haen2010
26.12.13, 14:29
Do swojej blagi najbliższą rodzinę to oznacza, że jego blaga się kończy. Takie można odnieść wrażenie z ckliwej ustawki świątecznej - szczęśliwa rodzina premiera na sześćdziesięciu metrach kwadratowych w Sopotach. Przy czym syn brał jeszcze niedawno forsę od giganta przekrętu, a córka zajęła się fatałaszkami.
Niby skromna polska rodzina z problemami jak wszyscy - zdradą i miłością wszystko wybaczającą. Tyle, że ta rodzina funkcjonuje tylko w weekendy, a ten kaprys premiera kosztuje już podatników setki milionów. Zawsze tak było, że Tusk balował w polityce w Warszawie, a żona pilnowała kuchni i pościeli na niedzielę.
Ostatnio zrobili się gorliwymi katolikami z całym qrestwem Opus Dei tej przemiany.
Kończy się Tusk i jego blaga. Ostatni jej wykwit z tuskobusu uratował temu cwanemu bubkowi dupę. Ale powtórka jest tylko chichotem.