Dodaj do ulubionych

Do boju Polsko

30.06.16, 20:28
Musiałem trochę zmienić poranny tekst. Jak już nie raz zdarzyło mi się pisać, są rzeczy ważne i ważniejsze, które powodują, że czasem odbiegam od głównego tematu mojego bloga. No, ale są czasem powody i przyczyny, które powodują zmianę skrobiącego tematu. No i dzisiaj jest taki dzień. Po raz czwarty w swojej historii nasza reprezentacja w piłce nożnej będzie walczyła o awans do półfinału wielkiej piłkarskiej imprezy. Tyle, ze wcześniej to były Mistrzostwa Świata, tym razem Europy. No i na mistrzostwach świata inaczej wyglądały te ?ćwierćfinały?.

W mistrzostwach 1974, które w naszej świadomości i pamięci do legendy przeszły w drugiej rundzie, która była takim ćwierćfinałem nasza reprezentacja spotkała się z RFN, Szwecją i Jugosławią. Zarówno my, jak i Niemcy wygraliśmy dwa pierwsze mecze ze Szwecją i Jugosławią. O decydującym układzie miejsc w grupie ( zwycięzca grał w finale MŚ, a druga drużyna w grupie o 3 miejsce) zadecydowało bezpośrednie spotkanie. Tuż przed meczem nad stadionem przebiegła kosmiczna burza, zmieniając murawę w grząskie bagnisko. Na trudnej murawie największy atut naszej kadry, czyli bajeczna technika została wyeliminowana, a doprowadzony do perfekcji przeciętności walec niemiecki przejechał się po naszej kadrze. Przegraliśmy 0:1 i do dziś wszystkich nurtuje pytanie, co by było, gdyby było normalnie. W meczu o trzecie miejsce pokonaliśmy? Brazylię. Tak, tak wielką, kosmiczną Brazylię. Wielki sukces, ale pewien niedosyt pozostał.

W 1978 jechaliśmy na Mistrzostwa Świata do Argentyny w roli faworyta. Można śmiało napisać, ze tak silnej reprezentacji jak wtedy nie mieliśmy nigdy wcześniej i później. Nasz reprezentacja jak burza przeszła pierwszą rundę tracąc tylko jeden punkt w remisowym meczu-rewanżu z RFN. Niestety w drugiej rundzie pechowa porażka z Argentyną ( niewykorzystany karny Deyny), wygrana z Peru i porażka z Brazylią. Zakończyliśmy na 5-6 miejscu, co zostało w kraju przyjęte jako porażkę.

Wreszcie 1982 rok ? Hiszpania. Miałem wtedy co prawda zaledwie 11 lat, ale pamiętam te mecze jakby odbywały wczoraj. W meczu otwarcie remisujemy z Włochami, co było przyjęte z umiarkowaną satysfakcją. W kolejnym meczu znowu remisujemy 0:0, ale z Kamerunem, co zostało przyjęte za porażkę. No i decydujący mecz o wyjściu z grupy z Peru. Po pierwszej połowie remis bezbramkowy i w całym kraju nerwy. No, ale druga połowa?. To było 21 minut, między 55 a 76 nesłychanego popisu naszej reprezentacji. Smolarek, Lato, Buncol, Boniek, Ciołek i już było 5:0. W ostatnich 10 minutach co prawda waleczni Peruwiańczycy strzelili honorowego gola, ale to było wszystko, na co było ich stać.

W drugiej rundzie graliśmy w grupie z Belgią i ZSRR. W pierwszym meczu spotykamy się z Belgią i to był popis Zbigniewa Bońka. 3 bramki i Belgowie na kolanach. Nie podnieśli się już do końca przegrywając 1:0 z ZSRR i o awansie do półfinału zdecydował mecz z wielkim polityczno-historycznym podtekstem czyli z ZSRR. W kraju trwał stan wojenny, a za granicą kraju pacyfikowanego przez komunistów, z palcami na cynglach stała ?bratnia? Armia Czerwona. No i ku szalonej radości wszystkich rodaków remisujemy 0:0 awansując do półfinału. Do legendy przesyły dryblingi w rogu boiska Smolarka, który nie pozwolił sobie w ostatnich minutach piłki odebrać. Niestety w tym meczu tracimy Bońka ukaranego drugą żółtą kartką i do meczu o finał z Włochami przystępujemy bez naszej największej gwiazdy tamtych lat. W tym meczu niestety załatwił nas Paolo Rossi strzelając dwie bramki. Włosi zresztą wygrali turniej, a nam znowu został mecz ?tylko? o 3 miejsce z Francją. Pierwszą prawie całą pierwszą połowę przegrywamy 0:1 tracąc bramkę w 13 minucie. No i do 40 minuty Francuzi czuli się trzecią drużyną Świata. No, ale potem między 40 a 46 minutą nastąpił scenariusz niemal jak u Hitchcocka, czyli trzęsienie ziemi połączone z erupcją wulkanu. Szarmach, Majewski oraz Kupcewicz (grający na co dzień w Kolejorzu) strzelają 3 bramki. Kontaktowa bramka strzelona pod koniec drugiej połowy przez fanów żab już nic nie zmieniła. Po raz drugi w historii zostajemy 3 drużyną świata.

Od tamtych chwalebnych dni już ani razu nawet nie zbliżyliśmy się do takich osiągnięć. Z naszym dzisiejszym rywalem w ostatnim 30-sto leciu na wielkich imprezach spotykaliśmy się dwa razy. W 1986 wygraliśmy 1:0 po bramce Smolarka, a w 2002 kiedy ponownie po 1986 awansowaliśmy do MŚ, nasi dzisiejsi rywale wzięli srogi rewanż rozbijając nas 4:0. Potem 4 lata później zajęli 4 miejsce w MŚ, a dwa lata wcześniej zdobyli wicemistrzostwo Europy. Z tej drużyny niewiele obecnie zostało, ale i tak potencjał naszych rywali robi wrażenie, mimo że nie rzuca na kolana. Obie drużyny mają dwie wielkie gwiazdy. Jeden jest bardzo wyżelowany i jak na prawdziwą gwiazdę przystało równie zmanierowany, Drugi dużo mniej żelu na włosach mający i z pewnością dużo, a nawet bardziej niż dużo skromniejszy. A do tego jeszcze nasz, na naszej rodzimej polskiej krwi i ziemi urodzony i wyrośnięty. A do tego jeszcze z naszego Poznania do sławy i chwały wypłynął.

Kto jest lepszy to głupie określenie, raczej który będzie miał większą motywację. Co do reszty, to u naszych rywali mamy trzy czy cztery podstarzałe gwiazdy i jednego zabijakę, a my mamy no nie wiem nie chcę zapeszać, ale wierzę, że nasze zmanierowanie jest mniejsze, a chęć gry i walki większa. A do tego w naszej drużynie gra uwielbiony przez wszystkich fryzjerów w kraju Pazdan. Jeżeli dzisiaj zatrzyma Ronaldo, to podejrzewam, że od jutra do wszystkich salonów fryzjerskich tłumy facetów się rzucą, by fryzurę a la Pazdan zamówić. A wtedy innym będzie łyso.

Jak dzisiaj będzie? Zobaczymy wieczorem, ale mnie korci jak cholera, by pójść do ?buka? i obstawić 3:0 i hat-trick naszej największej Gwiazdy. No i potem półfinał z Belgią i powtórka z Hiszpanii, gdzie wiadomo, kto zastąpi Bońka i drugi hat-trick. No i w finale trzeci z Islandią. Tylko, że na finał będzie trzeba sprawdzić naszych baców z Tatr, by zapanowali nad islandzkimi owcami, które robią ostrą dywersję wśród rywali krainy lodu i ognia. Swoją drogą to są jaja, że Państwo, w której mieszka połowa populacji Poznania pokonuje Anglię i w ćwierćfinale gra z Francją. A jak ich przejdą? W końcu żaby też boją się lodu i ognia. Ale tu chyba nie chodzi nawet o te owce, co o wróżki czy elfy drużynę Islandii wspierające. W końcu obrońcy elfów i wróżek zablokowali budowę drogi, to magiczne czy może mityczne istotki muszą się swoim obrońcom zrewanżować.


wpolityce.pl/polityka/182543-niezwykle-utrapienie-islandzkich-drogowcow-budowe-blokuja-obroncy-elfow
Ale chyba nie ma co się martwić,na elfy i wróżki mamy nasze rodzime skrzaty i czarty, które na magią lodowej wyspy zapanują.

Dla nas jednak najważniejszy jest dzisiejszy mecz: Polska Biało czerwoni? Nawiązując do sukcesu Islandii możemy napisać:

?Do boju Polsko dzisiaj ruszamy,

Dała nam przykład Islandia, jak zwyciężać mamy?.

więcej na blogu:) biegaczamator.blog.pl/2016/06/30/czyj-zel-bedzie-dzisiaj-na-wierzchu/
Obserwuj wątek
    • Gość: lol5 Re: Do boju Polsko IP: *.telbeskid.com.pl 01.07.16, 09:33
      Polacy nic się nie stało,
      Polacy nic się nie stało Pol

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka