kawa_poranna11
22.02.26, 20:26
Urząd Prezydenta RP miał być pomyślany dla dobra Polski:
jako bezpiecznik, arbiter i strażnik państwowej ciągłości.
To miało sens — przy normalnym, propaństwowym prezydencie.
Tymczasem ostatnie dwie prezydentury (Dudy i Nawrockiego) pokazują coś odwrotnego:
urząd, który miał stabilizować, stał się narzędziem wojny politycznej, blokowania reform i pogłębiania chaosu.
Problem nie jest tylko w nazwiskach.
Problem jest w modelu:
prezydent w Polsce jest za słaby, żeby rządzić, ale dość silny, żeby skutecznie przeszkadzać i szkodzić.
Nie odpowiada za całość państwa, ale może zatrzymać tych, którzy odpowiadają.
To nie jest „równowaga władz”.
To często po prostu celowo partyjny instytucjonalny paraliż.
Jeśli urząd działa dobrze tylko wtedy, gdy trafi się wyjątkowo odpowiedzialny człowiek, a przy złym trafie - jak to widzimy w przypadku Dudy i Nawrockiego - szkodzi państwu — to znaczy, że wadliwy jest sam system.
Czas na poważną debatę:
albo likwidacja urzędu prezydenta,
albo radykalne ograniczenie jego kompetencji blokujących.