homosovieticus
22.04.04, 11:02
Przypominam kilka zdań, które od lat nie dają mi spokoju i są głównym powodem
moich wypowiedzi na tematy polityczne. Mam bardzo poważne wątpliwości czy
potrafiliśmy do tej pory zbudować takie zalążki nowego społeczeństwa, o
którym w naszym imieniu, mówił wtedy całemu światu Lech Wałęsa? I czy bez
zasadniczej zmiany dotychczasowej strategii „pookrągłostołowej”, mamy choćby
na to, teoretyczne szansę?
Kilka zdań z poniższego tekstu nie daje mi spokoju.
Przemówienie Lecha Wałęsy w Kongresie Stanów Zjednoczonych – listopad 1989
"My naród! Oto słowa, od których chcę zacząć moje przemówienie. Nikomu na tej
Sali nie muszę przypominać, skąd one pochodzą, nie muszę też przypominać, że
ja elektryk z Gdańska też mam prawo się nimi posługiwać.
My naród! Stoję przed Wami jako trzeci w historii cudzoziemiec, nie
piastujący żadnych wielkich funkcji państwowych, którego zaproszono, aby
przemówił przed połączonymi Izbami Kongresu Stanów Zjednoczonych. Tego
Kongresu, który dla wielu uciśnionych i pozbawionych swoich praw ludzi na
świecie wydaje się być światłem wolności i ostoją praw człowieka.... Stoję
przed Wami, by w imieniu swojego narodu mówić do Ameryki, do obywateli
państwa i kontynentu, u którego wrót stoi słynna Statua Wolności. ... Pojęcie
Stanów Zjednoczonych kojarzy się ludziom w Polsce z wolnością i demokracją,
ze wspaniałomyślnością i ofiarnością, z ludzką przyjaźnią i przyjaznym
człowieczeństwem. ...Świat pamiętał o wspaniałej zasadzie amerykańskiej
demokracji, o rządach ludu, przez lud i dla ludów. Pamiętam też o niej ja,
robotnik z gdańskiej stoczni, który całe swe życie wraz z innymi członkami
Ruchu ,,Solidarności”, poświęcił dla tej właśnie zasady rządów ludu, przez
lud i dla ludów..... Przeciw przywilejom i monopolowi, przeciw łamaniu prawa,
przeciw deptaniu ludzkiej godności, przeciw pogardzie i niesprawiedliwości.
Wiem, że Amerykanie są ludźmi zarazem idealistycznymi, ale i praktycznymi,
ludźmi zdrowego rozsądku i logicznego działania. Łączą te cechy z wiarą w
ostateczne zwycięstwo dobra, ale wolą skuteczną pracę od wygłaszania
przemówień. Bardzo dobrze ich rozumiem. Ja też nie kocham się w
przemówieniach, wolę fakty i pracę, cenię skuteczność."
Zastanawiam się nad tym, co jest najważniejsze w tym przemówieniu, jaka myśl
poruszyła wtedy mój maleńki rozumek i serduszko, oraz umysły i serca
milionów Polaków. Może się mylę , ale dla mnie kluczowymi były te dwa zdania:
"Pamiętam też o niej ja, robotnik z gdańskiej stoczni, który całe swe życie
wraz z innymi członkami Ruchu ,,Solidarności”, poświęcił dla tej właśnie
zasady rządów ludu, przez lud i dla ludów. Przeciw przywilejom i monopolowi,
przeciw łamaniu prawa, przeciw deptaniu ludzkiej godności, przeciw pogardzie
i niesprawiedliwości."
Czy w Polsce, w której ca 65 % ludzi walczy o przeżycie , a 15 % żyje w
skrajnej biedzie, potrafiono zbudować podwaliny zasad, które wtedy
zaakceptowali prawie wszyscy Polacy w Kraju i za granicą?
Co zostało zrealizowane z tego, co było dla mnie kluczowym?
Z ręką na sercu NIC.
Ale za to wyrósł URBAN (rzeczywista antyreligijność, ukryta pod płaszczykiem
antyklerykalizmu, nie mylić z agnostycyzmem lub ateizmem), MICHNIK
(antynarodowość-nie mylić z szowinizmem), rożne partyjne i niepartyjne
formy "złodziei"(afery) i w końcu miliony niesolidarnych , kłamliwych i
nieuczciwych Rodaków.
Czy wiara ,że te "brzydactwa" da się usunąć skutecznie rękoma tych co je
współtworzyli, jest wiarą ludzi roztropnych i dojrzałych?
Przyznaję się ; nie mam takiej wiary.
Homoś nie ma tez wiary w dobry dla Narodu sens, dalszego kształtowania
polskiej opinii publicznej przez Michnika i np.Urbana.