sowietolog
28.03.12, 19:01
Jak na lemingi przystało, wystarczy wam erzac...
Po pierwsze, Bahr zjawił się tam grubo po katastrofie i "stał 150 m" dalej. Skąd zatem pewność, że NIKT NIE PRZEŻYŁ, i co to ma do - wedle słów Sikorskiego - WINY PILOTÓW...?!
Po drugie, owe "plotki" o 4 rannych, których na sygnale wywiozły karetki PO PRZYBYCIU POLAKÓW potwierdził w wywiadzie udzielonym NDz jeden z BOR-owców. Kazano mu opuścić miejsce katastrofy i gonić po mieście za tymi karetkami. Przed przybyciem Bahra. Ponieważ Rosjanie od samego początku byli oporni, obawiając się iż nie zostanie tam wpuszczony, postanowił tam zostać i pilnować miejsca crashu...