fornitta
31.12.24, 17:48
czyli studium człowieczeństwa w "Vanilla sky" ;)
Uwaga, wątek SPOILEROWY, NIE CZYTAĆ! Kiedyś obejrzysz, to go sobie może odkopiesz...
No więc, co my tu mamy? Powracający zły sen Davida- o tym, że jedzie do pracy, a ulice są całkiem puste. Wszyscy ludzie zniknęli. David wysiada z auta, biegnie i krzyczy, przerażony. Dlaczego tak bardzo bał się samotności? Ano, może dlatego, że traktował ludzi jak zabawki i nie nawiązywał żadnych głębszych relacji. Nawet przyjacielowi bez wahania odbił dziewczynę. David nie był głupi i pewnie przeczuwał, że kiedyś cały jego bezduszny egoizm się na nim zemści.
"Każda mijająca sekunda, to szansa by wszystko odmienić"- tak mówi Penelope, w której David się zakochuje. I on przez chwilę w tę brednię wierzy. Postanawia się zmienić- koniec z bumelowaniem w pracy i sypianiem z "kumpelką do rżnięcia", chce być kimś innym, kimś lepszym, właśnie dla niej, dla tej wspaniałej dziewczyny.
Tylko tak jakoś mu nie wychodzi, bo zaraz po wyjściu od Penelope, zgadza się na przejażdżkę w kumpelką do rżnięcia, czyli z Cameron. A ona jest kompletnie popierdolona, czy też po prostu nieszczęśliwie zakochana i próbuje popełnić samobójstwo rozszerzone o Toma. Cameron ginie, Tom żyje- ale ze zniekształconą, zeszpeconą twarzą i powracającym potwornym bólem głowy. Wtedy okazuje się, że dziewczyna jego marzeń, Penelope nie pokocha jego nowej, połamanej psychicznie i fizycznie wersji. Taka to była magia miłości- zwyczajne zauroczenie dwojga młodych, atrakcyjnych ludzi, które oczywiście jest piękne i uskrzydlające, ale budowanie na nim poważnych nadziei, jest budowaniem zamków na piasku.
Niestety, później okaże się, że dla Davida to zauroczenie było najcenniejszym, co miał w życiu. Ale to później ;)
Póki co nie nudzę już, bo sama siebie zmęczyłam tym pierdoleniem :D
Ciąg dalszy jednak nastąpi :P