haen2010
21.03.11, 08:35
Niemieckie, nieprzetłumaczalne słówko oznaczające umiejętność zgłębiania problemu do końca, doprowadzenie sprawy, zagadnienia aż do finału, do rozwiązania problemu.
Wydawało mi się, że Tusk to ma. Po tym, jak wyprowadził na prostą krańcową, infantylną głupotę Kaczyńskich podpisujących unijną umowę ws emisji CO2. Za cenę przekupienia Sarkozy'ego zamówieniem na francuską technologię atomową, ale to mała cena naprawy skrajnej niekompetencji rządu i doradców dwóch Kaczorów.
Potwierdził to jeszcze rozpoznając trafnie aferę świńskiej grypy, na swojej rodzinie zresztą, nie dając się wydymać koncernom farmaceutycznym i ich fagasom w rodzaju Piechy czy Balickiego. Innych nie było stać na wytrzymanie tej obłędnej presji.
Trochę spraw zablokowała skutecznie opzycja, Kaczory z Napieralskim. Głównie reformę zdrowia, częsciowo pomostówki wyłączając z niej nauczycieli. Trochę kolesie z PSL.
I to chyba wszystko, co mogę dobrego napisać o rzadach platformy i PSL. Reszta to prostactwo, bajer, rozpaprane sprawy i problemy, intrygi i personalia na skalę miasteczka, nie państwa. Wg poradnika Macchiavellego dla renesansowej Florencji. Politykierstwo, nie polityka. Zmarnowane szanse, jak choćby dobre stosunki z Rosją za cenę gry raportem smoleńskim.
Mogę śmiało napisać: przed Smoleńskiem mieliśmy zadatki na męża stanu, po Smoleńsku pokazał się trzecioligowy drybler zaplątany we własne nogi z pretensjami do wszystkich, że mu nie podają czystej piłki na spaloną pozycję. Sędzia ma przykazane nie widzieć.