Dodaj do ulubionych

bibliotekarz a kupowanie książek

31.03.09, 10:44
Tak się zastanawiam po co Borejkowie kupowali tyle książek skoro
Ignacy Borejko pracował w bibliotece i rodzina miała dostęp do
darmowych książek
Obserwuj wątek
    • dakota77 Re: bibliotekarz a kupowanie książek 31.03.09, 10:49
      Może mieli taką dziwną przypadłość jak ja: lubili czytać własne książki, nie
      cudze. Często do nich przecież wracali.
      • mmaupa Re: bibliotekarz a kupowanie książek 31.03.09, 12:49
        Ale Dakoto, czy ty też masz taką przypadłość jak oni, że musisz stawać na głowie
        aby zapewnić dzieciom pełnowartościowy posiłek? W takich okolicznościach uważam
        kupowanie kolejnych książek za egoizm i głupotę.
        • dakota77 Re: bibliotekarz a kupowanie książek 31.03.09, 20:31
          No nie musze, poza tym przeciez wyrazalam juz na forum oburzenie na kupowanie
          kolejnego egzemlaprza tej samej ksiazki zamiast czegos dla dzieci. Ale chec
          posiadania ksiazek na wlasnosc w pelni rozumiem:)
          • croyance Re: bibliotekarz a kupowanie książek 03.04.09, 10:10
            Ja rozumiem chec posiadania ksiazki na wlasnosc, w sensie, zeby byl
            egzemplarz w domu. Ale nie ogarniam juz tego, ze np. ja i
            Krojansiarz mielibysmy takie same ksiazki, kazdy wlasna (chyba, ze
            do pracy etc.) - po cholere komu kilka takich samych w chalupie? I
            to jeszcze w takiej niby zgranej, kochajacej sie, dzielacej sie
            wszystkim komunie borejkowskiej? Toz dziwne, ze oni sobie majtek
            wszyscy nie pozyczali, a tu nagle kazdy musi miec ksiazke swoja ...
    • soova Re: bibliotekarz a kupowanie książek 31.03.09, 10:49
      Biblioteka Raczyńskich to jednak nie osiedlowa wypożyczalnia. Nie pamiętam, czy gdzies mowa o tym, czym konkretnie Ignacy tam się zajmował, ale wyobrażam sobie, że spokojnie mógł całe zawodowe zycie spędzić na uzupełnianiu zbiorów na przykład.
    • paulina.galli Re: bibliotekarz a kupowanie książek 31.03.09, 10:49
      O ile pamiętam Ignacy Borejko zwykł się pożywiać przy czytaniu . A to paluszki a
      to kanapka etc.
      Możliwe więc ze Biblioteka Raczyńskich zakazała mu wypożyczania do domu książek
      bo wracały do Biblioteki z np. zakładką z plasterka kiełbasy :):):)
    • supervixen Re: bibliotekarz a kupowanie książek 31.03.09, 11:11
      To pytanie można by skierować do większości nałogowych zbieraczy
      książek - przecież nie trzeba być bibliotekarzem, żeby mieć dostęp
      do darmowych książek z biblioteki:)

      Po prostu niektórzy wolą czytać książki swoje, jak już napisała
      Dakota.
      • jottka Re: bibliotekarz a kupowanie książek 31.03.09, 11:56
        prawdę mówiąc, nieco mnie dziwi teza, że książki własne czyta się inaczej niż
        obce:) jako nałogowa maniaczka tego, co zadrukowane, uważam, że książka rzecz
        użytkowa (jednak w wypadku czytania cudzej - kiełbasy jako zakładki nie używam:)
        i jej status własnościowy jest mi w aspekcie lektury obojętny.


        natomiast całkowicie rozumiem konieczność posiadania rozmaitych buchów, bo są
        np. do pracy potrzebne, bo z różnych powodów potrzebujemy często do nich sięgać,
        bo chcemy do nich wracać itepe. teoretycznie można więc sobie wyobrazić, że te
        dwa plutarchy zostały kupione z zamiarem spożytkowania jednego do np. napisania
        uczonego eseju (i w związku z tym zostanie on zamazany setkami notatek), a
        drugi, śliczny i nieużywany, miałby czekać na dorastające córki. ale to raczej
        mało prawdopodobne, bo prawdziwy mól książkowy będzie prędzej z dumą podsuwał
        dzieciom egzemplarz roboczy, dowód żywotności i aktualności dzieła.

        w sumie zresztą to czy kupuje się jeden czy pięć egzemplarzy byłoby rzewnie
        obojętne, gdyby nie to nieszczęsne oświadczenie o odmawianiu dzieciom drobnych
        przyjemności materialnych - ignac wychodzi albo na egoistycznego kutwę, albo
        tępego gruboskórca i żaden plutarch go nie uratuje.
        • paszczakowna1 Re: bibliotekarz a kupowanie książek 31.03.09, 12:01
          > dwa plutarchy zostały kupione z zamiarem spożytkowania jednego do np. napisania
          > uczonego eseju (i w związku z tym zostanie on zamazany setkami notatek), a
          > drugi, śliczny i nieużywany, miałby czekać na dorastające córki. ale to raczej
          > mało prawdopodobne, bo prawdziwy mól książkowy będzie prędzej z dumą podsuwał
          > dzieciom egzemplarz roboczy, dowód żywotności i aktualności dzieła.

          'Dwa Plutarchy' zostały zakupione, bo pierwszy zakupiony był łacińskim
          oryginałem, a drugi polskim tłumaczeniem. Nie wkraczając w słuszność priorytetów
          zakupowych Ignaca, sam zakup 'dwóch Plutarchów' nie wydaje mi się szczególnie
          ekscentryczny.
          • jottka Re: bibliotekarz a kupowanie książek 31.03.09, 12:09
            a no to w tym kontekście w ogóle nie ma o czym mówić:) natomiast bodaj w kilku
            różnych miejscach pada tekst o naturalnej przewadze książki nad czekoladą, co
            ogólnie jest słuszne, ale poszczególnie jednak nie sposób się zgodzić:)
        • ananke666 Re: bibliotekarz a kupowanie książek 31.03.09, 12:20
          > dwa plutarchy zostały kupione z zamiarem spożytkowania jednego do np. napisania
          > uczonego eseju (i w związku z tym zostanie on zamazany setkami notatek)

          Dla mnie zwyczaj bazgrania po książkach jest niepojęty. I paskudny też.
          Pożyczyłam kiedyś pewnej nauczycielce swoją książkę. Wróciła pełna klamerek,
          uwag i mazajów. Ołówkowych na szczęście. Przy kolejnej prośbie o pożyczenie
          grzecznie odmówiłam.
          Książki z biblioteki zakładowej uniwerku wyglądały strasznie.
          Sama jakoś studiowałam bez mazania.
          Niszczenie własnych książek też do głowy mi nie przychodziło...
          • jottka Re: bibliotekarz a kupowanie książek 31.03.09, 12:26
            ananke666 napisała:

            > Dla mnie zwyczaj bazgrania po książkach jest niepojęty. I paskudny też.


            a tu się całkowicie podpisuję. co jednak nie znaczy, że ten ostańcowy pogląd
            jest popularny:( powiedziałabym, że przeciwnie wprost:(


            > Pożyczyłam kiedyś pewnej nauczycielce swoją książkę. Wróciła pełna klamerek,
            uwag i mazajów. Ołówkowych na szczęście. Przy kolejnej prośbie o pożyczenie
            grzecznie odmówiłam.


            a to dziwna jesteś:) znaczy ja bym zabiła. ale - jak sobie uświadomiłam - gdyby
            książka wróciła np. ze śladami kąpieli, to bym westchnęła, ale uznała, że cóż,
            wypadki się zdarzają, a człowiek w wannie czytać musi:) ale ten idiotyczny
            obyczaj zapisywania w książkach cennych uwag w rodzaju "ważna uwaga" mnie dobija.


            > Książki z biblioteki zakładowej uniwerku wyglądały strasznie.
            > Sama jakoś studiowałam bez mazania.


            bo to się szerzy od relatywnie niedawna, za to nasila, możliwe, że dostępność
            drukowanego (i kserowanego) ma na to wpływ. ale za to ostatnio pani
            bibliotekarka w osiedlowej zwierzyła się smutno, że właśnie czytelnik oddał
            książkę, w której jako zakładka tkwiły dumnie kawałki papieru toaletowego:)
            • supervixen Re: bibliotekarz a kupowanie książek 31.03.09, 12:37
              Podręczniki ze studiów pożyczałam znajomym z młodszych roczników z
              wyraźnym zastrzeżeniem: bez pisania, podkreślania, zaznaczania...
              Czułam się nieco wrednie, ale też nie znoszę pisania po książkach.
              Ewentualnie ołówkiem, ale to tylko w swoich, oczywiście. (Ale czasem
              lubię w książkach z antykwariatu znaleźć jakieś odczytelnicze uwagi
              czy zaznaczenia - tyle mojej konsekwencji;))
              • ananke666 Re: bibliotekarz a kupowanie książek 31.03.09, 13:10
                > Ewentualnie ołówkiem, ale to tylko w swoich, oczywiście. (Ale czasem
                > lubię w książkach z antykwariatu znaleźć jakieś odczytelnicze uwagi
                > czy zaznaczenia - tyle mojej konsekwencji;))

                Bo w tym jest chyba coś z uroku starego listu, śladu po rzeczach minionych.
                Ale i tak byłam nieprzyjemnie zaskoczona opisem Seneki, którego świsnął Tygrys.
                Cały pozakreślany, popisany, pomazany. Uwag żadnych, tylko podkreślenia i
                zakreślenia, jakby Gaba miała sklerozę co najmniej. Niechluj i tyle. Fuj!
                • jottka Re: bibliotekarz a kupowanie książek 31.03.09, 13:20
                  ananke666 napisała:


                  > Bo w tym jest chyba coś z uroku starego listu, śladu po rzeczach minionych.


                  tu się mnie nieodparcie przypomina jerome k. jerome, kiedy to w 'trzech
                  panach.." pisze, że kiedyś potomni będą zapewne z zachwytem spoglądać na
                  obtłuczony łeb ohydnego porcelanowego pieska, który straszy go z każdej
                  serwantki w każdym domu. ale mimo, że ma tego świadomość, ohydztwo milsze mu się
                  nie stało:) znaczy w tej chwili uwagi typu 'to ważne', 'boże jakie to prawdziwe'
                  budzą we mnie tylko krwawą furię pod adresem kretyna:)
                  • ananke666 Re: bibliotekarz a kupowanie książek 31.03.09, 13:43
                    > tu się mnie nieodparcie przypomina jerome k. jerome, kiedy to w 'trzech
                    > panach.." pisze, że kiedyś potomni będą zapewne z zachwytem spoglądać na
                    > obtłuczony łeb ohydnego porcelanowego pieska, który straszy go z każdej
                    > serwantki w każdym domu. ale mimo, że ma tego świadomość, ohydztwo milsze mu si
                    > ę
                    > nie stało:)

                    Oj, trafne! Że tak powiem: 'boże jakie to prawdziwe':p

                    > znaczy w tej chwili uwagi typu 'to ważne', 'boże jakie to prawdziwe
                    > '
                    > budzą we mnie tylko krwawą furię pod adresem kretyna:)

                    Bo są kretyńskie, ot co. I na nic innego nie zasługują. Ale jeśli za lat 30 np.
                    przy rozmowie Ciri i Galahada w "Pani Jeziora" Sapkowskiego znajdzie się na
                    marginesie notatka "Odys i Nauzykaa" to furia będzie mniejsza? ;)
                    Generalnie jednak nie znoszę bazgrania po książkach.
                    • mamapodziomka Re: bibliotekarz a kupowanie książek 31.03.09, 14:28
                      Oh je, westchnal krecik i postanowil sie wyoutowac jako mazacz ksiazkowy (po
                      wlasnych ksiazkach li i jedynie). Po ksiazkach z ktorych sie ucze widac
                      zazwyczaj, ze sie uczylam ;) bo sa pomazane i to bardzo kolorowo. Nie znosze
                      natomiast markerow-mazakow i z uporem temperuje (i obgryzam z drugiej strony)
                      markery-kredki. I mam je wszedzie, w sypialni w szufladzie lozka, w pracy, w
                      biurku, w duzym pokoju, a nawet ostatnio jedna kredke przemycilam do lazienki ;)

                      Manie matki rozumie nawet dziecko i kiedys tak w wieku niecalych 2 lat znalazlam
                      ja na podlodze ze streta moich notatek, zakreslala kredkami po kilka linijek na
                      kazdej stronie i malowala moje strzaly w roznych kierunkach. Zreszta do tej pory
                      dostaje od nas segregatory z niepotrzebnymi juz notatkami i upieksza wykresy i
                      rysunki ;)

                      Zeby bylo smiesznie wcale mi te oznaczenia nie sa potrzebne przy koljenych
                      czataniach, po prostu lepiej zapamietuje to co czytam, jesli w jakis dodatkowy
                      sposob sie tekstem zajmuje. Ach i czasem odpowiadam na marginesach na pytania z
                      konca rozdzialu ;)

                      Ale teraz chyba zaczne uzywac cytatu "Boze, jakie to prawdziwe". Powalil mnie na
                      kolana :)
                      • onion68 Re: bibliotekarz a kupowanie książek 31.03.09, 15:13
                        > Oh je, westchnal krecik i postanowil sie wyoutowac jako mazacz ksiazkowy (po
                        > wlasnych ksiazkach li i jedynie).

                        Żeby Ci nie było smutno i samotnie, to i ja wychynę. Czytam przy jedzeniu i
                        czytam w wannie, czasami mażę ołówkiem, a przy nauce to i markerem (w moich, w
                        moich). Interpretacje mogą być dwie - albo jestem niechlujem (nie wykluczam),
                        albo nie mam aż takiego nabożeństwa do przedmiotów jednak - bo papier w okładce
                        to jednak tylko nośnik, tak jak płyta CD, a książka ma służyć mnie, nie ja jej.
                        Ważna jest treść zapisana na nośniku, a tej wszak ślady pracy z tekstem nie szkodzą.
                        • nessie-jp Re: bibliotekarz a kupowanie książek 31.03.09, 16:01
                          Też zamazywuję słowo pisane. Jestem wzrokowcem
                      • mama_kotula Re: bibliotekarz a kupowanie książek 31.03.09, 22:28
                        CytatOh je, westchnal krecik i postanowil sie wyoutowac jako mazacz ksiazkowy

                        Oh je, westchnęła Kotula, spoglądając w prawo na leżący tuż obok świeżutko pokreślony i ponotowany dosłownie przed chwilą egzemplarz Effective STL. Po czym westchnęła po raz drugi, spoglądając na stado pdfów na pulpicie, westchnęła gorzko na melodię "dlaczego po pdfach nie da się tak fajnie kredkami i pisakami mazać".
                        Wszystkie podręczniki mam popisane, już chciałam ostatnio petycję pisać do wydawnictw, aby zostawiali jedną stronę kartki wolną, bo mi się kod na marginesach nie mieści... :>
                        • filifionka-listopadowa Re: bibliotekarz a kupowanie książek 31.03.09, 22:54
                          Westchnęła Filifionka smutnie bo ona by chciała mazać po swoich książkach, by
                          potem nie szukać godzinami stosownego fragmentu ale się boi.
                          Jak osoba zamknięta w sobie, nigdy nie pozwoliła by osobom postronnym i rodzinie
                          zaglądać do swojej duszy przez te podkreślenia jak dziurkę od klucza.
                          Lubi za to przeglądać podkreślenia innych bo tyle się można o człowieku z nich
                          dowiedzieć! Podkreślenia zmieniają treść książki, zwracają moja uwagę na
                          fragmenty, jakie być może nieprzyciągneły by mojej uwagi.
                          • dakota77 Re: bibliotekarz a kupowanie książek 31.03.09, 22:59
                            Ale zamiast mazac mozna sobie zaznaczac karteczkami czy takimi malymi
                            naklejkami, jakie sie czasem wkleja w dlugie umowy, zeby latwiej bylo znalezc
                            miejsca na podpis:)
                        • mamapodziomka Re: bibliotekarz a kupowanie książek 01.04.09, 09:40
                          Dlatego lubie Head First, oni zawsze zostawiaja wystraczajaco duzo wolnego
                          miejsca na kod. W pozostalych przypadkach trzeba posluzyc sie kartka wlozona w
                          ksiazke, ale uwaga, kartka powinna miec przynajmniej jeden rysunek, albo
                          zapisany numer telefonu (najlepiej zakoszony komus innemu), albo przynajmniej
                          byc naderwana. Inaczej kod napisany na niej nie chce sie kompilowac ;)

                          A potrzebniejsze PDFy twardo drukuje. Ekologia ekologia, ale mazanie jesz
                          czynnoscia ktorej organicznie potrzebuje i juz.
                          • mama_kotula Re: bibliotekarz a kupowanie książek 01.04.09, 10:52
                            Nie nie nie. Kartki notorycznie gubię. Musiałabym je zszywaczem do ksiązki przyczepić... w sumie jest to jakiś pomysł.
                            Chociaż ostatnio wypracowałam system przypinania kartek, najlepiej całych zestawów w foliówkach szpilkami do tapety na ścianie obok kompa, zawsze są pod ręką, o tak o jak poniżej :P


                            https://images49.fotosik.pl/95/7b69343ecda6f668m.jpg
                            https://images38.fotosik.pl/91/7a6f8336b9c10d61m.jpg
                            https://images37.fotosik.pl/91/08f8a3aa229a456fm.jpg


                            Pdfów nie drukuję, ewentualnie po kawałku, całych nie (taaa, bo drukowanie po kawałku daje złudzenie, że się drukuje mało ;)). Poza tym nie lubię pdfów, wolę książki w .chm, lub w ogóle w htmlu.
                            • mamapodziomka Re: bibliotekarz a kupowanie książek 01.04.09, 11:45
                              A ja lubie PDFow, bo mozna bezproblemowo na raz wydrukowac (a do drukarki mam
                              przez cale mieszkanie) i maja wolna druga strone na notatki i cwiczenia.

                              Fajne masz te przypiete, tylko troche bym nie miala gdzie, bo swojego biurka
                              uzywam sporadycznie, normalnie caly balagan mam w wielkiej szufladzie w lozku,
                              bo najbardziej lubie lapka miec na kolanach w lozku, albo na wspolnym biurku tuz
                              przy lozku...

                              A na najwazniejsze polecenia, skroty na klawiaturze, i inne takie rzeczy ktore
                              wlasciwie zawsze trzeba by pamietac mam nieduzy, za to grubiutki zeszyt
                              podzielony na czesci. Tez bardzo kolorowy.
                              • mama_kotula Re: bibliotekarz a kupowanie książek 01.04.09, 11:48
                                :P
                                Z pełną premedytacją nie zrobiłam zdjęcia podłogi z zawartością w okolicy biurka, nie mam niestety wielkiej szuflady, rozumiesz :D:D
                                Wierz mi, nie chciałabyś tego oglądać :D:D
                                Na ścianie wiszą rzeczy bieżące. Na podłodze leży cała reszta. Dzieci wiedzą, że mają nie dotykać, bo łapy poprzetrącam.
                                • ready4freddy Re: bibliotekarz a kupowanie książek OT 02.04.09, 09:36
                                  masz genialna sygnaturke :DDD
                  • supervixen Re: bibliotekarz a kupowanie książek 31.03.09, 14:40
                    >'boże jakie to prawdziwe'

                    Czy to było w jakiejś książce Coelho?:D
                  • supervixen offtop dla fanek LMM 31.03.09, 16:55
                    Jeszcze a propos "Boże,jakie to prawdziwe" to pozwolę sobie
                    zaofftopować, bo wiem, że część z was zagląda też na forum LMM. Taki
                    mini-spojler z biografii:)

                    Ulubionym utworem poetyckim LMM była Pani Jeziora Waltera Scotta.
                    Pod koniec swojego życia (tyle wiadomo, bo zaczęła wtedy używać
                    ołówka zamiast pióra) napisała drżącą ręką obok zwrotki:

                    "Przeklnij tam jego - niechaj obsiędzie
                    Smutek mu serce, bezsenność łoże,
                    Aż póki śmierci wołać nie będzie -
                    Niech jednak śmierci znaleźć nie może"

                    słowa:

                    Oh God that is my position.


                    Tłumaczenie znalezione w Polskiej Bibliotece Internetowej, rok 1822,
                    autor - Karol z Kalinowki:) W oryginale:
                    Lay on him the curse of the withered heart,
                    The curse of the sleepless eye;
                    Till he wish and pray that his life would part,
                    Nor yet find leave to die.

                    (coś mi tu nie pasuje, prawdę mówiąc... dlaczego nie będzie wołać
                    śmierci? Właśnie wychodzi mi, że będzie...)

                    --
                    W gruncie rzeczy większość Zorrów to Kwapiszony.
                    • onion68 Re: offtop dla fanek LMM 31.03.09, 17:01
                      No to jest właśnie różnica między angielskim a polskim - mówimy np. nie
                      wyjdziesz z domu, dopóki nie posprzątasz. Moim zdaniem, gdyby nie było użyte
                      słowo "póki" w polskim przekładzie, też nie byłoby przeczenia, ale tak - jest
                      tym słowem niejako wymuszone.
                    • supervixen Re: offtop dla fanek LMM 31.03.09, 17:12
                      Masz rację, zmyliło mnie to 'aż' przed póki:)
              • mmoni Re: bibliotekarz a kupowanie książek 31.03.09, 17:57
                Mnie rozczuliło, gdy w bibliotecznym egzemplarzu "Rękopisu znalezionego w
                Saragossie" znalazłam dopisek ołówkiem "Git książka!"

                Innym przykładem był sfrustrowany student/ka, który w egzemplarzu podręcznika do
                gramatyki historycznej języka angielskiego nabazgrolił na początku drugiego
                rozdziału "Welcome to Hell!". Chociaż niszczenia książek bibliotecznych nie
                pochwalam, to ostrzeżenie było dobrze umieszczone, bo pierwszy rozdział zapewne
                dla zmyłki to był taki zwięzły zarys historii Anglii, a hardcore lingwistyczny
                zaczynał się w drugim.
                • nessie-jp Re: bibliotekarz a kupowanie książek 31.03.09, 19:51
                  > gramatyki historycznej języka angielskiego

                  Kto był autorem? Na swoich studiach miałam niestety dość beznadziejny skrypcik,
                  opublikowany przez profersora prowadzącego. Wszyscy studenci musieli kupić tę
                  cieniutką publikację i nauczyć się na pamięć
                  • mmoni Re: bibliotekarz a kupowanie książek 01.04.09, 12:29
                    nessie napisałaKto był autorem?

                    Boże, nie pamiętam, być może dlatego, ze kontakt z tym podręcznikiem miałam głównie w formie kserówek, więc nazwisko na okładce nie wypaliło mi się na siatkówce, kojarzę tyle, że autor był zagraniczny. Nawet zajrzałam na strony mojej Alma Mater, obecnym studentom polecają Celię Millward "A Biography of the English Language", ale czy to ten podręcznik, potrafiłabym odpowiedzieć jedynie, gdybym go dostała do łapy i znowu zobaczyła to "Welcome to Hell".
                • croyance Re: bibliotekarz a kupowanie książek 07.04.09, 13:30
                  Mnie z kolei rozczulila przeczytana kiedys na forum, podsluchana
                  rozmowa mlodziezy o 'Zbrodni i karze'. Nie pamietam dokladnie, ale
                  szlo mniej wiecej tak; 'gosciu zaciukal babke siekierka, a reszta to
                  jego schizy'.

                  No co, nieprawda? :-)
            • ding_yun Re: bibliotekarz a kupowanie książek 31.03.09, 18:17
              jottka napisała:


              >
              > a to dziwna jesteś:) znaczy ja bym zabiła. ale - jak sobie uświadomiłam - gdyby
              > książka wróciła np. ze śladami kąpieli, to bym westchnęła, ale uznała, że cóż,
              > wypadki się zdarzają, a człowiek w wannie czytać musi:) ale ten idiotyczny
              > obyczaj zapisywania w książkach cennych uwag w rodzaju "ważna uwaga" mnie dobij
              > a.
              >
              >

              Ja bym zabiła za obie rzeczy, bo mazanie to wyłącznie po swoich książkach, ale
              jakoś łatwiej mi zrozumieć pisanie uwag niż czytanie w wannie. Do wanny można
              sobie wziąć gazetkę :) a celowość zapisywanie uwag na marginesach w pełni
              rozumiem. Bywają bardzo pomocne. Chociaż sama preferuję karteczki samoprzylepne.
              • ananke666 Re: bibliotekarz a kupowanie książek 31.03.09, 18:53
                Do wanny bierze się literaturę wanienno-klozetową.
                • onion68 Re: bibliotekarz a kupowanie książek 31.03.09, 19:14
                  > Do wanny bierze się literaturę wanienno-klozetową

                  Chyba że nie można wytrzymać - między innymi "Mgły Avalonu" i "Amerykańskich
                  bogów" czytałam wszędzie (mam nadzieję, że nie zaliczycie ich do powyższej
                  kategorii). Z trudem odrywałam się na trochę snu i pójście do pracy.
                  Swoją drogą, niektóre pozycje wymuszają porządność - wczoraj wróciłam sobie do
                  "Szkarłatnego płatka..." i nie mogłam czytać przy jedzeniu, bo po dwóch minutach
                  mi ręka drętwiała i opadała, a z odległości większej niż ok. 15 cm nie jestem w
                  stanie czytać.
                  • ananke666 Re: bibliotekarz a kupowanie książek 31.03.09, 19:30

                    Odkąd wykąpałam którąś Chmielewską, wytrzymuję. Wyjścia mam trzy: literatura
                    wanienno-klozetowa, szybsza kąpiel albo prysznic.
                    Z "Mgłami Avalonu" problemu nie miałam, zaczęłam czytać wieczorem. Jak łatwo
                    zgadnąć, zasnęłam rano.
            • ssssen Re: bibliotekarz a kupowanie książek 01.04.09, 14:55
              Zapytać - nie zapytać? Dobra, zapytam: z u ż y t e g o?!

              ;)
          • croyance Re: bibliotekarz a kupowanie książek 03.04.09, 10:14
            He, patrz, a dla mnie fizyczna strona ksiazki nie istnieje, tylko
            tresc w srodku - wiec dopoki ja widac, nic mnie nie rusza, ze sa
            napisy, ze mi wpadnie do wanny, ze jajeczko sie rozleje ...
        • agazuchwa Re: bibliotekarz a kupowanie książek 03.04.09, 07:08
          a ja np kreśle po swoich książkach, robię notatki na marginesie .
          Biorąc pod uwagę Senekę którego laura wzięła ze sobą do torunia
          mozna zakładac , ze u nich było podobnie (to by tlumaczyło czemu
          potrafili mieć kilka egzemplarzy tego samego ...każda była czyjaś
    • the_dzidka Re: bibliotekarz a kupowanie książek 31.03.09, 12:13
      ?! Ja jestem zapisana do dwóch bibliotek, a kupuję namiętnie kolejne
      pozycje do mojej już i tak niemałej biblioteczki domowej...
      W ogóle nie rozumiem tematu. Mieli nie kupować książek, bo istnieją
      biblioteki?...
      • jottka Re: bibliotekarz a kupowanie książek 31.03.09, 12:21
        tylko do dwóch?:) a wracając do rema - bo to jest bardzo dziwnie sformułowana
        teza: albo lubisz czytać książki cudze, albo własne, tak jakby ich zawartość,
        chęć takiej a nie innej lektury w danej chwili, dostępność dzieła itp.itd. w
        ogóle pozostawała poza kwestią.

        za to zapewne ignac w ciężkich pod względem księgarnianym czasach miał nieco
        łatwiejszy dostęp do bestselerów, choć prawdę powiedziawszy pewna znakomita pani
        dr prof coś tam bez trudu sie w latach 80. zaopatrywała w publikacje klasyków
        filozofii:) ale dziecku czekolady ani wrotek nie odmawiała:)
        • supervixen Re: bibliotekarz a kupowanie książek 31.03.09, 12:32
          To nie tak, że treść jest bez znaczenia, a liczy się tylko, czyja to
          książka. Ja czytam i swoje i (to jednak znacznie rzadziej)
          pożyczone. Mam kilka takich książek z biblioteki, których nigdzie
          indziej nie dostanę i pożyczałam je po kilka razy i to, że nie są
          moje, w niczym mi nie przeszkadza. U mnie to się łączy z takim
          dziwnym skrzywieniem, że jak mi się książka spodoba, to lubię na
          półce mieć ten właśnie egzemplarz, który czytałam, nie dokupiony
          później. Mam kolekcjonerskie wydanie Dzieci z Bullerbyn w żółtej
          okładce, ale to nie to samo, co podniszczony egzemplarz, pożyczony
          od koleżanki gdy miałam 7 lat:) Pippi Pończoszankę od czasów
          dziecinstwa zdążyłam kupić nową, ale starej nie zamierzam wyrzucać.
          Rozsypane zupełnie Szósta Klepka i Ania z Zielonego Wzgórza też nie
          wylądują w koszu, mimo że zastępstwo musiało zostać kupione już
          dawno. To irracjonalne, zgadzam się. I pewnie są też jakieś inne
          powody takiej preferencji 'swoich' książek, ale ja właśnie tego
          jestem u siebie świadoma;)
          • the_dzidka Re: bibliotekarz a kupowanie książek 31.03.09, 12:34
            > Rozsypane zupełnie Szósta Klepka i Ania z Zielonego Wzgórza też
            nie
            > wylądują w koszu, mimo że zastępstwo musiało zostać kupione już
            > dawno.

            Moje stare Chmielewskie, seria z Jamnikiem, każda kartka osobno. Nie
            pozbęde się ich nigdy w życiu! Jak to mówił Piotr z "Przez dziurkę
            od klucza": - Tabu. TABU!
            • jottka Re: bibliotekarz a kupowanie książek 31.03.09, 12:37
              the_dzidka napisała:


              > Moje stare Chmielewskie, seria z Jamnikiem, każda kartka osobno. Nie pozbęde
              się ich nigdy w życiu!


              to ja już doszłam do stadium kupowania na allegro "tamtych samych" egzemplarzy,
              że tak powiem:) "boczne drogi" w paperbacku schyłkowych lat 90. to bolesne
              nieporozumienie.
          • jottka Re: bibliotekarz a kupowanie książek 31.03.09, 12:35
            nieno, to całkowicie zrozumiałe, co piszesz, ale jednak - że tak powiem - takie
            pragnienie odnosi się do relatywnie drobnej części książek pochłanianych przez
            nałogowca:) tzn. jeśli czytasz bardzo dużo, czy to 'amatorsko', czy zawodowo, to
            nawet statystycznie rzecz biorąc tych ukochanych dzieł nie będzie tak wiele. i
            dlatego biblioteki (oraz inne źródła) są rzeczą niezbędną w życiu maniaka:)
            • supervixen Re: bibliotekarz a kupowanie książek 31.03.09, 12:43
              No wiem, wiem, tylko że... nigdy nie wiadomo, która to będzie
              właśnie TA książka:)))

              Oczywiście, czytanie książek z biblioteki i pożyczonych od znajomych
              to przede wszystkim duuuuża oszczędność, bo tak jak piszesz, te
              perełki zdarzają się relatywnie rzadko. A tak to półki są zapchane
              książkami na czwórkę czy trójkę, że tak powiem.

              Tak czy inaczej, wiem doskonale, że jest to zbyt duże przywiązanie
              do przedmiotów. Ale to jest takie przekonanie, nie wiem skąd, że nie
              tylko przeczytana książka staje się częścią mnie, ale i ja częścią
              tej książki - nie wiem, czy jasno się wyrażam:) I ciężko się tego
              pozbyć.
              • jottka Re: bibliotekarz a kupowanie książek 31.03.09, 12:47
                supervixen napisała:

                > No wiem, wiem, tylko że... nigdy nie wiadomo, która to będzie
                > właśnie TA książka:)))


                czekaj, czy to znaczy, że ty (niemal) wszystkie książki, które czytasz, musisz
                najpierw kupić? no to jednakowoż, o ile nie jesteś gatesem, nie kwalifikujesz
                się do kategorii czytacza-maniaka, a o takich tu mowa. taki ściąga książki z
                księgarni, bibliotek, od sąsiada, znajomych, z pracy przytarga co i rusz
                (bibliotekarz ma świetną sposobność:), nieważne, że życia mu nie starczy, wszak
                droga się liczy, a nie spełnienie celu:)
                • supervixen Re: bibliotekarz a kupowanie książek 31.03.09, 12:53
                  Nie, nie wszystkie - ale w tej chwili znakomitą większość kupuję, to
                  prawda. A propos tego Gatesa, to oczywiście, że możliwość takiego
                  dogadzania sobie ("a bo może mi się spodoba") zależy od zasobności
                  kieszeni. Teraz mnie stać, to kupuję, kiedyś znacznie więcej
                  pożyczałam.

                  Ale sobie wypraszam, że na czytacza-maniaka się nie kwalifikuję:)
                  • jottka Re: bibliotekarz a kupowanie książek 31.03.09, 12:59
                    supervixen napisała:


                    > Ale sobie wypraszam, że na czytacza-maniaka się nie kwalifikuję:)


                    no raczej jednak nie, stąd odwołanie do gatesa, gdyż on może sobie bibliotekę
                    kupić:) chodzi mi o to, że przy ilości książek, jaką kupuje, powiedzmy,
                    miesięcznie nałogowiec (a ile to jest u ciebie?), to ciągle jest to zbyt mało na
                    jego/ jej potrzeby, bo nie wszystkie, a nawet powiedziałabym niewielką część
                    interesujących go dzieł można w księgarni nabyć, przecież tam są tylko nowości
                    plus ew. wznowienia największych bestselerów. dlatego biblioteki są niezbędne,
                    chyba że dysponujemy obszernym księgozbiorem rodzinnym, kompletowanym pod kątem
                    naszych zainteresowań od pokoleń:) ale w naszym kraju to niestety niemal
                    niemożliwe, pal sześć zainteresowania.
                    • supervixen Re: bibliotekarz a kupowanie książek 31.03.09, 13:24
                      a nawet powiedziałabym niewielką część
                      > interesujących go dzieł można w księgarni nabyć, przecież tam są
                      tylko nowości
                      > plus ew. wznowienia największych bestselerów.

                      A z tym to się zgadzam w całej rozciągłości, ale nigdzie przecież
                      nie napisałam, że tak wyglądają moje zakupy. Scenariusz, że wchodzę
                      do empiku i biorę z półki pachnący farbą drukarską bestseller, to
                      raczej rzadkość. W 90%, jeśli wchodzę do takiego empiku na zakupy (a
                      nie tylko pooglądać;), to wiąże się z to najpierw z odebraniem
                      paczki z książkami 'z importu' w dziale info:D Nie napisałam też, że
                      kupuję wyłącznie książki nowe - w ostatnich miesiąch zdecydowana
                      większość moich zakupów to książki używane (vivat allegro:) Czasem
                      też antykwariat, ale teraz mam akurat nie po drodze;)) Tak jak
                      piszesz, buduję sobie biblioteczkę zgodną z zainteresowaniami, a nie
                      TOP 10 empiku i kolportera. Poza tym już tu ostatnio pisałam w
                      podobnym wątku i powtórzę się, choć brzmi to niestety raczej
                      snobistycznie, ale czytam głównie po angielsku i moje 'muszenie'
                      kupowania książek wynika z praktycznych względów, a nie tylko z
                      wykrzywionej psychiki:) Dlatego skreślaniu mnie z listy czytaczy
                      maniaków mówię stanowcze nie:)))

                      A książek kupuję... więcej niż jestem w stanie przeczytać:) Ale
                      wiem, że to nie tylko moja przypadłość.
          • dakota77 Re: bibliotekarz a kupowanie książek 31.03.09, 20:28
            supervixen napisała:

            > To nie tak, że treść jest bez znaczenia, a liczy się tylko, czyja to
            > książka.

            O jasne, u mnie tez przeciez tak to nie dziala. To chyba bylby jakis absurd,
            stawiac przynaleznosc ksiazki ponad jej zawartosc? O czym my tu w ogole
            dyskutujemy?:). Oczywiscie, ze zawartosc jest wazniejsza, ale ja po prostu lubie
            miec ukochane ksiazki pod reka, moc do nich wracac kied tylko przyjdzie mi
            ochota. Moc w kazdeej chwili wyszukwac jakis fragment, ktory akurat mam ochote
            przeczytac:). Jaka biblioteka zapewni mi cos takiego?:)
        • the_dzidka Re: bibliotekarz a kupowanie książek 31.03.09, 12:36
          Do dwóch, bo są one świetnie zaopatrzone :)
          No i jedna z nich jest dosłownie trzy domy od mojego - az szkoda, że
          niedługo się stamtąd wyprowadzę, bo będę musiała nowej szukać -
          bliżej nowego mieszkania.
          • jottka Re: bibliotekarz a kupowanie książek 31.03.09, 12:39
            the_dzidka napisała:

            > Do dwóch, bo są one świetnie zaopatrzone :)

            a wiesz, jak świetnie zaopatrzone są te trzy, w których jeszcze nie byłaś?:)


            > No i jedna z nich jest dosłownie trzy domy od mojego - az szkoda, że niedługo
            się stamtąd wyprowadzę, bo będę musiała nowej szukać -
            bliżej nowego mieszkania.


            eno, jak się parę lat temu przeprowadzałam, to więzi z ukochaną biblioteką
            osiedlową nie zerwałam, za to dzięki poprzyjaźnieniu się z paniami
            bibliotekarkami wyłudziłam prawo trzymania ksiązek ciut dłużej niż miesiąc. no
            bo wiadomo, że muszę z dalszej odległości dopełznąć niż kiedyś - nie porzucaj
            dobrej biblioteki!:)
      • kalokagathia Re: bibliotekarz a kupowanie książek 31.03.09, 13:53
        Jest jednak różnica między zwykłym użytkownikiem biblioteki a pracownikiem. Pracownika nie obowiązują żadne limity: wypożycza co chce (z wyjątkiem zbiorów specjalnych oczywiście), ile chce i na jak długo chce.

        I przy okazji, dzień dobry wszystkim :) (Jestem jedną z tych podczytujących "zza krzaka").
    • soova Re: bibliotekarz a kupowanie książek 31.03.09, 13:07
      Chciałam dodać swoje 3 gr. do tematu głównego, czyli dlaczego Ignacy po prostu nie wypożyczał książek, skoro, jak zakłada się, mógł, a je kupował kosztem, jak się podejrzewa, żywności dla córek. Wracam tu do swojej ulubionej perspektywy, czyli historycznej. Nie popełniajmy błędu polegającego na przypisywaniu mentalności współczesnej osobom żyjącym w innej epoce (choćby nawet były to byty literackie li i jedynie :)). W czasach, gdy powstawała ta "lepsza" ;) Jeżycjada, postawa "mieć" w odpowiedzi na fundamentalne pytanie egzystencjalne "być czy mieć?" była, owszem, modna, ale nie w środowisku, w którym toczy się akcja (tożsamym zresztą ze środowiskiem, w jakim żyła i żyje nadal autorka). Wielekroć przytaczano tu przykłady, jak bardzo MM nie podobały się w tamtych czasach osoby żyjące na wyższym niż Borejkowie poziomie materialnym, owi Lisieccy czy Matylda Stągiewka, skoro tak a priori przedstawiała nam je jako niemiłe i niesympatyczne. Ta postawa bierze się właśnie z owego inteligenckiego prymatu "być" nad "mieć". Może jesteśmy biedni, nie stać nas na kolonie i ciuchy dla córek, o czekoladzie nie wspomnę, ale za to my Istniejemy, Czytamy Plutarcha, Przerzucamy się w domu sentencjami łacińskimi (w odróżnieniu od Lisieckich, którzy tylko przeżuwają wystaną przez matkę szynkę). To ważniejsze niż zapewnienie dziewczynom czekolady. Z dzisiejszego punktu widzenia, kiedy to mamy jednak mnóstwo życiowych możliwości, nie musimy tkwić w Polsce i kontestować systemu politycznego za pomocą m.in. takiego stylu życia "na obrzeżach" (np. jeździmy na wakacje nad jezioro do Czaplinka, bo nie będziemy wysyłać córek na kolonie, żeby nie były tam indoktrynowane :)), postawa Ignacego jest niezrozumiała i zasadniczo wzbudza sprzeciw.
      • jottka Re: bibliotekarz a kupowanie książek 31.03.09, 13:17
        eno, soova, ale to jest z kolei dopisywanie ideologii a rebours:) verdany nie ma
        chwilowo, ale szczerze wątpię, żeby przyświadczyła, że tak jest, obowiązujący w
        latach 70. etos inteligencki nakazywał kupowanie plutarcha, a nawet dwóch,
        zamiast komunistycznej czekolady:) to raczej obecna wizja kombatanctwa a la
        ipeen, a nie mentalność minionej epoki.


        zgodziłabym się, owszem, że karykaturalne portrety matyldy czy lisieckich służą
        ukazaniu niewłaściwie ustawionych priorytetów życiowych i że owa opozycja
        plutarch-czekolada miała te właściwe podkreślić, tyle że moim zdaniem pani mm
        nieco przesadziła w dydaktycznym ferworze. inteligenci w swej masie też lubili
        zjeść szynkę pod batonika, dobre ciuchy też doceniali (kontestacja systemu za
        pomocą ciuchów jeszcze w dużo gorszej epoce, bo w "złym" może być obserwowana:)
        i w ogóle nie należeli do miłych idiotów, jakim coraz silniej jawi się ignac be.
        on jest raczej karykaturą ówczesnego inteligenta, ci typowsi raczej w filmach
        moralnego niepokoju są ukazani.
        • kooreczka Re: bibliotekarz a kupowanie książek 31.03.09, 13:28
          Sama też patrzę na Ignacego seniora jako karykaturę, a dorabianie ideologii
          raczej nie przyszło mi do głowy.
          Myślę, że Jeżycjada zyskałaby na realizmie gdyby przynajmniej u jednej z
          Borejkówien wystąpił efekt odrzucenia- zamiast Być, wreszcie Mieć- fajne buty,
          kurtkę, samochód, lepsze mieszkanie. Mogłyby po latach tego żałować, ale taki
          bunt przeciwko skrajnemu odrzuceniu dóbr tego świata byłby po prostu
          wiarygodny.(Chyba jedna Patrycja pozwoliła sobie na jedną nielojalną myśl)

        • verdana Re: bibliotekarz a kupowanie książek 31.03.09, 13:40
          Verdana już jest i potwierdza.
          jako, ze przymusowo musialam przeczytać niemal wszystkie książki,
          ktore byly plonek konkursów pamiętnikarskich tamtych epok stwierdzam
          autorytatywnie - kupienie czekolady, pralki, mebloscianki oraz
          dywanu było dla inteligencji baaardzo ważne. Moda na "nieposiadanie"
          jest obecnie o wiele silniejsza niż wtedy, bo snobować się można
          tylko czymś wyjątkowym - nieposiadaniem w epoce dobrobytu, a nie
          braków.
          Chcialam też przypomnieć, ze książki typu "Plutarch" kosztowały
          grosze - a więc, jeśli to byl wwydatek w budzecie, to tym bardziej
          budzet Borejków musiał być na skraju ubóstwa - i kupowanie sobie czy
          Plutarcha czy lakieru do wlosów kosztem żywienia dzieci wydaje się
          być karygodne.
          Z wielkich bibliotek nieuniwerstyteckich na ogół książek się nie
          wypozycza - nie wiem jak jest z biblioteką Raczyńskich, ale
          podejrzewam, ze nie ma w niej wypozyczalni, tylko czytelnia.
          No i jeszcze jedno - ale to może do oddzielnego wątku.
          • soova Re: bibliotekarz a kupowanie książek 31.03.09, 13:54
            verdana napisała:

            > Verdana już jest i potwierdza.
            > jako, ze przymusowo musialam przeczytać niemal wszystkie książki,
            > ktore byly plonek konkursów pamiętnikarskich tamtych epok stwierdzam
            > autorytatywnie - kupienie czekolady, pralki, mebloscianki oraz
            > dywanu było dla inteligencji baaardzo ważne. Moda na "nieposiadanie"
            > jest obecnie o wiele silniejsza niż wtedy, bo snobować się można
            > tylko czymś wyjątkowym - nieposiadaniem w epoce dobrobytu, a nie
            > braków.

            Nie no, mogę się zgodzić z Wami, że ciut za poważnie wzięłam Ignaca, którego
            postać autorka przedstawić chciała karykaturalnie. Ale czy przypadkiem nie krył
            się za tym też taki zamysł, żeby pokazac, że owszem, Ignacy nie korzysta z
            uroków życia, nawet tych PRL-owskich (meblościanka, mieszkanie w bloku, którego
            się Borejkowie wyrzekli itp.), ale to dlatego, że on i jego familia są Kimś, w
            odróżnieniu od Lisieckich, Stągiewków i Jedwabińskich, którzy są niefajni?
            (Oczywiście autorce, która w latach 90-tych osiągnęła także sukces materialny,
            priorytety się w późniejszym okresie zmieniły, ale, jak jej tu słusznie forum
            wytyka ;), nie kazała Borejkom odwoływać swoich poprzednich poglądów, tylko
            gładko i niepostrzeżenie podwyższyła im status materialny. :))


            > Z wielkich bibliotek nieuniwerstyteckich na ogół książek się nie
            > wypozycza - nie wiem jak jest z biblioteką Raczyńskich, ale
            > podejrzewam, ze nie ma w niej wypozyczalni, tylko czytelnia.

            Jest i wypożyczalnia
            www.bracz.edu.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=20&Itemid=28 .
            Nie przypuszczam jednak, aby taki fachowiec jak Ignacy w niej pracował. Zapewne
            jego miejscem pracy był gmach główny, a to gdzie indziej (nie znam Poznania,
            więc nie wiem, czy obie instytucje mieszczą się od siebie bliżej czy dalej).
            • the_dzidka Re: bibliotekarz a kupowanie książek 31.03.09, 14:27
              > Nie przypuszczam jednak, aby taki fachowiec jak Ignacy w niej
              pracował. Zapewne
              > jego miejscem pracy był gmach główny, a to gdzie indziej (nie znam
              Poznania,
              > więc nie wiem, czy obie instytucje mieszczą się od siebie bliżej
              czy dalej).

              W gmachu głównym, oprócz części niedostępnej zwykłym śmiertelnikom,
              znajduje się także wypożyczalnia, sama tam po książki latałam. Ale
              oprócz tego jest ponad setka filii na terenie całego miasta - i nie
              jestem pewna, czy nie i powiatu.
          • kalokagathia Re: bibliotekarz a kupowanie książek 31.03.09, 14:04
            Raczyńscy mają mnóstwo filii rozsianych po Poznaniu. Wypożyczalnie też.
            (Najpopularniejsza jest na św. Marcinie, niedaleko budynku wydziału historii,
            dawniej też wydz. filologii polskiej i klasycznej). Coś mi się majaczy, że
            własnie tam, wg Kalamburki, mały Ignac czytał Parandowskiego i Homera (?)
          • agnieszka_azj Re: bibliotekarz a kupowanie książek 31.03.09, 17:39
            verdana napisała:

            > Verdana już jest i potwierdza.
            > jako, ze przymusowo musialam przeczytać niemal wszystkie książki,
            > ktore byly plonek konkursów pamiętnikarskich tamtych epok
            stwierdzam
            > autorytatywnie - kupienie czekolady, pralki, mebloscianki oraz
            > dywanu było dla inteligencji baaardzo ważne. Moda
            na "nieposiadanie"
            > jest obecnie o wiele silniejsza niż wtedy, bo snobować się można
            > tylko czymś wyjątkowym - nieposiadaniem w epoce dobrobytu, a nie
            > braków.

            Verdano, ale musisz potwierdzić, że posiadanie książek było rownież
            potrzebą i rodzajem snobizmu, a ceny książek ten snobizm
            umożliwiały.
            Przypomniał mi się fragment książki "Delicje ciotki Dee" opisującej
            zderzenie polskiej rodziny inteligenckiej z amerykańskim Midwestem.
            Autorka m.in. zrozumieć nie mogła, dlaczego jej amerykańscy
            znajomi - w większości pracownicy naukowi Uniwersytetu nie czytają
            i nie posiadają domu książek.

            Mały cytacik (Możliwy dzięki temu, ze książkę mam w domu ;-):

            "- Gdybyś żył w moim kraju - podpuszczam Geoffa, literaturoznawcę -
            to miałbyś półki aż po sam sufit, a na nich wszystkich klasyków,
            nie tylko twoją Jane Austen. I po trochu z każdej przyległej
            dziedziny - z socjologii, historii, semiotyki, językoznawstwa. I
            jeszcze najświeższe pozycje, o których się mysli, że powinien je
            znać każdy humanista; pozycje, które uchodzą za wydarzenie.
            Przyjaciele pędziliby najpierw zobaczyć, co masz. Niejeden by zaraz
            coś pożyczył. Wiesz, u naszych jajogłowych półki z książkami to
            główna ozboba salonu, a... raczej czegoś (salon w M-4 ?), co pełni
            podobne funkcje."

            Tak było w domach naszych znajomych.
            Mojemu Tacie - architektowi mocno zainteresowanemu historią
            zawdzięczam to, że większośc lektur niezbędnych mi podczas studiów
            historycznych znajdowałam po prostu na półkach w domu - od Galla
            Anonima po Tajną historię Mongołow ;-)
            • verdana Re: bibliotekarz a kupowanie książek 31.03.09, 19:32
              Ja nie sądze, aby to posiadanie książek to byl snobizm. To była
              raczej potrzeba wąskiej grupy osób i to nie zawsze z inteligencji.
              Snobizm to bylo kupowanie ladnie oprawionych "Dzieł wszystkich" na
              metry - bo i tak bywało.
              • kkokos Re: bibliotekarz a kupowanie książek 31.03.09, 21:22
                jeszcze jedno - ukazanie się dobrej książki to było wydarzenie. i w takim
                wydarzeniu chciało się uczestniczyć :)
                książek ukazywało się stosunkowo mało, to nie było tak jak dziś, że księgarnia
                co tydzień zasypana premierami :) cykl wydawniczy był zabójczy, co widać w
                starych stopkach (choćby Kłamczucha, NK 1988 - oddana do składania w sierpniu
                1987, oddana do druku w czerwcu 1988, czyli jeszcze druk, jeszcze dystrybucja
                centralnie sterowana, pewnie w księgarniach była na gwiazdkę 1988?). i
                najciekawsze książki nie były reklamowane czy recenzowane, tylko wieści
                dochodziły pocztą pantoflową lub od znajomego księgarza (który ją zresztą potem
                przetrzymał dla nas pod lada :)) więc był to swoisty rytuał (no, może za duże
                słowo, ale wiecie, o co mi chodzi), który sprawiał, że kupowanie książek miało w
                sobie więcej magii niż dziś pójście do empiku :)

                > Snobizm to bylo kupowanie ladnie oprawionych "Dzieł wszystkich" na
                > metry - bo i tak bywało.
                i bywało to przedsięwzięcie na lata, bo jak autor płodny, to straaasznie się to
                rozciągało w czasie :)
                • nessie-jp Re: bibliotekarz a kupowanie książek 31.03.09, 21:33
                  kkokos napisała:

                  > jeszcze jedno - ukazanie się dobrej książki to było wydarzenie. i w takim
                  > wydarzeniu chciało się uczestniczyć :)

                  Oczywiście! Zresztą, nie tylko "dobrych" książek w sensie najwybitniejszej
                  literatury świata, po prostu książek dających się z przyjemnością czytać.

                  Jakimż wydarzeniem było wydanie 'Hobbita' i trylogii Tolkiena! Kolejki społeczne
                  wręcz obowiązywały. A kolejki po Chmielewską w sklepiku wydawnictwa na Wilczej
                  (W-wa) wiły się po okolicznych chodnikach, jakby - nie przymierzając - szynkę i
                  papier toaletowy rzucili... :)

                  Książki za tamtych czasów były trochę jak czekolada i kubańskie pomarańcze --
                  też trzeba było wystać, zdobyć, skombinować. I też cieszyły w stopniu większym,
                  niżby to wynikało z ich prostych przymiotów. Cieszyły jak łup, który się wbrew
                  losowi udało uzyskać i który się z tego powodu bardzo ceni.
      • mmaupa Re: bibliotekarz a kupowanie książek 31.03.09, 13:23
        No zaraz, zaraz - "być" nad "mieć"? Ignacy prezentuje jak najbardziej postawę
        "mieć"! Mieć jednego Plutarcha, drugiego, Plutarchów cały stos, zamiast sobie
        "byciowo" podreptać do biblioteki z córkami.
    • limotini Re: bibliotekarz a kupowanie książek 31.03.09, 15:51
      Wiem, że to pytanie troszczkę z boku, ale czy ktoś z Was wie, co to jest ten
      Plutarch? O czym to?

      Z góry przepraszam, ja to umysł ścisły jestem, ja tylko Elementy Euklidesa
      czytałam ;)
      • nessie-jp Re: bibliotekarz a kupowanie książek 31.03.09, 16:11
        Plutarch:

        pl.wikipedia.org/wiki/Plutarch
    • nessie-jp Re: bibliotekarz a kupowanie książek 31.03.09, 16:05
      Książka własna to przedmiot użytkowy, z którego możesz korzystać o dowolnej
      porze dnia i nocy. Książka z biblioteki to jak pay per view i w dodatku trzeba
      się cackać jak z jajkiem.

      Z biblioteki wypożyczałam wyłącznie lektury obowiązkowe nielubianych pisarzy.
      Całą resztę musiałam mieć własną (podobnie jak siostra i ojciec) choćby nawet
      nie starczało na inne podstawowe potrzeby.

      To po prostu takie hobby, czytanie. Owszem, można w bibliotece, ale to jest
      zawsze na cudzym, bez poczucia, że do książki można zawsze wrócić. Dlatego mój
      dom jest niestety zawalony książkami po sufit, a jako dzieci chodziłyśmy w
      ubraniach spadających z grzbietu, bo całe kieszonkowe natychmiast pędziłyśmy
      wydać do antykwariatu albo księgarni. No bo jak można nie mieć możliwości
      otwarcia oczu o 4 nad ranem, popędzenia do ulubionej książki i odczytania sobie
      po raz dwudziesty ukochanego rozdziału piątego?

      Nie mówię, że taka mania jest godna pochwały, tylko że taka mania istnieje... :)
      • sowca Re: bibliotekarz a kupowanie książek 02.04.09, 23:58
        Ja się wcale nie dziwię Borejkom, że kupowali ksiązki, zamiast je
        wypożyczać. Po pierwsze, jeśli ksiązka mi się podoba, to natychmiast
        odczuwam do niej nieprzepartą czułość, wręcz miłość i myśl o oddaniu
        ukochanego już tomu w obce ręce, najpierw bibliotekarek, a potem
        czytelników, którzy jej może nie uszanują i nie pokochają, napełnia
        mnie zgrozą. Po drugie, ksiązka z biblioteki nie jest moja. Jest
        obca. Należy, jak słusznie ujęła to Nessie, cackać się z ksiązka jak
        z jajkiem, do wanny wziąć nie można, do tramwaju też nie, bo co
        będzie, jak mi ktoś wyrwie torebkę z ksiązką w środku? W dodatku
        wisi Ci nad głową myśl o upiornym dniu, przed którym należy ksiązki
        oddać, człowiek się denerwuje i tyle z tego ma. Że nie wspomnę o
        stresie, który się odczuwa, gdy ksiązka na chwilę znika z pola
        widzenia! O ile swoich własnych ksiązek z zasady nie gubię, o tyle
        te biblioteczne - nagminnie. Po trzecie, mam fatalne doświadczenia z
        bibliotekami i użytkowanie ich jest dla mnie przez to zawsze
        nieprzyjemne. W mojej bibliotece rejonowej, zresztą fatalnie
        zaopatrzonej, zablokowano mi kartę (było to w roku 2000, miałam 12
        lat i kartę w bibliotece dla dzieci). Na moje gwałtowne pretensje
        okazało się, że zablokowano, ponieważ moja starsza siostra, zapisana
        do biblioteki dla dorosłych, nie oddała ksiązki w terminie i w
        ramach kary zablokowano karty całej rodzinie. Wściekłośc na idiotyzm
        biblioteczny bulgocze mi w środku na samą myśl o tym. W bibliotekach
        szkolnych do szału doprowadzał mnie fakt, że nie można było
        spokojnie krążyć między półkami - należało powiedzieć pani przy
        iurku, jaką ksiązkę się chciało i cześć. O dostępie do katalogu mowy
        nie było. W efekcie półki pęczniały od nowych pozycji wydawniczych,
        których nikt nie czytał, ponieważ nikomu nie przyszło do głowy, że
        one mogą tam być - trafiłam na nie zupełnym przypadkiem, w czasie
        praktyk w liceum. Dopiero na studiach korzystanie z bibliotek stalo
        się codziennością - ale z biblioteki wydziałowej muszę wypożyczac
        ksiązki na kartę mojej koleżanki, gdyż moja własna karta wygląda
        tak, jakby kot ją zeżarł i ciągle zapominam wyrobić nową. Do
        Biblioteki Uniwersyteckiej podchodzę nieufnie, acz akurat wczoraj
        zrobiłam na nią nalot. Podczas gdy udręczeni studenci wychodzili z
        bilbioteki z męczeńskimi minami i na przykład "Współczesnymi
        teoriami socjologicznymi" albo "szkicami z socjologii organizacji i
        zarządzania", ja beztrosko wymachiwałam torbą wypchaną ksiązkami
        Chmielewskiej!
        Co do mazania po ksiązkach, to raczej tego nie uprawiam, zdarza mi
        się tylko czasem podkreślić coś szczególnie ważnego. Natomiast
        kserówki ważnych tekstów na zajęcia mam regularnie pomazane,
        popodkreslane, gdzie się da, niekiedy ozdobione komentarzem albo i
        rysunkiem własnego autorstwa. Natomiast zuepłnie bez skrupułów
        czytuję ksiązki w wannie, w trakcie jedzenia, w toalecie, w środkach
        komunikacji publicznej, na nudnych wykładach oraz, ogólnie biorąc,
        wszędzie.
    • megi1973 Re: bibliotekarz a kupowanie książek 03.04.09, 10:02
      a czy ktoś z was ma szafki biblioteczne w domu i przedpokoju
      sięgające sufitu i wyjmuje książkę(skatalogowaną) wchodząc na
      drabinę??? więc nie piszcie o kupowaniu kilku ulubionych książek i
      stawianiu ich na półce.A tak przy okazji-syn Bernarda pożyczał od
      nich "Antologię teatru amerykańskiego"-na co taka książka Borejkom
      skoro w Jeżycjadzie nie ma wzmianki że chodzili do teatru
      • supervixen Re: bibliotekarz a kupowanie książek 03.04.09, 11:16
        A tak przy okazji-syn Bernarda pożyczał od
        > nich "Antologię teatru amerykańskiego"-na co taka książka Borejkom
        > skoro w Jeżycjadzie nie ma wzmianki że chodzili do teatru

        Ale mają w rodzinie dramaturga:)))

        więc nie piszcie o kupowaniu kilku ulubionych książek i
        > stawianiu ich na półce.

        Dlaczego nie? Rodzinie, która lubi czytać i przy tym książki kupuje,
        wcale nie jest trudno zgromadzić duży księgozbiór. Przecież oni te
        książki zbierali latami. Oczywiście, że to nie będzie biblioteka
        narodowa, ale przecież nikt chyba nie pragnie posiadać wszystkich
        możliwych książek. A co do katalogowania, to są przecież i tacy, co
        katalogują:) Sama czasem mam na to ochotę, ale przydałby się
        najpierw jakiś fajny program do tego.
      • agnieszka_azj Re: bibliotekarz a kupowanie książek 03.04.09, 12:04
        megi1973 napisała:

        > a czy ktoś z was ma szafki biblioteczne w domu i przedpokoju
        > sięgające sufitu i wyjmuje książkę(skatalogowaną) wchodząc na
        > drabinę??? więc nie piszcie o kupowaniu kilku ulubionych książek
        i stawianiu ich na półce.

        Moi rodzice po blisko 60 latach wspólnego życia i gromadzenia
        książek mają w domu w dwóch pokojach regały na całą ścianę od
        podłogi po sufit pełne książek. Czasem się po nie siega przyu
        pomocy drabinki.
        Mieszkają we dwoje w sporym mieszkanie, więc nie ma potrzeby
        wystawiania regałów do przedpokoju ;-)
        Skatalogowane też nie są, ale częśc jest ustawiona alfabetycznie -
        autorami.

        A tak przy okazji-syn Bernarda pożyczał od
        > nich "Antologię teatru amerykańskiego"-na co taka książka
        Borejkom
        > skoro w Jeżycjadzie nie ma wzmianki że chodzili do teatru

        Ale nia ma również wzmianki, że z zasady nie chodzili ;-)

        Kocham wątki, w których MM rozliczana jest z tego, czego NIE
        NAPISAŁA ;-)
      • zuzzia1 Re: bibliotekarz a kupowanie książek 03.04.09, 13:44
        > a czy ktoś z was ma szafki biblioteczne w domu i przedpokoju
        > sięgające sufitu i wyjmuje książkę(skatalogowaną) wchodząc na
        > drabinę???
        Owszem, ja mam półki pod sufit i kilka tysięcy książek. Nie są
        skatalogowane, stoją uporządkowane tematycznie, to wystarcza, by
        odnaleźć to, czego szukam. Myślę, że to nie jest aż tak bardzo
        dziwne i wyobrażam sobie, że mieszkania wielu uczstników tego forum
        wyglądają podobnie.
        • mmaupa Re: bibliotekarz a kupowanie książek 03.04.09, 14:57
          Dom moich rodziców niestety tak wygląda - książki w pokojach, w piwnicy, na
          strychu, poupychane na półkach w dwóch rzędach. Część specjalistycznych dawno
          nieaktualna, część słowników też (kto teraz używa słowa "elekcja" określając
          wybory samorządowe?), książki dla dzieci zaczytane przez trzy pokolenia
          dosłownie rozpadają się w rękach... Po każdym powrocie do domu rodzinnego
          zapowiadam sobie, że nie kupię już żadnej książki. W moim obecnym pokoju na
          regale pięć półek zajmują buty, jedną literatura, gdyż wychodzę z założenia, że
          książki można pożyczyć/wyszukać w necie, a obuwie już nie bardzo.
      • mama_kotula Re: bibliotekarz a kupowanie książek 03.04.09, 19:39
        Cytat> a czy ktoś z was ma szafki biblioteczne w domu i przedpokoju
        > sięgające sufitu i wyjmuje książkę(skatalogowaną) wchodząc na
        > drabinę??? więc nie piszcie o kupowaniu kilku ulubionych książek i
        > stawianiu ich na półce.


        Primo, jakbym miała mieszkanie o wysokości 3,5-4m, to pewnie też bym sięgała po
        książki z drabiny. Póki co sięgam z krzesła, z wyjątkiem półek pod sufitem,
        gdzie sięga dla mnie mój mężczyzna.
        Secundo, ksiązek nie kataloguję, bo nie mam do tego głowy ani nie mam takiej
        potrzeby. Książek w domu jest przynajmniej 2000. W samym moim pokoju wielkości
        ok. 5mkw mam szacunkowo przynajmniej 700 sztuk, u dzieci będzie z 300, a jest
        jeszcze jeden pokój (3 pełne regały) i szeroki regał w przedpokoju (taaak, do
        sufitu, czyli 2,20 wysoki), ostatnio doszedł spory księgozbiór niemęża (też
        kilkaset sztuk), na razie w kartonach i walizce, bo nie ma tego gdzie ustawić.
        Wszystko zbierane latami. Zapewne przyjdzie czas zrobić czystki niedługo.

        Ile mam GB ebooków, tego nawet nie wiem. W życiu nie dam rady ich wszystkich
        przeczytać :D, ale przynajmniej miejsca nie zajmują fizycznie i zawsze można
        sięgnąć po to, co się chce. Ot, dzisiaj sięgnęłam sobie rano po Salvatore'a na
        Sonyreaderze a po południu gdy szłam z młodymi na podwórko, po audiobook "Wyrd
        Sisters" na mptrójce. Traktuję to jak korzystanie z biblioteki.
      • sowca Re: bibliotekarz a kupowanie książek 03.04.09, 23:02
        U mnie dom jest duży i pokoi jest w nim kilka, a w każdym - pełno
        ksiązek, szafki od podłogi do sufitu, półki uginające się pod
        ciężarem. Dosłownie, nie ma pokoju bez ksiązek. Z drabiny nie
        korzystamy tylko dlatego, że pokoje są dosyć niskie i wystarczy
        krzesełko, a drabiny, którymi dysponujemy, nie mieszczą się w
        drzwiach. To primo. Secundo, sama osobiście bywałam nieraz w domach,
        gdzie własnie korzysta się z drabiny. Na własne, rodzone oczy
        widziałam olbrzymie mieszkanie w starej kamienicy, z ksiązkami
        autentycznie od podłogi do sufitu - o ile pamiętam, było to
        mieszkanie profesora Konrada Jażdżewskiego, legendy łódzkiej
        archeologii. Tertio, to że nie jest napisane, że Borejkowie to
        teatru nie chodzą, nie oznacza, że tego nie robią, więc, do licha,
        obecnośc takiej ksiązki jak "Antologia dramatu amerykańskiego"
        naprawdę nie jest niczym dziwnym. Wiem, że wg ostatnich badań chyba
        zaledwie 38 % społeczeństwa czytuje książki, ale czy naprawdę
        posiadanie obfitej biblioteki i nagminne jej uzupełnianie jest czymś
        tak szokującym, zadziwiającym i niezrozumiałym?
        • nessie-jp Re: bibliotekarz a kupowanie książek 04.04.09, 16:03
          > zaledwie 38 % społeczeństwa czytuje książki, ale czy naprawdę
          > posiadanie obfitej biblioteki i nagminne jej uzupełnianie jest czymś
          > tak szokującym, zadziwiającym i niezrozumiałym?

          Słusznie sowca rzekła, podpisuję się.

          I jeszcze chciałam zauważyć, że Borejkowie siedzą sobie na głowie i są tak
          zagęszczeni i mają tak mało prywatności, że nie dziwiłoby mnie nawet, gdyby
          mieli po kilka egzemplarzy tej samej książki, każdy dla siebie
          • lezbobimbo Re: bibliotekarz a kupowanie książek 04.04.09, 16:12
            nessie-jp napisała:

            > I jeszcze chciałam zauważyć, że Borejkowie siedzą sobie na głowie >i są tak>
            zagęszczeni i mają tak mało prywatności, że nie dziwiłoby >mnie nawet, gdyby
            > mieli po kilka egzemplarzy tej samej książki, każdy dla siebie
      • lezbobimbo Re: bibliotekarz a kupowanie książek 04.04.09, 15:24
        megi1973 napisała:
        > a czy ktoś z was ma szafki biblioteczne w domu i przedpokoju
        > sięgające sufitu i wyjmuje książkę(skatalogowaną) wchodząc na
        > drabinę??? więc nie piszcie o kupowaniu kilku ulubionych książek i
        > stawianiu ich na półce.

        Ja musze sobie jak najszybciej kupic takie wlasnie szafki bibliofilskie (albo
        przynajmniej jakies lekkie regaly), bo na razie mój wielki regal jest zapchany
        po brzegi, ma uginajaca sie pólke glówna i na wierzchu jego tez cos lezy, a na
        podlodze wokól niego poniewiera sie kilka-nascie stert i pare kartonów. I to
        tylko najulubiensze lit. fachowe i basnie. Jeszcze w sypialni jest kilka
        kartonów belerystyki i reszty fachowych, a w piwnicy cala reszta tych najmniej
        ulubionych. To te same ksiazeczki, które w przyplywach czulosci mam ochote
        porznac pila lancuchowa ;> I to wszystko i tak po potwornej czystce, kiedy do
        kontenera na papiery powedrowaly wszystkie niepotrzebne dinozaury peerelowskie
        albo dawno przebrzmiale albumy o swiecie z lat 70ych.
        A wiem tez, ze zgubne kupowanie dalszych ksiazeczek bede kontynuowac az do mej
        zaczytanej smierci. Ilez pozycji mi brakuje! Jakie ciekawe fachowe ksiegi
        jeszcze przede mna! I jakie ja nadal mam luki w lit. swiatowej!

        Gdybym miala wysokie mieszkanie, tez by sie pewnie skonczylo skakaniem po
        drabinie. Wiec sie nie dziwie Borejkom, zwlaszcza, ze co zaczeli rodzice (a
        zwlaszcza jeden) w latach 70ych, teraz kontynuuje cala dorosla w miedzyczasie
        dziatwa, nadal kupujac rozrywki entelektualne w ilosciach hurtowych (7 gazet z
        jolkami albo te same ksiazki u Gaby i Ignaca).

        Pytalas tez megi1973, po co kupowac ksiazki, skoro ma sie dostep do biblioteki.
        Hah, odpowiedz wszak oczywista: przeciez ksiazki biblioteczne trzeba predzej czy
        pózniej oddac. Ksiazke wlasna sie zas kupi i ma sie spokój na reszte zycia
        (swego lub ksiazki). Wydatek jednorazowy, a za to przyjemnosc nieskonczona i
        wielorazowa. I jaka przydatnosc, w kazdej chwili mozna zajrzec do ksiazki a nie
        czekac miesiacami calymi, az sie cos moze zjawi w bibliotece.
        (tylko przy przeprowadzkach coraz upiorniejszy i ciezszy ksiegozbiór;)

        Wracajac do Bominków, aczkolczyk ich nieustajacy poped do czytania i kupowania
        ksiazek jest nadzwyczaj chwalebny (zawszec lepiej niz zeby kupowali wódke albo
        same durnostojki;) to coraz bardziej nienawidze ich toksycznego gniazda ;)
        Szkoda, ze autorka wypotwornila ich teraz w te zdziwaczale karykatury, bo tym
        samym odstrecza od jednej rzeczy, która czynia dobra - czyli od czytania. Jak
        juz sie kiedys wywnetrzalam - kiedy Gaba nastoletnia ze smakiem czytala
        Fizjognomike, tez mialam ochote poznac to dzielo. Albo kiedy rybak pasjonowal
        sie byl Kubusiem Fatalista. Natomiast teraz, kiedy straszliwy Ignac skrzeczy
        maksymy i truje wszystkim odwloki swoim pseudoantykiem, albo kiedy Laura snobuje
        sie na Micka na firance, to nie mam ochoty interesowac sie tym, co czytaja, bo
        samych postaci nie lubie (wiec mam ochote czynic im na przekór;)
        Och, czemuz to toksyczne gniazdo nie moze byc takie wesole i zachecajace jak
        rodzina Ptaszkowskich w bibliotece wiejskiej? Achh...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka