Gość: Alex
IP: *.proxy.aol.com
02.10.02, 11:58
"Magistrowie" i agentki
www.medianet.com.pl/~naszapol/biezi.html
Grę w fałszywego magistra rozpoczął Aleksander Kwaśniewski. Podczas
prezydenckiej kampanii wyborczej w 1995 r. wyszło na jaw, że
postkomunistyczny kandydat posługuje się tym stopniem, mimo że nie zakończył
studiów obroną stosownej pracy. Kwaśniewskiemu kłamstwo przeszło bezkarnie -
uznano, że fałsz w życiorysie nie miał wpływu na decyzję wyborców. I
tak "magister" został prezydentem.
Potem w gronie SLD moda na magistrów bez dyplomu nie zniknęła. Marek
Klimczak, wiceprezydent Łodzi i wiceszef lokalnej struktury Sojuszu, musiał w
zeszłym tygodniu zrezygnować z pierwszej z tych funkcji, gdy okazało się, że
przez trzy lata jako prezes ośrodka kształcenia zawodowego bezprawnie
posługiwał się tytułem magistra. Od listopada 2001 r. zarząd łódzkiego SLD
wiedział o jego plamie w życiorysie, gdyż Klimczak to ujawnił. Mimo to
otrzymał rekomendację na wiceprezydenta (a magistrem został dopiero 27
czerwca br.).
SLD nie brzydzi się i esbekami. Weźmy np. Jolantę Gontarczyk, która jako
oficer wywiadu SB w Niemczech Zachodnich inwigilowała ojca Franciszka
Blachnickiego, założyciela ruchu oazowego "Światło-Życie", a także środowiska
emigracyjne.
Dziś Gontarczyk jest członkiem zarządu wojewódzkiego SLD w Warszawie i
kandyduje w wyborach samorządowych. Ale przecież jej droga "zawodowa" nie
jest przypadkiem odosobnionym w formacji postkomunistycznej. Świadczą o tym
chociażby procesy lustracyjne, w których oskarżonymi są prominentni działacze
SLD. Nie może być inaczej, skoro sama Socjaldemokracja powstała w sposób na
poły agenturalny, za pieniądze z Moskwy. Była to tzw. moskiewska pożyczka, do
której rękę przyłożył m.in. obecny premier Leszek Miller. Śledztwo w tej
sprawie zostało szybko umorzone po pierwszym dojściu komunistów do władzy w
1993 r. A ostatnio komuniści, likwidując lustrację, uniemożliwili
prześwietlenie życiorysów własnych polityków, nie tylko tych z pierwszych
stron gazet, ale także kandydatów do samorządów.
Mamy jeszcze - w szczególności obecnie przed wyborami - bezwzględną walkę w
lokalnych strukturach SLD podczas ustalania kolejności na listach
kandydackich. W swej istocie, kłótnię o kolejność dotarcia do - jak to kiedyś
określił jeden z czołowych liderów UPR - koryta władzy.
Dodajmy do tego prosty fakt, że obecne rządy komunistów (tak jak i te
poprzednie z 1993 r.) sprowadzają na Polaków jedynie nędzę i brak perspektyw,
wzrastające bezrobocie, pchanie Polski do Unii Europejskiej, gdzie na
działaczy SLD czekają intratne posady. Otrzymujemy prawdziwy obraz
Socjaldemokracji, która na użytek publiczny kreuje siebie na zbawców narodu,
podczas gdy jej głównym celem jest zawłaszczenie Polski dla partyjnej
nomenklatury.
Nasz kraj przed wyborami samorządowymi zaczyna coraz bardziej przypominać
coś, o czym niektórzy myśleli, że nigdy nie wróci. Ale wraca. Wracają
fałszywi magistrowie, wracają w glorii chwały oficerowie SB. Wracają drobni
bonzowie partyjni, traktujący państwo jako własny folwark...
Witamy w przeszłości. Witamy w PRL. "Przywrócono normalność".
Warto o tym pamiętać w dniu wyborów samorządowych.