Dodaj do ulubionych

koniec Europy?

01.07.04, 09:16
Suplement do poniedziałkowej dyskusji w "Warto porozmawiać".Poniżej obszerna
(proszę Giwi o wyrozumiałość)analiza Adama Wielomskiego.
Dla nas-żałobiników po Starym Porządku sygnały nadchodzące z Brukseli są
niepokojąco oczywiste.Zaproponowany projekt Konstytucji UE jawnie gwałcący
podstawy europejskiej tożsamości powinien być początkiem szerszej dyskusji
nad kondycją znanej nam cywilizacji.


"Unia Europejska, na pierwszy rzut oka, zdaje się być nową jakością –
dobrowolnym zjednoczeniem państw – w historii świata. Warto jednak zastanowić
się, czy historia zna już przypadki powstania podobnych państw o
uniwersalistycznym charakterze, gdzie jednoczą się wszystkie kraje oparte na
podobnej kulturze? Zjednoczenie nie jest czymś unikalnym w historii. Świat
zna już przykłady zjednoczenia się w jeden organizm państwowy. Cały znany
ówcześnie świat grecki (z przyległościami) połączył pod swym berłem
Aleksander Wielki, tworząc wielką syntezę hellenizmu. Również pod berłem
Rzymu powstało imperium, gdzie świat został zjednoczony, a poza jego
granicami pozostały tylko a-cywilizowane hordy barbarzyńców. Obydwie te
ludzkie konstrukcje zawaliły się z niesamowitym hukiem, kryjąc pod swoimi
ruinami nie tylko przywódców tych uniwersalnych struktur, lecz i zakrywając
popiołem całą kulturę ludów imperia te tworzących. Warto zastanowić się, czy
ten rozpad starożytnych państw uniwersalnych był uzależniony od przyczyn
zewnętrznych, obiektywnych, czy też sama konstrukcja państwa uniwersalnego
miała w sobie zarodki autodestrukcji, które doprowadziły hellenizm i Rzym do
zagłady. Czy Unia Europejska podąży ich śladem?
Każda cywilizacja jest bytem żywym i przechodzi przez koleje losu podobne do
wszelkich żywych organizmów: rodzi się, żyje, umiera. U narodzin cywilizacji
kryje się zawsze zjawisko jej wyodrębnienia od otoczenia. Cywilizacja
powstaje wtedy, gdy dokonuje swej samoidentyfikacji, a mieszkający w niej
ludzie bezbłędnie rozróżniają kim jesteśmy „my”, a kim są „obcy” . „Obcy”
różni się wszystkim: strojem, mową, wartościami, religią,
światopoglądem. „Obcy” stanowią odrębny świat ideowy, zamkniętą kulturową
całość, podobną do kuli. Problem nie tkwi w tym, że obcy musi być tym
gorszym, wystarczy, że inaczej myśli, jego pojęcia moralne, etyczne, prawne i
polityczne są odmienne. Samo nauczenie się przez niego naszego języka nie
powoduje, że staje się jednym z nas, gdyż jego sposób patrzenia na świat nie
uległ zmianie. Feliks Koneczny (1862-1949) doszedł po długich badaniach do
wniosku, że cywilizacje – czyli zbiorowości o odmiennych sposobach myślenia
i „metodach życia zbiorowego” – powstają wraz z załamaniem się systemu
rodowego . Wtedy pierwotna jedność kulturowa rodzaju ludzkiego uległa
procesowi dyferencjacji. Odmienność tę Koneczny ujmował mianem quincunxa,
czyli różnych pojęć co to jest zdrowie, dobrobyt, dobro, prawda i piękno .
Weźmy prosty przykład: co to jest prawda? Dla Greków jest to „zgodność
twierdzenia z rzeczą”; dla chrześcijan, to myśl Boga, jak świat powinien
wyglądać; dla ortodoksyjnych Żydów, to, co zgodne z interesami narodu
wybranego. Okazuje się, że nawet tak podstawowe dla ludzkiej egzystencji
pojęcie nie jest jednoznaczne i jest definiowane wedle kontekstu
cywilizacyjnego. Jak pisze Oswald Spengler (1880-1936), „nie ma jednej
rzeźby, jednego malarstwa, jednej matematyki, jednej fizyki, ale wiele” .
Proporcja, harmonia, formy wyrazu sztuki naszej cywilizacji i np. chińskiej
są zupełnie odmienne, nasza matematyka niczym nie przypomina matematyki
greckiej, której cele są czysto-religijne (poprzez udowodnienie harmonii
świata, który można ująć w kategorie matematyczne, dowodzimy, że został
stworzony przez wyższą Inteligencję – bogów). W nauce i sztuce, poprzez
symbole religijne, wyraża się odmienność sposobów ludzkiego myślenia. Pojęcia
czasu i przestrzeni – różnorako rozumiane w poszczególnych cywilizacjach –
wyrażają odmienny stosunek człowieka do Boga. To dlatego Grecy i Rzymianie
zwali „obcych” barbarzyńcami, a ci pierwsi nie dopuszczali ich nawet do
zawodów sportowych. „Obcym”, jeśli nawet pozwolono osiedlić się w ramach
państwa, nie dawano praw obywatelskich (metojkowie); ci drudzy, zwali
cudzoziemców hostis, czyli „obcy”, ale i „wróg”. Ta przegroda prawna była
wyrazem ich obcości cywilizacyjnej. Cywilizacja w okresie wzrostu, mająca
silne poczucie tożsamości, broni swojej pozycji wewnątrz tworzących ją
państw, jak i na arenie międzynarodowej i niejednokrotnie ściera się zbrojnie
z obcymi cywilizacjami – wymieńmy tu np. krucjaty, rekonkwistę, wojny z
Turkami. Z przedstawicielem obcej cywilizacji można zawrzeć rozejm, jednak
nigdy nie będzie on naszym bratem. Prężna cywilizacja postrzega samą siebie
na kształt kuli: cały jej świat znajduje się wewnątrz kuli, tam powstają
wszystkie pojęcia i wartości. Z innymi cywilizacjami-kulami nie miesza się,
stykając się z nimi jedynie sferą kuli. Gdy do takiego zetknięcia dochodzi,
mamy konflikt, często wojnę.
Cechą wyróżniającą cywilizację w czasie wzrostu jest jej bezwarunkowe
przekonanie, że wartości które wyznaje mają charakter absolutny. Członek
takiej cywilizacji, spotykając przedstawiciela innej, z góry uznaje, że jego
system wartości jest prawdziwy, a system „obcego” jest fałszywy. Nie ma tu
więc mowy o tolerancji, ani zgody na kosmopolityzm. Świątynia obcego
natychmiast jest burzona i na tym miejscu powstaje świątynia poświęcona
własnym bogom, kościoły wyrastają w miejscu meczetów (i odwrotnie, w
zależności, kto zwyciężył). Jeśli średniowieczny Europejczyk będzie się czuł
członkiem paneuropejskiej wspólnoty, to dlatego, że opiera się ona na
poczuciu wspólnych wartości: szacunku dla Boga-Pantokratora, wspólnocie
dogmatów, podobieństwie świąt, tradycji królewskiej, nawet na wspólnym
języku – łacinie. „Europa” nie ma tu znaczenia geograficznego, lecz
kulturowe. Dlatego średniowieczny Europejczyk nie używa tego pojęcia, woląc
słowo Christianitas.
Konsekwentnie, jeśli kultura powstaje wtedy, gdy dochodzi do wyodrębnienia
jej tożsamości z otoczenia, to jej schyłek charakteryzuje się poprzez zanik
pojęcia tożsamości. Jednym z wyraźnych symptomów dekadencji cywilizacji jest
więc kosmopolityzm. Za epoki hellenistycznej, Grekiem mógł stać się każdy,
kto nauczył się zwulgaryzowanego dialektu greckiego (koine), w późnym Rzymie
cesarskim obywatelami byli wszyscy wolni mieszkańcy imperium i nikogo nie
dziwiło, że germański barbarzyńca zostawał dowódcą legionów – w połowie
złożonych także z barbarzyńców. Pod koniec imperium, Germanie nawet przestali
zmieniać swoje imiona na rzymskie, zostając przy swoich „barbarzyńskich”.
Grecja i Rzym, w przededniu swojego upadku, cierpiały na niezwykle silny
kosmopolityzm – uczucie, które w Europie pojawić się miało znów w wieku
XVIII , a które stoi u podstaw Unii Europejskiej. Kosmopolityzm jest wyrazem
utraty umiejętności samo-definiowania się ludzi, którzy nie czują się
związani z rodzimymi symbolami i sposobem myślenia. Pojęcia własne i cudze są
im jednakowo bliskie, czy raczej, jednakowo obce. Kosmopolityzm nie oznacza
bowiem zrozumienia obcego myślenia, lecz niezrozumienie mentalności
konstytuującej własnej kulturę, której – w mniemaniu kosmopolity – nic nie
wyróżnia spośród innych . Dla kosmopolity gotycka katedra lub dzieło
Velazqueza są równie piękne jak chińskie pałace lub maski wojenne Zulusów.
Kosmopolita ocenia bowiem sztukę przez pryzmat prywatnej estetyki i mody, a
nie przez pojęta estetyczne charakterystyczne dla kultury zachodniej. To
forma wyrazu załamania się poczucia tożsamości. Dlatego współcześni
kosmopolici tak chę
Obserwuj wątek
    • lupus.lupus Re: koniec Europy? 01.07.04, 09:18
      "Dlatego współcześni kosmopolici tak chętnie oglądają anglosaskie filmy i
      tańczą w rytm negroidalnej muzyki – ubi bene, ibi patria.
      O ile Respublica Christiana zasadzała się na fundamencie jedności wiary i
      myślenia, o tyle Unia Europejska zasadza się na poszanowania wszelkich
      odmienności, dlatego też mniejszości narodowe, rasowe, religijne i seksualne są
      tu traktowane z wielkim szacunkiem. To co relatywne, stało się absolutne; to co
      absolutne, stało się relatywne. Tu tkwi zasadnicza różnica pomiędzy Europą
      Karola Wielkiego a Europą eurokratów. U.E. nie burzy meczetów, lecz pozwala je
      wznosić w centrach europejskich miast. Rzymianie też pozwolili stawiać
      świątynie Izydzie i Kybele – również w imię tolerancji – i wkrótce przestali
      wierzyć w cokolwiek. Tolerancja, wielokulturowość nie są bowiem wyrazem siły,
      lecz słabości. Człowiek może być tolerancyjny gdy jest albo niezwykle silny i
      nie czuje się zagrożony, albo gdy jest za słaby aby reagować. Tożsamość
      obywateli państw uniwersalnych jest za słaba aby zareagować na nowe idee,
      opozycyjne do tych, które konstytuują tożsamość ich własnej wspólnoty.
      Obywatele państw uniwersalnych oglądają na co dzień „obcych”, którzy żyją
      inaczej, wierzą w innych bogów, mają całkowicie odmienny system wartości. Po
      jakimś czasie przywyknąwszy do tego, zauważają, że „obcy” normalnie żyją i
      pracują. Z biegiem czasu niknie nieufność do obcej kultury, jej pojęcia moralne
      i etyczne zostają uznane za „alternatywne”, równie dobre, więc wiara w nasze
      wartości, czy wartości tamte staje się kwestią „wolnego wyboru”, indywidualną
      decyzją. Oto relatywizm. Za relatywizmem przychodzi sceptycyzm, potem
      przekonanie, że nie ma żadnych wartości, że wszystko jest „relatywne” – to już
      nihilizm – a po nim dekadencja i poczucie bezsensu. Cóż, jak mawia
      Koneczny, „nie można należeć do dwóch cywilizacji równocześnie” . Państwo
      uniwersalne, całkowicie tolerancyjne i sceptyczne co do wszelkich prawd jest
      wyrazem tego nihilizmu. Państwo uniwersalne jest państwem nie wierzącym w nic,
      liberalny agnostycyzm jest jego oficjalną ideologią. „Biada wszelkiemu
      zrzeszeniu – pisze Koneczny – w którym ustawia się na jednym planie rozmaite
      cywilizacje, rozmaite religie i różne etyki” .
      Zdaniem Arnolda Toynbee’go (1889-1975), państwo uniwersalne powstaje w wynik
      wojny. Może to być wojna w której jedno z państw dokona podboju sąsiadów (np.
      Rzym), ale może to być także wielka wojna, która tak wyczerpała siły i chęć do
      walki ludów, że postanawiają stworzyć dobrowolnie państwo uniwersalne, aby
      wojen kolejnych uniknąć. Tak powstała U.E., jako reakcja na dwie wojny
      światowe . Sensem państwa uniwersalnego jest likwidacja opozycji „my”-„oni”,
      będącej przyczyną wojen. Dlatego państwo takie za swoją ideologię musi mieć
      tolerancję i wielokulturowość. Toynbee zwraca uwagę, że państwa takie „powstają
      po – nie zaś przed – załamaniem się cywilizacji (podkr. – A.W.), do których
      organizmów społecznych wnoszą jedność polityczną. Nie są latem, lecz babim
      latem, maskującym jesień i zapowiadającym zimę (...) są wyrazem ożywienia – i
      to szczególnie widocznego – w ramach procesu dezintegracji” . Toynbee zwraca
      uwagę, że historia dowodzi, iż każde z powstających państw uniwersalnych widzi
      proces integracji jako cel sam w sobie, zupełnie odrzuca symptomy swej
      dekadencji jako znaki upadku. Do samego końca, nawet gdy barbarzyńcy stoją już
      pod ich bramami, państwa takie wierzą w swoją nieśmiertelność, wieczność, gdyż
      dokonały syntezy wszelkich prądów kultury, stając się ukoronowaniem historii
      lub postępu. O tym też należy pamiętać, gdy mowa jest o „historycznej szansie”
      jaką jest integracja europejska.
      Toynbee dostrzega, że ów spokój i pewność siebie nie mogą przesłonić oznak
      upadku, takich jak spadek cnót wojowniczych, upadek identyfikacji obywateli z
      własnym państwem. Odbywa się to wszystko pod hasłem tolerancji, która jest
      niczym innym jak ideologicznym wyrazem wewnętrznej słabości państw i
      społeczeństw. Nie umiejąc zjednoczyć się dla obrony własnego dziedzictwa, głosi
      się zasadę „tolerancji”, co pozwala na osiedlanie się wewnątrz państwa
      uniwersalnego imigrantów z innych kultur, których poczucie identyfikacji z
      państwem w którym żyją jest zerowe. Nie walcząc z obcymi, cywilizacja traci nie
      tylko poczucie własnej tożsamości, lecz także przestaje konkurować z „obcymi”,
      kostnieje, a skutkiem tego, ginie, zatraciwszy wiedzę o spenserowskiej zasadzie
      życia organizmów jako walki. Upojona swoją wielkością upada, do końca będąc
      przekonana o swojej nieśmiertelności. Zdaniem Toynbee’go, upadek cywilizacji
      zjednoczonej w ramach państwa uniwersalnego, ma przyczyny duchowe, a nie
      materialne. Państwa uniwersalne padają pomimo swojego dobrobytu. Upadek jest
      wynikiem wyczerpania się aktywności elity, która nie potrafi już być czynnikiem
      kulturotwórczym. Także Spengler stwierdza, że tożsamość kultury tworzona jest
      przez jej elitę – „elity ludzkie wyrastają jako ekspresja Bytu, który wciela
      się w wyższą formę” – czyli cywilizację odrębną od otoczenia. To elity tworzą
      sztukę, architekturę, filozofię, czyli wszystkie pojęcia światopoglądowe, które
      decydują o dostrzeżeniu, że „my” różnimy się od „obcych”. Elita jest
      więc „warstwą historyczną”, której samoświadomość jest samoświadomością
      narodów. Lud pozbawiony prawdziwej elity staje się samotnym tłumem, który
      popada w kosmopolityzm, gdyż przestaje odczuwać różnicę pomiędzy kulturą własną
      a obcą. Powstanie kosmopolitycznego państwa uniwersalnego zawsze poprzedzone
      jest upadkiem jego tradycyjnych elit: to wraz z budową imperium ekwici
      wypierają starą arystokrację rzymską, najemnicy Filipa Macedońskiego masakrują
      obywateli greckich polis. Warunkiem integracji europejskiej także była zagłada
      starych elit, która dokonała się w czasie Wielkiej Rewolucji. Gdy starą elitę
      zastępują dorobkiewicze, gdy bankierzy zastąpili szlachetnie urodzonych,
      wtenczas cywilizacja traci ludzi, którzy stworzyli i podtrzymywali jej
      tożsamość. Przychodzi czas rachmistrzów i cwaniaków, postrzegających świat
      tylko przez a-cywilizacyjny pryzmat pieniądza. Ich ideologią jest postęp,
      nauka, racjonalność. Historycznie ukształtowane symbole nic dla nich nie mówią,
      pojęcia religijne i wartości duchowe są niezrozumiałe, Tradycja wydaje się im
      być zabobonem; „obcy” oglądany jest tylko przez pryzmat możliwości zrobienia z
      nim interesów. Wspólnota handlu, wymiany gospodarczej, przepływu ludzi i
      kapitałów – oto język cywilizacji w stanie agonalnym. Państwo uniwersalne,
      gdzie nie ma granic celnych i panuje kulturowy relatywizm jest instytucjonalnym
      wyrazem tego duchowego kryzysu. Epoka cwaniactwa widzi tylko jednostkę i
      zajmuje się jej prawami, ich konstytucyjnym zabezpieczeniem. Tożsamość
      wspólnoty jest tu odrzucana, gdyż ekonomiczne myślenie nie dostrzega istnienia
      wspólnoty, a jedynie indywidualne podmioty rynkowe (homo oeconomicus). Naród
      lub cywilizacja to tylko zbiór jednostek połączonych kontraktem umowy
      społecznej. Do kontraktu tego może dołączyć każdy, skąd by nie przyszedł i jaki
      byłby jego sposób myślenia. Byle płacił podatki i przyśpieszał proces obrotu
      pieniądza, napędzając tym samym koniunkturę. Zarówno przybyszy, jak i
      wykorzenionych z tradycji autochtonów, łączy brak przywiązania do starożytnej
      Tradycji. Jedni i drudzy są całkowicie wykorzenieni.
      Kultura narodowa, która konstytuuje tożsamość państwa narodowego, to twór
      elity, a nie pospólstwa. Ową „twórcza mniejszość”, po roku 1789 zastąpiła
      oligarchia plutokratyczna, o moralności i cnotach o których lud wypowiada
      • lupus.lupus Re: koniec Europy? 01.07.04, 09:20
        "Kultura narodowa, która konstytuuje tożsamość państwa narodowego, to twór
        elity, a nie pospólstwa. Ową „twórcza mniejszość”, po roku 1789 zastąpiła
        oligarchia plutokratyczna, o moralności i cnotach o których lud wypowiada się z
        pogardą, co wcale nie znaczy, że jego pojęcia moralne i kulturowe stoją wyżej.
        Niknie jednak więź pomiędzy elitą a ludem. Lud zaczyna swoich zwierzchników
        postrzegać jako uzurpatorów; pojawiają się ideologie rewolucyjne, głoszące
        zagładę starego świata i stworzenie nowego, lepszego. Państwo przestaje być
        polityczną jednością ludu i elit, przekształcając się w pole bitwy pomiędzy
        grupami społecznymi. Lud przestaje się identyfikować z państwem, z kulturą i
        staje do otwartej rebelii przeciwko wszelkim zasadom konstytuującym
        cywilizację . Celem zrewoltowanego ludu jest wydarcie i przywłaszczenie dóbr
        wydartych ludziom majętnym (rewolucja), a następnie sąsiadom, często należącym
        do tej samej cywilizacji (wojny narodowe). Przychodzi czas Grakhów, Mariuszów,
        Robespierrów, Leninów i Hitlerów. Powstające po pladze rewolucji społecznych i
        wojen państwo uniwersalne spacyfikuje te buntownicze nastroje, skanalizuje je.
        Po podboju Grecji przez Filipa Macedońskiego nie było już więcej wojen
        peloponeskich, rewolucji demokratycznych i kontrrewolucji oligarchicznych; pod
        panowaniem Cesarstwa Rzymskiego nie było ani Grakhów, Mariuszów, ani wojen z
        Galami i Kartaginą; w U.E. nie będzie więcej ani bolszewików, ani faszystów.
        Państwo uniwersalne, zaprowadzając Kantowski „wieczny pokój”, nie odtworzy
        więzi społecznej. Państwo uniwersalne jest lekarstwem na wojny i rewolucje
        okresu po upadku tradycyjnych elit konstytuujących kulturę, lecz zarazem
        stanowi instytucjonalizację społecznej atomizacji, to system, gdzie ludzie
        pogrążają się w anty-obywatelskiej konsumpcji, ucieczce do sekt, lub na
        emigrację wewnętrzną, kontemplując wartości we własnym wnętrzu. Ludzie mają
        poczucie chaosu i bezsensu istnienia, a jedyną wartością są dobra materialne.
        To poczucie bezsensu prowadzi do wulgarności, pospolitego chamstwa, upadku
        manier i obyczajów tak w religii, literaturze, języku, jak i sztuce. Kultura
        masowa niszczy wszystko co wyższe. W świecie technicznym jej narzędziem stały
        się media .
        Demokracja jest więc systemem dla cywilizacji niebezpiecznym. Nie tylko bowiem
        niszczy tradycyjne elity i ich kulturową kreatywność, lecz także jest winna
        powstaniu państw uniwersalnych. Pierwsze ustroje ludowładcze, lub dbające o
        poparcie ludu, mają charakter szowinistyczny (Ateny, Niemcy Hitlera) lub
        rewolucyjny (Francja jakobinów, ZSRR). To te ustroje wywołują wielkie wojny,
        które nie tylko niszczą kulturę, lecz także przyczyniają się do takiego
        zmęczenia konfliktami, że ludzie marzą o pokoju i stabilizacji państwa
        uniwersalnego. Rewolucyjny szowinizm państw demokratycznych niszczy tradycyjne
        pojęcia kulturowe, mające charakter ponad-narodowy, a które konstytuują
        tożsamość cywilizacji. Dlatego państwa uniwersalne muszą głosić zasadę
        tolerancji – wszelkie ponadczasowe wartości zostały rozbite przez masy. Cechą
        państw uniwersalnych jest wymyślanie i propagowanie zestandaryzowanych, pseudo-
        uniwersalnych wartości (np. prawa człowieka w U.E. lub kult Serapisa w
        hellenistycznym Egipcie). Ponieważ brak im już życia duchowego, chętnie
        odwołują się do pojęć z dziedziny techniki lub konsumpcji (postęp, rynek
        europejski). Tym samym, jest to proces odwrotny do powstawania kultur, który
        polega na zdobywaniu poczucia swojej tożsamości, czyli wyodrębniania się od
        otoczenia. Eric Voegelin (1901-1985) nazywa ten proces mianem „ekumenizmu”, a
        jego wzorcem jest dlań Imperium Rzymskie, które było jedynie technicznym
        zabiegiem połączenia w jedną całość różnorakich kultur o odmiennych
        tożsamościach. Rzym – jako państwo uniwersalne – nie próbuje tworzyć nowej
        tożsamości, nowego narodu. Jest on niczym wielki tygiel do którego wrzucani są
        ludzie różnych narodów, ras, kultur, religii i obyczajów. Rzymski uniwersalizm
        nie polegał na stworzeniu pozytywnego wzorca światopoglądowego, lecz na
        zorganizowaniu polityczno-administracyjnym. W ekumenie panowała zasada
        absolutnej „tolerancji” – każdy mógł myśleć, wierzyć i czcić co i kogo chciał .
        Panteon rzymski – świątynia poświęcona wszystkim bogom imperium - była
        instytucjonalnym wyrazem tego nihilizmu. To zjednoczenie świata w państwo
        uniwersalne jest zabójcze dla wszystkich jego członów, także dla Rzymu, gdyż
        zaginęła kultura specyficznie rzymska, przekształcając się w kosmopolityczną
        mieszankę, gdzie wszystko jest relatywne. W U.E. też nie ma wspólnot
        narodowych, lecz dziwaczne „euroregiony” (odpowiednik rzymskich prowincji), a
        wszystkim zarządza mechanicznie Bruksela.
        Państwo uniwersalne, to wedle znanego określenia Spenglera, forma „cezaryzmu”.
        Znane nam z historii państwa tego typu były tworem wielkich wodzów: Aleksandra
        Wielkiego, Juliusza Cezara. Jednak już Spengler zwrócił uwagę , że współczesny
        cezaryzm może mieć odmienny charakter. Starożytność, niedorozwinięta
        technicznie i materialnie, opierała się na sile oręża – to dlatego „cezarowie”
        tworzyli imperia przy pomocy miecza. Świat XXI wieku jest światem odmiennym,
        światem trzeciej fali, gdzie siła oręża została zastąpiona orężem nowego typu:
        kapitałem, mediami, gazetami, czyli siłą gospodarki i informacji. Współczesny
        cezar nie musi mieć charakteru militarnego. Zdaniem Spenglera, starcie Niemiec
        ze światem anglosaskim – klucz do zrozumienia XX wieku – to starcie cezaryzmu
        militarnego z cezaryzmem władzy kapitału. Spengler nie doczekał świata po roku
        1945 i nie zobaczył jak jego przepowiednia stała się rzeczywistością. Dziś
        cezarem nie jest człowiek, jest nim pieniądz; jego pretorianami nie są
        gwardziści zbrojni w miecze, lecz plutokracja; sługami nie są kamerdynerzy w
        liberiach, lecz dziennikarze. Nowość U.E. w stosunku do znanych nam z historii
        form panowania, to rządy bezosobowe. Nie rządzi tu człowiek, rządzi pieniądz i
        technika (technekrajca) . Wytwór człowieka, coś co powstało z pracy jego rąk,
        zapanował nad swoim stwórcą. U.E. to forma plutokratycznego cezaryzmu. To nie
        idea integracji i stworzenia państwa uniwersalnego jest tu nowością, lecz
        bezosobowość suwerena – to jest istotne novum w stosunku do hellenizmu i
        rzymskiego Pax Romana.
        Zdaniem badaczy historii , kompletna dezintegracja kulturowa cywilizacji wcale
        nie oznacza ich natychmiastowej zagłady. Spengler podkreślał, że
        jego „zmierzch” Zachodu jest raczej „dopełnieniem”, starością cywilizacji, a
        nie jej natychmiastową śmiercią . Oto Spenglerowski Untergang. Struktura
        polityczna w postaci państwa uniwersalnego może trwać pomimo kulturowej śmierci
        społeczeństwa. Pozbawieni wartości, zatomizowani ludzie żyją nadal, pracują,
        płacą podatki. Państwo – pojęte jako aparat biurokratyczny – trwa, zasklepiając
        się w administracyjnych formułach. Nikt z państwem tym się nie utożsamia, ono
        jednak istnieje, gdyż nie ma sąsiada, który mógłby mu zadać śmiertelny cios.
        Egipt żył tak 2000, Biznacjum 1200 lat. Jednak taka długowieczność państw
        uniwersalnych prowadzi tylko do stopniowej totalitaryzacji życia ich obywateli,
        poprzez bezustanny rozrost biurokracji i władzy centralnej. W środku,
        społeczeństwo takie jest duchowym trupem, „ciałem w mumii” wedle definicji
        Spenglera . Duchowy trup! Unia Europejska jest właśnie takim „babim latem” o
        którym pisze Toynbee. U.E. najprawdopodobniej nie upadnie za naszego życia,
        gdyż nie ma sąsiada zdolnego zadać jej cios łaski. Ale świat islamu rośnie w
        siłę i niczym Germanie zasiedlający Rzym, instaluje się w naszych miastach,
        mnoży, zachowując przy tym swoją tożsamość. U.E. – jako państwo uniwersalne –
        jest
        • lupus.lupus Re: koniec Europy? 01.07.04, 09:21
          Duchowy trup! Unia Europejska jest właśnie takim „babim latem” o którym pisze
          Toynbee. U.E. najprawdopodobniej nie upadnie za naszego życia, gdyż nie ma
          sąsiada zdolnego zadać jej cios łaski. Ale świat islamu rośnie w siłę i niczym
          Germanie zasiedlający Rzym, instaluje się w naszych miastach, mnoży, zachowując
          przy tym swoją tożsamość. U.E. – jako państwo uniwersalne –
          jest „tolerancyjna”, gdyż wszelkie wartości postrzega jako „relatywne”.
          Rzymianie też byli tolerancyjni, a przynależność do ich imperium także
          była „historyczną szansą”. Upadek Cesarstwa Rzymskiego, hellenistycznej Grecji
          nie wydaje się kwestią przypadku, nie jest skutkiem agresji silniejszego wroga
          zewnętrznego. Upadki te to polityczno-militarne egzekucje cywilizacji, które
          utraciły poczucie własnej tożsamości."
          • Gość: mimikra Re: koniec Europy? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.07.04, 10:14
            Upadek Cesarstwa Rzymskiego, hellenistyc
            > znej Grecji
            > nie wydaje się kwestią przypadku, nie jest skutkiem agresji silniejszego wroga
            > zewnętrznego. Upadki te to polityczno-militarne egzekucje cywilizacji, które
            > utraciły poczucie własnej tożsamości."

            To chyba jakaś nowa, oryginalna teoria, bo mi się zawsze wydawało, że:
            a) najazdy germańskich barbarzyńców i nie tylko były jedną z główych przyczyn upadku imperium rzymskiego
            b)nie było nigdy czegoś takiego jak uniwersalna, jednolita hellenistyczna kultura i tożsamość
            c)upadek państw Antygonidów, Seleukidów, Attalidów, Ptolemeuszy etc. nie był kwestią przypadku, BYŁ skutkiem agresji silniejszego wroga zewnętrznego jakim była Republika Rzymska.

            Efektowna konstrukcja historiozoficzna, ale za bardzo oderwana od faktów.
            Natomiast faktem jest, że rok temu 77% Polaków biorąc udział w referendum akcesyjnym opowiedziało się za wejściem Polski do UE.
            • oszolom.z.radia.maryja Re: koniec Europy? 01.07.04, 10:34
              Imperium rzymskie padło na wskutek walk i tarć wewnętrznych! zgoda buduje
              niezgoda rujnuje. Kolejną przyczyną upadku Rzymian była ..degrengolada
              obyczajowa...(m.in.homoseksualny seks)
            • lupus.lupus Re: koniec Europy? 01.07.04, 10:54
              Gość portalu: mimikra napisał(a):

              > a) najazdy germańskich barbarzyńców i nie tylko były jedną z główych przyczyn
              upadku imperium rzymskiego

              Nie tyle same najazdy co wewnętrzna słabość.Słabość, która również była
              wynikiem rozsadzajacego od wewnątrz struktury państwa kosopolityzmu.
              Republikanski Rzym pokonał o wiele silniejszą od siebie Kartaginę. Nie tylko
              dzięki żelaznej dyscyplinie wojskowej i zamiłowaniu do sprawnej administracji.
              Tamten Rzym ściśle przestrzegał swoich świętych praw i pielęgnował poczucie
              własnej wyjątkowości. Dopóki tak było podbił cały znany świat. Kilkaset lat
              później zdegenerowany "tolerancyjny" Rzym obalili dzikusi.

              > b)nie było nigdy czegoś takiego jak uniwersalna, jednolita hellenistyczna
              kultura i tożsamość

              Mylisz się.Greków bardzo przywiązanych do swojej odrębności politycznej
              jednoczyła wspolnota kulturalna.

              > c)upadek państw Antygonidów, Seleukidów, Attalidów, Ptolemeuszy etc. nie był
              kwestią przypadku, BYŁ skutkiem agresji silniejszego wroga zewnętrznego jakim
              była Republika Rzymska.

              vide a)

              > Efektowna konstrukcja historiozoficzna, ale za bardzo oderwana od faktów.

              Pewnie tylko przez nieuwagę nie wskazałaś tych fragmentów w których autor
              odbiega od faktów.

              > Natomiast faktem jest, że rok temu 77% Polaków biorąc udział w referendum
              akcesyjnym opowiedziało się za wejściem Polski do UE.

              Po rzetelnej debacie publicznej, prawda?
              • Gość: mimikra Re: koniec Europy? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.07.04, 12:09
                lupus.lupus napisał:

                > Gość portalu: mimikra napisał(a):
                >
                > > a) najazdy germańskich barbarzyńców i nie tylko były jedną z główych przyc
                > zyn
                > upadku imperium rzymskiego
                >
                > Nie tyle same najazdy co wewnętrzna słabość.Słabość, która również była
                > wynikiem rozsadzajacego od wewnątrz struktury państwa kosopolityzmu.
                > Republikanski Rzym pokonał o wiele silniejszą od siebie Kartaginę. Nie tylko
                > dzięki żelaznej dyscyplinie wojskowej i zamiłowaniu do sprawnej administracji.
                > Tamten Rzym ściśle przestrzegał swoich świętych praw i pielęgnował poczucie
                > własnej wyjątkowości. Dopóki tak było podbił cały znany świat. Kilkaset lat
                > później zdegenerowany "tolerancyjny" Rzym obalili dzikusi.

                Przyczyn upadku było wiele, zewnętrznych i wewnętrzych. Chyba napisałam, że najazdy Germanów i nie tylko (na wschodnie granice Cesarstwa zaczęli napierać np. Sassanidzi) były JEDNĄ Z GŁÓWNYCH, nie zaś jedyną przyczyną upadku Imperium. Uważasz, że rzekoma tolerancja Rzymu prowadziła do jego degeneracji, tak? Czyli jak stopniowo coraz bardziej rozszerzały się wpływy chrześcijaństwa to to również był przejaw zgubnej degeneracji? Czyli zaprzestanie prześladowania chrześcijan i równouprawnienie tej religii również oznaczało przyjęcie kursu prowadzącego nieuchronnie ku upadkowi i moralnemu zepsuciu? Czyli wolisz Juliana Apostatę i Dioklecjana od Konstantyna?

                > > b)nie było nigdy czegoś takiego jak uniwersalna, jednolita hellenistyczna
                > kultura i tożsamość
                >
                > Mylisz się.Greków bardzo przywiązanych do swojej odrębności politycznej
                > jednoczyła wspolnota kulturalna.

                Mylisz się. Kultura helleńska i hellenistyczna to dwie zupełnie różne rzeczy. Kulturę Helleńską tworzyli Hellenowie, czyli w naszym rozumieniu starożytni Grecy. Natomiast kulturę hellenistyczną, kulturę państw hellenistycznych towrzyli Grecy, Macedończycy, Egipcjanie, Galowie, plemiona semickie, perskie itd.
                >
                > > c)upadek państw Antygonidów, Seleukidów, Attalidów, Ptolemeuszy etc. nie b
                > ył
                > kwestią przypadku, BYŁ skutkiem agresji silniejszego wroga zewnętrznego jakim
                > była Republika Rzymska.
                >
                > vide a)

                No video, ale co?

                >
                > > Efektowna konstrukcja historiozoficzna, ale za bardzo oderwana od faktów.
                >
                > Pewnie tylko przez nieuwagę nie wskazałaś tych fragmentów w których autor
                > odbiega od faktów.

                Wskazałam powyżej, chyba o tym właśnie dyskutujemy.

                >
                > > Natomiast faktem jest, że rok temu 77% Polaków biorąc udział w referendum
                > akcesyjnym opowiedziało się za wejściem Polski do UE.
                >
                > Po rzetelnej debacie publicznej, prawda?

                A co ci się w niej nie podobało? Jaka miałaby być żebyś ją uznał za rzetelną?
                • lupus.lupus Re: koniec Europy? 01.07.04, 14:24
                  Gość portalu: mimikra napisał(a):


                  >Przyczyn upadku było wiele, zewnętrznych i wewnętrzych. Chyba napisałam, że
                  >najazdy Germanów i nie tylko (na wschodnie granice Cesarstwa zaczęli napierać
                  >np. Sassanidzi) były JEDNĄ Z GŁÓWNYCH, nie zaś jedyną przyczyną upadku
                  >Imperium. Uważasz, że rzekoma tolerancja Rzymu prowadziła do jego degeneracji,
                  >tak? Czyli jak stopniowo coraz bardziej rozszerzały się wpływy chrześcijaństwa
                  >to to również był przejaw zgubnej degeneracji? Czyli zaprzestanie
                  >prześladowania chrześcijan i równouprawnienie tej religii również oznaczało
                  >przyjęcie kursu prowadzącego nieuchronnie ku upadkowi i moralnemu zepsuciu?
                  >Czyli wolisz Juliana Apostatę i Dioklecjana od Konstantyna?

                  Tolerancja, a wkrótce przyjęcie chrześcijaństwa należy uznać za czynnik, który
                  powstrzymał na wiele lat erozję Imperium.Przeplatanie się okresów prześladowań
                  i tolerancji negatywnie wpłynęło na możliwość pełnego wpływu na losu Rzymu.
                  Warto również pamiętać o konfliktach, które szargały światem chrześcijańskim w
                  tym czasie jak choćby ohyda herezji ariańskiej. Przyjęcie chrześcijaństwa
                  (przyjęcie, a nie tylko tolerancja wśród innych równych) było jednak aktem
                  spóźnionym i nie mogło powstrzymać negatywnych zjawisk, które z czasem
                  przełożyły się na smutny koniec Zachodniego Rzymu. Co dało jego okrzepnięcie
                  pokazało tysiąc lat pełnej chwały historii Bizancjum.
                  Julian Apostata? Hmm... gdyby się urodził sto lat wcześniej... :)



                  > Mylisz się. Kultura helleńska i hellenistyczna to dwie zupełnie różne rzeczy.
                  >Kulturę Helleńską tworzyli Hellenowie, czyli w naszym rozumieniu starożytni
                  >Grecy.Natomiast kulturę hellenistyczną, kulturę państw hellenistycznych
                  >towrzyli Grecy, Macedończycy, Egipcjanie, Galowie, plemiona semickie, perskie
                  >itd.

                  Dzięki Bogu potrafię jeszcze odróżnić kulturę helleńską od hellenistycznej.
                  Pisałem o tej pierwszej.

                  > A co ci się w niej nie podobało? Jaka miałaby być żebyś ją uznał za rzetelną?

                  Rzetelna to taka, która uczciwie przedstawia bilns zysków i strat. Nasza
                  skupiła się głównie na emocjach i taniej demagogii. Po obu stronach.


            • indris Upadek Rzymu... 01.07.04, 10:57
              ..to problem dyskutowany chyba od 1600 lat (pierwszy był chyba św. Augustyn). I
              nic nie wskazuje na to, zeby dyskusja miała się zakończyć.
              Od siebie dodam tylko, że główną przyczyną nie mogły być najazdy barbarzyńców,
              bo barbarzyńcy byli ZAWSZE, a Rzym trwał i nawet się rozszerzał. A o ile nie
              istniała hellenistyczna tożsamość, to na pewno istniała hellenistyczna kultura.
              To dlatego pierwotne chrześcijaństwo przyjęło język grecki.
            • camille_pissarro Re: koniec Europy? 02.07.04, 23:18
              Gwoli ścisłości 77% z 57% uprawnionych do głosowania , ja byłem wśród tych ,
              którzy zrobili wam te 7,1% aby referendum było ważne ale głosowałem, przeciw ,
              czego nie żałuję , natomiast znam sporo takich co wówczas opowiedzieli sie z
              akcesja a dzis patrzą na to diametralnie inaczej.
          • camille_pissarro Re: koniec Europy? 02.07.04, 23:31
            O.K. sensowny tekst , tylko kto go przeczytal w całości i zrozumiał.Ja od
            poczatku byłem eurorealistą i przeciwnikiem aktualnej akcesji.Wieszcze też, że
            EU w postaci takiej jak forsuje Francja i Niemcy nie ma racji bytu.Na to nie
            zgodzi sie U.K a takze kilka innych państw , nowych członków i państw
            skandynawskich.Państw te nie chcą tworzyć Europy , która ma być przeciwstawnym
            biegunem dla USA.To jedno , po drugie nie życzą sobie dominacji tandemu
            Francja ,Niemcy zarówno w sprawach ekonomicznych ( np. ujednolicania podatków w
            krajach EU ), wspólnej polityki zagranicznej.Te dwa elemnty , zwłaszcza w
            cytowanym eseju Toynbee'ego w odniesieniu do upadku Cesarstwa Rzymskiego sa
            bardzo istotne jak nie najważniejsze do określenia swojego wpływy na
            funkcjonowanie państwa w ramach wspolnoty, ale nie wspólnoty takiej jaka widza
            przywódcy Francji i Niemiec.
    • ich1 Koniec Europy? 01.07.04, 12:39
      Wszystko pięknie, tylko czemu w każdym kraju najbujniej (gospodarczo i
      kulturowo) rozkwitają te regiony, w których kontakty z innymi krajami lub
      kulturami jest najżywsza?
      • camille_pissarro Re: Koniec Europy? 02.07.04, 23:50
        Masz na myśłi takie regiony jak Hong Kong ( pod protektoratem U.K, bo nie
        CHRL ), Makao,Andore , Indonezję i Malezję - tzw. strefy wolnego handlu ????

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka