Gość: t
IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl
21.03.02, 21:28
Pogróżki USA wobec Iraku świadczą, że globalistom znudziło się czekanie i mają
zamiar "pomóc" nieco globalizacji usówając wszelkie przeszkody leżące na jej
drodze (uzasadnienie zawsze się znajdzie), przy pomocy potęgi militarnej USA.
Robert Kaplan, w "GW" przedstawiany się jako "jeden z najbardziej wpływowych
publicystów i eseistów amerykańskich", stwierdza wprost: "Stany Zjednoczone
powinny przejąć władzę nad ONZ, która stała by się w sposób jawny narzędziem
Ameryki i Zachodu". Po kacu wietnamskim w armii USA stworzono komórkę (tzw.
TRADOC) mającą opracować nową doktrynę wojenną. Jej dziełem jest
doktryna "bitwy powietrzno-lądowej", mająca gwarantować minimalne straty
ludzkie i dużą skuteczność dzięki wykorzystaniu najnowszych osiągnięć
technicznych, słowem - nowe wydanie"wojny błyskawicznej" (opisuje ją Alvin
Toffler w wydanej też w Polsce ksiązce "Wojna i antywojna"). Doktryna
sprawdziła się w praktyce w czasie wojny w Zatoce, nic więc dziwnego, że elity
globalistyczne zaczynają otwarcie mówić o dobrych stronach wojny. ("Długotrwały
pokój w technologicznie rozwiniętych rozwiniętym społeczeństwie takim jak
nasze, może być przyczyną wszelkich nieszczęść, a obraz trwałego pokoju i
łagodnych rządów ogólnoświatowej organizacji wcale nie jest optymistyczną, ale
właśnie mroczną wizją przyszłości" - R. Kaplan). Podbudowę ideologiczną pod
konfrontację stworzył Samuel Hunington, w coraz popularniejszym
dziele "Zderzenie cywilizacji", gdzie rywalizację kręgów kulturowych
przedstawia się jako coś nieuchronnego. "Zderzenie cywilizacji", przedstawiane
jest jako koncepcja nowatorska, tymczasem jest ona bardzo podobna do
niemieckiej koncepcji "Grossraumordnung" ( Ładu Wielkiego Obszaru) będącej
częścią doktryny nazistowskiej. Czyżby globaliści znaleźli sobie patrona w
Adolfie H?