Dodaj do ulubionych

Jest w moim kraju zwyczaj, że w dzień wigilijny,

    • nielubiegazety2 Tadeusz Gajcy: KOLĘDA 23.12.05, 00:04
      Tadeusz Gajcy
      KOLĘDA

      Ogień nieziemski pod łukiem bramy
      wspiętej wysoko jak dzwon lub ołtarz,
      łuna ofiarna jak gałąź złota
      spływa na głowę chłodną w konaniu -
      zaśpiewajmy Mu, zagrajmy,
      czekaj martwy na ulicznym posłaniu.

      Krętych chmur stoi wieniec bogaty,
      liczne dymy z miast ojczystych wołają,
      a twe okno jak gwiazda maleńkie
      nie przytuli do firanek białych;
      i nad włosem zgiętym jak kwiatem
      znów zahuczy śmiertelny metal -
      zaśpiewajmy Mu, zagrajmy,
      ach, uboga stajenka, lecz piękna.

      Z lewej mur, z prawej cegła - i wszystko.
      Jeszcze granie dalekie żelaza
      i na piersi człowieczej złe pismo,
      a to dar, a to ofiarna moc,
      co do ziemi przechyla i każe
      słuchać głosu jak echa wśród zmierzchu,
      gdy zanika i wiedzie je leśny
      obłok ciemny jak ziemia - bez gwiazd.

      Ciemność przecież najlepiej kołysze,
      w niej dostrzeżesz te ognie prędkie,
      co z czerwonej na piersi kropelki
      lecą wiotko, witają Twe przyjście.
      I choć bydląt tu nie ma ni siana
      to ulica darami usłana:
      marmur kruchy, wapno i smoła,
      ach, uboga stajenka, spokojna.

      Niby gwiazda prowadząca ku źródłu
      spłynie gołąb laurowy na nią
      i zamienią Ci wówczas krwią rudy
      kamień płaski na białe posłanie -
      zaśpiewamy Ci smutny, zagramy:
      w płytkim żłobku - nieopodal twej bramy
      w Betleemie - narodziło się Dziecię.
      Cierń na włosach, cierniowa koszula
      i przebite nogi i ręce;
      lulaj, lulaj.
    • nielubiegazety2 Marian Hemar: KOLĘDA 23.12.05, 00:05
      Marian Hemar
      KOLĘDA

      W dzień Bożego Narodzenia
      Radość wszelkiego stworzenia
      Tylko Polacy płaczą.
      Twarze u nich niby uśmiechnięte
      Ale serca pod uśmiechem ściśnięte
      Rozpaczą.
      Raju utracony
      Kraju opuszczony
      Trzej królowie pogubili
      Złociste korony-
      Ptaszki w górę podlatują,
      Jezusowi wyśpiewują
      Hosanna!
      Wół ryczy i wesołek
      Pokrzykuje osiołek
      i uśmiecha się Panna.
      Biegli w takiej zamieci-
      Jeden, drugi i trzeci-
      I na mrozie zgrabiały im ręce-
      jakże staną królowie-nędzarze
      Przed tą radością w stajence?
      O, Dzieciąteczko, w żłobie,
      Przebacza naszej żałobie!
      Uśmiechamy się. Siły ostatkiem.
      Już twarze łez się wstydzą,
      Już oczy przez łzy nie widzą,
      Trzęsie się ręka z opłatkiem.
    • nielubiegazety2 Kornel Makuszyński: LIST DO ŻOŁNIERZA W DZIEŃ WIGI 23.12.05, 00:06
      Kornel Makuszyński
      LIST DO ŻOŁNIERZA W DZIEŃ WIGILII

      W imię Chrystusa Pana
      Nowo narodzonego,
      Pozdrawiam cię, żołnierzu,
      Najdroższy mój kolego!
      W imię Panny, co w biednej
      Powiła dzisiaj w chacie,
      Sercem cię witam moim,
      Najmilszy ty mój bracie!

      O, żołnierzu! o, żołnierzu!
      Przez dnie smutne i wieczory,
      Poprzez rzeki, przez mokradła,
      Poprzez łąki i przez bory
      Dusza moja cię odgadła.
      Odnalazło cię me serce.
      I tak tobie dzisiaj dzwoni
      Jako dzwonek na pasterce,
      Ze sto chciałbym mieć dziś koni,
      By jak wiatr przez mrozy sin"
      Lecieć aż nad Berezynę.
      Kiedy gwiazdy zamigocą,
      Będę dzisiaj razem z wami,
      Jak duch przyjdę przed północą
      Witać was radości łzami
      I przytulić was w uścisku,
      Zmienić z wami się na duszę,
      Polem na pobojowisku,
      Na śnieżystej zawierusze
      Ukryć łzy i na ostatek
      Serce złamać jak opłatek.

      O najmilsi wy, żołnierze!
      Najmilejsi bracia moi!
      Gdziekolwiek który z was sam,
      Gdziekolwiek sercem się znoi,
      Niech mnie przyzwie, niechaj woła,
      Temu całe serce dam,
      Lub piosenką wnet u Boga
      To wybłagam, tu wyproszę,
      Ze Bóg przyśle mu anioła,
      Co na skrzydła, jak na nosze,
      Weźmie go i tam poniesie,
      Gdzie go matka siwa czeka,
      W małej chatce, tuż przy lesie,
      Na różaniec łzy nawleka
      I wspomina, i wspomina
      Najdroższego swego syna.

      Otrzejże te łzy, kolego,
      Co ci po jagodach biega.
      W głos się rozśmiej, jak przystało
      Żołnierzowi z wielką chwałą,
      A ja za to ci opowiem,
      Co porabia twoja matka:
      Bóg ją dobrym darzy zdrowiem,
      Choć już jak gołąbek siwa.

      Sam widziałem, jak z opłatka
      Mały krążek odłamała
      I całując go sto razy,
      Cicha twoja starowina
      Schowała go za obrazy
      Dla drogiego swego syna.
      Sercem czuła, żeś jest blisko,
      Żeś wesoły, żeś nietknięty,
      I spłakało się matczysko,
      A Bóg zmienił łzy w diamenty.

      Jużeś wesół! ...widzisz, bracie!
      Wina nie lejże za kołnierz!
      Za rok w swojej będziesz chacie,
      Polak prawy, dzielny żołnierz.
      Wszystkie trząść się będą ściany,
      Gdy oczyścisz sto talerzy
      I rykniesz jak opętany:
      "W żłobie leży, któż pobieży?"...
      Jeszcześ smutny? ? Tam do licha!
      Jeszcze ci za mało słońca?
      Hej, żołnierskie serce wzdycha,
      Nowin trzeba ci bez końca,
      Wiem ja wszystko, bracie drogi,
      Ej, żołnierzu, ej, urwisie!
      Chodziłeś z nią poza stogi,
      Dziś, w okopie, bez niej cni się.
      Zdrowa! zdrowa! śliczna, hoża,
      Wstążki wplata do warkoczy,
      Zrumieniona jakby zorza,
      Choć spłakane ma dziś oczy.
      Ależ kocha! bracie drogi!
      Wspomną ciebie ? zaraz blada,
      I wybiega poza progi,
      Niby patrzeć, czy śnieg pada?
      Napisz jej w serdecznym liście,
      Że się stawisz do apelu,
      A ja z tobą, oczywiście,
      Bo chcę być na twym weselu.
      Hejże bracie! ? hejże bracie!
      Bóg się rodzi, moc truchleje,
      W twojej młodej krwi szkarłacie
      Wstało słońce i jaśnieje.
      Zdzierż tam wszystkie swe niedole,
      Polska ci to zapamięta,
      Gdy usiądziesz z Nią przy stole
      W przyszłe, jasne swoje świata.
      Bo ta Polska duszą całą
      Kocha ciebie tak niezmiernie,
      Że chce w swoje święte ciało
      Wbić twej doli wszystkie ciernie.
      Pocierp, bracie! ? już niedługo!
      A Dzieciątko narodzone
      Jasną ci się zjawi smugą,
      W twoją się nachyli stronę.
      Patrzaj! patrzaj! chmury bledną,
      Śpiew w powietrzu płynie święty,
      A na twoją głowę biedną
      Gwiazdy lecą jak diamenty!
      A Panienka Najświętsza, w biednej lichej stnjonrc,
      Do ciebie, o żołnierzu, wyciąga białe ręce
      I tak mówi uśmiechnięta:
      Niech to jego będą święta!
      Rozstąpcie się, monarchowie,
      Dzielni wy, wojewodowie,
      I wy, święci aniołowie!
      Najmilsze Dzieciątku ofiary,
      Które przynosi drogi żołnierz szary!
      On to jest mocarz, choć nie w szkarłatach,
      On syn najmilszy Ojczyzny Matki,
      Biedny a dumny, wiecznie na czatach,
      Oczy ma jasne jako bławatki,
      A serce czyste jako lelije,
      Co chociaż legnie, to jeszcze bije!
      Więc mu błogosław, Synaczku mój, me dziecię,
      Bo najbiedniejszy na biednym on jest świecie,
      O, przybliż się, najdroższy, o, polski ty piechurze
      Do mojego matczynego serca cię przytulę,
      Z biednego mego płaszcza uszyję ci koszulę
      I sprawię, że na śniegu zakwitną tobie róże,
      Hej, kolęda! kolęda!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka