Gość: df
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
24.02.05, 16:33
Nie jestem i nie byłem fanem Barcelony, ale jak chodzi o mecz z Chelsea to
niestety trzeba sobie jasno powiedzieć że Chelsea miała 3 piłkarzy o których
można powiedziec że cokolwiek w tym meczu grała. Nomen omen to "kontuzjowani"
Duff i Gallas oraz bramkarz. Reszta była milczeniem. Piszą niektórzy że Barca
nie istniała do czasu zejscia Drogby. Barsa miała kłopoty do momentu kiedy
zszedł Giuly. Chelsea nie potrafiła przegrywając 2;1 wyjść z własnej połowy.
Chyba nie takie były założenia trenera który w tym momencie wprowadził
napastnika? Chelsea przegrywała połowę pojedynków w powietrzu (!). Drogbę
głową ogrywał Puyol. Chelsea na dobrą sprawę nie potrafiła odebrać piłki.
Jesli ju to po błędzie hiszpanów. Chelsea przecinając podania potrafiła piłkę
tylko wykopać "aby dalej". Po stracie dwóch bramek równie dobrze mogła stracić
jeszcze dwie i grając to samo co w 1 połowie.
Na koniec nie chciało mi się wierzyć ze chelsea nie wytrzyma tego meczu i
fizycznie (Barca biegała wiel szybciej) i psychicznie. Przykro było patrzeć
jak piłka non stop laduje w aucie (moze to taka taktyka). Ani jednego strzału
na bramkę. Jedna bramka ze spalonego - i koniec. Podsumowując to chelsea miała
bardzo duo szczęścia że losy awansu nie przesądziły się już wczoraj.
Popatrzcie co prezentuja w Europie angielskie zespoły. Arsenal -
kompromitacja, Manchester - już za burtą praktycznie, Chelsea - nie wiadomo,
ale chyba to samo co MU, Liverpool - słabiutki Bayer nie jest w stanie nikomu
zagrozić w tym towarzystwie