Dodaj do ulubionych

Tolkien w PRLu

26.03.05, 10:52
"Czerwony Sztandar" z 24 maja 1971 roku zamiescił taką oto recenzję z Władcy
Pierścieni, której autorem był Władysław Oczeret.

Wiele jest sposobów, jakimi może posłużyć się wróg dla upokorzenia naszego,
rozwijającego się w duchu współzawodnictwa pracy kraju. Oto angielski pisarz
J.R.R. Tolkien opublikował jakiś czas temu książkę, atakującą w zakamuflowany
sposób nasz sprzyjający człowiekowi ustrój. Tytułowy Władca Pierścieni -
Sauron, jest przywódcą biednego kraju, w którym rozwinięty kolektyw posiada
autentyczną władzę, sprawowaną przez wybranych na dożywotnią kadencję Nazgulów
(zwanych w powieści, o ironio, upiorami). Orkowie - klasa robotnicza Mordoru -
są opisani jako postacie ohydnego wyglądu i obyczajów (jakże mógł dostrzec
piękno ludzi pracy wymuskany angielski panicz - potomek narodu
imperialistów?). (...) Świetnej organizacji pracy i porządkowi w Mordorze,
kraju przedstawionym jako "spopielona pustynia" (czyżby nutka zazdrości?),
przeciwstawia się obraz krain żyznych, "mlekiem i miodem płynących", w których
wszelkie dobra konsumpcyjne rosną nieomal "na drzewach". Jednak skąd biorą się
w rzeczywistości, ciężko stwierdzić - może to pomoc istoty nadprzyrodzonej,
tzw. boga? Ha, ha! (...) Podczas gdy w pracującym dzień i noc Mordorze brak
jest podstawowych produktów żywnościowych i wody, kraje sąsiednie opływają w
dostatki. Jak to mało subtelne odniesienie do naszej rzeczywistości, w której
wybujały kapitalizm mami nas obrazkami dobrobytu, którego źródeł nie sposób
się dopatrzeć (czary Gandalfa i elfów?), a chłopi i robotnicy naszego obozu
pracują rzetelnie i uczciwie, dorabiając się bez krzywdy ludzkiej, dochodząc
do wszystkiego pracą własnych rąk. (...) Elfy, hobbici i tzw. szlachetni duzi
ludzie symbolizują grupę próżniaczej arystokracji i burżuazji, próbującej
przeciwstawić się globalnej rewolucji, podczas gdy orkowie i trolle, ukazani
jako stwory ciemności, kryją się pod ziemią i niby górnicy w pocie czoła
harują na kawałek suchego chleba (nie dla nich lembasy ani miruvor!).
Organizujący ich w związki, dokarmiający i walczący o prawa mniejszości
czarodziej Saruman zostaje napiętnowany i nazwany zdrajcą, jego siedziba
zniszczona przez zawsze gotową do chuligańskich wybryków, reakcyjną,
bikiniarską alternatywę. (...) Szerząc socjalizm w Shire, Saruman zostaje
schwytany i ukarany bez sądu przez hobbitów, wspomaganych (i opłacanych) przez
kapitalistyczne mocarstwo Gondoru. (...) "Siły dobra" w książce Tolkiena są
złożone z indywidualistów, których ręce nigdy nie skalały się ciężką pracą. I
to dyskryminuje Froda, Aragorna, Boromira oraz szerzyciela zabobonów i guseł
czarodzieja Gandalfa. A Tom Bombadil to w jednej osobie przedstawiciel
bananowej młodzieży i satrapa we własnym kraiku, utracjusz i tyran,
dysponujący nieograniczoną władzą - jakim prawem? (...) Jeszcze Faramir,
zawsze elegancki, inteligentny i czarujący niczym James Bond, sabotujący
wszelkie przejawy internacjonalizmu. Galeria postaci bez ideologicznego
kręgosłupa, poderwanych do walki na zasadzie "przeciw inności". Jakie to
szczęście, że rewolucji socjalistycznej nie da się powstrzymać przez wrzucenie
jakiejkolwiek, choćby i najcenniejszej relikwii do ognia. Trzymaj się
Mordorze, otoczony przez wrogich reakcyjnych sąsiadów!



www.wapmagazine.pl/index.php?art=286
Obserwuj wątek
    • perli n :))))) t 26.03.05, 11:01










    • holota_gardlujaca_w_internecie Re: Tolkien w PRLu 26.03.05, 11:04
      A Tom Bombadil to w jednej osobie przedstawiciel
      bananowej młodzieży i satrapa we własnym kraiku, utracjusz i tyran,
      dysponujący nieograniczoną władzą - jakim prawem?

      To ciekawe:)
      • janbezziemi Re: Tolkien w PRLu 26.03.05, 11:14
        Gdzie w Polsce ukazywalo sie pismo (1971 r.)pod tytulem "Czerwony Sztandar"?
        Tytul watku brzmi "Tolkien w PRL".
    • piekielny.twist Re: Tolkien w PRLu 26.03.05, 11:18
      oniacy.pielegniarz napisał:

      > "Czerwony Sztandar" z 24 maja 1971 roku zamiescił taką oto recenzję z Władcy
      > Pierścieni, której autorem był Władysław Oczeret.

      :))))))
      nie wierzę... to chyba jakiś żart...
      • x2468 Re: Tolkien w PRLu 26.03.05, 11:29
        To nie zart.Byl taki dziennik.Organ KPLitwy.Wydawane po Polsku.Caly bylw tym
        stylu.Zbyt poczytne nie bylo.Ja i moi znajomi kupowalismy aby sie przekonac ze
        jeszcze nie jastesmy na dnie.Zawsze mozna sie bylo posmiac.Jednak wielu
        traktowalo organ z cala powaga.Mysle ze nalezal do tych Warka Strong i
        Czyzunia.Jako okazjonalny czytelnik tegoz,poznaje w ich postach mysl redakcji
        Czerwonego Sztandaru.
        Ps.Pismo niezbyt odbiegalo od poziomu Trybuny Ludu cz Zolnierza
        Wolnosci.Jedynieforma byla bardziej naiwna.
        • terraincognita Re: Tolkien w PRLu 26.03.05, 12:22
          Fakt. "Czerwony Sztandar" to byl polskojezyczny dziennik,ale w radzieckiej
          Litwie i PRL nie miala z nim nic a nic wspolnego. "Trybuna Ludu"
          przy "Czerwonym Sztandarze" byla - porownujac do tego pisemka - "Naszym
          Dziennikiem".
        • piekielny.twist Re: Tolkien w PRLu 26.03.05, 13:18
          x2468 napisał:

          > To nie zart.Byl taki dziennik.Organ KPLitwy.Wydawane po Polsku.
          ja rozumiem, że coś takiego można było napisać, można było nawet wydać...
          ale czy czytelnicy mogli to brać na poważnie? I czy autor rzeczywiście wierzył w
          to co spłodził? :)
    • yossarian18 Dzięki, Pielęgniarzu! 26.03.05, 12:31
      Zdrowo się uśmiałem w to słoneczne południe.
      "Władcę" czytałem 3 razy, ale ostatni raz przeczytałem jak miałem z 15 lat.
      • wielki_wuj Re: Dzięki, Pielęgniarzu! 26.03.05, 12:39
        A potem niejaki Jeskow napisał kawałek Ostatni władca pierścieni, gdzie
        przedstawił wszystkie dążenia ww ras po upadku Mordoru (oczywiście burżjue
        ludzie i elfy się pokłóciły), a "słuszna sprawa" odniosła sukces

        • imagistyk Re: Dzięki, Pielęgniarzu! 26.03.05, 13:26
          Gwoli ścisłości pragnę poinformować,że Tolkien był wydany w PRL-u.Chyba pod koniec lat sześćdziesiątych.
    • witek.bis :))))) 26.03.05, 13:27
      Marek Belka powiedziałby pewnie, że to jakaś fałszywka. Tak czy siak - ubaw po
      pachy! I jaka odkrywcza myśl, że tytułowym Władcą Pierścieni jest towarzysz
      Sauron.
    • goniacy.pielegniarz Czekam na opinię Emerytki z Rzeszowa 26.03.05, 13:58
      Bardzo proszę:)

      Z pozdrowieniami i rewolucyjnym okrzykiem:
      "Trzymaj się Mordorze, otoczony przez wrogich reakcyjnych sąsiadów!"
    • logo.vlad Re: Tolkien w PRLu 26.03.05, 14:34
      Czy ja już tego aby gdzieś nie widziałem???
      GP, padłeś Waść ofiarą zgrywy bezczelnej - poszperam trochę po swoim archiwum
      domowym i wersje konkurencyjne recenzji podrzucę ;)
      • goniacy.pielegniarz Re: Tolkien w PRLu 26.03.05, 14:51
        logo.vlad napisał:

        > Czy ja już tego aby gdzieś nie widziałem???
        > GP, padłeś Waść ofiarą zgrywy bezczelnej - poszperam trochę po swoim archiwum
        > domowym i wersje konkurencyjne recenzji podrzucę ;)

        Bardzo możliwe. Pierwszy raz to czytam. Dzisiaj to dostałem mailem. Tak czy
        siak, to jest naprawdę dobre. Wystarczy wrzucić do google - tolkien oczeret. Nie
        wiedziałem, że to jest aż tak popularne.
        • goniacy.pielegniarz Re: Tolkien w PRLu 26.03.05, 14:54
          Mimo wszystko można się nieźle ubawić.
          pzdr
    • goniacy.pielegniarz Znalazłem coś jeszcze:) 26.03.05, 14:44
      "Tolkien - nasz człowiek" Władysław Szuwar (Trybuna Ludu 13 marca 1969)

      Z prawdziwą przyjemnością polecam wszystkim zwolennikom jedynej słusznej drogi
      rozwoju naszego kraju trylogię angielskiego pisarza J.R.R. Tolkiena "Władca
      Pierścieni".
      Tytułowy, źle kojarzący się demokratycznie rządzonym (i rządzącym!) masom
      robotniczo - chłopskim "władca" jest w istocie archetypem imperialistycznego
      przezydenta (domysłom drogiego czytelnika pozostawiam, jakiego kraju), za
      wszelka cenę dążącego do ideologicznego i ekonomicznego podporządkowania całego
      Śródziemia (vide: świata). Presja ze strony wyzyskujacego gromady orków władcy
      (jakże czytelna metafora czrnych niewolników pracujących na plantacjach bawełny
      i tytoniu - autor świadomie użył słowa orcus - czyli stwór ciemności) sprawia,
      że lud pracujacy miast i wsi, a szczególnie wsi, gdyż w Śródziemiu gospodarka
      opiera się na rolnictwie i rzemiośle, jednoczy się pod znanym hasłem:
      "Proletariusze szystkich krajów łączcie sie!". [...] bez względu na
      przynależność rasową, zjednoczeni tylko ideą - jakże wspąniały przykład
      internacjonalizmu socjalistycznego - ruszają do walki "o wolnośc waszą i naszą".
      W ciemnościach starej krasnoludzkiej kopalnii Morii, opanowanej przez zło
      (podobnie jak górnośląskie kopalnie w czasach przywatnej własności), ginie
      główny ideolog tej, nie bójmy się słów, międzynarodówki, czarodziej Gandalf. Po
      niedługim jednak czasie okazuje się, że Gandalf, podobnie jak świętej pamięci
      (przepraszam za nieco sanacyjne, ale dobrze tu pasujące słowo "świętej")
      towarzysz Lenin, jest wiecznie żywy. [...] Niebezpieczeństwa spreparowane przez
      reakcyjne siły mnożą się - oto kapitalista Saruman jawi się nie jako obrońca
      robotników, na jakiego dotąd pozował, lecz jako bezwzględny wyzyskiwacz jakim
      jest w istocie. Kolektyw Towarzyszy Pierścienia zostaje rozerwany. [...]
      Boromir, przeszedłszy chwilę zwątpienia w związku z przekładaniem prywaty -
      spraw ojczyzny nad międzynarodowy socjalizm, ginie potem bohaterską śmiercią,
      godną prawdziwego rewolucjonisty, za słuszną sprawę.[...] Po Śródziemu krąży
      dziewięciu wpływowych karłów reakcji, a naczelny wódz kapitalistów - Sauron nie
      waha się wkroczyć zbrojnie do spokojnego Gondoru (Wietnam!) i rozpocząć pacyfikacji.
      Szczęściem Towarzysze Pierścienia znajdują nieoczekiwanych sprzymierzeńców
      pośród różnych odłamów mas pracujących - na przykład entów, w których bez trudu
      rozpoznamy służby leśne wszelkiej maśći. [...] Mimo to, nadziei na zwycięstwo
      rewolucji jest niewiele. W dodatku do dwóch emisariuszy (wybranych spośród
      prostych rolników, niby deputowanych rady kółka gminnego) przyłącza się
      zindoktrynowanych przez kapitalizm Mordoru "towarzych" Gollum...
      Czy Towarzysze Pierścienia zniszczą fałszywy klejnot, tę statuę pozornej
      wolności? A może owa "wolność" zapanuje w całym Śródziemiu? Czy ich misja
      zakończy się jak równie beznadziejna acz słuszna wyprawa nieodżałowanego
      towarzysza Che? Czas nagli! [...] Rekomendacja ZMS.
      • goniacy.pielegniarz Re: Znalazłem coś jeszcze:) 26.03.05, 14:45
        4. "Tolkien - Władca Perwersji" Marcjana Wrzód-Grzym (Świat Kobiety 7 lipca 2000)

        Niewiele jest książek tak mistrzowsko skrywających, a jednocześnie ujawniających
        seksualne odchylenie autora jak "Władca PIerścieni" J.R.R. Tolkiena [...]. W
        teoretycznie czystej, wręcz dziecięcej literaturze zawiera się cały mrok
        podświadomości jowialnego profesora literatury staroangielskiej (!) z Oxfordu.
        Mówi się "No sex - we are hobbits". Ale jakże nietrafne to spostrzeżenie i
        niezrozumienie słynnej (niestety) trylogii. Już w pierwszym tomie spotykamy się
        z polem pieczarek niejakiego Moggota, z którym to wiąże się traumatyczne
        wspomnienie z dzieciństwa głównego bohatera powieści - Frodo Bagginsa.
        Pieczarki, no cóż, całe pole symboli fallicznych. Zły sąsiad? A jak naprawdę
        było i co kryje się za słowami "boje się starego Maggota"? Nie wiadomo. [...]
        Potem hobbici (sami mężczyźni), szykują "słodką kąpiółkę o zmierzchu". Proszę
        bardzo, może mydło leży na podłodze? [...] Jakiś czas później Tom Bombadil bawi
        się pierścieniem, zakłądając i zdejmując go z czubka palca. Żadnych sugestii,
        proszę odczytać to samemu [...].
        Jesienią Drużyna Pierścienia rusza na południe. Przeszkodą jest łańcuch Gór
        Mglistych, a konkretnie okrutny Karadhras - potężny, sterczący, morderczy.
        Męski. Sama nazwa brzmi jak środek na potencję. A dla Szarej Drużyny jest to
        przeszkoda nie do przeskoczenia (co takiego chciał nam powiedzieć profesor
        Tolkien?!). [...]
        Decyzja zapada - spróbują inaczej, przez kopalnię - Morię. Przez jaskinię -
        długą, czarną, tajemniczą i niebezpieczną. Nic dodać nic ująć. Najpierw trzeba
        do niej wejść, to nie jest łatwe. Starzec Gandalf próbuje różnych sztuczek i
        zaklęć, w końcu objawia się jako przyjaciel i wchodzi. Kobietę nietrudno omamić,
        deklarując przyjaźń. [...] W Morii też nie łatwo, co prawda drużyna idzie do
        celu, niby (czyż nie to autor miał na myśli?) męskie nasienie, pojawiają się
        jednakże trudności. Balrog niczym środek antykoncepcyjny eliminuje
        nasilniejszego plemnika - Gandalfa. Reszta idzie dalej, o ileż słabsze są to
        jednak osobniki.
        Dalej jest Lorien, gdzie wzajemną i nieskrywaną obopólną fascynacją wybuchają
        królowa elfów Galadriela i krasnolud Gimli. Twardziel i słodka blondynka.
        Topornik i zwiewna, choć starsza i doświadczona elfka... U Tolkiena kończy się
        na słowach, wzajemnych zapewnieniach o miłości, prezentach [...]. Tacy jak Gimli
        nigdy nie kończą w ten sposób. Czasu i miejsca w Złotym Lesie nie brakowało.
        Mały, krępy, umięśniony Gimli musiał być odmianą w życiu Galadrieli, obcującej w
        zasadzie jedynie z nieco efemerycznymi elfami [...].
        Potem jaskinia Szeloby, opisana już w pewnym naukowym eseju, gdzie Frodo z
        Żądełkiem - znów męskim symbolem, przebija sie przez włosy łonowe pajęczyn i
        wchodzi w świat podobny do Morii. [...]
        Eowina przebierająca się za Dernhelma w poszukiwaniu swojej osobowości. [...]
        Oko Saurona - pozbawione rzęs, przenikające przez myśli i ubrania. Zgroza! Choć
        niktórzy z niejaką przyjemnością "zmagali się" nocami z Nieprzyjacielem. Nie
        można przecież odmówić sobie odrobiny przyjemności.
        W końcu finałowa scena - znów wyrastająca z płaskowyżu Mordoru góra - samotna
        Orodruina. I mały Frodo próbujacy rozwiazać ostatecznie swój problem. Jaki to
        problem? Dlaczego czerwona lawa jest taka gorąca? I dlaczego Frodo tak się boi,
        nie chce stawić czoła temu wyzwaniu - może dlatego, że nigdy w życiu nie miał
        kobiety? Co na to Tolkien? Frodo nie zasmakował wielu przyjemności w życiu. I
        teraz, stojąc nad szczeliną (nomen omen - Szczeliną Zagłady), boi się. Dopiero
        stary, doświadczony Gollum załatwia sprawę. Wie, że dla tego ciepła warto nawet
        zginąć [...].
        Większość bohaterów "Władcy Pierścieni" nie wie jak to jest. [...] Autor
        przedstawił jawiącą się w jego umyśle perwersyjną wersję świata. Podobno sam
        siebie opisywał jako hobbita - jeśli ma to oznaczać, zę tak jak Frodo cierpiał
        skrywane katusze, przelewając żal i fantazje na papier [...] to przykre. To
        niedopuszczalne. Chrońmy nasze dzieci przed zakamuflowaną seksualnością świata
        tolkienowskiego.
        • goniacy.pielegniarz Re: Znalazłem coś jeszcze:) 26.03.05, 14:46
          5. "Tolkien - trylogia myski i kielni" Jan Kowalski (Dziennik Polski 18
          października 2001)

          O tym, że Żydzi i masoni rządzą światem wiadomo nie od dziś. Ich prężnie
          działające tajne organizacje kierują ekipami rządowymi poszczególnych krajów,
          naciskając albo "podpłacając" kogo trzeba. Wykazują jednocześnie tyle sprytu, iż
          potrafiają przekonac nas, że to wcale nie oni, tylko na przykład Arabowie. Albo
          że wszystko jest dziełem przypadku.
          "Przypadek - jak mówią w Śródziemiu" - Tolkien, angielski Żyd i mason,
          posługiwał się teoria przypadku, tworząc dzieło swojego życia "Władcę
          Pierścieni". [...] Stworzona przez niego nowa w literaturze fantasy rasa -
          hobbici [...] ze swoimi kręconymi ciemnymi włosami, obrotnością w razie
          konieczności, dobrze wykształconą wolą przetrwania, od razu nasuwa nam się
          skojarzenie z tą jedyną, rozpoznawalną na odległość rasą semicka. Z Żydem.
          Hobbickie mieszanie się do rządów wszystkich królestw Śródziemia jeszcze
          utwierdza nas rabin Tolkien (pozornie uczciwy katolik, był ponad wszelką
          wątpliwość obrzezanym rabinem i członkiem masońskiej loży oxfordzkiej) - tak jak
          Żydzi w Izraelu, tak hobbici cierpią w swoim Shire atakowani przez złego
          sarumana (czyli dobrego Polaka - myślę, że nie obrazisz się drogi czytelniku za
          taką interpretację).
          Nie wolno zapomnieć o niezmierzonych bogactwach, o których krążyły tylko
          pogłoski [...]. Typowe dla Żydów. A precież stary Tuk i Bilbo Baggins słynęli z
          zamożności i wykorzystywali bogactwa do swoich niecnych celów [...].
          Elfy i czarodzieje - ci pierwsi, elita wśród ludów Śródziemia, Pierwotni,
          Gwiezdny Lud. Tytuł jak u członków loży masońskiej, którą symbolizują. Z ich
          tajemniczymi rytuałami, nie wtajemniczaniem we własne poczynania innych ras,
          wywyższeniem i kierowaniem losami losami zwykłych śmiertelników (nieśmiertelnośc
          elfów to czytelnia aluzja, że masoneria nigdy nie zginie). Sic! [...] Kierowanie
          przy pomocy takich narzędzi jak Biała Rada. Jako świadomi nie musimy sobie
          zadawać pytania, ile takich Białych Rad zebrało się, aby dyskutować o naszych
          losach, nie przestrzegając starej, polskiej, szlacheckiej wolności "nihil novi"
          [...]. Zresztą słowo "wolność" w naszych czasach jest tylko pustym sloganem.
          Czarodzieje u Tolkiena to super żydo - masoni, wyniesieni ponad wszystkich i
          władców, choćby i najbardziej prawowitych i uświęconych. Przewijają się przez
          powieść, tak jak ich odpoiedniki przez historię. I kierują królami Rohanu,
          Gondoru, Francji czy Polski. [...] Zapewne scena upokorzenia Sarumana (dobrego
          Polaka) ma swój niejeden odpowiednik w dziejach, kiedy to jakiś żydo - mason
          nakazywał coś (!) podniesionym głosem namaszczonemu chrześcijańskiemu królowi
          (!!!). Zapewne takie sceny dzieją się i dziś, pewnie jeszcze częściej, świat
          opętany pędem ku rozwojowi gospodarczemu łatwo ulegnie wzbogaconym na ludzkiej
          krzywdzie Żydom [...].
          Scena w której Frodo zastanawia się, czy wrzucić pierścień do szczeliny i oddać
          władzę Sauronowi nabiera nowego znaczenia. Hobbit - Żyd chce przejąć władzę, ale
          biedny człowiek - Gollum (prawdziwy, cierpiący od dawna biedny Polak) poświęca
          swoje życie, pragnąc temu zapobiec - sam był kiedyś Żydem i długie łata za to
          pokutował. [...] Pierścień - symbol zjednoczenia przeciw żydo - masonerii ginie.
          Ale to nie ma znaczenia. I tak rządzą Żydzi i masoni - tak w literaturze jak i w
          rzeczywistości. Wszędzie.
          • goniacy.pielegniarz Re: Znalazłem coś jeszcze:) 26.03.05, 14:48
            3. "Władca Pierścieni - Władca Much?" ojciec Muchomorek (fragmenty audycji
            radiowej z 9 września 1999)

            Nasi wrogowie - komuniści, ateiści, sataniści i inni szataniści używają różnych
            sposobów, aby wkraść się do niewinnych, czystych jak łza katolickich umysłów -
            dla przykładu popularna wśród młodzieży powieść fałszywego przechrzty J.R.R.
            Tolkiena, który przeszedł na naszą wiarę tylko po to, aby drwić z Kościoła i
            jego dogmatów, jest tego dobrym przykładem. Na przykłąd... Słucham? A tak,
            przykładowo, przepraszam, kartka [...]
            Główny bohater - niby na wskroś pozytywny, maluczki, znaczy malutki, idący przez
            piekło, aby wrzucić pierścień, totem, symbol bałwochwalczego złotego cielca, do
            Szczeliny Zagłady, dotarłszy do celu sam pragnie stać się wcielonym złem,
            Lucyferem Niosącym Światło, z łaciny, przepraszam, jak to niesie światło z
            łaciny? [...] Nomen omen sam niesie światło - prezent od Galarety, przepraszam,
            od Galadrieli (te pogańskie imiona!) [...]. Od Galadrieli, boginki, elfiej
            czrownicy, a czarownicy nie dasz żyć, jak wiadomo. W każdym razie Frodo Baggins
            gotów jest stać się zły. Chce zrzucić z tronu władcę ciemności, przerażającego
            Saurona (ach, jak ja lubię takie słowa jak "władca ciemności", "przerażać"
            [...]). Tylko interwencja skażonego złem Golluma sprawia, że się nim nie staje.
            Ta powieść, podobno "przesycona duchem chrześcijaństwa" pokazuje pragnienia
            czarodziejów i czarodziejek do bycia złym (przypominam numer telefonu -
            głosujemy za tm, nie dać żyć czarownicy [...]). O ile Gandalf i Galadriela
            starają się zwalczyć owo pożądanie, to Saruman ulega mu z pełną świadomością.
            Jednak żadne z tej trójki nie waha się użyć czarów, jawnego znaku z Szatanem [...].
            Istotnym elementem, rzucającym się w oczy, jest brak wzmianki o Jedynym Bogu w
            całej powieści. Brak też wzmianki o innych bogach (którzy, o czym chyba nie
            muszę przypominać, nie istnieją). Oczywiście - pan Tolkien (to "pan" z trudem
            przechodzi mi przez usta) wydał książkę pt. "Silmarillion", będącą uzupełnieniem
            omawianej trylogii. Tam występuje cała czerada pomniejszych bóstw - w tym
            właśnie tkwi herezja - że jest to cały panteon, a mieszkańcy Śódziemia są
            poganiani, przepraszam, poganami. [...] Nic więc dziwnego, że klimat powieści
            tak silnie oddziałuje na fanatyków tzn. gier fabularnych RPG. W ich wymyślonym
            świecie pozbawieni chrześcijańskiej moralności, pogańscy, barbarzyńscy,
            wspaniale umięśnieni i blondwłosi, przepraszam [...] bohaterowie, mogą robić
            praktycznie wszystko. Umysły młodych ludzi ocierają się o te sfery świadomości,
            o które nie powinny się ocierać. A wszystko rozpoczął i rozpropagował pan J.R.R.
            Tolkien, swoim plugawym pogańskim dziełkiem, plującym nienawiścią do
            rzeczywistości i nawłującym do zamknięcia się w świecie baśni. Nie wierzę, aby
            zrobił to nieświadomie, takie utwory są dyktowane przez samego Władcę CIemności.
            [...] Spryt i zakamuflowanie prawdziwych treści to jeden z dowodów na to [...].
            Ogień oczyszcza - sięgnijmy do naszych bibliotek i wypleńmy z nich zło! Pomódlmy
            się za czystość słowa pisanego. Amen
            • logo.vlad Dzięki, GP, za znalezienie całości... 26.03.05, 15:01
              ... ja przetrzepywałem domową składnicę makulatury, Waść zaś jak widzę w tym
              czasie w Internecie owe materiały znaleźć zdążyłeś... Jeszcze raz dzięki!

              P.S. Spod tej samej ręki wyszły jeszcze tłumaczenia "Władcy pierścienic" - od
              Reja po Wołoszańskiego... zaczynam przeklepywać...
              • logo.vlad Re: Dzięki, GP, za znalezienie całości... 26.03.05, 15:06
                Byli w necie... zaczynam...
        • humbak A do tej interpretacji coś dodam:D 26.03.05, 15:02
          Może znane, ale dodać nie zaszkodzi. Po powstaniu filmu powstała seria
          Pamiętników drużyny Pierścienia. Oto coś spod tego znaku.

          PAMIĘTNIK ARAGORNA, SYNA ARATHORNA.

          Dzień pierwszy:
          Zabite Upiory Pierścienia: 4. Nieźle.
          Spotkanie z hobbitami. Przeszliśmy czterdzieści mil. Wypatroszyłem wiewiórkę,
          okazała się całkiem niezła i chrupiąca.

          Na razie nie jestem Królem.

          Dzień czwarty:
          Wyruszyliśmy z Rivendell, na przełęczy pełno śniegu, dalej chyba nie
          przejdziemy. Boromir wkurzający.

          Ciągle nie jestem Królem.
          Dzień szósty:
          Zabite orki: zero. Rozczarowany. Dodałem zarostu: wyglądam szorstko i męsko. Odlot!
          Wciąż mam ochotę przykopać temu cholernemu krasnoludowi.
          Powstrzymuję się.

          Ciągle nie Król.

          Dzień dziesiąty:
          Sorry za brak wpisów ostatnio. Bardzo ciemno w Morii. Balrog bardzo duży. Gdzieś
          wpadli razem z Gandalfem.

          Dzisiaj również nie Król.

          Dzień jedenasty:
          Zabite orki: 11. Super. Dodałem zarostu: wyglądam jeszcze bardziej szorstko i męsko.

          Legolas jest chyba przystojniejszy ode mnie.
          Ciekawe czy będzie mnie chciał poznać bliżej gdy już zostanę Królem?

          Dzień dwudziesty ósmy:
          Niepokojące: zaczynam uważać że Frodo jest atrakcyjny. Czuję, że gdybym czegoś
          próbował, Sam mógłby mnie zabić. Poza tym te owłosione hobbickie stopy trochę
          nieprzyjemnie na mnie oddziaływują.

          Ciągle nie Król.

          Dzień trzydziesty;
          Lothlorien. Myślę, że Galadriela na mnie leci. Niezła szprycha! Fajna rozmowa z
          Boromirem. W gruncie rzeczy nie jest taki zły... Wziąłem prysznic! Odlot!

          Ale ciągle nie Król.

          Dzień trzydziesty drugi:
          Zabite orki: zero. Dodałem zarostu: jestem nieźle owłosiony.
          Legolas powiedział mi, że Cień rośnie w jego umyśle.
          Myślę, że Legolas może być gejem.

          Nie, nie Król.

          Dzień trzydziesty trzeci:
          Zabite orki: Niezliczone tysiące! Yes!!! Mega odlot!!!

          Boromir zabity przez orki. Szlag. Chociaż umarł jak bohater w moich ramionach,
          to teraz jestem definitywnie pewien, że był gejem. Nie jestem też pewien
          krasnoluda...
          Spoczywaj w pokoju Boromirze.

          Ciągle nie Król, ale przynajmniej Boromir uznał tuż przed śmiercią, że nim
          jestem. Chociaż przyczyną mógł być upływ krwi...

          Dzień trzydziesty czwarty:
          Frodo poszedł do Mordoru. Powiedział, że idzie sam, ale jednak wziął ze sobą
          Sama. Ciekawe dlaczego?
          Mój boże, czy wszyscy w tym cholernym filmie to geje?

          Nie jestem też pewny samego siebie...

          Ciągle nie Król, szlag by to trafił!




          I jeszcze jedno:



          Tajemne zapiski Meriadoca Brandybucka
          Dzień pierwszy:
          Wpadłem w kłopoty za odpalanie fajerwerków na przyjęciu. Podejrzewam, że Gandalf
          wcale się nie zdenerwował, a nasza kara to była tylko przykrywka, żeby nas
          molestować. Zrobiłem się jeszcze bardziej podejrzliwy, gdy po karze "zmywanie
          naczyń" dostalismy jeszcze kary: "Polerowanie laski Gandalfa", "Masaż stóp
          Gandalfa" i "Nagie skakanie jak żabki w zagonku z kapustą". No bo kogo on stara
          się oszukać? Zwłaszcza z tym masażem...
          Dzień drugi:
          Bardzo obiecujący dzień - znalazłem marchewkę odpowiedniego kształtu i rozmiaru.
          Dzień może być jeszcze lepszy, bo Pippin znalazł takich sześć, dwa worki
          ziemniaków oraz trzy kolby kukurydzy. Chociaż czasami myślę, że Pippin jest zbyt
          wielkim optymistą... Może i zmieści dwie kolby kukurydzy, ale nie przed śniadaniem!

          Wszyscy sturlaliśmy się ze zbocza, kiedy wpadliśmy na Froda i jego wiernego
          kochasia... ekhm... sługi Sama. Pippin chciał przytulić się do Froda i został
          powstrzymany przez Sama, który dość brutalnie zepchnął go z klifu. Niestety,
          podczas tego incydentu złamała się marchewka - jestem smutny...

          Dzień trzeci :

          Wędrujemy z Frodem, Samem i Pippinem. Ścigali nas dziwni jeźdźcy w
          przestarzałych starych wdziankach. Jak wcześniej powiedział Gandalf Szary,
          czarny jest już bardzo niemodny... Zastanawiam się czy Frodo bardziej boi się
          zerwania czy wybuchów zazdrości Sama? Przez cały czas słyszę jak gada sam do
          siebie...
          Dzień piąty:
          Wszystko zmienia się ze złego na gorsze. Krótki postój w Bree zakończył się
          zabraniem z nami obleśnego i nieogolonego człowieka, którego kręcą Hobbity...
          Oczywiście i tak nikt mnie nie słucha. W efekcie dzielimy z nim łóżko w jego
          pokoju zamiast iść do naszych przytulnych kwater i wskoczyć w czyste
          prześcieradła. Zamiast tego musiałem przez cały czas trzymać Pippina za pasek,
          żeby nie właził na Froda i Sama. Pippin chce zginąć czy co?
          Dzień szósty:
          Zostałem obudzony w bardzo nieprzyjemny sposób - byłem łaskotany przez
          człowieka, którego kręcą Hobbity. Powiedziałem mu, żeby się odwalił, a ten mi na
          to: "Nie to mówiłeś wczoraj w nocy...". Po chwili zorientowałem się, że ten
          palant pomylił mnie z Pippinem. Wyjaśniłem mu. Człowiek szybko zwiał mamrocząc:
          "Naprawdę chcę zostać królem...". Jasne stary! A ja będę Elfią królową...
          Dzień siódmy:
          Rivendell. Dostałem łóżko obok łazienki. Odgłosy pluskania przez całą noc i
          zapach truskawkowego mydła... Zostałem brutalnie obudzony w nocy, gdy Elrond
          wskoczył mi do łóżka. Równie szybko z niego wyleciał, gdy się zorientował, że
          NIE JESTEM Pippinem. No chyba zainwestuje w tabliczki z imionami...
          Dzień dziewiąty:
          He he. Naprawiłem marchewkę specjalnym elfim klejem!
          Dzień jedenasty:
          Zgodziłem się iść na wyprawę, żeby mieć Pippina na oku. Jestem też ciekaw co
          będzie z Frodem, bo Aragorn strasznie się na niego napalił. Oczywiście Sam
          zabije go, jeśli ten czegoś spróbuje! Mam nadzieję, że spróbuje...
          Dzień piętnasty:
          Boromir uczył nas walki mieczami. Typowy człowiek - chowa miecz w spodnie i
          mówi: "Uzyjcie waszych krótkich ostrzy, żeby go wydostać!". Boromir chciał coś
          od włosów Froda, a Aragorn kompletnie wyleciał mu z głowy. Ludzie są tacy
          zabawni. Przyłapałem Pippina jak podglądał Elfa robiącego swoje poranne
          ćwiczenia. Na szczęście udało mi się odwrócić jego uwagę bakłażanem. A co ja
          zrobię jak skończą mi się warzywa?!
          Dzień szesnasty:
          Boromir chciał żebym poszedł z nim na spacer. Acha, takiego! Nie dam się nabrać
          na tę starą sztuczkę z graniem na Rogu Gondoru. Nie dam. Nie dam!
          No dobra... tylko ten jeden raz...
          Dzień dziewiętnasty:
          Jestem w kiepskim nastroju. Boromir powiedział do mnie Pippin w najmniej
          odpowiednim momencie. Powiedziałem mu, że do cholery nazywam się Merry i ta
          szczególna więź łączy nas już od trzech tygodni! Ale on tylko uśmiechnął się i
          pogłaskał mnie po głowie. Wtedy zdałem sobie sprawę, że on nie odróżnia mnie od
          Pippina. Jestem skazany na Nieuchronne Zastępstwo Pippina, nawet w kwestii
          romansu. Rozważam dramatyczną zmianę fryzury. Irokez?
          Dzień dwudziesty:
          Mam irokeza, ale i tak nikt tego nie widzi, bo w kopalniach Morii jest bardzo
          ciemno. W nocy zakradł się do mnie Legolas. Powiedział mu, że do cholery NIE
          JESTEM Pippinem! Legolas usmiechnął się i powiedział: "Nie wiele się różnicie,
          nie?". Odchodząc złamał moją marchewkę. Poprosiłem Gandalfa, żeby ją naprawił, a
          ten powidział: "Głupi Tooku! Nie mam czasu zajmować się Twoimi warzywami!". Nie
          poprawiałem go tylko dlatego, że boję się tej jego czapki...
          Dzień dwudziesty drugi:
          Gandalf spadł w przepaść. Marchewka Tooka razem z nim. Robiłem wszystko, żeby
          pocieszyć Pippina, ale ten znalzł ukojenie w nagim przedstawieniu Legolasa. To
          było silmarillion w wersji musicalu. Nie mogłem patrzeć, za dużo wysokich
          wymachów nogą...
          Dzień dwudziesty ósmy:
          W Lothlorien. Odwiedziło mnie pięćdziesiąt Elfów i jeden świstak. WSZYSCY byli
          przekonani, że jestem Pippinem. Oczywiście Pippina nigdzie nie ma - pewnie
          polazł gdzieś z Boromirem. Ktoś musi coś zrobić. Świstak był bardzo nachalny...
          Dzień trzydziesty:
          Porwani przez Orki. Wszystko zgodnie z planem. Powiedziałem Pippinowi, że nie
          będę starał się przegryźć jego więzów. Wydawał się być z tego powodu zadowolony.
          Poczekam, aż zda sobie sprawę, że to on będzie musiał przegryźć moje. Dodam, że
          Orki dały mi wielką marchewę w zamian za to, że narysowałem Boromirowi wielką
          tarczę na plecach gdy nie patrzył... Po prostu piękny dzień!
          • goniacy.pielegniarz Re: A do tej interpretacji coś dodam:D 26.03.05, 15:51
            Tego też nie znałem:)
            Tak swoją drogą to gdzieś czytałem, że Ian McKellen(Gandalf), który sam jest
            gejem, stwierdził, że jego zdaniem stosunki, jakie łączą Frodo i Sama są czymś
            więcej niż tylko zwykłą przyjaźnią.
            Czego to ludzie nie wyczytają w powieści...
            • humbak Re: A do tej interpretacji coś dodam:D 27.03.05, 00:50
              Tak to jest. Teraz jak się nie umieści w dziele babki, co połowie chłopów daje
              popalić, to książka jest gejowska;)
              A co do McKellena, to wolę zadowolenie z faktu, że po 60-tce został bohaterem
              kina akcji (to a propos X-menów).:)
    • humbak Re: Tolkien w PRLu 26.03.05, 14:57
      Japierdzielęnoniemogępoprostugenialnerewelacyjneniepowtarzalneboskie!!!:D
      Ależ mi się humor poprawił:)
    • logo.vlad Rej 26.03.05, 15:07
      Przekład Kuszenia Boromira pióra samego mistrza Mikołaja Reja.

      Wprzódy rękę swą na ramyeniu hobbita gestem niby przyjacielskim złożył był,
      aże drgayonca była, tedy perturbacyje wielkie zdradziła. Takoż i tyły podał
      hobbit, na lico dwakroć jako on rosłego męża siły ogromney zerkayonc.
      - Zali wżdy wilkiem na mnie zeźuyesz - rzekł Boromir -aćjam ci ni zbóy, ni
      złodziey. Pierścień jeno mieć twój pragnę. Zasię nie dla mnie on, jeno oćców
      ziemyę salwować mi trza. Daj mi go przeto, bom go godzien. Daj, aćja
      Pierścień wazmę, atypocziwąj.
      - Nie! Nie! - krzyknął Frodo - Pierwej mnie on przynależał!
      - Gore! Dalibóg zawżdy zdrada, krugom i krugom, ode samego poczęcya świata!
      Zdrayca! Wiedz, iże źle czynisz! I jeszcze yedno wiedzyeć ci trzeba - aże
      słów twoych sensu potomni nie pojmą, chocie podobno nie gęsi i swój jenzyk
      mają!
      • logo.vlad Adaś: 26.03.05, 15:08
        Przekład Kuszenia Boromira pióra samego mistrza Adama Mickiewicza.

        Rękę na ramieniu położył hobbita
        Z jej drżenia nerwowość Frodo był wyczytał
        Na róg Boromira spojrzał - długi, cętkowany, kręty
        Pradawny skarb Gondoru, teraz na taśmie przypięty
        Boromir rzekł - Czemuś dla mnie taki nieżyczliwy?
        Jam nie żaden zbójca, jeno druh prawdziwy
        Pierścienia pragnę - aleć nie dla siebie
        Ojczyzna nasza z dawna jest w potrzebie
        Dla niej to uczynię, ona jest jak zdrowie
        Ile ją trzeba cenić, ten tylko się dowie
        Kto ją stracił - tu przerwał, rzekłbyś, się zdawało
        Że Boromir wciąż mówi, a to echo grało
        Wtem cisza, słychać jak wąż śliską piersią dotyka się zioła
        Więc jedźmy - rzekł Boromir. Nie! - Frodo zawołał
        Ten oczy błyszczące podniósł i płonące lica
        O, zdrajco! - zawołał - toż to Targowica!
        • logo.vlad Fredro: 26.03.05, 15:09
          11. Przekład Kuszenia Boromira pióra samego mistrza Aleksandra hrabiego
          Fredry.

          Boromir (stojąc nad hobbitem)
          Gdy Gondoru nie chcesz zguby
          Dajże mi swój Pierścień luby
          Frodo (przestraszony) Jakże to tak, mocium panie?
          A Drużyna? A wezwanie?

          Boromir (patetycznie)
          Gdy ojczyzna jest w potrzebie
          To poświęcić trzeba

          Frodo
          Siebie?

          Boromir (z szyderczym uśmiechem)
          Ciebie, ciebie

          Frodo
          Ale za co?

          Boromir
          Boś jest zdrajca i ladaco
          (znów podniośle)
          Sprawy w swoje czas wziąć ręce
          Dla ojczyzny swej w podzięce

          Frodo
          Czyś ty aby nie pijany?

          Boromir (groźnie)
          Jak śmiesz, malcu zakichany!

          Frodo
          Prawisz mocium..

          Boromir (grożąc palcem)
          Już ja sprawię!

          Frodo (nie zwraca uwagi)
          .... jakbyś wierzył w to, co prawisz

          Boromir (zgrzyta zębami)
          Dajcie mi do ręki brzeszczot
          Niech poczuje smak mych pieszczot
          Hobbit, mocium, tfu, cóż gadam!

          Frodo
          Słucham i aż zdziwion siadam

          Boromir (pozornie się uspokaja)
          Wybacz Frodo, daj na zgodę
          Po cóż nerwy w lata młode

          Frodo (kiwa głową z niedowierzaniem)
          Nie, nie wierzę w ani słowo

          Boromir
          Daj mi rękę, ręczę głową

          Frodo
          Że co ręczysz?

          Boromir
          Żem przyjaciel

          Frodo (na stronie)
          Nie mój chyba
          (głośno) raczej
          Mocno wątpię w twe intencje
          Boromir (zaciska zęby)
          Daj na zgodę, precz pretensje

          Frodo (zakłada pierścień)
          Zgoda?

          Boromir (krzyczy)
          Zgoda!

          Frodo (niewidzialny)
          Furda zgoda!
          Sobie sam waść rękę podaj!
          • logo.vlad Heniek: 26.03.05, 15:10
            Przekład Kuszenia Boromira pióra samego mistrza Henryka Sienkiewicza.

            Dłoń jako bochen chleba na ramieniu niziołka położył - przyjaźnie niby, ale
            dłoń owa drżała, na podniecenie wielkie wskazując. Hobbit cofnął się i
            strach ogromny go ogarnął, przez co okrutnie wąsikami ruszać począł.
            Wielkolud to był, dwakroć go wzrostem przewyższający, podkowy podobno w jego
            rękach jakoby suche drzazgi trzaskały, owe zaś suche drzazgi miał w zwyczaju
            ściskać tak, że sok z nich tryskał jakoby ze świeżego harbuza.
            - Quo vadissss, Frodo? - zapytał Boromir, bo on to był we własnej osobie,
            uśmiechając się przyjaźnie niby, aleć głos jego przecie wrogie nuty w sobie
            zawierał.
            - Precz! - rzucił hobbit bez namysłu, jak do natrętnych psów w Shire zwykł
            krzyczeć.
            Zaraz też się zreflektował i sam swoich słów przeraził. Szczęściem
            Gondorczyk na ton głosu jego atencji żadnej nie zwrócił, afektem palącym
            wyraźnie trawiony.
            - Przebóg, niełaskawym okiem waść na mnie spoglądasz - rycerz Gondoru ciągle
            uśmiech sztuczny na twarzy swej malował, choć wargi mu niby branki elfie w
            jasyr wzięte dygotały - nie złodziej ja, ani zbójca żaden. Pierścienia twego
            łaknę, prawda to, ale wiedz, że nie dla prywaty, jeno li pro publico bono.
            Zali nie dasz mi dyspensy, spróbować chociaż, skoro ojczyzna w potrzebie?
            Zali? Przebóg, powiadam, odstąp mi Pierścień, a wszystko być może!
            - Nie! Nie! - krzyknął Frodo - Mój ci on, mój ci jest!
            - Górze mi i górze zdrajcy! - wrzasnął Boromir - Larum grają, a waść! Rzec
            chciałem, że na koń nie siadasz, alem się chyba zapędził... Upadnie Gondor,
            skoro tak lekce go sobie ważą! Waść szalony! Małym Rycerzem cię zwą,
            powiadasz? A ja dla ciebie mam inne miano! Zdrajca! Zdrajca! Po trzykroć
            zdrajca! [...]
            Niedługo potem rzuciło się w wilczych skokach na rycerza z Gondoru ze
            dwadzieścia, albo i więcej czarnych postaci, żołdaków przez Sarumana Białego
            stworzonych, Boromir jednakowoż strząsnął ich z siebie, tak, że opadli, jako
            owoc dojrzały opada z drzewa. Wnet spostrzegli, że z owym mocarzem, w
            którego rękach podkowy jako te trzciny suche chrupały, szans w starciu nie
            mają, przeto głosy
            się tu i ówdzie coraz mocniejsze dały słyszeć:
            - Uk dajcie, uk.
            Tak w czarnej mowie Mordom nawoływali ci, którzy jako szyderstwo z elfów
            stworzeni zostali. I poznał wtedy Boromir z Gondoru, że zbliża się godzina
            śmierci.
            • logo.vlad Rodziewiczówna: 26.03.05, 15:13
              Przekład Kuszenia Boromira pióra samej mistrzyni Marii Rodziewiczówny.

              Boromir, książę Gondoru, położył swą rękę na ramieniu hobbita. Ten spojrzał
              na oblicze człowieka - szlachetne kiedyś, teraz jakąś złością obleczone.
              Potem popatrzył na szatę księcia, na żupan karminowy, z guzikami rogowymi,
              wykończony złotą lamą, ze stójką. Zerknął też szybko na spodnie z dobrej
              jakości materiału, brązowe, takie jakie zwykli nosić myśliwi. Na szary
              płaszcz, niezwykle cenny, mimo, że pognieciony, i na zapinkę złotą w
              kształcie liścia mallomu. Taką samą jak jego.
              - Czego chcesz? - wyszeptał Frodo.
              - Pierścienia. Dla swojego kraju. Naprawdę - głos Boromira brzmiał szczerze,
              choć nieco chrapliwie. - Ale przecież rada powierzyła go mnie?
              - Frodo obracał w palcach złoty pierścień, najcenniejszy klejnot w całym
              Śród-ziemiu. Był niespokojny, ciężko dyszał.
              - Ale - Boromir pogładził ręką swoje gęste kasztanowe włosy. Ten ruch miał
              wyćwiczony, i trzeba przyznać, że wykonywał go z gracją - ale ty jesteś
              zdrajcą, bo chcesz go zanieść do Mordoru.
              - Ja? - zdziwił się Frodo, patrząc prosto w szare oczy człowieka - Wcale
              nie.
              • logo.vlad Łysiak: 26.03.05, 15:15
                8. Przekład Kuszenia Boromira pióra samego mistrza Waldemara Łysiaka.

                Położył mu rękę na ramieniu. Hobbit spojrzał na dwa razy wyższego niż on sam
                człowieka. Wiedział, że siłą nic tu nie wskóra. Wiedział dużo niż więcej.
                - Nęć Hercules - powiedział cicho.
                - Timeo danaos et donaferentes - odrzekł Boromir - Cieszę się, że tę sprawę
                mamy już wyjaśnioną. A teraz dawaj ten pierścień. .
                - Rada powierzyła go mnie!
                - Rada?... - uśmiechnął się Boromir i zadął w róg. Minutę potem Frodo leżał
                związany mocno liną elfów. Nad nim stali Merry, Pippin, Sam i Obieżyświat.
                - Dlaczego? - jęczał Frodo - I ty, Samie?
                Sam wzruszył ramionami. Nagle, ni stąd ni zowąd podniósł je do góry. Na szyi
                czuł ostrze krasnoludzkiego topora. Cyniczny uśmieszek zastąpiony został
                strachem.
                - Róbcie to co on! Rzućcie broń!- usłyszeli głos Legolasa - I rozwiążcie
                Froda. Uważajcie, z tej odległości nie mogę chybić.
                - Dobra robota mości elfie - Gimii pozbierał prędko porzucony oręż i gładził
                ostrze toporka.
                - Skąd wiedziałeś? - wyrwało się Boromirowi. Krasnolud uśmiechnął się:
                - Galadriela mówiła różne rzeczy w łóżku. Kobiety elfów są takie same jak
                inne - i Galii też nie jest żadnym wyjątkiem.
                - Spałeś z Galadriela?! - nie wytrzymał Aragom - Spałeś z Królową ze Złotego
                Lasu?!
                - Eee tam, spałem - podkręcił wąsa Gimii - nie miałem czasu na spanie.
                - Rzućcie broń! - odezwał się nagle potężny głos.
                - Gandalf... - wyszeptał Legolas - Przecież ty nie żyjesz...
                - Według niektórych historyków tak - odpowiedział czarodziej z nutą triumfu
                w głosie - ale historię piszą zwycięzcy. Znacie ten cytat,
                prawda?
                • logo.vlad Wyspiański: 26.03.05, 15:16
                  Przekład Kuszenia Boromira pióra samego mistrza Stanisława Wyspiańskiego.

                  Boromir
                  Patrzysz na mnie spode łba
                  Nie uchodzi tak. Nie trza

                  Frodo
                  Boś urósł wielki jak piec

                  Boromir
                  Więc?

                  Frodo
                  Nic

                  Boromir
                  Ty się boisz mego ruchu
                  Aleć się podśmiewasz w duchu

                  Frodo
                  Nie.

                  Boromir
                  Dasz mi pierścień dla ojczyzny
                  Nim zaleczę wszelkie blizny

                  Frodo
                  Mnie go rada powierzyła

                  Boromir
                  Bo ci naiwnie wierzyła
                  A tyś kto? Zdrajca

                  Frodo
                  Jak to?

                  Boromir
                  Miałeś chamie złoty pierścień
                  Oddawaj i nie wierć się
                  Zdrajco.

                  Frodo
                  Zdrajco?

                  Boromir
                  Jako rzekłem: Gondor trzyma się mocno.

                  Frodo
                  Kółko zrób na czole, boś chyba ciut chory
                  I uważaj, bo mam wizję godną Wernyhory
                  Pierścień nie chochoł, łatwo się nie spali
                  Iść trzeba do przodu, choćbyśmy się bali
                  Rzekli nam, że droga tamże jest nierówna
                  Nie poleci orzeł w gówna
                  • logo.vlad Ildefons: 26.03.05, 15:17
                    Przekład Kuszenia Boromira pióra samego mistrza Konstantego Ildefonsa
                    Gałczyńskiego.

                    Teatrzyk Zielona Gęś ma zaszczyt przedstawić:
                    Kuszenie Boromira

                    Osoby:
                    Boromir (w tej roli nękany bólem egzystencjonalnym Alojzy Gżegżółka)
                    Frodo (w tej roli nękany bólem angelologicznym Piekielny Piotruś)
                    Miejsce: ustronne, leśne i wonne

                    Boromir i Frodo (obserwują się spod wpółprzymkniętych powiek, Chwilę.
                    Dłuższą.)

                    Boromir (w końcu)
                    Dawaj Pierścień!

                    Frodo (przekornie)
                    Eee tam.

                    Boromir (przybrawszy pozę i poćwiczywszy trochę "ł" tylniojęzykowe tudzież
                    dystyngowane "h" nieme):
                    Odwołuję się do twego honorru
                    Nie zanoś go do Mordorru.

                    Frodo
                    Nooo dobra.
                    (Oddaje Boromirowi Pierścień)

                    Boromir (szczerze zdziwiony)
                    Niedobrze, cała trylogia na nic.

                    Kurtyna (zapada z żalem)
                    • logo.vlad Sapcio: 26.03.05, 15:18
                      Przekład Kuszenia Boromira pióra samego mistrza Andrzeja Sapkowskiego.

                      Położył na ramieniu hobbita rękę. Drżała. Widać było, że człowiek z trudem
                      tłumi emocje. Hobbit cofnął się, zawadzając plecami o zwalony pień drzewa. O
                      mało się nie potknął, ale odbił się od omszałego kloca przejmując jego
                      energię, złapał równowagę i spojrzał w twarz mężczyzny. Mężczyzny dwa razy
                      od siebie wyższego.
                      - Musisz być piekielnie silny - powiedział Frodo.
                      Zamiast odpowiedzi Boromir uśmiechnął się. To był paskudny uśmiech.
                      - Patrzysz na mnie jak wróg - rzekł, zmieniając nagle wyraz twarzy - nie
                      jestem złodziejem ani zbójcą. A ten Pierścień jest mi potrzebny - w rękach
                      trzasnęła sucha gałązka - nie dla mnie. Dla ojczyzny. Ale czym dla ciebie
                      jest ojczyzna? Czy to słowo w ogóle coś dla ciebie znaczy? Przecież ty
                      jesteś od-mieńcem, mutantem. Niziołkiem. Kurduplem.
                      - Nie nazywaj mnie tak - Frodo zacisnął wargi.
                      - Użycz mi go. Oddaj mi Pierścień.
                      - Nie! Nie! - krzyknął Frodo - Rada powierzyła go mnie.
                      - Jesteś szalony - głos Boromira był chłodny - więcej, jesteś zdrajcą.
                      - Nie oddam ci go, Boromirze z Gondoru! Boromir podniósł kąciki ust do góry
                      i wyszeptał szyderczo:
                      - Oddasz, Frodo, oddasz....
                      Zbliżał się, patrząc mu w oczy. To był błąd. Powinien był patrzeć na ręce.
                      Po chwili nie widział już ani oczu, ani rąk. Frodo zniknął.



                      Przekład dialogu Froda z Samem Gamgee pióra tegoż samego Andrzeja
                      Sapkowskiego:

                      - Kłopot mamy, proszę pana - oświadczył Sam, drapiąc się z zażenowania po
                      plecach - chcieliśmy pierworodnemu dać na imię Frodo, ale sam, znaczy Sam to
                      mnie jest na imię...no, sam pan rozumie...
                      Frodo pokiwał głową:
                      - Wiem, Samie, rozumiem doskonale. Dlaczego więc nie trzymać się starych
                      zwyczajów? Wybierz imię kwiatu, jak czynili nasi przodkowie.
                      - To musi być piękne imię - zamyślił się Sam.
                      Mały Jaskier urodził się na wiosnę. Na tradycyjnej Próbie Pierwszych
                      Urodzin, która miała wywróżyć przyszły charakter dziecka, wrzucił pieniążek
                      do kieliszka. To nie był dobry znak.
                      • logo.vlad Wołoszański: 26.03.05, 15:20
                        Przekład Kuszenia Boromira pióra samego mistrza Bogusława Wołoszańskiego.

                        O godzinie 14.10 ręka Boromira spoczęła na ramieniu hobbita. Frodo Baggins
                        spojrzał na człowieka. O czym myślał? Zapewne szacował swoje szansę w
                        starciu z dużo wyższym i silniejszym człowiekiem. Wiedział, że są
                        niewielkie. Ręka księcia Gondoru drżała. Wtedy padły znamienne słowa:
                        - Nie jestem zdrajcą. Jestem przyjacielem, .a Pierścienia pragnę dla
                        uratowania mojej ojczyzny.
                        Czy Boromir mówił prawdę? No cóż, Frodo miał jeden podstawowy argument: to,
                        że Rada powierzyła Pierścień jemu. Co odpowiedział Boromir? Otóż zaczął
                        słownie atakować niziołka, nazywając go zdrajcą i zarzucając mu, iż ten
                        chce oddać Pierścień Czarnemu Władcy.
                        Jakie mogły być tego konsekwencje? I najważniejsze pytanie - czym był ów
                        klejnot, jakie straty i korzyści mogło przynieść wykorzystanie go przez
                        aliantów. Czy Sauron miał coś wspólnego ze Stalinem?
                        Ostatnie badania historyków dowodzą, że obaj panowie S mieli ze sobą wiele
                        wspólnego. Podobno samochód Wołga, którego projekt Stalin zatwierdził
                        osobiście, był wzorowany na Grondzie, starożytnym taranie używanym przez
                        wojska Mordoru, między innymi do szturmowania bram Minas Tirith.
                        Wracając do rozmowy Frodo Bagginsa z Boromirem z Gondoru. Czy toczyła się
                        ona w przyjaznej atmosferze? Otóż nie.
                        • logo.vlad Miron: 26.03.05, 15:21
                          Przekład Kuszenia Boromira pióra samego mistrza Mirona Białoszewskiego.

                          Boro
                          Mir w borze
                          Boro
                          Mir łamie
                          O Boże
                          Do Froda
                          Gada
                          Kawał
                          Gada
                          Dawaj
                          Pierś
                          Cień
                          Bo ci
                          Pierś
                          Cień
                          Wieczny
                          Ogarnie
                          A Frodo
                          Ogar
                          Odważ
                          Nie
                          Powiada
                          I znika
                          Boromir fika
                          Szuka przeciwnika
                          A na
                          Przeciw
                          Nik T
                          Bo Frodo
                          Boro
                          Miro
                          W
                          I
                          Cyk
                          I znikł

                          • logo.vlad I w roli bonusa - Pratchett ;) 26.03.05, 15:22
                            Przekład Kuszenia Boromira pióra samego mistrza Terry'ego Pratchetta*

                            Położył na ramieniu hobbita rękę. Glurp - pomyślał Frodo. Ta myśl wracała i
                            wracała. Była jak klathiański bumerang**. Hobbit spojrzał w twarz człowieka,
                            który przewyższał go wzrostem niemal dwukrotnie, a siłą zapewne jeszcze
                            bardziej. Zastanawiał, skąd ma jeszcze odwagę, żeby patrzeć mu w twarz. I
                            dlaczego czuje się taki mały. Wszystkie te przemyślenia przerywało regularne
                            glurp - niziołek instynktownie czuł, że to określenie najbardziej pasujące
                            do tej sytuacji. Wyczerpujące temat.
                            - Patrzysz na mnie nieżyczliwie - rzekł Boromir - A ja nie jestem złodziejem
                            czy zbójcą. Potrafię wszystko umotywować. Na przykład:
                            potrzebuję Pierścienia dla zbawienia mojej ojczyzny. Albo: daj mi go, bo
                            chcę sprawdzić, czy na pewno ma taką moc, jak to się mówi. Albo umówmy się,
                            że wypożyczysz mi go na korzystnych warunkach, a ja zwracam ci go w ratach
                            po upływie dwunastu miesięcy, bez żyrantów. Zgoda?
                            - Nie! Nie! - krzyknął Frodo - Rada powierzyła go mnie.
                            - Umowę możemy spisać od ręki - kusił człowiek.
                            - Nie! Nie! - hobbit trwał przy swojej linii obrony.
                            - Tak? Tak? - zasugerował przebiegle Gondorczyk.
                            - Nie! Nie! - nie dał się podejść Frodo.
                            Nie było to takie trudne. Usta same mu się już układały, intelekt nie musiał
                            nawet podpowiadać właściwych słów. Więc nie podpowiadał.
                            - No i próbuj tu być miły dla niziołka - westchnął Boromir - jesteś zdrajcą.
                            Zdrajcą - przerwał na chwilę - myślisz, że wzbudzając poczucie winy wymogę
                            na tobie oddanie Pierścienia?
                            - Nie! Nie! - odpowiedział Frodo.

                            ----
                            * To nie nasz autor, ale też dobry.
                            ** Kłahtiański bumerang po wyrzuceniu nie wracał. W każdym razie nie sam.
                            Zawsze z całą rodziną klathiańskich krewniaków i znajomych. Próba pozbycia
                            się ich wywoływała efekt prosty do obliczenia przy pomocy wzoru na postęp
                            geometryczny, przyjąwszy, że system społeczny bumerangów preferował rodziny
                            w systemie 2+5.
                            • goniacy.pielegniarz Re: I w roli bonusa - Pratchett ;) 26.03.05, 15:28
                              To jest świetne:))))
                              Zwłaszcza Rej jest fantastyczny. Nie ma to jak pionierzy:)
                              A wiesz może, gdzie ukazały się te recenzje?
                              • logo.vlad Re: I w roli bonusa - Pratchett ;) 26.03.05, 15:58
                                Już Humbakowi podawałem namiary - SF, 2/2003. Autor: Grzegorz Żak.

                                • goniacy.pielegniarz Re: I w roli bonusa - Pratchett ;) 26.03.05, 16:01
                                  logo.vlad napisał:

                                  > Już Humbakowi podawałem namiary - SF, 2/2003. Autor: Grzegorz Żak.


                                  Myślałem, że tylko "przekłady" polskich klasyków ukazały się w SF, a nie recenzje.
                                  • logo.vlad Re: I w roli bonusa - Pratchett ;) 26.03.05, 16:22
                                    recnzje były jakoś wcześniej - nie pamiętam niestety który numer...
      • humbak Re: Rej 26.03.05, 15:09
        Oj to było boskie. Chyba najbardziej mi się podobał Sienkiwicz.. pozwolę sobie
        na kryptoreklamę:
        www.joemonster.org/article.php?sid=2810
        Nie, nijlepszy je Białoszewski... a może nie...:D
        • logo.vlad Re: Rej 26.03.05, 15:12
          Taaak... to było powalające... a teraz wracam do wklejania...

          BTW, całość pochodzi (orginalnie) z SF z lutego 2003.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka