Gość: sławomir
IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl
18.01.04, 21:08
To ewenement - jedyny prezydent w Europie, który
poświęca czas na zawody PŚ w skokach
(dyscypliny bądź co bądź marginalnej,
niedofinansowanej, bez znaczących
reklamodawców).
Nawet gdy Hannawald/Shmitd brylowali w prestiżowych
jak na tą całą biedę
konkursach TCS nikt nie znalazłby pod skocznią
prezydenta czy kanclerza Niemiec
(co najwyżej kogoś z landu).
Chciałoby by się by prezydent był kimś
dystyngowanym, poważanym, mającym prestiż.
Tymczasem TV (w zamierzeniu
zapewne w lizusowskim geście)
eksponowała człowieka zachowującego się
emocjonalno-spazmatycznie, z łzami w oczach,
żenującego rozdygotanego kibica.
Histeryczny komentator w iście szaleńczo-orgastycznych
uniesieniach wrzasku dopełniał
obrazu żenady.
Jest to tym bardziej żałosne, że oparte zaledwie
na singiel-skoczku.
Można mniemać, ze za granicą odbierane jest to
jako śmieszna eksplozja czegoś na kształt
szownizmu, ufundowanego
na kuriozalnych podstawach.
Pytanie dlaczego - albo chodzi tu o pasozytnicze
wykorzystanie skoczka do próby podniesienia swojej
popularności, "ogrzania" się
w jego sławie (czyli kolejna forma pasożytowania na biednym
"bohaterze", tak jak uskutecznia to wielu w tym trener).
Albo jest to nieudawane - jeżeli tak, to już
chyba dramat.