erte2
18.10.13, 13:58
"Jacek Rońda – współczesny polski naukowiec, profesor nauk technicznych, wykładowca Akademii Górniczo-Hutniczej im. Stanisława Staszica w Krakowie i Wyższej Szkoły Techniczno-Ekonomicznej w Warszawie. Specjalizuje się w informatyce stosowanej, matematyce przemysłowej, matematyce stosowanej, mechanice stosowanej i metodach programowania." (za wikipedią).
Można do tego jeszcze dodać wykłady za granicą, niewatpliwe osiągnięcia techniczne (niesłychanie trudna dziedzina jaką jest odpowiedzialne spawanie pod woda czy implanty chirurgiczne)
Jest to imponujący dorobek naukowy, wynalazczy i po prostu inżynierski, a i sucesami finansowymi zapewne poparty. I piszę to bez cienia ironii, a nawet z pewnym podziwem bo jako "człowiek z branży" potrafię to wszysko docenić i ocenić.
Ale począwszy od tego momentu przestaję cokolwiek rozumieć. Mianowicie po co człowiek o niekwestionowanym dorobku naukowym, zawodowo spełniony, niebiedny wdał się w tę smoleńską awanturę ? Dlaczego - po tych wszystkich puszkach, kupowanych dokumentach, głosach z wiadra, po tych insynuacjach skierowanych przeciw premierowi i członkom komisji Millera, tych wygłaszanych z pełnym przekonaniem teoriach spiskowo-wybuchowych - nagle mówi "żartowałem" ? Przecież z tego wywiadu udzielonego Rydzykowi wyraźnie wynika że pan profesor absolutnie nie wierzy w żadne wybuchy, spiski i inne macierewiczowe brednie, że robił to tylko po to...No właśnie, po co ? Żeby się "własnoręcznie" później skompromitować ? Zaprzepaścić cały swój dorobek, cały prestiż i zniszczyć swoją pozycję w nauce polskiej ?
Rozumiem tę Biniendę - nauczyciel zawodu w podrzędnej szkole amerykańskiej kokosów nie zarabia, a milion baksów piechotą nie chodzi. Ludzie za mniejsze pieniądze dupy dają. Ale Rońda ?
Konia z rzędem temu kto potrafi mi to wytłumaczyć.