Gość: Marek
IP: 5.5R* / 63.214.252.*
06.05.04, 20:06
"Państwo reguluje swoje zobowiązania majątkowe wobec Kościoła katolickiego
nie tylko w naturze" - pisze Rzeczpospolita. Świadczenia finansowe na rzecz
Kościoła i duchowieństwa opierają się de iure zasadniczo o środki
przekazywane z Funduszu Kościelnego. Fundusz ten został powołany na mocy art.
8 ustawy o przejęciu przez Państwo "dóbr martwej ręki" (1950) i znajdować się
miał pod nadzorem Ministra Administracji Publicznej. Tworzyć go miały przede
wszystkim dochody z nieruchomości przejętych na mocy tej ustawy oraz
uzupełniająco dotacje państwowe uchwalane przez Radę Ministrów. Nigdy tak
naprawdę finansowanie FK nie zostały sensownie rozwiązane (brak
inwentaryzacji przejętych dóbr) i na ogół opierał się na dotacjach
państwowych (ustalanych do dziś w corocznym planie budżetowym). Fundusz
zasilać miał m.in. utrzymanie i odbudowę kościołów, udzielanie duchownym
pomocy materialnej i lekarskiej, objęcie duchownych ubezpieczeniem chorobowym
w przypadkach uzasadnionych, organizowanie dla nich domów wypoczynkowych,
wykonywanie działalności charytatywno-opiekuńczej. Fundusz łożył m.in. na
przejęty przez państwo Caritas, Polską Radę Ekumeniczną, z jego środków
korzystali również księża katoliccy.
Warto w tym miejscu zauważyć, iż tego typu forma finansowania jednostek
kościelnych nie była w Polsce nowością. Już w zaborze austriackim pojawiły
się pierwsze tego typu instytucje. Również było to związane z konfiskatami
majątków kościelnych przez państwo, które dokonane zostały w Austrii w
czasach józefinizmu. Wielkie majątki kościelne zostały wówczas przekazane
funduszom naukowym i religijnym (świadczyły one odpowiednio na rzecz nauki i
duchowieństwa i instytucji kościelnych). Parafie zostały podzielone na
kategorie, a każda z nich miała ustalony przydział kongrua pars (sprawiedliwą
część), czyli gwarantowany dochód proboszcza (w razie jeśli w parafii nie
został on osiągnięty, był pokrywany przez fundusz religijny). W Galicji
pozostałości tych funduszów regulowano jeszcze u schyłku XX w. (1989). O
funduszach wyznaniowych wspominał również art. 113 przedwojennej Konstytucji
(1921).
W 1990 r. rozszerzono zakres celów Funduszu Kościelnego [_2_] na wspomaganie
kościelnej działalności oświatowo-wychowawczej, opiekuńczo-wychowawczej i
zwalczania patologii społecznych, a także na pokrywanie części wydatków
Funduszu Ubezpieczeń Społecznych na świadczenia z tytułu ubezpieczeń
społecznych duchowieństwa, co miało bezpośredni związek z uchwaloną w 1989 r.
ustawą o ubezpieczeniu społecznym duchownych. Odtąd istotnie zmienił się
charakter Funduszu Kościelnego, gdyż najistotniejszym jego celem stało się
właśnie finansowanie ubezpieczeń społecznych duchownym, co uzasadniano
zobowiązaniami państwa z tytułu przejętych dóbr. W 1991 r. uchwalono Statut
Funduszu Kościelnego. [_3_] Dotacje z FK kościelne osoby prawne mogą uzyskać
zasadniczo na swój wniosek.
Racją bytu i istnienia Funduszu Kościelnego miała być rekompensata za
przejęte mienie. Obradująca w dniach 30 IV-2 V 1998 r. 268. Konferencja
Plenarna Episkopatu wysunęła postulat zwiększenia dotacji Funduszu
Kościelnego celem dostosowania go do dochodów z upaństwowionych dóbr.
Szacowana korzystnie dla Kościoła różnica w stanie posiadania 1998 i 1949
wynosiła ok. 40 tys. ha. Wedle danych GUS przychodowość 1 ha przeliczeniowego
gruntów indywidualnych rolników za rok 1998 wynosiła 1257 zł. Zatem
dochodowość z tych "zaległych" 40 tys. ha można było szacować na ok. 53 mln
zł. Fundusz Kościelny w tym roku wynosił ok. 28 mln zł. Istniała więc
teoretyczna podstawa do domagania się ok. 25 mln zł więcej. W następnych
latach Fundusz Kościelny stale i bardzo znacznie rósł. Natomiast "zaległe
hektary" zmniejszały się, podobnie zresztą jak i przychodowość z 1 ha
przeliczeniowego. Już w roku 2000 Fundusz Kościelny stracił swą rację bytu.
Odtąd przestał być formą rekompensaty, jak było to zakładane, a stał się "w
części jeszcze jedną dotacją państwową na rzecz przede wszystkim Kościoła
katolickiego" [_4_]. Fundusz funkcjonuje do dziś (2003), lecz nie słychać
wołania biskupów o jego uczciwym dostosowaniu do realnie przysługującej
rekompensaty...
Do dziś jednak słyszy się nieprawdziwe i wprowadzające w błąd argumenty ludzi
kościoła, iż Fundusz funkcjonuje jako rekompensata za utracone mienie. Tak na
przykład niedawno pewien znany jezuita przekonywał: "Państwo polskie dopłaca
do moich składek emerytalnych, ale robi to tylko dlatego, że po 1945 roku
zabrało Kościołowi wiele dóbr ziemskich i samo zobowiązało się do płacenia
tych składek. Państwo mogłoby w tym względzie robić więcej, bo skoro płaci
lekarzom i psychologom pełne pensje, to księżom mogłoby przynajmniej zapłacić
ubezpieczenia. Państwo płaci księżom uczącym w szkołach i to nie jest żaden
przywilej. W polskiej szkole jest 95 procent nauczycielek, jeśli pojawia się
tam choć jeden ksiądz, już przez to że nie jest kobietą zasługuje na
wynagrodzenie." Należy jeszcze raz wyraźnie podkreślić: twierdzenie takie
jest albo wynikiem niewiedzy, albo świadomym kłamstwem, gdyż Fundusz od kilku
lat nie pełni już takiej roli, co jasno wynika nawet z najostrożniejszych
analiz ekonomiczno-prawnych.