zla.m
18.03.18, 23:55
Jest sobie drobna piętnastolatka, ma na imię Mila i chwilowo (przynajmniej taką ma nadzieję) mieszka z rodziną w Poznaniu. Niechęć do miejsca pobytu wynika z tego, że od drugiego do 14. roku życia wychowywała się w UK, więc polska szkoła i całość nastolatkowego świata jest dla niej obca. W dodatku mieszkanie w Polsce jest wynikiem jakichś nieporozumień między rodzicami. Mila nie wie, bo nikt jej nie chce tego powiedzieć, czy rodzice mają kryzys, czy się zamierzają się rozwieść (a może już się rozwodzą?), czy może mieszkanie w Polsce wynika z tego, że ojciec jest chwilowo w Stanach, ale docelowo zamierzają jednak gdzieś (gdzie?) zamieszkać razem.
Dodatkowo w szkole trafia do pierwszej klasy liceum w sam środek reformy szkolnictwa, zwanej powszechnie deformą, której zasad nie rozumie. Co gorsza, ma wrażenie, że tych zasad nie ogarnia nikt, z nauczycielami i kierownictwem szkoły włącznie. Efekt deformo-reformy jest taki, że trafia do potwornie wielkiej (zwłaszcza w jej odczuciu) 33-osobowej klasy, w której wszystkie dziewczyny mają na imię Julka lub Zuzia, a chłopcy - Kacper, Mateusz albo Kuba. Przynajmniej tak widzi to nasza bohaterka.
Poza zwykłą nauką, ma potworne ilości materiału do nadrobienia z przedmiotów humanistycznych (polski, historia, WoŚ), a także z geografii oraz takich dziwactw jak "Przygotowanie do życia w rodzinie" i wciąż chodzi na korepetycje do licznych ciotek, wujków i kuzynek, a dodatkowo nie rozumie częściowo języka, żartów, zachowań i ocen swoich szkolnych kolegów. Wychowana przez angielski system edukacji odmawia też podpowiadania z angielskiego, przez co zostaje obdarzona mnóstwem niemiłych wyzwisk. W końcu przylega do niej "Kujonica". Dziewczyna czuje się potwornie zagubiona i przytłoczona, obca i nie na miejscu.
Jej napady złości, smutku i zniechęcenia są przez rodzinę nazywane fochami i lekceważone jako norma dla jej wieku, ewentualnie bezlitośnie obśmiewane albo wręcz uznawane za złośliwość względem matki. Podobnie traktowana jest odmowa udziału w zajęciach z religii. Dziewczyna żyjąc w ciągłym stresie prawie przestaje jeść, co zostaje znowu uznane za nastoletnią głupią dietę. Dowiaduje się, że "jej matka też się tak odchudzała, ale poznała tatę i jej przeszło" - Mila nie rozumie, co to ma do rzeczy, ale nie dostaje żadnych innych rad. Za to dostaje przezwisko - "Chucherko". Mimo, że jest ono lekko protekcjonalne, to i tak woli być chucherkiem niż "małą Milą", bo to określenie sprawia, że czuje się czyjąś nieudaną kopią.
Rozpacz, w której jest Mila zaczyna ją popychać do naprawdę głupich pomysłów - od próby cięcia się (nieudanej, bo jednak ból fizyczny i strach przed ostatecznością były za wielkie) po pomysły ucieczki z domu do Stanów i szukania tam ojca... Na szczęście do klasy w połowie roku dochodzi nowa uczennica - Kopiec Lea. Lea też ma ze sobą wiele problemów, wynikających częściowo z tego, że jest dzieckiem samotnej matki. Matki, która ma za sobą bardzo rozrywkową młodość (stąd Lea nie zna swojego ojca), a po zajściu w ciążę i przeżyciu kilkunastu bardzo ciężkich miesięcy na nie-łaskawym chlebie rodziców, obiecała sobie, że nigdy więcej nie będzie od kogoś zależna finansowo. Wszyscy dookoła chwalą zaradność i biznesowy talent matki - skromny "stolik do manikiru" podnajmowany w salonie fryzjerskim rozrósł się w sieć (no, siateczkę) salonów "Happy nails for you". Wiązało się to oczywiście z potwornie ciężką pracą, a dla Lei - z przebywaniem w instytucjach od momentu otwarcia do samego końca (bo matka, po pierwszych paru miesiącach życia córki, wolałaby sobie odgryźć rękę niż poprosić rodziców o zajęcie się wnuczką). W efekcie dziewczyna jest zewnętrznie świetnie zsocjalizowana, radosna, nie ma problemów ze zdobywaniem nowych znajomych, a jednocześnie ma cały czas poczucie ogromnej samotności i braku prawdziwej miłości/przyjaźni.
Lea przypadkiem siada koło Mili. Gdy okazuje się, że jest nieprzygotowana do zajęć ( ponieważ zmienia klasę w obrębie jednej szkoły, została powiadomiona, co będzie na lekcjach) Mila jej podpowiada/podsuwa swoją rozprawkę...To staje się początkiem nie tylko przyjaźni dziewczyn, ale też - o cudzie! - jest podstawą do pierwszej w życiu rozmowy z jednym z Kacprów (jest ich w klasie 3, nie 10, jak na początku wydawało się naszej bohaterce), tym właśnie, w którym podkochuje się od dość dawna. Kacper wyraża zdziwienie, że "kujonica" komuś podpowiedziała, a Mila próbuje wytłumaczyć mu różnice między polską a angielską szkołą. Brytyjski system edukacji zostaje uznany za ubecki (przy czym nikt z młodzieży tak naprawdę nie wie, co to znaczy), ale lody między "tą z UK" a klasą zaczynają powoli pękać.
Po kilku miesiącach, częściowo dzięki przyjaźni z popularną Leą, częściowo dzięki zainteresowaniu przystojnego Kacpra, Mila nabiera pewności siebie, powoli zdobywa sobie małe kółko bliskich znajomych (choć są oczywiście osoby, które nie lubią jej dalej lub z którymi po prostu jakoś wciąż nie rozmawia). W trakcie wakacji przyjeżdża ojciec, jadą całą rodziną nad Solinę i wszystko wydaje się być w porządku, choć Mila zauważa, że rodzice tak naprawdę spędzają czas osobno - jedno idzie w góry, to drugie wybiera spędzenie dnia nad wodą, gdy jadą do Sanoka, ojciec zabiera dzieci do muzeum, a potem idą tylko z mamą na lody (tata w tym czasie musi odebrać parę służbowych maili). Dziewczyna ma wrażenie, że rodzice grają jakąś farsę i udają że są razem "dla ich dobra". Rozmawia na ten temat z Leą, wkrzykując, że męczy ją takie życie w kłamstwie, ale gdy przyjaciółka pyta, czy wolałaby rozwód - milknie i nie odpowiada...
Pod koniec wakacji ojciec wyjeżdża, a rodzina tradycyjnie najeżdża okolice Promna i pomieszkuje u siebie nazwajem - już to u ciotki Pulpecji, już to u "babć", już to u przerażającej ciotki Idy. Mili pod pretekstem nauki udaje się wymigać z wyjazdu. Jej "opiekunem" zostaje wujek Marek, który nie ma urlopu. Widuje go raz na dwa dni. Układ jest idealny, zwłaszcza, że wujek mający poczucie winy, za każdym razem podrzuca jej pieniądze na "porządny obiad". Mila porządne obiady je czasem u Lei, a gotówkę od wujka przeznacza na nove conversy i inne niezbędne nastolatce ciuchy.
Życie wydaje się idealne, tym bardziej, że z nieznanego numeru dostała sms: "hej, tu Kacper, chodzimy razem do klasy. Jutro jest maraton Gwiezdnych Wojen w kinie "Leningrad". Wpadniesz...?" Trochę jest zdziwiona, bo przecież ma jego numer, ale w euforii dochodzi do wniosku, że po prostu zmienił telefon wraz z numerem i radośnie potwierdza. Do kina wpada na ostatnią chwilę i ze zdziwieniem przekonuje się, że owszem, zaproszenie było od Kacpra z klasy, ale... nie tego! Czeka na nią kolega, z którym w klasie nie zamieniła więcej niż 5 słów... Co będzie dalej? Czy Kacper "przystojniak" naprawdę interesował się Milą? Jaki jest Kacper "milczący" i czy da się lubić? A może to on dojdzie do wniosku, że dziewczyna nie jest taka, jak sobie wyobrażał...? Co zrobią rodzice, czy może teraz, gdy Mila z takim trudem zbudowała sobie krąg przyjaciół i znajomych znowu przerzucą ją w inne miejsce, nie pytając o zdanie? I dlaczego tak naprawdę wujka Marka nigdy nie ma w domu..?