gargamel.z.rm
14.07.05, 11:17
A kto pamięta, że obecny prezydent Jacques Chirac jako burmistrz Paryża
wielokrotnie dawał dowody swej sympatii dla Polski i Polaków. Po 13 grudnia
jego urzędnicy szczodrze przyznawali emigrantom solidarnościowym zasiłki,
pozwolenia na pracę, mieszkania komunalne, prawo do pomocy zdrowotnej.
W tym samym czasie jego żona Bernadette animowała komitety organizujące pomoc
humanitarną dla Polski, a jej stowarzyszenie "Pont-Neuf" przyznawało
stypendia polskim studentom.
Kto dziś pamięta tysiące ciężarówek i prywatnych samochodów, które przez lata
80. przywoziły do Polski dary i ukryte w skarpetkach pieniądze na
wsparcie "Solidarności" i pomoc represjonowanym. Nieważne było wtedy, że były
to dolary amerykańskie. Dziś dopiero widać, jak przy okazji tych
niezliczonych podróży do Polski, listów, paczek, transportów zakazanych
książek i materiałów poligraficznych dla solidarnościowego podziemia
powstawały zręby obywatelskiego społeczeństwa europejskiego.
Kto dziś pamięta, że w grudniu 1988 roku, jeszcze przed Okrągłym Stołem, w
pierwszą zagraniczną podróż Lech Wałęsa pojechał do Paryża, a nie do Rzymu
czy Waszyngtonu. Spotkał się tam wówczas m.in. z merem francuskiej stolicy,
którym był Jacques Chirac.
www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_050714/publicystyka/publicystyka_a_3.html
Francuzi często tłumaczą, że nie mieli nic wspólnego z podporządkowaniem
Polski Moskwie, bo ich w Jałcie nie było. To prawda. Rzecz w tym, że
prawdziwą politykę uprawia się bardziej przez "bycie", niż przez "niebycie".
Dlatego też Polacy nie do końca zrozumieli historyczny i polityczny sens
obecności prezydenta Chiraca na ostatnich obchodach w Kaliningradzie. Tym
bardziej ciekawi ich, czy prezydent Francji znajdzie czas na przyjazd do
Gdańska, gdzie został zaproszony na obchody 25-lecia "Solidarności".
Agenda prezydenta jest bardzo napięta - akurat w tym samym czasie będzie on,
jak co roku, zastanawiać się podczas spotkania ze swymi ambasadorami, jak
zapewnić Francji mocarstwową pozycję w świecie. Czy znajdzie czas na skok do
Gdańska, za który dziś nikt już nie każe ani jemu, ani jego rodakom umierać?
A może weźmie ze sobą swych ambasadorów?