Dodaj do ulubionych

Wtopy tłumaczy

12.08.08, 11:22
Zainspirowana wpisem
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=63251&w=83224043&a=83284786
Zakładam wątek o tym, co wypatrzyliśmy w przekładach. Sama jestem tłumaczką i
widzę mnóstwo takich baboli, że szkoda styki w klawiaturze marnować wink
W moim własnym tekście redakcja zmieniła kiedyś "Śpiewak" na "Piosenkarz" - to
nazwa wina gościa z Simply Red ( w oryginale było włoskie słowo oznaczające
śpiewaka właśnie, podany był też wieloznaczny angielski odpowiednik "singer",
więc czemu nie? wink)

A moim ulubionym, nagminnie spotykanym błędem jest "szklanka martini" wink Choć
w sumie, na polskie warunki przekładając... Kto u nas pije alkohol
kieliszkami? Chyba jakieś snoby...
Stwórzmy kolekcję, może z podaniem źródła, by się jakiś tłumacz zawstydził wink
Obserwuj wątek
    • denea Re: Wtopy tłumaczy 12.08.08, 22:34
      Mój namber łan to cholerny Marszałek z serii o Ani uncertain Na forum
      miłośników M. Musierowicz akurat to przeczytałam, ale chyba mogę ?
      Wyobrażałam go sobie zawsze jako dumnego starca o wojskowej
      postawie, w wypłowiałym mundurze, jakiegoś bohatera czy co...
      Określenie "marszałek" ma jednak pewien ciężar gatunkowy smile A
      chłopina miał na imię Marshall po prostu i zostało ono
      przetłumaczone. Szczerze mówiąc moja załamka była tylko ciut
      mniejsza niż po odkryciu, że Heathcliff miał wąsy uncertain

      Uwielbiam szczerze opisy jak to coś się działo "w blasku nowiu",
      chociaż nie jestem pewna czy to głupota autorów czy błędy tłumaczy
      (crescent ?).
      • aiczka Re: Wtopy tłumaczy 13.08.08, 23:24
        Ja wspominam np. "dzikie truskawki" (zamiast poziomek) z "Janki z Latarnioweko
        Wzgorza) oraz "mrozony krem" z "Emilki ze Srebrnego Nowiu" (glowy nie dam, ale
        raczej bym przypuszczala, ze chodzi o lody - ale moze kiedys sie tak mowilo i u
        nas).
    • pszet Re: Wtopy tłumaczy 14.08.08, 07:12
      "Co powiedział pastor King"
      "Służymy windą pod górę"
      "Lesser laser"
      "Uruchamiać światło butanem"

      Nie będziemy tego wszystkiego tutaj kopiować. Kto chce, niech zajrzy do pszetfurnia.blogspot.com/search/label/b%C5%82%C4%99dy%20w%20t%C5%82umaczeniu?max-results=100
    • truscaveczka Re: Wtopy tłumaczy 14.08.08, 07:48
      Książka kucharska Jamiego Olivera "Moje obiady" zawiera wstawki tekstu "do
      poczytania" - oto, jak Jamie w polskiej wersji zachęca do gotowania "Jestem
      Szefem. Wszystko mam pod kontrolą i przygotuję wspaniałe danie dzisiejszej nocy
      i następnej i następnej..."
      Pomijając kwestię "tonight" = dziś wieczorem, pozwolę sobie zapytać - a
      przecinek przed drugim "i"? A powtórzenie?
      W stopce wymienione są 2 tłumaczki i korektorka uncertain
    • pszet Re: Wtopy tłumaczy 14.08.08, 09:37
      truscaveczka napisała:

      > A moim ulubionym, nagminnie spotykanym błędem jest "szklanka martini"

      Nie jesteśmy pewni, czy to musi być błąd. Bo martini to nie tylko gatunek
      włoskiego wermutu, lecz także koktajl z ginu i wermutu. A koktajle chyba można
      podawać w szklankach?
            • verdana Re: Wtopy tłumaczy 14.08.08, 20:17
              Mną najbardziej wstrąsnęło zdanie w ksiązce amerykanskiej: "Wszystko
              zmienilo się w kraju po dziewiatym listopada".
              Ktoś nie wiedział, jak pisze się daty w krajach anglojezycznych...
              • ratyzbona Re: Wtopy tłumaczy 14.08.08, 20:51
                Mnie w przytoczonym kawałku z Jamiego Oliviera przeraża raczej
                tłumaczenie chief na szef bo w sumie oznacza to konkretnie szefa
                kuchni a właściwie wykfalifikowanego kucharza a nie szefa. Uwielbiam
                kiedy tłumaczy się purple na purpurowe zamiast filoetowe połowa
                biskupó w z anglojęzycznych książek w ten sposób awansowało.
                • truscaveczka Re: Wtopy tłumaczy 15.08.08, 07:49
                  Ratyzbono, masz rację, że to powszechny błąd. Tu jednak nie do końca jestem
                  przekonana, czy zaistniał smile To zdanie "Jestem szefem" ma sobie powtarzać osoba
                  nieumiejąca gotować wink Coś więc w tym jest.
    • ewazuza Re: Wtopy tłumaczy 21.08.08, 11:35
      Ja się kiedyś spotkałam(niestety niepamiętam w jakiej książce)ze zdaniem Jestes
      patetyczny gdy ewidentnie chodziło o żałosny od patheticsmileTaki błąd,podobnie jak
      sympathetic-sympatyczny to już uważam za dno,bo świadczy o niedoborze słownictwa.
      • aiczka Re: Wtopy tłumaczy 21.08.08, 20:49
        > patetyczny gdy ewidentnie chodziło o żałosny od patheticsmileTaki błąd,podobnie jak
        > sympathetic-sympatyczny to już uważam za dno,bo świadczy o niedoborze słownictwa.

        Mnie takie przyklady zdumiewaja, bo dotycza slowek, ktore sie magluje poprostu
        na zwyklych lekcjach, o ktorych sie powtarza "tylko pamietajcie, ze to wcale nie
        znaczy... tylko...".
    • iwoniaw Re: Wtopy tłumaczy 21.08.08, 16:28
      O, w kilku już miejscach natknęłam się na "wikarego" (zamiast księdza/pastora
      oczywiście, z ang. "vicar"). Tłumaczowi nie dawał do myślenia nawet fakt, iż ów
      "wikary" w pojedynkę zajmował się pokaźną parafią i żadnego przełożonego w
      zasięgu tekstu wink
      • in-ca Re: Wtopy tłumaczy 21.08.08, 21:23
        To ja się dorzucę, wprawdzie nie twór książkowy, lecz filmowy, ale nie mogę się
        powstrzymać.
        W scenie z pana Wołodyjowskiego pod Częstochową było:
        do mnichów: "Świece z daleka" (bo tam ta armata była)
        Na angielski przetłumaczono: "I'm shining at a distance" brrr

        I kiedyś kiedy w tewe leciały filmy nieme, taki z opadającą planszą dla
        oglądających, była taka scena, że czwórka młodych ludzi na kortach grała damy
        versus panowie i spadła plansza: :fory\ty-love" na co oczywiście polskie
        tłumaczenie rzekło: "miłość czterdziestolatków" quoi??? jeezuz
        śni mi się to do dzisiaj.
        tongue_out
        • nsc23 Re: Wtopy tłumaczy 22.08.08, 00:13
          Forty-love piekne smile Bije wszystkie dotychczasowe na glowe smile
          Az chyba przeczytam sobie jakas ksiazke tlumaczona, zeby tez cos dodac wink
          Swoja droga, to ja mam manie ogladania filmow z napisami, na ktore zerkam tylko
          w chwilach 'trudnych' jezykowo, zeby zobaczyc, co tez tam tlumacz wymyslil smile
    • klymenystra Re: Wtopy tłumaczy 23.08.08, 11:24
      No cóż- w moim przypadku korekta też zmieniła moje tłumaczenie- było "na prawą
      burtę, na lewą burtę", a ktoś mundry wymyślił "na prawo burt, na lewo burt" uncertain
      A teraz po głowie chodzi mi tylko "krem mrożony" z Montgomery. Ice cream
      naturalnie big_grin
      • aiczka Re: Wtopy tłumaczy 24.09.08, 02:27
        A to mialy byc rozkazy dla zalogi statku? Bo z ksiazek rzeczywiscie pamietam
        "ster prawo na burt", czyli ze moze tak jest bardziej zargonowo i realistycznie
        (albo tak sie zawsze wydawalo tlumaczom ^_^). W rzeczywistosci czegos takiego
        nigdy nie slyszalam - bylo "ster na prawa/lewa burte", "wyostrz" lub "odpadnij",
        "skrec na nn stopni".
    • hajota Re: Wtopy tłumaczy 12.10.08, 23:55
      Zaczęłam czytać "Opowieści o makabrze i koszmarze" H.P. Lovecrafta. Tłumacze
      różni. Niestety, miejscami styl jest tak koślawy i nieporadny, że zęby bolą.
      Tytuł też mogliby bardziej finezyjny wymyślić, a nie tłumaczyć słowo w słowo. No
      ale dla wydawnictwa Zysk najważniejszą zaletą tłumacza jest taniość wink
    • certain_whatsit się zdenerwowałam! 13.10.08, 15:02
      Uwaga, uwaga, będzie o Polkowskim. Wrażliwi i wielbiciele jego
      twórczości niech ominą niniejszy post. Z jakiegoś powodu człowiek
      ten w pewnych kręgach cieszy się mianem tłumacza wybitnego. Niech
      mnie ktoś oświeci - dlaczego? Byłam właśnie na wątku "(dobrzy)
      tłumacze" i zaczęłam już wymieniać błędy AP, ale przed postnięciem
      zreflektowałam się, że to może nie miejsce - skoro inni go lubią, to
      nie będę oczerniać człowieka w wątku do tego nieprzeznaczonym. Ale
      tutaj - hulaj dusza wink

      "Harry Potter i kamień filozoficzny":

      - "Professor McGonnagal was not someone to cross" - czyli nie
      powinno się z nią zadzierać - a u Polkowskiego: nie dawało się
      przejść obok niej obojętnie. No tak, bo "cross" to też "przechodzić
      przez ulicę", więc pewnie dlatego mu się tak skojarzyło.

      Co tam idiomy, toż to wyższa szkoła jazdy, bo nie zawsze są
      wszystkie w słownikach, więc trzeba się wykazać oczytaniem albo
      osłuchaniem. Ale i zwykły błąd leksykalny zdarza się nierzadko:

      wg Polkowskiego jedzona na śniadanie "roll", czyli bułka, to
      naleśnik. Znów gra w skojarzenia - "roll" to pewnie coś zwiniętego,
      a to się na dodatek je, więc eureka! naleśnik. Dobrze, że nie
      rolada. A wystarczyło spojrzeć do słownika, jeśli się tego nie ma w
      głowie.

      Blondwłosy Malfoy ma "pale, pointed face" - czyli twarz bladą i
      trójkątną, o spiczastej brodzie - wg P. - bladą i piegowatą. Jak
      świat światem piegowatego blondyna - a na dodatek arystkoraty z
      pretensjami - jeszcze nie widziałam.

      A to mój najukochańszy kwiatek z cyklu "położenie dowcipu". Dwóch
      bliźniaków, kończących nawzajem swoje kwestie, naśmiewa się z
      napuszonego starszego brata:

      - Oh, are you a Prefect, Percy? - said one of the twins with
      an air of great surprise. - You should have said something, we had
      no idea.
      - Hang on, I think I remember him saying something about it - said
      the other twin. - Once...
      - Or twice...
      - A minute...
      - All summer...

      A teraz wersja tego geniusza przekładu:

      - Och, jesteś prefektem, Percy? - zdziwił się jeden z
      bliźniaków. - Dlaczego nam nie powiedziałeś? Nie mieliśmy pojęcia.
      - Daj spokój, przecież pamiętam, że coś o tym wspominał - powiedział
      drugi bliźniak. - Raz...
      - Albo dwa...
      - Minutę temu... (sic! - podkreślenie certain_whatsit)
      - Przez całe lato...

      Wystarczyło wiedzieć, że "a minute" nie oznacza w tym kontekście
      minutę temu - właściwie w żadnym kontekście tego nie oznacza uncertain
      tylko "na minutę".

      Zdarzają się też wtopy cięższego kalibru. To już grube przewinienia,
      bo ingerują w autorską koncepcję, np. narracji. Pierwsze tomy HP
      opowiedziane są z punktu widzenia Harry'ego (z wyjątkiem pierwszych
      rozdziałów). Narrator trzecioosobowy, prawie-wszystkowiedzący wie,
      co myśli Harry, jak Harry - nie Hermiona, nie Ron - widzi świat.
      Tymczasem Polkowski zdaje się tego nie zauważać i czasem, gdy mu tak
      pasuje, przedstawia nam myśli czy uczucia innych bohaterów - choć w
      oryginale było to ujęte zgoła inaczej. Np. w Komnacie Tajemnic:
      - (...)We were tired and wanted to go to bed - he said.
      - Without any supper? - said Snape (...)
      - We weren't hungry - said Ron loudly, as his stomach gave a huge
      rumble.

      Ronowi burczy w brzuchu, i wszyscy łącznie ze Snape'em to słyszą,
      więc mówi głośno, żeby to burczenie zagłuszyć. U Polkowskiego:

      - Nie byliśmy głodni - oświadczył Ron, czując, że żołądek skręca mu
      się z głodu.

      Taki zabieg jest po prostu karygodny! MY nie mamy prawa wiedzieć, co
      Ron CZUJE, możemy tylko być świadkami, co robi, co mówi, tudzież
      jakie odgłosy wydaje... Eh, ręce i nogi opadają.

      W przekładzie Narni zdarzają się podobne koncepty. Pamiętam, że jak
      byłam mała, spokoju nie dawała mi niebieska, szklana butelka,
      stojąca w oknie pustego pokoju, do którego wchodzi Łucja (?). Jakiś
      taki poetyczny ten obraz, dziwnie do reszty niepasujący. Sprawdzam
      parę lat temu w oryginale, i okazuje się, że na parapecie nie stoi,
      a leży, i nie niebieska butelka, a martwa mucha. Bluebottle, a nie
      blue bottle. Hłe hłe hłe...

        • croyance Re: się zdenerwowałam! 13.10.08, 16:38
          Rozwalilo mnie to faktycznie, chociaz przyznam, ze 'Narnie'
          Polkowskiego lubie.

          Chyba wiem, skad skojarzenie 'pointed' - 'piegowaty'; no bo
          jak 'pointed', to jakby POKROPKOWANY ..;-D hi hi
          • certain_whatsit Re: się zdenerwowałam! 13.10.08, 17:00
            Tak, racja z tym "pointed". U niego wszystko jest tak na oko, bo coś
            mu się z czymś tam kojarzy, ale sprawdzić już się nie chce. Ja
            rozumiem, że przewalanie przez cztery tomy słownika Stanisławskiego
            w latach osiemdziesiątych to nie była przyjemna robota - dlatego
            Narnię mu wybaczam - ale HP nie daruję. Słowniki latoś obrodziły, i
            powinien był zaopatrzyć się np. w Oxfordzko-PWN-owski na płycie.
            Rzecz genialna i błyskawiczna w obsłudze, można mieć w Wordzie pod
            ręką, polecam każdemu tłumaczowi.
            • hajota Re: się zdenerwowałam! 13.10.08, 20:27
              >Słowniki latoś obrodziły, i
              > powinien był zaopatrzyć się np. w Oxfordzko-PWN-owski na płycie.
              > Rzecz genialna i błyskawiczna w obsłudze, można mieć w Wordzie pod
              > ręką, polecam każdemu tłumaczowi.

              No właśnie, Stanisławski też już jest na płycie, a poza tym jest świetny Nowy
              Kościuszkowski, nie mówiąc o słownikach ang.-ang.
              Na temat HP i Polkowskiego się nie wypowiem, bo nie czytałam. Ale są i tacy
              tłumacze (raczej z młodego pokolenia i początkujący), którzy potrafią w
              wydawnictwie tak oto zachwalać swoje umiejętności: "Jestem taki świetny, że jak
              tłumaczę, to w ogóle nie zaglądam do słownika" big_grin
          • nsc23 Re: się zdenerwowałam! 13.10.08, 17:58
            Kurcze, w Harrym to nawet wiecej bledow jest. Teraz nie przypomne sobie z glowy,
            ale czytalam go troche po polsku troche po angielsku (na przyklad zaczynalam w
            domu ksiazke brata po polsku, wracalam po swietach do UK i konczylam bibloteczna
            po angielsku) i musze powiedziec, ze momentami jest przetlumaczony niezbyt
            zgrabnie. Musze chyba pod tym katem jeszcze raz przeczytac, ale to dopiero po
            Bozym Narodzeniu, bo wczesniej dostepu do polskich wersji nie bede miec smile
            Certain_whatsit, pisz wiecej, bo sie usmialam z niektorych skojarzen smile
      • certain_whatsit Re: się zdenerwowałam! 13.10.08, 20:21
        Nie dam się długo prosić smile

        Żeby daleko nie szukać - Kamień Filozoficzny, rozdział 3. Harry
        rozmawia w ZOO z sympatycznym wężem, pyta go, skąd pochodzi, gad nie
        wie, bo wychował się w ZOO. Harry czyta mu tabliczkę, która
        informuje: "kraj pochodzenia - Brazylia". Kuzyn Harry'ego zaczyna
        rozrabiać, wąż idzie Harry'emu w sukurs, po czym ucieka ze
        słowami "Brasil, here I come". Czyli "Brazylio, szykuj się,
        nadchodzę!" Polkowski: "A więc pochodzę z Brazylii". No tak, bo
        że "I come from Brasil" znaczy "Pochodzę z Brazylii" to każde
        dziecko wie, a Rowlingowa wersja to pewnikiem to samo, tyle że w
        jakimś slangu...

        Rozdział 4. Przychodzi list z Hogwartu, na pieczęci godło: lew,
        orzeł, borsuk i wąż. U Polkowskiego orzeł (eagle) to łabędź. Żeby
        nie było, godło to jak byk stoi na pierwszej stronie wersji
        Bloomsbury, więc nawet jeśli słownika nie stało, miał pomoc wizualną!

        "twin beds" w hotelu to wg P. "bliźniacze łóżka" - czyli pewnie
        kropka w kropkę takie same, co do wzorku na narzucie smile, a jest to
        po prostu powszechnie używany termin na pokój z dwoma ODDZIELNYMI
        łóżkami.

        Dalej mamy błąd wręcz klasyczny - "studentów" Hogwartu - czyli
        dzieci w wieku 11-17 lat, podczas gdy "students" to oczywiście
        uczniowie - oraz "naszywki z imieniem" - name-tags- a "name" to
        przecież nazwisko, a właściwie imię i nazwisko. Co komu po naszywce
        z imieniem w szkole liczącej kilkuset uczniów!

        Jeszcze co do Malfoya: "he had a bored, drawling voice" - przemawiał
        znudzonym, pretensjonalnym głosem - wg P. - głos był NUDNY. Niby
        mała różnica - bored czy boring.

        I znowu problem z nazwiskiem tudzież imieniem - Malfoy pyta
        Harry'ego: "What's your surname, anyway?" Czyli "A tak w ogóle, to
        jak ty się nazywasz?" Polkowski: "A ty jaki masz przydomek
        rodowy?"(sic!)

        Opis różdżek: "Nice for charm work" - dobra do uroków (to jeden z
        przedmiotów w Hogwarcie) - Polkowski: "bardzo elegancka". No tak, od
        uroku do elegancji niedaleko... "Pliable" - giętka - wg P.
        poręczna. "It's a wand that chooses the wizard, of course" - "To
        różdżka wybiera sobie właściciela, rzecz jasna". A pan P: "To
        różdżka dla prawdziwego czarodzieja". Nie wiem, skąd mu sie to
        wzięło...

        Znana wszystkim "lightning scar" Harry'ego - blizna w kształcie
        błyskawicy - to w przekładzie "jasna blizna". Od light do lightning
        niedaleko smile

        Pojawia się kwestia "fasolek wszystkich smaków", dosłownie
        wszystkich, nawet smaku glutów, czyli bogey-flavoured. Polkowski
        odkrył w nich jeszcze rzadziej spotykany - goblinowy. Bo "bogey" to
        też bliżej nieokreślone straszydło smile

        "Cold night" - we wrześniu - okazuje się mroźnym wieczorem. No tak,
        Szkocja.

        "I shall return when we're ready for you" - Wrócę, kiedy będziemy na
        was gotowi - a według naszego niespożytego tłumacza, który chyba już
        przysnął: "Kiedy będziecie gotowi".

        Duch ustrojony w kryzę, "a ghost in a ruff" - to duch w trykocie.

        Neville mówi "The family thought I was all Muggle for ages" -
        czyli "cała rodzina miała mnie za Mugola" (spisali go na straty, bo
        nie przejawiał zdolności magicznych, a wywodzi się z rodziny bardzo
        potężnych czarodziejów). U P: "Moja rodzina to same Mugole od wielu
        pokoleń". Straszliwy błąd merytoryczny, znów wynikający ze spania
        przy tłumaczeniu.

        I tak dalej, i tak dalej, a jesteśmy dopiero na siódmym rozdziale
        pierwszego tomu. I nie myślcie, że ja tak z czystej złośliwości
        usiadłam kiedyś i porównywałam zdanie po zdaniu, czyhając na każde
        potknięcie biednego tłumacza. Po prostu czytałam oryginał
        wielokrotnie, pisałam o nim prace naukowe, więc pewne fragmenty znam
        na pamięć. Po przekład sięgnęłam z zawodowej ciekawości - i
        myślałam, że zwymiotuję, bo to jest po prostu kpina z innych
        tłumaczy i czytelników. Tłumacze się kapną, a czytelnicy - cóż,
        niektórzy twierdzą, że czyta się to tak samo jak oryginał. Jeśli zna
        się angielski na takim samym poziomie jak A.P., to tylko współczuć,
        może i czyta się tak samo. Reszta nieszczęsnych zgrzyta zębami.
        • croyance Re: się zdenerwowałam! 14.10.08, 12:47
          Duch w trykocie! O rany boskie big_grin

          Usmialam sie jak norka z Twojego postu.

          Mam tez pomysl na wyjasnienie tego skojarzenia:

          "It's a wand that chooses the wizard, of course" - "To
          różdżka wybiera sobie właściciela, rzecz jasna". A pan P: "To
          różdżka dla prawdziwego czarodzieja". Nie wiem, skąd mu sie to
          wzięło...

          Biorac pod uwage ciag myslowy tlumacza podczas innych wpadek,
          obstawiam, ze uznal w/w zdanie za 'to jest rozdzka, ktora WYBIERA
          czarodziej' (z podkresleniem, ze to jest wlasnie TA rozdzka, ktora
          czarodziej wybiera - a skoro wybiera, to znaczy, ze wie, ze jest dla
          niego najlepsza ;-D
          • certain_whatsit Re: się zdenerwowałam! 02.11.08, 11:39
            Tak, to jest tak straszne, że aż śmieszne. Przykro mi tylko, gdy
            znajomi nieznający angielskiego prychają pogardliwie, że to takie
            beznadziejne książki. Owszem, Rowling nie jest geniuszem pióra, ale
            w oryginale jest przynajmniej zabawna i czyta się ją całkiem dobrze -
            w każdym razie te tomy, które były jeszcze porządnie redagowane, bo
            pod koniec redaktorzy chyba bali się cokolwiek ciąć w tak
            wiekopomnych i wyczekiwanych dziełach wink Natomiast to, co wyczynia
            pan P., przysparza Rowling dodatkowych przeciwników uncertain Człowiek
            wrażliwy może odpaść już po pierwszej stronie.
            • tfu.tfu Re: się zdenerwowałam! 02.11.08, 15:04
              ja dzielnie ten 2 tom skończyłam, ale z wielkim obrzydzeniem. wiem, że tłumacz
              poniekąd narzuca swój styl (wiem, bo też coś kiedyś tłumaczyłam wink), ale to, co
              pan P. zrobił woła o pomstę do nieba...
              inna rzecz, że jak kiedyś będę mieć nadmiar wolnego czasu i dostęp do owego
              nieświetnego tłumaczenia, to się "rozerwę" wink
        • croyance Re: Ale jaja:D 14.10.08, 12:50
          Droga klymenystro, pocieszajace jest dla mnie, ze nie tylko Ty
          cierpisz na forumowa skleroze. Ja przedarlam sie wczoraj przez
          bardzo dlugi watek, i dopiero gdy - po okolo 300 postach -
          natrafilam na swoje komentarze, zdalam sobie sprawe z tego, ze
          musialam go juz raz czytac. Kilka razy probowalam tez odpowiedziec
          sama sobie, myslac 'o, dobrze gada' big_grin
      • certain_whatsit Re: Wtopy tłumaczy 14.10.08, 13:05
        Zostaw, ku pamięci. Bo zresztą wtopy redaktorów to temat na kolejny
        wątek - tyle że przeciętny czytelnik nie ma możliwości rozróżnić,
        który kwiatek zawdzięcza tłumaczowi-grafomanowi, który -
        niedouczonemu redaktorowi, a który - korektorowi śpiącemu na
        służbie. Jedna z moich redaktorek namolnie poprawiała mi "Cocteau"
        na "Coctou" - "no bo przecież tak to się pisze". Albo upierała się
        przy szkolnej regułce, że "przed 'i' NIGDY nie stawiamy przecinka",
        a przecież są wyjątki, np. gdy 'i' wprowadza zdanie wynikowe - jest
        synonimem "więc" - albo gdy poprzedza je zdanie wtrącone. Na moje
        usilne protesty fuknęła, że " interpunkcja i tak zależy od
        korektorki", a korektorka się pospała. I do druku poszło z błędami
        redaktorki, za które ja świecę oczami przed czytelnikami. Ale mi się
        rymło smile
        • hajota Re: Wtopy tłumaczy 14.10.08, 14:57
          He, he, kolega po fachu wypłakiwał mi się wczoraj w mankiet, że
          walczy właśnie z redaktorką, która ma wbite do głowy, że w złożeniu
          "tam gdzie" przecinek musi być ZAWSZE przed "tam". Exemplum:
          "Chodził, tam gdzie nie trzeba".
          • certain_whatsit Re: Wtopy tłumaczy 14.10.08, 15:09
            hajota napisała:

            > He, he, kolega po fachu wypłakiwał mi się wczoraj w mankiet, że
            > walczy właśnie z redaktorką, która ma wbite do głowy, że w
            złożeniu
            > "tam gdzie" przecinek musi być ZAWSZE przed "tam". Exemplum:
            > "Chodził, tam gdzie nie trzeba".
            >
            Taa, albo między 'mimo' i 'że'. No więc "Musiała tak pisać, mimo, że
            nie chciała" wink
            • diego_8 Re: Wtopy tłumaczy 16.10.08, 22:43
              Jako redaktorka i korektorka cieszę się, koleżanki tłumaczki, że zwracacie uwagę
              nawet na interpunkcję. Takie redaktorki, o jakich piszecie, to koszmar. No ale
              ja walczę raczej z tłumaczami i autorami. Kiedy tekst jest dobrze
              przetłumaczony, rzeczywiście się go redaguje, w innym wypadku - właściwie pisze
              od nowa.
              Dla rozśmieszenia kilka przykładów z książki, którą redagowałam -
              przetłumaczonej z niemieckiego. Niestety oryginałem nie dysponuję, ale mam
              nadzieję, że uroda słowa i tak Was powali:

              Dziadek zaczął wywijać oczami. - to chyba moje ulubione...

              Trenerka dała znak startu, a dziewczynki wyrwały z linii startu równocześnie.

              Tato wywracał oczami, kiedy babcia czochrała go po głowie.

              Babcia nacisnęła dwa razy myszką. - chodzi oczywiście o kliknięcie smile))

              Nie wiem – odpowiedziała rozwlekle Lou.

              Babcia wkroczyła hucznie do pokoju.

              Kucyk tak się przestraszył tego huku, że z przerażenia stanął na sztorc. -
              nieee, to chyba tez moje ulubione big_grinDDDD
              • tfu.tfu Re: Wtopy tłumaczy 02.11.08, 18:28
                kucyk na sztorc jest boski big_grin
                a propos "redaktorek", przysłała jedna pani email, w którym namiętnie pisała
                "ktury". szczęka mnie zabolała wtedy, serio...
                inna rzecz, że na przykład to rozwlekle powiedziane "nie wiem" mogło jak byk
                stać w oryginale wink
                • diego_8 Re: Wtopy tłumaczy 02.11.08, 19:13
                  tfu.tfu napisała:


                  > inna rzecz, że na przykład to rozwlekle powiedziane "nie wiem" mogło jak byk
                  stać w oryginale wink

                  Nie pamiętam już, jak było w oryginale, ale tak czy inaczej o ile mogę sobie
                  wyobrazić, że dziewczynka mówi po niemiecku "Iiiich weeeeiss niiiicht" (z góry
                  przepraszam za ewentualne błędy w niemieckim), o tyle polskie "nieeee wieeeem"
                  nijak mi nie pasuje. I tu można było albo spokojnie odpuścić sobie rozwlekłość,
                  albo pokombinować inaczej. No i mówić powoli to co innego niż mówić rozwlekle.
    • nsc23 Re: Wtopy tłumaczy 03.11.08, 23:47
      Wlasnie czytam 'Gdzie krokodyl zjada slonce' Petera Godwina.
      Poniewaz zamowilam sobie po angielsku w ten sam dzien, w ktory mama zamowila mi
      po polsku czytam po polsku i sprawdzam jak bylo w oryginale (zmudne i bardzo
      spowalnia czytanie, ale jakze ciekawe).
      Poniewaz ksiazka traktuje o Zimbabwe, a przedstawiciela owej nacji
      (Zimbabwenczyka?) mam codziennie pod reka i znam te kulture troszeczke, to flaki
      mi sie wywracaja, jak czytam niektore tlumaczenia.
      Oto dwie najbardziej razace mnie wpadki:
      1. Minibuses jostle for passangers, hawkers ply tiny packets of biscuits and
      half-loafs of bread, and some are boiling up large pots of sadza, maize-meal
      porridge that is a culinary mainstay of this part of Africa.
      Zostalo przetlumaczone jako:
      Mikrobusy wyrywaja sobie pasazerow, przekupnie oferuja paczuszki herbatnikow i
      polowki bochenkow chleba, niektorzy w czarnych saganach gotuja sadze, gesta zupe
      z kukurydzy, ktora w tej czesci Afryki stanowi podstawowe pozywienie.

      To, ze garnek nagle staje sie czarny (czyzby skojarzenie ze slowem z szona -
      sadza? Tylko sadza w szona wcale nie bierze sie z komina wink), to w dodatku sadza
      staje sie zupa. A sadza w szona to zadna zupa, tylko kasza kukurydziana
      ugotowana do tak gestej konsystencji, ze mozna z niej kulki lepic i maczac w
      sosie (i tak wlasnie sie ja spozywa).

      2. 'I have been praying for him' she says. 'The Lord will look after him because
      your father, he is a very good man'.
      Staje sie:
      'Caly czas sie za niego modle. Bog bedzie mial go w opiece, bo twoj ojciec, on
      jest bardzo dobry czlowiek'.

      Kwestia wypowiedziana przez pielegniarke nagle staje sie gramatycznie dosc
      pokraczna, mimo ze po angielsku wcale tak nie jest. Trudno powiedziec, czy to
      braki w gramatyce tlumacza, czy doszedl do wniosku, ze pielegniarka musi mowic
      jezykiem Kalego.

      Ogolnie cala ksiazka moim zdaniem jest przetlumaczona dosc 'topornie' i bez
      polotu. Po polsku czyta mi sie ja ciezko.
      • hajota Re: Wtopy tłumaczy 05.11.08, 01:03
        No nigdy nie zrozumiem, jak w dobie Internetu tłumacz może nie sprawdzić takich
        rzeczy, jak w/w sadza. Nie znam się na kuchni afrykańskiej, ale w ciągu paru
        sekund znalazłam przepis na tę potrawę.
        Tłumaczenie jest prawie dosłowne, jakby robił to debiutant, który boi się odbiec
        od tekstu.
        Skądinąd wiem, że wydawnictwo, w którym ta książka wyszła, obcięło stawki za
        tłumaczenia, więc takie są skutki...
        • nsc23 Re: Wtopy tłumaczy 05.11.08, 21:11
          hajota,
          wiesz, rownoczesnie ze mna czyta te ksiazke moj brat, ktory rowniez zna
          Zimbabwenczyka (tegoz samego wink), sadze nawet jadl (ja jem srednio 3-4 razy w
          tygodniu tongue_out), ale jemu to tak nie przeszkadza, bo nie jest Zimbofilem.
          Najbardziej mnie u tego tlumacza drazni to, ze pewne wyrazenia, ktore po
          angielsku brzmia ok (szczegolnie jezeli ktos ma na co dzien do czynienia ze
          specyficznym jednak angielskim z Zimbabwe), oddane sa po polsku dosc pokracznie
          - jakby tlumacz zakladal, ze Zimbabwenczycy mowia niepoprawnie po angielsku - a
          przeciez jest to jezyk urzedowy Zimbabwe i wiekszosc mieszkancow nie tylko go
          zna, ale i posluguje sie nim poprawnie (co najmniej). Szkoda, bo Godwin naprawde
          fajnie pisze i pierwsza czesc, ktora czytalam po angielsku, czytalo mi sie
          znacznie lepiej niz druga, ktora czytam po polsku. No coz, trudno, dzisiaj
          ksiazke skoncze, moze w grudniu przeczytam po angielsku, zeby dwa razy pod rzad
          nie czytac tego samego wink
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka