capaz
29.09.12, 09:24
do brutalnych, wręcz wulgarnych ataków, z jakimi spotykał się i nadal spotyka każdy, kto próbuje dochodzić prawdy o tym, co stało się w Smoleńsku. Nie ma na myśli tylko forów internetowych, lecz przede wszystkim to, co robią politycy i ich zwasalizowani dziennikarze. W 2010 r. taktyka brutalnych napaści werbalnych (oraz, nie zapominajmy, w niektórych przypadkach zwykłych mordów) okazała się skuteczna, ponieważ społeczeństwo nie było przyzwyczajone do tego rodzaju agresji. Jednak ludzie szybko się przyzwyczajają i dwa lata później bezczelne plucie i poniżanie nie robi już na nikim większego wrażenia. Nikt się nie oburza, kiedy jakaś czerwona pajęczyca w gazecie nazywa ekshumacje wykopkami, albo jak prokurator Seremet patrzy rodzinom ofiar w oczy i bez skupułów łże, że rodziny były ślepe i xle zidentyfikowały bliskich. Na kolejny chamski wygłup Palikota (ten z wampirami wstającymi z grobów) nikt nawet nie zwrócił uwagi. Polityk albo dziennikarz obraża, poniża i prowokuje, a w odpowiedzi słyszy w najlepszym razie "stul pysk, zdrajco", o ile w ogóle komus chce się reagowac. Tak więc metoda słownego atakowania i poniżania po to, żeby ludzi zdeptać i odebrać im chęć do sprzeciwu, już nie działa. A zatem co teraz wymyśli władza, żeby odebrać niepokornym ochotę do protestów? Będzie więcej mordów skrytobójczych zwanych samobójstwami, czy może zaczniecie od bardziej humanitarnych metod, np. pobić?