Dodaj do ulubionych

Sześć tysięcy trupów na drogach

IP: *.czestochowa.sdi.tpnet.pl 24.08.02, 14:31
Aleksander Małachowski

Sześć tysięcy trupów na drogach

Nie chciałbym zostać posądzony o starczą maniakalność, ale muszę wrócić do
sprawy mordowania ludzi na drogach publicznych przez kierowców lekceważących
całkowicie zasady prawa drogowego, walnie wspomaganych przez organy policji
drogowej, której współudział w tej zbrodni polega na całkowitym prawie
zaniechaniu ścigania piratów drogowych. Miałem niedawno spotkanie z
najwyższymi czynnikami władzy rządowej. Poruszyłem sprawę gigantycznej liczby
ofiar śmiertelnych na drogach, ale usłyszałem w odpowiedzi, że to nasze
spotkanie jest poświęcone ważnym sprawom. Policzyłem zatem ofiary. Kilka dni
temu w mediach pojawiła się, nie po raz pierwszy, informacja, że codziennie
ginie na drogach średnio 17 (siedemnaście) osób. Pomnożone przez liczbę dni w
roku daje ni mniej, nie więcej jak 6205 trupów. Jeśli to nie jest "ważna
sprawa", zasługująca na uwagę i rozwagę najwyższych władz politycznych
państwa, to co mam o tym sądzić? Przecież to blisko trzy razy tyle ofiar, ile
zginęło w bestialskim zamachu terrorystycznym w Nowym Jorku 11 września 2001
r. Po tym strasznym wydarzeniu w USA wiele się zmieniło. U nas trzy razy
większa hekatomba nie zasługuje, by ją zaliczyć do ważnych spraw publicznych.
Zgroza.
Odbyłem w ostatnich dniach dwie długie podróże samochodowe po Polsce, których
celem był oczywiście Dom pod Ptakami w Puszczy Augustowskiej, ale jechałem
różnymi drogami, by przy okazji zobaczyć zniszczenia, jakich huragan dokonał
w Puszczy Piskiej. Larum w tej smutnej sprawie zostało, jak sądzę, nieco
wyolbrzymione. Duże zniszczenia lasu widziałem na trasie z Ełku do Orzysza i
stamtąd do Piszu. Tam rzeczywiście padła na ziemię połamana jak zapałki spora
liczba drzew, z tym że są to straty wyspowe. Tu kilka hektarów zniszczonych,
tam drzewostan znacznie przerzedzony, tu pojedyncze drzewa wyrwane z
korzeniami. Natomiast na długiej trasie z Piszu do Rozogów, czyli na obszarze
wielu tysięcy hektarów lasu, zniszczeń nie widać w ogóle. Nie wiem, jak jest
w północnej części puszczy, między Rucianem i Mikołajkami. Ten największy
kawał pięknego lasu, jaki widziałem, został nietknięty, ale wiatr musiał być
piekielny, skoro w okolicy mego domu, odległej od centrum kataklizmu, są
wyraźne i dotkliwe straty drzewostanu. Co najdziwniejsze, prócz drzew
złamanych w połowie są tysiące sosen i brzóz zgiętych w pałąk prawie koronami
do ziemi. Czy się kiedykolwiek wyprostują? Nikt nie umiał mi odpowiedzieć.
Wróćmy jednak do tych tysięcy zabitych. Nie widziałem przez wiele godzin
podróży, po setkach kilometrów dróg, patrolu policji sprawdzającego
zachowanie kierowców. Zaś oni pędzą jak szaleni w swoich szybkich
samochodach, nie respektując znaków zakazu ani ostrzeżeń. Tak zresztą dzieje
się pod bokiem najwyższych zwierzchników policji, w samej Warszawie.
Jest taki wiadukt nad trasą kolejową do Lublina w Wawrze. Coś tam jest
reperowane, bardzo długo i chyba niezbyt udolnie. Stoją znaki nakazujące
ograniczenie szybkości najpierw do 50 km/h, a po kilkudziesięciu metrach do
40 km/h. Te "czterdziestki" są powtórzone jeszcze w kilku miejscach. Jeżdżę
tą trasą codziennie. Nie zdarzyło mi się zauważyć, by którykolwiek z
rozwielmożnionych kierowców raczył w tym miejscu nacisnąć na pedał hamulca.
Jadą z szybkością bliską setki i ani im w głowie posłuchać nakazu zwolnienia.
Powtarzam: sześć tysięcy ofiar rocznie kosztuje nasz kraj ta karygodna
niefrasobliwość, plus koszty leczenia rannych, często bardzo wysokie.
Gdy patrzę, jako świadek uczestniczący w tych tragediach, ogarnia mnie złość
na nasze władze polityczne i rządowe, wykazujące niezależnie od tego, kto
rządzi (jaka partia), całkowitą bezradność wobec codziennie dokonywanych
jawnych zbrodni na obywatelach Polski. Wyobraźmy sobie, że pojawia się nagle
grupa terrorystów zabijająca planowo i systematycznie sześć tysięcy
przypadkowych ofiar. Jakiż krzyk w parlamencie, jakie zbrojenia przeciw
zbrodniarzom, jakie środki ostrożności przedsiębrane w celu ochrony życia
obywateli, ile pieniędzy z budżetu państwa byłoby bez czyjegokolwiek
sprzeciwu przeznaczane na walkę z tymi ludźmi.
Mamy, jako państwo, ochotę przeznaczać miliardy dolarów na zakup nowoczesnych
cudów techniki lotniczej, zwanych samolotami wielozadaniowymi, a nie możemy
się zdobyć na kilkaset sprawnych i dobrze wyposażonych patroli drogowych,
które, jak to się dzieje w większości krajów silnie zmotoryzowanych,
potrafiłyby poskromić zbrodnicze instynkty kierowców. Ciągle słyszymy o
blokadzie tej czy innej drogi, bo wywróciła się ciężarówka, czyli TIR.
Dlaczego one tak często się wywracają i zabijają ludzi? Prosta odpowiedź. Tak
się dzieje, gdyż rozwydrzeni kierowcy nie szanują prawa i nie ma nikogo na
większości dróg, kto by ich przywołał do porządku.
Nie ma innej rady, jak wprowadzić na drogach publicznych ten sam terror, jaki
niesfornym kierowcom fundują kraje superdemokratyczne w postaci dotkliwych
represji, materialnych i organizacyjnych (pozbawienie prawa jazdy itp.). W
USA za notoryczne przekraczanie dozwolonej szybkości na drodze można zostać
wpisanym na listę kierowców stwarzających szczególne ryzyko dla firm
ubezpieczeniowych, co pociąga za sobą kilkuletnie znaczne powiększenie
wysokości składki. Na przykład 1,5 tys. dolarów w ciągu trzech lat.
Łatwiej mi zrozumieć głupotę i niefrasobliwość kierowców niż obojętność wobec
sześciu tysięcy śmiertelnych ofiar wypadków drogowych, całkowitą obojętność
naszego państwa, ktokolwiek nim rządzi, obojętność wobec seryjnych zbrodni
popełnianych codziennie na drogach publicznych.
Apeluję z tego miejsca, skoro moje interwencje na najwyższym szczeblu władzy
są lekceważone, by panowie: komendant główny policji i szef policji drogowej
zaczęli się domagać usilnie środków materialnych pozwalających zorganizować
na drogach policyjny terror komunikacyjny, co w krótkim czasie oszczędzi
Polsce wielu, bardzo wielu śmiertelnych ofiar.
14 sierpnia 2002 r.

Obserwuj wątek
    • Gość: MAREK Re: Sześć tysięcy trupów na drogach IP: 24.83.56.* 24.08.02, 21:45
      Tak sie sklada,ze od dawna jestem na emigracji jednakze czesto odwiedzam Nasz
      kraj,korzystam z Polskich drog no i uczestnicze w obserwacji kierowcow.Nie
      badzcie zli na mnie,ale to sa przestepcy na drogach(jak psy spuszczeni z
      lancucha).Wiele krajow zjezdzilem,a czego sie nauczylem na emigracji,wlasnie
      tego najwazniejszego,ze czlowiek w samochodzie i na drodze to rzecz
      swieta.Czesto bedac w Polsce poruszam ten TEMAT-POWAZNY-to znajomi i rodzina
      patrza na mnie dziwiac sie jak bym byl z kosmosu.Uwierzcie mi sred.6000ludzi
      rocznie(tutaj ta liczba bedzie w ciagu 10-lat i wiecej).Nie pokazujmy bandyctwa
      na drogach,wzajemna wyrozumialosc i rozwaga,a beda efekty pozytywne.Brawo dla
      profesora Malachowskiego.Tylko problem jest taki aby to do zwyklych ludzi
      dotarlo.Bo coz jak narazie jaka WLADZA taki Narod...Ciekawi mnie tylko jak
      bedzie odzwiek w tym temacie.Z szacunkiem dla POLSKI-Marek-Canada
      • Gość: U Re: Sześć tysięcy trupów na drogach IP: *.gis.net 25.08.02, 03:07
        Od tych @ 6.000 nalezy odjac tych wlasnie husarzy
        jezdni,zachlanych,i dygnitarzy w maszynach zdobytych za
        skradzione piniedze jezdzacy z pogarda dla
        otoczenia.Roznica,to beda te prawdziwe ofiary zamordowane
        przez powyzszych.Jesli gina ci z pierwszej paczki-pies im
        morde lizal.Wzrosnie bezpieczenstwo na drogach.
    • Gość: waw Re: Dlaczego? IP: *.gdansk.cvx.ppp.tpnet.pl 25.08.02, 11:08
      Jeżdżę po naszych i zagranicznych drogach średnio po 45-50tyś. km roczznie od
      20 lat bezwypadkowo. Mam własne zdanie na stan bezpieczeństwa na drogach.
      1. Wcale nie jeździmy (statystycznie) gorzej od innych nacji: Niemcy jeżdżą
      doskonale po autostradach, ale już na innych drogach jest gorzej, Włości to
      bandyci nie respektujący przepisów, Francuzi to fontaja z pogranicza brawury
      itd.
      2. W naszym kraju najwięsze zagrożenie to kierowcy dostawczych busów, które to
      auta o dużych mocach dają się dobrze pogonić, następna grupa to właściciele
      volkswagenów, którym się wydaje, że jeżdżą cudami techniki, dotyczy to
      zwłaszcza golfów I, II i starszych pasatów, gdzi za kierownicami zasiadają
      pseudo dresiarze podwórkowi co to sobie szyby ofoliują i hajda, po nich
      poczesne miejsce zajmują osobniki jeżdżące po 5 6 tyś km rocznie - horror!
      3. Piesi to zmora dróg i ulic, zwłaszcza po tym jak jakiś idiota wpadł na
      pomysł, żeby ograniczyć prawa kierowcówi dać je pieszym, którzy w wyniku
      propagandy uwierzyli, że auto staje natychmiast, a oni są niezniszczalni
      zwłaszcza wchodząc gwałtownie na przejście.
      3. Mistrzmi zagrożenia są rowerzyści poruszający się po miastach, którzy
      uważają się za najważniejszych na drodze, bo tak im ktoś nakładł do głowy, do
      hitów należy nagłe pojawienie się rowerzysty na przejściu dla pieszych w pełnym
      pędzie
      4. No i niestety nasze miłe Panie, które uwierzyły massmediom, że jeżdżą
      bezpiecznie i dobrze. Nic bardziej mylnego, wśród pań są te, które jeżdżą z
      wiarą swych super umiejętności gnając po 160km/h na wąskiej drodze w służbowym
      aucie (wiek ok. 25 30 lat) i te panie, które nigdy nie opanują pewnej
      zdecydowanej jazdy, bez wahania się i skręcania w prawo po właczeniu kierunku w
      lewo itd. Oczywiście jest grupa ok. 30% jeżdżąca b. dobrze.
      Może się mylę, ale debili na drogach mamy statystycznie ze 20%.
      Natomiast dlaczego zagraniczni uważają, że jeździmy źle, myślę, że oni poprostu
      nie potrafią jeździć w trudnych warunkach i po marnych drogach.
      • jaceq Re: Dlaczego? 25.08.02, 16:44
        Gość portalu: waw napisał(a):

        > 1. Wcale nie jeździmy (statystycznie) gorzej od innych nacji:

        Ja jeżdżę 20-25 tys. i mam zgoła odmienne obserwacje.
        Po wjechaniu na teren RP od pierwszych kilometrów "czuje się" wzrost niebezpieczeństwa. Nie wiem, jak jest na
        wschodzie - tam raczej nie pojadę, chociaż korci mnie dziki wypad autem na wakacje w okolice Odessy.

        > Niemcy jeżdżą doskonale po autostradach,

        To potrafi każdy, no, może każdy. Rodacy mają problem ze zrozumieniem, że np. jak jedzie 160 lewym skrajnym
        pasem, to też czasem powinien zerknąć w lusterko, bo ktoś może jechać szybciej od niego.

        > ale już na innych drogach jest gorzej,

        Bzdura do kwadratu. Wszystkie zwyczaje obserwowane w niemieckich miastach (uprzejmość, nienadużywanie
        kierunkowskazów, rozsądek, brak (poza wyjątkami) debilnej brawury) - chętnie bym widział w Polsce.

        > Włości to bandyci nie respektujący przepisów, Francuzi to fontaja z pogranicza brawury

        W zasadzie to racja. Poza tym, że przy tym natężeniu ruchu co tam - ilość wypadków (a zwłaszcza śmiertelnych)
        jest o kilka klas niższa, co tu.

        > 2. W naszym kraju najwięsze zagrożenie to kierowcy dostawczych busów, które to
        > auta o dużych mocach dają się dobrze pogonić,

        Owszem, jadą 120 tam, gdzie jazda pow. 80 jest głupotą.

        > następna grupa to właściciele
        > volkswagenów, którym się wydaje, że jeżdżą cudami techniki,

        Zupełnie zresztą słusznie.

        > zwłaszcza golfów I, II i starszych pasatów, gdzi za kierownicami zasiadają
        > pseudo dresiarze podwórkowi co to sobie szyby ofoliują i hajda, po nich

        Nie. Ci jeżdżą raczej najnowszymi, biedniejsi golfami IV, inni - beemkami.

        > poczesne miejsce zajmują osobniki jeżdżące po 5 6 tyś km rocznie - horror!

        Policzmy. 52 razy w roku 2 km w obie strony (do kościoła) to 104 km. Plus jakieś 20 na ekstra przejazdy. Niech będzie
        ze 150 km w roku. Czyli absolutnie żadnego doświadczenia. I taki facet nie miał wypadku od 40 paru lat. Ledwo widzi,
        ale jeździ i to bezpiecznie. Też podpada?

        > 3. Piesi to zmora dróg i ulic, zwłaszcza po tym jak jakiś idiota wpadł na
        > pomysł, żeby ograniczyć prawa kierowcówi dać je pieszym,

        Za granicą świetnie to się sprawdza. W Polsce może rzeczywiście lepiej by było, aby piesi pływali kanalizacją.

        > którzy w wyniku propagandy uwierzyli, że auto staje natychmiast,

        Prawie. Jak się jedzie tyle, ile trzeba w zabudowanym o.

        > 3. Mistrzmi zagrożenia są rowerzyści poruszający się po miastach, którzy
        > uważają się za najważniejszych na drodze,

        Mistrzami zagrożenia są dresiarze poruszający się po miastach 150/godz, którzy
        uważają się za najważniejszych na drodze,

        > 4. No i niestety nasze miłe Panie,

        Stereotyp. Rzeczywistość jest inna. Płeć nie ma nic do tego.

        ________________________________

        Litwini, jeżdżący 24-tonowym zestawem, przeładowanym do 45 t, po 22 godz - non stop (bo tak każe spedytor) - oto
        jakie największe widzę zagrożenie. Zawsze pod ręką czysta tarcza tachografu, 22 kawy/dobę, sprzęt z lat 92-93 już
        się sypie (przy przebiegu czasem i milion) - dobrze, że (na razie) trzeźwi.


        Ale teraz własna śmierć będzie droższa. O winietę.
        • Gość: waw Re: Dlaczego? IP: *.gdansk.cvx.ppp.tpnet.pl 25.08.02, 17:18
          jaceq napisał:

          > Gość portalu: waw napisał(a):
          >
          > > 1. Wcale nie jeździmy (statystycznie) gorzej od innych nacji:
          >
          > Ja jeżdżę 20-25 tys. i mam zgoła odmienne obserwacje.
          > Po wjechaniu na teren RP od pierwszych kilometrów "czuje się" wzrost
          niebezpiec
          > zeństwa. Nie wiem, jak jest na
          > wschodzie - tam raczej nie pojadę, chociaż korci mnie dziki wypad autem na
          waka
          > cje w okolice Odessy.
          Nie zgadzam się, ale masz prawo mieć inne doświadczenia. Co do Odessy to się
          dobrze zastanów, może lepiej samolotem, a tam wynająć auto, włąsnego szkoda.
          >
          > > Niemcy jeżdżą doskonale po autostradach,
          >
          > To potrafi każdy, no, może każdy. Rodacy mają problem ze zrozumieniem, że
          np.
          > jak jedzie 160 lewym skrajnym
          > pasem, to też czasem powinien zerknąć w lusterko, bo ktoś może jechać
          szybciej
          > od niego.
          MAsz rację często widuję takich prostaków, i nie zawsze są to Poalcy, bywa, że
          tubylcy, którzy nie chcą ustąpić jakiemuś tam prostakowi z Polski
          >

          > > ale już na innych drogach jest gorzej,
          >
          > Bzdura do kwadratu. Wszystkie zwyczaje obserwowane w niemieckich miastach
          (uprz
          > ejmość, nienadużywanie
          > kierunkowskazów, rozsądek, brak (poza wyjątkami) debilnej brawury) - chętnie
          by
          > m widział w Polsce.
          Masz rację jeśli dotyczy to najblizszej okolicy, spotykałem Niemców w różnych
          częściach Europy poza autobahnami - tragedia!!!
          >

          > > Włości to bandyci nie respektujący przepisów, Francuzi to fontaja z pogran
          > icza brawury
          >
          > W zasadzie to racja. Poza tym, że przy tym natężeniu ruchu co tam - ilość
          wypad
          > ków (a zwłaszcza śmiertelnych)
          > jest o kilka klas niższa, co tu.
          >
          > > 2. W naszym kraju najwięsze zagrożenie to kierowcy dostawczych busów, któr
          > e to
          > > auta o dużych mocach dają się dobrze pogonić,
          >
          > Owszem, jadą 120 tam, gdzie jazda pow. 80 jest głupotą.
          >
          > > następna grupa to właściciele
          > > volkswagenów, którym się wydaje, że jeżdżą cudami techniki,
          >
          > Zupełnie zresztą słusznie.
          Sorry, czyżbym naruszył Twoje cudo automobilizmu? Niestety nie poważam tych
          aut, gdyż więcej w opiniach o nich utrwalonych stereotypów niż faktów, są
          twarde, niewygodne i takie przyciężkawe.
          >

          > > zwłaszcza golfów I, II i starszych pasatów, gdzi za kierownicami zasiadają
          >
          > > pseudo dresiarze podwórkowi co to sobie szyby ofoliują i hajda, po nich
          >
          > Nie. Ci jeżdżą raczej najnowszymi, biedniejsi golfami IV, inni - beemkami.
          Nie doczytałeś chodzi mi o pseudo dresiarzy poruszających się ruinami
          sprowadzonymi za 2000DM albo poskładanymi ze złomowisk.
          >
          > > poczesne miejsce zajmują osobniki jeżdżące po 5 6 tyś km rocznie - horror!
          >
          > Policzmy. 52 razy w roku 2 km w obie strony (do kościoła) to 104 km. Plus
          jakie
          > ś 20 na ekstra przejazdy. Niech będzie
          > ze 150 km w roku. Czyli absolutnie żadnego doświadczenia. I taki facet nie
          miał
          > wypadku od 40 paru lat. Ledwo widzi,
          > ale jeździ i to bezpiecznie. Też podpada?
          Bezwzględnie i do kwadratu, szczyt zagrożenia na drogach.
          >
          > > 3. Piesi to zmora dróg i ulic, zwłaszcza po tym jak jakiś idiota wpadł na
          > > pomysł, żeby ograniczyć prawa kierowcówi dać je pieszym,
          >
          > Za granicą świetnie to się sprawdza. W Polsce może rzeczywiście lepiej by
          było,
          > aby piesi pływali kanalizacją.
          Przesadzasz, chodzi o to, że natłuczono pieszym do głowy głupot o ich prawach
          na drodze i oni starają się to egzekwować w każdych warunkach.
          >
          > > którzy w wyniku propagandy uwierzyli, że auto staje natychmiast,
          >
          > Prawie. Jak się jedzie tyle, ile trzeba w zabudowanym o.
          Oj, oj chyba nie do końca masz rację.
          >
          > > 3. Mistrzmi zagrożenia są rowerzyści poruszający się po miastach, którzy
          > > uważają się za najważniejszych na drodze,
          >
          > Mistrzami zagrożenia są dresiarze poruszający się po miastach 150/godz,
          którzy
          > uważają się za najważniejszych na drodze,
          >
          > > 4. No i niestety nasze miłe Panie,
          >
          > Stereotyp. Rzeczywistość jest inna. Płeć nie ma nic do tego.
          Nie to nie jest stereotyp, to są obserwacje i nie wycofam się ze swojej opinii.
          >
          > ________________________________
          >
          > Litwini, jeżdżący 24-tonowym zestawem, przeładowanym do 45 t, po 22 godz -
          non
          > stop (bo tak każe spedytor) - oto
          > jakie największe widzę zagrożenie. Zawsze pod ręką czysta tarcza tachografu,
          22
          > kawy/dobę, sprzęt z lat 92-93 już
          > się sypie (przy przebiegu czasem i milion) - dobrze, że (na razie) trzeźwi.
          >
          >
          > Ale teraz własna śmierć będzie droższa. O winietę.
          • jaceq Re: Dlaczego? 25.08.02, 17:42
            Gość portalu: waw napisał(a):
            > Nie zgadzam się, ale masz prawo mieć inne doświadczenia.

            Cóż, każdy ma jakieś tam doświadczenia. Ja porównuję swoje już od jakiś 20 lat. I raczej jest gorzej.
            Są też pewne dziedziny, gdzie jest lepiej. Szkoda, że tak mało.

            >Co do Odessy to się dobrze zastanów,

            To nawet nie plany, czytałem na necie faceta, który wypoczywa nad M. Czarnym rok w rok. I tylko mnie korci. Ale tyle
            jest innych miejsc, których jeszcze nie widziałem...

            > MAsz rację często widuję takich prostaków, i nie zawsze są to Poalcy,

            Ja spotykam takich często. I raczej zawsze mają "PL".

            > Masz rację jeśli dotyczy to najblizszej okolicy, spotykałem Niemców w różnych
            > częściach Europy poza autobahnami - tragedia!!!

            Poza terenem Rzeszy ja ich raczej nie odróżniam od np. Francuzów czy Holendrów.

            > Sorry, czyżbym naruszył Twoje cudo automobilizmu?

            Nie. Od 2 m-cy mam inne autko, nieważne ale nie VW. 240 KM, ale w Polsce b. rzadko jeżdżę szybciej, niż 120.

            > Nie doczytałeś chodzi mi o pseudo dresiarzy poruszających się ruinami
            > sprowadzonymi za 2000DM albo poskładanymi ze złomowisk.

            Aha. Ale ci są równie groźni, co maluchy "podrasowane", obspojlerowane, w których głośniki więcej ważą niż
            kierowca. Ale to margines. I rzadko wyjeżdżają poza rodzinną gminę, na szczęście.

            > Bezwzględnie i do kwadratu, szczyt zagrożenia na drogach.

            Oj, ale raczej wyżej będzie ze 40 innych "szczytów zagrożenia.

            > Przesadzasz, (...) natłuczono pieszym do głowy głupot o ich prawach
            > na drodze i oni starają się to egzekwować w każdych warunkach.

            No właśnie, "egzekwować", po co? Czyżby ktoś im chciał utrudniać korzystanie z tych praw?
            A na poważnie: pieszy, który wejdzie na jezdnię w m-cu oznaczonym, ma pierwszeństwo, w skrócie. Wystarczy
            jeździć tak, by się z tym liczyć. Jadąc przez W-wę np. z Rembertowa na Stegny z kilka razy daję im z tego
            skorzystać, choć trasa raczej bezkolizyjna. I w czym problem?

            > Oj, oj chyba nie do końca masz rację.

            Chyba mam. Nie zawsze tam, gdzie jest 60 dopuszczalne, warto jechać więcej niż 40.
            A rzeczywistość polskich dróg jest raczej taka: Szosa dwupasmówka. Czarny punkt. Przejście dla pieszych z
            migającymi żółtymi światłami. Ob. zabudowany z dopuszczoną 70-tką. Dobra widoczność terenu, więc jadę 90,
            lewym pasem, bo nie chce mi się manewrować (zresztą reguła prawego to koleiny). Prawym w obrębie przejścia
            wyprzedza mnie z 5 aut sunących ze 120, w tym jeden na samiutkim przejściu.

            > Nie to nie jest stereotyp, to są obserwacje i nie wycofam się ze swojej opinii.

            Nie wycofuj. A ja i tak nazwę ją stereotypem.

    • frugo3 Re: Sześć tysięcy trupów na drogach 25.08.02, 22:03
      Liczba zabitych na drogach utzrymuje sie stale na poziomie 4-5 tys rocznie może
      jak sie okzuje i 6 tys. nie widze więc jakiegos dramatycznego pogorsznia
      sytuacji. interesuje mnie ile z punktu ststystyki MUSI rocznie zginąć przy
      określonej liczbie aut, a ile ofiar jest wynikiem czynnkiów do unikniecia.
      Wiem, że wielu obruszy sie i powie ze gadam głupoty o tej przymusowej liczbie
      ofiar, ale mysle że musi tak być - gdzie drwa rąbia... .
      Przyczyna największej liczby ofiar smiertelnych jest nadmierna predkość,Moim
      zdaniem sytuacje można udzrowic poprawa oznakowania tj. znaki ograniczenia
      predkosci powinny byc adekwatne do sutuacji i panujacych warunków, naduzywanie
      znaków ograniczenia predkosci (np 40 km/godz na wiadukcie o kiepskiej
      nawierzchni , który mozna przejechac spoko 120/godz)bo komus tam nie chce sie
      naprawic nawierzchni i łatwiej postawic bzdurny znak na 5 lat...Chodzi mi o to
      że jak sie widzi tyle znaków które nie wymuszaja jazdy którą sygnalizują,a za
      każdym z nich nie stoi policjant, to w koncu wielu ludzi olewa te ograniczenia,
      stąd biorą sie np. wypadki na wjazdach na dwupasmówki( kto stosuje sie do
      oganiczenia 70km /godz przed nimi ??? ).Generalnie w terenie zabudowanym
      powinno sie jeździc wolno max 50 km na godz.Idea tzw. czarnych punktów jest
      dobra ale powinno sie ja i rozpropagować wszedzie nie tylko na przelotowych
      trasach, chodzi mi o to że wokół każedj miejscowości jest zawsze kilka takich
      czarnych punktów które cieszą sie bardzo złą sławą, na których dochodzi do 80%
      wypadków , najcześciej są to żle wyprofilowane zakręty , kiepsko oznaczone
      skrzyżowania. w tych to miejscach giną albo tranzytowi kierowcy nie znający
      zagrożenia bądź to pijane bractwo powracające z sobotnich dyskotek i
      wesel.Korekcja tych fatalnych, często błędnie wybudowanych jezdni i skrzyżowań
      może moim zdaniem przynieśc najszybciej jakis efekt w zmniejszeniu liczby
      ofiar.. Nie jestem za donosicielstwem ale jak widze jak ktoś po drodze
      wiejskiej jedzie 140/ godz to mam na takiego zabójce chęć donieść i osobiście
      zaświadczyć - powinno to być zalegalizowane np. jakis telefon czy cos w tym
      stylu , osobnik namierzony powinien ponosic konsekwencje - wysokie mandaty ,
      odpowiednie traktowanie przez ubezpieczyciela itp- w koncu Zabijanie musi
      przestac sie w tym kraju opłacac!
      Osobny problem to nacpani i pijani kamikaze- tu sie nic nie zmieni , jedyne
      życzenie niech trafiaja w drzewa nie w inne samochody.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka