frank_76
11.11.05, 18:21
Tak sobie myślę, że wyborcom PO jest teraz naprawdę przykro. Będą tutaj
oczywiście gardłować o kaczyźmie, faszyzmie, moherach, lepperach itd....
Nieubłagana prawda jest jednak taka, że PO odniosła olbrzymi sukces dostając
tak duże poparcie w wyborach, a następnie bardzo szybko go zmarnowała w
zupełnie kompromitujący, infantylny sposób. 25 września względnie ucieszyłem
się z wyniku PO, potem z każdym dniem narastał niesmak.
Sam uważam, że Polsce są potrzebne reformy rynkowe – prawdziwie liberalne:
deregulacja, drastyczne zmniejszenie wszechwładzy biurokracji, zdjęcie z
państwa zobowiązań, które wobec siebie powinni realizować wolni obywatele.
Druga sprawa, ze zdrowy wolny rynek musi mieć solidne fundamenty moralne oraz
musi funkcjonować w warunkach silnego i sprawnego państwa, które ma stać na
straży prawa i szybko interweniować, gdy umowy nie są dotrzymywane. Dlatego
właśnie dla gospodarki bardzo ważne jest nie tylko obniżenie podatków czy
nieingerencja państwa lecz także w równym stopniu naprawienie aparatu władzy,
wymiaru sprawiedliwości, policji itd. Cóż z tego, że przedsiębiorczy Kowalski
z Mławy będzie miał nałożony niski podatek i nie będzie musiał odprowadzać
horrendalnie wysokiego ZUSu za swoich pracowników, jeżeli miejscowy układ
powiatowy złożony z jego konkurenta, burmistrza i urzędnika skarbowego nie
wpuszczą go na rynek za pomocą niewydanych decyzji czy nasłanej kontroli?
Albo o wyegzekwowanie należności od kontrahenta będzie musiał toczyć
kosztowny, wielomiesięczny bój przed gnuśnym, być może umoczonym,
sądem?
Wierzę PiSowi w jednym: że chcą wyczyścić Polskę z tego mafijno-polityczno-
biznesowego bagna. Uważam, że jeżeli paru złodziei w białych rękawiczkach lub
pospolitych gangsterów ze znajomościami na podstawie wyroku sądu wyląduje za
kratkami, to krzywda Polsce się nie stanie. A nawet wręcz przeciwnie, bo
ludzie dostaną sygnał, że może jednak można w naszym kraju uczciwie pracować
na los swój i swojej rodziny. I przysługiwać się społeczeństwu zatrudniając
tych mniej przedsiębiorczych. Wolny rynek jest najlepszym z możliwych
mechanizmów w gospodarce nie dlatego, że tak mówią „liberałowie”, tylko
dlatego, że jest po prostu naturalnym stanem rzeczy i jest najbardziej
sprawiedliwy oraz efektywny. Pomnaża bogactwo i dystrybuuje je zależnie od
poniesionego wkładu talentu, pracy i wytrwałości. I każdemu daje równą
szansę. Tylko że gospodarkę może uwolnić ktoś, kto jest do tego ideowo
przygotowany – ta mityczna, jak się dziś okazuje dawno już nie istniejąca,
odpowiedzialna Platforma Obywatelska, przekonała młodych, otwartych Polaków,
że jest taką właśnie siłą. Osobiście byłem sceptyczny, ale wiązałem jednak z
nimi pewne nadzieje.
Spośród realnie liczących się ugrupowań tylko Platforma Obywatelska oraz
Prawo i Sprawiedliwość wyglądały na siły, które są w stanie doprowadzić do
rzeczywistych zmian. Współpraca moralistów z reformatorami w sytuacji
burdelu, jaki mamy obecnie – to było najlepsze wyjście z możliwych.
PO – taka, jaką znaliśmy z ostatnich miesięcy - mogła i powinna była wejść do
tego rządu. Z pewnością miała ogromną szansę na realizację swojej,
sprzedawanej społeczeństwu od miesięcy, wizji. Nie obrażając się na wyniki
wyborów, powinna stworzyć z PiS mocną koalicję w Sejmie, by przy współudziale
przyjaznego prezydenta uzdrowić ten kraj. Nawet dość cyniczny, nie wierzący w
czyste intencje polityków, obserwator jak ja, uwierzyłem, że oto teraz Polska
stoi wreszcie przed NAPRAWDĘ wielką szansą.
Niestety, ta Platforma Obywatelska, której twarzą byli Gilowska i na nowo
przekonujący Rokita, to była tylko pusta fasada. Od kilku tygodni krok po
kroku przekonujemy się, że za tą dekoracją stoi Grzegorz Schetyna wraz z całą
grupą beneficjentów III RP, którzy chcieliby nadal z tej władzy dla siebie
coś mieć: wpływy, interesy i w obliczu jastrzębia Ziobry - gwarancje
bezpieczeństwa. Brak kontroli nad resortami siłowymi okazał się być głównym
argumentem, dla którego szara eminencja PO postanowiła grać na destrukcję.
Dziś wiadomo, że na razie bezskutecznie – i dobrze.
Dlatego właśnie przyznaję wyborcom Platformy Obywatelskiej tytuł Frajerów
Roku, a samej PO tytuł Politycznego Blefu III RP. W sposób oczywisty PO
zawiodła swój elektorat, którego część teraz w żaden sposób nie chce przyznać
się, że została ordynarnie wystrychnięta na dudka. Gdy widziałem Jana Rokitę
słuchającego expose, zdałem sobie sprawę, że on o tym też dobrze wie.
Właściwie nie wiem, co myśleć o PiS. Nie sympatyzuję z nimi w sposób
naturalny, gdyż jestem wolnorynkowcem i nie oddałem na nich swego głosu.
Trochę boję się niektórych wypowiedzi i zobowiązań w sferze ekonomicznej.
Jednakże nie potrafię powiedzieć nic krytycznego o tym rządzie, bo jeszcze
NIC, poza tym, że się ukonstytuował (choć już samo to jest jego wielkim
sukcesem), nie zrobił! Będę więc obserwował i na chłodno oceniał. Bardzo
możliwe, że – do czego pewnie ani J. Kaczyński, ani premier Marcinkiewicz
otwarcie się nie przyznają – PiS nie ma zbyt wielu kompetentnych ludzi do
obsadzenia owego drugiego planu: wiceministrów, dyrektorów departamentów itd.
Czyż jednak nie jest oznaką pewnej pokory zapowiedź premiera, że projekty
ustaw będą na zlecenie opiniowane przez niezależnych ekspertów i firmy
konsultingowe? Widzę w działaniach Kaczyńskiego i Marcinkiewicza zarówno
sprawność i zdecydowanie w uprawianej polityce, zręczne wykorzystywanie
okoliczności, jak i jednak pewien racjonalizm i spokój. Z pewnością – jak
dotąd - nic nie wskazuje na to, że są zachłannymi na władzę buldogami
pałającymi zemstą, jak chciałyby ich malować „wiodące” media i przyklaskujący
im ćwierćinteligenci. Ci wszyscy, którzy wciąż wmawiają sobie, że wierzą, iż
poszło o Leppera i Radio Maryja.
A to, że niektórzy mają się o co bać? Cóż – to ich problem. Ja prawa nie
łamałem i przekrętów nie robiłem. Do tej pory to tacy jak ja byli frajerami.
Chciałbym powiedzieć, że jest nadzieja, iż to się zmieni. Jednak na razie
pozostaje powiedzieć – zobaczymy.
Jest demokracja, większość wybrała. Jest też nowy premier, może nie
najlepszy. Bez względu na moje sympatie – życzę mu powodzenia. I dedykuję
książkę Bastiata „Co widać i czego nie widać”.