bronek_ruski_pionek
25.03.11, 20:43
Burza mózgów w Kancelarii Prezydenta po wczorajszym artykule "Naszego Dziennika", w którym ujawniliśmy kulisy odsłonięcia tablicy poświęconej węgierskiej pomocy wojskowej dla Polski podczas wojny polsko-bolszewickiej 1920 roku. Od dwóch dni ludzie Bronisława Komorowskiego gorączkowo poszukują osób, które można byłoby obarczyć winą za przedostanie się tej kompromitującej informacji do mediów. Wczoraj gromy posypały się na głowę attaché kulturalnego ambasady Republiki Węgier w Polsce pana Attyli Szalaia. Ale to fałszywy trop, z tym urzędnikiem "Nasz Dziennik" nawet nie rozmawiał.
Tropy zaprowadziły prezydencki "pościg" do węgierskiej placówki w Warszawie. Padło na attaché kulturalnego ambasady Węgier w Polsce Attilę Szalaia, znanego przyjaciela Polski i Polaków. Po pomrukach niezadowolenia, jakie odebrała ambasada Węgier z Kancelarii Prezydenta, zawisła nad nim nawet groźba zwolnienia z pracy. Szkopuł w tym, że to nie ten mężczyzna był informatorem "Naszego Dziennika". Jednak otoczenie Komorowskiego wykazuje się totalną ignorancją, sadząc, że tak potężny skandal uda się zamieść pod dywan, choć powściągliwość węgierskich dyplomatów w tej sprawie była godna podziwu.