Gość: max
IP: *.zax.pl
12.09.02, 13:45
W krajach UE, które z początkiem 2002 r. wprowadziły euro, odnotowano znaczny
wzrost cen.
Wprowadzenie w państwach Unii Europejskiej wspólnej waluty stało się
pretekstem do fali nieuzasadnionych, ukrytych podwyżek cen. Na dziś Włosi
zapowiedzieli ogólnonarodowy protest przeciwko drożyźnie, której przyczyn
upatrują we wprowadzeniu euro. Na wzrost cen skarżą się mieszkańcy wszystkich
krajów, które z początkiem 2002 r. rozstały się ze swoimi rodzimymi walutami,
zamieniając je na euro. Skala problemu jest tak duża, że wymaga interwencji
na szczeblach rządowych. W krajach UE od wprowadzenia euro ceny towarów i
usług wzrosły o ok. 4 procent.
Włoskie związki zawodowe są zdania, że założone na 2003 rok 1,4 proc.
inflacji nie odpowiada rzeczywistości. Ich zdaniem, podwyżki płac o
równowartość planowanej stopy inflacji nie zapewniają wystarczającej
rewaloryzacji pensji i domagają się "urealnienia" wskaźnika. Organizacje
konsumenckie domagają się rewizji listy artykułów, których ceny są podstawą
obliczania wskaźnika inflacji.
Niektóre stowarzyszenia konsumenckie zapowiedziały "strajk zakupowy", ale
inne grupy konsumentów protestujących przeciwko podwyżkom cen uważają, że nie
jest to wystarczające. Chcą powołać do życia telefoniczny ośrodek informacji,
w którym konsumenci będą mogli poznać adresy najtańszych sklepów, towarzystw
ubezpieczeniowych i dowiedzieć się, jak obniżyć rachunki telefoniczne.
Minister gospodarki Antonio Marzano przyznał na wczorajszym spotkaniu ze
związkowcami, że wraz z wprowadzeniem euro doszło do nieuzasadnionych
podwyżek cen niektórych artykułów. Marzano zapowiedział bardziej drobiazgowe
kontrole i dokonanie analizy rynku oraz cen poszczególnych grup artykułów.
Włoski rząd postanowił ponadto wprowadzić trzymiesięczną blokadę cen w
energetyce i telekomunikacji, która zapobiegnie już dawno zapowiedzianym,
prawie 2-proc. podwyżkom opłat.
Dotkliwość wzrostu cen jest tak duża, że minister gospodarki złożył
propozycję wprowadzenia do obiegu w miejsce monet banknotów o nominałach
jednego i dwóch euro. Ma to na celu uchronić konsumentów przed zbyt
nierozważnym wydawaniem pieniędzy, gdyż jak dotychczas monety traktowane
jako "drobne" wydawane były lekką ręką.
Jednym z często przytaczanych argumentów za wprowadzeniem euro jest
przejrzystość cen dóbr i usług w tej samej walucie. Doprowadzić to miało do
zwiększenia konkurencji wśród sprzedawców, a w konsekwencji do spadku cen.
Jak pokazuje jednak dotychczasowa praktyka, stało się dokładnie odwrotnie.
Wprowadzenie do obiegu nowego pieniądza było dla wielu sprzedawców pretekstem
nie tylko do zaokrąglenia cen w górę. Zjawisko podwyższania cen nasiliło się
szczególnie w momencie, gdy zaprzestano podawania na sprzedawanych towarach
dwóch cen - w walucie narodowej i w euro.
Na wzrost cen skarżą się mieszkańcy wszystkich krajów, które z początkiem
2002 r. rozstały się ze swoimi rodzimymi walutami, zamieniając je na euro.
Zdaniem prof. Wiesławy Ziółkowskiej, członka Rady Polityki Pieniężnej, moment
wymiany waluty stwarza warunki do podnoszenia cen przez sprzedawców. -
Niewątpliwie zmiana waluty stwarza warunki, aby agresywni handlowcy
wykorzystali ten moment do podwyżki cen - powiedziała Ziółkowska. Takie
skutki przyjęcia wspólnego pieniądza przewidziały rządy niektórych krajów.
Obawiając się wzrostu cen, postanowiły w początkowym etapie wprowadzania euro
wydać przepisy ograniczające możliwość podwyższania cen towarów i usług.
Szczególnie duże rozmiary zjawisko to osiągnęło we Włoszech i w Grecji. Tylko
w tym ostatnim państwie w ciągu ostatnich 12 miesięcy ceny, w zależności od
artykułów, wzrosły od 11 do 40 proc., a w skrajnych przypadkach są nawet dwu-
lub trzykrotnie wyższe. I tak np. kilogram pomarańczy przed wprowadzeniem
euro kosztował 300 drachm, a po zmianie ceny 3 euro - przy kursie wymiany
340,75 drachm za jedno euro. Oznacza to podwyższenie ceny o ponad 240 procent!
W Niemczech najwyższe wzrosty cen odnotowano w przypadku podstawowych
produktów żywnościowych oraz w sektorze usług, np. ceny usług fryzjerskich
wzrosły o ponad 4 proc., mleko zdrożało o 12 proc., a pomidory - o około 52
proc. Zdarzały się przypadki, że tuż po wprowadzeniu euro za daną usługę lub
towar sprzedawcy żądali takiego samego nominału jak w markach, mimo że kurs
wymiany wynosił około 1,95 marki za jedno euro. Po interwencjach organizacji
konsumenckich niemiecki rząd podjął decyzję o przedyskutowaniu z handlowcami
prowadzonej przez nich polityki cenowej. Co ciekawe, wymienione podwyżki cen
nie przekładają się zbytnio na inflację. Wynika to z tego, że na inflację ma
wpływ wiele innych grup towarów, których ceny utrzymują się na stabilnym
poziomie. W lipcu inflacja w strefie euro wyniosła 1,9 proc. wobec 2,5 proc.
na koniec ubiegłego roku. Jednak Europejski Bank Centralny podwyższył swoje
prognozy na ten rok do poziomu 2,1-2,5 proc. z planowanych 2 proc.
Jak więc przeciwdziałać podobnym praktykom? Według Ziółkowskiej, można by
temu zaradzić, wspierając organizacje reprezentujące interesy konsumentów. W
obliczu ewentualnego wejścia Polski do strefy euro istnieje potrzeba prawnego
uregulowania odpowiednio długiego okresu podawania dwóch cen na towary. -
Można wprowadzić dłuższy okres dwuwalutowości, to znaczy, aby ceny towarów
nie były oznaczane, tak jak było to w krajach Unii Walutowej, przez dwa
miesiące, ale w dłuższym okresie - twierdził członek RPP. Bardziej sceptyczny
jest Jan Łopuszański, poseł Ligi Polskich Rodzin, członek sejmowej Komisji
Spraw Zagranicznych. Jego zdaniem, wprowadzenie euro było podyktowane
względami politycznymi, a nie ekonomicznymi. - Koszty polegały między innymi
na ukrywaniu w budżetach narodowych przeróżnych ciężarów, które wykazane,
dokumentowałyby, że kraje aspirujące do strefy euro nie będą w stanie spełnić
kryteriów wprowadzenia nowego pieniądza i dzisiaj przychodzi czas płacenia za
tego typu eksperymenty - powiedział. Rozczarowanie wśród konsumentów
wprowadzonymi podwyżkami jest więc tym większe, że wejście do Unii Walutowej
okupione zostało spełnieniem ścisłych warunków związanych m.in. ze znacznym
zmniejszeniem deficytu czy też odpowiednim ograniczeniem inflacji. Bezradna
wobec przeprowadzanych podwyżek cen jest Komisja Europejska, która może
jedynie apelować o rzetelne ich przeliczanie. W obecnej sytuacji przyjęcie
nowego pieniądza kojarzy się przeciętnemu konsumentowi jedynie z niezwykłą
drożyzną i to przede wszystkim w odniesieniu do cen podstawowych artykułów.
za ND: www.naszdziennik.pl/index.php?typ=po&dat=20020912&id=po01.txt