l.george.l
09.04.26, 21:46
No i zaczęło się. Komunikat MENu o obligatoryjności edukacji zdrowotnej od przyszłego roku szkolnego znów spowodował poruszenie w kręgach kościołowych. W dziełach maryjnych Rydzyka Tadeusza trąbią, że za niezgodną z Konstytucją edukację zdrowotną uznała Konferencja Episkopatu Polski. Księża biskupi, powołując się na art. 48 i 53 Konstytucji RP, zaznaczyli, że „wychowanie seksualne zgodnie z konstytucją pozostaje w kompetencjach rodziców, a nie państwa”. Otóż w Konstytucji o seksie niczego nie ma, to po pierwsze, a po drugie nie o seksie jest wywołujący histerię przedmiot, a o zdrowiu seksualnym. Proponuję zapoznać się z programem przedmiotu www.gov.pl/web/edukacja/przykladowy-program-nauczania-edukacji-zdrowotnej , a następnie odpowiedzieć sobie na pytanie, czy zaryzykowałoby się pójście do łóżka z osobą, która nie przeszła przez ten przedmiot. Czy jest tam cokolwiek zdrożnego, przed czym trzeba chronić dzieci i młodzież? Nie życzę katolikom, by zostali uznanych za parchatych z definicji, ale jak zaczną roznosić choroby, które w społeczeństwach cywilizowanych nie istnieją, to sami się doigrają.