man_sapiens
27.10.15, 17:11
Nie boje się walenia w drzwi o szóstej rano - nie jestem nawet drobną rybką, nie jestem Blidą i Pisowcy siepacze mi nie grożą. No chyba, że nadepnę na odcisk jakiemuś pisiackiemu politykowi albo biskupowi ale na to się nie zanosi.
Boję się po zapowiedzi PiSu, że potrzebne mu dziesiątki miliardów będą uzyskane z poprawienia ściągalności podatków. Ja płacę podatki uczciwie i terminowo, wyliczam je starannie - to czego boję się? Ano tego, co już nie raz przerabialiśmy. Oszuści wzruszą ramionami i do swoich kombinacji dodadzą nowe elementy, przygotują się trochę staranniej do ukrywania swoich przekrętów, ich "biznes" będzie dalej kwitnąć. Wielkich firm też nikt nie ruszy - one nie ryzykują przestępstw a na dodatek zatrudniają świetnych specjalistów od podatków, skarbówka boi się ich. Pieniędzy z tego "wzmożenia" nie będzie wiele więc trzeba się będzie wykazać, a najprościej będzie to robić gnębiąc małych i przyzwoitych. Przepisy podatkowe zostaną pogmatwane do n-tej potęgi (a ostatnio upraszczały się) tak, że ich nikt nie będzie rozumieć, trzeba będzie gromadzić miliardy kwitów i udowadniać, że się nie jest kaczorem a kontrole nie będą wychodzić z firm i czepiać się drobiazgów. To przyniesie w sumie tylko minimalne pieniądze, ale urzędnicy będą się wykazywać. A małym i średnim będzie o wiele trudniej działać - uczciwie.
A czemu smucę się? Kiedy PiS weźmie się do "poprawiania" finansów to wartość złotówki poleci na łeb na szyję. 5zł za euro pod koniec roku mamy murowane, w połowie przyszłego roku spodziewam się 5,50-6zł. A to znaczy, że wakacje nad Adriatykiem, w Egipcie czy Turcji staną się dla przeciętnego Polaka nieosiągalne, Włochy czy Hiszpania będą marzeniem ściętej głowy. A ja tak lubię słońce i powietrze pachnące lawendą.