Dodaj do ulubionych

Naprawde nie lubia, gdy sie odchodzi ?

13.07.18, 17:37
Natalia podaje to jako pewnik.
Ale
- nie da sie dostrzec, by jej dluga nieobecnosc komukolwiek przeszkadzala
- nikt nie jojczal, kiedy sie Pulpa do Florka na to zaplecze kwiaciarni przeniosla (chyba ze Mamertowie)
- nie zauwazylam, by obecnosc Idy czy Marka bylo komus wybitnie potrzbna i pozadana. Nawet w medycznych potrzebach dzwoni sie po dra Kowalika

Wychodzi na to, ze corki wymyslily to sobie, by troska o seniorow usprawiedliwic wlasna indolencje, niesamodzielnosc i bojazliwosc.
Obserwuj wątek
    • marutax Re: Naprawde nie lubia, gdy sie odchodzi ? 13.07.18, 19:02
      Mi się to nie kłóci. Można "odchodzić" i odchodzić. Różnica leży w odpowiedziach na dwa pytania:
      1. "Jak?" - wszystkie przypadki, które przywołałaś, polegają na rozciągnięciu, a nie przecięciu pępowiny. Nie mamy zmiany priorytetów, nie ma "teraz jestem żoną/matką, więc reszta rodziny schodzi na dalszy plan". Borejkowie mają pewność, że mogą na córki liczyć w podobnym stopniu jak przed "odejściem", że zawsze otrzymają pomoc. Nie muszą tego codziennie potwierdzać. Trochę jak z posiadaniem bardzo cennej, unikatowej rzeczy - na co dzień możesz z niej nie korzystać, ba, możesz nawet ją komuś pożyczyć lub schować w bankowej skrytce - ale jesteś na 100% pewna, że ją masz.
      2. "Po co?" - wszystkie wymienione sytuacje to "odejścia" do czegoś - męża, pracy... Motywy dopuszczalne, zwłaszcza, że Borejkowie wiedzą, że mąż nie odetnie żony od rodziny, a praca jest tymczasowa. Natomiast plany Natalii związane z kupnem kawalerki w sytuacji, gdy kobieta nie ma faceta i chce pozostać w Poznaniu, to całkiem inna para kaloszy. Natalia chce odejść nie "do", ale "od" - rodziny, kołchozu, współzależności... Co więcej, jest ryzyko, że odchodząc z taką motywacją starałaby się pozostać na uboczu rodzinnych spraw, inaczej jaki sens miałoby odchodzenie? Kawalerka byłaby kluczem do niezależności, sposobem na zbudowanie strefy, w której reszta rodziny nie miałaby udziału.
      • tt-tka Re: Naprawde nie lubia, gdy sie odchodzi ? 13.07.18, 19:11
        Ok, nie wzielam tego pod uwage - odejscie do meza jest akceptowalne :)
        Bo co do "moga liczyc" to juz bym sie zawahala - Pulpa znika z zycia rodziny az do Sprezyny, kiedy to pobudowali ten skromny :) domek, nie pojawia sie nawet wtedy, gdy Gabon lezy z noga, choc jest w Poznaniu i juz po sesji; na Natalie nie mozna liczyc ani po zamazpojsciu, ani przed; Choc moze za Natalia przemawia to, ze znika niezgula, a w zamian pojawia sie zawsze uczynny Robrojek, wcale niezla wymiana.
        • marutax Re: Naprawde nie lubia, gdy sie odchodzi ? 13.07.18, 20:32
          tt-tka napisała:

          > Bo co do "moga liczyc" to juz bym sie zawahala - Pulpa znika z zycia rodziny az
          > do Sprezyny, kiedy to pobudowali ten skromny :) domek, nie pojawia sie nawet w
          > tedy, gdy Gabon lezy z noga, choc jest w Poznaniu i juz po sesji;

          Pojawia się podczas choroby Gaby, ale jest ze dwa miesiące po ślubie i podejrzewam, że w ciągu dnia pomaga w kwiaciarni. Potem większą rolę odgrywa w "Czarnej polewce"' Ale owszem, Patrycja skupia się bardziej na mężu - do czasu. Poza tym wspomniana pępowina działa w dwie strony - Pulpowie podrzucają dzieci na Roosevelta, a sami służą jako źródło gotówki.

          > na Natalie nie mozna liczyc ani po zamazpojsciu, ani przed; Choc moze za Natalia przemawia t
          > o, ze znika niezgula, a w zamian pojawia sie zawsze uczynny Robrojek, wcale nie
          > zla wymiana.

          Bez przesady, Natalia nie wykazuje inicjatywy pomocowej, ale jest do tej pomocy zmuszana lub nakłaniana. I nie potrafi odmówić, nawet jeśli koliduje to z jej planami. Dopiero małżeństwo pozwala jej trochę uciec od borejkowskich zależności, także dlatego, że mąż przejmuje część jej "powinności".
        • jakgdyby.nigdynic Re: Naprawde nie lubia, gdy sie odchodzi ? 13.07.18, 20:38
          tt-tka napisała:
          Pulpa znika z zycia rodziny az
          > do Sprezyny, kiedy to pobudowali ten skromny :) domek, nie pojawia sie nawet w
          > tedy, gdy Gabon lezy z noga, choc jest w Poznaniu i juz po sesji;
          Pulpa pojawia się w NiN w scenie z siostrzanym gazpacho, gdzie nota bene okazuje się, iż już jest po ślubie z Florkiem, a więc jej odsunięcie od rodziny jest w borejczym kosmosie logiczne.

          na Natalie ni
          > e mozna liczyc ani po zamazpojsciu, ani przed; Choc moze za Natalia przemawia t
          > o, ze znika niezgula, a w zamian pojawia sie zawsze uczynny Robrojek, wcale nie
          > zla wymiana.
          Przed:
          - Zabiera wciśnięte jej na siłę dzieci na wakacje (NiN)
          - Rzuca się ofiarnie, choć maślanymi łapami do naprawiania welonu Idy (Pulpecja)
          - Często wozi "siostrzeńca na spacer" - czyli wywózkowuje Józinka z Roosevelta aż na Sołacz: z górą 2 km według googla (CR)
          - Pomaga Robertowi szukać Belli na Malcie (CR, to co prawda nie jest pomoc rodzinie, ale należy do kategorii "można na nią liczyć")
          - Specjalnie dla Belli przygotowuje obiad i pociesza ją, kiedy ta wraca do Borejków smutna i zmoknięta (CR)
          Z późniejszych tomów (po ślubie) nic nie wymienię, bo ich nie lubię i nie chce mi się do nich zaglądać.
          • tt-tka Re: Naprawde nie lubia, gdy sie odchodzi ? 13.07.18, 21:03
            jakgdyby.nigdynic napisała:


            > Pulpa pojawia się w NiN w scenie z siostrzanym gazpacho,

            Gazpacho ! Ogorki pokroic. A gdzie byla, gdy zasuwajaca na dwoch etatach ciezarna Ida nianczyla Gabona i Motyla ?
            Tak, wiem, z mezem. Tyle ze Ida tez jest zamezna. I w przeciwienstwie do Pulpy pracujaca.



            > Przed:
            > - Zabiera wciśnięte jej na siłę dzieci na wakacje (NiN)

            Wiemy, co wyniklo z tej opieki, prawda ? A ja dodatkowo mam wyobraznie i wiem, co moglo wyniknac np w sytuacji, gdy Lura, poprzedniego dnia niemal mdlejaca, wyplywa na srodek jeziora, a Nutria nie reaguje.
            Juz nie wspomne, ze Idzie, ktora i tak ma co robic przybywa do licznych zajec poszukiwanie porywacza...


            > - Rzuca się ofiarnie, choć maślanymi łapami do naprawiania welonu Idy (Pulpecja
            > )

            Krochmali posciel na sztywno, pomagajac przypali sos i stlucze trzy szklanki - czyli z jej pomocy wiecej klopoow niz pozytku. Zupelnie jak w CR, kiedy proba uzyskania pocichy przez sklopotana siostre konczy sie tym, ze to Nutrie trzeba pocieszac.



            > - Specjalnie dla Belli przygotowuje obiad i pociesza ją, kiedy ta wraca do Bore
            > jków smutna i zmoknięta (CR)

            Za to Bella kroi i szyje jej spodnice...

            Z pewnoscia Robrojek, pracowity i ogrniety jest przydatniejszy rodzinie niz Nutria. Gdyby byla przydatna. Ale jakos mam wrazenie, ze z zamazpojsciem N. rodzinie raczej ubylo klopotow...
            • marutax Re: Naprawde nie lubia, gdy sie odchodzi ? 13.07.18, 21:21
              tt-tka napisała:

              > Gazpacho ! Ogorki pokroic. A gdzie byla, gdy zasuwajaca na dwoch etatach ciezar
              > na Ida nianczyla Gabona i Motyla ?
              > Tak, wiem, z mezem. Tyle ze Ida tez jest zamezna. I w przeciwienstwie do Pulpy
              > pracujaca.

              Patrycja spędza z siostrami wieczór. Pomaga w tym, co akurat jest do zrobienia. Naprawdę uważasz, że w ciągu dnia w żaden sposób nie pomaga Florkowi? Że się wyłącznie obija?

              > Wiemy, co wyniklo z tej opieki, prawda ?

              Ale to inna sprawa. Chodzi nie o jakość pomocy, ale o jej pewność. Nutria nie chce zabierać siostrzenic, ale zostaje do tego zmuszona - i jest to postrzegane jako normalna, pozytywna część rodzinnych relacji. To oczywiste, że Natalia ma pomóc. Czy się do tego nadaje, to już inna kwestia, która zresztą Gaby nie obchodzi.



            • jakgdyby.nigdynic Re: Naprawde nie lubia, gdy sie odchodzi ? 13.07.18, 21:32
              tt-tka napisała:


              >
              > Gazpacho ! Ogorki pokroic. A gdzie byla, gdy zasuwajaca na dwoch etatach ciezar
              > na Ida nianczyla Gabona i Motyla ?


              >
              > Wiemy, co wyniklo z tej opieki, prawda ? A ja dodatkowo mam wyobraznie i wiem,
              > co moglo wyniknac np w sytuacji, gdy Lura, poprzedniego dnia niemal mdlejaca,
              > wyplywa na srodek jeziora, a Nutria nie reaguje.
              > Juz nie wspomne, ze Idzie, ktora i tak ma co robic przybywa do licznych zajec p
              > oszukiwanie porywacza...

              > Krochmali posciel na sztywno, pomagajac przypali sos i stlucze trzy szklanki -
              > czyli z jej pomocy wiecej klopoow niz pozytku. Zupelnie jak w CR, kiedy proba u
              > zyskania pocichy przez sklopotana siostre konczy sie tym, ze to Nutrie trzeba p
              > ocieszac.
              >
              > Za to Bella kroi i szyje jej spodnice...
              >

              Nie oceniałam ich zachowania, tylko odnosiłam się do dwóch nieprawdziwych kwestii: że Pulpa "nie pojawia się", kiedy Gabriela jest chora i że na Natalię "nigdy nie można liczyć".
              Doprawdy, nie chciałabym nigdy być tak źle oceniana, jak bohaterki Jeżycjady. Czego się nie tkną, to dramat. Pomagają - bez sensu, bo maślane łapy. Nie pomagają - też źle, bo lenie śmierdzące. Nie dogodzisz, panie, nie dogodzisz...
              • tt-tka Re: Naprawde nie lubia, gdy sie odchodzi ? 13.07.18, 22:01
                jakgdyby.nigdynic napisała:


                > Nie oceniałam ich zachowania, tylko odnosiłam się do dwóch nieprawdziwych kwest
                > ii: że Pulpa "nie pojawia się", kiedy Gabriela jest chora

                Nie pojawia sie w chrakterze pomicym, gdy ta pomoc jest potrzebna. Myslalam, ze to oczywiste.

                > i że na Natalię "nigd
                > y nie można liczyć".

                No bo nie mozna. Za co sie wezmie, to sp...artoli.


                > Doprawdy, nie chciałabym nigdy być tak źle oceniana, jak bohaterki Jeżycjady. C
                > zego się nie tkną, to dramat. Pomagają - bez sensu, bo maślane łapy. Nie pomaga
                > ją - też źle, bo lenie śmierdzące. Nie dogodzisz, panie, nie dogodzisz...

                One mnie nie musza dogadzac. kwestia stanela, czy rzeczywiscie seniorzy bolesnie odczuwaja odejscie corek/nie lubia takich sytuacji/traca na tym emocjonalnie, roboczo czy w inny sposob. No i mnie wychodzi, ze nie bardzo im te corki potrzebne, przynajmniej wiecej niz jedna na raz.
                • bupu Re: Naprawde nie lubia, gdy sie odchodzi ? 14.07.18, 15:35
                  tt-tka napisała:

                  > One mnie nie musza dogadzac. kwestia stanela, czy rzeczywiscie seniorzy
                  > bolesnie odczuwaja odejscie corek/nie lubia takich sytuacji/traca na tym emocjo
                  > nalnie, roboczo czy w inny sposob. No i mnie wychodzi, ze nie bardzo im te cork
                  > i potrzebne, przynajmniej wiecej niz jedna na raz.

                  Mam wrażenie, że mieszasz tu dwie różne kwestie, mianowicie faktyczną użyteczność Borejkówien i ich potrzeby psychiczne. Fizycznie może z Nutrii, czy Pulpeta, dużo pożytku nie było, ale to może nie mieć żadnego wpływu na to, czego chcą seniorzy. A oni chcą aby ich córki funkcjonowały jako element klanu, nie jako niezależne jednostki. Nutria, wyprowadziwszy się do własnego mieszkania, mogłaby czasami zacząć żyć własnym życiem, robiąc to, na co ma ochotę, a nie to, czego oczekuje od niej rodzina.

                  Myślę, że to jest też powód, dla którego rodzina odnosiła się ze zdecydowaną niechęcią do Filipa, preferując Robroja. Robert jest "swój", wyznaje podobny system wartości co Borejki, do tego jest safandułą, który nie zaryzykuje nastąpienia na odcisk rodzinie lubej. Bratek za to, chimeryczna artysta, niezależny, nieprzewidywalny i nie dający się nijak wbić w tryby rodzinnej machiny, o, takiego to oni nie chcą.

                  Dlatego też błogosławieństwo i uwielbienie rodu otrzymuje Maszpan. Przywraca Larwę na łono Borejwartości, czyni z niej trybik w Borejmaszynie i sam się grzecznie wpasowuje. Nie wprowadza żadnej inności, odmienności.
                  ...bo jeśli jest coś, czego Borejki z Neo nie lubią, to jest odmienność. Masz być taki jak my i kropka. Jeśli myślisz inaczej i żyjesz inaczej, to jesteś albo fują i fubrawcem bez czółka, albo, w najlepszym razie, zabawną ciekawostką (vide Tanaka, który dostaje pieczęć aprobaty, gdyż mimo posiadania skośnego oka jest ochrzczony i demonstruje biegłą znajomość akurat tego kawałka kultury, który jest przez Borejków uznany za właściwy. Gdyby deklamował Matsuo Basho zamiast Homera, byłby zapewne znacznie mniej pożądaną partią).
                  • tt-tka Re: Naprawde nie lubia, gdy sie odchodzi ? 14.07.18, 17:18
                    Faktycznie pomieszalam :(
                    Ale mnie nie chodzilo o psychiczne potrzeby Borejkowien, tylko seniorow, bo zdanie "oni nie lubia" odnioslam do rodzicow, nie do siostr. I twardo mam wrazenie, potegujace sie z kazdym tomem, ze zdanie to jest z gruntu nieprawdziwe.
                    Nieobecnosc Nutrii przeszla bez wrazenia, jej powrot tez. Obecnosc po powrocie jest albo niezauwazalna, albo klopotliwa (goscie okupujacy kuchnie)
                    Patrycja niedaleko, ale Ygnac az do przeprowadzki nie jezdzi tam wcale, a Melania tez raczej na porzeczki niz do corki.
                    Gaba przepadla na dwa miesiace i wyglada, ze seniorzy nie dostrzegli braku - nie dzwoni, nie wpada, a pozostale corki martwia sie, ze rodzice lada chwila moga zapytac. Znaczy przez te dwa miesiace nie pytali.

                    Zatem - czy seniorzy rzeczywiscie nie lubia, jak sie odchodzi, czy zasadniczo maja to w pompie, albo zaczeli miec z czasem, zobojetnieli i co z oczu, to z serca ?
                    • bupu Re: Naprawde nie lubia, gdy sie odchodzi ? 14.07.18, 17:58
                      tt-tka napisała:

                      > Faktycznie pomieszalam :(
                      > Ale mnie nie chodzilo o psychiczne potrzeby Borejkowien, tylko seniorow, bo zda
                      > nie "oni nie lubia" odnioslam do rodzicow, nie do siostr.

                      Udało mi się to napisać wyjątkowo mętnie, ale miałam na myśli potrzeby seniorów.

                      I twardo mam wrazenie
                      > , potegujace sie z kazdym tomem, ze zdanie to jest z gruntu nieprawdziwe.
                      > Nieobecnosc Nutrii przeszla bez wrazenia, jej powrot tez. Obecnosc po powrocie
                      > jest albo niezauwazalna, albo klopotliwa (goscie okupujacy kuchnie)
                      > Patrycja niedaleko, ale Ygnac az do przeprowadzki nie jezdzi tam wcale, a Melan
                      > ia tez raczej na porzeczki niz do corki.
                      > Gaba przepadla na dwa miesiace i wyglada, ze seniorzy nie dostrzegli braku - n
                      > ie dzwoni, nie wpada, a pozostale corki martwia sie, ze rodzice lada chwila mog
                      > a zapytac. Znaczy przez te dwa miesiace nie pytali.

                      A po co mieliby pytać? Przecież Gaba i Nutria wyjechały tylko tymczasowo, wiadomo było, że wrócą, pępowiny nie przecięły przecież. Pulpet natomiast był wciąż pod ręką i na usługi. Wszystkie trzy siostry mimo mniejszego, czy większego oddalenia wciąż funkcjonowały jako trybiki Borejmaszyny, nie samodzielne jednostki. Żadnych powodów do obaw.


                      > Zatem - czy seniorzy rzeczywiscie nie lubia, jak sie odchodzi, czy zasadniczo m
                      > aja to w pompie, albo zaczeli miec z czasem, zobojetnieli i co z oczu, to z ser
                      > ca ?

                      Jeszcze raz: w trzech wymienionych przez ciebie sytuacjach nikt nie odszedł. Odejściem byłoby gdyby którakolwiek z nich zaczęła żyć samodzielnie, w nosie mając co mniema o tym reszta rodziny. Gdyby, na ten przykład, Gabuchna wzięła zaraz po ślubie Kalarepę i dziatki pod pachę, po czym się wyprowadziła, nawet na Krasińskiego, ale podejmując własne, samodzielne decyzje i zamiast być wieczną córką, zaczęła być Gabrielą Strybą, matką, żoną i pracownikiem naukowym. Innymi słowy gdyby uniezależniła się psychicznie od rodzinki.

                      Nutria planowała się wyprowadzić, mimo, że akurat nie kroiło się jej zamążpójście, jedyny aprobowany powód wyprowadzki z Rusfelta. I taka wyprowadzka mogła być poczytana jako próba przecięcia pępowiny.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka