Gość: reporter RACIBÓRZ IP: *.so.pkpik.pl / 81.219.116.* 13.09.04, 09:56 W Krzanowicach zamieszka wychowanek niemieckiego domu dziecka Przemysław Jedlecki 12-09-2004 , ostatnia aktualizacja 12-09-2004 19:48 Do Krzanowic z niemieckiego Tecklenburga przyjedzie wkrótce wychowanek domu dziecka. - Trochę się boję, bo będzie to tzw. trudne dziecko - mówi Zuzanna Michna, u której zamieszka młody Niemiec Dzieci z sierocińca w Tecklenburgu już od dawna wyjeżdżają nawet na rok do rodzin w innych krajach. Chodzi o to, żeby wyrwać je ze złego środowiska. Najczęściej są to dzieci trudne, zagrożone np. problemem narkotyków. Henryk Hildebrand, szef Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie w Raciborzu, postanowił sprowadzić jedno z niemieckich dzieci do Polski. Rada Powiatu Raciborskiego zgodziła się i do końca roku w powiecie powinien się zjawić pierwszy młody Niemiec. Zamieszka u rodziny Zuzanny Michny z Krzanowic. - Jej rodzina przeszła już szkolenie, nie będzie też problemu z porozumiewaniem się po niemiecku. Na razie nie wiadomo, ile lat będzie miało dziecko, ani czy będzie to chłopak, czy dziewczyna - dodaje dyrektor Hildebrand. Pełen koszt pobytu dziecka w Polsce poniosą Niemcy. Będą płacić ok. 30 euro za każdy dzień jego pobytu. Michna boi się trochę tej wizyty. Wierzy jednak, że sobie poradzi. - Mamy dwójkę dorastających dzieci i czasem są z nimi problemy, ale jeśli ten pobyt komuś pomoże, to będzie dobrze - mówi Michna, która doskonale mówi po niemiecku. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: reporter KURATORZY IP: *.so.pkpik.pl / 81.219.116.* 13.09.04, 10:21 Kuratorzy z Archiwum programu UAWGA TVN Tylko w ciągu ostatnich miesięcy całym krajem wstrząsnęło kilka tragicznych historii z dziećmi w roli głównej. Policja odkrywała ciała zamordowanych przez rodziców noworodków, do szpitala trafiały skatowane, kilkumiesięczne dzieci. Te wszystkie sprawy łączyło jedno - rodziny, w których dochodziło do tych tragedii były wcześniej objęte nadzorem kuratorów. Kuratorzy sami ustalają, kiedy odwiedzą rodzinę i ile czasu jej poświęcą. Za to, co miesiąc inkasują około dwa i pół tysiąca złotych. Ale rzadko ktoś kontroluje ich skuteczność. Prezes tarnowskiego sądu postanowiła sprawdzić pracę swoich kuratorów społecznych. Efekt - musiała zwolnić 60 osób. Helsińska Fundacja Praw Człowieka od wielu miesięcy alarmuje, że kuratorzy sądowi zupełnie nie spełniają swoich zadań. Wielu z nich to ludzie przypadkowi, wybierani po znajomości i kompletnie nieprzygotowani do tak odpowiedzialnej pracy. Jedyną szansą na uzdrowienie tego systemu jest wymiana kadr. Jednak tym razem wybór nowych kuratorów powinien odbywać się na zasadach konkursu. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: wiesiek Dom Dziecka domem strachu IP: *.pkpik.pl / 212.244.126.* 14.09.04, 12:29 Wiadomosci TVP 06 lutego 2001 Dom Dziecka domem strachu Prokuratura prowadzi śledztwo w sprawie fizycznego i psychicznego znęcania się pracowników Domu Małego Dziecka w Jaworzu nad wychowankami. Śledztwo jest poufne. Oficjalnie dopiero za kilka dni wypowie się o nim prokurator z Legnicy. Niektóre z dzieci mają szansę na znalezienie nowej rodziny Prokuratura otrzymała sygnały, że dzieci były bite, straszone, zamykane w ciemnym pomieszczeniu. Pracownicy placówki są również podejrzewani o wulgarne odzywanie się do podopiecznych oraz o wyszydzanie i poniżanie dzieci. Na żądanie prokuratury zawieszona została dyrektorka placówki. Jej obowiązki pełni obecnie pracownik starostwa powiatowego w Jaworze, które jest właścicielem Domu. W placówce mieszka obecnie 65 dzieci, z których najstarsze ma 6 lat. W Domu umieszczono je decyzją sądu. W większości pochodzą z patologicznych rodzin lub zostały porzucone przez matki. Niektóre dzieci będą adoptowane przez nowe rodziny. Na razie nikomu nie postawiono zarzutów. Z dziećmi rozmowy prowadzi zatrudniona w policji psycholog. Sprawa jest prowadzona pod nadzorem działu śledztw prokuratury okręgowej. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: reporter_drugi 15-letnia wychowanka domu dziecka zmarła w nocy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.09.04, 19:23 Eksperymentowały z lekami: 15-latka zmarła 15-letnia wychowanka domu dziecka z Bydgoszczy zmarła w nocy w wyniku zażycia środków obniżających ciśnienie. Jak ustaliła policja, dziewczyna wraz z koleżanką w jednym z bydgoskich mieszkań eksperymentowała z lekami. "Połknęły tabletki obniżające ciśnienie krwi, sądząc, że zażywają leki psychotropowe"- mówi Jacek Krawczyk rzecznik prasowy kujawsko-pomorskiej policji. Lekarzom udało się uratować jej koleżankę, która teraz przebywa w szpitalu. Jej stan jest stabilny. Policjanci przesłuchują ją, by ustalić szczegóły zdarzenia. Na razie nie wiadomo, skąd dziewczyny miały tabletki. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: robert Ten system jest nie do ruszenia !!!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.09.04, 22:27 Szanowni Państwo Kimkolwiek jestescie, podziwiam Wasze zaangazowanie w ten temat. Przez dwa lata byłem dziennikarzem jednej z gazet. Probowalem zrobic reportaz o domach dziecka i napotkalem sporo "dziwnych" przeszkod i oklicznosci, ktore wymogly na mnie zprzestanie gromadzenia materialow na ten temat. Zanam akcje Szukam domu, Familade zastepcza, Pocztowka do sw Mikolaja i inne. Moim zdaniem to jest nikomu niepotrzebna praca. Bo srodowisko domow dziecka ma tak silne lobby, ze praktycznie, w skali kraju system oparty o instytucjonalne formy jest nie do ruszenia. o co produkuje Rzad, mam na mysli rozporzadzenia jest tylko czysta fikcja i zapewniam Panstwa, ze nie chodzi tu o rozwoj rodzinnej opieki zastepczej, a tymbardziej o dobro dziecka. W tej fikcji i iluzji biorą udzial i dziennikarze, i wychowawcy domow dziecka, i wysocy urzednicy ministerstw, naukowcy, poslowie, prezesi roznych Fundacji, rzekomo rozwijajacych idee rodzicielstwa zastepczego. Mam szacunek dla "walczacych z wiatrakami", ale szkoda waszego wysilku, w Polsce nikt nie lubi jak sie wychodzi przed orkiestre !! i probuje zmienic kolezenskie uklady, ukladziki. z powazaniem Robert Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: nina Re: Ten system jest nie do ruszenia !!!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.09.04, 22:37 Ma pan racje!! I co z tego, ze jest dużo organizacji, co z tego że jest Fundacja Przyjaciolka, Misja Nadziei i serial Kochaj mnie, jak domów dziecka jest tyle samo co dwadzieścia lat temu i dzieci cierpią w nich tak samo jak cierpiały przed laty. Ostatnio słyszałam, że w Sejmie trwają przygotowania do kolejnej reformy systemu opieki, której celem jest umocnienie roli domów dziecka.( wnioskodawcami sa posłowie z ZNP i SLD )A fakty ktore pojawily sie tez na tym forum o budowie nowych domow dziecka w Bydgosczy i w Radomiu, potwierdzaja, ze system oparty na domach dziecka ma się nadal dobrze. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: nina Barbarzyństwo na Opolszczyżnie !!!!!!!!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.10.04, 17:08 Aby uprościć sobie rozliczenia po nowym roku, powiaty już zaczęły,przy akompaniamencie płaczu przenosić dzieci w domach dziecka z jednego powiatu do drugiego. Nikogo nie intersują zerwane więzi i ból duchowy jakiego doznaja dzieci !! :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: nina Re: Barbarzyństwo na Opolszczyżnie !!!!!!!!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.10.04, 17:27 na koncu mojej wypowiedzi piwinien znalezc sie :( Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: sylwek Re: Ten system jest nie do ruszenia !!!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.10.04, 17:54 Dzisiaj oglądałem program na POLSACIE o rodzinie zastępczej z Kędzierzyna Koźla i odnosłem wrażenie, że grupą osób które wspierają domy dziecka i hamują rozwój rodzin zastępczych są dziennikarze. Owszem trafi się jedna zła rodzina zastępcza na sto, tylko ze dziennikarze nie powiedzą o tych stu pozytywnych, tylko czas antenowy i ludzkie głowy napełniają widokiem tej jednej złej rodziny, która jest patologiczna i jeszcze zarabia na dzieciach. To jest brak etyki w mediach, ale to już jest inny temat. Zgadzam się z Niną, że w Polsce rodziny zastępcze nie mają racji bytu. I jest to również zasługa dziennikarzy. :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: wiesiek Matka wstrzymuje adopcję poparzonej Oli IP: *.pkpik.pl / 212.244.126.* 16.09.04, 08:05 Matka wstrzymuje adopcję poparzonej Oli PAP 16:02 Matka poparzonej czteroletniej Oli z Domu Dziecka w Kielcach złożyła apelację od decyzji sądu o przysposobieniu dziewczynki przez amerykańską rodzinę - poinformował rzecznik Sądu Okręgowego w Kielcach Artur Adamiec. Sąd Rejonowy w Kielcach zdecydował na początku września o adopcji dziewczynki przez małżeństwo ze Stanów Zjednoczonych. Po uprawomocnieniu się orzeczenia i wyrobieniu dziecku dokumentów Ola miała wyjechać z rodzicami do USA. Złożenie przez matkę (pozbawioną już praw rodzicielskich) apelacji wstrzymuje uprawomocnienie się postanowienia sądu. Apelację rozpatrzy Sąd Okręgowy w Kielcach. Ze względu na procedury z tym związane do tego czasu może minąć kilka tygodni - poinformował sędzia Adamiec. Wyjaśnił, że apelacja musiała zostać przyjęta, bo zgodnie z orzeczeniem Sądu Najwyższego nawet osoba pozbawiona władzy rodzicielskiej może być uczestnikiem postępowania. Jak powiedziała dyrektorka Domu Dziecka Zofia Wesołowska, dziewczynka przebywa obecnie z rodzicami adopcyjnymi. Ola pochodzi ze wsi Wagnerówka (Świętokrzyskie). W maju 2002 roku uległa w domu ciężkiemu poparzeniu. Według policji, do wypadku doszło z braku należytej opieki rodziców nad dzieckiem - ogniem zajął się fotel w pokoju, a od niego ubranie dziewczynki. Sąd pozbawił rodziców Oli praw rodzicielskich i dziewczynka trafiła do domu dziecka. Procedurę adopcyjną przez kilka miesięcy wstrzymywała matka Oli, która starała się o odzyskanie praw rodzicielskich. W czerwcu sąd oddalił jej wniosek. W uzasadnieniu orzeczenia sędzia Urszula Cyrnek podkreśliła, że matka od sierpnia 2003 roku nie kontaktowała się z dzieckiem, więzi emocjonalne między nimi właściwie całkowicie zostały zerwane. Sąd ocenił matkę jako osobę nieodpowiedzialną, bezkrytyczną i niedojrzałą emocjonalnie. Kobieta nawet nie stawiła się na rozprawie. Zgodnie z procedurą rodziny dla Oli poszukiwano najpierw w województwie świętokrzyskim, potem w całej Polsce. Nie udało się znaleźć rodziców spełniających konieczne warunki - wskazane było m.in., aby jedno z rodziców nie pracowało, a drugie zapewniało rodzinie byt. Krajowy Ośrodek Opiekuńczo- Adopcyjny za pośrednictwem amerykańskiej organizacji znalazł w USA polską rodzinę, która przeszła wymagane procedury i spełnia wszelkie wymogi. Amerykańska organizacja będzie nadzorować rodzinę adopcyjną. Zarówno prawna opiekunka Oli Agnieszka Bernatek, jak i psycholog z Ośrodka Adopcyjno-Opiekuńczego Agnieszka Sołtys bardzo pozytywnie oceniły kontakty Oli z rodzicami adopcyjnymi i ich pięcioletnim synem, również adoptowanym. Dzięki nagłośnieniu przez media historii dziecka na rzecz długotrwałej rehabilitacji Oli zebrano ponad 2 mln zł. (aka) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ~anty-pedagog Re: adoptowany 13-latek znęcał się nad matką IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.10.04, 19:05 No i mamy sierotki z DD Wiekszosc z nich ma paskudne obciazenia genetyczne, gdyz ich naturalni rodzice byli degeneratami. Poza tym rodzice, nawet prawdziwi, nie moga juz wychowywac swoich dzieci, bo za rozwydrzonymi bachorami zawsze ujma sie jacys glupawi obroncy praw dziecka. Tymczasem, jakby temu gnojowi w pore ktos spuscil pare razy solidne lanie, daloby sie zapobiec rozwojowi zlych inklinacji. Po prostu gnoj by sie bal je okazywac. Niestety, tak juz jest, ze jak ktos ma paskudne instynkty, to trzeba go nauczyc, by przez strach przed nasza reakcja ich nie okazywal. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ~Matka Re: adoptowany 13-latek znęcał się nad matką IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.10.04, 19:09 Jeżeli ma obciazenia genetyczne to powininen byc pod opieka psychiatry. 90% dzieciz DD ma choroby psychiczne , ktore mozna i powinno sie leczyc. Ten chlopiec pod okiem dobrego psychiatry (dzieciecego oczywiscie), z dobra terapia i odpowiednimi lekami moglby sie normalnie wychowywac. Prosze mnie zle nie zrozumiec - ja go nie bronie. Ale to nie jego wina ze robil to co robil On jest CHORY. W tym momencie powinien trafic do odpowiedniej placowki(ktorej oczywiscie w tym cudownym kraju nie uraczysz), powinien byc poddany intensywej terapi psychologiczne i otrzymywac odpowiednie lekipozwalajace mu kontrolowac swoja zlosc i swoje czyny (takie np. jak bicie matki). Niestety najwieksza i nieodwracalna tragedia tego chlopca i jego przybranej matki jest to , ze zyja w kralu ktory nazywa sie Polska i glosno krzyczy o obronie rodziny nie robiac jednoczesnie nic dla tej rodziny. Odpowiedz Link Zgłoś
anna.o Gwałty na dziewczynkach z Domu Dziecka ? 30.10.04, 13:23 Gwałty na dziewczynkach z Domu Dziecka w Skopaniu? Małgorzata Bujara 28-10-2004 , GW Rzeszów Prokuratura bada, czy w Domu Dziecka w Skopaniu dochodziło do zbiorowych gwałtów na nieletnich wychowankach - Na razie, dla dobra dzieci i śledztwa, nie mogę zdradzić wielu szczegółów - mówi prokurator Leszek Kupiec z Prokuratury Rejonowej w Tarnobrzegu, który prowadzi tę sprawę. Informuje jedynie, że do tej pory została przesłuchana jedna, dwunastoletnia dziewczynka z Domu Dziecka w Skopaniu. Teraz dziecko jest w rodzinie zastępczej. Jej zeznania są właśnie oceniane przez biegłych psychologów, którzy mają orzec czy dziewczynka nie zmyśla. - Opinia będzie gotowa w przyszły czwartek - zapowiada prokurator Kupiec. Jak się dowiadujemy, w przyszłym tygodniu mają zostać przesłuchane też inne dziewczynki z tego domu dziecka. Postępowanie dotyczy zbiorowych gwałtów, których mieli dopuszczać się na małych dziewczynkach kilkunatoletni wychowankowie domu dziecka. Dom Dziecka w Skopaniu podlega starostwu powiatowemu. - O prokuratorskim śledztwie dowiedziałem się od dziennikarzy. Jest to dla mnie wstrząs - mówi Zbigniew Rękas, starosta tarnobrzeski. Twierdzi, że do tej pory do starostwa nie docierały żadne złe sygnały, a dom dziecka był bardzo dobrze oceniany. - Naprawdę trudno mi sobie wyobrazić, żeby mogło tam dochodzić do takich rzeczy. Przecież tam jest duże grono wychowawców, jest psycholog, dyrektor ta sama od czternastu lat - dziwi się starosta Rękas. Zapowiada, że najpierw skontaktuje się z prokuraturą, a potem porozmawia z dyrektorką. Małgorzata Jędrzejczyk, dyrektor domu, była w czwartek nieuchwytna. Jak przekazała nam jedna z pracownic, nikt jej nie zastępuje. Psycholog, która pracuje tu na pół etatu, nie chciała z nami rozmawiać. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: robert Re: Gwałty na dziewczynkach z Domu Dziecka ? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.10.04, 13:37 Gwałt w domu dziecka Postawienie zarzutów to kwestia czasu TARNOBRZEG. Szok i niedowierzanie – tak najkrócej można określić reakcje Czytelników po naszym środowym tekście „Gwałt w domu dziecka”. Odebraliśmy mnóstwo telefonów i emaili. Prokuratura Rejonowa w Tarnobrzegu od kilku tygodni prowadzi śledztwo w sprawie wielokrotnych gwałtów, jakich na 12-letniej Kasi (imię zmienione) mieli wielokrotnie dopuścić się je kilkunastoletni koledzy (także nieletni) z Domu Dziecka w Skopaniu. Dyrekcja stanowczo zaprzecza zeznaniom swojej byłej wychowanki twierdząc, że dziewczynka zmyśla. - Jak można dobre imię placówki stawiać nad dobrem dziecka – retorycznie pytał Paweł Długosz z Tarnobrzega i kilkunastu innych Czytelników. Inni, podobnie jak Stanisław Uziel, Kawaler Orderu Uśmiechu z Tarnobrzega, po prostu nie wierzą, że w tak renomowanej placówce za wiedzą dyrekcji i personelu mogło dojść do tak gorszących zdarzeń. Prowadzący śledztwo prok. dr Leszek Kupiec wciąż odmawia podania szczegółów śledztwa. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się jednak, że postawienie zarzutów (najprawdopodobniej niedopełnienia obowiązków i niepowiadomienia o przestępstwie) przynajmniej kilku osobom które wiedziały o gwałtach, to tylko kwestia czasu. Po naszych publikacjach sprawą zainteresowały się ogólnopolskie media, min. Telewizja TVN. NOWINY Rzeszów www.gcnowiny.pl/ Wojciech Malicki 28. Października 2004 19:35 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: reporter_drugi Re: Gwałty na dziewczynkach z Domu Dziecka ? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.10.04, 21:41 Co zaszło między 13-latką a jej 15-letnim kolegą wyjaśni Sąd Rodzinny w Tarnobrzegu Miłość czy molestowanie? STRZYŻÓW. Sąd Rodzinny w Tarnobrzegu zbada sprawę prawdopodobnego molestowania seksualnego 13-letniej dziewczynki przez jej 15-letniego kolegę. Oboje przebywali w Domu Dziecka w Strzyżowie. O podejrzeniu molestowania seksualnego dziewczynki Sąd Rodzinny dowiedział się od strzyżowskiej policji. O podejrzeniu molestowania 13-latki strzyżowska policja powiadomiła sąd tarnobrzeski dlatego, że chłopak podejrzany o ten czyn pochodzi właśnie z Tarnobrzega. On sam przebywa obecnie w zakładzie wychowawczym. Sprawa ewentualnych zbliżeń seksualnych między podopiecznymi domu dziecka wyszła na jaw w trakcie przesłuchania jednego z wychowanków w całkiem innej sprawie. – Chłopiec, którego przesłuchiwałem, powiedział, że jeden z piętnastolatków chodził w nocy do pokoju dziewcząt. Miałem spore wątpliwości, ale sporządziłem notatkę służbową i skierowałem ją do sądu rodzinnego - mówi nadkomisarz Stanisław Pelc z komendy powiatowej w Strzyżowie. W strzyżowskim domu dziecka "dziwne" relacje między wychowankami zauważono już kilka miesięcy wcześniej. Jedna z pracujących tam wychowawczyń spostrzegła, że między dziećmi wytworzyła się bardzo mocna więź. Jednak, jak twierdzą wychowawcy, nie było podstaw, aby podejrzewać, że dochodzi do molestowania. arti Super Nowości z dnia: 17 12 2003 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ewa Re: Gwałty na dziewczynkach z Domu Dziecka ? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.10.04, 16:06 Powtórzę tylko za Niną i za Robertem; ten system jest nie do ruszenia !! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ewa Re: Gwałty na dziewczynkach z Domu Dziecka ? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.10.04, 22:19 Uwolnijcie dzieci z domów dziecka !! Nawet w tych z pozoru najbezpieczniejszych i renomowanych, dzieci są krzywdzone i okaleczane !!! Wiele z nich osadzane jest w domach dziecka na cale dziecieze zycie !! Ludzie!!!!!!!! Dizenikarze !!!!!!! Dlaczego jesteście nieczuli na los tych dzieci, dlaczego za waszym cichym przyzwoleniem dzieci sa tak bardzo krzywdzone !!!!!! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Danio Re: Gwałty na dziewczynkach z Domu Dziecka ? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 01.11.04, 00:39 Domy Dziecka... hm...przynajmniej dzieci nie lądują w beczkach :(... Ale najwyższy czas zacząć głośno o tym mówic , iż domy dziecka nie sa dobrym rozwiązaneim ... są ostatecznąścią . Każde dziecko ma prawo do wychowania w rodzinie , jeżeli ze względu na różne sytuacji dziecko nie może się wychowywać w rodzinie biologicznej , należu mu zapewnic możliwość rozwoju i wychowania w rodzinie zastępczej!!! Placówka powinna być ostatecznością. Niestety, rodzic pije, bije i ...a za to dziecko jest skazane na izolację w placówce opiekuńczo - wychowawczej ...ten rodzic dalej sobie robi co chce. Ile jest takich przypadków gałtów , aktów przemocy...kiedy wychowoawcy w DD kończa pracę a w placówce zostaje na 80 dzieci jedna opiekunka nocna ...które nie wychodzą na światło dzienne.To temat tabu, nikt nic nie wie i nie widzi.W codrugiej placówce znajduje się 15, 16, 17 letnia dziewczyna w ciąży...te problemy się tuszuje , wycisza.NAJWYŻSZY CZAS ZACZĄĆ O TYM OTWARCIE MÓWIĆ !!! Nikt tu nikogo nie oskarża i nie krytykuje, ale najwyższy czas poszukać skutecznych rozwiązać pomocy dzieciom i równiez tym które nie mają szans na rodzinę zastępczą czy powrót do rodziców biologicznych. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: sebol Re: Gwałty na dziewczynkach z Domu Dziecka ? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.11.04, 10:47 Współczuję tym wszystkim dzieciom :( Niewyobrazam sobie swojego dzieciństwa w domu dziecka. Kto był taki głupi i pierwszy wynalazł dom dziecka... znając zycie dostał za to jakiś medal, może nawet order uśmiechu... :( Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: wiesiek Re: Gwałty na dziewczynkach z Domu Dziecka ? IP: *.so.pkpik.pl / 81.219.116.* 02.11.04, 07:50 !!! Nikt tu nikogo nie oskarża i nie krytykuje... zaraz, zaraz czy Ty Danio chcesz cały ten syf posypać lukrem. Przeczytaj sobie "Bidula" Maslanki i polacz to z wydarzeniami z 12.2003 i 10.2004 z okolic Tarnobrzega. Na stronie Misji Nadziei przczytalem o tym jak jakis czas temu w Domu Dziecka w Olsztynku, KTOŚ (?) w nocy udusił małe dziecko. Te dzieci oskarżają !! One nie mają rodziców aby stanęli w ich obronie !! U nas w powiecie obowiązuje układ "koleżeński" To nie wiedza, zaangażowanie ale znajomości decyduja o tym kto pracuje w PCPR-rze, a kto w Sądzie Rodzinnym, naszym Domu Dziecka, kto w wydziale spraw społecznych UM. Jeżeli ten układ KOLESIÓW postanowi bronić Domu Dziecka to żadna nieodpowiednia opinia nigdy nie przedostanie się poza ten układ, a jeżeli już cos sie przedostanie to zaraz KTOŚ ukręci tej sprawie łeb. Jeżeli natomiast ten sam układ KOLESIÓW uweźmie się na rodziny zastępcze, czy na rodzinny dom dziecka, to są wstanie osmieszyć, a nawet zgnoić osoby prowadzące opiekę zastepczą i szybko doprowadzić do rozwiązania takiego domu. Aby tylko Dom Dziecka z zatrudnionymi tam KOLESIAMI sę ostał. Danio !! tu trzeba oskarżać, tu trzeba bić na ALARM !! tu trzeba stanąć w obronie tych dzieci !! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Łukasz Re: Gwałty na dziewczynkach z Domu Dziecka ? IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 07.11.04, 20:30 Zgadzam sie z Tobą Wieśku, jeśli my nie będziemy stawać w obronie tych dzieci to kto to zrobi?! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: smutno_mi Re: Gwałty na dziewczynkach z Domu Dziecka ? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.11.04, 15:08 :( Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: reporter Kasia mówi prawdę !! IP: *.so.pkpik.pl / 81.219.116.* 17.11.04, 08:08 Kasia mówi prawdę Dziewczynka była gwałcona - potwierdził lekarz - ginekolog Tarnobrzeg. Zeznania 12-letniej Kasi, która twierdzi, że była wielokrotnie gwałcona przez swoich kolegów z Domu Dziecka w Skopaniu są wiarygodne - stwierdził biegła, która badała dziecko. Opinie biegłej oraz lekarza - ginekologa stanowią przełom w śledztwie. Kasia (imię zmienione) od półtora roku przebywa w rodzinie zastępczej, ale dopiero kilka miesięcy temu wyznała swoim nowym rodzicom, że była wielokrotnie gwałcona przez swoich kolegów z Domu Dziecka w Skopaniu. Wedle dziewczynki, po raz pierwszy padła ich ofiarą, gdy miała niespełna 6 lat, a po raz ostatni 10. Do gwałtów miało dochodzić nocą, podczas weekendów, kiedy wychowankowie mieli dużo swobody. Zeznania Kasi obciążają Małgorzatę Jędrzejczyk, dyrektor i kilka osób z personelu (m.in. pedagoga) cieszącego się znakomitą opinią Domu Dziecka. Wedle dziecka, wspomniane osoby wiedziały o gwałtach, lecz ich jedyną reakcją były wyłącznie drobne kary dla winowajców. Małgorzata Jędrzejczyk stanowczo temu zaprzecza: - O żadnych gwałtach nie wiedziałam, bo ich nie było. Dzieci były i są dobrze pilnowane. Dziewczynka zmyśla - mówi. Prowadząca śledztwo Prokuratura Rejonowa w Tarnobrzegu zleciła biegłym wydanie opinii, która miała odpowiedzieć na kluczowe pytanie - czy Kasia mówi prawdę? - Wiem, że opinia została już sporządzona, czekamy tylko na jej doręczenie przez pocztę. Uprzedzam jednak, że gdy ją dostaniemy, nie będę mógł ujawnić jej treści dziennikarzom - mówi prok. Edward Podsiadły z Prokuratury Okręgowej w Tarnobrzegu. Nieoficjalnie udało nam się dowiedzieć, że biegła, która badała Kasię, uznała, że jej zeznania są wiarygodne. Tak więc dziewczynka mówi prawdę. Wątpliwości, że dziecko w przeszłości było gwałcone nie miał także lekarz - ginekolog, które je badał - to kolejna nieoficjalna, ale pewna informacja, jaką uzyskaliśmy. W sprawie prawdomówności Kasi i tego, czy była gwałcona, będą musieli wypowiedzieć się także inni biegli. Nie zmienia to jednak faktu, że nastąpił przełom w śledztwie. Do tej pory śledczy dysponowali bowiem wyłącznie zeznaniami Kasi, które kwestionowali dyrektor, pracownicy i wychowankowie Domu Dziecka w Skopaniu. Wedle naszych informatorów, dyrektor Małgorzata Jędrzejczyk nakłaniała zastępczą matkę Kasi, aby o koszmarnych zwierzeniach córki nie zawiadamiała prokuratury. Potwierdziła to matka dziewczynki w rozmowie z reporterem "Nowin”: - Dla dobra dziecka nie ujawnię żadnych szczegółów sprawy. Przyznaję jednak, że pani dyrektor naciskała na mnie, aby sprawę wyciszyć - stwierdziła. Gazeta Codzienna Nowiny www.gcnowiny.pl 16. Listopada 2004 21:51 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: reporter Re: Kasia mówi prawdę !! IP: *.so.pkpik.pl / 81.219.116.* 20.12.04, 13:02 Wersja do druku. Kiedyś Kasia to zrozumie... * Wspomnienia Kasi zszokowały nawet prokuratorów * Musieliśmy ujawnić prawdę - mówią rodzice Dom Dziecka w Skopaniu cieszył się nieskazitelna opinią Fot : Wojciech Malicki » Powiększ zdjęcie Śledczy od paru miesięcy krok po kroku odkrywają koszmarną prawdę o tym, co się działo w Domu Dziecka w Skopaniu. Domu, który cieszył się znakomitą opinią, a jego dyrektorkę stawiano za wzór... Wychowankowie Domu Dziecka w Skopaniu, sporej wsi położonej kilkanaście kilometrów od Tarnobrzega, nie powinni narzekać na warunki. Mają zapewnione dobre jedzenie, porządne ubrania, zabawki, rowery itd.. Prawie wszystkie dzieci co roku wyjeżdżają na wakacje, także za granicę. Długoletnią dyrektor Małgorzatę Jędrzejczyk lokalne władze i media, stawiały za wzór przedsiębiorczości i oddania sprawom dzieci. Była przykładem tego, że dom dziecka nie musi być enklawą biedy, że zamiast czekać na pieniądze i narzekać na trudne czasy, można się o nie skutecznie postarać. I rzeczywiście, dyrektorce udało się w ostatnich latach pozyskać licznych i hojnych sponsorów. Nawet telewizyjna "Dwójka” kilka lat temu kwestowała na antenie na jego rzecz w ramach akcji "I tym możesz zostać Świętym Mikołajem”, a nieżyjący już prezenter Piotr Siejka przyjeżdżał z prezentami dla dzieci nawet długo po zakończeniu akcji. Ludzie nie wierzą, dyrektor zaprzecza Gdy pod koniec października br., jako pierwsi ujawniliśmy, że Prokuratura Rejonowa w Tarnobrzegu prowadzi śledztwo w sprawie domniemanych gwałtów, jakich nieletni wychowankowie mieli dopuszczać się wobec 12-letniej dziewczynki, chyba nikt w Skopaniu nie uwierzył, że może być to prawda. - W naszym domu dziecka!? To niemożliwe! - Tym dzieciakom niczego nie brakowało - usłyszałem od kilku przypadkowych mieszkańców wsi. Tarnobrzeżanin Stanisław Uziel, społecznik i kawaler Orderu Uśmiechu, który od 18 lat pomaga wychowankom, też nie uwierzył: - Wiem, jak bardzo pani dyrektor i wychowawcy przykładają się do pracy. Gwałty? To niemożliwe, to jakieś nieporozumienie - mówi z przekonaniem. Nasza informacja kompletnie zaskoczyła Zbigniewa Rękasa, starostę tarnobrzeskiego, który sprawuje nadzór nad placówką. Dyrektor Małgorzaty Jędrzejczyk pytanie o gwałty nie zdziwiło, raczej zasmuciło. - Ten do to jest całe moje życie, dlatego jest bardzo przykro, że w ogóle muszę zaprzeczać tym kłamstwom - stwierdziła. - O żadnych gwałtach nie wiedziałam, bo ich nie było... - Może jednak były, tylko pani o tym nie wie? - dopytywałem. - To niemożliwe, dzieci były i są dobrze pilnowane. Jeśli dziewczynka mówi, że spotkało ją to u nas, to zmyśla. Dyrektor dotąd zdania nie zmieniła... Dyrektor na stanowisku Prokuratura Rejonowa w Tarnobrzegu nie przedstawiła w tej sprawie dotąd zarzutów popełnienia przestępstwa nikomu z personelu Domu Dziecka w Skopaniu. Toteż władze powiatu tarnobrzeskiego nie widzą powodu, aby zawiesić dyrektor Małgorzatę Jędrzejczyk w wykonywaniu obowiązków służbowych Dwa lata do emerytury 12-letnia Kasia (imię zmienione) od półtora roku przebywa w zastępczej rodzinie. Długo skrywała jednak przed swoimi nowymi rodzicami okropne wspomnienia z Domu Dziecka. Dopiero kilka miesięcy temu opowiedziała im, że była gwałcona przez swoich kolegów z domu dziecka. Pani Anna (imię zmienione), zanim o zwierzeniach córki powiadomiła prokuraturę, skontaktowała się z dyrektor Jędrzejczyk. - Dyrektor naciskała, abym nie ujawniała tej sprawy - wspomina pani Anna. - Jednym z argumentów było to, żeby nie robić kłopotów, bo do emerytury zostało jej dwa lata. Matka nie dała się przekonać i wkrótce wyjaśnieniem sprawy zajęli się śledczy. Wyznania przesłuchiwanej dziewczynki kompletnie ich zszokowały. Kasia opowiedziała, że pierwszy raz została zgwałcona, gdy miała zaledwie sześć lat. Przez kolejne cztery lata pobytu w domu dziecka zdarzyło się to jeszcze wiele razy. Do gwałtów (w tym także zbiorowych) dochodziło zazwyczaj podczas weekendów, gdy dzieci miały najwięcej swobody. O tych zdarzeniach, wedle dziewczynki, doskonale wiedziało kilka osób z personelu placówki (m.in. pani dyrektor i pan pedagog), jednak ich reakcją były wyłącznie drobne kary. Kasia wskazała sprawców (dwóch z nich wciąż ma przebywać w domu dziecka) oraz pięć innych dziewczynek, które padły ofiarami przemocy seksualnej ze strony nastolatków. Mówi prawdę Przez kilka tygodni śledczy mieli jedynie zeznania Kasi, kwestionowane przez dyrektor Jędrzejczyk, a także wychowanków skopańskiego domu. Śledztwo nabrało rozpędu, gdy psycholog, biegła sądowa, która zbadała dziewczynkę, stwierdziła, że mówi ona prawdę. Biegły lekarz - ginekolog także nie miał wątpliwości, że była gwałcona. Ze względu na dobro dziecka i śledztwa prowadzący sprawę prok. dr Leszek Kupiec konsekwentnie odmawia podawania szczegółów. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się jednak, że obecnie przesłuchiwane są pozostałe dziewczynki - wedle Kasi - również ofiary gwałtów. Matka: - Kiedyś to zrozumie Kasia jest świetną uczennicą, a wśród swoich rówieśników nigdy nie ukrywała, że przebywała w Domu Dziecka w Skopaniu. Niestety, po tym, jak jedna z gazet ujawniła, w jakim mieście obecnie przebywa, jej szkolni koledzy zorientowali się, że to ona jest bohaterką tekstów o "Skopaniu”. Dziewczynka przeżywa dramat, bo od tej pory towarzyszą jej drwiny, złośliwości i niechęć. Ma pretensje do rodziców, że nie zachowali jej wyznań w tajemnicy. - Kiedyś zrozumie, że musieliśmy to zrobić - mówi pani Anna. Pod koniec października br. jako pierwsi ujawniliśmy, że jest prowadzone śledztwo w sprawie domniemanych gwałtów, jakich nieletni wychowankowie Domu Dziecka w Skopaniu mieli dopuszczać się wobec 12-letniej dziewczynki. Wojciech Malicki 14. Grudnia 2004 20:58 www.gcnowiny.pl Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: reporter dzis w UWADZE na TVN - Dom złej opieki IP: *.so.pkpik.pl / 81.219.116.* 30.11.04, 09:36 Prawdopodobnie dzis w UWADZE na TVN Dom złej opieki Molestowanie seksualne, gwałty i zastraszanie – okropną prawdę o tym, co działo się w domu dziecka w Skopaniu wyjawiła 12-letnia Magda, dziewczynka, której udało się wyrwać z piekła i trafić do rodziny zastępczej. Jej zeznania potwierdziły inne dzieci, które również były wykorzystywane. Koszmar trwał co najmniej kilka lat. Gdzie wtedy byli wychowawcy i instytucje odpowiedzialne za ten dom? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: reporter_drugi Re: dzis w UWADZE na TVN - Dom złej opieki IP: *.so.pkpik.pl / 81.219.116.* 01.12.04, 10:10 Kolego Reporterze ten program będzie dziś w środę 1 grudnia 2004 Ogladajcie program TVN UWAGA o KOSZMARZE w polskim domu dziecka... Panie Rzeczniku Praw Dziecka !!! Gdzie jesteeeeeeeeeeeś ?? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: obserwator Re: dzis w UWADZE na TVN - Dom złej opieki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.12.04, 19:08 W sprawie Bożeny Małeckiej Rzecznik Praw Dziecka ze Szczecina p. Dźwinka wystąpiła do prokutratury z wnioskiem o ściganie, gdyż otrzymała list napisany przez dzieci z p. wychowawczynią i usłyszała gdzieś, że w tym domu dzieje się źle. Sprawa gwałtu na chłopcu nie została wyjaśniona. Wyjaśniło się, że p. Bożena Małecka broniła dzieci przed falą i chłopca przed wykorzystywaniem seksualnym. Pani Dźwinka chce napisać do ministra, żeby zajął się problemem dzieci w Binowie. Rozsądku Gdzie jesteeeeeeeeeeeeeeeeś? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: bilixx Re: dzis w UWADZE na TVN - Dom złej opieki IP: *.internetdsl.tpnet.pl 01.12.04, 20:36 Jestem mieszkańcem Skopania i mnie osobiście to zbulwersowało. Ta dziewczyna, która była w ciąży fakt miała 16 lat, ale nie w Domu Dziecka tylko pozna nim odbyła stosunek i nie przez wychowanków Domu Dziecka, lecz przez jakiegoś swojego chłopaka. A ta dziewczynka, która ma 12 lat i opowiedziała to wszystko to jest dziwne. Powołuje się na opinie osób z tej placówki, z którymi utrzymuje dobre kontakty i chodziłem z niektórymi do szkoły i jak oni wypowiadali się na temat tej dziewczynki. Mówili mi, że ta dziewczynka nie została zgwałcona tylko sama pokazywała rówieśnikom jak wkładała sobie kredki, linijki czy inne przedmioty w różne miejsca. Wiadome, o co chodzi. A co do innych dziewczynek, które się wypowiadały powiem tyle sprawa nabrała dużego rozgłosu, ale dziewczynki nie były zmuszone do stosunków tylko same zgadzały się na to a to nie jest gwałt. Jestem lekko zbulwersowany tym reportażem. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ela.b c.d. Gwałty na dziewczynkach z Domu Dziecka ? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.01.05, 20:48 Gwałty w Domu Dziecka w Skopaniu Małgorzata Bujara GW/ miasta.gazeta.pl/rzeszow/1,34975,2508096.html Wychowanka Domu Dziecka w Skopaniu była gwałcona przez kolegów. Czy wiedziała o tym dyrektorka? We wtorek powie o tym prokuratorowi Prokuratura Rejonowa w Tarnobrzegu kończy pracę nad sprawą gwałtów w Domu Dziecka w Skopaniu. Historia ta wyszła na jaw za sprawą dwunastoletniej dziś Zosi, która od półtora roku jest w rodzinie zastępczej. To tam okazało się, że dziewczynka ma tragiczną przeszłość: była gwałcona przez chłopców, wychowanków tego samego domu. Leszek Kupiec z Prokuratury Rejonowej w Tarnobrzegu informuje: - Biegli psycholodzy, którzy oceniali zeznania dziewczynki, stwierdzili, że mówi ona logicznie i nie konfabuluje. Opisała szczegółowo kilkanaście przypadków gwałtów, których była ofiarą. Wśród nich były także popełniane przez więcej niż jedną osobę. Pokrzywdzona dziewczynka wskazuje imiona i nazwiska sprawców. Zostaną oni przesłuchani przez sąd rodzinny. W aktach, które przekaże sądowi prokurator Kupiec, znajdą się nazwiska pięciu chłopców. Dziewczynka twierdzi, że o tych drastycznych przypadkach wiedziała dyrektorka domu Małgorzata Jędrzejczyk. Co więcej, także zastępcza matka Zosi w rozmowie z "Gazetą" kilka tygodni temu przyznała, że dyrektorka próbowała ją namówić, by nie nagłaśniała całej sprawy. Jędrzejczyk, która nadal pełni swoją funkcję (starosta, który jest organem prowadzącym dla domu dziecka, zapowiada, że zawiesi ją w czynnościach, gdy zostaną jej postawione zarzuty), dostała wezwanie na przesłuchanie na wtorek. Sprzączką w twarz Czy stawi się przed prokuratorem? Nam udało się z nią porozmawiać ostatnio w końcu października. Ilekroć póxniej próbowaliśmy się z nią skontaktować, okazywało się to niemożliwe. Najczęściej słyszeliśmy, że jest na zwolnieniu lekarskim. Gdy rozmawialiśmy z nią po raz ostatni, zaprzeczała, by o czymkolwiek wiedziała. Utrzymywała, że Zosia kłamie. Obraz domu dziecka, który starała się przedstawić, to nowe mebelki w pokojach wychowanków, czyste, odmalowane ściany i wychowawcy tulący podopiecznych, czule się do nich zwracający. Od małych dzieci, z którymi pozwolono nam rozmawiać w obecności wychowawców, nie usłyszeliśmy ani słowa skargi. Ci natomiast, którzy opuścili już dom dziecka, zapamiętali zupełnie inny jego obraz. Dziewiętnastoletni dziś Piotr mówi: - Starsi chłopcy prześladowali małe dziewczynki, dręczyli je, znęcali się nad nimi. Ja sam nie widziałem tam jednak gwałtów, ale wierzę w opowieści Zosi. Młodszy Adrian kręci głową: - A ja w to nie wierzę. Co? Przypomniała sobie o tym po latach? - pyta. Grażyna jest zamknięta w sobie. Słysząc pytania o gwałty, spuszcza oczy i tylko kręci przecząco głową. Pobyt w domu dziecka zapamięta jako ciągłe ucieczki i powroty: - Gdy tam wracałam, pani dyrektor mówiła do mnie: "Po co przyszłaś? Spieprzaj suko!". Uciekałam znowu. Chłopcy opowiadają też o innych przypadkach. - Dyrektorka biła pierścionkami, to bolało - opowiada Adrian. - Raz od pani dyrektor dostałem sprzączką od pasa po twarzy - wspomina Piotr. - Miałem pieniądze z praktyki zawodowej. Zginęły mi. Podejrzewałem, kto mi je ukradł. Poszedłem do pani dyrektor, a ona na to, żebym sam to załatwił, a że dziewczyna, którą o to podejrzewałem, właśnie urwała się z domu dziecka, poszedłem za nią na osiedle. Gdy się spotkaliśmy, nadjechał samochód z domu dziecka. Zobaczyli nas. Gdy wróciłem, dostałem lanie pasem od pani dyrektor, choć sama wcześniej radziła, bym szukał tej dziewczyny. Po sprzączce oko miałem podbite. Pasem za moczenie Czy to możliwe? Opowiadamy w prokuraturze o wspomnieniach byłych wychowanków. - Nikomu zarzutu o znęcanie dotąd nie postawiliśmy - zastrzega prokurator Kupiec, ale dodaje: - Z przesłuchań małoletnich świadków, a także wychowawców wynika, że w domu dziecka w Skopaniu istnieje tzw. drugie życie. Wyszedł na jaw problem znęcania się fizycznego i psychicznego części wychowawców nad wychowankami. Jeśli wierzyć zeznaniom nieletnich, zakres kar stosowanych przez niektórych z wychowawców był nieadekwatny do przewinień. Na przykład bicie pasem za to, że dwunastolatka z chorym pęcherzem zmoczyła się w nocy. Te informacje na razie weryfikujemy. Badamy też wątek spożywania przez dzieci alkoholu i narkotyków. A także sygnały o rozwiniętym życiu seksualnym pomiędzy wychowankami - mówi prokurator Leszek Kupiec. Skąd dzieci z domu dziecka mogą wziąć alkohol, narkotyki? Piotr tylko wzrusza ramionami: - Koledzy z osiedla nam kupują piwo, wino. A narkotyki? Ja miałem tam tylko marihuanę - opowiada. Zbigniew Dziurzyński od dwudziestu lat jest lekarzem w Skopaniu. Do 2000 roku dwa razy w tygodniu miał dyżury w domu dziecka. Teraz przyjmuje je w przychodni. - W piątek byłem przesłuchiwany w prokuraturze. Naprawdę nigdy nie nabrałem żadnych podejrzeń, że tym dzieciom dzieje się krzywda. Zdarzało się, sporadycznie, że zgłaszały się z jakimiś obrażeniami, siniakami itp. Zawsze jednak tłumaczyły, że albo to koleżanka, kolega uderzył, albo że spadło ze schodów czy huśtawki. Imiona dzieci zostały zmienione Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: koment. psychologa Re: c.d. Gwałty na dziewczynkach z Domu Dziecka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.01.05, 20:52 Komentarz psychologa - Sytuacje jak te ze Skopania mogą mieć miejsce w takich placówkach, bo jest w nich słaba kontrola życia nocnego wychowanków - ocenia Jolanta Zmarzlik, psycholog z Fundacji "Dzieci Niczyje", która pracowała w domu dziecka przez 13 lat. Z jej doświadczeń wynika, że zwykle w takich ośrodkach porządku nocą strzeże jedna osoba, a jej głównym zadaniem jest pilnowanie, by było cicho. Tymczasem w takich dużych domach są dzieci głównie z rodzin patologicznych, gdzie często widziały różne dewiacje, które następnie powielają w nowym środowisku. - Dlatego jeśli słyszę, że dziewczynka powiedziała dyrektorce o gwałcie, mogę sobie wyobrazić, że ta jej nie uwierzyła. Pomyślała, że dziecko zmyśla. Być może rzeczywiście nie dopuszczała do siebie takiej myśli, a może wygodniej jej było tak myśleć. Przecież gdyby przyjęła ten sygnał do wiadomości, ruszyłaby cała machina, lekarze, policja, sąd. Mogłoby to rzucić złe światło na atmosferę panującą w placówce, kompetencje kadry czy autorytet dyrektora - komentuje Jolanta Zmarzlik. Jej zdaniem przemoc w domu dziecka zdarza się bardzo często. Dlatego że wychowankowie wywodzą się z takich a nie innych domów, a także dlatego, że w jednym miejscu spotykają się dzieci z różnymi doświadczeniami życiowymi. Próbują wypracować własne normy i hierarchię. - A na czym ma się ona opierać? Na tym, co najczęściej widziały w domach, czyli na przemocy. Tworzy się więc nieformalna, minipatologiczna struktura - opowiada Zmarzlik i dodaje: - Często wychowawcy wchodzą w pewne koalicje, układy ze starszymi dziećmi. To one mają pilnować porządku. W zamian wolno im więcej. Młodsze widzą ten układ i nawet jeśli się poskarżą na przemoc, nie znajdują pomocy. Wychowawcy nie reagują, więc i tych skarg jest coraz mniej. Sami wychowawcy przesiąkają zachowaniami podopiecznych. Ten mechanizm można nazwać pełzającym. Widzą, że do podopiecznych nie trafiają "normalne" metody wychowawcze. Krzyk, klaps czy lanie dają szybki "efekt wychowawczy". - Wiem, że to wszystko brzmi brutalnie, ale takie kombinaty wychowawcze mogą rodzić podobne patologie. Dom dziecka nie jest miejscem, które jest w stanie wychowywać. Takie instytucje trzeba systematycznie likwidować, w ich miejsce powoływać mniejsze, pararodzinne placówki. Wtedy mają szansę powstać relacje między dziećmi i dorosłymi podobne do relacji panujących w rodzinie - podsumowuje. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ewka Zawieszona dyrektorka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.01.05, 15:53 TVP Rzeszó 27 stycznia 2005 Zawieszona dyrektorka Dyrektorka Domu Dziecka w Skopaniu koło Tarnobrzega została na trzy miesiące zawieszona w pełnieniu obowiązków. To skutek prowadzonego przez prokuraturę śledztwa w sprawie 12-letniej byłej wychowanki placówki, która twierdzi że jako 6-latka była gwałcona przez kolegów. Prokuratura zarzuca dyrektorce, że przez 6 lat nie poinformowała o tym organów ścigania. Podejrzana nie przyznaje się do stawianych zarzutów. To co działo się za murami Domu Dziecka w Skopaniu, przez 6 lat skrywała zmowa milczenia. Przerwała je zastępcza matka opiekująca się dziewczynką. To jej nastolatka opowiedziała, że była gwałcona przez kilku starszych kolegów. Dyrekcja i wychowawcy mieli o wszystkim wiedzieć ale skrzętnie to ukrywali. Dom Dziecka w Skopaniu cieszył się dobrą opinią. Dlatego w starostwie, które nadzoruje placówkę nikt nie wierzył, że mogły się tam dziać takie rzeczy. Tym bardziej, że dyrektorka i wychowawcy wszystkiemu zaprzeczali. Tarnobrzeska prokuratura już czwarty miesiąc bada tę bulwersującą sprawę. Powołani biegli potwierdzili, że dziewczynka jako 6-letnie dziecko była gwałcona. Prokuratura usiłowała też odpowiedzieć na pytanie czy to możliwe, że o tym co się działo nie wiedziało kierownictwo placówki. Czynności śledcze potwierdziły, ze pani dyrektor wiedziała o wszystkim i reagowała na to w sposób co najmniej nie właściwy. Dyrektorka nie zawiadomiła o niczym ani policji ani prokuratury a sprawiedliwość wymierzyła sama bijąc podopiecznych pasem. Małgorzata J. nie przyznaje się do winy. Odmówiła złożenia wyjaśnień. W tej chwili przebywa na zwolnieniu chorobowym. Prokurator postanowił zwiesić ją w czynnościach służbowych na trzy miesiące. Śledztwo w tej bulwersującej sprawie trwa nadal. bparde Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ewa Re: Nie wierzą Zosi... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.11.04, 16:47 Wersja do druku. Ofiar gwałtów jest więcej Szokujące zeznania 12-latki z domu dziecka TARNOBRZEG. Trzech lekarzy, w tym biegły sądowy, potwierdziło, że 12-letnia Kasia była w przeszłości gwałcona. Z zeznań dziewczynki wynika, że nie była jedyną ofiarą nastoletnich gwałcicieli - dowiedzieliśmy się nieoficjalnie. Szok O śledztwie, prowadzonym przez Prokuraturę Rejonową w Tarnobrzegu, poinformowaliśmy jako pierwsi w miniony czwartek. Wiadomość zszokowała naszych Czytelników. Po naszych publikacjach sprawą zainteresowały się media regionalne i ogólnopolskie, m.in. Telewizja TVN. Śledczy od kilku tygodni sprawdzają, czy nieletni wychowankowie w Domu Dziecka w Skopaniu wielokrotnie gwałcili 12-letnią Kasię (imię zmienione). Wedle dziewczynki, która obecnie przebywa w rodzinie zastępczej, po raz pierwszy padła ich ofiarą, gdy miała niespełna 6 lat. Obszerne zeznania dziewczynki zszokowały śledczych, zwłaszcza że według Kasi o gwałtach wiedziała dyrektorka Domu Dziecka i kilka osób z personelu cieszącej się znakomitą opinią placówki. Ich jedyną reakcją miały być wyłącznie słowne reprymendy. Jeszcze w tym tygodniu tarnobrzeska prokuratura otrzyma opinię biegłych, którzy odpowiedzą na kluczowe pytanie - czy Kasia mówi prawdę. Małgorzata Jędrzejczyk, dyrektor Domu Dziecka twierdzi, że o żadnych gwałtach nie wiedziała, bo nie miały one miejsca. - Dzieci były i są skutecznie kontrolowane. Dziewczynka zmyśla - mówi M. Jędrzejczyk. Prowadzący śledztwo prok. dr Leszek Kupiec konsekwentnie odmawia podania szczegółów. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się jednak, że trzech lekarzy, w tym biegły sądowy, potwierdziło, że Kasia była w przeszłości gwałcona. Wojciech Malicki 01. Listopada 2004 17:48 www.gcnowiny.pl Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ~zaparte Re: Nie wierzą Zosi... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.11.04, 21:46 Zastanawia solidarność wszystkich pracowników. - zapachniało bezrobocie? Boli nieudolność Państwa, które zezwala na funkcjonowanie takich molochów. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Gall Anonim Re: Nie wierzą Zosi... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.11.04, 09:55 Nie wiem, czy Zosia mowi prawde... Ale podobne sytuacje na pewno maja miejsce w bidulach. Skad wiem? Otoz wraz z malzonka jestem rodzicem zastepczym dla chlopka ktory uczestniczyl w molestowaniu, jako sprawca, mial wtedy dziesiec lat. Bidul celowo uciszyl sprawe aby dzieci mialy czysto w papierach. Nam nie zalezy na naglosnieniu z wiadomych wzgledow. Ale jest na to rada: likwidacja szkol przyszlych degeneratow ktore kryja sie pod ladnie brzmiaca nazwa: Dom Dziecka. pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Stokrota Re: Nie wierzą Zosi... IP: *.walbrzych.dialog.net.pl 03.11.04, 13:50 To co dzieje sie w placówkach Domu Dziecka jest karygodne , chore i najlepiej gdyby wogóle nie istniało. Niestety są to przysłowiowe marzenia ściętej głowy. Dlaczego wychowankowie DD wyrastają najczęściej na degenratów, agresywnych , patologicznych ludzi ? Nie dlatego że są źli , zepsuci od środka , nie dlatego że pochodzą z takich środowisk. Są tacy bo nikt nie nauczył ich bycia innym, nie pokazał że mozna inaczej, że przemoc to nie wszystko na co ich stać. Żaden Dom Dziecka z górą zabawek i czekolady , żaden wychowawca choćby miał najlepsze intencje nie jest w stanie dać wszystkim wychowankom poczucia miłości, bezpieczeństwa, przynależności. W grupie liczącej ok 15- 20 wychowanków nie ma pracy indywidualnej, wszystko jest zbiorowe. małe dzieci mozna zająć zabawkami duże same szukają zajęcia.Dla szpanu, dla pokazania kto jest przywódcą w grupie są w stanie zrobić dużo , bardzo dużo i nie ważne czy jest to zgdone z prawem czy nie. Wychowawca nie zareaguje , ma mnóstwo innej pracy i boi sie o posade. Kazda sprawa jest tuszowana , bo nie daj Boze bedzie kontrola i jeszcze wyjdzie mnóstwo innych uchybień , które w zasadzie są normą. Jeśli nawet znajdzie sie taki wariat , ktory chce z tego bagna wyciągnąć do rodziny zastępczej jakies dziecko to rzuca sie mu kłody pod nogi. Dlaczego? bo takie wyjscie dziecka juz w pewnym wieku z placówki moze być zagrozeniem, że powie co sie tam dzieje, ze wyjdą na zewnątrz sprawy które nie powinny. W ten sposób chory system krąży w kółko z którego wyjscia niema. Dziecko jak trafi do placówki to juz w nią "wsiąknie", przez chory sytem opieki w Polsce stanie sie potencjalnym zagrozeniem w przyszłości ale nic sie nie zmieni bo nikomu zabrac sie i tak z placówki nieda. potem sam załozy rodzine ,z której wg ststystyk 80% dzieci ponownie trafia do Domu Dziecka i koło tak krązy całe wieki i dopóki nikt w końcu nie zrobi dosłownej rewolucji w dziedzinie rodzinnych form opieki zastępczej chory system bedzie trwał wiecznie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Gość Re: Nie wierzą Zosi... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.11.04, 22:09 Zgadzam się. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: reporter Re: Nie wierzą Zosi... IP: *.so.pkpik.pl / 81.219.116.* 04.11.04, 08:38 FORUM Tarnobrzeg forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=329&w=17173745 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: TOMEK Coś jest nie tak IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.11.04, 15:25 TOMEK Nie wiem dlaczego redaktorzy sa tak zdziwieni tym, że jeśli ta historia nie jest do końca prawdziwa to jak 12-letnia dziewczynka mogła coś takiego wymyslić. Oj nie wiedza chyba jak 10, 11, czy 12-letnie pociechy moga byc perfidne w swoim działaniu. Oczywiście nie neguję absolutnie tego co mówi dziewczynka. Dziwne natomiast jest dla nie to, że o całej sprawie nie wiedziało jej rodzeństwo (myslę o gwałtach - nie stosunkach seksualnych). W takiej placówce mogli nie wiedzieć wychowawcy i dyrekcja (co było by niwątpliwie sprawą naganną), ale równe zeru jest to, że nie wiedziała o tym jej 17-letnia siostra. I ten list, w którym pisze, że niby starsza siostra wszystko wie... Jstem pewien, więcej - wiem - że jesli 17-letnia siostra miała najblizszy kontakt ze swoją 12-letnią siostrą to gdyby cokolwiek wiedziała, a wiedziała by napewno - w zyciu by nie zaprzeczyła tylko jeszcze pogrążyła dyrekcję i pracowników. ADA A jak wytlumaczysz fakt ze dzieci w rodzinnych domach sa molestowane i gwalcone i wielokrotnie rodzenstwo czy rodzice nie zauwazaja niczego, albo poprostu nie przychodzi im do glowy ze dziecko zmienilo zachowanie z tych powodow, tlumaczy sie dorastaniem. W swojej pracy wielokrotnie mialam do czynienia ze sprawcami takich przestepstw, i bardzo czesto byly one ujawnione albo odkryte dopiero po latach. Dla dziecka wymyslenie takiej historii oznaczaloby powazne zachwianie w psychice, wiec, jesli to jest tylko pomowienie, to i tak trzeba sie zastanowic co sie dzieje z tymi dziecmi, ze ich psychika jest tak uszkodzona, i co psycholodzy robili w tej sprawie. Jezeli jak twierdza w domu dziecka, dziwczynce moglo sie stac cos zlego w czasie pobytu w rodzinie zastepczej, w szkole czy poza szkola, to co sie dzialo w domu dziecka ze, jak obsuga twierdzi, dziecko nie chce teraz do niego wracac, nawet jesli w czasie pobytu poza dziewczynke spotkalo takie nieszczescie. Bardzo duzo zawiklanych spraw. Wiadomo, ze obsluga sie stara zwykle jak najlepiej, ale tez i nie slyszalam o domu dziecka, gdzie nie byloby ani problemow z dorastajaca mlodzieza ani z prob wykorzystywania innych. Te dzieci przeszly w swoim zyciu wiele i kaktus mi na rece wyrosnie jak tam nie bylo zadnych problemow. A jesli to prawda ze nie ma zadnych problemow, to obsluga powinna napisac ksiazke na ten temat, bo ty bylby hit stulecia i podwazylby wiele teorii na ten temat. TOMEK Są dzieci gwałcone, molestowane, maltretowane i jeszcze wiele można wymieniać bestialskich zachowań w stosunku do nich. W domach rodzinnych, rodzinach zastepczych często sprawy - ogólnie mówiąc - pastwienia sie nad dziećmi nie wychodzą na światło dzienne z kilku powodów - a to dzieci wiedząc o tych czynach nic nie mówią, ponieważ boją się (zwykle ojca, czy przybranego tatusia), a to nie mają oparcia w matce, która też o tym wiedząc sama się oszukuje i mówi, że to niemozliwe (sic!). W placówkach takich jak dom dziecka więź emocjonalna rodzeństwa, czy nawet niespokrewnionych ze sobą wychowanków jest niejednokrotnie większa, niż w domach rodzinnych. I twierdzę, że starsza siostra wiedzialaby o wszystkim i wyjawiła by to, BO NIE MIAŁABY SIĘ KOGO BAĆ. Może się mylę...ale sprawę wyjaśnić należy, a winnych ukarać. GOŚĆ Z wyjaśnieniem tej sprawy może być różnie. Około 4 lat temu podobne zdarzenia podejrzewano w Specjalnym Ośrodku Szkolno-Wychowawczym w Grębowie , sprawa ucichła a dyrektora awansowano. Grębów i Skopanie podlegają tarnobrzeskiemu staroście. Tomku wiedzieć a wyjawić to dwie różne sprawy. Pamiętaj że starsza siostra dalej tam mieszka a sprawny psycholog czy pedagog ma różnorodne środki oddziaływania... TOMEK Powiem Ci szczerze, psycholog, pedagog, dyrektor, wychowawcy i sąd rodzinny razem wzięci moga odziaływac jeśli dane dziecko (wychowanek placówki) ma chęci do współpracy w/w. Jeśli jest krnąbrny, nie chce się uczyć (nie nawiązuję tu oczywiście do sprawy ze Skopania), demoralizuje inne dzieci to nie mozna mu zrobić nic, a nic. I takie jednostki dobrze o tym wiedzą. Dopiero, gdy cos poważnego przeskrobie to można wszcząć postepowanie o tzw. zmianę środka opiekuńczego, czy wychowawczego. Ale do tego długa droga. A jeśli twierdzisz, że starsza siostra mogła by nie ujawnić sprawy ze względu na konsekwencje ze strony pracowników domu dziecka to - wybacz - ale zupelnie nie znasz mechanizmu jaki ma miejsce podobnych placówkach. FORUM Tarnobrzeg forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=329&w=17173745 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: irek W Wieliczce powstanie Dom Dzieckdla dziewcząt :( IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 06.11.04, 15:57 Po Radomiu Bydgoszczy wladze Wieliczki postanowily utworzyc nowy dom dziecka !!! Dom dla dziewcząt Powiatowe plany Wielickie starostwo przygotowuje się do otwarcia drugiego domu dziecka w powiecie. Na razie nie wiadomo jeszcze, gdzie placówka zostanie zlokalizowana. Starosta Adam Kociołek poinformował tylko, że prowadzone są rozmowy z jednym z zakonów żenskich. Dopóki nie zostaną zakończone, szczegóły sprawy będą trzymane w tajemnicy. Do tej pory w powiecie wielickim istnieje Dom Dziecka dla chłopców w Pawlikowicach. Prowadzi go zgromadzenie księży michalitów, którym zakonne reguły zabraniają przyjmowania do placówki dziewcząt. Do tej pory problem rozwiązywano w ten sposób, że dziewczyny trafiały do domów dziecka poza powiatem wielickim - jednak od nowego roku pobyt dziecka w "obcej" placówce będzie musiał być finansowany przez macierzysty samorząd. Dlatego też wielickie starostwo postanowiło utworzyć w powiecie dom dziecka dla dziewcząt - a najlepiej, gdyby to była placówka koedukacyjna. - Z naszego punktu widzenia istotne jest, aby rodzeństwa nie były rozdzielane, dlatego też prowadzimy rozmowy w sprawie stworzenia domu dziecka przede wszystkim dla dziewcząt, ale z możliwością umieszczania w nim również chłopców. W nowym domu będziemy potrzebować około 20-30 miejsc. Obecnie w domach dziecka poza powiatem wielickim mieszka około 200 naszych mieszkańców. Wiadomo, że nie będziemy nagle zabierać z tamtych placówek wszystkich, bo na pewno dzieci zdążyły się zadomowić, ale nastąpi to stopniowo. Jeśli chodzi o chłopców, to 30 miejsc w domu w Pawlikowicach zaspokaja potrzeby. Jest też możliwość adaptacji pomieszczeń na piętrze budynku, jeśli zaszłaby taka konieczność - mówi wicestarosta Marek Zadrożniak. (JOL) źródło: Dziennik Polski dzis.dziennik.krakow.pl/?2004/11.05/Wieliczka/d/d.html Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Robert Re: W Wieliczce powstanie Dom Dzieckdla dziewcząt IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 07.11.04, 14:44 Czy o tym wie Rzecznik Praw Dziecka ?? Napiszmy do niego e-mial w tej sprawie!! www.brpd.gov.pl/ Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Łukasz Re: W Wieliczce powstanie Dom Dzieckdla dziewcząt IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 07.11.04, 20:52 Z tego widać, że nasze władze nie bardzo się jednak identyfikują z Unią Europejską bo tam jednak wszyscy działają na rzecz Rodzicielstwa Zastępczego. Ciekawe czy p.starosta nie ma chętnych rodzin w powiecie wielickim aby rozwijać i propagować taką idee, tylko cofa się do epoki PRL-u? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: M jak M Re: W Wieliczce powstanie Dom Dzieckdla dziewcząt IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 16.11.04, 21:35 w Radomiu powstanie nowy DD i w Bydgoszczy tez wpowstanie i bedą tam gwałcić dzieci za nasze pieniądze... bez komentarza... szkoda klawiatury i oczu ! ^ I Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: wiesiek Czy w waszym powiecie też poszukują rodz. zast. ? IP: *.so.pkpik.pl / 81.219.116.* 08.11.04, 12:21 Poszukiwani chętni na rodziców zastępczych wiol 04-11-2004 , GW Łódź - Dorośli stworzyli niektórym dzieciom piekło na ziemi. Musimy im pomóc. My chcemy pomóc tej trójce - mówi pani Lucyna. Zawsze chcieli mieć dużą rodzinę. A mieli jedynaka. Syn skończył szkołę baletową, wyjechał z kraju, robi karierę w Wiedniu. W domu zrobiło się pusto i cicho. Zdecydowali razem - spełnimy marzenie o licznej rodzinie. Zgłosili się do ośrodka adopcyjno-opiekuńczego TPD. Przeszli szkolenia. Rok temu poznali troje swoich dzieci: 3-letnią Klaudię, 4-letniego Norberta i 7-letnią Asię. - Najpierw odwiedzaliśmy je w pogotowiu opiekuńczym, poznawaliśmy się. Bardzo nam zależało, żeby dzieci były u nas na Boże Narodzenie. Przyszły do nas na stałe 17 grudnia. Do tego syn przyjechał na Wigilię z żoną i dwiema córkami. Przy stole usiadło 17 osób, przyszedł św. Mikołaj - opowiada mama, ciesząc się już na następne święta. Na początku dzieci były nieufne wobec obcych. Norbert do tej pory nie mówi. Ma psychiczną barierę. Logopeda radzi, by cały czas był w domu włączony telewizor. Dlatego Norbert ogląda bajki na kanale "Mini mini". Klaudia, płowa blondynka, chętnie wita gości. Nie widać w niej rezerwy wobec obcych. Asia, poważna pierwszoklasistka, pilnuje maluchów. Odbiera im gumę do żucia. - Dostaniecie, ale po obiedzie - poucza. O synu pani Lucyny mówi: "Mój starszy brat, który mieszka za granicą". Asia nie może się doczekać, kiedy odwiedzi go w Wiedniu. Początki Asi w nowym domu były trudne. - Popychała dzieci, była krnąbrna, uparta. Wzięłam ją na rozmowę. Okazało się, że biologiczna matka oszukała ją, że będzie u nas parę dni, a potem wróci do domu. Dlatego była zła - opowiada pani Lucyna. Obeszło się bez pomocy psychologa, chociaż rodzina zastępcza zawsze może skorzystać z porady fachowców z ośrodka. Matka biologiczna, która ma ograniczone prawa rodzicielskie, nie odwiedza dzieci w ogóle. - Spotkałyśmy się niedawno na rozprawie w sądzie. Miała do mnie pretensje, że dzieci mówią do nas "mamo", "tato" - wspomina pani Lucyna. Znajomi, rodzina, sąsiedzi, klienci sklepu, który prowadzi pani Lucyna z mężem, przyjęli dzieci bardzo ciepło. - Koleżanki mówią, że odkąd maluchy są u nas, mam wesołe oczy - śmieje się mama. - No i dzieci to niezła dieta-cud, schudłam przy nich 14 kg. Dają nam mnóstwo radości. A my od siebie wszystko, co mamy najlepszego. Rodzina zastępcza zakończy swoją pracę, gdy dzieci będą pełnoletnie. - Wyjdą od nas nauczone, co znaczy kochać i szanować - mówi mama. *** Ośrodek Adopcyjno-Opiekuńczy TPD przy ul. Nawrot 3 (tel. 674-89-31) czeka na osoby, które chcą przyjąć dzieci do rodziny zastępczej (małżeństwa lub osoby samotne). Muszą to być osoby niekarane, zdrowe, przynajmniej jedno z rodziców musi mieć pracę. Rodzina przechodzi szkolenie, kwalifikacje, a potem poznaje dziecko. Dostaje także pieniądze na częściowe pokrycie kosztów utrzymania dzieci (w zależności od wieku i stanu zdrowia jest to od 600 do 1000 zł). Rodzina zastępcza różni się od rodzinnego domu dziecka (w Łodzi jest osiem takich placówek) tym, że w rodzinie może być najwyżej troje dzieci i jedno z rodziców musi pracować, natomiast w rodzinnym domu dziecka rodzice pracują na etatach i dostają pensje od gminy. Pod opieką mają od 4 do 8 dzieci. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: wiesiek Czy opiekun (zastępczy) powinien kochać dziecko? IP: *.so.pkpik.pl / 81.219.116.* 08.11.04, 12:25 Towarzystwo "Nasz Dom" Tomasz Polkowski Czy opiekun powinien kochać dziecko? polecam uwadze bardzo ciekawy artykuł p. Tomasza Polkowskiego oraz inne na stronie Naszego Domu. www.naszdom.home.pl/druk/opiekun.htm Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: reporter_trzeci Straszne wejście w dorosłość IP: *.so.pkpik.pl / 81.219.116.* 08.11.04, 13:47 Straszne wejście w dorosłość Aby nikt nie trafił na ulicę - Samodzielne życie bywa dla niektórych wychowanków domów dziecka barierą nie do pokonania. Brak motywacji i odwagi popycha ich ku bezdomności - wyjaśnia dyrektor Domu Dziecka nr 3 w Przemyślu Grażyna Sadowska. Nauka samodzielności sprawi, że opuszczając placówkę człowiek będzie przygotowany do samodzielnego życia i pokona trudności. Istnieją różne statystyki mówiące, ilu bezdomnych jest byłymi wychowankami domów dziecka. Są niemal w każdym przytułku czy schronisku dla bezdomnych. Jak wygląda ich droga do bezdomności? - Młody człowiek, który nagle znajdzie się poza domem dziecka, często nie potrafi poradzić sobie w nowej rzeczywistości. Szuka przyjaciół i często znajduje ich w nieodpowiednim środowisku, które "obdziera" go z pieniędzy. Później droga jest krótka. Dochodzi do kradzieży, bo przecież trzeba z czegoś żyć, następuje utrata dachu nad głową, człowiek trafia na ulicę - opowiada prezes schroniska św. brata Alberta Jadwiga Mikołajczyk. W podobny sposób przyczynę bezdomności niektórych wychowanków tłumaczy G. Sadowska. - Dawniej pracownicy MOPS nie sprawowali nad młodym człowiekiem takiej pieczy jak teraz. Gdy dziecko, już dorosłe, opuszczało dom, dostawało trochę pieniędzy na start. Nikt nie kontrolował wydatków, więc jeśli pieniądze poszły na alkohol, nikt tego nie rozliczał. Nie było programów, które uczyłyby dzieci samodzielności. Zmieniło się to w 2000 r., kiedy domy dziecka przestały działać w systemie oświaty, a opiekę nad nimi przejęła pomoc społeczna. Teraz robimy wszystko, aby nikt nie trafił na ulicę - mówi G. Sadowska. Katarzyna SOCHA "Zycie Podkarpackie" 27.10.2004 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: reporter rodzinny dom dziecka na wsi IP: *.so.pkpik.pl / 81.219.116.* 15.11.04, 13:24 superwizjer.onet.pl/1200312,archiwum.html Małżeństwo chciało założyć rodzinny dom dziecka na wsi. Mieszkańcy wsi nie chcą o tym słyszeć. Powód? Bo małżeństwo jest z Warszawy, bo są artystami, bo nie biją dzieci. Zdanie wsi podzielają lokalni urzędnicy. Katarzyna i Jacek Adamasowie, małżeństwo artystów, osiem lat temu postanowili wyjechać z Warszawy i zamieszkać na wsi. Wybrali Mazury. Osiedlili się we wsi Worławki. - Wystarczył tydzień pobytu na wsi, żeby stwierdzić, że zamykamy wszystkie nasze sprawy w Warszawie i sprowadzamy się tutaj – mówi Jacek Adamas. Kupili i odremontowali wielki, stumetrowy dom. Założyli sad. Kiedy przyjechali do Worławek, mieli dwójkę dzieci. Na wsi urodziły się im jeszcze dwie córki. Przed dwoma laty dowiedzieli się o zainicjowanej przez olsztyńskie Centrum Pomocy Rodzinie akcji tworzenia w biednym, popegeerowskim regionie rodzinnych domów dziecka. - Żona poszła do powiatowego centrum i dowiedziała się, że potrzebują ludzi, ale nie mają pieniędzy – i nie zajęli się naszą ofertą – mówi Jacek Adamas. – Po kilku miesiącach znów się zgłosiliśmy i było tak samo. W końcu sprawa ruszyła, ale zupełnie nie w takim kierunku, jakiego mogliby oczekiwać Adamasowie. Ich wniosek miało zaopiniować Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie oraz Gminny Ośrodek Pomocy Społecznej. Opinie zostały wydane, ale w roli autorytetów zamiast pedagogów i psychologów wystąpili sołtys i rada sołecka. Sołtys napisał: "Rodzina państwa Adamas są mieszkańcami wsi Worławek, posiadają czworo dzieci, są rodziną bezrobotną. Rodzina pani Katarzyny i Jacka Adamas nie cieszą się zaszczytną opinią w środowisku mieszkańców wsi Worławek. W związku z tym rada sołecka podjęła decyzję negatywną". Sołtysowi przybysze z Warszawy nie podobali się od pierwszego dnia. - Państwo przyjechało tu z Warszawy i ich opinia o naszym środowisku wiejskim jest taka, że my jesteśmy figura, a wy prostacy! – oburza się Marian Rynko, sołtys Worławek. – Ten pan wpadał do każdego domu i wołał: "Ja jestem artysta!". No, to jest niepoważne! Sołtys dokonał też „ogólnikowego”, jak sam mówi, oglądu domu Adamasów i stwierdził, że zarastają go pokrzywy. Jego koledzy z rady sołeckiej mają jeszcze bardziej krytyczną opinię o rodzinie artystów. Nie podoba im się, że mają już czwórkę swoich dzieci, a chcą jeszcze cudze. Nie rozumieją po co. Chyba tylko po to, żeby pieniądze od kogo się da wyciągać. - Proszę pani, niech pani idzie, bo mnie pani wk… jeszcze bardziej – kwituje rozmowę z Katarzyną Adamas członek Rady Sołeckiej Edmund Michałowski. Nie udało się też dogadać z innym członkiem Rady Arkadiuszem Bieńkowskim: - Proszę wyjechać z podwórka, zaczyna mnie pani denerwować – mówi. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: reporter_drugi "Nastepni do studni" - TRZEBA BIĆ NA ALARM !! IP: *.so.pkpik.pl / 81.219.116.* 18.11.04, 08:24 Europa likwiduje sierocińce, u nas w domach dziecka coraz tłoczniej Odwrót od sierocińca staje się w Europie powszechnym standardem. W Polsce, jako jedynym kraju regionu, liczba wychowanków w domach dziecka szybko rośnie. Trzeba bić na alarm! "Nastepni do studni" POLITYKA 26/2004 polityka.onet.pl/162,1171551,1,0,2458-2004-26,artykul.html Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: saba POWIAT: od 4 lat nie powstała tu rodzina zastępcza IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.11.04, 16:03 reporter: Magda Dercz Domy dziecka. Tu samotne dzieci czekają na to by je ktoś przygarnął, by mieć dom. Zgodnie z ustawą o pomocy społecznej samorządy mają obowiązek organizowania opieki w rodzinach zastępczych, udzielania pomocy pieniężnej, wypłacania wynagrodzenia z tytułu pozostawania w gotowości przyjęcia dziecka. Samorządy powinny też stopniowo likwidować domy dziecka i tworzyć rodziny zastępcze. Tyle ustawy. Sprawdziliśmy jak to jest realizowane w Sulęcinie. Od czterech lat nie powstała tu żadna rodzina zastępcza. A przecież finansowanie rodziny zastępczej to dla państwa czysty zysk. Miesięcznie wypłaca się takiej rodzinie 800 złotych na jedno dziecko. Utrzymanie wychowanka w domu dziecka kosztuje – 2000 zł. źródło: POLSAT Interwencje 24.11.2004 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: alchemilla mój głos w dyskusji... IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 26.11.04, 18:20 A ja mam inną propozycję - czemu nasze cudownie katolickie społeczeństwo, tak przeciwne aborcji, nie weźmie dziecka do siebie. Może podać pomysł księdzu coby na ambonie wpłynął na wiernych. Tyle miłości, ciepła, dobra mogliby dać :) Jaka nagroda po śmierci, wsparcie ze strony rodziny i podziw wszystkich. W pół roku problem rozwiązany. Ciekawe, tak swoją drogą, czy w związku z zakazem aborcji nie zwiększa się ilość dzieci w domach dziecka? Wiem, to może niestosowne(oczywiście ze względu na dzieci bo przecież nie na pełne obłudy polskie społeczenstwo :), ale cóż, to mój głos w dyskusji. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: reporter_drugi Była dyrektorka niewinna..., a kto winny ?? IP: *.so.pkpik.pl / 81.219.116.* 29.11.04, 08:16 TVP/ SZCZECIN wtorek, 16 listopada 2004 godz. 19:33 Była dyrektorka niewinna Niewinna - takie orzeczenie w sprawie byłej dyrektorki domu dziecka w Binowie wydał dziś Sąd Okręgowy w Szczecinie. Sąd niższej instancji uznał ją winną naruszenia nietykalności osobistej jednego z wychowanków, prokuratura zarzucała znęcanie się nad dziewięcioma wychowankami. Dziś sąd nie tylko oczyścił kobietę z zarzutów, ale przyznał rację obrońcy, że cała sprawa była wynikiem konfliktu między byłą panią dyrektor, a jedną z jej pracownic. W styczniu tego roku Bożena Małecka została oskarżona o fizyczne i psychiczne znęcanie się nad dziewięcioma chłopcami. Gryfiński sąd grodzki odrzucił większość zarzutów. Wyrok - miesiąc pozbawienia wolności w zawieszeniu na dwa lata nie za znęcanie, ale za naruszenie nietykalności osobistej jednego z wychowanków. Od tego wyroku odwołała się i prokuratura, i obrońca. Padło stwierdzenie: Dzieci zostały zaszantażowane emocjonalnie i zostały postawione przed wyborem - albo kłamią, albo zachowują się nielojalnie wobec swojej wychowawczyni. Między innymi ten argument przekonał sąd. Bożena Małecka została uniewinniona. W uzasadnieniu wyroku podkreślano, że zeznające w procesie dzieci zostały zmanipulowane; zostały brutalnie wykorzystane i przez wychowawczynię, i przez starszych chłopców, żeby eksponować okoliczności, które miały pogrążać oskarżoną. Bożena Małecka: To są tylko dzieci i one sobie z tym nie radzą i to jest nasza największa porażka - przede wszystkim moja, jako byłego dyrektora. Starościna powiatu gryfińskiego, która wiedziała o konflikcie między wychowawczynią, a ówczesną dyrektorką - podobnie jak sąd uważa, że oskarżenia podopiecznych były bezpodstawne. Wychowawczyni, która namawiała dzieci do zeznań, nadal jednak w domu dziecka pracuje. Uniewinniona dyrektorka czuje się zniesławiona, ale zastanawia się jeszcze, czy zadośćuczynienia będzie dochodzić w procesie cywilnym. jbrudnic Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: obsewator Re: Była dyrektorka niewinna..., a kto winny ?? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.12.04, 18:53 Starościna powiatu gryfińskiego, która wiedziała o konflikcie między > wychowawczynią, a ówczesną dyrektorką - podobnie jak sąd uważa, że oskarżenia > podopiecznych były bezpodstawne. Wychowawczyni, która namawiała dzieci do > zeznań, nadal jednak w domu dziecka pracuje Zastanawia sie Pan kto jest winny? Jak mogło dojść do sytuacji, że wszyscy wiedzieli, że są to brednie wyssane z palca i nikt nie zareagował? Starostwo miało pretensje do dyrektorki, że zgłosiła na policję fakt gwałtu na chorym psychicznie chłopcu. Później okazało się, ze to nie był gwałt a zwykły stosunek o 19 wieczorem w ubikacji. Zdarzyło sie to na dyżurze wychowawczyni, która bojąc się dyscyplinarnego zwolnienia rozpętała tą aferę. Wychowawczyni pracuje nadal z dziećmi. Wie Pan co sie dzieje teraz w Binowie? Horror. Kto jest temu winny? Władze starostwa. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: reporter_drugi Przemytnicy i celnicy wspomagają domy dziecka IP: *.so.pkpik.pl / 81.219.116.* 09.12.04, 08:33 KOMENTARZ: Szanowny Panie Dyrektorze Szpakowicz. Dlaczego dzieci z Pańskiego Domu Dziecka nie idą do rodzin zastępczych ???????????, no bo gdyby szły to byłby poważniejszy powód do Pańskiego zadowolenia ?? Przemytnicy i celnicy wspomagają domy dziecka GW? Białystok bdc 06-12-2004, Ja naprawdę bardzo lubię przemytników - śmieje się dyrektor Domu Dziecka w Białowieży Roman Szpakowicz. - Co jakiś czas, przez celników, dość znacznie nas wspierają. I to już od wielu lat Komplety dresów, bielizna, kamizelki, bluzy sportowe i buty - to "dar" przemytników dla dzieci z DD w Białowieży. Te odebrały go wczoraj od podlaskich celników. - My naprawdę sporo tego zatrzymujemy na granicach. To są niezłe rzeczy i szkoda byłoby je niszczyć. A tak to ktoś z tego skorzysta - powiedział nam Mariusz Kowalczuk z Izby Celnej w Białymstoku. Wczorajszy mikołajkowy prezent to część przemytu zatrzymana na białorusko- polskiej granicy na przełomie 2003 i 2004 r. Towar został zarekwirowany, ponieważ miał podrobione znaki towarowe. Na pierwszy rzut oka w żaden sposób nie da się poznać, czy jest to oryginał, czy podróbka. Żeby przekazać te towary, celnicy własnoręcznie odpruwali wszyte loga i metki. - Rocznie na ubrania dla jednego wychowanka możemy wydać ok. 300 zł. A taki jeden komplet dresów kosztuje ponad sto złotych - dodaje Szpakowicz. Oprócz tego celnicy sami zrobili składkę. Za zebrane 1,5 tys. zł kupili maluchom słodycze. W tym roku podlaska Izba Celna przekazała placówkom opiekuńczo- wychowawczym towary za ponad 160 tys. zł. Najczęściej były to dresy, buty sportowe, koszulki i zegarki. Niedługo przekaże też 6 tys. par butów, które zostały przechwycone w Bobrownikach. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: reporter_drugi Kłopoty domu małego dziecka ?? IP: *.so.pkpik.pl / 81.219.116.* 15.12.04, 08:52 Kłopoty domu małego dziecka GW/łódź Adam Czerwiński 14-12-2004 Czy 120 sierot zostanie bez pomocy medycznej? Na razie nie ma pieniędzy na lekarzy i pielęgniarki z Domu Małego Dziecka przy ul. Drużynowej. Klaudia i Sebastian mieszkają w domu dziecka. Trafili tam rok temu. Chłopiec nic nie potrafił wokół siebie zrobić. Ani się ubrać, ani umyć. Jadł palcami, bardzo niewiele mówił. Jeszcze gorzej było z jego siostrą Klaudią. Trzyletnia dziewczynka ma porażenie mózgowe, nie widzi i nie dosłyszy. Przez rok w domu dziecka przy ul. Drużynowej była rehabilitowana. Dziś czuje się dużo lepiej. Za to Sebastian stał się duszą towarzystwa, szaleją za nim opiekunki i pielęgniarki. Chłopiec wszystkie wolne chwile spędza z siostrą. Jest dumny z każdego jej osiągnięcia. Dzieci wymagających stałej opieki w Domu Małego Dziecka jest dużo więcej. Na 120 wychowanków ciężko chora jest prawie połowa. Nie ma w Łodzi innej placówki, zajmującej się chorymi sierotami... - Maluchy mają najróżniejsze problemy - mówi Anna Stasiak, dyrektor ośrodka. - Często właśnie z powodu dolegliwości zostały porzucone przez rodziców. Dzieciom nie byłoby tak dobrze, gdyby nie ciągła opieka 20 pielęgniarek, dwóch rehabilitantek i lekarza. - Mają pełne ręce roboty - zapewnia Stasiak. - Dzięki ich pracy dzieci dobrze się rozwijają, a gdy chorują, nie trzeba ich wieźć do szpitala. Jeśli nic się nie zmieni, to za kilka tygodni dzieci z ul. Drużynowej czekają przykre niespodzianki. Wszystko dlatego, że nie ma kto płacić za opiekę medyczną nad nimi... Beata Aszkielaniec, rzecznik łódzkiego oddziału NFZ: - Dyrektor Tazbir wystąpił do nas o finansowanie zakładu opiekuńczego. Niestety, ośrodek przy ul. Drużynowej nie spełniał naszych warunków i nie mogliśmy dać pieniędzy. Uważamy jednak, że sprawa pozostaje otwarta i powinno znaleźć się jakieś rozwiązanie problemu. KOMENTARZ 120 dzieci a może i więcej...Uważamy jednak, że sprawa pozostaje otwarta i powinno znaleźć się jakieś rozwiązanie problemu. A tym rozwiązaniem są rodziny zastepcze, rodzinne domy dziecka oraz rodziny preadopcyjne i adopcyjne. Przecież jak te dzieci dorosna, trafią do domów dziecka i będą tam osadzone do pełnoletności... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zespół_reporterów Nowy Rok 2005 !! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.12.04, 16:23 W imieniu zespołu Reporterów życzę wszystkim dzieciom z domów dziecka aby w przyszłym roku mogły wrócić do swoich domów rodzinnych lub zamieszkać w rodzinach zastępczych, czy w rodzinnych domach dziecka. Rodzicom zastępczym i opiekunom z rodzinnych domów dziecka życzę, abyście w chwilach trudnych znajdowali przyjazne pomocne dłonie oraz aby wasze relacje małżeńskie były pełene ciepła i serdeczności. Wychowawcom z domów dziecka aby nie brakowało Wam odwagi i wrażliwości przed nowymi wyzwaniami, nie trzymajcie na siłę dzieci w placówkach. Szczęść Boże A.D. 2004 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: tomek Re: Nowy Rok 2005 !! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.12.04, 20:29 Reporterzy!! Do siego roku !! Jestescie straznikami praw osieroconych dzieci, badzcie nimi i w przyszlym roku. tomek Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: reporter_drugi FALA w DOMU DZIECKA w Białymstoku !! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.01.05, 17:31 Fala w białostockim domu dziecka bdc 03-01-2005 Starsi wychowankowie białostockiego domu dziecka kazali swoim młodszym kolegom rozbierać się do naga, a potem tańczyć. W trakcie zabawy robili im zdjęcia. Później wszystkich ich pobili Prokuratura Rejonowa Białystok Północ o znęcanie się nad swoimi kolegami oskarżyła dwóch wychowanków białostockiego domu dziecka: Artura W. i Daniela K. Oni to w październiku minionego roku nocą nakazali trzem swoim młodszym współlokatorom, by rozebrali się do naga i tańczyli. To miała być zabawa w więzienie. Ten, który tańczył najsłabiej, miał zostać "cw..em", dwaj zwycięzcy mieli trafić do grupy "grypsującej", która "rządziła" w domu dziecka. Kiedy jeden z młodszych chłopców zaprotestował, został pobity. Potem nikt już się nie odważył przeciwstawić starszym. Chłopcy przez kilka minut tańczyli nago w pokoju, a ich oprawcy robili im zdjęcia telefonem komórkowym. Po wszystkim pobili ich mokrymi ręcznikami. Oskarżeni mają po niespełna 17 lat. Tłumaczyli się, że kiedy doszło do zdarzenia, byli pod wpływem alkoholu (Artur W.) lub marihuany (Daniel K.). Już wcześniej sprawiali kłopoty wychowawcze. Biegły psycholog stwierdził, że stwarzają zagrożenie dla otoczenia. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ~podatnik Re: FALA w DOMU DZIECKA w Białymstoku !! IP: *.so.pkpik.pl / 81.219.116.* 06.01.05, 07:44 Takie zdarzenia są też w innych domach dziecka i podobnych ośrodkach. Pomimo trudnych czasów i zmian kulturowo-społecznych w naszym życiu którym poddała się młodzież - tego problemu nie zauważyli pedagodzy, wychowawcy, psycholodzy i kierownictwo poszczególnych placówek. Osoby odpowiedzialne za wychowanie i edukację dzieci w takich placówkach traktują swoją powinność jako obecność przez kilka godzin w placówce (gabinet, kawa, plotki). Nie wnikają w problemy młodzieży, są daleko od nich. A gdzie rozmowa z dziećmi i młodzieżą o ich problemach, co z pomocą w edukacji, dlaczego nie są organizowane zajęcia popołudniowe, co z wyjsciami na zewnątrz placówek? Dlaczego nie interesuje się wychowawca problemami które występują w rodzinach biologicznych, ktore w następstwie przenoszone są do placówek? Praca tych osób jest skandaliczna, gdyż tak się pracowało w biurokracji-administracji PRL. Finansowanie tych placówek jest z budżetu państwa, czyli moich pieniędzy, jestem przeciwny marnotrawieniu tak pieniędzy - i dlatego może projekt o tworzeniu rodzinnych domow dziecka i innych form opieki byłby lepszy dla dzieci i tańszy nam. Jeśli dojdzie do tego to uważam że bardzo mało aktualnych pracowników placówek o-w zajmie się tą formą pomocy dzieciom i młodzieży. W opisanym przypadku napewno wychowawca wiedział o skrajnym przypadku tej młodzieży. Mając wiedzę i przygotowanie powinien być przygotowany na takie zdarzenia (a może pracował tak jak opisałem wyżej). Błedem jest umieszczanie tak mocno patologicznej młodzieży w ogólnych placówkach. Tak mozna zadecydować tylko administracyjnie, a te problemy trzeba rozpoznać od podłoża i można je naprawiać (leczyć), ale nie podchodząc z założeniem odpracowania w gabinecie kilku goszin bez kontaktu z dzieckiem. Jak zauważyłem osoby zajmujące się tymi problemami wiedzą teoretrycznie jak do nich należy zabrać się. Dodać trzeba jeszcze zaangażowanie, powołanie- poświecenie- misja, serce i będzie dobrze. Należałoby odsunać trochę ludzi od pracy w tych placówkach (szczególnie starszych z układów), zrewidować gospodarkę finansową, przeanalizować stosunek ilość wychowanków do pracowników placówek. Na koniec podsumowując mozna stwierdzić, że ta dziedzinie nie odbiega znaczaco od innych branż, też występuje bagatelizowanie problemu, niekompetencja, układy, marnotrastwo pieniędzy publicznych itd... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ao Skarga na wychowawcę IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.01.05, 19:02 2005-01-11 20 Policjanci badają, czy pracownik ośrodka opiekuńczo-wychowawczego pobił swoich podopiecznych. Mundurowi nie chcą zdradzić, w której z wałbrzyskich placówek opiekuńczo-wychowawczych miało dojść do pobicia czterech osób. Doniesienie na policję złożył dyrektor placówki. Poinformował policjantów, że jego podwładny miał pobić czterech wychowanków, którzy doznali obrażeń ciała na udach i łydkach. – Szczegółów sprawy nie zdradzamy, ponieważ może być tak, że podopieczni ośrodka pomówili swojego wychowawcę. Mogli się zemścić na przykład za surową dyscyplinę – mówi Ireneusz Smoła z Komendy Miejskiej Policji w Wałbrzychu. Policjanci wszczęli już postępowanie przygotowawcze w tej sprawie. Ma ono wyjaśnić okoliczności zdarzenia. Źródło: twoje-sudety.pl | (AS) - Słowo Polskie Gazeta Wrocławska Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: reporter_drugi Rodziny zastępcze oddają dzieci IP: *.so.pkpik.pl / 81.219.116.* 26.01.05, 10:06 Rodziny zastępcze oddają dzieci GW/Bydgoszcz Małgorzata Czajkowska 25-01-2005 - Dziecko to nie buty, które można reklamować - komentuje Hanna Ciurko, dyrektor bydgoskiego Domu Dziecka przy ul. Stolarskiej 10-letnia Basia i 17-letni Staszek przebywają w Pogotowiu Opiekuńczo- Wychowawczym. 11-letnia Asia trafiła do domu dziecka. Każde z trojga dzieci jeszcze do niedawna przebywało w innej rodzinie zastępczej (w jednym przypadku - w adopcyjnej). Z opieki nad nimi w dwóch przypadkach zrezygnowali sami rodzice, w jednym - dziewczynkę odebrała babci policja. Dlaczego się tak stało? - Ludzie biorą dzieci, bo chcą zrealizować swoje marzenia, później okazuje się, że nie potrafią podołać ich wychowaniu - komentuje Danuta Warczak, dyrektor Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej. - Mam nadzieję, że nie ma takich, którzy robią to dla pieniędzy. Na dziecko do 7 lat rodzina zastępcza dostaje miesięcznie 972,60 zł, na starsze - 648 złotych. Dzieci zostają w rodzinach zastępczych do pełnoletności. - To, co się przytrafiło dzieciom, które wróciły do pogotowia, to dramat - dodaje dyrektor MOPS. Kto jest temu winien? Poszukiwaniem rodzin adopcyjnych lub zastępczych dla dzieci zajmuje się ośrodek adopcyjno-opiekuńczy. Jak to możliwe, że Basia, Asia i Staszek trafili w ręce tak nieodpowiedzialnych ludzi? - pytam. - Nasi kandydaci, a później rodzice to nie są przypadkowe osoby - odpowiada Barbara Urbańska, dyrektor ośrodka. - Sprawdzamy, czy rodzinna opieka zastępcza jest dla nich właściwym wyborem. Kontrolujemy ich sytuację rodzinną i materialną, a potem szkolimy. A jednak wybraliście państwo rodziców, którzy nigdy nie powinni byli dostać dzieci pod swoją opiekę? - To, że dzieci wracają do pogotowia, to nasza porażka, tak nie powinno być - przyznaje Urbańska. Teraz sąd zastanawia się, co będzie najlepsze dla trójki oddanych dzieci. - Na razie, na czas postępowania sądowego, zostaną gdzie są - wyjaśnia Iwona Pydych, przewodnicząca VI wydziału rodzinnego Sądu Rejonowego. - Niewykluczone, że uda się pogodzić strony i wszystko wróci do normy. DLA GAZETY Justyna Kleniewska psycholog - Do rodzin zastępczych lub adopcji trafiają najczęściej dzieci po ciężkich, życiowych przejściach. Potrzebna jest im jeszcze większa troska i lepsza opieka. Chętni do utworzenia rodziny zastępczej powinni się najpierw zastanowić, czy podołają wychowaniu. Powinni wiedzieć o tym, że z kilkuletniego, błękitnookiego cherubinka może wyrosnąć niesforny nastolatek, który tak jak rówieśnicy z normalnych rodzin może sprawiać kłopoty wychowawcze. Basia, 10 lat Trafiła do rodziny zastępczej, kiedy miała 6 lat. Wcześniej mieszkała najpierw z matką w więzieniu, potem w domu dziecka. Cztery lata temu stała się członkiem siedmioosobowej rodziny. Dziś dziewczynka jest ponownie w Pogotowiu Opiekuńczo- Wychowawczym, bo jej przybrani rodzice poprosili sąd o rozwiązanie umowy o rodzinie zastępczej. - Nie mamy dobrego kontaktu, Basia jest nerwowa, zagraża naszym rodzonym dzieciom, nie dajemy sobie z nią rady, jest chora (zaburzenia psychiczne) - motywowali swoją prośbę. Asia, 11 lat Od niedawna mieszka w Domu Dziecka przy ul. Stolarskiej. Tak zadecydował sąd rodzinny. - Ograniczył matce władzę rodzicielską, rolę rodziny zastępczej miała spełniać babcia - mówi Hanna Ciurko, dyrektorka Domu Dziecka przy ul. Stolarskiej. - Kobieta nie wywiązywała się ze swoich obowiązków, piła. O tym, że dziecku dzieje się krzywda, powiadomili sąd kurator i pedagog szkolny. Staszek, 17 lat Adoptowany został przed 10 laty. Przed świętami Bożego Narodzenia trafił do Pogotowia Opiekuńczo-Wychowawczego przy ul. Traugutta. Jego ojciec napisał do sądu, że po śmierci żony nie radzi sobie z chłopakiem, dochodzi do kłótni, bójek. Bydgoszczanin poprosił sąd o rozwiązanie umowy adopcyjnej. Barbara Urbańska, dyrektor ośrodka adopcyjno-opiekuńczego: To, co się stało, nie powinno się zdarzyć. Będziemy jeszcze czujniej przyglądać się kandydatom na rodziców. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: reporter_drugi a dlaczego oddają ?? IP: *.so.pkpik.pl / 81.219.116.* 26.01.05, 11:40 Poczytajcie felietony mamy zastepczej... Dlaczego rezygnują ?? Wiem dlaczego rodzice zastępczy rezygnują z opieki nad dzieckiem. Bo nie wytrzymują. Zwyczajnie nie dają rady wychowywać dzieciątka, które jest zaburzone, czasem agresywne, czasem złośliwe. Takiego dziecka, które nie jest lojalne, które wyrządza krzywdę, które nie respektuje żadnych norm i zasad, które wcześniej panowały w domu. Wyobraźmy sobie taką miłą, dobrą rodzinę. Mama z tatą oglądają program “Kochaj mnie”. Losy przedstawianych w nim dzieci są nieraz dramatyczne. Dzieci do kamery mówią o tym, że szukają domu, chcą mieć mamę i tatę, chcą żyć tak jak inni. Kamień by się nie wzruszył. Jeżeli jeszcze kiedyś wcześniej ci mili ludzie myśleli o tym, żeby komuś pomagać, jeżeli mają już odchowane dzieci, albo nie mają ich wcale to właściwie niedługa droga do decyzji; bierzemy dziecko. Pomożemy komuś. Teraz procedura kwalifikacji rodzin jest bardzo uproszczona.... wiecej >> www.forum.epomoc.pl/viewtopic.php?t=179 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: reporter_drugi DZIECI TEZ PIJĄ ALKOHOL :( IP: *.so.pkpik.pl / 81.219.116.* 26.01.05, 12:54 DZIECI PIJĄ ALKOHOL Pijany czterolatek przywieziony do Dziecięcego Szpitala Klinicznego w Białymstoku poprosił lekarza: "Piwka mi daj". Nietrzeźwa szesnastoletnia pacjentka pobiła pielęgniarki. Brakuje placówek, które pomogą już uzależnionym dzieciom i powstrzymają wzrost ich liczby - pisze "Rzeczpospolita". Policja odnotowała w 2003 roku w Polsce 10 tys. 880 nietrzeźwych nieletnich - 23,7 procent więcej niż rok wcześniej. Nie wszyscy trafiają do kartotek. Policyjna statystyka obejmuje jedynie te pijane dzieci, które uczestniczyły - jako sprawcy lub ofiary - w przestępstwie, wybryku chuligańskim czy wypadku. Trudno nawet w przybliżeniu oszacować, ile dzieci i młodzieży pije w Polsce alkohol w domu. "Problem narasta. Możemy już mówić o rodzącym się zjawisku picia, a nawet uzależnienia alkoholowego dzieci" - potwierdza na łamach "Rzeczpospolitej" dr Jerzy Szarecki, dyrektor Dziecięcego Szpitala Klinicznego w Lublinie. Do niedawna lekarze z lubelskiego DSK przyjmowali rocznie nie więcej niż 10 dzieci zatrutych alkoholem. W 2004 roku było ich już 30, z czego połowa to dziewczynki. [...] Źródło: Rzeczpospolita Odpowiedz Link Zgłoś