alcane
07.11.05, 00:57
"Gdy byłem chłopcem chciałem być żołnierzem miałem szablę i z
gazety hełm
i kilka ołowianych żołnierzyków
co przelewali w moich bitwach krew"
Tak, bardzo dawno temu śpiewała skiflowa grupa "No To Co" z Piotrem
Janczerskim. Jakoś słowa tej piosenki przetrwały w zakamarkach mojej
pamięci, choć nie była to muzyka, delikatnie mówiąc z mojej bajki.
Oddawała ona dość wiernie i obrazowo moje i rówieśników dziecięce
zabawy. Na co dzień żyliśmy jak wszystkie dzieci nie tylko bawiąc
się, ale mielismy też swoje troski. Były one dla nas tak poważne jak
dla naszych rodziców ich dorosłe problemy. Jednak, co jakiś czas
udawało uciec się od nie zawsze miłej rzeczywistości w świat marzeń.
Jednego dnia byłem rewolwerowcem na dzikim zachodzie, innym razem byłem
Napoleonem i dowodziłem zwycięską armią. Potrafiłem w wyobraźni
wcielić się w bohaterskiego strażaka ratującego z ognia pożaru całe
rzesze matek z dziećmi.
Jeżeli zdarzyło mi się stchórzyć bądź przegrać jakąś potyczkę
czy bójkę to już tego samego wieczoru stawałem się dzielnym Winetou
lub cierpliwym, konsekwentnym i odważnym Robinsonem Crusoe.
Dlatego ze zrozumieniem przywitałem pomysł polityków Platformy
Obywatelskiej utworzenia gabinetu cieni. Jestem wdzięczny tej formacji
gdyż dzięki temu ich pomysłowi łza się w moim oku zakręciła i
powróciłem pamięcią do dziecięcych harców i marzeń.
Rozumiem tych ludzi jak mało, kto. Wiem, jaką frajdę przynosi zabawa z
własną wyobraźnią. I nie ma w tym nic wstydliwego.
Sfrustrowani i nie ma co ukrywać rozczarowani maja przecież prawo do
odreagowania. Jeszcze nie wiemy jak gabinet cieni będzie wyglądał i jak
będzie działał, ale myślę, że mniej więcej wiem, na czym ta zabawa
będzie polegała.
Politycy PO będą spotykać się zapewne w weekendy, kiedy to radę
gabinetową zwoła niedoszły "Prezydent Tusk". Jan Maria Władysław
Rokita, na co dzień skromny, zakompleksiony i unikający kamer człowiek
przedzierzgnie się w "Premiera z Krakowa" i będzie dzielił i rządził.
Bronisław Komorowski raz będzie marszałkiem sejmu, a innym razem
ministrem obrony. Hanna Gronkiewicz-Waltz jednej soboty i niedzieli
będzie zawiadywała finansami państwa by już za tydzień stać się
wolontariuszką w hospicjum.
Będą spełniać się najskrytsze marzenia.
Grzegorz Schetyna ze swoimi koszykarzami pokona do zera Makabi Tel-Awiw, a
poseł Chlebowski wygra miliony dolarów w jednorękiego bandytę.
Konstanty Miodowicz będzie niekwestionowanym asem wywiadu.
W poniedziałek rano wszyscy powrócą do ciężkiej pracy w
bezkompromisowej opozycji by za tydzień ponownie zanurzyć się we
władzy i innych przyjemnościach. Każdy ma prawo do marzeń i zabaw,
jeżeli starcza mu oczywiście wyobraźni.
Każdy, choć przez chwilę może być Aleksandrem Wielkim, Piłsudskim
czy Marlonem Brando. Niepokoi mnie jednak zupełnie coś innego. Ja wraz z
kolegami bawiłem się tak mając sześć lat.
I jeszcze na koniec przypomniała mi się ostatnia zwrotka wspomnianej
piosenki.
"Najlepiej jednak byłoby na świecie bez wielkich wojen i armatnich salw
żołnierzy mógłbyś kupić tylko w sklepie z ołowiu takich, jakie
miałem ja"
Mirosław Kokoszkiewicz