Dodaj do ulubionych

Pijana wychowawczyni z domu dziecka włamała się..

    • Gość: reporter RACIBÓRZ IP: *.so.pkpik.pl / 81.219.116.* 13.09.04, 09:56
      W Krzanowicach zamieszka wychowanek niemieckiego domu dziecka




      Przemysław Jedlecki 12-09-2004 , ostatnia aktualizacja 12-09-2004 19:48

      Do Krzanowic z niemieckiego Tecklenburga przyjedzie wkrótce wychowanek domu
      dziecka. - Trochę się boję, bo będzie to tzw. trudne dziecko - mówi Zuzanna
      Michna, u której zamieszka młody Niemiec

      Dzieci z sierocińca w Tecklenburgu już od dawna wyjeżdżają nawet na rok do
      rodzin w innych krajach. Chodzi o to, żeby wyrwać je ze złego środowiska.
      Najczęściej są to dzieci trudne, zagrożone np. problemem narkotyków.

      Henryk Hildebrand, szef Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie w Raciborzu,
      postanowił sprowadzić jedno z niemieckich dzieci do Polski. Rada Powiatu
      Raciborskiego zgodziła się i do końca roku w powiecie powinien się zjawić
      pierwszy młody Niemiec. Zamieszka u rodziny Zuzanny Michny z Krzanowic. - Jej
      rodzina przeszła już szkolenie, nie będzie też problemu z porozumiewaniem się
      po niemiecku. Na razie nie wiadomo, ile lat będzie miało dziecko, ani czy
      będzie to chłopak, czy dziewczyna - dodaje dyrektor Hildebrand. Pełen koszt
      pobytu dziecka w Polsce poniosą Niemcy. Będą płacić ok. 30 euro za każdy dzień
      jego pobytu.

      Michna boi się trochę tej wizyty. Wierzy jednak, że sobie poradzi. - Mamy
      dwójkę dorastających dzieci i czasem są z nimi problemy, ale jeśli ten pobyt
      komuś pomoże, to będzie dobrze - mówi Michna, która doskonale mówi po
      niemiecku.
    • Gość: reporter KURATORZY IP: *.so.pkpik.pl / 81.219.116.* 13.09.04, 10:21
      Kuratorzy
      z Archiwum programu UAWGA TVN

      Tylko w ciągu ostatnich miesięcy całym krajem wstrząsnęło kilka tragicznych
      historii z dziećmi w roli głównej. Policja odkrywała ciała zamordowanych przez
      rodziców noworodków, do szpitala trafiały skatowane, kilkumiesięczne dzieci. Te
      wszystkie sprawy łączyło jedno - rodziny, w których dochodziło do tych tragedii
      były wcześniej objęte nadzorem kuratorów.

      Kuratorzy sami ustalają, kiedy odwiedzą rodzinę i ile czasu jej poświęcą. Za
      to, co miesiąc inkasują około dwa i pół tysiąca złotych. Ale rzadko ktoś
      kontroluje ich skuteczność. Prezes tarnowskiego sądu postanowiła sprawdzić
      pracę swoich kuratorów społecznych. Efekt - musiała zwolnić 60 osób.

      Helsińska Fundacja Praw Człowieka od wielu miesięcy alarmuje, że kuratorzy
      sądowi zupełnie nie spełniają swoich zadań. Wielu z nich to ludzie przypadkowi,
      wybierani po znajomości i kompletnie nieprzygotowani do tak odpowiedzialnej
      pracy.

      Jedyną szansą na uzdrowienie tego systemu jest wymiana kadr. Jednak tym razem
      wybór nowych kuratorów powinien odbywać się na zasadach konkursu.
    • Gość: wiesiek Dom Dziecka domem strachu IP: *.pkpik.pl / 212.244.126.* 14.09.04, 12:29
      Wiadomosci TVP 06 lutego 2001

      Dom Dziecka domem strachu

      Prokuratura prowadzi śledztwo w sprawie fizycznego i psychicznego znęcania się
      pracowników Domu Małego Dziecka w Jaworzu nad wychowankami. Śledztwo jest
      poufne. Oficjalnie dopiero za kilka dni wypowie się o nim prokurator z Legnicy.




      Niektóre z dzieci mają szansę na znalezienie nowej rodziny




      Prokuratura otrzymała sygnały, że dzieci były bite, straszone, zamykane w
      ciemnym pomieszczeniu. Pracownicy placówki są również podejrzewani o wulgarne
      odzywanie się do podopiecznych oraz o wyszydzanie i poniżanie dzieci. Na
      żądanie prokuratury zawieszona została dyrektorka placówki. Jej obowiązki pełni
      obecnie pracownik starostwa powiatowego w Jaworze, które jest właścicielem
      Domu. W placówce mieszka obecnie 65 dzieci, z których najstarsze ma 6 lat. W
      Domu umieszczono je decyzją sądu. W większości pochodzą z patologicznych rodzin
      lub zostały porzucone przez matki. Niektóre dzieci będą adoptowane przez nowe
      rodziny. Na razie nikomu nie postawiono zarzutów. Z dziećmi rozmowy prowadzi
      zatrudniona w policji psycholog. Sprawa jest prowadzona pod nadzorem działu
      śledztw prokuratury okręgowej.


      • Gość: reporter_drugi 15-letnia wychowanka domu dziecka zmarła w nocy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.09.04, 19:23

        Eksperymentowały z lekami: 15-latka zmarła



        15-letnia wychowanka domu dziecka z Bydgoszczy zmarła w nocy w wyniku zażycia
        środków obniżających ciśnienie.

        Jak ustaliła policja, dziewczyna wraz z koleżanką w jednym z bydgoskich
        mieszkań eksperymentowała z lekami.

        "Połknęły tabletki obniżające ciśnienie krwi, sądząc, że zażywają leki
        psychotropowe"- mówi Jacek Krawczyk rzecznik prasowy kujawsko-pomorskiej
        policji.

        Lekarzom udało się uratować jej koleżankę, która teraz przebywa w szpitalu. Jej
        stan jest stabilny. Policjanci przesłuchują ją, by ustalić szczegóły zdarzenia.
        Na razie nie wiadomo, skąd dziewczyny miały tabletki.

    • Gość: robert Ten system jest nie do ruszenia !!!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.09.04, 22:27
      Szanowni Państwo

      Kimkolwiek jestescie, podziwiam Wasze zaangazowanie w ten temat. Przez dwa lata
      byłem dziennikarzem jednej z gazet. Probowalem zrobic reportaz o domach dziecka
      i napotkalem sporo "dziwnych" przeszkod i oklicznosci, ktore wymogly na mnie
      zprzestanie gromadzenia materialow na ten temat. Zanam akcje Szukam domu,
      Familade zastepcza, Pocztowka do sw Mikolaja i inne. Moim zdaniem to jest
      nikomu niepotrzebna praca. Bo srodowisko domow dziecka ma tak silne lobby, ze
      praktycznie, w skali kraju system oparty o instytucjonalne formy jest nie do
      ruszenia. o co produkuje Rzad, mam na mysli rozporzadzenia jest tylko czysta
      fikcja i zapewniam Panstwa, ze nie chodzi tu o rozwoj rodzinnej opieki
      zastepczej, a tymbardziej o dobro dziecka. W tej fikcji i iluzji biorą udzial
      i dziennikarze, i wychowawcy domow dziecka, i wysocy urzednicy ministerstw,
      naukowcy, poslowie, prezesi roznych Fundacji, rzekomo rozwijajacych idee
      rodzicielstwa zastepczego.

      Mam szacunek dla "walczacych z wiatrakami", ale szkoda waszego wysilku, w
      Polsce nikt nie lubi jak sie wychodzi przed orkiestre !! i probuje zmienic
      kolezenskie uklady, ukladziki.

      z powazaniem
      Robert

      • Gość: nina Re: Ten system jest nie do ruszenia !!!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.09.04, 22:37
        Ma pan racje!!

        I co z tego, ze jest dużo organizacji, co z tego że jest Fundacja Przyjaciolka,
        Misja Nadziei i serial Kochaj mnie, jak domów dziecka jest tyle samo co
        dwadzieścia lat temu i dzieci cierpią w nich tak samo jak cierpiały przed
        laty. Ostatnio słyszałam, że w Sejmie trwają przygotowania do kolejnej reformy
        systemu opieki, której celem jest umocnienie roli domów dziecka.(
        wnioskodawcami sa posłowie z ZNP i SLD )A fakty ktore pojawily sie tez na tym
        forum o budowie nowych domow dziecka w Bydgosczy i w Radomiu, potwierdzaja, ze
        system oparty na domach dziecka ma się nadal dobrze.
        • Gość: nina Barbarzyństwo na Opolszczyżnie !!!!!!!!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.10.04, 17:08
          Aby uprościć sobie rozliczenia po nowym roku, powiaty już zaczęły,przy
          akompaniamencie płaczu przenosić dzieci w domach dziecka z jednego powiatu do
          drugiego. Nikogo nie intersują zerwane więzi i ból duchowy jakiego doznaja
          dzieci !! :)
          • Gość: nina Re: Barbarzyństwo na Opolszczyżnie !!!!!!!!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.10.04, 17:27
            na koncu mojej wypowiedzi piwinien znalezc sie :(
        • Gość: sylwek Re: Ten system jest nie do ruszenia !!!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.10.04, 17:54
          Dzisiaj oglądałem program na POLSACIE o rodzinie zastępczej z Kędzierzyna Koźla
          i odnosłem wrażenie, że grupą osób które wspierają domy dziecka i hamują rozwój
          rodzin zastępczych są dziennikarze. Owszem trafi się jedna zła rodzina
          zastępcza na sto, tylko ze dziennikarze nie powiedzą o tych stu pozytywnych,
          tylko czas antenowy i ludzkie głowy napełniają widokiem tej jednej złej
          rodziny, która jest patologiczna i jeszcze zarabia na dzieciach. To jest brak
          etyki w mediach, ale to już jest inny temat. Zgadzam się z Niną, że w Polsce
          rodziny zastępcze nie mają racji bytu. I jest to również zasługa
          dziennikarzy. :)
    • Gość: wiesiek Matka wstrzymuje adopcję poparzonej Oli IP: *.pkpik.pl / 212.244.126.* 16.09.04, 08:05
      Matka wstrzymuje adopcję poparzonej Oli
      PAP 16:02

      Matka poparzonej czteroletniej Oli z Domu Dziecka w Kielcach złożyła apelację
      od decyzji sądu o przysposobieniu dziewczynki przez amerykańską rodzinę -
      poinformował rzecznik Sądu Okręgowego w Kielcach Artur Adamiec.

      Sąd Rejonowy w Kielcach zdecydował na początku września o adopcji dziewczynki
      przez małżeństwo ze Stanów Zjednoczonych. Po uprawomocnieniu się orzeczenia i
      wyrobieniu dziecku dokumentów Ola miała wyjechać z rodzicami do USA.

      Złożenie przez matkę (pozbawioną już praw rodzicielskich) apelacji wstrzymuje
      uprawomocnienie się postanowienia sądu. Apelację rozpatrzy Sąd Okręgowy w
      Kielcach. Ze względu na procedury z tym związane do tego czasu może minąć kilka
      tygodni - poinformował sędzia Adamiec.

      Wyjaśnił, że apelacja musiała zostać przyjęta, bo zgodnie z orzeczeniem Sądu
      Najwyższego nawet osoba pozbawiona władzy rodzicielskiej może być uczestnikiem
      postępowania.

      Jak powiedziała dyrektorka Domu Dziecka Zofia Wesołowska, dziewczynka przebywa
      obecnie z rodzicami adopcyjnymi.

      Ola pochodzi ze wsi Wagnerówka (Świętokrzyskie). W maju 2002 roku uległa w domu
      ciężkiemu poparzeniu. Według policji, do wypadku doszło z braku należytej
      opieki rodziców nad dzieckiem - ogniem zajął się fotel w pokoju, a od niego
      ubranie dziewczynki. Sąd pozbawił rodziców Oli praw rodzicielskich i
      dziewczynka trafiła do domu dziecka. Procedurę adopcyjną przez kilka miesięcy
      wstrzymywała matka Oli, która starała się o odzyskanie praw rodzicielskich.

      W czerwcu sąd oddalił jej wniosek. W uzasadnieniu orzeczenia sędzia Urszula
      Cyrnek podkreśliła, że matka od sierpnia 2003 roku nie kontaktowała się z
      dzieckiem, więzi emocjonalne między nimi właściwie całkowicie zostały zerwane.
      Sąd ocenił matkę jako osobę nieodpowiedzialną, bezkrytyczną i niedojrzałą
      emocjonalnie. Kobieta nawet nie stawiła się na rozprawie.

      Zgodnie z procedurą rodziny dla Oli poszukiwano najpierw w województwie
      świętokrzyskim, potem w całej Polsce. Nie udało się znaleźć rodziców
      spełniających konieczne warunki - wskazane było m.in., aby jedno z rodziców nie
      pracowało, a drugie zapewniało rodzinie byt. Krajowy Ośrodek Opiekuńczo-
      Adopcyjny za pośrednictwem amerykańskiej organizacji znalazł w USA polską
      rodzinę, która przeszła wymagane procedury i spełnia wszelkie wymogi.
      Amerykańska organizacja będzie nadzorować rodzinę adopcyjną.

      Zarówno prawna opiekunka Oli Agnieszka Bernatek, jak i psycholog z Ośrodka
      Adopcyjno-Opiekuńczego Agnieszka Sołtys bardzo pozytywnie oceniły kontakty Oli
      z rodzicami adopcyjnymi i ich pięcioletnim synem, również adoptowanym.

      Dzięki nagłośnieniu przez media historii dziecka na rzecz długotrwałej
      rehabilitacji Oli zebrano ponad 2 mln zł. (aka)
    • Gość: ~anty-pedagog Re: adoptowany 13-latek znęcał się nad matką IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.10.04, 19:05
      No i mamy sierotki z DD

      Wiekszosc z nich ma paskudne obciazenia genetyczne, gdyz ich naturalni rodzice
      byli degeneratami. Poza tym rodzice, nawet prawdziwi, nie moga juz wychowywac
      swoich dzieci, bo za rozwydrzonymi bachorami zawsze ujma sie jacys glupawi
      obroncy praw dziecka. Tymczasem, jakby temu gnojowi w pore ktos spuscil pare
      razy solidne lanie, daloby sie zapobiec rozwojowi zlych inklinacji. Po prostu
      gnoj by sie bal je okazywac. Niestety, tak juz jest, ze jak ktos ma paskudne
      instynkty, to trzeba go nauczyc, by przez strach przed nasza reakcja ich nie
      okazywal.
      • Gość: ~Matka Re: adoptowany 13-latek znęcał się nad matką IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.10.04, 19:09
        Jeżeli ma obciazenia genetyczne to powininen byc pod opieka psychiatry. 90%
        dzieciz DD ma choroby psychiczne , ktore mozna i powinno sie leczyc. Ten
        chlopiec pod okiem dobrego psychiatry (dzieciecego oczywiscie), z dobra terapia
        i odpowiednimi lekami moglby sie normalnie wychowywac. Prosze mnie zle nie
        zrozumiec - ja go nie bronie. Ale to nie jego wina ze robil to co robil On jest
        CHORY. W tym momencie powinien trafic do odpowiedniej placowki(ktorej
        oczywiscie w tym cudownym kraju nie uraczysz), powinien byc poddany intensywej
        terapi psychologiczne i otrzymywac odpowiednie lekipozwalajace mu kontrolowac
        swoja zlosc i swoje czyny (takie np. jak bicie matki). Niestety najwieksza i
        nieodwracalna tragedia tego chlopca i jego przybranej matki jest to , ze zyja w
        kralu ktory nazywa sie Polska i glosno krzyczy o obronie rodziny nie robiac
        jednoczesnie nic dla tej rodziny.
    • anna.o Gwałty na dziewczynkach z Domu Dziecka ? 30.10.04, 13:23
      Gwałty na dziewczynkach z Domu Dziecka w Skopaniu?

      Małgorzata Bujara 28-10-2004 , GW Rzeszów
      Prokuratura bada, czy w Domu Dziecka w Skopaniu dochodziło do zbiorowych
      gwałtów na nieletnich wychowankach

      - Na razie, dla dobra dzieci i śledztwa, nie mogę zdradzić wielu szczegółów -
      mówi prokurator Leszek Kupiec z Prokuratury Rejonowej w Tarnobrzegu, który
      prowadzi tę sprawę.

      Informuje jedynie, że do tej pory została przesłuchana jedna, dwunastoletnia
      dziewczynka z Domu Dziecka w Skopaniu. Teraz dziecko jest w rodzinie
      zastępczej. Jej zeznania są właśnie oceniane przez biegłych psychologów, którzy
      mają orzec czy dziewczynka nie zmyśla. - Opinia będzie gotowa w przyszły
      czwartek - zapowiada prokurator Kupiec.

      Jak się dowiadujemy, w przyszłym tygodniu mają zostać przesłuchane też inne
      dziewczynki z tego domu dziecka. Postępowanie dotyczy zbiorowych gwałtów,
      których mieli dopuszczać się na małych dziewczynkach kilkunatoletni
      wychowankowie domu dziecka.

      Dom Dziecka w Skopaniu podlega starostwu powiatowemu. - O prokuratorskim
      śledztwie dowiedziałem się od dziennikarzy. Jest to dla mnie wstrząs - mówi
      Zbigniew Rękas, starosta tarnobrzeski. Twierdzi, że do tej pory do starostwa
      nie docierały żadne złe sygnały, a dom dziecka był bardzo dobrze oceniany. -
      Naprawdę trudno mi sobie wyobrazić, żeby mogło tam dochodzić do takich rzeczy.
      Przecież tam jest duże grono wychowawców, jest psycholog, dyrektor ta sama od
      czternastu lat - dziwi się starosta Rękas. Zapowiada, że najpierw skontaktuje
      się z prokuraturą, a potem porozmawia z dyrektorką.

      Małgorzata Jędrzejczyk, dyrektor domu, była w czwartek nieuchwytna. Jak
      przekazała nam jedna z pracownic, nikt jej nie zastępuje. Psycholog, która
      pracuje tu na pół etatu, nie chciała z nami rozmawiać.



      • Gość: robert Re: Gwałty na dziewczynkach z Domu Dziecka ? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.10.04, 13:37
        Gwałt w domu dziecka
        Postawienie zarzutów to kwestia czasu

        TARNOBRZEG. Szok i niedowierzanie – tak najkrócej można określić reakcje
        Czytelników po naszym środowym tekście „Gwałt w domu dziecka”. Odebraliśmy
        mnóstwo telefonów i emaili.

        Prokuratura Rejonowa w Tarnobrzegu od kilku tygodni prowadzi śledztwo w sprawie
        wielokrotnych gwałtów, jakich na 12-letniej Kasi (imię zmienione) mieli
        wielokrotnie dopuścić się je kilkunastoletni koledzy (także nieletni) z Domu
        Dziecka w Skopaniu. Dyrekcja stanowczo zaprzecza zeznaniom swojej byłej
        wychowanki twierdząc, że dziewczynka zmyśla. - Jak można dobre imię placówki
        stawiać nad dobrem dziecka – retorycznie pytał Paweł Długosz z Tarnobrzega i
        kilkunastu innych Czytelników.
        Inni, podobnie jak Stanisław Uziel, Kawaler Orderu Uśmiechu z Tarnobrzega, po
        prostu nie wierzą, że w tak renomowanej placówce za wiedzą dyrekcji i personelu
        mogło dojść do tak gorszących zdarzeń.
        Prowadzący śledztwo prok. dr Leszek Kupiec wciąż odmawia podania szczegółów
        śledztwa. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się jednak, że postawienie zarzutów
        (najprawdopodobniej niedopełnienia obowiązków i niepowiadomienia o
        przestępstwie) przynajmniej kilku osobom które wiedziały o gwałtach, to tylko
        kwestia czasu.
        Po naszych publikacjach sprawą zainteresowały się ogólnopolskie media, min.
        Telewizja TVN.

        NOWINY Rzeszów
        www.gcnowiny.pl/
        Wojciech Malicki
        28. Października 2004 19:35
        • Gość: reporter_drugi Re: Gwałty na dziewczynkach z Domu Dziecka ? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.10.04, 21:41
          Co zaszło między 13-latką a jej 15-letnim kolegą wyjaśni Sąd Rodzinny w
          Tarnobrzegu
          Miłość czy molestowanie?

          STRZYŻÓW. Sąd Rodzinny w Tarnobrzegu zbada sprawę prawdopodobnego molestowania
          seksualnego 13-letniej dziewczynki przez jej 15-letniego kolegę. Oboje
          przebywali w Domu Dziecka w Strzyżowie. O podejrzeniu molestowania seksualnego
          dziewczynki Sąd Rodzinny dowiedział się od strzyżowskiej policji.

          O podejrzeniu molestowania 13-latki strzyżowska policja powiadomiła sąd
          tarnobrzeski dlatego, że chłopak podejrzany o ten czyn pochodzi właśnie z
          Tarnobrzega. On sam przebywa obecnie w zakładzie wychowawczym.

          Sprawa ewentualnych zbliżeń seksualnych między podopiecznymi domu dziecka
          wyszła na jaw w trakcie przesłuchania jednego z wychowanków w całkiem innej
          sprawie. – Chłopiec, którego przesłuchiwałem, powiedział, że jeden z
          piętnastolatków chodził w nocy do pokoju dziewcząt. Miałem spore wątpliwości,
          ale sporządziłem notatkę służbową i skierowałem ją do sądu rodzinnego - mówi
          nadkomisarz Stanisław Pelc z komendy powiatowej w Strzyżowie.

          W strzyżowskim domu dziecka "dziwne" relacje między wychowankami zauważono już
          kilka miesięcy wcześniej. Jedna z pracujących tam wychowawczyń spostrzegła, że
          między dziećmi wytworzyła się bardzo mocna więź. Jednak, jak twierdzą
          wychowawcy, nie było podstaw, aby podejrzewać, że dochodzi do molestowania.

          arti

          Super Nowości
          z dnia: 17 12 2003
          • Gość: ewa Re: Gwałty na dziewczynkach z Domu Dziecka ? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.10.04, 16:06
            Powtórzę tylko za Niną i za Robertem; ten system jest nie do ruszenia !!
            • Gość: ewa Re: Gwałty na dziewczynkach z Domu Dziecka ? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.10.04, 22:19
              Uwolnijcie dzieci z domów dziecka !! Nawet w tych z pozoru najbezpieczniejszych
              i renomowanych, dzieci są krzywdzone i okaleczane !!! Wiele z nich osadzane
              jest w domach dziecka na cale dziecieze zycie !! Ludzie!!!!!!!!
              Dizenikarze !!!!!!! Dlaczego jesteście nieczuli na los tych dzieci, dlaczego za
              waszym cichym przyzwoleniem dzieci sa tak bardzo krzywdzone !!!!!!
              • Gość: Danio Re: Gwałty na dziewczynkach z Domu Dziecka ? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 01.11.04, 00:39
                Domy Dziecka... hm...przynajmniej dzieci nie lądują w beczkach :(...
                Ale najwyższy czas zacząć głośno o tym mówic , iż domy dziecka nie sa dobrym rozwiązaneim ... są ostatecznąścią . Każde dziecko ma prawo do wychowania w rodzinie , jeżeli ze względu na różne sytuacji dziecko nie może się wychowywać w rodzinie biologicznej , należu mu zapewnic możliwość rozwoju i wychowania w rodzinie zastępczej!!! Placówka powinna być ostatecznością. Niestety, rodzic pije, bije i ...a za to dziecko jest skazane na izolację w placówce opiekuńczo - wychowawczej ...ten rodzic dalej sobie robi co chce. Ile jest takich przypadków gałtów , aktów przemocy...kiedy wychowoawcy w DD kończa pracę a w placówce zostaje na 80 dzieci jedna opiekunka nocna ...które nie wychodzą na światło dzienne.To temat tabu, nikt nic nie wie i nie widzi.W codrugiej placówce znajduje się 15, 16, 17 letnia dziewczyna w ciąży...te problemy się tuszuje , wycisza.NAJWYŻSZY CZAS ZACZĄĆ O TYM OTWARCIE MÓWIĆ !!! Nikt tu nikogo nie oskarża i nie krytykuje, ale najwyższy czas poszukać skutecznych rozwiązać pomocy dzieciom i równiez tym które nie mają szans na rodzinę zastępczą czy powrót do rodziców biologicznych.
                • Gość: sebol Re: Gwałty na dziewczynkach z Domu Dziecka ? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.11.04, 10:47
                  Współczuję tym wszystkim dzieciom :( Niewyobrazam sobie swojego dzieciństwa w
                  domu dziecka. Kto był taki głupi i pierwszy wynalazł dom dziecka... znając
                  zycie dostał za to jakiś medal, może nawet order uśmiechu... :(
                • Gość: wiesiek Re: Gwałty na dziewczynkach z Domu Dziecka ? IP: *.so.pkpik.pl / 81.219.116.* 02.11.04, 07:50
                  !!! Nikt tu nikogo nie oskarża i nie krytykuje... zaraz, zaraz czy Ty Danio
                  chcesz cały ten syf posypać lukrem. Przeczytaj sobie "Bidula" Maslanki i polacz
                  to z wydarzeniami z 12.2003 i 10.2004 z okolic Tarnobrzega. Na stronie Misji
                  Nadziei przczytalem o tym jak jakis czas temu w Domu Dziecka w Olsztynku, KTOŚ
                  (?) w nocy udusił małe dziecko. Te dzieci oskarżają !! One nie mają rodziców
                  aby stanęli w ich obronie !!

                  U nas w powiecie obowiązuje układ "koleżeński" To nie wiedza, zaangażowanie ale
                  znajomości decyduja o tym kto pracuje w PCPR-rze, a kto w Sądzie Rodzinnym,
                  naszym Domu Dziecka, kto w wydziale spraw społecznych UM. Jeżeli ten układ
                  KOLESIÓW postanowi bronić Domu Dziecka to żadna nieodpowiednia opinia nigdy nie
                  przedostanie się poza ten układ, a jeżeli już cos sie przedostanie to zaraz
                  KTOŚ ukręci tej sprawie łeb. Jeżeli natomiast ten sam układ KOLESIÓW uweźmie
                  się na rodziny zastępcze, czy na rodzinny dom dziecka, to są wstanie osmieszyć,
                  a nawet zgnoić osoby prowadzące opiekę zastepczą i szybko doprowadzić do
                  rozwiązania takiego domu. Aby tylko Dom Dziecka z zatrudnionymi tam KOLESIAMI
                  sę ostał.
                  Danio !! tu trzeba oskarżać, tu trzeba bić na ALARM !! tu trzeba stanąć w
                  obronie tych dzieci !!
                  • Gość: Łukasz Re: Gwałty na dziewczynkach z Domu Dziecka ? IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 07.11.04, 20:30
                    Zgadzam sie z Tobą Wieśku, jeśli my nie będziemy stawać w obronie tych dzieci
                    to kto to zrobi?!
      • Gość: smutno_mi Re: Gwałty na dziewczynkach z Domu Dziecka ? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.11.04, 15:08
        :(
      • Gość: reporter Kasia mówi prawdę !! IP: *.so.pkpik.pl / 81.219.116.* 17.11.04, 08:08
        Kasia mówi prawdę
        Dziewczynka była gwałcona - potwierdził lekarz - ginekolog

        Tarnobrzeg. Zeznania 12-letniej Kasi, która twierdzi, że była wielokrotnie
        gwałcona przez swoich kolegów z Domu Dziecka w Skopaniu są wiarygodne -
        stwierdził biegła, która badała dziecko. Opinie biegłej oraz lekarza -
        ginekologa stanowią przełom w śledztwie.



        Kasia (imię zmienione) od półtora roku przebywa w rodzinie zastępczej, ale
        dopiero kilka miesięcy temu wyznała swoim nowym rodzicom, że była wielokrotnie
        gwałcona przez swoich kolegów z Domu Dziecka w Skopaniu. Wedle dziewczynki, po
        raz pierwszy padła ich ofiarą, gdy miała niespełna 6 lat, a po raz ostatni 10.
        Do gwałtów miało dochodzić nocą, podczas weekendów, kiedy wychowankowie mieli
        dużo swobody.
        Zeznania Kasi obciążają Małgorzatę Jędrzejczyk, dyrektor i kilka osób z
        personelu (m.in. pedagoga) cieszącego się znakomitą opinią Domu Dziecka. Wedle
        dziecka, wspomniane osoby wiedziały o gwałtach, lecz ich jedyną reakcją były
        wyłącznie drobne kary dla winowajców. Małgorzata Jędrzejczyk stanowczo temu
        zaprzecza:
        - O żadnych gwałtach nie wiedziałam, bo ich nie było. Dzieci były i są dobrze
        pilnowane. Dziewczynka zmyśla - mówi.
        Prowadząca śledztwo Prokuratura Rejonowa w Tarnobrzegu zleciła biegłym wydanie
        opinii, która miała odpowiedzieć na kluczowe pytanie - czy Kasia mówi prawdę?
        - Wiem, że opinia została już sporządzona, czekamy tylko na jej doręczenie
        przez pocztę. Uprzedzam jednak, że gdy ją dostaniemy, nie będę mógł ujawnić jej
        treści dziennikarzom - mówi prok. Edward Podsiadły z Prokuratury Okręgowej w
        Tarnobrzegu.
        Nieoficjalnie udało nam się dowiedzieć, że biegła, która badała Kasię, uznała,
        że jej zeznania są wiarygodne. Tak więc dziewczynka mówi prawdę.
        Wątpliwości, że dziecko w przeszłości było gwałcone nie miał także lekarz -
        ginekolog, które je badał - to kolejna nieoficjalna, ale pewna informacja, jaką
        uzyskaliśmy.

        W sprawie prawdomówności Kasi i tego, czy była gwałcona, będą musieli
        wypowiedzieć się także inni biegli. Nie zmienia to jednak faktu, że nastąpił
        przełom w śledztwie. Do tej pory śledczy dysponowali bowiem wyłącznie
        zeznaniami Kasi, które kwestionowali dyrektor, pracownicy i wychowankowie Domu
        Dziecka w Skopaniu.
        Wedle naszych informatorów, dyrektor Małgorzata Jędrzejczyk nakłaniała
        zastępczą matkę Kasi, aby o koszmarnych zwierzeniach córki nie zawiadamiała
        prokuratury. Potwierdziła to matka dziewczynki w rozmowie z reporterem "Nowin”:
        - Dla dobra dziecka nie ujawnię żadnych szczegółów sprawy. Przyznaję jednak, że
        pani dyrektor naciskała na mnie, aby sprawę wyciszyć - stwierdziła.

        Gazeta Codzienna Nowiny
        www.gcnowiny.pl
        16. Listopada 2004 21:51
        • Gość: reporter Re: Kasia mówi prawdę !! IP: *.so.pkpik.pl / 81.219.116.* 20.12.04, 13:02
          Wersja do druku.
          Kiedyś Kasia to zrozumie...
          * Wspomnienia Kasi zszokowały nawet prokuratorów * Musieliśmy ujawnić prawdę -
          mówią rodzice

          Dom Dziecka w Skopaniu cieszył się nieskazitelna opinią
          Fot : Wojciech Malicki
          » Powiększ zdjęcie



          Śledczy od paru miesięcy krok po kroku odkrywają koszmarną prawdę o tym, co się
          działo w Domu Dziecka w Skopaniu. Domu, który cieszył się znakomitą opinią, a
          jego dyrektorkę stawiano za wzór...

          Wychowankowie Domu Dziecka w Skopaniu, sporej wsi położonej kilkanaście
          kilometrów od Tarnobrzega, nie powinni narzekać na warunki. Mają zapewnione
          dobre jedzenie, porządne ubrania, zabawki, rowery itd.. Prawie wszystkie dzieci
          co roku wyjeżdżają na wakacje, także za granicę. Długoletnią dyrektor
          Małgorzatę Jędrzejczyk lokalne władze i media, stawiały za wzór
          przedsiębiorczości i oddania sprawom dzieci. Była przykładem tego, że dom
          dziecka nie musi być enklawą biedy, że zamiast czekać na pieniądze i narzekać
          na trudne czasy, można się o nie skutecznie postarać. I rzeczywiście,
          dyrektorce udało się w ostatnich latach pozyskać licznych i hojnych sponsorów.
          Nawet telewizyjna "Dwójka” kilka lat temu kwestowała na antenie na jego rzecz w
          ramach akcji "I tym możesz zostać Świętym Mikołajem”, a nieżyjący już prezenter
          Piotr Siejka przyjeżdżał z prezentami dla dzieci nawet długo po zakończeniu
          akcji.

          Ludzie nie wierzą, dyrektor zaprzecza
          Gdy pod koniec października br., jako pierwsi ujawniliśmy, że Prokuratura
          Rejonowa w Tarnobrzegu prowadzi śledztwo w sprawie domniemanych gwałtów, jakich
          nieletni wychowankowie mieli dopuszczać się wobec 12-letniej dziewczynki, chyba
          nikt w Skopaniu nie uwierzył, że może być to prawda.
          - W naszym domu dziecka!? To niemożliwe!
          - Tym dzieciakom niczego nie brakowało - usłyszałem od kilku przypadkowych
          mieszkańców wsi.
          Tarnobrzeżanin Stanisław Uziel, społecznik i kawaler Orderu Uśmiechu, który od
          18 lat pomaga wychowankom, też nie uwierzył:
          - Wiem, jak bardzo pani dyrektor i wychowawcy przykładają się do pracy. Gwałty?
          To niemożliwe, to jakieś nieporozumienie - mówi z przekonaniem.
          Nasza informacja kompletnie zaskoczyła Zbigniewa Rękasa, starostę
          tarnobrzeskiego, który sprawuje nadzór nad placówką. Dyrektor Małgorzaty
          Jędrzejczyk pytanie o gwałty nie zdziwiło, raczej zasmuciło.
          - Ten do to jest całe moje życie, dlatego jest bardzo przykro, że w ogóle muszę
          zaprzeczać tym kłamstwom - stwierdziła. - O żadnych gwałtach nie wiedziałam, bo
          ich nie było...
          - Może jednak były, tylko pani o tym nie wie? - dopytywałem.
          - To niemożliwe, dzieci były i są dobrze pilnowane. Jeśli dziewczynka mówi, że
          spotkało ją to u nas, to zmyśla.
          Dyrektor dotąd zdania nie zmieniła...

          Dyrektor na stanowisku
          Prokuratura Rejonowa w Tarnobrzegu nie przedstawiła w tej sprawie dotąd
          zarzutów popełnienia przestępstwa nikomu z personelu Domu Dziecka w Skopaniu.
          Toteż władze powiatu tarnobrzeskiego nie widzą powodu, aby zawiesić dyrektor
          Małgorzatę Jędrzejczyk w wykonywaniu obowiązków służbowych
          Dwa lata do emerytury
          12-letnia Kasia (imię zmienione) od półtora roku przebywa w zastępczej
          rodzinie. Długo skrywała jednak przed swoimi nowymi rodzicami okropne
          wspomnienia z Domu Dziecka. Dopiero kilka miesięcy temu opowiedziała im, że
          była gwałcona przez swoich kolegów z domu dziecka. Pani Anna (imię zmienione),
          zanim o zwierzeniach córki powiadomiła prokuraturę, skontaktowała się z
          dyrektor Jędrzejczyk.
          - Dyrektor naciskała, abym nie ujawniała tej sprawy - wspomina pani Anna. -
          Jednym z argumentów było to, żeby nie robić kłopotów, bo do emerytury zostało
          jej dwa lata.
          Matka nie dała się przekonać i wkrótce wyjaśnieniem sprawy zajęli się śledczy.
          Wyznania przesłuchiwanej dziewczynki kompletnie ich zszokowały.
          Kasia opowiedziała, że pierwszy raz została zgwałcona, gdy miała zaledwie sześć
          lat. Przez kolejne cztery lata pobytu w domu dziecka zdarzyło się to jeszcze
          wiele razy. Do gwałtów (w tym także zbiorowych) dochodziło zazwyczaj podczas
          weekendów, gdy dzieci miały najwięcej swobody. O tych zdarzeniach, wedle
          dziewczynki, doskonale wiedziało kilka osób z personelu placówki (m.in. pani
          dyrektor i pan pedagog), jednak ich reakcją były wyłącznie drobne kary. Kasia
          wskazała sprawców (dwóch z nich wciąż ma przebywać w domu dziecka) oraz pięć
          innych dziewczynek, które padły ofiarami przemocy seksualnej ze strony
          nastolatków.

          Mówi prawdę
          Przez kilka tygodni śledczy mieli jedynie zeznania Kasi, kwestionowane przez
          dyrektor Jędrzejczyk, a także wychowanków skopańskiego domu. Śledztwo nabrało
          rozpędu, gdy psycholog, biegła sądowa, która zbadała dziewczynkę, stwierdziła,
          że mówi ona prawdę. Biegły lekarz - ginekolog także nie miał wątpliwości, że
          była gwałcona.
          Ze względu na dobro dziecka i śledztwa prowadzący sprawę prok. dr Leszek Kupiec
          konsekwentnie odmawia podawania szczegółów. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się
          jednak, że obecnie przesłuchiwane są pozostałe dziewczynki - wedle Kasi -
          również ofiary gwałtów.

          Matka: - Kiedyś to zrozumie
          Kasia jest świetną uczennicą, a wśród swoich rówieśników nigdy nie ukrywała, że
          przebywała w Domu Dziecka w Skopaniu. Niestety, po tym, jak jedna z gazet
          ujawniła, w jakim mieście obecnie przebywa, jej szkolni koledzy zorientowali
          się, że to ona jest bohaterką tekstów o "Skopaniu”. Dziewczynka przeżywa
          dramat, bo od tej pory towarzyszą jej drwiny, złośliwości i niechęć. Ma
          pretensje do rodziców, że nie zachowali jej wyznań w tajemnicy.
          - Kiedyś zrozumie, że musieliśmy to zrobić - mówi pani Anna.

          Pod koniec października br. jako pierwsi ujawniliśmy, że jest prowadzone
          śledztwo w sprawie domniemanych gwałtów, jakich nieletni wychowankowie Domu
          Dziecka w Skopaniu mieli dopuszczać się wobec 12-letniej dziewczynki.


          Wojciech Malicki
          14. Grudnia 2004 20:58
          www.gcnowiny.pl



      • Gość: reporter dzis w UWADZE na TVN - Dom złej opieki IP: *.so.pkpik.pl / 81.219.116.* 30.11.04, 09:36
        Prawdopodobnie dzis w UWADZE na TVN

        Dom złej opieki


        Molestowanie seksualne, gwałty i zastraszanie – okropną prawdę o tym, co działo
        się w domu dziecka w Skopaniu wyjawiła 12-letnia Magda, dziewczynka, której
        udało się wyrwać z piekła i trafić do rodziny zastępczej. Jej zeznania
        potwierdziły inne dzieci, które również były wykorzystywane. Koszmar trwał co
        najmniej kilka lat. Gdzie wtedy byli wychowawcy i instytucje odpowiedzialne za
        ten dom?
        • Gość: reporter_drugi Re: dzis w UWADZE na TVN - Dom złej opieki IP: *.so.pkpik.pl / 81.219.116.* 01.12.04, 10:10

          Kolego Reporterze ten program będzie dziś w środę 1 grudnia 2004

          Ogladajcie program TVN UWAGA o KOSZMARZE w polskim domu dziecka... Panie
          Rzeczniku Praw Dziecka !!! Gdzie jesteeeeeeeeeeeś ??

          • Gość: obserwator Re: dzis w UWADZE na TVN - Dom złej opieki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.12.04, 19:08
            W sprawie Bożeny Małeckiej Rzecznik Praw Dziecka ze Szczecina p. Dźwinka
            wystąpiła do prokutratury z wnioskiem o ściganie, gdyż otrzymała list napisany
            przez dzieci z p. wychowawczynią i usłyszała gdzieś, że w tym domu dzieje się
            źle. Sprawa gwałtu na chłopcu nie została wyjaśniona. Wyjaśniło się, że p.
            Bożena Małecka broniła dzieci przed falą i chłopca przed wykorzystywaniem
            seksualnym. Pani Dźwinka chce napisać do ministra, żeby zajął się problemem
            dzieci w Binowie.
            Rozsądku Gdzie jesteeeeeeeeeeeeeeeeś?
        • Gość: bilixx Re: dzis w UWADZE na TVN - Dom złej opieki IP: *.internetdsl.tpnet.pl 01.12.04, 20:36
          Jestem mieszkańcem Skopania i mnie osobiście to zbulwersowało. Ta dziewczyna,
          która była w ciąży fakt miała 16 lat, ale nie w Domu Dziecka tylko pozna nim
          odbyła stosunek i nie przez wychowanków Domu Dziecka, lecz przez jakiegoś
          swojego chłopaka. A ta dziewczynka, która ma 12 lat i opowiedziała to wszystko
          to jest dziwne. Powołuje się na opinie osób z tej placówki, z którymi utrzymuje
          dobre kontakty i chodziłem z niektórymi do szkoły i jak oni wypowiadali się na
          temat tej dziewczynki. Mówili mi, że ta dziewczynka nie została zgwałcona tylko
          sama pokazywała rówieśnikom jak wkładała sobie kredki, linijki czy inne
          przedmioty w różne miejsca. Wiadome, o co chodzi. A co do innych dziewczynek,
          które się wypowiadały powiem tyle sprawa nabrała dużego rozgłosu, ale
          dziewczynki nie były zmuszone do stosunków tylko same zgadzały się na to a to
          nie jest gwałt. Jestem lekko zbulwersowany tym reportażem.
      • Gość: ela.b c.d. Gwałty na dziewczynkach z Domu Dziecka ? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.01.05, 20:48
        Gwałty w Domu Dziecka w Skopaniu

        Małgorzata Bujara GW/
        miasta.gazeta.pl/rzeszow/1,34975,2508096.html
        Wychowanka Domu Dziecka w Skopaniu była gwałcona przez kolegów. Czy wiedziała o
        tym dyrektorka? We wtorek powie o tym prokuratorowi

        Prokuratura Rejonowa w Tarnobrzegu kończy pracę nad sprawą gwałtów w Domu
        Dziecka w Skopaniu. Historia ta wyszła na jaw za sprawą dwunastoletniej dziś
        Zosi, która od półtora roku jest w rodzinie zastępczej. To tam okazało się, że
        dziewczynka ma tragiczną przeszłość: była gwałcona przez chłopców, wychowanków
        tego samego domu.

        Leszek Kupiec z Prokuratury Rejonowej w Tarnobrzegu informuje: - Biegli
        psycholodzy, którzy oceniali zeznania dziewczynki, stwierdzili, że mówi ona
        logicznie i nie konfabuluje. Opisała szczegółowo kilkanaście przypadków
        gwałtów, których była ofiarą. Wśród nich były także popełniane przez więcej niż
        jedną osobę. Pokrzywdzona dziewczynka wskazuje imiona i nazwiska sprawców.
        Zostaną oni przesłuchani przez sąd rodzinny.

        W aktach, które przekaże sądowi prokurator Kupiec, znajdą się nazwiska pięciu
        chłopców. Dziewczynka twierdzi, że o tych drastycznych przypadkach wiedziała
        dyrektorka domu Małgorzata Jędrzejczyk. Co więcej, także zastępcza matka Zosi w
        rozmowie z "Gazetą" kilka tygodni temu przyznała, że dyrektorka próbowała ją
        namówić, by nie nagłaśniała całej sprawy.

        Jędrzejczyk, która nadal pełni swoją funkcję (starosta, który jest organem
        prowadzącym dla domu dziecka, zapowiada, że zawiesi ją w czynnościach, gdy
        zostaną jej postawione zarzuty), dostała wezwanie na przesłuchanie na wtorek.

        Sprzączką w twarz

        Czy stawi się przed prokuratorem? Nam udało się z nią porozmawiać ostatnio w
        końcu października. Ilekroć póxniej próbowaliśmy się z nią skontaktować,
        okazywało się to niemożliwe. Najczęściej słyszeliśmy, że jest na zwolnieniu
        lekarskim. Gdy rozmawialiśmy z nią po raz ostatni, zaprzeczała, by o
        czymkolwiek wiedziała. Utrzymywała, że Zosia kłamie. Obraz domu dziecka, który
        starała się przedstawić, to nowe mebelki w pokojach wychowanków, czyste,
        odmalowane ściany i wychowawcy tulący podopiecznych, czule się do nich
        zwracający. Od małych dzieci, z którymi pozwolono nam rozmawiać w obecności
        wychowawców, nie usłyszeliśmy ani słowa skargi.

        Ci natomiast, którzy opuścili już dom dziecka, zapamiętali zupełnie inny jego
        obraz. Dziewiętnastoletni dziś Piotr mówi: - Starsi chłopcy prześladowali małe
        dziewczynki, dręczyli je, znęcali się nad nimi. Ja sam nie widziałem tam jednak
        gwałtów, ale wierzę w opowieści Zosi.

        Młodszy Adrian kręci głową: - A ja w to nie wierzę. Co? Przypomniała sobie o
        tym po latach? - pyta.

        Grażyna jest zamknięta w sobie. Słysząc pytania o gwałty, spuszcza oczy i tylko
        kręci przecząco głową. Pobyt w domu dziecka zapamięta jako ciągłe ucieczki i
        powroty: - Gdy tam wracałam, pani dyrektor mówiła do mnie: "Po co przyszłaś?
        Spieprzaj suko!". Uciekałam znowu.

        Chłopcy opowiadają też o innych przypadkach. - Dyrektorka biła pierścionkami,
        to bolało - opowiada Adrian.

        - Raz od pani dyrektor dostałem sprzączką od pasa po twarzy - wspomina Piotr. -
        Miałem pieniądze z praktyki zawodowej. Zginęły mi. Podejrzewałem, kto mi je
        ukradł. Poszedłem do pani dyrektor, a ona na to, żebym sam to załatwił, a że
        dziewczyna, którą o to podejrzewałem, właśnie urwała się z domu dziecka,
        poszedłem za nią na osiedle. Gdy się spotkaliśmy, nadjechał samochód z domu
        dziecka. Zobaczyli nas. Gdy wróciłem, dostałem lanie pasem od pani dyrektor,
        choć sama wcześniej radziła, bym szukał tej dziewczyny. Po sprzączce oko miałem
        podbite.

        Pasem za moczenie

        Czy to możliwe? Opowiadamy w prokuraturze o wspomnieniach byłych wychowanków. -
        Nikomu zarzutu o znęcanie dotąd nie postawiliśmy - zastrzega prokurator Kupiec,
        ale dodaje: - Z przesłuchań małoletnich świadków, a także wychowawców wynika,
        że w domu dziecka w Skopaniu istnieje tzw. drugie życie. Wyszedł na jaw problem
        znęcania się fizycznego i psychicznego części wychowawców nad wychowankami.
        Jeśli wierzyć zeznaniom nieletnich, zakres kar stosowanych przez niektórych z
        wychowawców był nieadekwatny do przewinień. Na przykład bicie pasem za to, że
        dwunastolatka z chorym pęcherzem zmoczyła się w nocy. Te informacje na razie
        weryfikujemy. Badamy też wątek spożywania przez dzieci alkoholu i narkotyków. A
        także sygnały o rozwiniętym życiu seksualnym pomiędzy wychowankami - mówi
        prokurator Leszek Kupiec.

        Skąd dzieci z domu dziecka mogą wziąć alkohol, narkotyki? Piotr tylko wzrusza
        ramionami: - Koledzy z osiedla nam kupują piwo, wino. A narkotyki? Ja miałem
        tam tylko marihuanę - opowiada.

        Zbigniew Dziurzyński od dwudziestu lat jest lekarzem w Skopaniu. Do 2000 roku
        dwa razy w tygodniu miał dyżury w domu dziecka. Teraz przyjmuje je w
        przychodni. - W piątek byłem przesłuchiwany w prokuraturze. Naprawdę nigdy nie
        nabrałem żadnych podejrzeń, że tym dzieciom dzieje się krzywda. Zdarzało się,
        sporadycznie, że zgłaszały się z jakimiś obrażeniami, siniakami itp. Zawsze
        jednak tłumaczyły, że albo to koleżanka, kolega uderzył, albo że spadło ze
        schodów czy huśtawki.

        Imiona dzieci zostały zmienione
        • Gość: koment. psychologa Re: c.d. Gwałty na dziewczynkach z Domu Dziecka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.01.05, 20:52
          Komentarz psychologa


          - Sytuacje jak te ze Skopania mogą mieć miejsce w takich placówkach, bo jest w
          nich słaba kontrola życia nocnego wychowanków - ocenia Jolanta Zmarzlik,
          psycholog z Fundacji "Dzieci Niczyje", która pracowała w domu dziecka przez 13
          lat. Z jej doświadczeń wynika, że zwykle w takich ośrodkach porządku nocą
          strzeże jedna osoba, a jej głównym zadaniem jest pilnowanie, by było cicho.
          Tymczasem w takich dużych domach są dzieci głównie z rodzin patologicznych,
          gdzie często widziały różne dewiacje, które następnie powielają w nowym
          środowisku. - Dlatego jeśli słyszę, że dziewczynka powiedziała dyrektorce o
          gwałcie, mogę sobie wyobrazić, że ta jej nie uwierzyła. Pomyślała, że dziecko
          zmyśla. Być może rzeczywiście nie dopuszczała do siebie takiej myśli, a może
          wygodniej jej było tak myśleć. Przecież gdyby przyjęła ten sygnał do
          wiadomości, ruszyłaby cała machina, lekarze, policja, sąd. Mogłoby to rzucić
          złe światło na atmosferę panującą w placówce, kompetencje kadry czy autorytet
          dyrektora - komentuje Jolanta Zmarzlik.

          Jej zdaniem przemoc w domu dziecka zdarza się bardzo często. Dlatego że
          wychowankowie wywodzą się z takich a nie innych domów, a także dlatego, że w
          jednym miejscu spotykają się dzieci z różnymi doświadczeniami życiowymi.
          Próbują wypracować własne normy i hierarchię. - A na czym ma się ona opierać?
          Na tym, co najczęściej widziały w domach, czyli na przemocy. Tworzy się więc
          nieformalna, minipatologiczna struktura - opowiada Zmarzlik i dodaje: - Często
          wychowawcy wchodzą w pewne koalicje, układy ze starszymi dziećmi. To one mają
          pilnować porządku. W zamian wolno im więcej. Młodsze widzą ten układ i nawet
          jeśli się poskarżą na przemoc, nie znajdują pomocy. Wychowawcy nie reagują,
          więc i tych skarg jest coraz mniej. Sami wychowawcy przesiąkają zachowaniami
          podopiecznych. Ten mechanizm można nazwać pełzającym. Widzą, że do
          podopiecznych nie trafiają "normalne" metody wychowawcze. Krzyk, klaps czy
          lanie dają szybki "efekt wychowawczy".

          - Wiem, że to wszystko brzmi brutalnie, ale takie kombinaty wychowawcze mogą
          rodzić podobne patologie. Dom dziecka nie jest miejscem, które jest w stanie
          wychowywać. Takie instytucje trzeba systematycznie likwidować, w ich miejsce
          powoływać mniejsze, pararodzinne placówki. Wtedy mają szansę powstać relacje
          między dziećmi i dorosłymi podobne do relacji panujących w rodzinie -
          podsumowuje.
      • Gość: ewka Zawieszona dyrektorka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.01.05, 15:53
        TVP Rzeszó 27 stycznia 2005
        Zawieszona dyrektorka

        Dyrektorka Domu Dziecka w Skopaniu koło Tarnobrzega została na trzy miesiące
        zawieszona w pełnieniu obowiązków. To skutek prowadzonego przez prokuraturę
        śledztwa w sprawie 12-letniej byłej wychowanki placówki, która twierdzi że jako
        6-latka była gwałcona przez kolegów. Prokuratura zarzuca dyrektorce, że przez 6
        lat nie poinformowała o tym organów ścigania. Podejrzana nie przyznaje się do
        stawianych zarzutów.









        To co działo się za murami Domu Dziecka w Skopaniu, przez 6 lat skrywała zmowa
        milczenia. Przerwała je zastępcza matka opiekująca się dziewczynką. To jej
        nastolatka opowiedziała, że była gwałcona przez kilku starszych kolegów.
        Dyrekcja i wychowawcy mieli o wszystkim wiedzieć ale skrzętnie to ukrywali. Dom
        Dziecka w Skopaniu cieszył się dobrą opinią. Dlatego w starostwie, które
        nadzoruje placówkę nikt nie wierzył, że mogły się tam dziać takie rzeczy. Tym
        bardziej, że dyrektorka i wychowawcy wszystkiemu zaprzeczali. Tarnobrzeska
        prokuratura już czwarty miesiąc bada tę bulwersującą sprawę. Powołani biegli
        potwierdzili, że dziewczynka jako 6-letnie dziecko była gwałcona. Prokuratura
        usiłowała też odpowiedzieć na pytanie czy to możliwe, że o tym co się działo
        nie wiedziało kierownictwo placówki. Czynności śledcze potwierdziły, ze pani
        dyrektor wiedziała o wszystkim i reagowała na to w sposób co najmniej nie
        właściwy. Dyrektorka nie zawiadomiła o niczym ani policji ani prokuratury a
        sprawiedliwość wymierzyła sama bijąc podopiecznych pasem. Małgorzata J. nie
        przyznaje się do winy. Odmówiła złożenia wyjaśnień. W tej chwili przebywa na
        zwolnieniu chorobowym. Prokurator postanowił zwiesić ją w czynnościach
        służbowych na trzy miesiące. Śledztwo w tej bulwersującej sprawie trwa nadal.

        bparde
    • Gość: ewa Re: Nie wierzą Zosi... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.11.04, 16:47
      Wersja do druku.
      Ofiar gwałtów jest więcej
      Szokujące zeznania 12-latki z domu dziecka

      TARNOBRZEG. Trzech lekarzy, w tym biegły sądowy, potwierdziło, że 12-letnia
      Kasia była w przeszłości gwałcona. Z zeznań dziewczynki wynika, że nie była
      jedyną ofiarą nastoletnich gwałcicieli - dowiedzieliśmy się nieoficjalnie.

      Szok
      O śledztwie, prowadzonym przez Prokuraturę Rejonową w Tarnobrzegu,
      poinformowaliśmy jako pierwsi w miniony czwartek. Wiadomość zszokowała naszych
      Czytelników. Po naszych publikacjach sprawą zainteresowały się media regionalne
      i ogólnopolskie, m.in. Telewizja TVN.
      Śledczy od kilku tygodni sprawdzają, czy nieletni wychowankowie w Domu Dziecka
      w Skopaniu wielokrotnie gwałcili 12-letnią Kasię (imię zmienione). Wedle
      dziewczynki, która obecnie przebywa w rodzinie zastępczej, po raz pierwszy
      padła ich ofiarą, gdy miała niespełna 6 lat.
      Obszerne zeznania dziewczynki zszokowały śledczych, zwłaszcza że według Kasi o
      gwałtach wiedziała dyrektorka Domu Dziecka i kilka osób z personelu cieszącej
      się znakomitą opinią placówki. Ich jedyną reakcją miały być wyłącznie słowne
      reprymendy. Jeszcze w tym tygodniu tarnobrzeska prokuratura otrzyma opinię
      biegłych, którzy odpowiedzą na kluczowe pytanie - czy Kasia mówi prawdę.
      Małgorzata Jędrzejczyk, dyrektor Domu Dziecka twierdzi, że o żadnych gwałtach
      nie wiedziała, bo nie miały one miejsca.
      - Dzieci były i są skutecznie kontrolowane. Dziewczynka zmyśla - mówi M.
      Jędrzejczyk.
      Prowadzący śledztwo prok. dr Leszek Kupiec konsekwentnie odmawia podania
      szczegółów. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się jednak, że trzech lekarzy, w tym
      biegły sądowy, potwierdziło, że Kasia była w przeszłości gwałcona.


      Wojciech Malicki
      01. Listopada 2004 17:48
      www.gcnowiny.pl
    • Gość: ~zaparte Re: Nie wierzą Zosi... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.11.04, 21:46
      Zastanawia solidarność wszystkich pracowników. - zapachniało bezrobocie? Boli
      nieudolność Państwa, które zezwala na funkcjonowanie takich molochów.


      • Gość: Gall Anonim Re: Nie wierzą Zosi... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.11.04, 09:55
        Nie wiem, czy Zosia mowi prawde...

        Ale podobne sytuacje na pewno maja miejsce w bidulach. Skad wiem?

        Otoz wraz z malzonka jestem rodzicem zastepczym dla chlopka ktory uczestniczyl w
        molestowaniu, jako sprawca, mial wtedy dziesiec lat. Bidul celowo uciszyl sprawe
        aby dzieci mialy czysto w papierach.

        Nam nie zalezy na naglosnieniu z wiadomych wzgledow.

        Ale jest na to rada: likwidacja szkol przyszlych degeneratow ktore kryja sie pod
        ladnie brzmiaca nazwa: Dom Dziecka.

        pozdrawiam
        • Gość: Stokrota Re: Nie wierzą Zosi... IP: *.walbrzych.dialog.net.pl 03.11.04, 13:50
          To co dzieje sie w placówkach Domu Dziecka jest karygodne , chore i najlepiej
          gdyby wogóle nie istniało. Niestety są to przysłowiowe marzenia ściętej głowy.
          Dlaczego wychowankowie DD wyrastają najczęściej na degenratów, agresywnych ,
          patologicznych ludzi ? Nie dlatego że są źli , zepsuci od środka , nie dlatego
          że pochodzą z takich środowisk. Są tacy bo nikt nie nauczył ich bycia innym,
          nie pokazał że mozna inaczej, że przemoc to nie wszystko na co ich stać. Żaden
          Dom Dziecka z górą zabawek i czekolady , żaden wychowawca choćby miał najlepsze
          intencje nie jest w stanie dać wszystkim wychowankom poczucia miłości,
          bezpieczeństwa, przynależności. W grupie liczącej ok 15- 20 wychowanków nie ma
          pracy indywidualnej, wszystko jest zbiorowe. małe dzieci mozna zająć zabawkami
          duże same szukają zajęcia.Dla szpanu, dla pokazania kto jest przywódcą w grupie
          są w stanie zrobić dużo , bardzo dużo i nie ważne czy jest to zgdone z prawem
          czy nie. Wychowawca nie zareaguje , ma mnóstwo innej pracy i boi sie o posade.
          Kazda sprawa jest tuszowana , bo nie daj Boze bedzie kontrola i jeszcze wyjdzie
          mnóstwo innych uchybień , które w zasadzie są normą. Jeśli nawet znajdzie sie
          taki wariat , ktory chce z tego bagna wyciągnąć do rodziny zastępczej jakies
          dziecko to rzuca sie mu kłody pod nogi. Dlaczego? bo takie wyjscie dziecka juz
          w pewnym wieku z placówki moze być zagrozeniem, że powie co sie tam dzieje, ze
          wyjdą na zewnątrz sprawy które nie powinny. W ten sposób chory system krąży w
          kółko z którego wyjscia niema. Dziecko jak trafi do placówki to juz w
          nią "wsiąknie", przez chory sytem opieki w Polsce stanie sie potencjalnym
          zagrozeniem w przyszłości ale nic sie nie zmieni bo nikomu zabrac sie i tak z
          placówki nieda. potem sam załozy rodzine ,z której wg ststystyk 80% dzieci
          ponownie trafia do Domu Dziecka i koło tak krązy całe wieki i dopóki nikt w
          końcu nie zrobi dosłownej rewolucji w dziedzinie rodzinnych form opieki
          zastępczej chory system bedzie trwał wiecznie.
          • Gość: Gość Re: Nie wierzą Zosi... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.11.04, 22:09
            Zgadzam się.
            • Gość: reporter Re: Nie wierzą Zosi... IP: *.so.pkpik.pl / 81.219.116.* 04.11.04, 08:38
              FORUM Tarnobrzeg
              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=329&w=17173745
      • Gość: TOMEK Coś jest nie tak IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.11.04, 15:25
        TOMEK


        Nie wiem dlaczego redaktorzy sa tak zdziwieni tym, że jeśli ta historia nie
        jest do końca prawdziwa to jak 12-letnia dziewczynka mogła coś takiego
        wymyslić. Oj nie wiedza chyba jak 10, 11, czy 12-letnie pociechy moga byc
        perfidne w swoim działaniu. Oczywiście nie neguję absolutnie tego co mówi
        dziewczynka. Dziwne natomiast jest dla nie to, że o całej sprawie nie wiedziało
        jej rodzeństwo (myslę o gwałtach - nie stosunkach seksualnych). W takiej
        placówce mogli nie wiedzieć wychowawcy i dyrekcja (co było by niwątpliwie
        sprawą naganną), ale równe zeru jest to, że nie wiedziała o tym jej 17-letnia
        siostra. I ten list, w którym pisze, że niby starsza siostra wszystko wie...
        Jstem pewien, więcej - wiem - że jesli 17-letnia siostra miała najblizszy
        kontakt ze swoją 12-letnią siostrą to gdyby cokolwiek wiedziała, a wiedziała by
        napewno - w zyciu by nie zaprzeczyła tylko jeszcze pogrążyła dyrekcję i
        pracowników.

        ADA

        A jak wytlumaczysz fakt ze dzieci w rodzinnych domach sa molestowane i gwalcone
        i wielokrotnie rodzenstwo czy rodzice nie zauwazaja niczego, albo poprostu nie
        przychodzi im do glowy ze dziecko zmienilo zachowanie z tych powodow, tlumaczy
        sie dorastaniem. W swojej pracy wielokrotnie mialam do czynienia ze sprawcami
        takich przestepstw, i bardzo czesto byly one ujawnione albo odkryte dopiero po
        latach. Dla dziecka wymyslenie takiej historii oznaczaloby powazne zachwianie w
        psychice, wiec, jesli to jest tylko pomowienie, to i tak trzeba sie zastanowic
        co sie dzieje z tymi dziecmi, ze ich psychika jest tak uszkodzona, i co
        psycholodzy robili w tej sprawie. Jezeli jak twierdza w domu dziecka,
        dziwczynce moglo sie stac cos zlego w czasie pobytu w rodzinie zastepczej, w
        szkole czy poza szkola, to co sie dzialo w domu dziecka ze, jak obsuga
        twierdzi, dziecko nie chce teraz do niego wracac, nawet jesli w czasie pobytu
        poza dziewczynke spotkalo takie nieszczescie. Bardzo duzo zawiklanych spraw.
        Wiadomo, ze obsluga sie stara zwykle jak najlepiej, ale tez i nie slyszalam o
        domu dziecka, gdzie nie byloby ani problemow z dorastajaca mlodzieza ani z prob
        wykorzystywania innych. Te dzieci przeszly w swoim zyciu wiele i kaktus mi na
        rece wyrosnie jak tam nie bylo zadnych problemow. A jesli to prawda ze nie ma
        zadnych problemow, to obsluga powinna napisac ksiazke na ten temat, bo ty bylby
        hit stulecia i podwazylby wiele teorii na ten temat.



        TOMEK

        Są dzieci gwałcone, molestowane, maltretowane i jeszcze wiele można wymieniać
        bestialskich zachowań w stosunku do nich. W domach rodzinnych, rodzinach
        zastepczych często sprawy - ogólnie mówiąc - pastwienia sie nad dziećmi nie
        wychodzą na światło dzienne z kilku powodów - a to dzieci wiedząc o tych
        czynach nic nie mówią, ponieważ boją się (zwykle ojca, czy przybranego
        tatusia), a to nie mają oparcia w matce, która też o tym wiedząc sama się
        oszukuje i mówi, że to niemozliwe (sic!). W placówkach takich jak dom dziecka
        więź emocjonalna rodzeństwa, czy nawet niespokrewnionych ze sobą wychowanków
        jest niejednokrotnie większa, niż w domach rodzinnych. I twierdzę, że starsza
        siostra wiedzialaby o wszystkim i wyjawiła by to, BO NIE MIAŁABY SIĘ KOGO BAĆ.
        Może się mylę...ale sprawę wyjaśnić należy, a winnych ukarać.

        GOŚĆ

        Z wyjaśnieniem tej sprawy może być różnie. Około 4 lat temu podobne zdarzenia
        podejrzewano w Specjalnym Ośrodku Szkolno-Wychowawczym w Grębowie , sprawa
        ucichła a dyrektora awansowano. Grębów i Skopanie podlegają tarnobrzeskiemu
        staroście. Tomku wiedzieć a wyjawić to dwie różne sprawy. Pamiętaj że starsza
        siostra dalej tam mieszka a sprawny psycholog czy pedagog ma różnorodne środki
        oddziaływania...

        TOMEK
        Powiem Ci szczerze, psycholog, pedagog, dyrektor, wychowawcy i sąd rodzinny
        razem wzięci moga odziaływac jeśli dane dziecko (wychowanek placówki) ma chęci
        do współpracy w/w. Jeśli jest krnąbrny, nie chce się uczyć (nie nawiązuję tu
        oczywiście do sprawy ze Skopania), demoralizuje inne dzieci to nie mozna mu
        zrobić nic, a nic. I takie jednostki dobrze o tym wiedzą. Dopiero, gdy cos
        poważnego przeskrobie to można wszcząć postepowanie o tzw. zmianę środka
        opiekuńczego, czy wychowawczego. Ale do tego długa droga. A jeśli twierdzisz,
        że starsza siostra mogła by nie ujawnić sprawy ze względu na konsekwencje ze
        strony pracowników domu dziecka to - wybacz - ale zupelnie nie znasz mechanizmu
        jaki ma miejsce podobnych placówkach.


        FORUM Tarnobrzeg
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=329&w=17173745
    • Gość: irek W Wieliczce powstanie Dom Dzieckdla dziewcząt :( IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 06.11.04, 15:57
      Po Radomiu Bydgoszczy wladze Wieliczki postanowily utworzyc nowy dom dziecka !!!


      Dom dla dziewcząt
      Powiatowe plany

      Wielickie starostwo przygotowuje się do otwarcia drugiego domu dziecka w
      powiecie. Na razie nie wiadomo jeszcze, gdzie placówka zostanie zlokalizowana.

      Starosta Adam Kociołek poinformował tylko, że prowadzone są rozmowy z jednym z
      zakonów żenskich. Dopóki nie zostaną zakończone, szczegóły sprawy będą trzymane
      w tajemnicy.

      Do tej pory w powiecie wielickim istnieje Dom Dziecka dla chłopców w
      Pawlikowicach. Prowadzi go zgromadzenie księży michalitów, którym zakonne
      reguły zabraniają przyjmowania do placówki dziewcząt. Do tej pory problem
      rozwiązywano w ten sposób, że dziewczyny trafiały do domów dziecka poza
      powiatem wielickim - jednak od nowego roku pobyt dziecka w "obcej" placówce
      będzie musiał być finansowany przez macierzysty samorząd. Dlatego też wielickie
      starostwo postanowiło utworzyć w powiecie dom dziecka dla dziewcząt - a
      najlepiej, gdyby to była placówka koedukacyjna.

      - Z naszego punktu widzenia istotne jest, aby rodzeństwa nie były rozdzielane,
      dlatego też prowadzimy rozmowy w sprawie stworzenia domu dziecka przede
      wszystkim dla dziewcząt, ale z możliwością umieszczania w nim również chłopców.
      W nowym domu będziemy potrzebować około 20-30 miejsc. Obecnie w domach dziecka
      poza powiatem wielickim mieszka około 200 naszych mieszkańców. Wiadomo, że nie
      będziemy nagle zabierać z tamtych placówek wszystkich, bo na pewno dzieci
      zdążyły się zadomowić, ale nastąpi to stopniowo. Jeśli chodzi o chłopców, to 30
      miejsc w domu w Pawlikowicach zaspokaja potrzeby. Jest też możliwość adaptacji
      pomieszczeń na piętrze budynku, jeśli zaszłaby taka konieczność - mówi
      wicestarosta Marek Zadrożniak. (JOL)
      źródło: Dziennik Polski
      dzis.dziennik.krakow.pl/?2004/11.05/Wieliczka/d/d.html



      • Gość: Robert Re: W Wieliczce powstanie Dom Dzieckdla dziewcząt IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 07.11.04, 14:44
        Czy o tym wie Rzecznik Praw Dziecka ?? Napiszmy do niego e-mial w tej sprawie!!
        www.brpd.gov.pl/
      • Gość: Łukasz Re: W Wieliczce powstanie Dom Dzieckdla dziewcząt IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 07.11.04, 20:52
        Z tego widać, że nasze władze nie bardzo się jednak identyfikują z Unią
        Europejską bo tam jednak wszyscy działają na rzecz Rodzicielstwa Zastępczego.
        Ciekawe czy p.starosta nie ma chętnych rodzin w powiecie wielickim aby rozwijać
        i propagować taką idee, tylko cofa się do epoki PRL-u?

        • Gość: M jak M Re: W Wieliczce powstanie Dom Dzieckdla dziewcząt IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 16.11.04, 21:35
          w Radomiu powstanie nowy DD
          i w Bydgoszczy tez wpowstanie
          i bedą tam gwałcić dzieci za nasze pieniądze...
          bez komentarza... szkoda klawiatury i oczu !

          ^
          I
    • Gość: wiesiek Czy w waszym powiecie też poszukują rodz. zast. ? IP: *.so.pkpik.pl / 81.219.116.* 08.11.04, 12:21
      Poszukiwani chętni na rodziców zastępczych

      wiol 04-11-2004 , GW Łódź

      - Dorośli stworzyli niektórym dzieciom piekło na ziemi. Musimy im pomóc. My
      chcemy pomóc tej trójce - mówi pani Lucyna.

      Zawsze chcieli mieć dużą rodzinę. A mieli jedynaka. Syn skończył szkołę
      baletową, wyjechał z kraju, robi karierę w Wiedniu. W domu zrobiło się pusto i
      cicho. Zdecydowali razem - spełnimy marzenie o licznej rodzinie. Zgłosili się do
      ośrodka adopcyjno-opiekuńczego TPD. Przeszli szkolenia. Rok temu poznali troje
      swoich dzieci: 3-letnią Klaudię, 4-letniego Norberta i 7-letnią Asię.

      - Najpierw odwiedzaliśmy je w pogotowiu opiekuńczym, poznawaliśmy się. Bardzo
      nam zależało, żeby dzieci były u nas na Boże Narodzenie. Przyszły do nas na
      stałe 17 grudnia. Do tego syn przyjechał na Wigilię z żoną i dwiema córkami.
      Przy stole usiadło 17 osób, przyszedł św. Mikołaj - opowiada mama, ciesząc się
      już na następne święta.

      Na początku dzieci były nieufne wobec obcych. Norbert do tej pory nie mówi. Ma
      psychiczną barierę. Logopeda radzi, by cały czas był w domu włączony telewizor.
      Dlatego Norbert ogląda bajki na kanale "Mini mini". Klaudia, płowa blondynka,
      chętnie wita gości. Nie widać w niej rezerwy wobec obcych. Asia, poważna
      pierwszoklasistka, pilnuje maluchów. Odbiera im gumę do żucia. - Dostaniecie,
      ale po obiedzie - poucza. O synu pani Lucyny mówi: "Mój starszy brat, który
      mieszka za granicą". Asia nie może się doczekać, kiedy odwiedzi go w Wiedniu.

      Początki Asi w nowym domu były trudne. - Popychała dzieci, była krnąbrna,
      uparta. Wzięłam ją na rozmowę. Okazało się, że biologiczna matka oszukała ją, że
      będzie u nas parę dni, a potem wróci do domu. Dlatego była zła - opowiada pani
      Lucyna. Obeszło się bez pomocy psychologa, chociaż rodzina zastępcza zawsze może
      skorzystać z porady fachowców z ośrodka.

      Matka biologiczna, która ma ograniczone prawa rodzicielskie, nie odwiedza dzieci
      w ogóle. - Spotkałyśmy się niedawno na rozprawie w sądzie. Miała do mnie
      pretensje, że dzieci mówią do nas "mamo", "tato" - wspomina pani Lucyna.

      Znajomi, rodzina, sąsiedzi, klienci sklepu, który prowadzi pani Lucyna z mężem,
      przyjęli dzieci bardzo ciepło. - Koleżanki mówią, że odkąd maluchy są u nas, mam
      wesołe oczy - śmieje się mama. - No i dzieci to niezła dieta-cud, schudłam przy
      nich 14 kg. Dają nam mnóstwo radości. A my od siebie wszystko, co mamy
      najlepszego. Rodzina zastępcza zakończy swoją pracę, gdy dzieci będą
      pełnoletnie. - Wyjdą od nas nauczone, co znaczy kochać i szanować - mówi mama.

      ***

      Ośrodek Adopcyjno-Opiekuńczy TPD przy ul. Nawrot 3 (tel. 674-89-31) czeka na
      osoby, które chcą przyjąć dzieci do rodziny zastępczej (małżeństwa lub osoby
      samotne). Muszą to być osoby niekarane, zdrowe, przynajmniej jedno z rodziców
      musi mieć pracę. Rodzina przechodzi szkolenie, kwalifikacje, a potem poznaje
      dziecko. Dostaje także pieniądze na częściowe pokrycie kosztów utrzymania dzieci
      (w zależności od wieku i stanu zdrowia jest to od 600 do 1000 zł).

      Rodzina zastępcza różni się od rodzinnego domu dziecka (w Łodzi jest osiem
      takich placówek) tym, że w rodzinie może być najwyżej troje dzieci i jedno z
      rodziców musi pracować, natomiast w rodzinnym domu dziecka rodzice pracują na
      etatach i dostają pensje od gminy. Pod opieką mają od 4 do 8 dzieci.
    • Gość: wiesiek Czy opiekun (zastępczy) powinien kochać dziecko? IP: *.so.pkpik.pl / 81.219.116.* 08.11.04, 12:25
      Towarzystwo "Nasz Dom"
      Tomasz Polkowski
      Czy opiekun powinien kochać dziecko?

      polecam uwadze bardzo ciekawy artykuł p. Tomasza Polkowskiego
      oraz inne na stronie Naszego Domu.

      www.naszdom.home.pl/druk/opiekun.htm
    • Gość: reporter_trzeci Straszne wejście w dorosłość IP: *.so.pkpik.pl / 81.219.116.* 08.11.04, 13:47
      Straszne wejście w dorosłość
      Aby nikt nie trafił na ulicę
      - Samodzielne życie bywa dla niektórych wychowanków domów dziecka barierą nie do
      pokonania. Brak motywacji i odwagi popycha ich ku bezdomności - wyjaśnia
      dyrektor Domu Dziecka nr 3 w Przemyślu Grażyna Sadowska.

      Nauka samodzielności sprawi, że opuszczając placówkę człowiek będzie
      przygotowany do samodzielnego życia i pokona trudności.

      Istnieją różne statystyki mówiące, ilu bezdomnych jest byłymi wychowankami domów
      dziecka. Są niemal w każdym przytułku czy schronisku dla bezdomnych. Jak wygląda
      ich droga do bezdomności? - Młody człowiek, który nagle znajdzie się poza domem
      dziecka, często nie potrafi poradzić sobie w nowej rzeczywistości. Szuka
      przyjaciół i często znajduje ich w nieodpowiednim środowisku, które "obdziera"
      go z pieniędzy. Później droga jest krótka. Dochodzi do kradzieży, bo przecież
      trzeba z czegoś żyć, następuje utrata dachu nad głową, człowiek trafia na ulicę
      - opowiada prezes schroniska św. brata Alberta Jadwiga Mikołajczyk. W podobny
      sposób przyczynę bezdomności niektórych wychowanków tłumaczy G. Sadowska. -
      Dawniej pracownicy MOPS nie sprawowali nad młodym człowiekiem takiej pieczy jak
      teraz. Gdy dziecko, już dorosłe, opuszczało dom, dostawało trochę pieniędzy na
      start. Nikt nie kontrolował wydatków, więc jeśli pieniądze poszły na alkohol,
      nikt tego nie rozliczał. Nie było programów, które uczyłyby dzieci
      samodzielności. Zmieniło się to w 2000 r., kiedy domy dziecka przestały działać
      w systemie oświaty, a opiekę nad nimi przejęła pomoc społeczna. Teraz robimy
      wszystko, aby nikt nie trafił na ulicę - mówi G. Sadowska.
      Katarzyna SOCHA "Zycie Podkarpackie" 27.10.2004
    • Gość: reporter rodzinny dom dziecka na wsi IP: *.so.pkpik.pl / 81.219.116.* 15.11.04, 13:24
      superwizjer.onet.pl/1200312,archiwum.html
      Małżeństwo chciało założyć rodzinny dom dziecka na wsi. Mieszkańcy wsi nie chcą
      o tym słyszeć. Powód? Bo małżeństwo jest z Warszawy, bo są artystami, bo nie
      biją dzieci. Zdanie wsi podzielają lokalni urzędnicy.

      Katarzyna i Jacek Adamasowie, małżeństwo artystów, osiem lat temu postanowili
      wyjechać z Warszawy i zamieszkać na wsi. Wybrali Mazury. Osiedlili się we wsi
      Worławki.

      - Wystarczył tydzień pobytu na wsi, żeby stwierdzić, że zamykamy wszystkie
      nasze sprawy w Warszawie i sprowadzamy się tutaj – mówi Jacek Adamas.

      Kupili i odremontowali wielki, stumetrowy dom. Założyli sad. Kiedy przyjechali
      do Worławek, mieli dwójkę dzieci. Na wsi urodziły się im jeszcze dwie córki.
      Przed dwoma laty dowiedzieli się o zainicjowanej przez olsztyńskie Centrum
      Pomocy Rodzinie akcji tworzenia w biednym, popegeerowskim regionie rodzinnych
      domów dziecka.

      - Żona poszła do powiatowego centrum i dowiedziała się, że potrzebują ludzi,
      ale nie mają pieniędzy – i nie zajęli się naszą ofertą – mówi Jacek Adamas. –
      Po kilku miesiącach znów się zgłosiliśmy i było tak samo.

      W końcu sprawa ruszyła, ale zupełnie nie w takim kierunku, jakiego mogliby
      oczekiwać Adamasowie. Ich wniosek miało zaopiniować Powiatowe Centrum Pomocy
      Rodzinie oraz Gminny Ośrodek Pomocy Społecznej. Opinie zostały wydane, ale w
      roli autorytetów zamiast pedagogów i psychologów wystąpili sołtys i rada
      sołecka. Sołtys napisał: "Rodzina państwa Adamas są mieszkańcami wsi Worławek,
      posiadają czworo dzieci, są rodziną bezrobotną. Rodzina pani Katarzyny i Jacka
      Adamas nie cieszą się zaszczytną opinią w środowisku mieszkańców wsi Worławek.
      W związku z tym rada sołecka podjęła decyzję negatywną". Sołtysowi przybysze z
      Warszawy nie podobali się od pierwszego dnia.

      - Państwo przyjechało tu z Warszawy i ich opinia o naszym środowisku wiejskim
      jest taka, że my jesteśmy figura, a wy prostacy! – oburza się Marian Rynko,
      sołtys Worławek. – Ten pan wpadał do każdego domu i wołał: "Ja jestem
      artysta!". No, to jest niepoważne!

      Sołtys dokonał też „ogólnikowego”, jak sam mówi, oglądu domu Adamasów i
      stwierdził, że zarastają go pokrzywy. Jego koledzy z rady sołeckiej mają
      jeszcze bardziej krytyczną opinię o rodzinie artystów. Nie podoba im się, że
      mają już czwórkę swoich dzieci, a chcą jeszcze cudze. Nie rozumieją po co.
      Chyba tylko po to, żeby pieniądze od kogo się da wyciągać.

      - Proszę pani, niech pani idzie, bo mnie pani wk… jeszcze bardziej – kwituje
      rozmowę z Katarzyną Adamas członek Rady Sołeckiej Edmund Michałowski.

      Nie udało się też dogadać z innym członkiem Rady Arkadiuszem Bieńkowskim: -
      Proszę wyjechać z podwórka, zaczyna mnie pani denerwować – mówi.
    • Gość: reporter_drugi "Nastepni do studni" - TRZEBA BIĆ NA ALARM !! IP: *.so.pkpik.pl / 81.219.116.* 18.11.04, 08:24
      Europa likwiduje sierocińce, u nas w domach dziecka coraz tłoczniej

      Odwrót od sierocińca staje się w Europie powszechnym standardem. W Polsce, jako
      jedynym kraju regionu, liczba wychowanków w domach dziecka szybko rośnie.
      Trzeba bić na alarm!

      "Nastepni do studni" POLITYKA 26/2004
      polityka.onet.pl/162,1171551,1,0,2458-2004-26,artykul.html

    • Gość: saba POWIAT: od 4 lat nie powstała tu rodzina zastępcza IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.11.04, 16:03
      reporter: Magda Dercz

      Domy dziecka. Tu samotne dzieci czekają na to by je ktoś przygarnął, by mieć
      dom. Zgodnie z ustawą o pomocy społecznej samorządy mają obowiązek
      organizowania opieki w rodzinach zastępczych, udzielania pomocy pieniężnej,
      wypłacania wynagrodzenia z tytułu pozostawania w gotowości przyjęcia dziecka.
      Samorządy powinny też stopniowo likwidować domy dziecka i tworzyć rodziny
      zastępcze. Tyle ustawy. Sprawdziliśmy jak to jest realizowane w Sulęcinie. Od
      czterech lat nie powstała tu żadna rodzina zastępcza. A przecież finansowanie
      rodziny zastępczej to dla państwa czysty zysk. Miesięcznie wypłaca się takiej
      rodzinie 800 złotych na jedno dziecko. Utrzymanie wychowanka w domu dziecka
      kosztuje – 2000 zł.
      źródło: POLSAT Interwencje 24.11.2004
    • Gość: alchemilla mój głos w dyskusji... IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 26.11.04, 18:20

      A ja mam inną propozycję - czemu nasze cudownie katolickie społeczeństwo, tak
      przeciwne aborcji, nie weźmie dziecka do siebie. Może podać pomysł księdzu coby
      na ambonie wpłynął na wiernych. Tyle miłości, ciepła, dobra mogliby dać :) Jaka
      nagroda po śmierci, wsparcie ze strony rodziny i podziw wszystkich. W pół roku
      problem rozwiązany.
      Ciekawe, tak swoją drogą, czy w związku z zakazem aborcji nie zwiększa się
      ilość dzieci w domach dziecka?
      Wiem, to może niestosowne(oczywiście ze względu na dzieci bo przecież nie na
      pełne obłudy polskie społeczenstwo :), ale cóż, to mój głos w dyskusji.

    • Gość: reporter_drugi Była dyrektorka niewinna..., a kto winny ?? IP: *.so.pkpik.pl / 81.219.116.* 29.11.04, 08:16
      TVP/ SZCZECIN
      wtorek, 16 listopada 2004 godz. 19:33

      Była dyrektorka niewinna

      Niewinna - takie orzeczenie w sprawie byłej dyrektorki domu dziecka w Binowie
      wydał dziś Sąd Okręgowy w Szczecinie. Sąd niższej instancji uznał ją winną
      naruszenia nietykalności osobistej jednego z wychowanków, prokuratura zarzucała
      znęcanie się nad dziewięcioma wychowankami. Dziś sąd nie tylko oczyścił kobietę
      z zarzutów, ale przyznał rację obrońcy, że cała sprawa była wynikiem konfliktu
      między byłą panią dyrektor, a jedną z jej pracownic.









      W styczniu tego roku Bożena Małecka została oskarżona o fizyczne i psychiczne
      znęcanie się nad dziewięcioma chłopcami. Gryfiński sąd grodzki odrzucił
      większość zarzutów. Wyrok - miesiąc pozbawienia wolności w zawieszeniu na dwa
      lata nie za znęcanie, ale za naruszenie nietykalności osobistej jednego z
      wychowanków. Od tego wyroku odwołała się i prokuratura, i obrońca. Padło
      stwierdzenie: Dzieci zostały zaszantażowane emocjonalnie i zostały postawione
      przed wyborem - albo kłamią, albo zachowują się nielojalnie wobec swojej
      wychowawczyni. Między innymi ten argument przekonał sąd. Bożena Małecka została
      uniewinniona. W uzasadnieniu wyroku podkreślano, że zeznające w procesie dzieci
      zostały zmanipulowane; zostały brutalnie wykorzystane i przez wychowawczynię, i
      przez starszych chłopców, żeby eksponować okoliczności, które miały pogrążać
      oskarżoną. Bożena Małecka: To są tylko dzieci i one sobie z tym nie radzą i to
      jest nasza największa porażka - przede wszystkim moja, jako byłego dyrektora.
      Starościna powiatu gryfińskiego, która wiedziała o konflikcie między
      wychowawczynią, a ówczesną dyrektorką - podobnie jak sąd uważa, że oskarżenia
      podopiecznych były bezpodstawne. Wychowawczyni, która namawiała dzieci do
      zeznań, nadal jednak w domu dziecka pracuje. Uniewinniona dyrektorka czuje się
      zniesławiona, ale zastanawia się jeszcze, czy zadośćuczynienia będzie dochodzić
      w procesie cywilnym.



      jbrudnic


      • Gość: obsewator Re: Była dyrektorka niewinna..., a kto winny ?? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.12.04, 18:53
        Starościna powiatu gryfińskiego, która wiedziała o konflikcie między
        > wychowawczynią, a ówczesną dyrektorką - podobnie jak sąd uważa, że oskarżenia
        > podopiecznych były bezpodstawne. Wychowawczyni, która namawiała dzieci do
        > zeznań, nadal jednak w domu dziecka pracuje

        Zastanawia sie Pan kto jest winny? Jak mogło dojść do sytuacji, że wszyscy
        wiedzieli, że są to brednie wyssane z palca i nikt nie zareagował?
        Starostwo miało pretensje do dyrektorki, że zgłosiła na policję fakt gwałtu na
        chorym psychicznie chłopcu. Później okazało się, ze to nie był gwałt a zwykły
        stosunek o 19 wieczorem w ubikacji. Zdarzyło sie to na dyżurze wychowawczyni,
        która bojąc się dyscyplinarnego zwolnienia rozpętała tą aferę. Wychowawczyni
        pracuje nadal z dziećmi. Wie Pan co sie dzieje teraz w Binowie? Horror. Kto
        jest temu winny? Władze starostwa.
    • Gość: reporter_drugi Przemytnicy i celnicy wspomagają domy dziecka IP: *.so.pkpik.pl / 81.219.116.* 09.12.04, 08:33
      KOMENTARZ: Szanowny Panie Dyrektorze Szpakowicz. Dlaczego dzieci z Pańskiego
      Domu Dziecka nie idą do rodzin zastępczych ???????????, no bo gdyby szły to
      byłby poważniejszy powód do Pańskiego zadowolenia ??


      Przemytnicy i celnicy wspomagają domy dziecka

      GW? Białystok bdc 06-12-2004,

      Ja naprawdę bardzo lubię przemytników - śmieje się dyrektor Domu Dziecka w
      Białowieży Roman Szpakowicz. - Co jakiś czas, przez celników, dość znacznie nas
      wspierają. I to już od wielu lat

      Komplety dresów, bielizna, kamizelki, bluzy sportowe i buty - to "dar"
      przemytników dla dzieci z DD w Białowieży. Te odebrały go wczoraj od podlaskich
      celników.

      - My naprawdę sporo tego zatrzymujemy na granicach. To są niezłe rzeczy i
      szkoda byłoby je niszczyć. A tak to ktoś z tego skorzysta - powiedział nam
      Mariusz Kowalczuk z Izby Celnej w Białymstoku.

      Wczorajszy mikołajkowy prezent to część przemytu zatrzymana na białorusko-
      polskiej granicy na przełomie 2003 i 2004 r. Towar został zarekwirowany,
      ponieważ miał podrobione znaki towarowe. Na pierwszy rzut oka w żaden sposób
      nie da się poznać, czy jest to oryginał, czy podróbka. Żeby przekazać te
      towary, celnicy własnoręcznie odpruwali wszyte loga i metki.

      - Rocznie na ubrania dla jednego wychowanka możemy wydać ok. 300 zł. A taki
      jeden komplet dresów kosztuje ponad sto złotych - dodaje Szpakowicz.

      Oprócz tego celnicy sami zrobili składkę. Za zebrane 1,5 tys. zł kupili
      maluchom słodycze.

      W tym roku podlaska Izba Celna przekazała placówkom opiekuńczo- wychowawczym
      towary za ponad 160 tys. zł. Najczęściej były to dresy, buty sportowe, koszulki
      i zegarki. Niedługo przekaże też 6 tys. par butów, które zostały przechwycone w
      Bobrownikach.
    • Gość: reporter_drugi Kłopoty domu małego dziecka ?? IP: *.so.pkpik.pl / 81.219.116.* 15.12.04, 08:52
      Kłopoty domu małego dziecka

      GW/łódź Adam Czerwiński 14-12-2004

      Czy 120 sierot zostanie bez pomocy medycznej? Na razie nie ma pieniędzy na
      lekarzy i pielęgniarki z Domu Małego Dziecka przy ul. Drużynowej.

      Klaudia i Sebastian mieszkają w domu dziecka. Trafili tam rok temu. Chłopiec
      nic nie potrafił wokół siebie zrobić. Ani się ubrać, ani umyć. Jadł palcami,
      bardzo niewiele mówił. Jeszcze gorzej było z jego siostrą Klaudią. Trzyletnia
      dziewczynka ma porażenie mózgowe, nie widzi i nie dosłyszy.

      Przez rok w domu dziecka przy ul. Drużynowej była rehabilitowana. Dziś czuje
      się dużo lepiej. Za to Sebastian stał się duszą towarzystwa, szaleją za nim
      opiekunki i pielęgniarki. Chłopiec wszystkie wolne chwile spędza z siostrą.
      Jest dumny z każdego jej osiągnięcia.

      Dzieci wymagających stałej opieki w Domu Małego Dziecka jest dużo więcej. Na
      120 wychowanków ciężko chora jest prawie połowa. Nie ma w Łodzi innej placówki,
      zajmującej się chorymi sierotami...

      - Maluchy mają najróżniejsze problemy - mówi Anna Stasiak, dyrektor ośrodka. -
      Często właśnie z powodu dolegliwości zostały porzucone przez rodziców.

      Dzieciom nie byłoby tak dobrze, gdyby nie ciągła opieka 20 pielęgniarek, dwóch
      rehabilitantek i lekarza. - Mają pełne ręce roboty - zapewnia Stasiak. - Dzięki
      ich pracy dzieci dobrze się rozwijają, a gdy chorują, nie trzeba ich wieźć do
      szpitala. Jeśli nic się nie zmieni, to za kilka tygodni dzieci z ul. Drużynowej
      czekają przykre niespodzianki. Wszystko dlatego, że nie ma kto płacić za opiekę
      medyczną nad nimi...


      Beata Aszkielaniec, rzecznik łódzkiego oddziału NFZ: - Dyrektor Tazbir wystąpił
      do nas o finansowanie zakładu opiekuńczego. Niestety, ośrodek przy ul.
      Drużynowej nie spełniał naszych warunków i nie mogliśmy dać pieniędzy. Uważamy
      jednak, że sprawa pozostaje otwarta i powinno znaleźć się jakieś rozwiązanie
      problemu.


      KOMENTARZ
      120 dzieci a może i więcej...Uważamy jednak, że sprawa pozostaje otwarta i
      powinno znaleźć się jakieś rozwiązanie problemu. A tym rozwiązaniem są rodziny
      zastepcze, rodzinne domy dziecka oraz rodziny preadopcyjne i adopcyjne.
      Przecież jak te dzieci dorosna, trafią do domów dziecka i będą tam osadzone do
      pełnoletności...
    • Gość: zespół_reporterów Nowy Rok 2005 !! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.12.04, 16:23
      W imieniu zespołu Reporterów życzę wszystkim dzieciom z domów dziecka aby w
      przyszłym roku mogły wrócić do swoich domów rodzinnych lub zamieszkać w
      rodzinach zastępczych, czy w rodzinnych domach dziecka. Rodzicom zastępczym i
      opiekunom z rodzinnych domów dziecka życzę, abyście w chwilach trudnych
      znajdowali przyjazne pomocne dłonie oraz aby wasze relacje małżeńskie były
      pełene ciepła i serdeczności. Wychowawcom z domów dziecka aby nie brakowało Wam
      odwagi i wrażliwości przed nowymi wyzwaniami, nie trzymajcie na siłę dzieci w
      placówkach.

      Szczęść Boże
      A.D. 2004
      • Gość: tomek Re: Nowy Rok 2005 !! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.12.04, 20:29
        Reporterzy!!
        Do siego roku !! Jestescie straznikami praw osieroconych dzieci, badzcie nimi i
        w przyszlym roku.
        tomek
    • Gość: reporter_drugi FALA w DOMU DZIECKA w Białymstoku !! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.01.05, 17:31
      Fala w białostockim domu dziecka

      bdc 03-01-2005

      Starsi wychowankowie białostockiego domu dziecka kazali swoim młodszym kolegom
      rozbierać się do naga, a potem tańczyć. W trakcie zabawy robili im zdjęcia.
      Później wszystkich ich pobili

      Prokuratura Rejonowa Białystok Północ o znęcanie się nad swoimi kolegami
      oskarżyła dwóch wychowanków białostockiego domu dziecka: Artura W. i Daniela K.
      Oni to w październiku minionego roku nocą nakazali trzem swoim młodszym
      współlokatorom, by rozebrali się do naga i tańczyli. To miała być zabawa w
      więzienie. Ten, który tańczył najsłabiej, miał zostać "cw..em", dwaj zwycięzcy
      mieli trafić do grupy "grypsującej", która "rządziła" w domu dziecka.

      Kiedy jeden z młodszych chłopców zaprotestował, został pobity. Potem nikt już
      się nie odważył przeciwstawić starszym.

      Chłopcy przez kilka minut tańczyli nago w pokoju, a ich oprawcy robili im
      zdjęcia telefonem komórkowym. Po wszystkim pobili ich mokrymi ręcznikami.
      Oskarżeni mają po niespełna 17 lat. Tłumaczyli się, że kiedy doszło do
      zdarzenia, byli pod wpływem alkoholu (Artur W.) lub marihuany (Daniel K.). Już
      wcześniej sprawiali kłopoty wychowawcze. Biegły psycholog stwierdził, że
      stwarzają zagrożenie dla otoczenia.
      • Gość: ~podatnik Re: FALA w DOMU DZIECKA w Białymstoku !! IP: *.so.pkpik.pl / 81.219.116.* 06.01.05, 07:44

        Takie zdarzenia są też w innych domach dziecka i podobnych ośrodkach. Pomimo
        trudnych czasów i zmian kulturowo-społecznych w naszym życiu którym poddała się
        młodzież - tego problemu nie zauważyli pedagodzy, wychowawcy, psycholodzy i
        kierownictwo poszczególnych placówek. Osoby odpowiedzialne za wychowanie i
        edukację dzieci w takich placówkach traktują swoją powinność jako obecność
        przez kilka godzin w placówce (gabinet, kawa, plotki). Nie wnikają w problemy
        młodzieży, są daleko od nich. A gdzie rozmowa z dziećmi i młodzieżą o ich
        problemach, co z pomocą w edukacji, dlaczego nie są organizowane zajęcia
        popołudniowe, co z wyjsciami na zewnątrz placówek? Dlaczego nie interesuje się
        wychowawca problemami które występują w rodzinach biologicznych, ktore w
        następstwie przenoszone są do placówek? Praca tych osób jest skandaliczna,
        gdyż tak się pracowało w biurokracji-administracji PRL. Finansowanie tych
        placówek jest z budżetu państwa, czyli moich pieniędzy, jestem przeciwny
        marnotrawieniu tak pieniędzy - i dlatego może projekt o tworzeniu rodzinnych
        domow dziecka i innych form opieki byłby lepszy dla dzieci i tańszy nam. Jeśli
        dojdzie do tego to uważam że bardzo mało aktualnych pracowników placówek o-w
        zajmie się tą formą pomocy dzieciom i młodzieży.
        W opisanym przypadku napewno wychowawca wiedział o skrajnym przypadku tej
        młodzieży. Mając wiedzę i przygotowanie powinien być przygotowany na takie
        zdarzenia (a może pracował tak jak opisałem wyżej). Błedem jest umieszczanie
        tak mocno patologicznej młodzieży w ogólnych placówkach. Tak mozna zadecydować
        tylko administracyjnie, a te problemy trzeba rozpoznać od podłoża i można je
        naprawiać (leczyć), ale nie podchodząc z założeniem odpracowania w gabinecie
        kilku goszin bez kontaktu z dzieckiem. Jak zauważyłem osoby zajmujące się tymi
        problemami wiedzą teoretrycznie jak do nich należy zabrać się. Dodać trzeba
        jeszcze zaangażowanie, powołanie- poświecenie- misja, serce i będzie dobrze.
        Należałoby odsunać trochę ludzi od pracy w tych placówkach (szczególnie
        starszych z układów), zrewidować gospodarkę finansową, przeanalizować stosunek
        ilość wychowanków do pracowników placówek.
        Na koniec podsumowując mozna stwierdzić, że ta dziedzinie nie odbiega znaczaco
        od innych branż, też występuje bagatelizowanie problemu, niekompetencja,
        układy, marnotrastwo pieniędzy publicznych itd...
    • Gość: ao Skarga na wychowawcę IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.01.05, 19:02
      2005-01-11 20

      Policjanci badają, czy pracownik ośrodka opiekuńczo-wychowawczego pobił swoich
      podopiecznych. Mundurowi nie chcą zdradzić, w której z wałbrzyskich placówek
      opiekuńczo-wychowawczych miało dojść do pobicia czterech osób. Doniesienie na
      policję złożył dyrektor placówki. Poinformował policjantów, że jego podwładny
      miał pobić czterech wychowanków, którzy doznali obrażeń ciała na udach i
      łydkach.
      – Szczegółów sprawy nie zdradzamy, ponieważ może być tak, że podopieczni
      ośrodka pomówili swojego wychowawcę. Mogli się zemścić na przykład za surową
      dyscyplinę – mówi Ireneusz Smoła z Komendy Miejskiej Policji w Wałbrzychu.
      Policjanci wszczęli już postępowanie przygotowawcze w tej sprawie. Ma ono
      wyjaśnić okoliczności zdarzenia.

      Źródło: twoje-sudety.pl | (AS) - Słowo Polskie Gazeta Wrocławska
    • Gość: reporter_drugi Rodziny zastępcze oddają dzieci IP: *.so.pkpik.pl / 81.219.116.* 26.01.05, 10:06
      Rodziny zastępcze oddają dzieci

      GW/Bydgoszcz Małgorzata Czajkowska 25-01-2005
      - Dziecko to nie buty, które można reklamować - komentuje Hanna Ciurko,
      dyrektor bydgoskiego Domu Dziecka przy ul. Stolarskiej

      10-letnia Basia i 17-letni Staszek przebywają w Pogotowiu Opiekuńczo-
      Wychowawczym. 11-letnia Asia trafiła do domu dziecka. Każde z trojga dzieci
      jeszcze do niedawna przebywało w innej rodzinie zastępczej (w jednym przypadku -
      w adopcyjnej). Z opieki nad nimi w dwóch przypadkach zrezygnowali sami
      rodzice, w jednym - dziewczynkę odebrała babci policja.

      Dlaczego się tak stało? - Ludzie biorą dzieci, bo chcą zrealizować swoje
      marzenia, później okazuje się, że nie potrafią podołać ich wychowaniu -
      komentuje Danuta Warczak, dyrektor Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej. - Mam
      nadzieję, że nie ma takich, którzy robią to dla pieniędzy.

      Na dziecko do 7 lat rodzina zastępcza dostaje miesięcznie 972,60 zł, na
      starsze - 648 złotych. Dzieci zostają w rodzinach zastępczych do
      pełnoletności. - To, co się przytrafiło dzieciom, które wróciły do pogotowia,
      to dramat - dodaje dyrektor MOPS.

      Kto jest temu winien? Poszukiwaniem rodzin adopcyjnych lub zastępczych dla
      dzieci zajmuje się ośrodek adopcyjno-opiekuńczy.

      Jak to możliwe, że Basia, Asia i Staszek trafili w ręce tak nieodpowiedzialnych
      ludzi? - pytam.

      - Nasi kandydaci, a później rodzice to nie są przypadkowe osoby - odpowiada
      Barbara Urbańska, dyrektor ośrodka. - Sprawdzamy, czy rodzinna opieka zastępcza
      jest dla nich właściwym wyborem. Kontrolujemy ich sytuację rodzinną i
      materialną, a potem szkolimy.

      A jednak wybraliście państwo rodziców, którzy nigdy nie powinni byli dostać
      dzieci pod swoją opiekę?

      - To, że dzieci wracają do pogotowia, to nasza porażka, tak nie powinno być -
      przyznaje Urbańska.

      Teraz sąd zastanawia się, co będzie najlepsze dla trójki oddanych dzieci. - Na
      razie, na czas postępowania sądowego, zostaną gdzie są - wyjaśnia Iwona Pydych,
      przewodnicząca VI wydziału rodzinnego Sądu Rejonowego. - Niewykluczone, że uda
      się pogodzić strony i wszystko wróci do normy.

      DLA GAZETY
      Justyna Kleniewska
      psycholog

      - Do rodzin zastępczych lub adopcji trafiają najczęściej dzieci po ciężkich,
      życiowych przejściach. Potrzebna jest im jeszcze większa troska i lepsza
      opieka. Chętni do utworzenia rodziny zastępczej powinni się najpierw
      zastanowić, czy podołają wychowaniu. Powinni wiedzieć o tym, że z
      kilkuletniego, błękitnookiego cherubinka może wyrosnąć niesforny nastolatek,
      który tak jak rówieśnicy z normalnych rodzin może sprawiać kłopoty wychowawcze.

      Basia, 10 lat

      Trafiła do rodziny zastępczej, kiedy miała 6 lat. Wcześniej mieszkała najpierw
      z matką w więzieniu, potem w domu dziecka. Cztery lata temu stała się członkiem
      siedmioosobowej rodziny. Dziś dziewczynka jest ponownie w Pogotowiu Opiekuńczo-
      Wychowawczym, bo jej przybrani rodzice poprosili sąd o rozwiązanie umowy o
      rodzinie zastępczej. - Nie mamy dobrego kontaktu, Basia jest nerwowa, zagraża
      naszym rodzonym dzieciom, nie dajemy sobie z nią rady, jest chora (zaburzenia
      psychiczne) - motywowali swoją prośbę.

      Asia, 11 lat

      Od niedawna mieszka w Domu Dziecka przy ul. Stolarskiej. Tak zadecydował sąd
      rodzinny. - Ograniczył matce władzę rodzicielską, rolę rodziny zastępczej miała
      spełniać babcia - mówi Hanna Ciurko, dyrektorka Domu Dziecka przy ul.
      Stolarskiej. - Kobieta nie wywiązywała się ze swoich obowiązków, piła. O tym,
      że dziecku dzieje się krzywda, powiadomili sąd kurator i pedagog szkolny.

      Staszek, 17 lat

      Adoptowany został przed 10 laty. Przed świętami Bożego Narodzenia trafił do
      Pogotowia Opiekuńczo-Wychowawczego przy ul. Traugutta. Jego ojciec napisał do
      sądu, że po śmierci żony nie radzi sobie z chłopakiem, dochodzi do kłótni,
      bójek. Bydgoszczanin poprosił sąd o rozwiązanie umowy adopcyjnej.

      Barbara Urbańska, dyrektor ośrodka adopcyjno-opiekuńczego: To, co się stało,
      nie powinno się zdarzyć. Będziemy jeszcze czujniej przyglądać się kandydatom na
      rodziców.
      • Gość: reporter_drugi a dlaczego oddają ?? IP: *.so.pkpik.pl / 81.219.116.* 26.01.05, 11:40
        Poczytajcie felietony mamy zastepczej...

        Dlaczego rezygnują ??

        Wiem dlaczego rodzice zastępczy rezygnują z opieki nad dzieckiem. Bo nie
        wytrzymują. Zwyczajnie nie dają rady wychowywać dzieciątka, które jest
        zaburzone, czasem agresywne, czasem złośliwe. Takiego dziecka, które nie jest
        lojalne, które wyrządza krzywdę, które nie respektuje żadnych norm i zasad,
        które wcześniej panowały w domu.
        Wyobraźmy sobie taką miłą, dobrą rodzinę. Mama z tatą oglądają program “Kochaj
        mnie”. Losy przedstawianych w nim dzieci są nieraz dramatyczne. Dzieci do
        kamery mówią o tym, że szukają domu, chcą mieć mamę i tatę, chcą żyć tak jak
        inni. Kamień by się nie wzruszył. Jeżeli jeszcze kiedyś wcześniej ci mili
        ludzie myśleli o tym, żeby komuś pomagać, jeżeli mają już odchowane dzieci,
        albo nie mają ich wcale to właściwie niedługa droga do decyzji; bierzemy
        dziecko. Pomożemy komuś. Teraz procedura kwalifikacji rodzin jest bardzo
        uproszczona....
        wiecej >>

        www.forum.epomoc.pl/viewtopic.php?t=179
    • Gość: reporter_drugi DZIECI TEZ PIJĄ ALKOHOL :( IP: *.so.pkpik.pl / 81.219.116.* 26.01.05, 12:54
      DZIECI PIJĄ ALKOHOL
      Pijany czterolatek przywieziony do Dziecięcego Szpitala Klinicznego w
      Białymstoku
      poprosił lekarza: "Piwka mi daj". Nietrzeźwa szesnastoletnia pacjentka pobiła
      pielęgniarki. Brakuje placówek, które pomogą już uzależnionym dzieciom i
      powstrzymają wzrost ich liczby - pisze "Rzeczpospolita".

      Policja odnotowała w 2003 roku w Polsce 10 tys. 880 nietrzeźwych nieletnich -
      23,7
      procent więcej niż rok wcześniej. Nie wszyscy trafiają do kartotek. Policyjna
      statystyka obejmuje jedynie te pijane dzieci, które uczestniczyły - jako
      sprawcy lub
      ofiary - w przestępstwie, wybryku chuligańskim czy wypadku. Trudno nawet w
      przybliżeniu oszacować, ile dzieci i młodzieży pije w Polsce alkohol w domu.

      "Problem narasta. Możemy już mówić o rodzącym się zjawisku picia, a nawet
      uzależnienia alkoholowego dzieci" - potwierdza na łamach "Rzeczpospolitej" dr
      Jerzy
      Szarecki, dyrektor Dziecięcego Szpitala Klinicznego w Lublinie.

      Do niedawna lekarze z lubelskiego DSK przyjmowali rocznie nie więcej niż 10
      dzieci
      zatrutych alkoholem. W 2004 roku było ich już 30, z czego połowa to dziewczynki.
      [...]

      Źródło: Rzeczpospolita

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka