Gość: K.J.
IP: 144.138.247.*
11.07.02, 18:46
W dniu 09. 07. 02 ukazała się w internetowym wydaniu „Gazety Wyborczej”
informacja o zakończeniu śledztwa IPN w sprawie masowego morderstwa Żydów w
miasteczku Jedwabne w dniu 10.07.41r.
„Gazeta Wyborcza” również w tym samym dniu zamieściła komunikat IPN, wywiad
Anny Bikont z prokuratorem prowadzącym wyżej wymienione śledztwo, Radosławem
Ignatiewem, oraz krótki komentarz historyka prof. Strzembosza w sprawie
wyników owego śledztwa.
W związku z owymi materiałami nasuwa się parę pytań dotyczących wiarygodności
przeprowadzonego śledztwa.
Po pierwsze, kiedy ukaże się szumnie zapowiadana przez prof. Witolda Kuleszę z
IPN tzw. Biała Księga dotycząca przeprowadzonego śledztwa? I czy się taka
księga wogóle ukaże? W komunikacie IPN nie ma najmniejszej wzmianki na ten
temat, natomiast prof. Kulesza tak określił konieczność opublikowania „Białej
Księgi”:
- Po zakończeniu wszystkich czynności śledczych rozważamy możliwość publikacji
relacji w postaci tzw. białej księgi - powiedział szef Głównej Komisji
Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu prof. Witold Kulesza już prawie
rok temu. Publiczne przedstawienie relacji wszystkich żyjących świadków
tamtego wydarzenia jest konieczne, gdyż w tej sprawie każdy ma prawo do
wyrobienia sobie zdania na ten temat.
- Nie ma innej drogi dla uwiarygodnienia wyników owego śledztwa - mówił
Kulesza.
A więc należy teraz oczekiwać tej publikacji, która będzie niezwykle ważnym
dokumentem ze względu na ogromną kontrowersyjność tej sprawy. Warto by było,
aby ktoś z zainteresowanych ta sprawą dziennikarzy zaczął zadawać prof.
Kuleszy pytania na temat tej zapowiedzianej przez niego „Białej Księgi”.
Badacze tego zajścia, niezależni od IPN i innych organizacji rządowych,
powinni mieć dostęp do materiałów na których opierał się prokurator Ignatiew w
ustalaniu przebiegu wydarzeń zaistniałych w Jedwabnem w dniu 10 lipca 1941r,
celem weryfikacji jego wniosków końcowych.
Po drugie nasuwa się tu również pytanie, do jakiego stopnia wyniki śledztwa
przeprowadzonego przez prokuratora Ignatiewa, były uzależnione od wpływów
zewnętrznych. Czyli do jakiego stopnia oczekiwania pewnego odgórnie
określonego wyniku tego śledztwa miało wpływ na jego rezultaty. Ogólnie
przyjętą na świecie zasada jest, że dopóki trwa śledztwo, oraz nie został
zakończony przewód sądowy i ogłoszony wyrok, nie należy przesądzać publicznie
o tym, czy podejrzany lub później oskarżony jest winny, czy tez nie.
Specjalnie dotyczy to osób wysoko postawionych w hierarchii społecznej oraz
przełożonych prowadzącego śledztwo, których komentarze sugerujące jego wynik
mogą być odczytane jako próby wywierania wpływu na orzeczenia sądu lub wyniki
śledztwa, co jest uważane ogólnie za postępowanie nieetyczne, a w niektórych
krajach może nawet być karalne.
Ten warunek nie został w tym przypadku spełniony. Już ponad rok temu, na samym
początku podjętego w tej sprawie śledztwa, pojawiły się w środkach masowego
przekazu komentarze wysoko postawionych dygnitarzy państwowych, np. Prezydenta
Kwaśniewskiego czy też Premiera Millera, Prezesa IPN Kieresa (bezpośredniego
zwierzchnika prokuratora Ignatiewa), jak również niektórych przedstawicieli
Episkopatu, przesądzające z góry o winie Polaków. Oni to, nie czekając na
rezultat prowadzonego w tej sprawie śledztwa sugerowali jego wynik, występując
z publicznymi przeprosinami i oświadczeniami, które jednoznacznie wskazywały
na to, że książka Jana Grossa jest wiarygodna, to znaczy że to Polacy są winni
przeprowadzonego na Żydach mordu, a Niemcy jedynie biernie się temu
przyglądali, no może najwyżej swoją obecnością w Jedwabnem inspirowali, a
według zeznań niektórych świadków, to nawet tych Żydów bronili.
Do jakich więc wyników mógł w tym przypadku dojść prokurator Ignatiew? Czy
podane przez niego wnioski końcowe jego śledztwa są wolne od jakże ludzkiej
chęci przypodobania się swemu zwierzchnikowi, czy też nawet samej głowie
państwa. Wszak gdyby wyniki śledztwa zasadniczo różniły się od wygłaszanych
przez nich komentarzy, wytworzyła by się wysoce niezręczna sytuacja. Po prostu
wyszliby oni na skończonych idiotów, a dalsza kariera prokuratora Ignatiewa
stanęłaby pod ogromnym znakiem zapytania. Jeżeli wogóle można by tu mówić o
jakiejkolwiek późniejszej karierze. Być może, z tego właśnie powodu wyniki
tego śledztwa są takie, a nie inne.
W swoim omówieniu wyników końcowych śledztwa w Jedwabnem, z braku „Białej
Księgi”, mogę opierać się jedynie na oficjalnym dokumencie IPN, a wiec
analizie całokształtu materiału dowodowego zgromadzonego podczas śledztwa,
oraz wywiadzie jakiego udzielił prokurator Ignatiew p. Annie Bikont.
A wiec w pierwszych słowach komunikatu IPN prokurator Ignatiew stwierdza:
(...)Analizując całokształt zebranego w sprawie materiału dowodowego
zgromadzonego w trakcie prowadzonego śledztwa S 1/00/Zn, ustalono
prawdopodobny przebieg zdarzeń w dniu 10 lipca 1941 r. w Jedwabnem.(...)
(...)Tego dnia, w czwartek nad ranem, do Jedwabnego zaczęli przybywać
mieszkańcy okolicznych wsi z zamiarem brania udziału w zaplanowanej wcześniej
zbrodni zamordowania żydowskich mieszkańców tej miejscowości. W wieczór
poprzedzający zdarzenia niektórzy żydowscy mieszkańcy uprzedzeni zostali przez
znajomych Polaków, ze przygotowywane są zbiorowe działania przeciwko Żydom.
(...)
Natomiast w wywiadzie udzielonym p. Binkot mówi:
Zeznania świadków są tak rozbieżne, że z zasady nie sposób było weryfikować
jednych zeznań za pomocą drugich. Czyniłem to zatem w oparciu o tak zwane
dowody materialne, ustalenia z ekshumacji, z akt procesowych, z oględzin
terenu, z badań łusek.(...)
(...)Przy szczątkach znaleziono przedmioty codziennego użytku, jak pudełko z
gwoździami szewskimi do zelowania butów, ale też wiele złotych monet i
zadziwiającą ilość kluczy od kłódek i drzwi. Wyglądało to, jakby ci ludzie,
opuszczając domy, zabezpieczyli swoje mienie.(...)
(...)W dniu zbrodni w Jedwabnem przebywały na pewno osoby narodowości
żydowskiej, które schroniły się tam m.in. z Wizny i Kolna.(...)
A wiec już w pierwszych słowach komunikatu, w zestawieniu z udzielonym
wywiadem, można mieć następujące wątpliwości:
Jeżeli zeznania świadków są tak rozbieżne, że celem ustalenia przebiegu
wydarzeń należy odwoływać się do dowodów materialnych, to skąd prokurator
Ignatiew wie, że chłopi już od rana zjeżdżali się do Jedwabnego powodowani
żądza mordu i rabunku? Jeżeli tak, to warto by było, aby te dokumenty lub też
dowody materialne popierające jego tezę o przybywaniu do Jedwabnego chłopów
opętanych żądzą mordu przedstawił. A może akurat ci chłopi w tym dniu
zjeżdżali do Jedwabnego, ponieważ to był to dzień jarmarczny i przybywali po
prostu na jarmark?
Również twierdzi on, że przy zwłokach znaleziono wręcz zadziwiającą ilość
kluczy i przedmiotów codziennego użytku, które sugerują, że ci ludzie
zabezpieczali swoje mienie, a więc oczekiwali powrotu do swoich domów. Jeżeli
przyjąć, że W wieczór poprzedzający zdarzenia niektórzy żydowscy mieszkańcy
uprzedzeni zostali przez znajomych Polaków, że przygotowywane są zbiorowe
działania przeciwko Żydom, to czy ci ostrzeżeni nie ostrzegli z kolei innych o
mającym nastąpić mordzie? Specjalnie, że już wtedy znajdowali się w Jedwabnem
uciekinierzy z Wizny i Kolna, a więc te osoby mogły przypuszczać czym może
grozić mająca być przeprowadzona na następny dzień akcja. Nie było żadnych
prób ucieczki w noc poprzedzająca egzekucję? Ludzie spodziewali się, że z tej
planowanej przez tych polskich chłopów egzekucji będą wracali do domów?
Natomiast pewna ilość kosztowności takich jak biżuteria, złote monety i
zegarki, znalezione w kieszeniach ofiar (zaznaczam tu, że ekshumacja została
nie dokończona z powodu religijnych protestów Żydów, zwłoki były nie