Dodaj do ulubionych

Profesor Chmura ostrzega: Na kacu daleko nie za...

    • Gość: mop Kiedy przepił bo jakoś niezauważyłem??? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.09.08, 08:53
      Dziennikarzyno osiągnij taki poziom jak Pan Wojtek w piłce.
      • Gość: fifol Mądrze Gada : ) dać Wojtkowi wódki : ) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.09.08, 09:20
        Wojtek ty już w tym swoim żałosnym pamiętniku napisałeś wszystko o swoim
        talencie do picia i baletów. Napij się Wojtek i powiedz mi tylko jedno, czemu
        wam tak jedne mecze gładko wchodziły a inne nie? Jak zwykle trener zawalił?
        Polejcie Wojtkowi.
        BTW
        Temu obleśnemu Dudce to za recydywę już nigdy bym nie dał powołania do gry w
        Reprezentacji Narodowej, ten piłkarz o twarzy imbecyla zabił po pijaku !!!
      • Gość: Fifol Z pamiętnika Wojtka Kowalczyka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.09.08, 09:38
        " " Hazard do ciekawy temat. Niejeden piłkarz już stracił w nim majątek życia.
        My akurat wtedy takich nie mieliśmy. Pomysł grania na pieniądze pojawił się
        później, a normalnie grało się w kierki na takich zasadach, że dwóch ostatnich
        zawodników stawiało na całą drogę browary całej czwórce. Założenie było więc
        proste - nieważne kto sponsorem, liczba butelek musi się zgadzać. Do kasyn
        chodziliśmy rzadko, choć zdarzało się. Ja zacząłem w poprzednich sezonach,
        głównie towarzyszyłem Darkowi Czykierowi i donosiłem drinki, gdy on był
        zaaferowany kolejną życiową szansą. Chodziliśmy w różne miejsca, ale chyba
        najczęściej do Sali Kongresowej. Zasadę miałem prostą - kiedy Darek wygrywał, to
        mówiłem: - Chodź, na dziś już wystarczy, wychodzimy! Byłem typową zrzędzącą
        opiekunką, tyle że chociaż wiedziałem, co dobrego do picia trzeba zamówić."
        • Gość: Fifol Re: Z pamiętnika Wojtka Kowalczyka cz.2 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.09.08, 09:40
          Pierwsza noc po meczu to było wielkie, choć w pełni zasłużone picie, ale
          przecież zbliżał się finał Pucharu Polski. W przypadku dubletu premia była dużo
          pokaźniejsza. Pan Romanowski to bogaty człowiek, więc trzeba mu zabrać. W
          związku z tym trenowaliśmy. Jednak z drugiej strony - przecież dopiero co
          zdobyliśmy mistrzostwo! Następnego dnia znowu impreza. Trenowaliśmy na kacu,
          kropli do oczu nawet nikt nie stosował, bo po co było udawać, że białe jest
          czarne. Balanga? Pewnie, że tak. Była! Znowu pojechaliśmy do Warszawy. W końcu
          nadeszła ostatnia noc przed meczem. Trenerzy się wkurzyli. Przy wyjściu z
          budynku ochroniarze. Przy drzwiach na korytarzu - ochroniarz. Gdzie nie
          pójdziesz, ktoś cię ma na oku. Ja w pokoju z "Ratajem".

          - Krzysiek, przecież to chore, żeby nas, dorosłych chłopaków, jakieś typy
          pilnowały. Co to, kolonia?

          - Weź, nic mi nie mów. Ale co to za różnica, i tak jutro mecz.

          - Pokażmy im, ile są warci.

          - Jak?

          - Widzisz to drzewo?

          Wyszliśmy przez okno, spokojnie po gałęziach drzewa zeszliśmy na ziemię.
          Następnie jak gdyby nigdy nic weszliśmy głównym wejściem. - Co jest?! -
          podskoczył ochroniarz, jak oparzony. No widzisz, odważniaku, kiepski z ciebie
          cieć. Musiałbyś nas przykuć do kaloryfera, żeby być górą. Jeszcze nikt "Kowala"
          z "Ratajem" nie ujarzmił. A teraz idziemy spać, bo jutro mecz. Patrzcie sobie na
          te klamki do rana.

          Mecz z ŁKS nie układał nam się przez długi czas, choć graliśmy zdecydowanie
          lepiej niż z Górnikiem. Do przerwy jednak 0:0.

          - Rataj, czy my nie przesadziliśmy z balowaniem?

          - Sam nie wiem, źle mi się gra.

          - No właśnie, nie mam siły. Cholera, zjedzą nas, jak nic nie zrobimy.

          Dwie nieprzespane noce musiały dać o sobie znać. I dawały. Przegięliśmy pałę...
          25 minut do końca i ciągle 0:0. Mijają minuty. Sił coraz mniej. "Rataj", weźmy
          się w garść. W końcu "Rataj" dorzucił z lewego skrzydła. Leci do mnie, leci!
          Przepchnąłem się i uderzyłem głową. Bardzo, bardzo mocno i jeszcze bardziej
          precyzyjnie! Jest! Od tego momentu kompletnie zapomniałem o zmęczeniu. Jeszcze
          jedna moja akcja, przedarłem się prawym skrzydłem na pełnej szybkości, podałem
          do Jurka Podbrożnego - do "pustaka" i 2:0! No to jeszcze jedna moja akcja,
          identyczna, znów prawą stroną na szybkości - do Leszka Pisza, ale on tym razem
          do "pustaka" nie trafił. Koniec. Legia na tronie, Legia w podwójnej koronie!
          • Gość: Fifol Re: Z pamiętnika Wojtka Kowalczyka cz.3 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.09.08, 09:45
            Zgrupowanie Legii Warszawa :)

            Takich zgrupowań się nie zapomina. Pojechaliśmy do Zakopanego, żeby przygotować
            się do nadchodzącego sezonu i startu w Pucharze UEFA. Aż tu znowu bomba -
            oglądamy wieczorem telewizję i znów dowiadujemy się o kolejnych karach.
            Wykluczono polskie kluby z europejskich rozgrywek! No, ładnie misie z PZPN
            zaszalały ku chwale naszego futbolu! To był dla nas cios na szczękę. Tyle tylko,
            że po ciosie na szczękę od razu idzie się spać, a my musieliśmy jeszcze
            odreagować. Musieliśmy upić się z rozpaczy. Zdezynfekować nową ranę. Nie
            jesteśmy mistrzem, nie gramy w pucharach, minus trzy punkty na nowy sezon, masa
            kasy koło nosa.

            Poszliśmy wszyscy w miasto, znaleźliśmy jakąś knajpę i siedzieliśmy do rana. Co
            jakiś czas ktoś się wykruszał i wracał do hotelu. Ja zawsze lubiłem zostawać do
            końca, więc całą noc spędziłem z kilkoma kolegami z kieliszkiem w ręku.

            - Ty, jutro mieliśmy chyba z kimś grać, tak? Z GKS? - zapytał ktoś.

            - A, niech se hanysy same grają!

            I siedzieliśmy dalej. Dzień później, o godzinie 11.00, rzeczywiście mieliśmy
            stawić się na boisku i rozegrać mecz kontrolny z Katowicami. Przyszła godzina
            11.00, a na boisku sami zawodnicy GKS. Trener Janas zaczął biegać po pokojach i
            wszystkich budzić. Nie było szans znalezienia jedenastu zdolnych do gry! Tym
            bardziej, że niektórzy o tej porze dopiero próbowali usnąć. - Nie po to się
            przed chwila położyłem, żeby wstawać... - mruknąłem. W zespole były same zrzuty!
            Wszyscy kompletnie nawaleni. Nawet nie było jak się dogadać z niektórymi, że
            mecz mają grać. A gra takiej ekipy mogła skończyć się w najlepszym wypadku
            drobną kontuzją. Jak sobie GKS chce, to niech gra. My tego dnia mieliśmy większy
            cel niż wygranie z katowiczanami - musieliśmy wygrać z kacem. Przez cały dzień
            toczyliśmy wyrównane boje, atakując przede wszystkim browarami, ale także czymś
            mocniejszym. Trenerzy chyba nie mieli pretensji, bo przecież też musieli
            odreagować i dobrze wiedzieliśmy, że nie siedzą w pokoju i nie czekają, aż ktoś
            poprosi o piłkę. Wreszcie, gdy już zapadł zmrok, trener wezwał nas na zebranie:
            - Dobra, panowie. Od jutra zapominamy o piciu, bo mimo wszystko trzeba się
            przygotować do tego sezonu. Dwa dni picia to wystarczająca dawka. Czeka nas
            ciężki rok. Mamy coś do udowodnienia. Musimy pokazać misiom z PZPN, z kim
            zadarli i żeby pilnowali własnych dup. Mamy minus trzy punkty, ale trzeba
            walczyć o mistrza. Zresztą, olać mafię z PZPN. Całej Polsce pokażemy, gdzie jest
            nasze miejsce, a gdzie miejsce frajerów. Niech znają swoje miejsce w szyku! My
            swoje znamy - pierwsze!
            • sokolasty Re: Z pamiętnika Wojtka Kowalczyka cz.3 01.09.08, 09:58
              Jestem zszokowany. Zero profesjonalizmu, zero.
    • jakeww sportowcy, kierowcy, lekarze 01.09.08, 09:15
      wszyscy piją i wszyscy pownni pić z umiarem, wiedzieć kiedy i ile

      (zajmowanie się tylko piłkarzami a wręcz zaganianie akurat piłkarzy
      do abstynencji jest śmieszne:)
      • Gość: Fifol Re: sportowcy, kierowcy, lekarze IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.09.08, 09:24
        Jesteś żałosny, nie dostrzegasz swojej choroby anonimowy alkoholiku !
        Lecz się!
    • Gość: Fifol Dajcie Dudce kilka piw pokaże swoje zdolności ... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.09.08, 09:23
      Dariusz Dudka : W maju 2003 roku w Szczecinie na ul. Energetyków potrącił
      śmiertelnie pieszego. Ówczesny zawodnik Amiki Wronki był pod wpływem alkoholu
      (dzień wcześniej wypił z kolegą kilka piw), ale nie został skazany, gdyż uznano,
      że do wypadku doszło z winy pieszego, musiał tylko na dziewięć miesięcy pożegnać
      się z prawem jazdy.
      • Gość: jachu Zgrupowanie Legii Warszawa z Wojtkiem Kowalczykiem IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.09.08, 09:48
        Takich zgrupowań się nie zapomina. Pojechaliśmy do Zakopanego, żeby przygotować
        się do nadchodzącego sezonu i startu w Pucharze UEFA. Aż tu znowu bomba -
        oglądamy wieczorem telewizję i znów dowiadujemy się o kolejnych karach.
        Wykluczono polskie kluby z europejskich rozgrywek! No, ładnie misie z PZPN
        zaszalały ku chwale naszego futbolu! To był dla nas cios na szczękę. Tyle tylko,
        że po ciosie na szczękę od razu idzie się spać, a my musieliśmy jeszcze
        odreagować. Musieliśmy upić się z rozpaczy. Zdezynfekować nową ranę. Nie
        jesteśmy mistrzem, nie gramy w pucharach, minus trzy punkty na nowy sezon, masa
        kasy koło nosa.

        Poszliśmy wszyscy w miasto, znaleźliśmy jakąś knajpę i siedzieliśmy do rana. Co
        jakiś czas ktoś się wykruszał i wracał do hotelu. Ja zawsze lubiłem zostawać do
        końca, więc całą noc spędziłem z kilkoma kolegami z kieliszkiem w ręku.

        - Ty, jutro mieliśmy chyba z kimś grać, tak? Z GKS? - zapytał ktoś.

        - A, niech se hanysy same grają!

        I siedzieliśmy dalej. Dzień później, o godzinie 11.00, rzeczywiście mieliśmy
        stawić się na boisku i rozegrać mecz kontrolny z Katowicami. Przyszła godzina
        11.00, a na boisku sami zawodnicy GKS. Trener Janas zaczął biegać po pokojach i
        wszystkich budzić. Nie było szans znalezienia jedenastu zdolnych do gry! Tym
        bardziej, że niektórzy o tej porze dopiero próbowali usnąć. - Nie po to się
        przed chwila położyłem, żeby wstawać... - mruknąłem. W zespole były same zrzuty!
        Wszyscy kompletnie nawaleni. Nawet nie było jak się dogadać z niektórymi, że
        mecz mają grać. A gra takiej ekipy mogła skończyć się w najlepszym wypadku
        drobną kontuzją. Jak sobie GKS chce, to niech gra. My tego dnia mieliśmy większy
        cel niż wygranie z katowiczanami - musieliśmy wygrać z kacem. Przez cały dzień
        toczyliśmy wyrównane boje, atakując przede wszystkim browarami, ale także czymś
        mocniejszym. Trenerzy chyba nie mieli pretensji, bo przecież też musieli
        odreagować i dobrze wiedzieliśmy, że nie siedzą w pokoju i nie czekają, aż ktoś
        poprosi o piłkę. Wreszcie, gdy już zapadł zmrok, trener wezwał nas na zebranie:
        - Dobra, panowie. Od jutra zapominamy o piciu, bo mimo wszystko trzeba się
        przygotować do tego sezonu. Dwa dni picia to wystarczająca dawka. Czeka nas
        ciężki rok. Mamy coś do udowodnienia. Musimy pokazać misiom z PZPN, z kim
        zadarli i żeby pilnowali własnych dup. Mamy minus trzy punkty, ale trzeba
        walczyć o mistrza. Zresztą, olać mafię z PZPN. Całej Polsce pokażemy, gdzie jest
        nasze miejsce, a gdzie miejsce frajerów. Niech znają swoje miejsce w szyku! My
        swoje znamy - pierwsze!
    • tomektomek Profesor Chmura ostrzega: Na kacu daleko nie za... 01.09.08, 09:44

      Ciekawe o jakich wybitnych piłkarzach myślał Kowalczyk. Otarł się
      raz w życiu o dolne rejony ligi hiszpańskiej i to dla niego są
      szczyty profesjonalizmu. Piłkarze i tak mają szczęście, bo nawet,j
      ka spadnie im wydolność po spożyciu alkoholu, to na meczu ważne są
      jeszcze inne cechy: technika, taktyka w drużynie, umiejętności
      współdziałania. Więc , jak nawet jeden nie nadąża, to koledzy
      nadrobią błędy, które powoduje. Ale zamiast popisywać się ile
      potrafi wypić, Kowalczyk mógł się popisać długą karierą. Żałosny
      jest ten człowiek, jak większość przeciętnych piłkarzy.
    • men_53 Znaczy: moczymordom tyle płacimy ? 01.09.08, 09:53
      Znaczy: moczymordom tyle płacimy ?
      To ja nie zgadzam się, aby moje podatki szły na pensje dla tych
      pijaczyn.
      • Gość: miś pewnie i za odtrucie płacimy :) IP: *.ssp.dialog.net.pl 01.09.08, 10:06
        A co, drodzy podatnicy, stać nas :P
    • Gość: Miś Pijak to twardziel ??????????? IP: *.ssp.dialog.net.pl 01.09.08, 10:08
      To miękka fujara a nie twardziel.
      Rozgonić to tałatajstwo.
    • Gość: azaz kac=gole IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.09.08, 10:36
      ja mam 17 lat i wiem że po alkoholu gra się troszeczkę źle ale wiem też że jak
      gram na kacu to zawsze coś ustrzelę (zdarzył się nawet hat-trick na potężnym
      kacu) :D
      • Gość: jo Re: kac=gole IP: *.tvk.torun.pl 01.09.08, 10:54
        No to gratulacje - powiedz dziecko, gdzie kupujesz alkohol, bo ponoć jest coś
        takiego jak ustawa o wychowaniu w trzeźwości. Może ktoś straci koncesję.
    • fotel_bujany Re: wojtek prawde mówi 01.09.08, 11:04
      Chciałeś chyba napisać "piją tylko cioty", bo jak się poważnie traktuje sport -
      zachodzi tu takie podejrzenie - to na alkohol nie ma miejsca. Dlaczego Polska
      nie może się wydostać z niskiego grajdołka? Dlaczego ciągle polska drużyna
      przegrywa z niekoniecznie lepszym przeciwnikiem? I w końcu - czy Polacy naprawdę
      MUSZĄ pić? No jak muszą, to jest choroba alkoholowa, a to się kwalifikuje na
      odwyk. Serdecznie zachęcam, zróbcie pijaczki, miejsce dla młodej, TRZEŹWEJ
      kadry, może polski sport zacznie znaczyć na świecie coś więcej niż
      nieodwzajemniona miłość do alkoholu.
    • Gość: Fifol Kowal prawdę ci powie - pamiętnika Wojtka Butelki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.09.08, 11:43
      Pierwsza noc po meczu to było wielkie, choć w pełni zasłużone picie, ale
      przecież zbliżał się finał Pucharu Polski." [...]
      Trenowaliśmy na kacu,
      kropli do oczu nawet nikt nie stosował, bo po co było udawać, że białe jest
      czarne. Balanga? Pewnie, że tak. Była!
      [...]
      - Rataj, czy my nie przesadziliśmy z balowaniem?

      - Sam nie wiem, źle mi się gra.

      - No właśnie, nie mam siły. Cholera, zjedzą nas, jak nic nie zrobimy.

      Dwie nieprzespane noce musiały dać o sobie znać. I dawały. Przegięliśmy pałę...
      [...]
      Wykluczono polskie kluby z europejskich rozgrywek! No, ładnie misie z PZPN
      zaszalały ku chwale naszego futbolu! To był dla nas cios na szczękę. Tyle tylko,
      że po ciosie na szczękę od razu idzie się spać, a my musieliśmy jeszcze
      odreagować. Musieliśmy upić się z rozpaczy. Zdezynfekować nową ranę. Nie
      jesteśmy mistrzem, nie gramy w pucharach, minus trzy punkty na nowy sezon, masa
      kasy koło nosa.
      [...]
      Trener Janas zaczął biegać po pokojach i
      wszystkich budzić. Nie było szans znalezienia jedenastu zdolnych do gry! Tym
      bardziej, że niektórzy o tej porze dopiero próbowali usnąć. - Nie po to się
      przed chwila położyłem, żeby wstawać... - mruknąłem. W zespole były same zrzuty!
      Wszyscy kompletnie nawaleni. Nawet nie było jak się dogadać z niektórymi, że
      mecz mają grać. A gra takiej ekipy mogła skończyć się w najlepszym wypadku
      drobną kontuzją. Jak sobie GKS chce, to niech gra. My tego dnia mieliśmy większy
      cel niż wygranie z katowiczanami - musieliśmy wygrać z kacem.
      [...]
      Założenie było więc
      proste - nieważne kto sponsorem, liczba butelek musi się zgadzać. Do kasyn
      chodziliśmy rzadko, choć zdarzało się. Ja zacząłem w poprzednich sezonach,
      głównie towarzyszyłem Darkowi Czykierowi i donosiłem drinki, gdy on był
      zaaferowany kolejną życiową szansą.
    • Gość: bi na slaumsach IP: *.internetdsl.tpnet.pl 01.09.08, 12:36
      ja cwiczylem z chmura ten sposob i jest bardzo skuteczny.
      wcale sie chloopakom nie dziwie, przeciez lepiej leczyc klinem niz sie meczyc z bolem glowy.
      i tak jak wracaja do domu, to albo zona zrzedzi, albo w internecie na forum bzdury pisza, albo dziennikarze w prasie swoimi pseudoanalizami sa tak profesjonalni, ze sie rzygac chce.
      ..chmura kiedy sie znowu napijemy?! moze przy jakim meczu reprezentacji? utopimy smutki naszych bialoczerwonych.
    • Gość: wsx Wszyscy niestety nie wiecie, o co chodzi, ale Wojt IP: 168.168.43.* 01.09.08, 14:31
      ek Kwoalczyk niestety ma rację. Ci, co piszą o wytrzymałości i
      wpływie alkoholu na wytrzymałość mają też rację i ich teorie
      świetnie się sprawdzają w przypadku pływaków, biegaczy czy innych
      tam nudziarskicdh sportów.
      Ale z piłką nożną (i wieloma innymi dyscyplinami zespołowymi i
      niektórymi indywidualnymi) sprawa ma się trochę inaczej, bo tu
      równie ważna jak wytrzyałość jest technika, fantazja i psychika.
      I gość, który pisze parę postów wyżej, że na kacu zawsze strzela
      bramki powtarza prawdę znaną wielu sportowcom. Z jakiegoś powodu
      czasem na kacurze gra się lepiej. Ja np. gram w kosza, trenowałem
      kiedyś w pewnym klubie nawet i wiem, że piszę tu coś, o czym bardzo
      wielu sportowców wie.
    • Gość: holycrap z innej beczki - kto dzisiaj pije wódkę na setki? IP: *.chello.pl 01.09.08, 14:32
      Operowanie "setą" wódki jako miary ilości wypitej wódy było normalne
      w PRLu gdzie wszyscy chlali z "literatek" a normalnych kieliszków
      często brakowało. Dziś co najwyżej pije się 50tki a powinno 25, no
      ale żyjemy w Polsce. Po tym określeniu - seta wódki, od razu widać w
      jakim ustroju kto się wychował.To taka refleksja na marginesie
      meritum sprawy.
    • kadykianus Kowalczyk opowiada... 01.09.08, 18:33
      Na miejscu profesora skwitowalbym Kowalczyka słowami tymi, ze jest on patentowanym osłem który uważa, ze jak 5 razy rzuci monetą i wypadnie 5 orłów to znaczy ze ta moneta nie posiada reszki.


    • Gość: bolek Profesor Chmura ostrzega: Na kacu daleko nie za... IP: *.jmdi.pl 02.09.08, 18:54
      Pan Chmura chyba sam jest pod wpływem sadząc po jego zaleceniach
      dietetycznych. Nie wiem jak on został profesorem ale raczej nie ma
      pojęcia o odżywianiu człowieka, skoro odmawia sportowcom tłuszczu i
      mięsa pieczonego. Takich magistrów dzisiaj pełno ale zeby profesor?
      Żeby grac jak drapieznik trzeba odżywiac się jak drapieznik, Panie,
      hmmmm.... profesorze....

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka