszona, co raczej nie świadczy o tym, że miło jej się tego słucha. Zresztą, zostawiając na boku kwestię, czy poczuła się osobiście dotknięta: nie znam okoliczności, w jakich aluzje do niedostatków urody młodej kobiety niewykonującej zawodu, jaki wymaga konkretnych warunków fizycznych, byłyby na miejscu.


        • vi_san Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 29.11.12, 16:34
          ad. 1. Dmuch ja już jest nauczycielem wyróżnbiającym się in minus, mimo, że lubianym. W kwestii tego "idealizmu i nonkonformizmu" - to też dyskusyjne - lubił pyskatych i wyszczekanych, a w gruncie rzeczy mało go obchodziło co na prawdę myślą jego uczniowie.
          ad. 2. Nawet jeśli uczennica zawarła w ankiecie informacje umożliwiające identyfikację autorki nauczyciel NIE MIAŁ PRAWA [ani powodów] by ujawniać w klasie jej wypowiedzi. Na dodatek okraszając je własnymi złośliwymi komentarzami. Jak już pisałam - u mnie na następnej ankiecie dostałby stek bzdur, ewentualnie z komentarzem, że może tym bardziej rozbawi klasę! Upublicznienie ANONIMOWEJ wypowiedzi, to skrajne poderwanie zaufania!
          ad. 3. Edukację pobierałam w szkole PRLowskiej, byłam dobrą uczennicą, ale NIGDY żaden z nauczycieli nie polecał mi kotrepetycji ze słabszą koleżanką! Dodatkowo źle o nim [jako o nauczycielu] świadczy, że nie zaiteresował się sam, dlaczego dziewczyna niegłupia [jak Danka] ma tak kiepskie stopnie ze w s z y s t k i c h właściwie przedmiotów!?!/ Beztrosko zwalił to na nastolatkę i jeszcze potem uprawiał najpaskudniejszy szantaż moralny, bo jak inaczej nazwać uwagi w stylu "Zawiodłem się na tobie..."?
          ad. 4. Twój nick wskazuje na to, że nie byłeś i nie jesteś nastolatką więc nie wiesz jak się może poczuć zakompleksiona dziewczyna, gdy w grupie kolegów usłyszy, że jest brzydka - bo nie w prost, ale dokładnie tak można to odczytać "Zapomnij o roli królowej, może jakiegoś chochlika mogłabyś zagrać..."! To trochę tak, jakbyś był rudowłosy, a w grupie twoich kolegów powiedziała, że rudzi mają problemy z potencją. Mówiła o tobie? Nie. Miłe? Nie.
          ad. 5. O ile ja pamiętam OwR to Dmuch obawia się zobaczyć ją załamaną i przytłoczoną. Ogólnie wszystkim. Tym, że Janusz odszedł w siną dal, że musiała przerwać studia, że dwoje dzieci... I w tej sytuacji, niezależnie od powodów, które miały wywołac złą passę Gaby prawdziwy PRZYJACIEL tym bardziej poszukałby z nią kontaktu. Bo jeśli nawet nie mógłby pomóc doraźnie to chociaż wesprzeć, poratować dobrym słowem... Ale prof. D. jest na to zbyt "wrażliwy"... Moim zdanim uwagi o relegowaniu Gaby z uczelni za akcję protestacyjną przeciw stanowi wojennemu - zwolnieniu Dmucha to co najmniej nadinterpretacja.
          ad. 6. Oczywiście, że o rodzinie Marcinkowskich wiem zbyt mało. Ale moim zdaniem jest wyraźnie wykazane, że Dmuch po prostu nie zrobił nic. Uznał, że nie lubi Ewy i w związku z tym miał ją w nosie. Lekceważeniem odbierał cały sens jej staraniom, ani razu nie wsparł, nie okazał nawet obiektywizmu! Miał dla niej tylko chłodną niechęć i bez przekonania stawianą piątkę... Zaiste, rewelacyjny pedagog! Ja zresztą nie widzę "poczucia winy" wobec dorosłej Ewy Jedwabińskiej. Ta cała tyrada do Kreski, ma raczej służyć zastopowaniu trochę szurniętej wnuczki, by nie zadrażniała bardziej i tak już nie najlepszych relacji z nauczycielką. I, co ciekawe, uderza w ton, który NA PEWNO do wrażliwej Kreski trafi - samotność, rozpaczliwe próby uzyskania akceptacji, problemy... Pewnie, gdyby rozmawiał nie z uczuciową Kreską a np. twardym facetem Wolfim [wiem, że się nie znali, chodzi mi o typ psychologiczny] to argumentem byłoby "Nie wygłupiaj się, zagryź zęby, prawdziwy facet wytrzyma nawet taką upiorną matematycę. Nie rozklejaj się!"
          Zgadzam się, że Jurek Hajduk jako jedyny pamięta profesor prawdziwego - nie pomnik na cokole i legendę, a normalnego cżłowieka z jego słabościami i wadami. Więc zgódźmy się, może nie tyle drażni mnie prof. D. co jego upomnikowienie i wyidealizowanie, które stoi w jawnej sprzeczności z jego czynami.
        • anutek115 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 29.11.12, 18:15
          piotr7777 napisał:

          Jego deklaracja, że młodzieży (jako całości) specjalnie nie kocha a
          > wielu jednostek wręcz nie lubi jest raczej ripostą na pustą deklarację nauczyci
          > elki matematyki.

          Żadna tam super riposta, stwierdzenie faktu, szczere i ludzkie, za to akurat nimbu Nauczeciala Doskonalego bym nie odbierała.

          > 2. Z tą ankietą to faktycznie wyszło niesmacznie, ale zdaje się, że rzeczona uc
          > zennica zawarła informacje, które ją dość łatwo zdemaskowały.

          Wybacz, ale aż mną miotnęło - a cóz to jest za argument? Uczeń może w takiej ankiecie napisać wszystko, a nauczyciel ma trzymać gębę na kłodkę, bo to ANONIMOWA ankieta jest! Przeprowadzałam ankiety wśród moich uczniów, zdarzylo się, że jednemu pożyczyłam długopis, traf chciał, że zielony, i on mi tym zielonym dlugopisem napisał jedną rzecz, z ktorej nie był pewnie dumny. Uważasz, że miałam prawo wywlec to na forum klasy, bo dał sie zidentyfikować?!

          BTW, wychowawca identyfikuje większość uczniów, po charakterze pisma chociazby, wiem, co mówię.

          Interesujace, że jak Ewa Jedwabińska powiedziała "Krechowicz nie musi nic pisac, jej sytuacja rodzinna jest mi znana" to był oburz, że och, ach, co za nauczycielka!!! A Dmuchawiec ujawnił autorkę ankiety, bo napisała coś, po czym bylo łatwo ja zidentyfikować, więc mu wolno? Jakby miała sytuację w domu katastrofalną, a on znal jej rodziców i zidentyfikował ja po opisie bijacego tatusia to tez mógłby to publicznie podac, bo przeciez napisała coś, o czym wszyscy wiedzą???

          Nie. Ankiety anonimowe robi sie z wielu powodów, omawia je ogolnie, nawet cytując wypowiedzi, ale NIGDY nie podaje sie autorów, chocby sie podpisali. Powinien to wiedzieć kazdy, nie tylko dobry (o Najlepszym i Najdoskonalszym nie mowiąc) nauczyciel.

          > 3. Podobnie sytuacja z obciążeniem Cesi odpowiedzialnością za Dankę. To wprawdz
          > ie była częsta praktyka w PRL, że najlepsi uczniowie (wtedy chyba to się nazywa
          > ło "przodownik w nauce") mieli obowiązek wyciągania słabszych i z tego byli roz
          > liczani. No, ale Cesia prymuską nie była, więc może Dmuchawcowi chodziło o coś
          > innego, dostrzegł samotność Cesi w klasie i chciał po pierwsze poprawić jej syt
          > uację towarzyską a po drugie wyrobić u niej charakter. A Danka ze swoim podejśc
          > iem do nauki była tylko pretekstem.

          O, rany, Piotrze, ty to serio? Ksztalcil charakter uczennicy obarczajac ją pracą ponad siły i bardzo nieuprzejmie jej wytykając, że sie nie wywiązuje (z czegoś, czego się sama nie podjęła)? Bogu dzięki, że ja nie miałam kształcacych charaktery nauczycieli!

          > 4. Ta wypowiedź o aktorskich predyspozycjach Cesi jest określona przez autorkę
          > jako "gderanie", czyli ewidentnie z dużym dystansem. Poza tym powiedzenie młode
          > j osobie, że jej naturalne warunki predestynują ją raczej do ról sympatycznych
          > chochlików a nie majestatycznych królowych specjalnie jej nie obraża, gdy chyba
          > sama jest tego świadoma.

          Byla tu kiedys długa o tym dyskusja. Tak, Cesia mogła mieć świadomość swojego wyglądu. Tym niemniej a) powiedzenie jej tego w taki sposób było nieprzyjemne i b) Dmuchawiec jest najwyraźniej takim nauczycielem, jak reżyserem, obsadzając role WEDŁUG WYGLĄDU. Pawełek jako Hamlet jest fatalny, ale gra, bo jest śliczny (czemu niby nie mógłby zagrać hamleta Hajduk? Może jest lepszym aktorem), a Cesia nie zagra Gertrudy, bo z tą twarzą!!! Nigdy ten wielbiciel Teatru nie słyszał o aktorch grających wbrew warunkom? Jeśli tylko mają talent? A słowa tu nie ma o talencie Cesi, mogla byc genialna, nic to, skoro "z tą twarzą - tylko Puk (i to ewentualnie!).

          No, wrrrr.
      • zla.m Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 29.11.12, 16:08
        vi_san napisała:

        >Osobną kwestią
        > jest jego relacja z wychowanką Ewą Marcinkowską [później Jedwabińską]. Dobry [
        > podobno] nauczyciel nie zauważył, że dziewczyna ma problemy? Ani razu nie docen
        > ił jej starań? Zawsze dając dobrą notę lekceważeniem odbierał jej całą wartość.
        > Zaiste, świetny nauczyciel...

        Jak nie jestem fanką Dmucha, tak akurat ten zarzut - o lekceważenie Ewy i odbieranie wartości jej dobrym ocenom uważam za przesadzony. Fakt, ma on podstawy w książce - ale tylko i wyłącznie we wspomnieniach Ewy! Dmuchawiec wcale nie musiał jej lekceważyć czy uważać jej wypowiedzi za wtórne/głupie/nieciekawe. Ona tak sądzi na podstawie interpretacji jego min, których dokonała jako nastolatka nie wierząca we własne siły i pewnie uważająca, że nie zasługuje na sympatię. To nie jest miarodajne. Mógł nauczyciel nawet zauważać, że dziewczyna jest wyobcowana, ale po prostu nie umieć do niej dotrzeć (weźmy pod uwagę, że działo się to dość dawno, nawet ideał kiedyś był młodym-zagubionym), mógł uważać, że to ona go nie lubi i nie narzucać się - takie zimne/wycofane osoby często sprawiają takie wrażenie i nawet najlepszy pedagog z odpowiednią wiedzą może w realu pomylić niechęć z wycofaniem.
        • vi_san Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 29.11.12, 16:59
          "W tym momencie przypomniał ją sobie. Widział u niej ten gest przez całe cztery lata, za każdym razem, kiedy wstawała do odpowiedzi i dotykała pulpitu albo kiedy odkładała kredę. Pamiętał. Była wcieleniem ambicji i pedanterii. Miała zawsze same piątki, u niego też, chociaż stawiał jej te oceny bez przekonania." to zdanie z OwR. Zdanie Dmucha. Zaiste, iskrzy sympatią. A później, do Kreski "Myślę, że ona chce dobrze i że wszystko się jej nie udaje. Nigdy nie wiedziałem, dlaczego. Patrzałem na nią kiedy była w twoim wieku, i patrzałem
          dzis. Zawsze mi było żal Ewy. Dziś też." - szalenie pedagogiczne, rozmawiać w ten sposób, jakby nie było podważający kompetencje, z UCZENNICĄ , która nie lubi i nie akceptuje nowej szkoły i nauczycielki... Z powyższych wypowiedzi jasno wynika, że Dmuch jako nauczyciel lekceważył Ewę, uważał ją może za pilną ale nieciekawą uczennicę. A wtedy, w liceum, może jeszcze była szansa, by Ewa poczuła się doceniana? Nie mówię, że tak musiało być, ale może? Ewidentnie nie chciało mu się nawet próbować do niej dotrzeć, nie próbował jej wciągnąć do sekcji teatralnej, do kółka polonistycznego... Po prostu przyjął do wiadomości, że Ewa jest poprawną choć niezbyt błyskotliwą uczennicą, umie na tą piątkę to niech ją sobie ma i nie zawraca głowy. Czyli poszedł na łatwiznę. Piszesz, że "Mógł nauczyciel nawet zauważać, że dziewczyna jest wyobcowana, ale po prostu nie umieć do niej dotrzeć" - to po co i co studiował?! Jeśli nie sam powinien był poprosić o pomoc innego nauczyciela [np.matematyczkę, Ewa została później nauczycielką matematyki, więc pewnie już w liceum miała umysł ścisły], pedagoga szkolnego, którąś koleżankę Ewy... Wystarczyłaby dobra wola. Ale nie ma żadnej wzmianki, że Dmuch się takową wykazał.
          • zla.m Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 30.11.12, 16:29
            vi_san napisała:

            > "W tym momencie przypomniał ją sobie. Widział u niej ten gest przez całe cztery
            > lata, za każdym razem, kiedy wstawała do odpowiedzi i dotykała pulpitu albo ki
            > edy odkładała kredę. Pamiętał. Była wcieleniem ambicji i pedanterii. Miała zaws
            > ze same piątki, u niego też, chociaż stawiał jej te oceny bez przekonania." to
            > zdanie z OwR. Zdanie Dmucha. Zaiste, iskrzy sympatią.

            Ale ja wcale nie upieram się że Dmuchawiec to świetny pedagog i że postępował z Ewą idealnie! W moim odczuciu starał się (wtedy, te jakieś 15 lat przed OwR) - stawiał 5, bo widział, że jest ambitna i się uczy. A bez przekonania - bo wcale nie miał pewności, czy ona coś rozumie z tego, co wykuła. Ale nie znaczy to, że jej nie szanował, nie znaczy że jej nie lubił, że ją w myślach poniżał, wręcz przeciwnie - widział, że pracuje, więc to doceniał. A już tym bardziej wcale a wcale nie zamierzałam przekonywać, że Dmuchawiec w OwR jest w porządku w stosunku do dorosłej Ewy - bo nie jest. Chodzi mi o jedno: wszyscy przyjmujemy interpretację Ewy, jeśli chodzi o ich wzajemne stosunki w szkole - nie lubił jej, jednym spojrzeniem odbierał wartość - a zapominamy, że Ewa wtedy była przewrażliwioną na swoim punkcie nastolatką i jej interpretacja nie musi być jedynie słuszna. A także widzimy zaledwie fragment jej wspomnień - może ją na kółko polonistyczne zapraszał, ale nie chciała uczestniczyć...
            • vi_san Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 30.11.12, 17:36
              Co do pierwszego zdani twojego wpisu - i właśnie dlatego wkurza mnie [i mocniej, ale amin by wylała...] że MM uparcie pokazuje go [nie tylko w oczach Gaby, ale też innych [których nie uczył] i przede wszystkim w komentarzach odautorskich] jako ideał, pomnik, Człowieka z Kredy, niemalże Bóstwo z przed tablicy.
              Może określenie "nie szanował" czy "poniżał" jest trochę za mocne, ale na pewno lekceważył, uznawał, że się uczy, to niech ma tą piątkę, ale szkoda czasu na rozmowę... Oczywiście, to wiemy głównie z relacji samej Ewy, patrzącej na świat oczami piekielnie ambitnej a równocześnie zakompleksionej nastolatki. Ale też i faktem jest, że Ewa nie zapamiętała ANI JEDNEJ próby wyciągnięcia przez niego ręki. Wręcz przeciwnie, zawsze, gdy oddawał jej zeszyt czy tam pracę z piątką bez słowa odchodził pogadać ze swoimi "pupilkami" - często słabszymi uczniami. W kwestii doceniania jej pracy właśnie mam wątpliwości - WIEDZIAŁ, że Ewa na tą piątkę umie, więc uczciwość nie pozwalała mu dać jej innego stopnia, ale uważał, że jest po prostu nieinteresująca! I nie jest to wyłącznie interpretacja Ewy! Z przytoczonych w poprzednim poście słów Dmucha jasno to wynika. Pewnie możnaby znaleźć więcej, ale nie che mi się szukać.
              Co do uczestnictwa w kółku - Ewa, jako ambitna uczennica, raczej by chciała brać udział, chociażby po to, by udowodnić swoją wiedzę i "pełnowartościowość". Abstrahując już od tego, że tak niepewna siebie osoba, raczej nie umiałaby odmówić nauczycielowi...
              • platek.sniegu Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 27.12.12, 15:52
                Witajcie! Wiem, ze troche nie na temat, ale obecnie nie widze odpowiedniego watku. Ostatnio przeczytalam cala jezycjade (no dobrze, czesc przekartkowalalam, bo juz nie zdzierzylam) i w sumie najbardziej irytuje mnie Gaba, ktorej wady tu celnie punktujecie.

                Dla mnie najbardziej zagadkowa jest w ogole kwestia jej cywilnego slubu. Ktos z Was pytal, dlaczego wlasciwie Mile to martwi - no dokladnie z tego powodu, dla ktorego dla osoby wierzacej taka opcja jest w ogole wykluczona: gdyz trwanie w malzenstwie cywilnym po prostu odcina droge do korzystania z sakramentow, gdyz jest uporczywym trwaniem w grzechu, bez intencji poprawy, jakkolwiek staroswiecko by to nie brzmialo. Sprawa jest jasna: jesli ktos wierzy i Kosciol i Eucharystia ma dla niego wartosc, wizja reszty zycia bez Eucharystii jest nie do przyjecia. Oczywiscie, jesli ktos nie wierzy, sprawa wyglada inaczej, ale Gaba raczej jest malowana jako osoba wierzaca.

                Do tego jej calkowita niewydolnosc wychowawcza (brak jakichkolwiek kar i konsekwencji wobec Laury), uzaleznienie emocjonalne od rodziny i pomijanie drugiego meza - o tym bylo tu duzo. W sumie - mam dosyc Gaby i calej jezycjady, wydaje sie z biegiem czasu coraz bardziej wysilona, nienaturalna i niekonsekwentna.
                • piotr7777 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 27.12.12, 19:11
                  > Dla mnie najbardziej zagadkowa jest w ogole kwestia jej cywilnego slubu. Ktos z
                  > Was pytal, dlaczego wlasciwie Mile to martwi - no dokladnie z tego powodu, dla
                  > ktorego dla osoby wierzacej taka opcja jest w ogole wykluczona: gdyz trwanie
                  > w malzenstwie cywilnym po prostu odcina droge do korzystania z sakramentow, gdy
                  > z jest uporczywym trwaniem w grzechu, bez intencji poprawy, jakkolwiek staroswi
                  > ecko by to nie brzmialo.

                  Obawiam się, że się mylisz.
                  Małżeństwo cywilne (które zresztą do 1998 r. było koniecznością) samo w sobie grzechem nie jest. Grzechem jest natomiast współżycie seksualne bez sakramentu i to bez znaczenia, czy osoby łączy cywilny związek czy np. żyją w konkubinacie.
                  Nawiasem mówiąc wychodzi tu pewien liberalizm duchownych - otóż zasadniczo narzeczeni powinni dwukrotnie przystępować do spowiedzi - po zgłoszeniu woli zawarcia ślubu i przed samym ślubem, ale gdy już przed ślubem mieszkają razem księża zachęcają ich by spowiadali się tylko tuż przed ślubem. Wtedy problem żalu za grzechy i postanowienia poprawy odpada, bo skoro i tak mają przyjąć sakrament to problem z trwaniem w grzechu się skończy. Nie oceniam tej praktyki, tylko prezentuję.
                  Podobnie jak nie jest grzechem rozwód, który Kościół po prostu uważa wyłącznie za wydarzenie w sferze prawa państwowego. Grzechem jest zawarcie nowego małżeństwa i to też w sytuacji gdy nie wiąże się z postanowieniem wstrzemięźliwości seksualnej.
                  • vi_san Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 28.12.12, 09:39
                    Myślę, że Milę martwił nie tyle ślub cywilny córki [który w tamtych czasach był JEDYNYM uznawanym prawnie], co brak ślubu kościelnego. I o tym pisała płatek.śniegu. Brak ślubu kościelnego [przy współżyciu - dwie córki się z powietrza nie wzięły] zamyka drogę do sakramentów. Nie można bowiem przystąpić do szczerej spowiedzi [nie spełnia się warunków, żalu za grzechy i mocnego postanowienia poprawy], więc i sakrament eucharystii jest niedostępny. Dla osoby niezbyt zaangażowanej w religię, "niezbyt wierzącej" [jak Janusz] to żaden problem, natomiast dla osoby wierzącej [a Mila i Gaba są malowane jako raczej religijne] życie w związku cywilnym [z Pyziakiem] jest po prostu grzechem ciężkim i tyle.
                    Mylisz się też w kwestii rozwodu i ponownego małżeństwa. Otóż owszem, rozwód jest przez Kościół traktowany jako akt wyłącznie prawny i nie mający żadnego wpływu na życie sakramentalne. Natomiast ponowne małżeństwo "cywilne" w oczach Kościoła po prostu nie jest żadnym małżeństwem! Nie może nim być dopóty, dopóki żyje pierwszy "rozwiedziony" współmałżonek/współmałżonka. Chyba, że "załatwi się" unieważnienie ślubu kościelnego. Ale to już nie dyskusja o literaturze, a o prawie kanonicznym.
                • vi_san Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 28.12.12, 09:53
                  Słusznie zauważyłaś, że święta Gabryjella została na Forum przewałkowana dokładnie i dokumentnie. I nie jesteś pierwszą osobą, którą ona wkurza. Chociaż właściwie nie tyle ona sama, jako postać. Bardziej wkurza uparte kreowanie jej komentarzami odautorskimi na niewzruszone centrum wszechświata, dzielną, mądrą, fajną, kompetentną, miłą itd, itp. Bo jakże prawdziwiej by zabrzmiało, że Gaba ma kłopoty w małżeństwie z Grzesiem [wywołane dwojako, po primo: synusiem za regałem a więc całkowitym zanikiem współżycia erotycznego, i secundo: wiecznymi żalami do Janusza i za Januszem], że nie radzi sobie jako matka [nie radzi sobie faktycznie, tylko MM tego na siłę nie dostrzega], że jej relacje z rodziną są toksyczne, chociażby przez uzależnienie od rodziców...
                  Ja tęsknię za starą Jeżycjadą, a nie tym nowym tworem, który na własny użytek nazywam Borejczadą. Za tym, by każda książka mówiła o INNEJ bohaterce baaardzo luźno powiązanej z poprzedniczką, o odrębnej historii - Szóstą Klepkę, Kwiat Kalafiora, Brulion Bebe B - każdą z nich można czytać "osobno", nie znając całej reszty i i tak ma sens, i nie gubi się człowiek w tym kto jest kim. Obecnie do każdej książki MM powinna dołączyć drzewo genealogiczne z uwzględnieniem wszystkich krewnych każdego "wżeniającego się" + zależności wzajemnych [A lubi B a B kocha się w C, a C i D spiskują przeciwko A]...
                  • anutek115 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 29.12.12, 20:38
                    vi_san napisała:

                    > Ja tęsknię za starą Jeżycjadą, a nie tym nowym tworem, który na własny użytek n
                    > azywam Borejczadą.

                    Boskie :).

                    Za tym, by każda książka mówiła o INNEJ bohaterce baaardzo l
                    > uźno powiązanej z poprzedniczką, o odrębnej historii - Szóstą Klepkę, Kwiat Kal
                    > afiora, Brulion Bebe B - każdą z nich można czytać "osobno", nie znając całej r
                    > eszty i i tak ma sens, i nie gubi się człowiek w tym kto jest kim.

                    Tak sobie w ramach ćwiczenia wyobraziłam, co bym poczuła, gdybym miała te 17 lat i zapoznała się z ostatnim dziełem pani MM nie majac w reku ani jednej wczesniejszej pozycji.

                    I otóż:
                    No więc mamy tu starszą panią, ciocię Gaba, co to jest ciepła i miła, i dzielna, i wszyscy się nią zachwycają, ale cholera wie czemu, psychicznie chorą oraz też starszą (starszą niż wiele matek siedemnastolatek, dla nic w tym wieku sie nie zyje!) ciocię Idę, co ubliża gościom i rzuca w syna musztardą, oraz w ogóle nie zajmuje się najmlodszym dzieckiem, i wszystkie te wyczyny nie spotykaja się z żadną reakcja nikogo z tej rodziny, co jest kochająca i ciepła, bo tak pani autorka napisała, dwójke ludzi w wieku, jaki trudno sobie nawet wyobrazić, po prostu jakichś snujacych się w tle staruszkow, wygłaszających mowy, i co oni w ogóle robią w tej książce, oraz czemu ma mnie obchodzić co maja do powiedzenia?! Ponadto są w książce dwaj kuzyni, co się duszą szczotką od mopa, ubliżają sobie i tłuką się, jeden z kuzynów to dziwak piszący wiersze i nawijający o tych wierszach jak potłuczony, ale dobra, może być w sumie, wrazliwy taki (jestem subtelna siedemnastolatka ;)), drugi to jakiś tępy osiłek, który g... wie o dziewczynach i jakbym takiego w klasie miała, to bym szerokim łukiem omijała, zresztą co on w ogóle ma do powiedzenia? Dość głupawy, kocha się w jakiejs lasce, co ją zna z internetu albo z dzieciństwa, za dokładnie nie zrozumiałam, no ale maile do niej pisze i sie dziwi, ze ona ma chlopaka, to o czym piszą w tych mailach??? Niezborna umysłowo panna młoda, co gubi suknię i lata w ślubnym makijażu w czasie sniezycy, i jęczy "Aaadam...', w sumie nie wiadomo, czego chce, piszą, że ma pazurki, a daje się ubrac do slubu w jakis przedpotopowy kostium po babci (WTF, PO BABCI???). Nagle znikąd pojawiaja się jakieś osoby, a to facet cioci-wariatki, co to sie okazuje w ostatniej scenie, że jest, a calą książkę go nie było, nalany na obliczu wujek, co nadużywa "ja" i własciwie dlaczego go wszyscy nie lubią??? dlaczego ta panna mloda na niego wrzeszczy? co on im zrobił takiego? o czym on mówi pod koniec? , jakiś brodacz z rzeżuchą na glowie, ktory glupio mówi, kto to w ogole jest?! Jakis Dmuchwiec, po ktorym wszyscy placzą, i dlaczego jego wnuczka sprzata mieszkanie? O czym do cholery mówia te wszystkie wiersze? Dlaczego ci ludzie dostaja wiersze? Kim ten Dmuchawiec dla nich był? Dlaczego był taki wyjątkowy??? Jakaś smarkula z gimnazjum mówiąca "poniekąd", co to za idiotka jest, kolanówki nosi, różowa sukienke, i daje się w to dobrowolnie ubrać!!! Nikt nie mówi normalnie, wszyscy przemawiają, śmieja się z dziwnych rzeczy. Główna bohaterka rzuca się na gówniarza dwa lata mlodszego, porypało ją???

                    ... Nie wyobrażam sobie, że zrozumiałabym, o co tam chodzi.

                    Nie wyobrazam sobie, bym chciała sprawdzić, kim te osoby sa, czytając wczesniejsze tomy.

                    Tak jak nie miałabym ochoty ogladać wczesniejszych odcinków telenoweli, ani za dobrej, ani zabawnej, ani dobrze opowiedzianej.

                    I pewnie nie uwierzyłabym, ze przed telenowelą były filmy pełnometrażowe, zabawne, naprawdę ciepłe i z ikrą.
                    • vi_san Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 31.12.12, 09:28
                      :)
                      Pięęęknie podsumowałaś McCośtam. I właśnie z punktu widzenia już nawet nie nastolatki, ale W OGÓLE osoby, która nie zna i nie czytała poprzednich tomów Borejczady.
                      Ja zaczęłam od "Idy Sierpniowej". I po jej przeczytaniu NATYCHMIAST wynotowałam sobie wcześniejsze tytuły i pogalopowałam do biblioteki, aby przeczytać! Te książki iskrzyły humorem, pozwalały poczuć słońce nawet w deszczowy dzień, dodawały otuchy i aż się chciało wierzyć, że może gdzieś tam [daleko ode mnie, niestety] jest taki mroczny, ponury Jurek Hajduk, który umie być kimś więcej... A to coś ostatnie "coś"? Na pewno nie skłoniłoby mnie do działań tego typu! Raczej do usilnego zapamiętania nazwiska autorki, żeby [jeśli mi pani bibliotekarka poleci] dyskretnie odłożyć na właściwą półkę i oddalić się szybko w stronę innego regału.
                      • rudzik85 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 01.01.13, 17:43
                        Podpisuję się pod tą wypowiedzią wszelakimi kończynami! Toż to po podsunięciu mi przez starsza kuzynkę "Szóstej Klepki" poleciałam zaraz do biblioteki po więcej! I do dziś mi zostało, co robić... Po lekturze co nowszych dzieł nie sądzę, bym w sobie wzbudziła choć cień tego entuzjazmu. Na obronę autorki mogę dodać, że trudno jest jasno pisać cykl, który roi się od bohaterów z wcześniejszych tomów, tak by był zrozumiały dla "laika". Cudów w tej materii dokonuje Pratchett raz po raz przedstawiając Nobbiego czy Rincewinda, tarszych czytelników nie zanudzając- jest to trudne, często niewykonalne.
                        Inna spawa, że można zawsze zmienić nieco perspektywę i bohaterów- oj marzy mi się, marzy...
                        • vi_san Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 01.01.13, 18:40
                          Tylko po jakie jelitko MM pisze ciągle o TYCH SAMYCH bohaterach!?!?!?!? W Kłamczusze występują Cesia i Danka z Szóstej klepki, prawda? Czytelnik, który nie czytał SK ich nie zna, prawda? Nie zna ich historii, nie wie jak budowały się relacje między nimi... I nie ma potrzeby ich znać! Bo czyta historię Anieli, a nie Cesi! Wystarczyło wspomnieć, że na próbę spektaklu przyszła Cesia z nieodłącznym Hajdukiem - stary czytacz WIE dzięki temu, że Cesia i Jurek są nadal razem, że są ciągle szczęśliwi i zakochani. I Bóg z nimi. Ale w tej hoistorii to Aniela gra pierwsze skrzypce. W BBB Aniela opiekuje się Bebe i Koziem. Stary czytacz dowie się, że poligrafia nie okazała się być jej przeznaczeniem, że scena ją wzywa itd. Mało tego, okazuje się, że układa sobie ona życie ze swoim kolegą ze studiów bodajże, czyli Bernardem. Ale główny wątek - to rozkwitająca w letnim upale miłość Bebe i Dambo! Aniela, ten jej stomatolog i Bernard - to jednak wątki poboczne. I to był dobry zwyczaj - zamiast budować wielowątkową sagę rodzinną, Borejczadę nieznośną, MM powinna pisać tak, jak w Jeżycjadzie - każda książka o innej bohaterce, o innej historii. Bohaterka może jakoś tam luźno być powiązana z innymi [na przykład zdaje się że do klasy z Bebe chodzi Nutria, ale głowy sobie nie dam obciąć], znanymi wcześniej, ale baaardzo luźno. I wówczas upada samoistnie problem wprowadzania opisów wcześniejszych bohaterów - bo po prostu ich nie ma więc nie ma takiej potrzeby.
                          Prattchett jest mistrzem słowa, ale to osobna kategoria - MM do niej nie należy.
                          Na marginesie - uwielbiam starą Jeżycjadę, ale tego nowego paskudztwa, gdzie na całych Jeżycach, ba, w całym Poznaniu mieszkają WYŁĄCZNIE Borejkowie, ich krewni, powinowaci i skoligaceni - coraz bardziej nie lubię. Ale na razie nie tracę wiary, że może MM się otrząśnie z tych Borejków i zacznie pisać dla czytelników nie dla siebie?
                          • baba67 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 01.01.13, 20:53
                            Mnie taka nadzieja zaswitala przy Zabie, bo co by o tej ksiazce nie powiedziec Zaba jest postacia z Borejkami powiazana, ale jeszcze nie spokrewniona, jest bytem samodzielnym,sporo czasu spedzamy u niej w domu. Postac jako calosc psychologiczna trzyma sie kupy,podoba mi sie watek blizniakow zwlaszcza paplajacego Piotra,niektore teksty (ona nie mowi do mnie), niektore sceny (grubas zwisajacy z drabiny), dawne postaci(konsekwentnie prowadzona Aurelia). Niestety to ostania ksiazka ktora do mnie przemowila po Kalamburce.Pozniej tylko lezki rozczarowania.
                            • vi_san Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 01.01.13, 22:32
                              Tylko że w Żabie JEJ relacja z bliźniakiem Żeromskim jest ledwie co zarysowana, nawet trudno mówić o uczuciu między nimi! Głównie to z tego co pamietam kotłują się tam Wolfi z Łałrą. Tak jakby tylko jedna dziouszka w tym nieszczęsnym poznaniu mieszkała! Dobrze chociaż, że MM nie wpadła na pomysł [aby bardziej udramatyzować!] że Wolfi zakochuje się w Pyzie [będącej porzuconą w ciąży przez jego brata], zaczyna budować z nią związek, a kiedy już drepcą do ołtarza wraca Frycek i stawia wszystko na głowie! No, powiedz sama, czy ten wątek [Wolfi - Laura] musiał W OGÓLE zaistnieć? Czemu miał służyć? Toż swobodnie wystarczyłoby "problemów i emocji" samej Żaby, która ma z jednej strony rozczarowanie bratem [który dotąd robił za ideała, a nagle okazł się być swołocz], z drugiej rozterki własne sercowe, trochę rozwinąć te wątki i pełna książka, Wolfi może się tam pętać jako tło. I w następnym tomie jakaś Iksówna mogłaby zacząć miłosne brewerie z nim właśnie - luźne nawiązanie by było, o Borejkach i Żabie wspomnieć można...
                              • baba67 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 02.01.13, 07:46
                                Totez pisze ze nadzieja mi zaswitala a nie ze bylam zachwycona. Akurat w Zabie tez pewne rzeczy mnie razily (delikatna Aurelia majaca spokoj w klasie nornmalnego gimnazjum , bosh co za baja, taka osoba znalazaby sie w psychu po roku), wkurzala mnie Miagwa i obrzydzenie do zamoznego lekarza(bo niby wszyscy lekarze powinni mieszkac w suterenie, a jak nie mieszkaja to biora w lape), ale akurat to co sie rysowalo miedzy Zaba a Piotrem podobalo mi sie bardzo. Wlasnie takie subtelne delikatne poczatki uczucia, nie mialam ochoty na hollywoodzki happy end.
                                • vi_san Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 02.01.13, 13:36
                                  Z tym polemizować nie będę. Uczucie, które zaczęło kiełkować [Żaba - Żeromski] jest urocze właśnie dlatego, że ledwie muśnięte piórkiem, a nie nasycone emocjami - takie właśnie zauroczenie nastolatków, z którego może zrodzić się miłość. Zgadzam się, że wrażliwa i kulturalna Aurelia po roku, albo i nawet mniej w przeciętnym gimnazjum trafiłaby do psychiatryka - wiem co piszę, mam dwie bratanice w wieku gimnazjalnym i choć dziewczyny z tzw. dobrego domu, zadbane nie jakaś tam patologia [mimo mieszkania w bloku] to mózg się lasuje na myśl o ich szatańskich pomysłach - taki wiek. Natomiast kompletnie "nie urzekła mnie" historia Wolfiego i Laury - Wolfi jako chłopak - owszem, Laura - tyż może być, ale ,u licha, czy takie cyrki muszą odstawiać? Czy panna po krótkiej znajomości z chłopakiem musi wygłaszać durne perory, jak to on się powstrzyma od seksu przedmałżeńskiego, bo ją szanuje? Czy jakiejkolwiek pannicy przyszłoby do łba [podkreślam, po MIESIĄCU czy dwóch] spotykania się z facetem wygłaszanie banałów, że seks dopiero po ślubie? Nie mogła po prostu powiedzieć czegoś w rodzaju, że nie jest jeszcze gotowa, że dla niej to by było zbyt szybko? A już stary Borejko zabijający gwoździami drzwi balkonu, by uniemożliwić wnuczce romansowanie? No ręce, nogi, uszy i nos opadają!
                                  • baba67 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 02.01.13, 14:42
                                    Watek Laura -Wolfi podobal mi sie jako pomysl na nagle zauroczenie kims ze zdjecia bo kiedys mi ktos o takim zauroczeniu opowiadal.Jednak Ignacy jako zlosliwy gnom z wnukiem robiacym za gumowe ucho mocno mnie zniesmaczyl.W pierwotnej Jezycjadzie Ignacy irytowal ale tak jakos inaczej jesli czyms grzeszyl to nadmiarem dyskrecji wobec spraw swoich corek, powiedzialabym. Bylo to jednak mocno osadzone w owczesnej rzeczywistosci bo od spraw corek byly matki.
                                    To jest zmiana w sferze osobowosci zupelnie dla mnie nieprawdopodobna.
                                    Teksty Laury- do jej pokolenia nie pasuja, pasuja do mojego i rzeczywiscie byly wyglaszane po dosc dlugiej i powaznej znajomosci,
                                    • vi_san Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 02.01.13, 20:31
                                      Wątek Wolfi - Laura - niech będzie, że fajny, takie zachłyśnięcie szczeniackie, ale czy nie lepiej by było, gdyby Mm rozwinęła wątek ŻABY? To w końcu [teoretycznie] jej poświęcona jest ta książka, a właściwie jej samej jest w sumie nie za dużo. I nie pisz, proszę, że Żaba była za smarkata, w końcu Cesia gdy się w Jurku zakochała miała 16 lat [czyli raptem rok więcej!], Aniela kiedy za Pawełkiem Pięknym pojechała nach Poznań miała 15 z groszami...
                                      Ignacy w Jezycjadzie był nieco oderwanym od rzeczywistości, średnio zaangażowanym w dom, dość egoistycznym ojcem [oderwanie od rzeczywistości - nie wie nawet do której klasy chodzi Nutria,średnie zaangażowanie w dom - kompletnie sobie nie radzi, gdy Mila jest w szpitalu, egoizm - beztrosko godzi się, by Gaba zwolniła się ze szkoły [co może grozić zawaleniem nauki!] i nawet nie przuyjdzie mu do głowy, że może SAM powinien cokolwiek?]. Ale nie był ani wredny, ani głupi. A w Borejczadzie, jakiś złośliwy gnom zajął miejsce Ignacego i po chamsku ingeruje w życie córek, wnuczek i całej rodziny, poucza wszystkich, niezależnie od tego, czy chcą czy nie chcą go słuchać, erudyta, który myli cytaty tak oczywiste, jak "Rada małpa...", a sentencje łacińskie przywoływane co chwila kompletnie nie mają sensu, jeśli wziąść pod uwagę temat rozmowy...
                                      I to jest problem - Laura, spotykając się z Wolfim ma chyba 20 czy 22 lata! A wygłasza teksty rodem z Mniszkówny! Rozumiem szybkie zaręczyny w tamtych czasach [znaczy się Mniszkówny] ponieważ mężczyzna nie mógł właściwie spotykac się z panną o ile nie byli oficjalnie "po słowie". Ale, do ciężkiej deutery, to było sto lat temu! Albo i dwieście! Ale na przełomie XX/XXI wieku? Młoda dziewczyna?
                                      Inną kwestią dla mnie co najmniej dziwną jest ciąża Pyzy. A raczej to, że "wpadła", bo przecież z Fryckiem dziecka nie planowali. Królu złoty! 2004 rok, studentka fizyki, będąca w stałym związku od kilku lat i, kurka wodna, nie wie skąd się biorą dzieci?! Toż to nie smarkula z końcówki gimnazji, małolata, której hormony szaleją, siksa dyskotekowa tylko dorosła, poważna dziewczyna! To nie słyszała o antykoncepcji? I ten Frycek dorabiający do stypendium naukowego w Houston na stacji benzynowej... Po prostu boli!
                                      • baba67 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 02.01.13, 21:53
                                        Stary ignac jest koszmarny,niestety.Nie wiem ktora strone watek Zaby moznaby jeszcze rozwinac, moze jakies wyjscie by sie znalazlo.
                                        Zaba jest najjasniejsza ksiazka cyklu po Kalamburce dla mnie, duzo lepsza niz przytlaczajacy,z lekka dziwaczny i przerysowany Jezyk Trolli.A i Ida jeszcze zabawna, Tygrysek wciaz nieudoopiony, Roza jak Roza kobiecie w ciazy wiele sie wybacza, a ze zaszla to zaszla nie kazdy kto chodzi z facetem latami automatycznie musi sie z nim bzykac-a tu nie za bardzo bylo gdzie.Zatem wolne obserwatorium poczucie surrealistycznego braku rodziny, impuls i kosmiczna wpadka gotowa.
                                        Njawiekszy idiotyzm to ten stary adres emailowy-nawet ja,wysokiej klasy tuman informatyczny nie moglam tego zalapac,
                                        • vi_san Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 02.01.13, 22:51
                                          Jakbym wiedziała, w którą stronę wątek Żaby rozwijać, to bym pisała książki. Nie wiem, więc nie piszę. A jeśli MM nie wie - to może też powinna przemyśleć?
                                          Zgodzę się, że Żaba jest jakby przebłyskiem, cieniem dawnej Jeżycjady - optymistyczna, ładna historia, nie o Borejkównie. Ida jeszcze złośliwa a nie chamska, Tygrys jeszcze mający przebłyski "tygrysowatości" - chociaż jak dla mnie te wstawki o pożyciu przedślubnym niestrawne, ale to jeszcze wciąż Tygrysek, a nie Łałra ziewająca "Aadddaaammm..." i snująca się za złotą pajęczyną...
                                          Kobiecie w ciąży wiele się wybacza, ok. Ale jak zachodziła to w ciąży nie była! Ja rozumiem wolne obserwatorium im się trafiło na praktykach, w kołchozie Borejkowskim za czorta nie mieli chwili na małe co - nieco, Frycuś się z Pyzą w swoim domu nie pokazywał [abstrahując że dzielił pokój z bratem], poniosło ich, ok. Ale, u licha, Pyza miała już te 23 lata! [sprawdziłąm wg rozpiski odautorskiej na tylnej okładce JT]! I dwudziestotrzylatka, wychowywana w dużym mieście, z normalnym dostępem do książek, informacji, internetu itp, studiująca czyli nie kompletna idiotka podejmuje współżycie [na marginesie: skoro jej młodsza siostrzyczka zaklina się że nic przed ślubem, babcia i mama są zdecydowanie religijne i mają problem z wyłącznie cywilnym ślubem jej ojca, to jak to się ma do beztroski Pyzy?] i nie liczy się z tym, że może zajść w ciążę? No bój się Boga, to już ja wiedziałam jakie mogą być skutki [mimo, że nie "podejmowałam jeszcze wówczas współżycia], jeszcze przed maturą, a od Pyzuni starsza jestem o ładnych parę lat!
                                          Mnie chyba jednak bardziej miotnęło to dorabianie na stacji benzynowej do stypendium. Ale ogólnie Frycek jawi się raczej jako idiota do potęgi nieskończonej - ok, zgubił hasło do starej poczty [ja tam swoje znam na pamięć, a nie jestem geniuszem!], czy co tam, w każdym razie skrzynkę mu "zjadło". No to za Boga nie pojmę czemu [skoro nie chciał informować rodziców o stanie odmiennym Rózy] nie ZATELEFONOWAŁ do Borejków [posiadają tel stacjonarny, przez który Laura [kilka tomów później] nudzi "AAAdddaaammm"] i nie wyjaśnił? Ok, wiem, że rozmowy przez ocean są drogie. Róża zaś najwyraźniej nie posiada komórki, bo nie ma żadnej wzmianki, że Fryc próbował na takąż dzwonić, albo chociaż smsa wysłać! To czemu ten upiorny Fryc nie wysłał TELEGRAMU? Kilka słów by go chyba o bankructwo nie przyprawiło? Coś w rodzaju "Musimy pogadać, nowy email Frycgłupi@wp.pl, napisz koniecznie". Siedem słów. To lata wcześniej ZUY Pyziak z Antypodów przysłał "JUŻ LECĘ SZYKUJ OBIAD PIEROGI Z GRZYBAMI UWIELBIAM KOCHAM PRZYBYWAM NIEDZIELA RANO OKĘCIE - JANUSZ". Dwanaście słów. I nie zbankrutował, na bilet też mu starczyło? To ten Frycek nie tylko głupi jakiś, ale wręcz idiota! I kto go w tym Oxfordzie zatrudnił i na jakim stanowisku? Woźnego na uniwerku tamtejszym? Bo intelektualnie to na żaden inny stołek nie pasuje...
                                          • baba67 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 03.01.13, 07:32
                                            Podobno list napisal,ale ten zdaje sie nie doszedl.
                                            • vi_san Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 03.01.13, 09:02
                                              I Fryc nie zainteresował się czemu nie ma reakcji? No to jak pisałam, naprawdę idiota! Jeśli facetowi by zależało to napisałby pięć, dziesięć, pięćdziesiąt listów! A poza tym JEGO skrzynkę emailową szlag trafił. Ok. A Róży adresu mailowego nie znał? Nie wysyłał jej nigdy pocztą elektroniczną kserowanych skryptów, notatek, podręczników, czegokolwiek? Przecież założywszy sobie nową skrzynkę mógł wysłać do Pyzy maila! Normalnego, w którym by wyjaśnił, że tak na prawdę nie myślał, że to był szok itd, a na prawdę to się cieszy, kocha i wróci jak tylko będzie mógł.
                                              • zla.m Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 03.01.13, 18:03
                                                vi_san napisała:

                                                > A poza tym JEGO skrzynkę emailową szlag trafił. Ok. A Róży adresu mailowe
                                                > go nie znał?

                                                Mógł nie znać. Wpisał go może raz w życiu - wysyłając pierwszy mail - albo nigdy, bo ona do niego pierwsza napisała. Potem już robił "odpowiedz" albo wyszukiwał ją w książce po nazwie. Więc mail nie miał mu się jak utrwalić, a logicznie rzecz biorąc, po co miał go pamiętać. Ja bym mail do ukochanego znała, ale ja nie jestem zimnym Frycem ;)
                                                • soova Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 03.01.13, 18:13
                                                  Skoro ona do niego napisała, to program pocztowy powinien ten adres zapamiętać. U mnie Outlook zapamiętuje adresy osób, które napisały do mnie choćby raz.

                                                  Inna sprawa, że Róża wcale nie musiała mieć adresu z imieniem, choćby roza1980, jak również pewnie nie skonfigurowała sobie, żeby odbiorca widział jej adres jako <Róża Pyziak [ pyzunia1980@costam.pl]>. Wtedy klops, wobec niemożności sprzętowych i niechęci ludzkich w czasach przedfejsbukowych pomysł napisania maila jest z góry skazany na porażkę.
                                                  • zla.m Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 03.01.13, 18:40
                                                    soova napisała:

                                                    > Skoro ona do niego napisała, to program pocztowy powinien ten adres zapamiętać.
                                                    > U mnie Outlook zapamiętuje adresy osób, które napisały do mnie choćby raz.
                                                    >

                                                    Ale program pocztowy jest na konkretnym komputerze skonfigurowany. A w czasach kiedy Fryc do Hameryki wybył, laptop był luksusem. Stacjonarnego nie zabrał. Oczywiście, konto pocztowe w danej domenie też ma jakąś obsługę przychodzących i podpowiada adresy, ale do konta jako takiego Frycunio zapomniał hasła. No i klops.
                                                  • soova Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 03.01.13, 19:21
                                                    Są procedury odzyskiwania hasła przez różne tam pytania naprowadzające. Ale właśnie tu widać zagubienie pisarki w czasach współczesnych, co w połączeniu z ignorancją/nieistnieniem/nadmierną tolerancją redakcji /niepotrzebne skreślić/ widocznie daje taki rezultat.
                                                    ----
                                                    A może warto rozruszać to forum? :) forum.gazeta.pl/forum/f,86797,_Lalka_Noce_i_Dnie_.html
                                                  • klawiatura_zablokowana Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 04.01.13, 18:34
                                                    >Oc
                                                    > zywiście, konto pocztowe w danej domenie też ma jakąś obsługę przychodzących i
                                                    > podpowiada adresy, ale do konta jako takiego Frycunio zapomniał hasła. No i klo
                                                    > ps.

                                                    I oczywiście nie istniał nikt, po prostu nikt a tym łez padole, kto by mu ten adres mailowy Pyzy podpowiedział. Żadna koleżanka ze studiów, która by mu to sprawdziła w try miga, nikt. A Żaba to może i kupować komuś suknię ślubną na oko, ale przecież nie dałaby rady nigdy w życiu ustalić adresu mailowego kogoś, z kim Frycek był na studiach. Ot, taka niezaradna dzioucha. A SMS z USA "Pyzuniu, wyślij mi swój adres email, bo chyba straciłem wszystkie kontakty" kosztuje taką forsę, że i sto lat pracy na benzynówie by nie starczyło, żeby na niego uciułać :D
                                                  • vi_san Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 06.01.13, 12:03
                                                    Sprawdziłąm Dorabiał też jako kelner na jachcie [i spał 2 godziny na dobę]. to może z napiwków by mu na jednego smsa starczyło? A jeśli Róża nie posiada komórki to na telegram "Nowy email Frycgłupi@cośtam.pl. Napisz czekam!". Pięć słów. To ZUY Pyziak z Antypodów lata wcześniej wysłał słów dwanaście i na bilet mu starczyło! A nie miał stypendium naukowego w NASA.
                                                  • zla.m Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 07.01.13, 12:00
                                                    Pyziak kradł auta, wyrywał torebki kangurom i porywał misie koala dla okupu, więc go było stać.
                                                • vi_san Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 03.01.13, 18:37
                                                  Ja też nie jestem głupim Frycem i adres Emailowy męża znam. Mimo, że mieszkamy razem [i nawet się kochamy!] więc ewentualne ciekawe książki, artykuły itp po prostu podajemy sobie z ręki do ręki. Ale nie wyobrażam sobie, że mogłabym nie znać maila czy nr tel komórkowego ukochanego! Toż to rok 2004! O ile się nie mylę, to już wówczas funkcjonowały takie cuda jak skype, gadu - gadu czy fejsbuk? Fakt, że MM jest antytalentem komputerowym to jej sprawa, ale skoro wprowadza młodych ludzi, dla których mail jest bliższy niż list i dla których napisanie wypracowania bez posługiwania się brykami z netu jest ponad siły - powinna się z tą kulturą zapoznać - jak chociażbyz formami komunikacji! A jeśli już na upartego chce, że Fryc tradycyjną pocztą jedynie - to czemu nie nadał telegramu? Nie napisał? Ktoś [baba67] twierdzi, że ponoć napisał tylko list zaginął. I co, nie zaiteresowało go, dlaczego Róża nie odpisała? Toż zakochany mężczyzna napisałby drugi, trzeci raz, zatelefonowałby na stacjonarny [wiem, że drogo, ale kika minut rozmowy go o bankructwo nie przyprawiło!], poprosił nawet listownie Żabę [wiedział, że siostra lubi Pyzę!] żeby przekazała nowy adres maila, Jezu, zrobiłby cokolwiek! A nie dorabiał na stacji benzynowej do NAUKOWEGO stypendium w Houston!
                                                  • kkokos Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 03.01.13, 19:03
                                                    gg było od 2000, skype w polsce od 2005 (na świecie od 2003, więc wtedy w polsce to chyba tylko najwięksi zapaleńcy), fejsa jeszcze nie.

                                                    mnie akurat to, ze mógł nie pamiętać adresu róży przekonuje, bo sama mam kłopot z adresami i z numerami telefonów (a odkąd są komórki, to już nawet się nie staram pamiętać). ale jak najbardziej mógł się próbować kontaktować przez żabę, pisać listy zwykłe itd.
                                                  • vi_san Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 03.01.13, 19:46
                                                    Już napisałam do zła.m, że "mi się zdawało" i że odwołuję - nie mógł ani skypa, ani gg, ani fb.
                                                    Nie chodzi o metodę - bardziej o energię z jaką się do owej próby komunikacji z Pyzunią zabrał! List napisał. List przepadł w pomroce dziejów, zapewne poczta znów nawaliła. I co? I Fryc zajmuje się nalewaniem paliwa na stacji, zamiast poczłapać na pocztę [o ile wiem w USA nie ma zakazu?] i wysłać na adres Róży telegram? Albo zwykły drugi list? Ewentualnie zatelefonować na numer stacjonarny kołchozu borejkowskiego, skoro Róża najwyraźniej komórki nie posiada? Naprawdę, chcieć to móc!
                                                  • kkokos Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 03.01.13, 19:58
                                                    i wysłać na adres Róży tele
                                                    > gram? Albo zwykły drugi list? Ewentualnie zatelefonować na numer stacjonarny ko
                                                    > łchozu borejkowskiego, skoro Róża najwyraźniej komórki nie posiada? Naprawdę, c
                                                    > hcieć to móc!

                                                    ale tu chyba nie ma nikogo, kto by się z tobą w tej kwestii nie zgodził? :)
                                                  • zla.m Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 03.01.13, 19:23
                                                    vi_san napisała:

                                                    > Ja też nie jestem głupim Frycem i adres Emailowy męża znam. Mimo, że mieszkamy
                                                    > razem [i nawet się kochamy!] więc ewentualne ciekawe książki, artykuły itp po p
                                                    > rostu podajemy sobie z ręki do ręki. Ale nie wyobrażam sobie, że mogłabym nie z
                                                    > nać maila czy nr tel komórkowego ukochanego!

                                                    A ja numeru męża na pamięć nie znam. I jak mi komórki szlag trafi, to zostanę jak ten durny Fryc na stacji benzynowej w Ameryce ;)

                                                    O ile się nie myl
                                                    > ę, to już wówczas funkcjonowały takie cuda jak skype, gadu - gadu czy fejsbuk?

                                                    2004 to początki FB w Ameryce, "Skype was first released in 2003 written by Estonian developers Arpit Gupta, Priit Kasesalu, and Jaan Tallinn" (info za wiki), żeby znaleźć kogoś na gg trzeba często znać jego numer (jeżeli w ogóle Róża gg miała).

                                                    > Fryc tradycyjną pocztą jedynie - to czemu nie nadał telegramu? Nie
                                                    > napisał? Ktoś [baba67] twierdzi, że ponoć napisał tylko list zaginął. I co, nie
                                                    > zaiteresowało go, dlaczego Róża nie odpisała? Toż zakochany mężczyzna napisałb
                                                    > y drugi, trzeci raz, zatelefonowałby na stacjonarny [wiem, że drogo, ale kika m
                                                    > inut rozmowy go o bankructwo nie przyprawiło!], poprosił nawet listownie Żabę [
                                                    > wiedział, że siostra lubi Pyzę!] żeby przekazała nowy adres maila, Jezu, zrobił
                                                    > by cokolwiek! A nie dorabiał na stacji benzynowej do NAUKOWEGO stypendium w Hou
                                                    > ston!

                                                    Ale ja o tym nie pisałam - ani o innych możliwościach komunikacji z Pyzą, ani tym bardziej o pracy Fryca. I czuję się jakoś tak... zaatakowana za całość. Za którą nie jestem odpowiedzialna, serio-serio. Ale jakby już tłumaczyć zachowanie Fryca, to wiesz - kto chce, znajdzie sposób, kto nie chce - znajdzie powód. A Fryc Pyzy raczej nie kochał - ukrywał jej istnienie przed rodziną, zwał koleżanką, raczej mu ciążyła niż go cieszyła. A kiedy zaciążyła, to też trochę mu zajęło zanim "pojął swój błąd".
                                                  • vi_san Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 03.01.13, 19:40
                                                    Ale zakładam, że w razie czego mąż spróbuje kontakt nawiązać nieco energiczniej niż Fryc?
                                                    Co do komunikatorów napisałam "o ile się nie mylę". Mylę się. No to odwołuję, że mógł przez fb, gg czy skypa!
                                                    Przepraszam, zła.m! To absolutnie nie miało zabrzmieć napastliwie, zwłaszcza wobec takiej niewinnej istotki jak Ty! Prędzej wobec MM, która pisze głupoty i wmawia nam, że to mądrości!
                                                    Też odniosłam wrażenie, że Fryc po prostu Pyzy nie kochał. Sam fakt ukrywania trwającego w końcu kilka lat związku przed rodzicami, sceny po "efektywnych" praktykach... I też nie mam przekonania, że zrozumiał swój błąd, raczej odniosłam wrażenie, że postanowił "zachować się odpowiedzialnie", a to wbrew pozorom nie to samo...
                                                  • zla.m Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 04.01.13, 23:29
                                                    vi_san napisała:

                                                    > Ale zakładam, że w razie czego mąż spróbuje kontakt nawiązać nieco energiczniej
                                                    > niż Fryc?

                                                    Spróbowałby nie ;) Ale i tak mam postanowienie noworoczne - nauczyć się numeru telefonu męża na pamięć.

                                                    Co do reszty spoko, nie poczułam się urażona, tak podejrzewałam, że to raczej polemiczny zapał :) I tak sobie pomyślałam na fali naszej dyskusji o niekochającym Frycu - że w ogóle chyba problemem Neo (jednym z problemów), jest to, że książki, które miały w założeniu być dla nastolatek i opisywać ich pierwsze uczucie, stały się sagą dla nie-wiadomo-kogo. Książki opisujące pierwsze miłości, rodzenie się uczucia, wychodzenie z kompleksów - są udane. Książki o dorosłych - już nie. Bo jak się utrzymać w konwencji "baśniowej", a jednocześnie nie popaść w banał i deklaratywność opisując rozwody, ciąże z wpadek i ogólnie dorosłe problemy.
                                                  • vi_san Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 05.01.13, 00:54
                                                    Coś w tym jest... Nie wiem, czy pokrzepiająco wypadłaby książka o Hajdukach z okresu BBB. Jurek na stypendium gdzieś na zgniłym zachodzie [czasy były jakieś inne i system polityczny też więc nawet z okazji urodzenia się dziecka nie mógł przyjechać, bo prawdopodobnie po prostu nie dostałby drugi raz paszportu - dla wyjaśnienia młodym, którzy tych czasów nie pamiętają - paszport otrzymywało się "na wyjazd" a po powrocie trzeba go było zdać odpowiednim organom państwowym], Ceśka sama w domu z dwójką MALEŃKICH dzieci + noworodek, na dobitkę Julka z Toleczkiem wybyli na zarobek za granicę więc pod opieką jeszcze dwie siostrzenice... Może i byłaby to książka ciekawa, dobra, ale raczej nie napawająca optymizmem... Bo wchodzą już w grę dorosłe problemy, dorosły świat ze swoimi realiami, z polityką z kłopotami finansowymi i innymi... Chociaż nie wiem, w końcu Łałra ma w dniu ślubu jakoś 25 lat, Róża też zaciążyła jeszcze na studiach będąc - czyli nie stare jeszcze, a mnie nie zafascynowały. Ale może i jest coś w tym, że "Książki opisujące pierwsze miłości, rodzenie się uczucia, wychodzenie z kompleksów" - właściwie pierwszą poważną miłością Laury był Wolfi, w Żabie. I to było na prawdę ładnie opisane - cała ta historia. I to jego zauroczenie szczeniackie, i jej zainteresowanie i ten bukiet gałęzi rzucony przez balkon... A już "wielka miłość" Adam jest po prostu niepoważna - niegdysiejszy Tygrys snuje się za złotą pajęczyną i marudzi dając się do ślubu ubrać w śliczną garsonkę ślubną babuni [!] i wiecheć groszku pachnącego do wianeczka z róż [!].
                                                    Swoją drogą, ta garsonka i te róże mnie uderzyły [jak całym ich pękiem po głowie!]. Garsonka?! Ślubna?!?! Babci?!?!?! No ludzie, trzymajcie mnie, bo umrę! To Poznań to pustynia jakaś, plaża kompletna? KAŻDA młoda kobieta w takiej sytuacji [no, normalna młoda kobieta do takiej sytuacji nie dopuści, ale niech] wolałaby kurc - galopkiem przeleciec się po sklepach, wiele "ciuchowych" jest czynne długo, kupić jakąkolwiek jasną [kremową, złocistą, ecru, białą] kieckę wieczorową i kostiumik po babci niech sobie nadal wdzięcznie wisi w szafie. A co do kwiatów... Róże przynosi Adam. Dla Laury. Mają one robić za bukiet, ale jest ich sporo. Róża to kwitnący krzew o łodygach zdrewniałych, sztywnych i na dodatek upiększonych kolcami? Nie mylę się? To za Chiny Ludowe nie pojmę, jak z tego za pomocą kabelka z kieszeni garniaka kuzyna zrobić WIANEK!!! Jakby nie można było np wpiąć dwóch czy trzech róż nad uchem, Laura resztę wzięłaby w objęcia w formie wiechcia i pięknie by było. Co to za skecz z tymi groszkami wyciąganymi z kapelusza [pardon, lodówki!]. !@$$%#^$%*^#@#%^&* - cenzura by weszła, ale chyba mniej - więcej wiadomo o co chodzi?
                                                  • uhu_hu Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 05.01.13, 01:29
                                                    No, dokładnie:)) A może wianek z róż to jakaś metafora uborejczenia Lałry, którą słodki okupant Aaadamm dekoruje prawdziwą koroną cierniową;)
                                                    Chodzi mi jeszcze po głowie przebój Demarczyk, no jak w pysk strzelił: "Groszki i róże". Toć Adam pod oknem Lałry wystawał i romantyczny też był...
                                                  • vi_san Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 05.01.13, 13:51
                                                    No niby taka metafora... No ale wianek? Z róż? I garsonka ślubna babci?!?!? A do tego pęk groszków? [nie wiem jak emotikoną oddać odruch wymiotny?]
                                                    A piosenka przepiękna, interpretacja Ewy Demarczyk genialna. I nie mająca NIC wspólnego ze ślubnym wiechciem groszku i wianeczkiem z róż uwitym!
                                                    Co do Adamowego wystawania i romantyczności - dołóż do kompletu syrenko sarenki w lesie i blaszane pajęczyny, które utrudniają ruch uliczny! To nie jest romantyzm, tylko kpina z romantyzmu! Jednak inaczej nieco mógłby prezentować romantyczną naturę DOROSŁY facet, pracujący współwłaściciel dobrze prosperującej firmy niż nastoletni Wolfi, nie? Dobrze przynajmniej, że Adam na ten bukiet ślubny wybrał róże, a nie forsycje!
                                                  • uhu_hu Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 05.01.13, 14:30
                                                    Nie ma o czym mówić, garsonka róż warta, a róże groszków. Więcej w tym groteski niż romantyzmu, niemniej może autorka chciała się podpiąć pod ten tekst i wywołać romantyczne skojarzenia (coś jak w tym kawale o słoniu i mrówce. Słoń i mrówka idą po moście, a mrówka woła do słonia: Ale tupiemy!;)
                                                    Ktoś słusznie zauważył, że dopóki MM opisywała świat nastolatków, wszelkie nonsensy, przerysowania, czy niekonsekwencje odbierało się jako fajne i zabawne, no bo nastoletni okres jest taki nierówny i nielogiczny w myśleniu i działaniu, ale jak te same chwyty zastosowała w świecie dorosłych, dzieciatych, pracujących, odpowiedzialnych, wyszło żałośnie i nieprawdziwie.
                                                  • vi_san Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 05.01.13, 15:54
                                                    Ano. "Siadła mucha na wołu i powiada orzemy", lub też w wersji bardziej hard "płyniemy - powiedziało g... do okrętu". Takie to wspólne cechy wiechy z groszku i wianka z róż, z "Groszkami i różami" Ewy Demarczyk...
                                                    Tu [w drugim akapicie] trafiłaś w sedno! I duuużo łatwiej byłoby nam [w kontekście - czytelnikom] usprawiedliwić Idę [scena z McD], gdyby miała 16 lat i rzuciła słoikiem w swojego chłopaka jak przyszedł do niej zawiany. Idusia zawsze była postrzelona, głupi wiek, zareagowała zanim pomyślała. Trochę to naciągane, ale nie powoduje bólu zębów. Zwłaszcza, gdyby od razu rzuciła się z okrzykiem: "Jezu, co ja zrobiłam?! Nic ci się nie stało?!". A tutaj mamy niemłodą [bo blisko 50 letnią] panią z wyższym wykształceniem medycznym i wieloletnią praktyką, która rzucanie słoikiem uważa za metodę wychowawczą wobec syna, którego do tej pory wogóle nie wychowywała [vide: nigdy nawet nie próbowała go zastopować kiedy tłukł Ignasia, beztrosko zwalała na niego opiekę nad malutkim Ziutkiem]. I nie poczuwa się w żaden sposób do tego, że to jest "nie halo". Przeprasza Józefa dopiero wtedy, kiedy już on wytłumaczył, że się wrąbał kremem nieświadomie. Czyli przeprasza go za posądzenie o alkoholizm, a nie za rzucanie w niego czymkolwiek i lanie zimną wodą pod prysznicem.
                                  • emae Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 03.01.13, 07:31
                                    vi_san napisała:


                                    > Zgadzam się, że wrażliwa i kulturalna Aurelia po roku, albo i nawet mniej w prz
                                    > eciętnym gimnazjum trafiłaby do psychiatryka - wiem co piszę, mam dwie bratanic
                                    > e w wieku gimnazjalnym

                                    A ja kończyłam gimnazjum w 2002, czyli parę lat przed ukazaniem się "Żaby". I kompletnie nie rozumiem pojawiającej się tutaj regularnie opinii, że w prawdziwym życiu gimnazjaliści zniszczyliby delikatną Aurelię. Dla mnie to totalna abstrakcja, chociaż chodziłam do gimnazjum z tzw. trudną młodzieżą.

                                    Primo, takie młode, delikatne i miłe nauczycielki były u nas najbardziej lubiane. My w gruncie rzeczy w całym naszym buncie chcieliśmy być po prostu traktowani sprawiedliwie i z szacunkiem. A u tych pań mogliśmy liczyć na szacunek i sprawiedliwość. Były takie ze dwie lub trzy, młode i w dodatku całkiem ładne, więc i za to chłopcy je lubili. Jedna nawet kojarzy mi się dość mocno z Aurelią, była u nas pedagogiem szkolnym, miała świetny kontakt dosłownie z każdym.

                                    Secundo, u nas raczej gimnazjaliści tępili się nawzajem. Poza kilkoma odosobnionymi przypadkami nikt nie tępił nauczycieli. Pamiętam jednego nauczyciela, który potrafił rozpłakać się na lekcji, bo klasa go nie słuchała. Jasne, że wszyscy mieli z tego ubaw, że o gościu potem krążyły legendy, ale mimo to nikt się nad nim - umyślnie - nie znęcał. Najbardziej podły dowcip zrobiony nauczycielce, jaki pamiętam, to zatrzaśnięcie drzwi do sali lekcyjnej tak, żeby nie mogła wejść i udawanie, że to nie my, że się samo zatrzasnęło. To była młoda i delikatna polonistka, ale nie wylądowała przez nas w psychiatryku :)
                                    • vi_san Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 03.01.13, 08:57
                                      Ja tam chodziłam do podstawówki ośmioklasowej, a potem od razu liceum - gimnazjum to późniejszy wymysł. Ale miałam wątpliwą przyjemność mieszkać "przez płot" z gimnazjum - to co widziałam podnosiło mi włosy na głowie - acz nie neguję, że być może po prostu najbardziej rzucali się w oczy "ci źli". Ale uwierz mi [wiem z doświadczenia] wystarczy jeden, dwóch ancymonów, by kompletnie nie dało się prowadzić lekcji. Aurelia jest kreowana na osobę wysokiej kultury, łagodną i delikatną - z większością tych uczniów gimnazjum, których widziałam po prostu by sobie nie dała rady - już od dawna wiadomo, że łagodność i delikatność to nie coś, czym można przekonać do siebie rozwydrzonych smarkaczy, będących w dodatku kompletnie bezkarnymi [ze szkoły wyrzucić nie można, bo gimnazjum jest OBOWIĄZKOWYM zakresem nauczania, rodzice zazwyczaj obwiniają szkołę, kolegów i wszystkich świętych tylko nie swoje dzieciątko itd]. I nie chodzi o to, że Aurelia była młoda i niebrzydka. A o to, że była zbyt wrażliwa - w każdym razie tak jest opisywana przez MM. Wystarczyłoby kilka głupich uwag z podtekstem jednoznacznie seksualnym z ust jakiegoś wyrostka, żeby poczuła się skrępowana a od tego już prosta droga [gdyby taki gnojek zauważyła, że ją to ruszyło] żeby po prostu wykończył ją psychicznie. I nie pisz, proszę, że "w twoim gimnazjum było inaczej". Nie wykluczam bowiem takiej możliwości. Ale jednak nie do końca w nią wierzę. Na marginesie - NIE WIESZ, bo jako uczennica wiedzieć nie możesz, czy np. któraś z tych "młodych i w dodatku całkiem ładnych [więc i za to chłopcy je lubili] nie brała po każdej lekcji z takimi "lubiącymi" środków uspokajających.
                                      Na koniec warto by też zastanowić się, co uważasz za "umyślne znęcanie"? W jednym akapicie piszesz, że nauczyciel "potrafił rozpłakać się na lekcji, bo klasa go nie słuchała. Jasne, że wszyscy mieli z tego ubaw" a zaraz potem "nikt się nad nim - umyślnie - nie znęcał". Czyli dokuczanie komuś by go doprowadzić do łez to nie jest znęcanie? To potrząsanie jak szczurem to nie jest przemoc, a rzucanie słoikiem w syna to stonowane metody wychowawcze...
                                      • emae Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 03.01.13, 09:58
                                        vi_san napisała:

                                        > już od dawna wiadomo, że łagodność i delikatność to nie
                                        > coś, czym można przekonać do siebie rozwydrzonych smarkaczy, będących w dodatku
                                        > kompletnie bezkarnymi

                                        Właśnie ja twierdzę, że to działa. Widziałam, jak działało. Aha - mam też na swoim koncie epizod z uczeniem gimnazjalistów.

                                        >I nie pisz, proszę, że "w twoim gimnazjum było inaczej".
                                        > Nie wykluczam bowiem takiej możliwości. Ale jednak nie do końca w nią wierzę.

                                        A to ciekawe. Zmyślam?

                                        >Na marginesie - NIE WIESZ, bo jako uczennica wiedzieć nie możesz, czy np. któraś
                                        > z tych "młodych i w dodatku całkiem ładnych [więc i za to chłopcy je lubili] n
                                        > ie brała po każdej lekcji z takimi "lubiącymi" środków uspokajających.

                                        Ale dlaczego? Najwyraźniej zakładasz z góry, że ktoś był dla nich nieuprzejmy, ktoś je krzywdził, obrażał.

                                        > Na koniec warto by też zastanowić się, co uważasz za "umyślne znęcanie"? W jedn
                                        > ym akapicie piszesz, że nauczyciel "potrafił rozpłakać się na lekcji, bo klasa
                                        > go nie słuchała. Jasne, że wszyscy mieli z tego ubaw" a zaraz potem "nikt się n
                                        > ad nim - umyślnie - nie znęcał". Czyli dokuczanie komuś by go doprowadzić do łe
                                        > z to nie jest znęcanie?

                                        To Twoja interpretacja, że ktoś mu dokuczał. Ja tego nie napisałam. Oczywiście, że to o czym piszesz, to znęcanie się. Ale ja opisywałam inną sytuację.
                                        • baba67 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 03.01.13, 10:39
                                          Nie zmyslasz-mialas szczescie, nie we wszystkich klasach tak jest.
                                          • emae Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 03.01.13, 11:22
                                            baba67 napisała:

                                            > Nie zmyslasz-mialas szczescie, nie we wszystkich klasach tak jest.

                                            No to Aurelia ma takie samo szczęście ;)

                                            Oceniam z perspektywy dwóch klas, do których chodziłam (zmieniałam szkołę w międzyczasie) około czterech dobrze mi znanych klas równoległych z obu szkół oraz dwóch klas (grup w zasadzie), w których uczyłam. Z jeszcze innej szkoły. Wszędzie była trudna młodzież, wszędzie szacunek i zaufanie uczniów wygrywali ci nauczyciele, którzy okazywali szacunek i zaufanie uczniom.

                                            Ktoś chętny na zgadywanie, czemu jako uczennica zmieniałam szkołę? ;p "Miałaś szczęście" brzmi tu jak dowcip, choć oczywiście to nie było zamierzone.
                                            • emae Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 03.01.13, 11:24
                                              Ach, oczywiście przecinek przed "około", zjadło mi go przy edycji.
                                              • jottka zaraz, chwileczkę 03.01.13, 13:34
                                                emae napisała:

                                                > Pamiętam jednego nauczyciela, który potrafił rozpłakać się na lekcji, bo klasa go nie słuchała. Jasne, że wszyscy mieli z tego ubaw, że o gościu potem krążyły legendy, ale mimo to nikt się nad nim - umyślnie - nie znęcał.


                                                prawdę mówiąc, nie rozumiem. to znaczy w świetle tego passusu nie rozumiem twojego wywodu, że w twoim gimnazjum było miło i sympatycznie (niemal) wszystkim nauczycielom, bo ten tekst wymownie dowodzi racji tych, którzy twierdzą, że gimnazjum to samo zło.

                                                skoro w/w pana uczniowie "nie słuchali", to była to z ich strony działalność umyślna, skoro go nie słuchali do tego stopnia, że aż się rozpłakał (???), to znęcali się nad nim jak ta lala, bo w naszej kulturze to w takiej sytuacji potworna kompromitacja dla mężczyzny. i jeszcze zważywszy, że "wszyscy mieli z tego ubaw" i że to oczywiste (!!!), no na miłość boską, emae, ty chyba nie widzisz, co piszesz!

                                                jedyne wyjaśnienie, jakie mi się nasuwa, jest takie, że dla ciebie "znęcanie" byłoby wtedy, gdyby mu co najmniej kosz na głowę wsadzili, a i to nie w afekcie, tylko wskutek zaplanowanej akcji. ale takie zwykłe doprowadzenie faceta do płaczu? iii tam, no o czym tu mówić, mięczak się trafił wśród nas, ciepłej i empatycznej młodzi, co to nawet młode nauczycielki za urodę lubi...
                                                • emae Re: zaraz, chwileczkę 03.01.13, 14:22
                                                  To była sytuacja, w której facet rozpłakał się na lekcji, bo uczniowie rozmawiali w ławce. Ubaw mieli po lekcji, w trakcie byli raczej mocno zażenowani. I cicho się zrobiło.
                                                  Jeśli mój szef rozpłacze się, bo ja nie wykonam polecenia na czas (nierealne kompletnie, ale teoretycznie), to nie dlatego, że się nad nim znęcam.

                                                  Ależ tu czasem trzeba żmudnie tłumaczyć, co się chciało powiedzieć! :)

                                                  Mam wrażenie, że coś Wam zgrzyta w tym, co napisałam, że chłopcy lubili ładne nauczycielki. No tak było, mówimy o góra szesnastolatkach, to jest jakieś gorszące czy niewłaściwe? Im się podobała matematyczka, mojej koleżance historyk, normalne w tym wieku :)
                                            • baba67 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 04.01.13, 11:39
                                              Nie wierze, Przepraszam, to nic osobistego. To co opisujesz jest dla mnie niemozliwe.
                                              • emae Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 04.01.13, 12:51
                                                baba67 napisała:

                                                > Nie wierze, Przepraszam, to nic osobistego. To co opisujesz jest dla mnie niemo
                                                > zliwe.

                                                No dobrze, Twoje święte prawo, tylko w co konkretnie nie wierzysz? Że uczyłam, że lubiliśmy fajnych nauczycieli, czy że zmieniałam szkołę?
                                                Hm... Może coś jest na rzeczy w tym, że to było paręnaście lat temu? Może teraz gimnazjaliści są inni? Ja pamiętam np., jak u nas wybierano przewodniczącą, motywując wybór tym, że ta osoba "nie będzie się bała rozmawiać z nauczycielami".
                                                • baba67 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 04.01.13, 13:12
                                                  Wierze ze uczylas, wierze ze mialas takie odczucia, ale nie wierze ze taka byla rzeczywistosc. Ludzki mozg tak ma ze rejestruje to co mu pasuje do obrazka, a jesli elementy ne pasujace nie wstrzasna nim porzadnie to ich nie widzi.
                                                  Twoj wyprodukowal cos sliczniusiego- delikatni, wrazliwi nauczyciele o grzecznym sposobie bycia szcesliwi jak skowronki uczacy w normalnym gimnazjum.
                                                  Owszem sa tay ktorzy sobie tam radza, ba, nawet prace sobie tam chwala, co wiecej niektorzy z nich bywaja milymi ludzmi(w kontaktac prywatnych) tyle tylko ze to nie jest typ osobowosci Aurelii.
                                                  • emae Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 04.01.13, 14:13
                                                    baba67 napisała:

                                                    > Wierze ze uczylas, wierze ze mialas takie odczucia, ale nie wierze ze taka byla
                                                    > rzeczywistosc. Ludzki mozg tak ma ze rejestruje to co mu pasuje do obrazka, a
                                                    > jesli elementy ne pasujace nie wstrzasna nim porzadnie to ich nie widzi.
                                                    > Twoj wyprodukowal cos sliczniusiego- delikatni, wrazliwi nauczyciele o grzeczny
                                                    > m sposobie bycia szcesliwi jak skowronki uczacy w normalnym gimnazjum.
                                                    > Owszem sa tay ktorzy sobie tam radza, ba, nawet prace sobie tam chwala, co wiec
                                                    > ej niektorzy z nich bywaja milymi ludzmi(w kontaktac prywatnych) tyle tylko ze
                                                    > to nie jest typ osobowosci Aurelii.

                                                    Możliwe. Zatem jaka była rzeczywistość?
                                                    "Śliczniusiego" brzmi protekcjonalnie i nijak się ma do mojego gimnazjum. Uprzejmie proszę porzucić ten ton w dyskusji.
                                                  • baba67 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 04.01.13, 19:23
                                                    A Ty nie za bardzo przewrazliwiona jestes? Taki obraz sie sie z Twojego opisu wylonil co ja zrobie, taki wlasnie sliczny.Moze porzuc dopatrywanie sie obrazy tam gdzie jej nie ma...
                                                  • emae Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 05.01.13, 01:14
                                                    Obrazy nie, natomiast używanie tego typu spieszczeń w dyskusji jest zdecydowanie protekcjonalne. Nie zgadzasz się ze mną, więc sprowadzasz mnie w swojej argumentacji do poziomu naiwniusiego dzieciaczka, dla którego wszystko jest słodziusie. To nie jest obraza, tylko obserwacja. W ogóle ciężko by mi było obrażać się na kogoś, kogo znam tylko z postów na forum ;)
                                        • vi_san Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 03.01.13, 13:54
                                          "ja twierdzę, że to działa. Widziałam, jak działało. Aha - mam też na swoim koncie epizod z uczeniem gimnazjalistów." - a ja twierdzę, że w niektórych wypadkach działa. W wielu - wręcz odwrotnie. I co, będziemy się licytować, czy stoczymy pojedynek na parasole [dopuszczam wyłącznie czarne z drewnianą rączką]? Nie chodzi o to, że WSZYSCY gimnazjaliści to ograniczona umysłowo hołota, bezmózgi i degeneraci. Oczywiście nie. Ale po prostu nader często są to młodzi ludzie już nie mający kompletnie żadnego respektu dla nauczyciela, przekonani o własnej bezkarności i w związku z powyższym często wypróbowujący swoją "siłę" - nie fizyczną. Oni już WIEDZĄ, że nauczyciel w gruncie rzeczy niewiele może im zrobić, więc częstokroć wykorzystują to. I delikatna, wrażliwa, kulturalna [a tak opisywana jest Aurelia] nauczycielka będzie dla nich wyłącznie obiektem [często niewybrednych] żartów. Nie dla wszystkich, oczywiście, ale w grupie wystarczy dwóch "silnych", żeby z ciekawej lekcji nic nie wyszło. Dla wyjaśnienia: również mam za sobą [Bogu dzięki - krótki] okres nauczania i uważam, że naprawdę nieliczni się do tego nadają.
                                          Zmyślam? - nie tyle zmyślasz [bo nie wątpię, że w swoim odczuciu piszesz prawdę] tylko po prostu może nie znasz całej prawdy? Ja tak miałam krótko przed maturą - był u nas w klasie taki chłopak, prymus, zawsze grzeczny, dobrze ułożony. Byłam przekonana że znam go dość dobrze, cztery lata siedział za mną w ławce. Krótko przed maturą [jakieś dwa miesiące] okazało się, że poszedł siedzieć, za dilowanie prochów! Mimo, że byłam pewna, że go znam - tak na prawdę okazało się, że nie znam go wcale. Może z twoją znajomością gimnazjalistów jest podobnie?
                                          "Najwyraźniej zakładasz z góry, że ktoś był dla nich nieuprzejmy, ktoś je krzywdził, obrażał" - nie zakładam, tylko dopuszczam możliwość. A ty za to zdecydowanie taką możliwość odrzucasz. Mimo, że tak na prawdę nie wiesz.
                                          "To Twoja interpretacja, że ktoś mu dokuczał. Ja tego nie napisałam." - To pomyliłam cytaty? Wyśmiewanie się z kogoś, kto sobie nie radzi zaiste nie jest w żaden sposób dla niego niemiłe! To TY napisałaś, że mieliście ubaw, bo nauczyciel sobie nie radził, dosłownie "wszyscy mieli z tego ubaw"... No to postaw sobie na miejscy tego pana wrażliwą i delikatną Aurelkę. Coś się jej pomyliło, zacięła się, coś zabawnie przekręciła, a klasa w tępy ryk śmiechu. Co próbuje się odezwać - wywołuje jeszcze radośniejsze rżenie. No bo to przecież takie zabawne, prawda?
                                          • emae Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 03.01.13, 14:29
                                            vi_san napisała:


                                            > "To Twoja interpretacja, że ktoś mu dokuczał. Ja tego nie napisałam." - To pomy
                                            > liłam cytaty? Wyśmiewanie się z kogoś, kto sobie nie radzi zaiste nie jest w ża
                                            > den sposób dla niego niemiłe! To TY napisałaś, że mieliście ubaw, bo nauczyciel
                                            > sobie nie radził, dosłownie "wszyscy mieli z tego ubaw"... No to postaw sobie
                                            > na miejscy tego pana wrażliwą i delikatną Aurelkę. Coś się jej pomyliło, zacięł
                                            > a się, coś zabawnie przekręciła, a klasa w tępy ryk śmiechu. Co próbuje się ode
                                            > zwać - wywołuje jeszcze radośniejsze rżenie. No bo to przecież takie zabawne, p
                                            > rawda?

                                            Wyjaśnienie w odpowiedzi do Jottki. W sumie nie pomyślałam, że trzeba koniecznie sprecyzować, kiedy ubaw nastąpił.

                                            Co do reszty, nie będę polemizować z tym, że znasz moją klasę, moich nauczycieli, moich podopiecznych i najwyraźniej mnie lepiej niż ja sama. Przyjmuję do wiadomości, bo dalsza przepychanka nie ma sensu.
                                            • vi_san Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 03.01.13, 17:03
                                              Coś chyba jednak ty nie wiesz co chcesz powiedzieć... "Pamiętam jednego nauczyciela, który potrafił rozpłakać się na lekcji, bo klasa go nie słuchała. Jasne, że wszyscy mieli z tego ubaw, że o gościu potem krążyły legendy, ale mimo to nikt się nad nim - umyślnie - nie znęcał" - to w poście o 7.31. Tymczasem już o 14.22 precyzujesz, że "To była sytuacja, w której facet rozpłakał się na lekcji, bo uczniowie rozmawiali w ławce. Ubaw mieli po lekcji, w trakcie byli raczej mocno zażenowani. I cicho się zrobiło.". Ok, niech będzie. TWOIM zdaniem nabijanie się z kogoś słabszego psychicznie za jego plecami jest kul i super trendi. Bo to ty napisałaś, że później uczniowie opowiadali sobie to w formie anekdoty, "legendy" - jak się wyraziłaś. I na prawdę sądzisz, że do uszu owego nauczyciela to nie dotarło? Abstrahując od tego, że NIE WIESZ jaka była na serio przyczyna jego łez - nie bardzo wierzę, że kilku gadających w ławce małolatów doprowadziłoby do płaczu dorosłego faceta. Może istotne było CO mówili? Może to co mówili w jakiś sposób dotknęło jego spraw osobistych? Ciekawa też jestem, czy ów nauczyciel zgodziłby się z tobą, że to gimnazjum było takie super i fajne. Śmiem wątpić, ale przecież ty wiesz lepiej...
                                              • emae Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 03.01.13, 17:45
                                                vi_san napisała:

                                                > Coś chyba jednak ty nie wiesz co chcesz powiedzieć... "Pamiętam jednego nauczyc
                                                > iela, który potrafił rozpłakać się na lekcji, bo klasa go nie słuchała. Jasne,
                                                > że wszyscy mieli z tego ubaw, że o gościu potem krążyły legendy, ale mimo to ni
                                                > kt się nad nim - umyślnie - nie znęcał" - to w poście o 7.31. Tymczasem już o 1
                                                > 4.22 precyzujesz, że "To była sytuacja, w której facet rozpłakał się na lekcji,
                                                > bo uczniowie rozmawiali w ławce. Ubaw mieli po lekcji, w trakcie byli raczej m
                                                > ocno zażenowani. I cicho się zrobiło."

                                                No więc właśnie - precyzuję. Bo okazało się mało precyzyjne. Sorki, nie mam teraz czasu się wczytać w Twojego posta ani odpisać treściwie, a nie chcę Cię zbyć. Odpiszę później. Choć po prawdzie mam wątpliwości, czy warto to ciągnąć.

                                              • emae Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 04.01.13, 07:36
                                                OK. Mam chwilę.
                                                Absolutnie nie twierdzę, że nabijanie się z kogoś za jego plecami jest "kul i super trendi". To są Twoje słowa, nie moje. (Przypuśćmy, że w jakimś stopniu uważałam, że tak jest, kiedy byłam gimnazjalistką, to jednak ładnych paręnaście lat temu). Podobnie jak słowa, że moje gimnazjum było super i fajne. A skąd, było tam mnóstwo dzieciaków z problemami, odreagowujących swoje problemy na innych dzieciakach, eksperymentujących z używkami, robiących masę głupot. Po prostu nauczyciel miał z definicji wyższy status.

                                                Nie odpowiadaj, nie chcę dłużej uczestniczyć w wymianie zdań, w której wmawiasz mi coś, czego nie napisałam i podciągasz każdą opisaną przeze mnie sytuację pod swoją tezę. To już dawno nie jest dyskusja.
                                                • vi_san Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 04.01.13, 09:30
                                                  Tym razem odpowiem, i na tym zakończę dyskusję.
                                                  1. Włączyłaś się do wymiany postów między mną i baba67 krytykując naszą [negatywną] postawę wobec gimnazjów i gimnazjalistów, stwierdzając, że "nie rozumiem pojawiającej się tutaj regularnie opinii, że w prawdziwym życiu gimnazjaliści zniszczyliby delikatną Aurelię". W tym samym poście napisałaś, że "Pamiętam jednego nauczyciela, który potrafił rozpłakać się na lekcji, bo klasa go nie słuchała. Jasne, że wszyscy mieli z tego ubaw, że o gościu potem krążyły legendy, ale mimo to nikt się nad nim - umyślnie - nie znęcał". Prawda?
                                                  2. Twierdzę, że wyśmiewanie kogoś za jego plecami, opowiadanie sobie o nim "legend" - jest jedną z form znęcania. Psychicznego i bardzo paskudnego.
                                                  3. Mam świadomość, że w wieku gimnazjalnym ma się pstro w łepetynie [mimo, że do gimnazjum nie chodziłam, to jednak lata "gimnazjalistki" miałam] i że często to, co wówczas wydawało się fajne po latach może szokować.
                                                  4. I o to właśnie chodziło mi i babie67 - gimnazjaliści to ten wiek, kiedy bezbłędnie "wychwytuje się" słabości "przełożonych" [w tym przypadku nauczycieli] i wykorzystuje się to bez skrupułów. Czy wszyscy gimnazjaliści tak mają? Nie. Ale wystarczy jeden, dwóch "dobrych", żeby osoba wrażliwa, delikatna i łagodna [a na taką właśnie kreowana jest konsekwentnie Aurelia!] po prostu nie dała sobie rady! Oczywiście nie jest to jednoznaczne z wylądowaniem na kozetce u psychiatry, ale też i ja i baba67 zrozumiałyśmy, że to tylko przenośnia! Chodziło po prostu o to, że prędzej czy później taki ancymon doprowadziłby Aurelię do łez i opowiadał potem o tym "zabawne" legendy, żeby wszyscy mięli "oczywisty" ubaw.
                                                  • baba67 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 04.01.13, 11:31
                                                    Dokladnie. Wystarczy 2 gimanzjalistow/ek wyjatkowo trudno przezywajacych okres dojrzewania(nie chce tu byc dosadna i opre sie wyrazenuom ktore mi sie cisna na klawiature) zeby rozwalic kazda lekcje.Wiekszos klasy bedzie sie cieszyc ze sie dzieje i nie trzeba nic robic.
                                                  • verdana Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 06.01.13, 12:37
                                                    Ale dysdkusja przecież nie jest o tym - jest o tym, czy Aurelię gimnazjaliści by zniszczyli, czy nie. I tu stwierdzenie, nawet jednostkowe, ze zna sie gimnazja, gdzie młode, deliokatne nauczyclielki były traktowane normalinie, wystarczy, aby stwierdzić, zę spokojnie Aurelia mogła własnie w takim gimnazjum pracować.
                                                    Dwoje moich dzieci skończyło gimnazjum. Oboje odetchnęli z ulgą w liceum, gdzie nauczyciele nie byli tak sztywni i wymagający. Owszem, moja córka raz obraziła wychowawczynię, ale o dziwo - po rozpatrzeniu sprawę przez dyrekcję córka otrzymała wzorowy z zachowania, a wychowawczyni pouczenie. O tępieniu nauczycieli mowy nie było, jesli ktoś był tepiony - a i to w niewielkim stopniu - to uczniowie.
                                                  • baba67 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 06.01.13, 14:30
                                                    Czy przypominasz sobie jakakolwiek nauczycielke dzieci z osobowoscia Aurelii?
                                                    Bo tu nie chodzi o to ze nie ma milych skadinad nauczycieli ktorzy swietnie sobie w gimnazjum radza i jesli narzekaja to tak troche ze zwyczaju
                                                    Sa, sama znam kilkoro, a uczylam tylko w jednym gimnazjum.Bardzo ich szanowalam i podziwialam.
                                                    Chodzi o TEN TYP osobowosci-delikatny , przesanie ugrzeczniony, przepraszamze zyje.Zgadzam sie ze mogla jej sie TRAFIC klasa gdzie mogla pracowac bez problemu, Jednakowoz twierdzenie odnosi sie do wszystkich klas gdzie uczyla , a w to to pozwole sobie nie uwierzyc.
                                                  • verdana Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 09.01.13, 20:02
                                                    Tak. Znam takie nauczycielki, w szkole nie sa już ugrzecznione, choć uprzejme. Często lubiane przez uczniów.
                                                  • vi_san Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 06.01.13, 16:07
                                                    Ależ, Verdano, nikt nie neguje, że mogła się zdarzyć sytuacja, że w klasie trafią się same względnie spokojne dzieciaki, które nie będą zbytnie "ekspansywnie" przechodzić okresu dojrzewania. Może się tak zdarzyć. Ale... Aurelia u MM jest przedstawiona z jednej strony, jako osoba delikatna, wrażliwa, kulturalna i łagodna [czyli raczej łatwa "ofiara" niż "silna ręka"], a równocześnie, że nie miała ŻADNYCH problemów z ŻADNĄ klasą. Czyli nigdy w karierze nauczycielskiej nie trafiła na żadnego młodocianego buca, szalikowca czy innego Józinka? No wybacz, ale to mało wiarygodne. Chyba, że tak jak emae uważasz opowiadanie sobie "legend" o "płaczącym nauczycielu" za super ubaw dla wszystkich, a nie za sytuację krępującą i, delikatnie mówiąc, niekomfortową dla nauczyciela. I jak sądzisz [zakładam, że przeczytałaś całą rozmowę?], jak w tej sytuacji poradziłaby sobie delikatna i wrażliwa Aurelia? Coś jej się pomyliło, popełniła jakiś błąd, popłakała się - bywa, ludzka rzecz. Ale gdyby potem, w ramach "legendy" uczniowie cały czas wykpiwali ją, słyszałaby głośne komentarze na holu itp? Osoba, na jaką kreowana jest Aurelia po prostu by nie dała rady długo pracować w takich warunkach. I tylko o tym mówiłyśmy [pisałyśmy] ja i baba67. Że w przeciągu kilku lat pracy w gimnazjum Aurelia albo by stwardniała - a temu MM przeczy, albo by nie wyrobiła psychicznie i zwiała z gimnazjum albo do podstawówki [gdzie dzieci jeszcze mają jakiś tam respekt dla nauczyciela] albo do liceum [gdzie z koleii młodzież na ogół już wie po co chodzi do szkoły i można ją traktować bardziej po partnersku]. Gdyby MM napisała, że Aurelia [taka, jaką ją opisuje] na stałe uczy w liceum a w gimnazjum wzięła tylko zastępstwo za koleżankę na rok czy coś takiego - miałoby to "ręce i nogi".
                                                  • verdana Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 09.01.13, 20:07
                                                    Mogła mjec problemy z uczniami - problem z klasą to nie jest to samo.
                                                    Nauczyciel mógł rozpłakać sie na lekcji, bo klasa była chamska i nie do wytrzymania, a mógł - bo zdenerwował sie, że klasa nie uważa. To ostatnie raczej świadczy o niekompetencji, niz o wredności klasy. Nie przesadzajmy - nauczyciel, który płacze, bo dzieciaki gadają jest niekompetentny. Gdyby klasa wtedy zaczęła sie smiać, byłaby to banda mlodocianych chulganów, ale klasa zamarła. A gadanie potem - cóż, rozumiem, zę my dorośli nigdy nie wyśmiewamy się z wpadek szefa, tylko traktujemy je z najwyższym szacunkiem.
                                                    Nie było "super ubawu" . Było, o ile doczytałam, zazenowane milczenie.
                                                    Mam wrazenie, ze gimnazjaliści są demonizowani. Pisze się o nich jak o dziczy, ludziach, z którymi nie sposób się porozumieć, wrecz obcych.
                                                  • vi_san Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 09.01.13, 20:39
                                                    Niestety nie było nas w klasie, więc nie dowiemy się, jak wyglądała sytuacja, a emae, która ją przywołała zmienia zeznania [ w jednym poście pisze: "Jasne, że wszyscy mieli z tego ubaw" a później że "byli raczej mocno zażenowani. I cicho się zrobiło."... Miałam [krótką] przygodę z nauczaniem i WIEM, że niekiedy młodzież potrafi zajść za skórę. Inna kwestia, że nauczyciel zachował się nieprofesjonalnie.
                                                    Gimnazjaliści są różni. Natomiast wracając do Aurelii - moim zdaniem taka, jak ją opisuje MM - nie miała by większych szans na "przeżycie" w przeciętnym gimnazjum - albo musiałaby nauczyć się pewnej twardości [nie była by taka wrażliwa, delikatna i uczuciowa] albo rozstała się z gimnazjum. bo, wbrew temu co piszesz, gimnazjum to najgłupszy wiek - młodzież już nie czuje się dzieciakami [jak w podstawówce], już "zna swoje prawa", już się buntuje [nawet jeśli niezbyt wie, przeciwko komu liub czemu], już ma umiejętność wyłapywania słabości i wie, że jest właściwie bezkarna - a równocześnie ma pstro w głowie, szalejące hormony i ogromne problemy ze sobą. W liceum już na ogół dzieciaki są mądrzejsze, wiedzą, po co chodzą do szkoły [w najgorszym razie wiedzą, że po to, aby móc otrzymać jakiś głupawy papier, który pozwoli pójść na głupawe studia ;) ]. W gimnazjum - jeszcze wizja studiów wydaje się odległa o lata świetlne, cień autorytetu nauczycielskiego z podstawówki rozwiał się w niebycie... Czy to znaczy, że moim zdaniem WSZYSCY gimnazjaliści to coś o pół stopnia inteligentniejszego od bydła w oborze? Nie! Są też, oczywiście, świetne dzieciaki [nawet w gimnazjum!] jak opisywana przez MM Żaba, czy myślę, że dość miły jako uczeń Ignacy Grzegorz [niestrawny jako chłopak, ale jako uczeń?]. Są. Ale co najmniej równie wielu jest takich, którzy delikatną i wraźliwą Aurelkę zjedliby na śniadanie. Jednym kłapnięciem szczęk.
                                                  • emae Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 10.01.13, 06:48
                                                    vi_san napisała:


                                                    > emae, która ją przywołała zmienia zeznania

                                                    Tylko i wyłącznie uściśla. Bo te-ż nieprecyzyjne były.
                                                    Ja też żałuję, że Was nie było w moim gimnazjum, miałabym fajne koleżanki do pogadania o dobrej literaturze ;))
                                                  • baba67 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 10.01.13, 09:16
                                                    Nie pisze o ludziach tylko grzecznych.
                                                    Mozna byc grzecznym ale tak konsekwentnym i asertywnym ze uczen wie ze podskakiwanie mu sie nie oplaca nawet przy bardzo mizernych mozliwosciach jakie nauczyciele maja.
                                                    Aurelia mi do tego obrazka nie pasuje.
                                                    Nie ma tak ze ma sie problem z jednym uczniem w klasie-widac ze w zyciu nie uczylas dzieci w tym wieku. Albo uczen kladzie uszy po sobie bo wie ze klasa go nie poprze(duza rzadkosc) albo w ciagu kilku sekund zbnajduje towarzysza albo i dwoch w wiekszosc towarzystwa zaczyna byc radosnie ozywiona bo cos sie dzieje RELAKSIK!
                                                    Ja sobie Aurelii skutecznej w takiej sytuacji nie wyobrazam, co zrobie, nikt mnie przekona bo swoje przezylam, na skutek doswiadczen w gimnazjum zmienilam swoje zycie zawodowe.
                                                    Potrafilam bycv skuteczna ale za duzo mnie to kosztowalo.
                                                  • ding_yun Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 28.02.13, 14:24
                                                    > Ja sobie Aurelii skutecznej w takiej sytuacji nie wyobrazam, co zrobie, nikt mn
                                                    > ie przekona bo swoje przezylam, na skutek doswiadczen w gimnazjum zmienilam swo
                                                    > je zycie zawodowe.

                                                    Nie dziwię się. Kontaktu z młodzieżą gimnazjalną już dawno wprawdzie nie miałam, ale nazbyt dobrze pamiętam swoje gimnazjum. Jest dokładnie tak, jak opisałas - nie ma problemu z jednym uczniem, zawsze się znajdą jacys towarzysze pajacowania. W tym wieku najmniej ma się ochotę na odstawanie od grupy. To, co się działo na naszych lekcjach, to był koszmar - wkładania nauczycielowi kosza na głowę wprawdzie nie było (za to innym uczniom juz tak), ale niewiele lepiej od tego. Nie raz i nie dwa nauczyciele wychodzili z klasy - albo z płaczem albo żeby się opanować. I nawet taka osoba jak ja - ogólnie niezbyt skłonna do wygłupów i ulegania presji srodowiska - brałam w tym w pewnym sensie udział. Od razu wiedziałam, że jak pewna grupa zaczyna dokazywać, to z lekcji juz nic nie będzie i można wyciągnąć się w ławce z interesującą lekturą albo poplotkować z koleżanką o przystojnym blondynie z trzeciej klasy. W efekcie przez jedna grupe nauczyciel był aktywnie atakowany, a przez druga olewany. Moje gimnazjum bylo niewielkie, klasy maksymalnie 18-osobowe, nauczyciele w stałym kontakcie z rodzicami, zero anonimowosci, tak zwana dobra dzielnica. I i tak nic się nie dało zrobić.
                                                    Po latach te same osoby, które w gimanzjum zachowywały się jak bydło, wyrosły na zupełnie normalnych ludzi.
                                                    Moim zdaniem to nie jest demonizowanie - gimnazjalisci jako grupa to jest naprawdę często koszmar.
                                                  • guineapigs Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 28.02.13, 19:08
                                                    Ale dlaczego tak jest?
                                                    Nie mam juz kontaktu z edukacja sformalizowana, a swoja wlasna sciezke konczylam tradycyjnie: podstawowka i liceum (technikum, szkola zawodowa), potem kto chcial to szedl dalej.
                                                    Ale pamietam, ze i w podstawowce, i w liceum tzw. starsze klasy to bylo 'cos', uwazalo sie ich za 'doroslych', 'wiedzacych wiecej'. Oni organizowali rozne przedstawienia, rocznice,zawody, czasem prowadzili kolka zainteresowan, mieli tzw. estyme i czesto zachowywali sie wyniosle i bufonowato wzgledem 'smarkaterii', ale to nie bylo blaznowanie, tylko wlasnie 'uwazanie sie za doroslych'. Oczywiscie byly i jednostki aspoleczne, ale to byl margines i przyciagal co najwyzej jednostki sobie podobne.
                                                    Stosunek do nauczycieli byl przerozny - od naboznego po olewactwo zupelne, ale to zalezalo od nauczyciela, bo raczej jak stosunek nabozny - to cala klasa, jak olewactwo - to tez cala klasa. W podstawowce przed historyczka i geografica wszyscy trzesli portkami lub spodnicami, zpolonistki sie smiali ale na lekcji byla cisza bo potrafila przywalic z piec dwoj za chichot, a niemki nikt nie sluchal nawet (biedna kobieta, po prostu sie nie nadawala do podstawowki).
                                                    W liceum podobnie - na fizyke kazdy szedl obkuty jak najlepiej, na polski oczytany ze hej, na geografii to panowala po prostu zbiorowa psychoza i cisza jak makiem zasial, chociaz lekcje byly prowadzone skandalicznie glupio, ale 'po kapralsku'. Natomiast rosyjski, biologia, matematyka - to bylo luzactwo totalne, granie w szachy, sciaganie na bezczelnego na klasowkach itp. I mowie o calej klasie, a nie grupie uczniow, ktorzy zawsze przeszkadzaja i pajacuja.
                                                    Ci dzisiejsi gimnazjalisci - z tego, co czytam - to rzeczywiscie jakas taka grupa 'zawieszona' - juz nie podstawowkowa smarkateria, ale jeszcze nie licealna czy techikumalna (?????) 'elita towarzyska'. Jeszcze za siebie nie odpowiadaja, ale juz nie sa dzieciakami.
                                                    Nie wiem, jak to rozgryzc, nie jestem psychologiem, socjologiem, nauczycielem. Moze to wina ogolnie innych obyczajow, lekcewazenia zasad, braku strachu w koncu? Mysmy sie bali: nauczyciela, dwoj, powtarzania klasy, rodzicow, dyrektora. Teraz jakby gimnazjalisci (moze i reszta?) jakby sie nie boja zadnych konsekwencji. Moze po prostu nie ma zadnych konsekwencji, a jesli sa, to 'papierowe'? Mozna np. wywalic ze szkoly, zawiesic, nie przepuscic do nastepnej klasy itp? 'Za moich czasow' to byly jak najbardziej realne konsekwencje.
                                                  • alitzja Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 28.02.13, 19:32
                                                    Ja uczę w gimnazjum. Z gimnazjum nie można nikogo usunąć, dopóki nie skończy 18 lat (czyli mniej więcej wtedy, gdy po dwa lata posiedzi w każdej klasie). Nie można go również za bardzo przenieść do innej szkoły, ponieważ gimnazja są rejonizowane, a łobuziaki zazwyczaj mieszkają w rejonie. Czasem zdarzają się "wymiany" pomiędzy szkołami - no ale trafia się wtedy na podobny egzemplarz jak ten usunięty.
                                                    Kary są mocno iluzoryczne - tak jak na moją obecną klasę (dość przebrana, jeśli chodzi o zachowanie i wyniki w nauce, ambitna, rodzice pilnują postępów itp.) działa głupie ustne upomnienie wychowawcy za 3 nieusprawiedliwione godziny w miesiącu, tak na poprzednią nie działały pisemne nagany dyrekcji (nigdy nie zapomnę, jak uczennica obdarowana takową wykrzyknęła z radością przy dyrektorze: "O, powiesimy ją sobie w klasie na ścianie!"). Zostawianie na drugi rok jest raczej bezsensowne - na ogół przedłuża się tylko żywot takiego delikwenta w szkole, on niczego nie zmienia w swoim życiu, tylko zatruwa kolejny rok kolejnej klasie. A czasem kończy się to moim zdaniem najgorzej jak może - czyli tym, że uczeń przestaje chodzić do szkoły (wszyscy oddychają z ulgą) i - nigdy jej nie kończy. Potem ma 18 urodziny, skreśla się go z listy i jako dorosły człowiek ma wykształcenie podstawowe.
                                                    Teraz rzucę banałem, ale bardzo prawdziwym: wiele zależy od rodziny - kto wie, czy nie 90% zachowania dzieci. Jeżeli rodzice interesują się dziećmi, mają dla nich czas, a także są w stanie zapewnić im stabilizację finansową - problemy są niewielkie. Każda patologia czy choćby problem typu rodzic pracujący do późna powoduje mniejsze lub większe problemy. One nie muszą objawiać się złym zachowaniem, ale np. problemami z jedzeniem, zamknięciem w sobie itp.
                                                    Sporo winy jest w tym, że dzieci w trudnym wieku szalejących hormonów wyrywa się ze znanego im środowiska szkoły podstawowej i wrzuca w zazwyczaj zupełnie nowe otoczenie, w którym muszą sobie wyrabiać na nowo pozycję w grupie. Z jednej strony mają złudną świadomość, że skoro skończyły już jeden typ szkoły, to są nie wiadomo jak dorosłe. Z drugiej - są wtedy pogubione (wiekiem, hormonami, nowym otoczeniem) i stąd sporo ich głupich pomysłów.

                                                    --
                                                    Jestem teraz jak wypalony fajerwerk, ale przynajmniej byłem fajerwerkiem" (Robert Frobisher)
                                                  • ciotka_scholastyka Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 01.03.13, 09:32
                                                    guineapigs napisała:

                                                    > Ale dlaczego tak jest?

                                                    Nie zauważyłam, by poruszono jedną kwestię (być może w pośpiechu przeoczyłam, przepraszam), a mianowicie tę, że do gimnazjum trafiają dwunastolatki; to jest wiek, w którym gwałtownie skacze potrzeba akceptacji przez grupę, w którym rodzina przestaje być najważniejsza, a na scenę wchodzą układy pozarodzinne, paczka przyjaciół, drużyna itp. I ten nieszczęsny młody człowiek, w tym właśnie wieku, zostaje wyrwany ze środowiska, które zna i w którym jest znany, i trafia do nowego, czyli do gimnazjum. (Ja wiem, że często z dużą grupą ludzi z podstawówki, ale po pierwsze wcale niekoniecznie, a po drugie, to nadal jest nowe środowisko.) I podczas gdy my, rodzice, spędzaliśmy te trzy trudne lata (6-8 klasa) wśród kolegów znanych nam od dzieciństwa, i jakieś reguły gry i hierarchia w klasie była już ustalona, tak obecnie gimnazjalista musi od początku walczyć o swoje miejsce w stadzie. No i często robi to w jedyny sposób, jaki do nastoletniej głowy mu przychodzi, czyli za wszelką cenę usiłuje pokazać, jaki jest cool i super. Efekty - zostały opisane w kilkunastu postach w tym wątku...

                                                    Mój syn też oczywiście próbował małpić w gimnazjum, córka też, chociaż mniej, ale przytomnie udało nam się zasugerować im, żeby pokazali kolegom, w czym są naprawdę dobrzy, i na szczęście to się udało.
                                      • melomanka87 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 01.02.13, 11:04
                                        Chodziłam do gimnazjum w Piotrkowie Trybunalskim, trafiali tam ci uczniowie, którzy po prostu blisko mieszkali, moja klasa była w całości przeniesiona z podstawówki. W jednym roczniku było po 12 klas, większość uczniów była dla nauczycieli anonimowa, szerzyła się patologia, ulubionym zajęciem tych ludzi w czasie wolnym było ganianie się po osiedlu z kijami bejsbolowymi. Sama się sobie dziwię, jak przeżyłam te 3 lata, teraz przeraża mnie myśl, że moja bratanica ma pójść do równie wielkiej podstawówki.

                                        Ale kiedy opowiadałam o tym koleżankom ze studiów chodzących do gimnazjów wrocławskich, były w szoku. One o miejsca w swoich gimnazjach musiały rywalizować, wybierały takie, które dawały najlepsze perspektywy i codziennie dojeżdżały do nich na drugi koniec miasta.

                                        Tak więc mnie słowo "gimnazjum" nasuwa skojarzenia z poprawczakiem i kiedy przeczytałam o uczącej w gimnazjum Aurelii, to pukałam się w czoło, jednak jestem w stanie uwierzyć, że znajdzie się takie gimnazjum w Poznaniu, które nie doprowadziłoby Geniusi do nerwicy.

                                        Z drugiej strony... W tej chwili jako doktorantka prowadzę zajęcia dla około dwudziestoosobowych grup studentów (czy raczej studentek), z ich poziomem inteligencji i kulturą osobistą różnie bywa (tu na bieżąco wylewam swoje żale), no ale z patologicznym gimnazjum porównać tego nie mogę, bez przesady, nikt mnie nie wyzywa, nie robi chamskich dowcipów, nie wrzuca na YouTube nagrań z wkładaniem mi kosza na głowę itp. I mimo wszystko mnie te zajęcia stresują. Kiedy już po zajęciach zostaje np. dziesięcioosobowa grupka i z nią omawiam kolokwium, to jest świetnie, ale grupy większe strasznie mnie onieśmielają. W związku z tym w dalszym ciągu nie potrafię sobie wyobrazić Aurelii, która się realizuje ucząc w gimnazjum.

                                        Generalnie mój pogląd jest taki, że MM nie potrafi swoim bohaterom wymyślać zbyt wielu zawodów i co drugiego wysyła do szkoły, nawet genialnego i mrukliwego Hajduka, dla którego idealna byłaby bezpieczna posadka w PAN-ie, a nie codzienne użeranie się z uczniami...
                                        • vi_san Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 22.02.13, 22:31
                                          Zauważyłaś [w ostatnim akapicie] smutną prawdę. Dla MM nie ma inteligenckiego zawodu innego, jak nauczycielstwo. Edukacją młodzieży zajmuje się nie tylko [niech mu ziemia lekką będzie] Dmuchawiec, ale też Gabunia, Hajduk, Dambo, Aurelia, zdaje się że Nutria, wcześniej Ewa Jedwabińska... A równocześnie duża część wcale nie jest "z powołania" nauczycielami - drastyczny przypadek Ewy, Hajduk [zamknięty w sobie introwertyk, pasowałby raczej do pracy naukowej, badawczej, a nie do użerania się z małolatami], Aurelia [delikatna i wrażliwa - w gimnazjum - ciekawe ile by wytrzymała, zwłaszcza, że nie była to żadna tam elitarna szkoła!] i Natalia, poetyczna i delikatna, delikatniejsza i wrażliwsza chyba nawet od Aurelii... A nie mogliby pracować, bo ja wiem? W bibliotece? W instytucie naukowym? Jako tłumacz w wydawnictwie? W ostateczności jako sufler w teatrze? Gdziekolwiek, byle nie w szkole...
                                        • melomanka87 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 22.02.13, 23:11
                                          Tfu, oczywiście powinno być "koleżankom ze studiów chodzącyM do gimnazjów".
                      • illegal.alien Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 02.01.13, 14:57
                        Ja jestem wlasnie w trakcie czytania Jezycjady jednym ciegiem - nigdy tego wczesniej nie zrobilam. Zawsze mi sie wydawalo, ze znam wiekszosc ksiazek skladajacych sie na Jezycjade (z okresu nastoletniego), ale sie okazalo, ze znalam ich naprawde malo. I musze powiedziec, ze im dalej w las, tym gorzej mi sie czyta, niestety. O ile kilka pierwszych w zasadzie 'polknelam', bo nie moglam sie doczekac co dalej i zaczac czytac kolejnej ksiazki, tak teraz brne z jakiegos dziwnego poczucia obowiazku/konsekwencji :) Jestem w polowie Kalamburki.
                        • soova Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 02.01.13, 15:18
                          Tak z ciekawości: skoro czytasz "jednym cięgiem", to masz na myśli chronologię powstawania, czyli "Kalamburkę" czytasz między TiR a JT?
                          • illegal.alien Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 02.01.13, 15:24
                            Tak, tak wlasnie czytam - mowiac szczerze, to czytam wedlug listy na Wikipedii :D
                            A jak inaczej mozna to zrozumiec? (wedlug chronologii wydarzen?) Poszlam na latwizne, bo po prostu wyszukalam Jezycjade w Wikipedii i tak lece :)
                            Nie czytalam tylko Malomownego i Rodziny, nawet nie wiem czemu.
                            Jeszcze a propos: smiesznie sie czyta Jezycjade czytajac jednoczesnie forum - niektore irytacje antycypuje i wylapuje tylko dlatego, ze o nich tu przeczytalam. Gdybym nie czytala forum, to nie wiedzialabym, ze ma mnie to irytowac ;) A tak to wiem.
                            • soova Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 02.01.13, 15:27
                              Na przykład wg chronologii wydarzeń właśnie. Podejrzewam, że wtedy odbiór cyklu byłby zupełnie inny. I ciekawe, jaki byłby stosunek do pani Trak z KK ze strony czytelnika, który już by wiedział, że była to nie jakaś tam cwana starsza pani, a przybrana matka Mili.
                              • illegal.alien Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 02.01.13, 15:31
                                A czy poza zmiana miejsca Kalamburki w cyklu, reszta ksiazek pozostalaby bez zmian?
                                Ja wyszlam z zalozenia, ze autorka specjalnie wydaje te ksiazki w okreslonej kolejnosci i w tej kolejnosci je pisze i ze skoro czytelnik KK nie wie, ze pani Trak to przybrana mama Mili, to ma tego nie wiedziec ;)
                              • meduza7 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 02.01.13, 15:34
                                Dla mnie czytanie według chronologii wydarzeń o tyle nie ma sensu, że wcześniejsza znajomość Kalamburki, świadomość, kim naprawdę była "pani Trak" i jaką rolę odegrała w życiu Mili, bardzo, bardzo psuje odbiór "późniejszych" książek i robi z Borejków bandę bezdusznych typów, którzy zupełnie zerwali kontakty ze starą matką. Lepiej jednak czytać w kolejności powstawania, wtedy nie ma tego paskudnego zgrzytu. I czytelnik nie ma pretensji do autorki, że zaczynając cykl w latach 70-tych, nie przewidziała, że w dwutysięcznych wymyśli sobie Gizelę ;)
                                • illegal.alien Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 02.01.13, 15:41
                                  Czytajac Kalamburke odnosze wrazenie (a w zasadzie dwa wrazenia), ze MM nie miala pomyslu na kolejne przygody jednego pokolenia i czekala, az dorosnie kolejne, a poza tym narobila tyle watkow, ze troche stracila w nich sama orientacje i Kalamburka dala jej czas do namyslu i poukladania sobie tego wszystkiego - mniej lub bardziej udolnie, mozna sie klocic :)
                        • melomanka87 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 29.03.13, 11:53
                          Mam tak samo. U mnie irytacje zaczęły się od Noelki.

                          Mila kontynuuje trend zapoczątkowany przez koszmarną scenę w Opium w rosole, w której ochrzania gościa za to, że popłakuje. Pokazuje się jako oschła i pozbawiony empatii, a narrator zachwyca się, jakie to wspaniałe.

                          ...a skoro mama zajmowała się wigilijnym barszczem, to tu właśnie, w kuchni, biło źródło ciepła, do którego garnęli się wszyscy.
                          Źródło ciepła tkwiło właśnie koło pieca, próbując barszczu i wpatrując się z zastanowieniem w Idusię.
                          (...)
                          Kochana. Śpiewa sobie razem z radiem kolędę, miesza w garnku i patrzy na Idę z taką miłością, jakiej – Gabrysia rozumiała to doskonale – nigdy by nie okazała, wiedząc, że ktoś ją obserwuje. Zawsze przecież musi być opanowana, sceptyczna i apodyktyczna.


                          Bo co? Bo w tej kochającej rodzinie ktoś uzna czułość i troskliwość za słabość i ją wykorzysta?

                          – Starzeję się – mruknęła z irytacją, kiedy wałek upadł jej na podłogę, a sól rozsypała się po całej stolnicy.
                          – A wcale nie – powiedział ciepły głosik koło jej łokcia, a ciepłe, pulchne łapki Pyzy zręcznie zgarnęły sól, w czasie gdy druga wnuczka podnosiła wałek. – Tylko dziś masz, babuniu, za dużo na głowie.
                          – Ja zawsze mam za dużo na głowie – cierpko odrzekła pani Borejkowa, żeby nie okazać po sobie rozrzewnienia.


                          Jakże można okazać rozrzewnienie dziecku o dobrym serduszku, trzeba w rozmowie z nim przybierać cierpki ton. (Jakiś wielki wysiłek to chyba dla Mili nie jest, trudno właściwie znaleźć fragment, w którym jej głos cierpki nie jest.)

                          Grzegorz umawia się z dziewczyną w Wigilię i przez myśl mu nie przyjdzie, że jego córce może to sprawić przykrość.

                          Ta cała Terpentula to jeszcze lepsza od Mili. Facet był niepewny siebie i zakładał, że Terpentula poleci na jego bardziej przebojowego brata - najlepiej strzelić focha, zniknąć i dopiero po czterdziestu dwóch latach uświadomić mu, że się go kochało.

                          Wigilia na Słowackiego. Niby wszystko fajnie, zebrała się duża rodzina, jak to w święta. Wszystko psuje zdanie o tabliczce Żak-Hajduk-Kołodziej. Czy autorka choć przez chwilę zastanawiała się, jak miałoby to funkcjonować? Już w Szóstej Klepce Cesia odczuwała brak własnego kąta, a teraz upchnięto tam jeszcze jej męża z dziećmi i męża Julii z dziećmi. Strach pomyśleć, w jakich warunkach kolejne dzieci były poczęte. Mam nadzieję, że zamykano się na wieży, a nie robiono to przy innych dzieciach...

                          Gabriela wspaniałomyślnie zabiera do swojego domu brudne Rumunki nawet nie pytając o ich rodziców.

                          Dawniej lubiłam Tomka, teraz jawi mi się jako postać zupełnie bez wyrazu, cytująca tylko cudze złote myśli.
                          • melomanka87 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 30.03.13, 03:28
                            I jeszcze irytacja z Pulpecji. Patrycja pyta starszą siostrę, jak poznać, że druga osoba odwzajemnia miłość, Gaba się obrusza,że to takie osobiste pytanie, w końcu rzuca kilka zdań i stwierdza, że nigdy nikomu tyle o sobie nie mówiła. No to głęboka musiała być jej więź z jednym i drugim mężem...
                    • baba67 Re: Irytacje w Jeżycjadzie - reaktywacja :). 01.01.13, 10:19
                      Aniutek , dzieki za poprawe humoru w sam Nowy Rok :-)))
                      Wielu pieknych przeczytanych ksiazek w przyszlosci!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka