Dodaj do ulubionych

Mila przepędzająca Pyziaka

09.10.12, 20:01
Ja już trochę napisałam o tym w innym wątku, ale to jest właściwie osobna sprawa, więc piszę osobno.

Gaba przez całe życie rozpaczała, że Pyziak się nie pojawia i nie kontaktuje.

A przecież raz Pyziak chciał się skontaktować. (Co prawda był wtedy pijany, ale zawsze.) Lecz wtedy Mila spotkała go na schodach i przepędziła. Kazała mu się więcej nie pokazywać i nie powiedziała Gabrysi o tym spotkaniu.

Dopiero ostatnio zdałam sobie sprawę, jakie to okropne. Przecież Mila codziennie widziała, jak jej córka rozpacza, że Pyziak się nie kontaktuje. A mimo to zatajała przed córką, że to ona sama zakazała się Pyziakowi kontaktować. Nawet podtrzymywała Gabę w oburzeniu na postępowanie Pyziaka.

Przecież to straszne, co ona ma na sumieniu. Jeśli tak było, to Gaba powinna tego matce nie wybaczyć...
Obserwuj wątek
    • ginestra Re: Mila przepędzająca Pyziaka 09.10.12, 20:13
      anuszka_ha3.agh.edu.pl napisała:

      > Ja już trochę napisałam o tym w innym wątku, ale to jest właściwie osobna spraw
      > a, więc piszę osobno.
      >
      > Gaba przez całe życie rozpaczała, że Pyziak się nie pojawia i nie kontaktuje.
      >
      > A przecież raz Pyziak chciał się skontaktować. (Co prawda był wtedy pijany, ale
      > zawsze.) Lecz wtedy Mila spotkała go na schodach i przepędziła. Kazała mu się
      > więcej nie pokazywać i nie powiedziała Gabrysi o tym spotkaniu.
      >
      > Dopiero ostatnio zdałam sobie sprawę, jakie to okropne. Przecież Mila codzienni
      > e widziała, jak jej córka rozpacza, że Pyziak się nie kontaktuje. A mimo to zat
      > ajała przed córką, że to ona sama zakazała się Pyziakowi kontaktować. Nawet pod
      > trzymywała Gabę w oburzeniu na postępowanie Pyziaka.
      >
      > Przecież to straszne, co ona ma na sumieniu. Jeśli tak było, to Gaba powinna te
      > go matce nie wybaczyć...
      >

      To jest naprawdę straszne (dużo o tym było pisane na forum), ale popieram założenie tego wątku, żeby osobno poczuć te wszystkie implikacje.

      Chyba Pyziak nie był wcale wtedy bardzo pijany, tylko pod wpływem alkoholu. (Może macie cytat). Ale liczy się, że chciał przyjść (chyba od razu po wyjściu z więzienia!) i miał potrzebę zobaczyć Gabę i córki.

      Szkoda, że nie powiedział o tym fakcie Gabie. Musiałaby skonfrontować się z tym oraz z Milą.
    • yvi1 Re: Mila przepędzająca Pyziaka 09.10.12, 20:13
      Mimo,ze tez lubie wynajdywac rozne potkniecia MM,to w tym wypadku uwazam,ze Pyziak mogl tez przez te wszystkie lata ,sie w inny sposob z Gaba skontaktowac.
      Rozumiem chec chronienia Gabrysi przez matke.
      A jezeli jemu to tak na watrobie i sercu lezalo,to mogl napisac list/listy.Skontaktowac sie przez adwokata,czy nawiazac kontakt z corkami.
      Dla chcacego nic trudnego.Albo mogl poprosic siostre o wyslanie listu itd...
      Co mi zgrzyta jest ta dlugoletnia cisza w eterze,a potem na sile wpychanie sie do domu Borejkow.Mozna przeciez i w kawiarni sie spotkac?
      I kontakty mozna troche inazej nawiazywac?
      • verdana Re: Mila przepędzająca Pyziaka 09.10.12, 20:18
        Nie można chronić dorosłych ludzi w ten sposób - jesli chronienia ma oznaczać, zę decyduje sie za nich o ich życiu. Ale w rodzinie Borejków tak własnie jest - nikt nie ma prawa byc samodzielny, o jego życiu, slubie, znajomych decyduje rodzina.
        • yvi1 Re: Mila przepędzająca Pyziaka 09.10.12, 20:23
          No ale Mila przeciez perfekcyjnie umie milczec:)
          Nie mowie,ze to pochwalam,tylko moge zrozumiec,ze matka chciala corce w tym momencie zaoszczedzic konfrontacji.Przez tyle lat milczala,to juz inna para kaloszy.
      • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Mila przepędzająca Pyziaka 09.10.12, 20:20
        Spoko, mógł. Nie jest bez winy. Jeśli zależało mu na (byłej) żonie i dzieciach, to powinien normalie olać milutką teściową.

        Ale dla mnie to jest straszne z perspektywy tego, co Mila ma na sumieniu. Jedną rączką wypędziła Pyziaka, a drugą wspierała córkę w potępieniu byłego męża za to, że się nie kontaktuje. Jak ona to dźwigała? Tak bezrefleksyjnie?
        • rozdzial43 Re: Mila przepędzająca Pyziaka 09.10.12, 20:28
          > Ale dla mnie to jest straszne z perspektywy tego, co Mila ma na sumieniu. Jedną
          > rączką wypędziła Pyziaka, a drugą wspierała córkę w potępieniu byłego męża za
          > to, że się nie kontaktuje. Jak ona to dźwigała? Tak bezrefleksyjnie?

          I znów wychodzi na to, że to Mila zawiniła porzuceniu żony i maleńkich dzieci przez Janusza Pyziaka. Zaraz pewnie usłyszymy, że dlatego odszedł był, bo go teściowa chłostała kościstym spojrzeniem po jędrnych pośladkach.
          To się chyba wyparcie nazywa, czy jak? Jest na sali psycholog?
          • bupu Re: Mila przepędzająca Pyziaka 09.10.12, 20:37
            A nie wiem, doprawdy, z czego ci to wychodzi. Z tego, że ktoś zauważył, że babunia Milicja postąpiła źle?
      • dakota77 Re: Mila przepędzająca Pyziaka 09.10.12, 20:24
        Myslisz, ze list nie zostalby przechwycony przez MIle?
        • pi.asia Re: Mila przepędzająca Pyziaka 09.10.12, 20:46
          Padają takie określenia:
          pijany w drobny mak i po kielichu

          Tak pisze Gizela do Mili.
        • yvi1 Re: Mila przepędzająca Pyziaka 09.10.12, 20:58
          No to juz chyba troche przesada.Tam na pewno przychodzi tyle listow,no i jednak troche dobrego wychowania nie brakuje.
          Moze Pyziak sie awanturowal,albo odgrazal i Mila nie chciala,zeby Gabrysia go w takim stanie widziala.
          A list mogl wyslac bez nadawcy...
          • dakota77 Re: Mila przepędzająca Pyziaka 09.10.12, 21:08
            U Boejkow nie brakuje dobego wychowania? Ostatni tom pokazal, ze brakuje, i to bardzo,
            • yvi1 Re: Mila przepędzająca Pyziaka 09.10.12, 21:19
              dakota77 napisała:

              > U Boejkow nie brakuje dobego wychowania? Ostatni tom pokazal, ze brakuje, i to
              > bardzo,
              >
              No sugestia,ze czytaja cudza korespondencje,to chyba troche przesada.Tym bardziej,ze to raczej hipotetyczny list jest.Pyziak go w koncu nigdy nie napisal:)
              • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Mila przepędzająca Pyziaka 09.10.12, 21:36
                yvi1 napisała:
                > No sugestia,ze czytaja cudza korespondencje,to chyba troche przesada.Tym bardzi
                > ej,ze to raczej hipotetyczny list jest.Pyziak go w koncu nigdy nie napisal:)

                Wiesz, ale dyskutujemy o literaturze, a w literaturze ukrywanie listów przez rodzinę to jest częsty motyw. :-) Skojarzenie samo się nasuwa, ja miałam nawet napisać, jakie to podobne do różnych takich historii, gdzie "chcąca dobrze" rodzina chowała listy przed osobą zainteresowaną, i dopiero okazywało się po latach. Ciekawie byłoby, gdyby w pięćdziesiątym tomie Jeżycjady nagle wyszło na jaw, że listy od Pyziaka, wrzucane przez Milę za kredens, nagle odnalazły się. I co by Gabriela wtedy zrobiła. ;-)
              • slotna Re: Mila przepędzająca Pyziaka 09.10.12, 21:43
                > No sugestia,ze czytaja cudza korespondencje,to chyba troche przesada.

                Laura czyta ;)
          • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Mila przepędzająca Pyziaka 09.10.12, 21:20
            yvi1 napisała:

            > Moze Pyziak sie awanturowal,albo odgrazal i Mila nie chciala,zeby Gabrysia go
            > w takim stanie widziala.

            Oczywiście, że mogło tak być.
            Ale dlaczego Mila po prostu nie powiedziała Gabie o tym spotkaniu???
            Przynajmniej Gaba wiedziałaby, że Pyziak próbował się skontaktować.
            I po co kazała mu się więcej nie pokazywać??
            Skoro pojawił się po wielu latach nieobecności, było trzeba powiedzieć, żeby przyszedł jak będzie trzeźwy, czy coś takiego, bez ostatecznych wyroków. Bo ryzykowała, że Pyziak się zatnie w sobie - jako alkoholik prawdopodobnie przeżywał duży wstyd - alkoholicy często tak mają - gdy uświadomił sobie całą tę sytuację, swój pożałowania godny stan i poniżenie przez Milę. Więc mógł faktycznie się zawziąć i więcej nie pokazać.
            • berek_76 Re: Mila przepędzająca Pyziaka 09.10.12, 21:29
              jako alkoholik prawdopodobnie przeżywał d
              > uży wstyd - alkoholicy często tak mają - gdy uświadomił sobie całą tę sytuację,
              > swój pożałowania godny stan i poniżenie przez Milę. Więc mógł faktycznie się z
              > awziąć i więcej nie pokazać.

              Zwłaszcza, że to jest trochę teoria, że "jak mu tak zależało, to mógł się dobijać drzwiami i oknami". Dokąd? Do zony, o której mu powiedziano, że go nie chce widzieć i której rodzina wyraźnie dała mu do zrozumienia, że nie będzie go tolerować? Więc jeśli dołożymy do tego to, że niespecjalnie miał się czym reklamować i chwalić, zwyczajnie mogło mu kompletnie odebrać napęd.
              Tak, pewnie, gdyby był borejkowskokształtnym ideałem, to by mu nie odebrało - ale właśnie w tym sęk, że ludzie ideałami nie są. I czasem po prostu nie mają siły.
              Dla mnie w zachowaniu Mili skandalem jest to, że (jak zwykle) uzurpuje sobie prawo do decydowania, co będzie lepsze dla jej córki. Tu nie ma znaczenia, co Gabrysia mogłaby powiedzieć Pyziakowi. Mogłaby i "spierdalaj" - ale miała prawo powiedzieć mu to sama i wiedząc, że jednak chciał się z nią zobaczyć.

              -----------------------
              Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)

              You've got to kick a little
              • verdana Re: Mila przepędzająca Pyziaka 09.10.12, 21:34
                Ależ Mila się bała, ze Gabriela przyjmie Pyziaka z otwartymi ramionami - sądząc z tego, jak długo go kochała i rozpaczała, było to całkowicie prawdopodobne. Mila więc uznała, ze nie pozwoli, aby Pyziak , w dodatku alkoholik (o czym można wnioskować z jednorazowego upicia się oczywiście), miał kolejny raz zawrócić córce w głowie. Zadecydowała, zę córka ma pozostać samotna, bo tak jej zdaniem, będzie lepiej dla wszystkich.
                Więc uzurpowała sobie prawo nie do decyzji, czy Gaba dowie się o wizycie, ale o całym dalszym zyciu - uznała, że ma prawo definitywnie zadecydować o losach tego małżeństwa.
                • berek_76 Re: Mila przepędzająca Pyziaka 09.10.12, 21:37
                  Tym bardziej :)
                  Ale chodziło mi o to, że nawet gdyby Mila po prostu uznała, że jest niejako rzecznikiem córki, bo ona tez by Pyziaka wywaliła - i to nie dałoby jej prawa do występowania w jej imieniu bez wyraźnej prośby Gabrysi.

                  -----------------------
                  Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)

                  You've got to kick a little
                  • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Mila przepędzająca Pyziaka 09.10.12, 21:45
                    Właśnie uświadomiłam sobie, że Musierowicz tamtą scenę na schodach opisała tak, jakby Pyziak był już kompletnym, śmierdzącym, przez alkohol wypranym z mózgu menelem, który kompletnie nie kontaktował ze światem. (Ktoś mi opowiadał o takim prawdziwym zdarzeniu - spotkał starego kolegę z klasy w najgorszym stadium alkoholizmu, tak przemienionego w menela, że aż się, nie wiem, wystraszył, czy może poczuł pogardę, i nawet nie odpowiedział na jego pozdrowienie. Więc tak ludzie reagują.) Ale Pyziak chyba jeszcze w takim stanie nie był, przynajmniej tak wynika z późniejszych tomów.
                    • rozdzial43 Re: Mila przepędzająca Pyziaka 09.10.12, 21:52

                      Ale Pyziak chyba jeszcze w takim stanie nie był, przynajmniej tak w
                      > ynika z późniejszych tomów.

                      Ależ tak, ależ tak, zdecydowanie postawiona w wymagającej szybkiej reakcji sytuacji Mila powinna zaprosić byłego zięcia na gumowe salony. Herbatka, ciasteczka, małdrzyki i cium pyszulka. A to, Pyzuniu i Tygrysku, jest wasz tatuś. Ale sze o so chodzi, że to moje córki som? No macie tu od tatusia po cukiereczku, eee, nie, po piersióweczce może.

                      A poza tym, jak wynika z listu Gizeli, Mila wcale nie podeszła bezrefleksyjnie i kilka razy pytała w liście Gizelę, czy aby dobrze zrobiła. Więc gryzła się tym, a sytuacja nie była jednoznaczna. Sama nie wiem, czy bym tak nie zrobiła.
                      • berek_76 Re: Mila przepędzająca Pyziaka 09.10.12, 22:04
                        No jasne, bo to są jedyne dwie możliwości: podjąć z honorami albo wywalic na mordę z nakazem, żeby nigdy nie wracał. Bo:
                        - powiedzieć "przyjdź jak wytrzeźwiejesz";
                        - poinformować Gabę, że Pyziak jednak był;
                        - powiedzieć zwłaszcza świrującej Laurze, że to nieprawda, że ojciec nigdy jej nie chciał widzieć...
                        ... nieeeeee, to wykluczone.


                        -----------------------
                        Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)

                        You've got to kick a little
                        • rozdzial43 Re: Mila przepędzająca Pyziaka 09.10.12, 22:09

                          > No jasne, bo to są jedyne dwie możliwości: podjąć z honorami albo wywalic na mo
                          > rdę z nakazem, żeby nigdy nie wracał. Bo:
                          > - powiedzieć "przyjdź jak wytrzeźwiejesz";
                          > - poinformować Gabę, że Pyziak jednak był;
                          > - powiedzieć zwłaszcza świrującej Laurze, że to nieprawda, że ojciec nigdy jej
                          > nie chciał widzieć...
                          > ... nieeeeee, to wykluczone.

                          Zaraz, a gdzieś stoi otwartym tekstem, że Gabie w końcu nie powiedziała? Poza tym ile cukru w cukrze, tzn, ile prawdy sprzedać świrującej Laurze: powiedzieć tylko że był? Czy że wprawdzie był, ale narąbany, przejazdem (może przesiadkę miał, bidulek, a z dworca na Roosevelta rzut beretem).
                          >
                          > -----------------------
                          > Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)
                          >
                          > You've got to kick a little
                          • agni_me Re: Mila przepędzająca Pyziaka 09.10.12, 23:31
                            Bo Gaba mówi Nutrii, że od stu lat nie miała wiadomości od Pyziaka i o Pyziaku?
                          • berek_76 Re: Mila przepędzająca Pyziaka 10.10.12, 18:18
                            Poza t
                            > ym ile cukru w cukrze, tzn, ile prawdy sprzedać świrującej Laurze: powiedzieć t
                            > ylko że był? Czy że wprawdzie był, ale narąbany, przejazdem (może przesiadkę mi
                            > ał, bidulek, a z dworca na Roosevelta rzut beretem).

                            Ale te pytania mają się nijak do faktu, że oprócz wywalenia na zbitą mordę z adnotacją "nikt cię tu nie chce widzieć" a podejmowaniem herbatką było jeszcze parę możliwości. Których Mila nie wykorzystała. Że trudno było zadecydować? A to nie jest tak, że w życiu generalnie jest trudno? I o mądrości człowieka nie świadczy to, czy wybiera rozwiązania najłatwiejsze? Hmmm?

                            -----------------------
                            Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)

                            You've got to kick a little
                            • rozdzial43 Re: Mila przepędzająca Pyziaka 10.10.12, 20:35
                              > Ale te pytania mają się nijak do faktu, że oprócz wywalenia na zbitą mordę z ad
                              > notacją "nikt cię tu nie chce widzieć" a podejmowaniem herbatką było jeszcze pa
                              > rę możliwości. Których Mila nie wykorzystała. Że trudno było zadecydować? A to
                              > nie jest tak, że w życiu generalnie jest trudno? I o mądrości człowieka nie świ
                              > adczy to, czy wybiera rozwiązania najłatwiejsze? Hmmm?

                              Dużo Ty tam wykorzystasz możliwości i zadecydujesz z pijanym człowiekiem. IMHO Mila nie wybrała rozwiązania najłatwiejszego, ale w tamtym momencie jedynie słuszne (odurzony tatuś na klatce, małe wrażliwe dziewczynki w mieszkaniu).
                              A potem przynajmniej wzięła na klatę konsekwencje, sama się gryzła, martwiła i stale bezwzględnie pomagała Gabie i jej porzuconym przez ojca córkom.
                              • bupu Re: Mila przepędzająca Pyziaka 10.10.12, 20:51
                                rozdzial43 napisała:

                                > Dużo Ty tam wykorzystasz możliwości i zadecydujesz z pijanym człowiekiem. IMHO
                                > Mila nie wybrała rozwiązania najłatwiejszego, ale w tamtym momencie jedynie sł
                                > uszne (odurzony tatuś na klatce, małe wrażliwe dziewczynki w mieszkaniu).
                                > A potem przynajmniej wzięła na klatę konsekwencje, sama się gryzła, martwiła i
                                > stale bezwzględnie pomagała Gabie i jej porzuconym przez ojca córkom.

                                Fajnie. To co byłoby niesłusznego w powiedzeniu Januszowi "zjeżdżaj i wróć jak wytrzeźwiejesz"? Oraz co byłoby niesłusznego w nie powiedzeniu Gabie, że Janusz był? Słucham w głębokim skupieniu.
                                • rozdzial43 Re: Mila przepędzająca Pyziaka 10.10.12, 21:15
                                  > Fajnie. To co byłoby niesłusznego w powiedzeniu Januszowi "zjeżdżaj i wróć jak
                                  > wytrzeźwiejesz"?

                                  Janusz był "pijany w drobny mak". Nie byłoby nic niesłusznego w takim jak chcesz powiedzeniu.

                                  Byłoby to słuszne i głupie. Bez sensu. Jakby do ściany mówiła. Racjonalna argumentacja do odurzonego człowieka. Gdyby chciał poznać swoje dzieci, to przyszedłby na trzeźwo, a żadna Mila nie mogłaby mu przeszkodzić.

                                  Oraz co byłoby niesłusznego w nie powiedzeniu Gabie, że Janusz
                                  > był? Słucham w głębokim skupieniu.

                                  Intencją Mili - jak wynika z listu Gizeli - było chronić Gabę. Trudno powiedzieć, czy było to słuszne. Ale na pewno nie było podłe i bezrefleksyjne.
                                  • bupu Re: Mila przepędzająca Pyziaka 10.10.12, 22:01
                                    > Byłoby to słuszne i głupie. Bez sensu. Jakby do ściany mówiła. Racjonalna argum
                                    > entacja do odurzonego człowieka.

                                    Skoro "Idź i nie wracaj" zakumał, to oznacza, że "Idź i wróć gdy wytrzeźwiejesz" zapewne zakumałby również. Poza tym jest pijany i pijany, człowiek "po kielichu", jak stan Janusza był w jednym miejscu opisany, zasadniczo rozumie co się do niego mówi. Ktoś pijany w drobny mak niekoniecznie, ale Pyziak najwyraźniej coś kminił, skoro polecenie Mili wykonał, nie?

                                    > Intencją Mili - jak wynika z listu Gizeli - było chronić Gabę. Trudno powiedzie
                                    > ć, czy było to słuszne. Ale na pewno nie było podłe i bezrefleksyjne.

                                    Było podłe, ponieważ ta decyzja, o tym w jakim stopniu i czy w ogóle Pyziak ma być obecny w życiu jej córki i wnuczek, nie należała do Mili. Ona należała wyłącznie do Gaby.
                        • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Mila przepędzająca Pyziaka 09.10.12, 22:21
                          berek_76 napisała:

                          > No jasne, bo to są jedyne dwie możliwości: podjąć z honorami albo wywalic na mo
                          > rdę z nakazem, żeby nigdy nie wracał. Bo:
                          > - powiedzieć "przyjdź jak wytrzeźwiejesz";
                          > - poinformować Gabę, że Pyziak jednak był;
                          > - powiedzieć zwłaszcza świrującej Laurze, że to nieprawda, że ojciec nigdy jej
                          > nie chciał widzieć...
                          > ... nieeeeee, to wykluczone.

                          Numer telefonu mogła od niego wziąć. Chyba nie był tak pijany, żeby nie pamiętał.

                          A to, że Gaba ma nowego męża i proszę jej nie mieszać w życiu, to bardzo głupie myślenie ze strony Mili. Skąd ona w ogóle wiedziała, że Janusz przyszedł odbijać Gabę Grzesiowi?? Może po prostu przyszedł zobaczyć dzieci i umówić się w sprawie alimentów.
                          • bupu Re: Mila przepędzająca Pyziaka 09.10.12, 23:03
                            anuszka_ha3.agh.edu.pl napisała

                            > A to, że Gaba ma nowego męża i proszę jej nie mieszać w życiu, to bardzo głupie
                            > myślenie ze strony Mili. Skąd ona w ogóle wiedziała, że Janusz przyszedł odbij
                            > ać Gabę Grzesiowi?? Może po prostu przyszedł zobaczyć dzieci i umówić się w spr
                            > awie alimentów.

                            Nie no, przecież w Pyziakodramacie wszystko kręci się wokół Gabuchny i jej bezcennych zranionych uczuć. Dzieci i ich uczucia oraz potrzeby są mało istotne.
            • ginestra Re: Mila przepędzająca Pyziaka 09.10.12, 21:51
              On się nie pokazał chyba dlatego, że dotarły do niego słowa Mili (najwyraźniej aż tak pijany nie był), że Gaba ma nowego męża i syna, i żeby jej nie mieszał w życiu.

              A więc na swój sposób to uszanował, nie chciał jej mieszać w życiu. Na forum przywoływałyśmy kiedyś piosenkę Krystyny Giżowskiej o podobnym wydźwięku (pt. Nie było ciebie tyle lat) i ta piosenka jakby pokazuje czego Janusz nie chciał Gabie zgotować.
              Link:
              teksty.org/krystyna-gizowska,nie-bylo-ciebie-tyle-lat,tekst-piosenki
              Inna sprawa, że mógł jakoś bardziej powalczyć o to, aby być obecny w życiu córek jako rodzic zewnętrzny itp. Natomiast mogło to nie być łatwe z uwagi na wstyd po więzieniu i ogólne jakieś nieudźwignięcie samemu tej sytuacji, a Gaba mu tego w ogóle nie ułatwiała.

              Osobiście nie rozumiem tego. Gaba kochała Janusza, więc szkoda, że nie starała się ze swojej strony o ten kontakt z nim i zachęcanie go do bycia w życiu jej i córek mimo wszystko. Miała po temu wiele okazji, mogła nawiązać z nim kontakt milion razy i okazać mu, że jest potrzebny, dać mu jakieś zielone światło do kontaktu z córkami itp. (o jego pobycie w więzieniu musiała wiedzieć, mogła go nawet w tym więzieniu wspierać, pisać do niego, odwiedzać itp.). Byłoby mu wtedy łatwiej i mogliby cały czas mieć kontakt.

              Wiem, co mówię, bo ja sama doświadczyłam podobnej sytuacji, tzn. po rozwodzie zrobiłam wszystko co w mojej mocy, aby właśnie moje dzieci miały dobre zdanie o ich ojcu (niezależnie od tego jakie były problemy między mną a nim, a były duże) oraz starałam się o to, aby on czuł się zawsze potrzebny dzieciom i jak chciał coś dobrego z siebie dać, to nauczyłam się to przyjmować i dziękować mu za każdą najdrobniejszą rzecz dla dzieci i dla mnie i ogólnie zwracałam się do tej dobrej strony, którą zawsze miał (i za którą go przecież pokochałam) i tak dalej. Może było mi łatwiej, bo kochałam go niezależnie od tej złej strony, którą też miał, ale stawiałam na tę dobrą i ta dobra wygrała. Przekonałam się o tym naocznie i wierzcie mi, wcale nie było przesądzone, że w naszych relacjach ta jego dobra strona wygra i tak niesamowicie rozwinie się, ale tak się właśnie stało. W ten sposób oboje wypracowaliśmy dobre kontakty i dzieci miały (i mają) ulgę, że rodzice są w czymś nawet na kształt przyjaźni (choć były mąż ma drugą rodzinę). Owszem, to zasługa obu stron, ale pamiętam ile zrobiłam też ja ze swojej strony, żeby go właśnie zachęcać, okazywać, że jest mile widziany, że wszystko, co robi dla dzieci jest OK, nie unosić się honorem, nie wypominać mu nic, umieć przyjmować. To wszystko robiłam równolegle z pokonywaniem w sobie całego spectrum bardzo trudnych uczuć, ale chciałam zawsze "ku dobru" i tego się trzymałam i trzymam i w jakiś sposób (dla mnie jest to po prostu cud) tak się wszystko działo, że faktycznie było ku dobru i są tego dobre owoce.

              Po prostu coś takiego jest możliwe i to na pewno nie tylko u mnie jednej, ale u wielu rozwiedzionych kobiet. Chcę powiedzieć, że owszem, rodzic zewnętrzny dobrze, jeżeli stara się o kontakt, ale dobrze też, jeżeli ta matka, która zostaje z dziećmi nie obwaruje się w twierdzy, nie obrzydza ojca dzieciom, tylko też jakoś ułatwia mu kontakt z nimi i buduje te pomosty.

              Dlatego kompletnie nie rozumiem Gaby w tym aspekcie, tym bardziej, że po powrocie z Australii Janusz był w Europie, kontaktowali się (rozwód brali, on był w więzieniu, więc chyba nie był w tym czasie z inną kobietą, można było z nim jakąś więź nawet nawiązać czy coś, skoro był taką wielką jej miłością, mogło to wszystko potoczyć się jeszcze nawet i w najlepszą stronę, ale nie.).

              A Mila, gdyby była rzeczywistą postacią, to na pewno dręczyłyby ją pod koniec życia zwłaszcza wyrzuty sumienia za to odprawienie Janusza od progu. Gdyby go nie odprawiła, to może choć dziewczynki miałyby kontakt z ojcem od tamtego czasu, przez wiele lat, ale nie, ważniejsza Gaba, bo ma nowego męża i syna. :((( Ważniejsza od Laury, która żyła w przeświadczeniu, że całe życie ojciec jej nie chciał nawet zobaczyć, ważniejsza od Pyzy, która straciła ojca jako roczne dziecko.

              Piszę o Borejkach jak o żywych ludziach, bo takie historie są naprawdę strasznie bolesne, kiedy czasu nie da się cofnąć i w ogóle. Dobrze, że oni są fikcyjni, mają szczęście!
    • kkokos Re: Mila przepędzająca Pyziaka 09.10.12, 21:01
      > Przecież to straszne, co ona ma na sumieniu. Jeśli tak było, to Gaba powinna te
      > go matce nie wybaczyć...

      ależ mila śpi spokojnie z sumieniem czystym jak u niemowlęcia
      przecież ona tylko zaoszczędziła gabie kolejnego cierpienia
      bo gaba tak strasznie przeżywałaby spotkanie z pijanym pyziakiem, parę lat nie doszłaby do siebie

      no bo co by dało spotkanie gaby z pijanym pyziakiem, no co? pyziak wybełkotałby coś o tym, że mu tak strasznie przykro i on ją tak strasznie kocha, a przecież gaba znałaby prawdę - że porzucił, nie zachował się, jak należy, tylko krzywdził, więc te pijane słowa przeprosin bolałyby ją jeszcze bardziej. a jeśli jeszcze patrzyłby na nią oczami spaniela (pijanego spaniela), jak kiedyś w szpitalu - no po prostu serce by gabie pękło.

      przynajmniej tego jej mila zaoszczędziła i dlatego może spać spokojnie, a gaba nie ma jej czego wybaczać, tylko powinna być wdzięczna. o.
      • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Mila przepędzająca Pyziaka 09.10.12, 21:24
        Każdy ma swoją odpowiedzialność. Pyziak tak czy inaczej jest odpowiedzialny za to, że nie olał teściowej. Przecież jeśli mu zależało, to co w ogóle teściowa ma do gadania.

        Ale Mila odpowiada za to, że postępowała dwulicowo. Facetowi kazała się wynosić, a przed córką utrzymywała, że facet zły, bo się nie kontaktuje.
        • sowca Re: Mila przepędzająca Pyziaka 09.10.12, 21:43
          Facet zły, bo się nie kontaktuje i zły, bo się nie kontaktuje. Najpierw było źle, że Pyziak porzucił żonę i córki i nie utrzymuje kontaktu (co jest bezdyskusyjnie zachowanie niepoważne i godne nagany). Ale kiedy przyjechał na ślub Laury, to nagle zrobiło się oburzenie, że przyjechał i jak śmiał w ogóle. Zastanawiam się, co byłoby właściwym zachowaniem w takiej sytuacji? Nie przyjeżdżać na ślub córki, bo przecież i tak Janusz jej praktycznie nie znał? Przyjeżdżać i przepraszać (po raz enty, dodajmy)? Ja już nie wiem, co by było dobre.
          • sowca Re: Mila przepędzająca Pyziaka 09.10.12, 21:44
            Errata: powinno być "zły, bo się nie kontaktuje i zły, bo się kontaktuje." Teraz ma sens :)
          • dakota77 Re: Mila przepędzająca Pyziaka 09.10.12, 21:48
            Taa, smial przyjechac, bo corka go zaprosila...
        • kkokos Re: Mila przepędzająca Pyziaka 09.10.12, 21:47
          > Ale Mila odpowiada za to, że postępowała dwulicowo. Facetowi kazała się wynosić
          > , a przed córką utrzymywała, że facet zły, bo się nie kontaktuje.

          w swoim pojęciu (i w pojęciu autorki) wyłącznie chroniła córkę - i z całą pewnością na dowód, że się nie kontaktuje, powtarzała sobie twój argument "jakby mu naprawdę zależało, to by przyszedł po raz drugi, i trzeci, i trzeźwy. widać mu nie zależało, skoro jedna rozmowa z teściową wystarczyła, by się odczepił".
          • yvi1 Re: Mila przepędzająca Pyziaka 09.10.12, 21:57
            A moze Pyziak musial sie napic na odwage(czego absolutnie nie pochwalam),ale w koncu po wyjsciu z wiezienia,moze mu i jeden glebszy zaszkodzil.A Mila z niego odrazu alkoholika zrobila.I w swoim mniemaniu chciala Gabie takiej przyszlosci oszczedzic.
            I ja naprawde,nie chce bronic Mili,tylko staram sie zrozumiec(OMG,fikcyjna postac i jej zachowanie).Chyba na razie mam dosyc.Jak widac,mozna sie zagalopowac:)
          • rozdzial43 Re: Mila przepędzająca Pyziaka 09.10.12, 21:57
            >
            > w swoim pojęciu (i w pojęciu autorki) wyłącznie chroniła córkę -

            No, dzieci małe jeszcze były, nespa?
            • ginestra Re: Mila przepędzająca Pyziaka 09.10.12, 22:14
              rozdzial43 napisała:

              >
              > No, dzieci małe jeszcze były, nespa?

              Mila właśnie tym sposobem pozbawiła te dzieci dalszych kontaktów z ojcem. Miał ten moment, że zebrał się na odwagę przyjść i można było ten moment wykorzystać do tego, aby miał później kontakt z dziećmi, a one z nim!

              Mila, zamiast być dla niego nieżyczliwa, mogła być życzliwa i na przykład (jeśli był pijany i nie chciała pokazywać go po raz pierwszy dzieciom Gaby w takim stanie) mogła odnieść się do niego jak do człowieka, powiedzieć mu, żeby chwilę zaczekał i zawołać Gabę na korytarz. Usiedliby z Januszem na tym półpiętrze, podobnym do tego, na którym siedziała Cesia z Hajdukiem i porozmawialiby. Gaba mogłaby powiedzieć mu, że bardzo cieszy się, że chce nawiązać kontakt z dziećmi, i prosi go, żeby przyszedł jutro, jak będzie zupełnie trzeźwy, i że zobaczy się z dziećmi. Mogła starać się o to, żeby jakoś jej dzieci miały później kontakt z ojcem.

              Oczywiście, mogła obawiać się, że dzieci zobaczą ojca, a ten zniknie i dzieci będą rozczarowane, ale było równie tyle prawdopodobieństwa, że właśnie będzie on chciał mieć z nimi kontakt. Co nastąpi, tego nie można było wiedzieć z góry. Ale można było pójść w stronę dobra i przekonać się co będzie.

              Innymi słowy, niezależnie od tego jaki był Janusz i jak by postąpił, Mila miała w ręku w tamtej chwili niepowtarzalną okazję do zrobienia czegoś bardzo dobrego dla swoich wnuczek, ale nie zrobiła tego. Był to delikatny moment, jakiś tlący się płomyczek nadziei na coś dobrego dla tych dzieci, ale niestety Mila zdusiła ten płomyczek, bo wybrała oschłość, dosadność, nieżyczliwość, poczucie wyższości, decydowanie za innych itp.
              • rozdzial43 Re: Mila przepędzająca Pyziaka 10.10.12, 20:26
                > Mila właśnie tym sposobem pozbawiła te dzieci dalszych kontaktów z ojcem. Miał
                > ten moment, że zebrał się na odwagę przyjść i można było ten moment wykorzystać
                > do tego, aby miał później kontakt z dziećmi, a one z nim!

                No wiedziałam, że winna w końcu porzucenia dzieci przez Pyziaka okaże się Mila. Absolutnie się z tym nie zgadzam. Mila nie miała wobec Pyziaka żadnego obowiązku ułatwiania mu czegokolwiek. Miała oczywiście obowiązki wobec małoletnich wnuczek i to jest rzeczywiście pole do dyskusji, co byłoby dla nich lepsze.

                Ale pamiętajmy sytuację: narąbany tatuś, po 10 latach, po raz pierwszy ma zamiar się objawić,
                małym dziewczynkom, rozpieszczonym życiem w oparach starożytnego Plutarcha. A po cóż takie eksperymenty, ja się pytam.
                Kieby chciał przyjść godnie, z zapowiedzią, żeby dzieci jakoś przygotować, z propozycją łożenia na dzieci i zorganizowania kontaktów, to insza by by była inszość. Ale nie - tak nigdy nie przyszedł. I na pewno nie jest to wina Mili.
                • olkit0 Re: Mila przepędzająca Pyziaka 10.10.12, 20:57
                  > Ale pamiętajmy sytuację: narąbany tatuś, po 10 latach, po raz pierwszy ma zamiar
                  > się objawić,
                  > małym dziewczynkom, rozpieszczonym życiem w oparach starożytnego Plutarcha. A p
                  > o cóż takie eksperymenty, ja się pytam.
                  > Kieby chciał przyjść godnie, z zapowiedzią, żeby dzieci jakoś przygotować, z pr
                  > opozycją łożenia na dzieci i zorganizowania kontaktów, to insza by by była insz
                  > ość

                  Otóż to. Znałam bliżej kilku pijących facetów. Nikt tak jak oni mnie nie "kochał" pod wpływem alkoholu. Wydzwanianie w środku nocy, niezapowiedziane wizyty, płomienne wyznania. I nikt tak jak oni mnie nie olewał na trzeźwo. Wniosek - nic, co mówi i robi facet pod wpływem alkoholu NIE JEST prawdą, bo inaczej by obowiązywało też na trzeźwo.
                  • ginestra Re: Mila przepędzająca Pyziaka 10.10.12, 21:18
                    olkit0 napisała:

                    >
                    > Otóż to. Znałam bliżej kilku pijących facetów. Nikt tak jak oni mnie nie "kocha
                    > ł" pod wpływem alkoholu. Wydzwanianie w środku nocy, niezapowiedziane wizyty, p
                    > łomienne wyznania. I nikt tak jak oni mnie nie olewał na trzeźwo. Wniosek - nic
                    > , co mówi i robi facet pod wpływem alkoholu NIE JEST prawdą, bo inaczej by obow
                    > iązywało też na trzeźwo.

                    Nie chcę podważać Twoich doświadczeń, masz rację, tylko że w przypadku Pyziaka nie mamy pewności jak było i czy to był ten przypadek.

                    Możliwe całkiem, że on nie był wówczas chory na chorobę alkoholową, nie miał takich faz, że po pijaku wyznaje miłość, a na trzeźwo olewa itp., tylko może po prostu jednorazowo wypił kielicha czy dwa na odwagę, a był w pełni władz umysłowych i nie chciał być może czynić płomiennych wyznań, tylko na przykład rzeczowo porozmawiać z Gabą o tym, że chciałby wiele rzeczy naprawić, widywać się z dziećmi itp. Nie wiemy tego.

                    Nie wiemy też ile on wypił i czy Mila nie przesadza w liście pisząc, że był pijany w drobny mak, bo jakby był pijany w drobny mak, to chyba by nie dał rady ani nic wyartykułować ani zrozumieć co Mila mówi, ani wejść na to piętro kamienicy itp. Może Mila po prostu poczuła od niego alkohol, może przy okazji wydawał się zemocjonowany tą chwilą czy coś, a do tego Mila bo bardzo nie lubiła, więc wszystko co by nie robił interpretowała na jego niekorzyść.

                    Tak też mogło być. Moim zdaniem mogła nie zakładać z góry, że to jest ogólnie pijak, codziennie pije na umór itp., tylko wziąć jakiś kontakt od niego albo Gabę zawołać, niech pogadają we dwoje, w końcu to jej były mąż, a nie Mili. I tyle. Co dalej - niech życie pokaże.
                    • rozdzial43 Re: Mila przepędzająca Pyziaka 10.10.12, 21:45

                      > Możliwe całkiem, że on nie był wówczas chory na chorobę alkoholową, nie miał ta
                      > kich faz, że po pijaku wyznaje miłość, a na trzeźwo olewa itp., tylko może po p
                      > rostu jednorazowo wypił kielicha czy dwa na odwagę, a był w pełni władz umysłow
                      > ych i nie chciał być może czynić płomiennych wyznań, tylko na przykład rzeczowo
                      > porozmawiać z Gabą o tym, że chciałby wiele rzeczy naprawić, widywać się z dzi
                      > ećmi itp. Nie wiemy tego.


                      Akurat wątek picia Pyziaka jest prowadzony potem już konsekwentnie. W McDusi Janusz wyznaje, że nie pije od dwóch lat, co brzmi jak wyznanie jednak alkoholika.

                      Oczywiście Mila nie mogła wiedzieć, kiedy zrzucała Pyziaka ze schodów, że jest on lub wkrótce będzie alkoholikiem. Ale skoro jednak stał się alkoholikiem, to może i słusznie go zrzuciła z tych schodów. Ale to już musiałby się wypowiedzieć bardziej doświadczony, czy lepiej jest nie mieć w ogóle ojca, czy mieć ojca alkoholika. Bliskie mi DDA twierdzą, że lepiej w ogóle nie mieć. Ale to chyba bardzo indywidualna sprawa.
                      • iwoniaw Re: Mila przepędzająca Pyziaka 10.10.12, 22:14
                        CytatAle skoro jednak stał się alkoholikiem, to
                        > może i słusznie go zrzuciła z tych schodów.


                        Bardzo słusznie. Wszak każdy pijak to złodziej.
                        • rozdzial43 Re: Mila przepędzająca Pyziaka 11.10.12, 18:17
                          > Bardzo słusznie. Wszak każdy pijak to złodziej.


                          Stanowczo poddaję w wątpliwość, byś Ty (jak i scenarzysta filmu, z którego pochodzi ta kwestia) miała rację.

                          Pewnym jest natomiast, że każdy alkoholik to jest duży problem dla swoich dzieci. Padają takie słowa jak np. trauma, albo na przykład takie syndromy, rozumiesz są, DDA, współuzależnienie, taki tam niemiły klimacik. Po co Ci jeszcze do tego złodziejstwo, to już nie rozumiem.
                          • bupu Re: Mila przepędzająca Pyziaka 11.10.12, 18:40
                            rozdzial43 napisała:

                            > Pewnym jest natomiast, że każdy alkoholik to jest duży problem dla swoich dziec
                            > i. Padają takie słowa jak np. trauma, albo na przykład takie syndromy, rozumies
                            > z są, DDA, współuzależnienie, taki tam niemiły klimacik. Po co Ci jeszcze do te
                            > go złodziejstwo, to już nie rozumiem.

                            I na tym powinna była rola Gabrieli polegać, żeby ewentualne kontakty dziatek z tatusiem monitorować, a w razie niebezpieczeństwa uciąć. Rola Mili natomiast stanowczo nie polegała na tym, żeby z góry i na własną rękę decydować co jest dla jej dorosłej córki lepsze. Bez konsultacji z rzeczoną córką. Przy okazji gratuluję pani Borejko wyjątkowych talentów psychologa diagnosty, skoro widząc Janusza po raz pierwszy po latach bez kontaktu, zdołała dostrzec, że jest on alkoholikiem. Wskazówka: stan upojenia alkoholowego nie jest równiznaczny z uzależnieniem od alkoholu.
                    • olkit0 Re: Mila przepędzająca Pyziaka 10.10.12, 22:39
                      > nie mamy pewności jak było i czy to był ten przypadek.

                      Naturalnie, to nie ze mną Pyziak zdradzał Gabę :) A poważniej - rzeczywiście, nie wiadomo co chciał osiągnąć tą wizytą, ale gdyby miał dobre intencje, to by się rozsądnie nie zraził odmową teściowej (był przedstawiany jako dość rozumny młody człowiek a przy tym uparty i konsekwentny - zarówno w nauce jak i zdobywaniu Gabrieli), tylko nawiązał kontakty już na trzeźwo i już z właściwą zainteresowaną. Nie wiemy też nic o doświadczeniach Mili z alkoholikami, ale gdyby takie miała, to z mojego punktu widzenia jej reakcja była całkowicie prawdopodobna. Innymi słowami - najpewniej sama na miejscu Mili postąpiłabym tak samo, z tą różnicą może, że bym córce opowiedziała po fakcie o wszystkim, tak jak mówię jej o wszystkim innym. Opowiedzieć więc powinna, chociażby ze strachu że kiedyś może dojść do konfrontacji. Milczenie byłoby uzasadnione tylko gdyby osobiście Janusza zabiła i zakopała w piwnicy ;> Inna rzecz, że jeśli faktycznie był mocno pijany, to może całego zdarzenia w ogóle nie pamiętać.
                      • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Mila przepędzająca Pyziaka 10.10.12, 23:08
                        > Nie wiemy też nic o doświadczeniach Mili z alkoholikami, ale gdyby takie
                        > miała, to z mojego punktu widzenia jej reakcja była całkowicie prawdopodobna.

                        Też miałam to napisać. Nie wiem, czy Mila miała jakieś złe doświadczenia z alkoholikami. Ale np. osoby z rodzin, gdzie jest problem alkoholowy podobno mają tendencję do wpadania w skrajności gdy mają kontakt z kimś, kto nadużył alkoholu. To im się kojarzy z najgorszym i mogą mieć przesadzone reakcje. Ale nie wiem, czy to był przypadek Mili. Może jest to przypadek autorki?

                        > Innymi słowami - najpewniej sama na miejscu Mili postąpiłabym tak samo, z tą ró
                        > żnicą może, że bym córce opowiedziała po fakcie o wszystkim, tak jak mówię jej
                        > o wszystkim innym. Opowiedzieć więc powinna, chociażby ze strachu że kiedyś moż
                        > e dojść do konfrontacji. Milczenie byłoby uzasadnione tylko gdyby osobiście Jan
                        > usza zabiła i zakopała w piwnicy ;> Inna rzecz, że jeśli faktycznie był moc
                        > no pijany, to może całego zdarzenia w ogóle nie pamiętać.

                        No więc właśnie dla mnie to jest złe, że nie powiedziała Gabie. Z jakiej racji? To kompletnie bez sensu zachowanie. Próba kontroli, w imię czego?
                • ginestra Re: Mila przepędzająca Pyziaka 10.10.12, 21:11
                  Mnie chodziło o to, że od Mili - starszej kobiety, mężatki, matki oraz babci w jednym - oczekiwałabym pewnej znajomości życia i nie stawiania się nad kimś. Po prostu "bycia człowiekiem". Rozumienia tego, z jak ważną sprawą ma do czynienia i jak bardzo ta sprawa nie dotyczy jej samej, a dotyczy życia innych ludzi. Mila nie miała prawa decydować za nich, tj. za tę parę małżeńską, za ich dzieci, a zdecydowała i o to mam do niej żal (oczywiście, na ile można mieć żal do fikcyjnej postaci).

                  Znajomość życia polega też na rozumieniu, że w życiu nie zawsze zdarza się to, co powinno się zdarzać (tu: Pyziak powinien był nie porzucać dzieci, odprawiony od progu powinien znów próbować kontaktu itp.). Jasne, że powinien, ale w życiu tak nie jest. Bywa, że człowiek, zwłaszcza taki "z życiorysem", przeżywający duże poczucie winy, jak raz zdobył się na jakiś gest i został spuszczony na drzewo, to być może już drugi raz na taki gest nie zdobędzie się i raczej to poczucie winy będzie topił w alkoholu i tym bardziej nie przychodził, ze wstydu albo wyjedzie z kraju albo nawet i zdobędzie się, ale jak będzie szedł, to mu cegła spadnie na głowę i umrze. Tak też być może.

                  Jedyne co Mila miała wtedy, to tę chwilę. Nie znała przyszłości, nie wiedziała co dalej będzie, czy właśnie Pyziakowi za progiem nie spadnie na głowę cegła. Miała go po prostu przed sobą tu i teraz, pragnącego zobaczyć się z matką jego dzieci i z tymi dziećmi. Miała tę okazję. On, poza wszystkim, miał też prawo zobaczyć się z Gabą i dziećmi.

                  Nie był przecież zagrażającym im stalkerem czy kimś.

                  Uważam, że Mila zawiniła tym, że postawiła się nad nim, a także nad Gabą i jej dziećmi. Zadecydowała za nich. A potem nawet nie powiedziała Gabie ani słowem, że on był.

                  Najczęściej staram się bronić pani MM i o ile to możliwe nie krytykować jej pomysłów. Są natomiast sceny w Jeżycjadzie, które budzą we mnie grozę i smutek (że mogło tyle dobrego się stać, a nie stało i czasu się nie cofnie). To jest jedna z takich scen.

                  I ona rzutuje też na inne sceny, np. na scenę, w której Mila rozmawia z małą Laurą, Laurze kapią łzy na sweterek z tęsknoty za ojcem i z żalu, że jej nie chciał nawet zobaczyć, a Mila nie powie jej, że tatuś właśnie chciał ją zobaczyć, był na Roosevelta, tylko ona sama go przepędziła. Tymczasem takie słowa, że tatuś ją kocha, że chciał ją zobaczyć, że pewnie o niej myśli, i że może nadejdzie dzień, że się zobaczą itp., mogłyby naprawdę bardzo wiele w Laurze zmienić, podarować jej wręcz nowe życie.

                  Czasem dorośli nawet kłamią "tatuś cię kochał", "cieszył się tobą", żeby tylko dać dziecku ten pozytywny komunikat, który pomaga dziecku żyć. Mądrą rzeczą jest, po rozwodzie albo po śmierci ojca, mówić dziecku pozytywnie, że jest podobne do ojca w czymś tam, że "tata byłby z ciebie dumny", "szkoda, że tata nie mógł zobaczyć twojego występu, cieszyłby się" albo "tata by tego nie pochwalał". Po prostu dziecko potrzebuje jakoś uwewnętrznić w sobie tę postać ojca, że go w ogóle miało, czy ma, ale gdzieś daleko. I jest na to sposób, bo właśnie matka czy inne ważne dla dziecka osoby mogą tę postać ojca przywoływać. Podkreślać pozytywy, że ma pewne cechy po ojcu, mówić o nim dobrze (to, co się da mówić dobrze, a zwykle są jakieś aspekty, o których się da).

                  U Borejków nie ma tych pozytywnych przekazów, nie ma w ogóle mowy o ojcu, chyba że pejoratywnie. To jest robienie dziecku wielkiej krzywdy. I to odprawienie Pyziaka sprzed drzwi jest niestety (dla mnie) kontynuacją takiej ogólnej pogardy starych Borejków dla niego i nie traktowania go tak, że jest kimś ważnym dla dzieci, że jest ich ojcem, że przez sam ten fakt może warto jakoś nie zrywać cienkiej nici, która go jednak łączy z tymi dziećmi, skoro przyszedł, nawet i pijany, ale przyszedł, chciał zobaczyć się z nimi.

                  Mila ostatecznie mogla wziąć od niego kontakt (gdzie zatrzymał się w Poznaniu itp.), przekazać go Gabie i wtedy Gaba by zdecydowała co i jak i mogłaby te pomosty budować.

                  Gdyby Gaba nie chciała widzieć Pyziaka i pozbawiła dzieci możliwości kontaktu z ojcem albo gdyby za progiem Pyziakowi spadła cegła na głowę, to Mila miałaby i tak czyste sumienie, że zrobiła co w jej mocy, żeby nie stawiać się nad nim i nie utrudniać mu okazania dzieciom, że je kocha itp. A tak, to Mila czystego sumienia nie ma w tej sprawie i przyczyniła się (niestety, tak to wychodzi życiowo), że pewien potencjał chwili, z którego mogło wyjść wiele dobra, został zduszony. Chwila minęła i już druga taka okazja nie trafiła się. Mila miała ją w ręku, a celowo wypuściła.

                  Tak to widzę.
    • iwoniaw W dodatku ta scena nie jest uzasadniona fabularnie 10.10.12, 21:26
      - wątek Pyziaka na schodach służy (zwłaszcza w świetle późniejszych części) wyłącznie i tylko pokazaniu, że Janusz jest pijak i złodziej, a Mila sprawiedliwie i słusznie postępująca. Taki jest przekaz ustami (czy listami) pozytywnych bohaterów i nie ma woli w ogóle o nim wspominać później czy uznać za fakt godny roztrząsania.
      Tymczasem sensownie dla mnie brzmi to, co na ten temat pisze Ginestra i jakoś tak faktycznie uderza, że o Pyziaku, który ZA CZASÓW MAŁŻEŃSTWA Z GABĄ i wcześniej przecież miał masę dobrych cech (o których wiemy z poprzednich książek) nie mówi się jego córkom NICZEGO pozytywnego. Normalni ludzie też raczej małym dzieciom w takich okolicznościach powiedzą "nie wyszło nam" niż "tatuś był zbirem, który skrzywdził mamę i nie ważcie się jego imienia wymawiać".
      • nioszka Re: W dodatku ta scena nie jest uzasadniona fabul 10.10.12, 21:48
        Czytam tak teraz ten fragment z Kalamburki, będący listem Gizeli i tak:
        1. Pada określenie "mógłby wejść do dom, i to pijany w drobny mak", a potem "i zachciało mu się po kielichu zobaczyć dawną rodzinę"- no chyba jest różnica jakby w skali upojenia alkoholowego przy tych dwóch określeniach? Jak dla mnie bycie " po kielichu" nie oznacza jeszcze człowieka kompletnie pijanego.

        2. Porzucając temat alkoholu- Gizela pisze: "A wreszcie zażądał rozwodu i założył rodzinę na nowo." A skąd Borejki niby mieli wiedzieć, że Pyziak po rozwodzie znalazł sobie kogoś innego? Rzekomo nie było z nim żadnego kontaktu.

        3. Na fali dalszego szukania informacji- w Imieninach Laura podczas spaceru z babcią na Teatralce wypytuje ją o ojca. Ta w końcu odpowiada, że on żyje i pisuje do siostry w Toruniu.
        I że nawet niedawno Mila ją spotkała. Pytanie kolejne- jakim cudem poznała ona po kilkunastu latach osobę, którą raptem widziała przez kilka godzin (?) podczas ślubu swej córki? I skąd nagle obie kobiety były skłonne ze sobą porozmawiać na temat Pyziaka? Już tom później widzimy przecież, że Alma całego klanu Borejków nie znosi...
        • piotr7777 to chyba nie jest tak 11.10.12, 18:33
          ...że Borejkowie mówią Laurze (bo Róża nie pyta) wyłącznie złe rzeczy o Januszu Pyziaku.
          Nie jest powiedziane: "twój ojciec był draniem, skrzywdził twoją mamę i nigdy więcej o niego nie pytaj". Są raczej półsłówka, zmiany tematu, ogólniki o "miłym chłopcu", który uciekł, bo był stan wojenny. Można to skrytykować jako borejkowską dyskrecję czy źle rozumiany takt, ale nie ma sensu przypisywać słów, które nie padają.
          Co do faktu wizyty Pyziaka w 1993 r. (bo chyba z tego roku pochodzi list Gizeli) to mam wrażenie, że - ponieważ Kalamburka była pisana bezpośrednio po Tygrysie i Róży, miała wzmocnić negatywny wizerunek Pyziaka. Czyli czytelnik wiedząc, że Pyziak to - a) złodziej b)bandyta c) pijak, winien dojść do wniosku, że Mila mimo wszystko zrobiła dobrze.
          Tyle, że z tego wynika, że Mila w 1993 r. wiedziała np. o nwoej rodzinie Pyziaka (bo skąd ta wzmianka w liście Gizeli?) Czyli gdy Laura pytała ją o ojca 5 lat później zataiła ten fakt. I wychodzi na to, że gdy Laura ucieka do Torunia i wszyscy się martwią, olimpijski spokój Mili jest tym bardziej podejrzany. Bo ona jedna wie więcej.
          I nie wiem dlaczego, ale fakt, że Laura i Róża nie znają przyrodniego rodzeństwa, o którym wie ich babcia, jest jakoś w tym wszystkim szczególnie przykry.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka