Dodaj do ulubionych

Czy można być pewnym zbawienia i życia wiecznego?

IP: 213.76.16.* 09.04.01, 18:41
Nadchodzą święta Wielkanocy, kiedy większość z nas w taki czy inny sposób
zetknie się z zagadnieniem śmierci i zmartwychwstania Jezusa Chrystusa. Jakie
to ma znaczenie dla naszego życia? Jaki jest sens Jego śmierci i
zmartwychwstania? Jedni w to wierzą, inni odrzucają, a ci, którzy wierzą, że
Jezus Chrystus rzeczywiście umarł i zmartwychwstał, często nie wiedzą, jak to
odnieść do swego życia. Jaki mamy pożytek z męczeństwa Chrystusa?
Czy wiara w to, że Jezus umarł i zmartwychwstał wystarczy do tego, aby być
zbawiony? A jeśli zbawiony, to od czego?
Czy można być pewnym zbawienia? Czy taka pewność, nie byłoby zarozumiałością?

W Biblii (Hebr 7:24-27) jest napisane, że Jezus Chrystus
7,24 ... sprawuje kapłaństwo nieprzechodnie, ponieważ trwa na wieki.
7,25 Dlatego też może zbawić na zawsze tych, którzy przez niego przystępują
do Boga, bo żyje zawsze, aby się wstawiać za nimi.
7,26 Takiego to przystało nam mieć arcykapłana, świętego, niewinnego,
nieskalanego, odłączonego od grzeszników i wywyższonego nad niebiosa;
7,27 który nie musi codziennie, jak inni arcykapłani, składać ofiar
najpierw za własne grzechy, następnie za grzechy ludu; uczynił to bowiem raz na
zawsze, gdy ofiarował samego siebie.

Czy w oparciu o wypowiedzi Biblii można być pewnym zbawienia?
Zapraszam do dyskusji i refleksji

Jerzy
Obserwuj wątek
    • Gość: Budda Re: Czy można być pewnym zbawienia i życia wiecznego? IP: *.unl.edu 09.04.01, 18:55
      Zamiast Biblii polecam studiowanie hinduizmu, buddyzmu, zenu, yogi, taoismu
      new age, teozofii. Dopiero potem, to co w Biblii, nabierze racjonalnej
      perspektywy.
      Budda.
      • Gość: Jerzy Budda leży sobie w grobie a Chrystus zmartwychwstał. IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 10.04.01, 03:30
        Gość portalu: Budda napisał(a):

        > Zamiast Biblii polecam studiowanie hinduizmu,
        buddyzmu, zenu, yogi, taoismu
        > new age, teozofii. Dopiero potem, to co w Biblii,
        nabierze racjonalnej
        > perspektywy.
        > Budda.

        Hej Budda, nie odpowiadasz na pytanie. Uruchom odrębną
        dyskusję na temat karma, to sobie pogadamy.
        A skąd wiesz, czy takiej volty juz nie wykonałem?

        A propos twej ksywki, juz cię gdzies o to pytałem, tyś
        buddysta, czy Budda? Jak zauważasz, przedstawiam poglądy
        chrześcijańskie, gdybym zatem przedstawiał się jako
        Chrystus, czy nie byłoby to nadużycie?
        Poza tym, prądy, które polecasz niewiele maja do
        zaoferowania jeśli idzie o zadany temat. Budda leży
        sobie w grobie, a grób Chrystusa jest pusty, bo
        zmartwychwstał.

        Wolę iść za Jezusem, który powiedział:
        8,12 A Jezus znowu przemówił do nich tymi słowy: Ja
        jestem światłością świata; kto idzie za mną, nie będzie
        chodził w ciemności, ale będzie miał światłość żywota.
        Jerzy


        • anmal Re: Budda leży sobie w grobie a Chrystus zmartwychwstał. 10.04.01, 13:01
          Myślisz Jerzy, że ten grób jest pusty właśnie dlatego, że Chrystus
          zmartwychwstał? Masz na to jakikolwiek dowód, czy to tylko Twoje (i wyznawców
          tej wiary) przekonanie? Możesz się z Buddą nie zgadzać (ja się z nim także nie
          zgadzam) - jednak nie zbywaj go takimi argumentami.
          • Gość: Jerzy Re: Budda leży sobie w grobie a Chrystus zmartwychwstał. IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 10.04.01, 14:32
            Witaj anman

            Tak, myślę, że grób jest pusty, bo Jezus zmartwychwstał. Ilu świadków jest
            potrzebnych, aby ich zeznania zostały uznane za wiarygodne? Było ich mnóstwo.
            Mamy relacje z czterech ewangelii, mamy o tym w Dziejach Apostolskich, a
            apostoł Paweł pisze, że Jezus ukazał się ponad 500 osobom na raz. Świadectwa
            te są zgodne, zatem spolegliwe i godne zaufania.
            1 Koryntian 15,3-9
            15,3 Najpierw bowiem podałem wam to, co i ja przejąłem, że Chrystus umarł
            za grzechy nasze według Pism.
            15,4 i że został pogrzebany, i że dnia trzeciego został z martwych
            wzbudzony według Pism,
            15,5 i że ukazał się Kefasowi, potem dwunastu;
            15,6 potem ukazał się więcej niż pięciuset braciom naraz, z których
            większość dotychczas żyje, niektórzy zaś zasnęli;
            15,7 potem ukazał się Jakubowi (*), następnie wszystkim apostołom;
            15,8 a w końcu po wszystkich ukazał się i mnie jako poronionemu płodowi.
            15,9 Ja bowiem jestem najmniejszym z apostołów i nie jestem godzien nazywać
            się apostołem, gdyż prześladowałem Kościół Boży.

            (*) Jakub, brat Jezusa narodzony z Marii;

            Sądzę, że Buddy nie zbyłem, raczej uderzyłem w sedno zagadnienia. Wszelkie
            religie mówią o życiu wiecznym albo o jakiejś wiecznej formie bytu. Ich
            założyciele do dzisiaj leżą w grobach. Gdyby Chrystus nie zmartwychwstał, wiara
            chrześcijańska nie miałaby sensu.
            • Gość: anmal Re: Budda leży sobie w grobie a Chrystus zmartwychwstał. IP: *.*.*.* 12.04.01, 22:20
              Witaj Jerzy,
              Wybacz, ale dzieła na które się powołujesz z obiektywnymi źrodłami nie mają
              niestety nic wspólnego. Wiem ,że dla ludzi wierzących te źrodła są ostatecznie
              wiarygodne. Prawda jest jednak inna - nie ma żadnych obiektywnych dowodów na
              zmartwychwstanie. Gdyby były - wszyscy nie musielibyśmy WIERZYĆ w istnienie
              świata zjawisk nadprzyrodzonych, WIEDZIELIBYŚMY, że on jest (tylko wtedy jak
              się dobrze zastanowisz ten świat nie byłby nadprzyrodzony tylko rzeczywisty -
              to błąd logiczny wierzących). Dowód rządzi się żelaznymi prawami. Nie ma
              żadnych wiarygodnych i niepodważalnych świadectw zmartwychwstania. Kościół
              bardzo chciałby aby były. Nawet rok narodzin Chrystusa nie jest pewny, a Ty już
              powołujesz się na "świadków" zmartwychwstania.
              • Gość: Jerzy Re: obiektywne źródła IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 13.04.01, 13:52
                Gość portalu: anmal napisał(a):

                > Witaj Jerzy,
                > Wybacz, ale dzieła na które się powołujesz z
                obiektywnymi źrodłami nie mają
                > niestety nic wspólnego. Wiem ,że dla ludzi wierzących
                te źrodła są ostatecznie
                > wiarygodne. Prawda jest jednak inna - nie ma żadnych
                obiektywnych dowodów na
                > zmartwychwstanie. Gdyby były - wszyscy nie
                musielibyśmy WIERZYĆ w istnienie
                > świata zjawisk nadprzyrodzonych, WIEDZIELIBYŚMY, że on
                jest (tylko wtedy jak
                > się dobrze zastanowisz ten świat nie byłby
                nadprzyrodzony tylko rzeczywisty -
                > to błąd logiczny wierzących). Dowód rządzi się
                żelaznymi prawami. Nie ma
                > żadnych wiarygodnych i niepodważalnych świadectw
                zmartwychwstania. Kościół
                > bardzo chciałby aby były. Nawet rok narodzin Chrystusa
                nie jest pewny, a Ty już
                >
                > powołujesz się na "świadków" zmartwychwstania.

                Witaj Anmal,
                Bardzo starannie przygotowałeś ten argument i
                nie wiem, czy będę w stanie ci równie starannie
                odpowiedzieć. Dla ciebie relacje świadków
                zmartwychwstania Jezusa zawarte w Biblii nie są
                wiarygodnym materiałem dowodowym. Na jakiej podstawie?
                Warto się zastanowić, czy zeznania świadków
                zmartwychwstania i cała relacja biblijna jest spójna i
                wiarygodna. Odłożymy to na potem. Odrzucasz materiał
                dowodowy z Biblii, gdyż bezpośredni świadkowie
                zmartwychwstania już nie żyją, nie można ich jeszcze raz
                przesłuchać.
                Gdybyśmy zastosowali tę logikę to osób, które
                już zmarły a które zostawiły swoje zeznania odnośnie
                choćby zbrodni wojennych, musielibyśmy je również
                odrzucić. Innymi słowy, zeznanie traciłoby ważność w
                chwili śmierci zeznającego.
                To, czy jakieś wydarzenie w przeszłości
                rzeczywiście miało miejsce, ustala się na podstawie
                materiału dowodowego – w tym i zeznań świadków
                zdarzenia. Popatrz na Jedwabne – obecnie bada wszelkie
                zachowane dokumenty, porównuje się je z zeznaniami osób,
                które były świadkami tego zdarzenia, aby ustalić, jak
                się rzeczywiście rzeczy miały. Twoja logika nakazuje
                odrzucenie zeznań tych, którzy już zmarli. Nie będę tego
                dalej rozwijał.

                Jezus po swoim zmartwychwstaniu był przez jakiś
                czas „bezpośrednim materiałem dowodowym” – ukazywał się
                swoim uczniom i tym ludziom, którzy wcześniej uwierzyli
                w niego. Wobec tych, którzy go odrzucili, zastosował
                prawo wyrażone w Łukasza 16:31 – „I odrzekł mu: Jeśli
                Mojżesza i proroków nie słuchają, to choćby kto z
                umarłych powstał, też nie uwierzą.”

                Potem wstąpił do nieba. Od tej pory pozostają nam
                dowody pośrednie – relacje świadków zmartwychwstania,
                którzy jednak już zmarli. Aby je przyjąć, albo odrzucić,
                trzeba je zbadać pod kątem wiarygodności, czy są spójne,
                spolegliwe, autentyczne, itp. Jeżeli byłyby te zeznania
                sprzeczne, należy je odrzucić.

                Problem daty narodzin Jezusa – to jest zagadnienie dla
                historyków. Życie Jezusa jest osadzone w konkretnych
                realiach historycznych.

                Twój argument, ogólnie rzecz biorąc, kwestionuje
                wiarygodność Biblii a tym samym istnienia prawdy
                absolutnej.
                I tutaj rodzi się pytanie, czym jest prawda obiektywna.

                Pozdrawiam,
                Jerzy



              • Gość: Jerzy cd. re 'obiektywne źródła" IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 14.04.01, 09:20
                Gość portalu: anmal napisał(a):

                > Witaj Jerzy,
                > Wybacz, ale dzieła na które się powołujesz z
                obiektywnymi źrodłami nie mają
                > niestety nic wspólnego. Nie ma
                > żadnych wiarygodnych i niepodważalnych świadectw
                zmartwychwstania. Kościół
                > bardzo chciałby aby były. Nawet rok narodzin Chrystusa
                nie jest pewny, a Ty już
                > powołujesz się na "świadków" zmartwychwstania.


                Witaj Anman,
                Chciałem rozwinąć myśl odnośnie ustalania prawdy w
                oparciu o materiał dowodowy. Wspomniałem o Jedwabne. Od
                zbrodni w Jedwabne minęło 60 lat. Niewiele w porównaniu
                z czasem od zmartwychwstania Jezusa. Nadal żyją
                świadkowie tamtych zdarzeń, a mimo to, ich zeznania nie
                są spójne. Jest problem z ustaleniem dokładnej daty
                mordu. Czy w oparciu o te przesłanki można zatem
                powiedzieć, że mordu w Jedwabne nie było? Był. Są inne
                materiały dowodowe, choćby mogiły tych, którzy zostali
                zamordowani. (Chrystus zmartwychwstał i wstąpił do
                nieba). Historycy natomiast próbują oddzielić ziarno od
                plewy – ustalić co w zeznaniach świadków oddzielić, co
                jest faktem, a to co dodatkiem. Po 60 latach ludzie nie
                muszą pamiętać, jak to było dokładnie, ale ich brak
                dokładności nie przeczy temu, że to było.

                Wydarzenia związane z Jezusem są opisane w Biblii jak
                również w innej literaturze z tamtych czasów. Zanim
                zostały spisane, krążyły w formie ustnej. Łukasz pisze,

                1,1 Skoro już wielu podjęło się sporządzenia opisu
                wydarzeń, które wśród nas się dokonały,
                1,2 jak nam to przekazali naoczni od samego
                początku świadkowie i słudzy Słowa,
                1,3 postanowiłem i ja, który wszystko od początku
                przebadałem, dokładnie kolejno ci to opisać, dostojny
                Teofilu,
                1,4 abyś upewnił się w prawdziwości nauki, jaką
                odebrałeś.

                Łukasz dokładnie przebadał to wszystko, co
                przekazali ‘naoczni świadkowie’ i zredagował to, aby dać
                innym szansę upewnienia się o prawdziwości nauki Jezusa.
                Dwaj inni ewangeliści, Mateusz i Jan, również byli
                naocznymi świadkami. Zredagowali niezależne sprawozdania
                na ten temat, uwypuklając w nich to, co dla nich był
                najistotniejsze, czyli można powiedzieć, co było ich
                subiektywnym podejściem do sprawy.
                Marek uczył się historii życia Jezusa od Piotra, choć
                zapewne jako młody chłopiec był również świadkiem
                niektórych wydarzeń.
                Zeznania ewangelistów nie są sprzeczne. Po prostu się
                uzupełniają.

                W tamtych czasach więc krążyło wiele opisów o życiu
                Jezusa. W miarę upływu czasu trzeba było to wszystko
                uporządkować, oddzielić mit od prawdy. Ustalić, które
                materiały są wiarygodne, a które nie. Czyli zrobiono to,
                co obecnie robi komisja badająca wydarzenia w Jedwabne.
                Komisja zapewne część zeznań uzna za wiarygodne, część
                odrzuci. Po jakimś czasie pojawią się jednak ludzie,
                którzy będą chcieli opowiadać o Jedwabne nie w oparciu o
                materiały przyjęte przez komisję, ale odrzucone.
                Podobnie się ma rzecz z relacjami o Jezusie. Stąd też
                kolega Budda, czy inni podobnie mu myślący, stale
                kierują mnie do ‘innych’ relacji, traktując te z Biblii
                jako niewiarygodne. Dla niego zdaje się te inne źródła
                mają większą wartość dowodową, bo służą jego ideologii.

                Tak więc, zarzut zawarty w przedstawionym przez ciebie
                argumencie, jakoby nie było „ żadnych wiarygodnych i
                niepodważalnych świadectw zmartwychwstania” nie ma racji
                bytu.

                Pozdrawiam,
                Jerzy
    • Gość: irek Re: Czy można być pewnym zbawienia i życia wiecznego? IP: 193.193.95.* 10.04.01, 12:11
      Jurku,
      Cieszy mnie temat zaproponowany przez ciebie. Okres świąt dla większości to
      odpoczynek po szaleńczych przygotowaniach (sprzątanie, zakup itp.) do nich.
      Mam nadzieję, że temat zachęci do osobistych rozmyślań, każdego.
      Zacytuję jeszcze jeden fragment:
      List Św. Pawła do Tytusa 2:11-14 ( jeden z listów w pismach Nowego Testamentu)
      11. Ukazała się bowiem łaska Boga, która niesie zbawienie wszystkim ludziom
      12. i poucza nas, abyśmy wyrzekłszy się bezbożności i żądz światowych, rozumnie
      i sprawiedliwie, i pobożnie żyli na tym świecie,
      13. oczekując błogosławionej nadziei i objawienia się chwały wielkiego Boga i
      Zbawiciela naszego, Jezusa Chrystusa,
      14. który wydał samego siebie za nas, aby odkupić nas od wszelkiej nieprawości
      i oczyścić sobie lud wybrany na własność, gorliwy w spełnianiu dobrych uczynków.
      (BT)
      • anmal Re: Czy można być pewnym zbawienia i życia wiecznego? 10.04.01, 13:07
        A może tak zacząć cytować inne źródła niż Biblia? Nie ma dyskusji pomiędzy
        tymi, którzy się zgadzają. Nie ma dyskusji pomiędzy tymi, którzy wiedzę czerpią
        jedynie z Biblii. Samo pytanie o to czy można być pewnym zbawienia i życia
        wiecznego jest już źle postawione. Czy się to komuś podoba, czy nie, sama wiara
        nie jest niczym PEWNYM, zatem jak pytać o pewność w ramach tej wiary?
        • Gość: Jerzy Re: Czy można być pewnym zbawienia i życia wiecznego? IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 10.04.01, 14:35
          Witaj jeszcze raz,
          Nie mam powodu, abym czerpał z innych źródeł. Wiara musi mieć jakieś wiarygodne
          oparcie. Dla mnie jest nim Biblia i aby ją zrozumieć, nie potrzebuję wędrówki
          przez religie wschodu. Chyba, że ktoś mi dowiedzie, że nie jest ona wiarygodnym
          albo wyczerpującym źródłem informacji, w którą Bóg chciał nam przekazać o
          sobie, o nas i o swoich planach względem wieczności.

          Jeśli idzie o powiązanie wiary z pewnością, to znowu ci odpowiem Biblią:

          Hebr 11,1 „A wiara jest pewnością tego, czego się spodziewamy,
          przeświadczeniem o tym, czego nie widzimy”.

          Chrześcijanin wierzy w coś i w kogoś, czegoś się spodziewa i jest
          przeświadczony o tym, że to, w co wierzy – zmartwychwstanie i życie wieczne,
          stanie się jego udziałem. Wierzy, że Jezus jest postacią historyczną, tak samo
          jak był nią Homer czy Flawiusz, że umarł za grzechy, zmartwychwstał i że na tej
          podstawie, zostanie przyjęty przez Boga i dostąpi zmartwychwstania. Brak tego
          przeświadczenia, że dzieło Chrystusa było doskonałym zadośćuczynieniem za
          nasze / moje grzechy, oznacza brak zaufania do tego, co uczynił Bóg.
          Kiedy wsiadasz do samolotu, aby polecieć np. do Stanów, to tylko wierzysz, że
          tym samolotem dolecisz, czy jesteś tego pewny? Gdybyś miał wątpliwości, czy
          samolot doleci, to byś do niego nie wsiadał.
          Jerzy
          • Gość: net666 Re: Czy można być pewnym zbawienia i życia wiecznego? IP: *.dialup.supermedia.pl 12.04.01, 16:27
            Jerzy,

            czytam Twoje refleksje o tym, czy można być pewnym zbawienia. W wypowiedziach,
            które przyczytałam dotychczas, głównie cytowałeś Biblię, więc nie było podstaw
            do dyskusji - ja nie znam jej aż tak dobrze, aby z pamięci przywoływać dokładne
            wersety. Znam jedynie treść.
            Ale teraz już mogę się wrącić. Piszesz, że chrześcijanin, który wierzy, ma
            pewność, że Chrystus był postacią historyczną, jak Homer czy Flawiusz. Homer
            nie był postacią historyczną, gdyż dotychczas nikomu nie udało się udowodnić,
            że naprawdę ktoś taki istniał i że sam napisał poematy, które mu się umownie
            przypisuje. Nie wiemy również, czy istniał Chrystus. Postacią historyczną był
            niewątpliwie Jezus z Nazaretu (czy raczej Joshua, syn Józefa cieśli z
            Nazaretu). Żył on w czasach, kiedy w Palestynie wprost roiło się od
            przeróżnych, mniej lub bardziej autentycznych, proroków. Za jednego z nich
            uważał się nawet Herod Agryppa, który marzył o wyrwaniu Izraela z niewoli
            rzymskiej i ogłoszeniu się potężnym królem żydowskim.
            Sytuacja polityczna była więc bardzo napięta. Stronnictwo Zelotów, nawołujące
            do otwartej rebelii przeciwko Imperium Rzymskiemu, miało wielu zwolenników,
            zarówno wśród ludu, jak i wśród starszyzny. Nie wiadomo więc do końca, czy z
            Nazaretu pochodził tylko ten jeden Prorok. Nie wiadomo również, czy ten sam,
            który przyjął na brzegu Jordanu chrzest z rąk Jana (skądinąd również postaci
            historycznej) i po raz pierwszy objawił się ludowi, był tym samym, który blisko
            trzy lata później został widowiskowo ukrzyżowany na Golgocie. Tak więc, prawdy
            historycznej, jak mi się wydaje, nie należy odnosić do wiary. Tam, gdzie mamy
            pewność, wiara nie jest nam potrzebna...

            Istotne jest, moim zdaniem, to, że dzięki szczęśliwemu splotowi wydarzeń
            narodziła się nowa wiara, religia głosząca pokój, miłość i przebaczenie.
            Istotne jest to, że z wielkiego cierpienia narodziło się odkupienie i
            zbawienie. Nie ważne, kim naprawdę był Ten, który umarł na krzyżu. Ważne jest,
            kim wierzymy, że był.
            Dla chrześcijan był to Bóg-Człowiek, który dał nadzieję na życie wieczne. Bóg
            dobry i litościwy, ale jakże wymagający: wszak zbawienie nie jest bezwarunkowe.
            Według religii chrześcijańskiej, należy uwierzyć i zostać ochrzczonym. Ale
            później trzeba jeszcze starać się żyć według tych zasad, w które wiarę
            zadeklarowało się w chwili chrztu. Trzeba wyrzekać się wielu rzeczy łatwych,
            starać się panować nad sobą - to wszystko nie jest takie proste. Stąd rozmaite
            kościoły upraszczają Biblię, dokonują własnej interpretacji. Ten sam tekst jest
            wciąż na nowo odczytywany i za każdym razem odrobinę inaczej. Poza Tym, który
            dał nam Słowo, nikt z nas nie zna właściwej interpretacji. Niewiele mamy
            podpowiedzi... A to oznacza głęboką niepewność, prawda?

            Jest więc wiara - przenajmniej dla mnie - nadzieją wbrew nadziei, ciągłym
            uczeniem się siebie i innych. Ale nie jest pewnością, bo gdyby nią była, nie
            byłaby już wiarą.
            • Gość: Jerzy Re: Czy można być pewnym zbawienia i życia wiecznego? IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 12.04.01, 20:16
              Gość portalu: net666 napisał(a):

              Witaj Net666,
              Dlaczego powołuję się na Biblię wyjaśniłem w tekście do
              Momo.
              Jeśli idzie o Homera, może masz rację. W każdym bądź
              razie Iliada i Odyseja nie napisały się same, miały
              swego / swoich autorów. Encyklopedia PWN z 1984 nawet
              przedstawia popiersie Homera : )

              Nie wiem, czemu masz problemy połączenia imienia Jezus z
              Chrystusem. [„Chrystus” jest greckim przekładem
              hebrajskiego wyrazu „Mesjasz”, który dosłownie
              oznacza „Namaszczony.” Słowo to wywodzi się z praktyki
              namaszczania kandydata do służby Bożej olejem. ... Tytuł
              ten szczególnie odnosił się do królów Izraela. Żydzi
              oczekiwali Zbawiciela – Mesjasza, który miał ustanowić
              wieczne królestwo zapowiadane przez proroka Izajasza:
              9,5 Albowiem dziecię narodziło się nam, syn jest
              nam dany i spocznie władza na jego ramieniu, i nazwą go:
              Cudowny Doradca, Bóg Mocny, Ojciec Odwieczny, Książę
              Pokoju.
              9,6 Potężna będzie władza i pokój bez końca na
              tronie Dawida i w jego królestwie, gdyż utrwali ją i
              oprze na prawie i sprawiedliwości, odtąd aż na wieki.
              Dokona tego żarliwość Pana Zastępów.

              Mateusz pisze kilka razy o tym: (wg Biblii
              Warszawskiej; Biblia Tysiąclecia często używa terminu
              Mesjasz).
              1,16 Jakub ojcem Józefa, męża Maryi, z której
              narodził się Jezus, zwany Chrystusem.
              27,17 Gdy się więc zebrali, rzekł do nich Piłat:
              Którego chcecie, abym wam wypuścił, Barabasza czy
              Jezusa, którego zowią Chrystusem?
              27,22 Rzecze im Piłat: Cóż więc mam uczynić z
              Jezusem, którego zowią Chrystusem? Na to wszyscy: Niech
              będzie ukrzyżowany!

              Łukasz i Jan piszą podobnie wiele razy. Np.:
              23,2 I zaczęli go oskarżać, mówiąc: Stwierdziliśmy,
              że ten podburza nasz lud i wstrzymuje go od płacenia
              podatku cesarzowi, i powiada, że On sam jest Chrystusem,
              królem.
              23,3 I zapytał go Piłat, mówiąc: To ty jesteś królem
              żydowskim? A On, odpowiadając, rzekł mu: To ty mówisz.

              Prawdziwość Jezusa, zwanego Chrystusem została
              potwierdzona przez to, że był wypełnieniem się proroctw.
              Z tego powodu, że Izrael był pod okupacja Rzymską,
              myślenie ludzi było bardzo obciążone ideą Mesjasza
              politycznego, tego który wypędzi Rzymian. Nawet
              uczniowie i zwolennicy Jezusa ciągle do tego
              nawiązywali. Widzimy to jeszcze po jego zmartwychwstaniu
              kiedy spotyka się z dwoma, idącymi do Emaus.
              Przygnębieni i rozczarowani, bo ich oczekiwania się nie
              spełniły – „A myśmy się spodziewali, że On odkupi
              Izraela,” (Łuk 24:21). Spodziewali się wyzwolenia
              politycznego – podczas gdy Jezus przyniósł wyzwolenie z
              niewoli grzechu. Tym dwom musiał zrobić wykład o roli
              Mesjasza, że to co się stało, było wypełnieniem się
              proroctw.
              24,25 A On rzekł do nich: O głupi i gnuśnego serca,
              by uwierzyć we wszystko, co powiedzieli prorocy.
              24,26 Czyż Chrystus nie musiał tego wycierpieć, by
              wejść do swojej chwały?
              24,27 I począwszy od Mojżesza poprzez wszystkich
              proroków wykładał im, co o nim było napisane we
              wszystkich Pismach.

              Nie wiem dlaczego uważasz, że prawdy historycznej nie
              należy odnosić do wiary. Sednem wiary chrześcijanina nie
              jest wiara w istnienie Jezusa Chrystusa – to jest fakt
              historyczny. Sednem wiary jest to, czy jego ofiara na
              krzyżu, jest doskonałym i niepowtarzalnym
              zadośćuczynieniem za nasze grzechy i czy Bóg spełni
              swoje obietnice wobec tych, którzy zawierzą Jezusowi.

              Według Biblii, jest bardzo istotne, kto umarł na krzyżu.
              Chodzi O Jezusa, zapowiadanego przez proroków, który
              grzechu nie popełnił, nie podlegał wyrokowi Bożemu –
              zapłatą za grzech jest śmierć. Jedynie On mógł nas
              zbawić.

              Nie bój się czytać Biblii.
              Tutaj taka refleksja. Kiedykolwiek w teleturniejach w
              telewizji jest pytanie z Biblii, ludzie na ogół nie
              wiedzą. Moje dzieci maja wtedy wielki ubaw, ale dla mnie
              to jest bardzo smutne, że inteligencja polska, nawet ta
              chrześcijańska, na ogół nie ma zielonego pojęcia o
              treści Biblii.

              Pozdrawiam, Jerzy
              • Gość: NET666 Re: Czy można być pewnym zbawienia i życia wiecznego? IP: 212.75.112.* 13.04.01, 10:23
                JERZY,

                MAM WRAŻENIE, ŻE NIE ZROZUMIAŁEŚ MNIE DO KOŃCA. WYBACZ, MUSIAŁAM NAPISAĆ COŚ
                NIEDOKŁADNIE TAK, JAK CHCIAŁAM. POZWÓL MI WYJAŚNIĆ RAZ JESZCZE - MIĘDZY WIERSZAMI
                TWOJEGO LISTU.

                Gość portalu: Jerzy napisał(a):

                > Gość portalu: net666 napisał(a):
                >
                > Witaj Net666,
                > Dlaczego powołuję się na Biblię wyjaśniłem w tekście do
                > Momo.

                NIE PYTAŁAM CIĘ, DLACZEGO POWOŁUJESZ SIĘ NA BIBLIĘ, JA TEŻ JĄ CZYTAM. RÓWNIEŻ
                CZĘSTO CYTUJĘ WERSETY, WIEM, Z JAKICH KSIĄG POCHODZĄ, ALE RZADKO JESTEM W STANIE
                PODAĆ ICH DOKŁADNE NUMERY. ZRESZTĄ, NIGDY NIE BYŁO MI TO POTRZEBNE.

                > Jeśli idzie o Homera, może masz rację. W każdym bądź
                > razie Iliada i Odyseja nie napisały się same, miały
                > swego / swoich autorów. Encyklopedia PWN z 1984 nawet
                > przedstawia popiersie Homera : )

                KAŻDA ENCYKLOPEDIA PRZEDSTAWIA POPIERSIE HOMERA. NIEKTÓRE NAWET PO KILKA. SPORO
                TAKICH RZEŹB MOŻNA ZNALEŹĆ W MUZEACH. ALE NAWET TE NAJSTARSZE NARDZO RÓŻNIĄ SIĘ
                MIĘDZY SOBĄ. ALE WZMIANKA O HOMERZE TO BYŁ TYLKO PRZYKŁAD NA TO, JAK NIEWIELE
                NAPRAWDĘ WIEMY O HISTORII STAROŻYTNEJ...
                >
                > Nie wiem, czemu masz problemy połączenia imienia Jezus z
                > Chrystusem. [„Chrystus” jest greckim przekładem
                > hebrajskiego wyrazu „Mesjasz”, który dosłownie
                > oznacza „Namaszczony.” Słowo to wywodzi się z praktyki
                > namaszczania kandydata do służby Bożej olejem. ... Tytuł
                > ten szczególnie odnosił się do królów Izraela.

                ZNAM ZNACZENIE SŁOWA "CHRYSTUS". NIE MAM PROBLEMÓW Z POŁĄCZENIEM IMIENIA JEZUSA Z
                TYM OKREŚLENIEM. JA TYLKO PRÓBUJĘ POWIEDZIEĆ, ŻE POWINNIŚMY ODDZIELAĆ WIEDZĘ OD
                WIARY. WIERZĘ W TO, ŻE JEZUS BYŁ MESJASZEM, NIEZALEŻNIE OD TEGO, CO MÓWIĄ ŹRÓDŁA
                HISTORYCZNE O SYTUACJI POLITYCZNEJ W ÓWCZESNEJ PALESTYNIE. JAKO NAUKOWIEC, JESTEM
                SCEPTYKIEM WTEDY, GDY CHODZI O NAUKĘ. JAKO CHRZEŚCIJANKA, ODRZUCAM NAUKĘ I
                POZOSTAJĘ Z WIARĄ. WYJAŚNIĘ TO NA PRZYKŁADZIE.
                OGIEŃ JEST ŻYWIOŁEM. ZARÓWNO WIELKI, JAK I MAŁY. KAŻDEGO Z NAS, GDY JEST
                DZIECKIEM, RODZICE UCZĄ, ŻE OGNIEM NIE NALEŻY SIĘ BAWIĆ, ANI GO DOTYKAĆ, BO MOŻNA
                ZROBIĆ SOBIE KRZYWDĘ. ATAWIZM KAŻE NAM ODRUCHOWO COFAĆ SIĘ PRZED PŁOMIENIEM.
                WIERZYMY, ŻE MOŻE BYĆ GROŹNY. A JEDNAK, JUŻ W SZKOLE UCZĄ NAS, ŻE TAKI NP.
                PŁOMIEŃ ŚWIECY WCALE NIE JEST GORĄCY. MOŻNA PRZESUNĄĆ PRZEZ NIEGO RĘKĘ I NIC NIE
                POCZUĆ (SPRÓBUJ!). NAJGORĘCEJ JEST NAD PŁOMIENIEM. WIĘC - W EFEKCIE - ODRUCHOWO
                COFAM DŁOŃ, KIEDY NAGLE POJAWI SIĘ PRZY NIEJ PŁOMIEŃ. ALE JEDNOCZEŚNIE WIEM, ŻE
                KIEDY GO DOTKNĘ ŚWIADOMIE, NIE SPARZY MNIE. TYM WŁAŚNIE RÓŻNI SIĘ DLA MNIE WIARA
                OD WIEDZY.

                Żydzi
                > oczekiwali Zbawiciela – Mesjasza, który miał ustanowić
                > wieczne królestwo zapowiadane przez proroka Izajasza:

                ŻYDZI NADAL CZEKAJĄ NA MESJASZA. TYLKO CHRZEŚCIJANIE WIERZĄ W WYPEŁNIENIE SIĘ
                PROROCTW ZE STAREGO TESTAMENTU.

                > 9,5 Albowiem dziecię narodziło się nam, syn jest
                > nam dany i spocznie władza na jego ramieniu, i nazwą go:
                > Cudowny Doradca, Bóg Mocny, Ojciec Odwieczny, Książę
                > Pokoju.
                > 9,6 Potężna będzie władza i pokój bez końca na
                > tronie Dawida i w jego królestwie, gdyż utrwali ją i
                > oprze na prawie i sprawiedliwości, odtąd aż na wieki.
                > Dokona tego żarliwość Pana Zastępów.
                >
                > Mateusz pisze kilka razy o tym: (wg Biblii
                > Warszawskiej; Biblia Tysiąclecia często używa terminu
                > Mesjasz).
                > 1,16 Jakub ojcem Józefa, męża Maryi, z której
                > narodził się Jezus, zwany Chrystusem.
                > 27,17 Gdy się więc zebrali, rzekł do nich Piłat:
                > Którego chcecie, abym wam wypuścił, Barabasza czy
                > Jezusa, którego zowią Chrystusem?
                > 27,22 Rzecze im Piłat: Cóż więc mam uczynić z
                > Jezusem, którego zowią Chrystusem? Na to wszyscy: Niech
                > będzie ukrzyżowany!
                >
                MATEUSZ PISAŁ SWOJĄ EWANGELIĘ JUŻ PO USTANOWIENIU KRÓLESTWA BOŻEGO, JAKO ŻYD
                DOSKONALE ZNAŁ SŁOWA PROROKA IZAJASZA. PONADTO, W POJĘCIU MATEUSZA JEZUS BYŁ
                MESJASZEM. JA NIE NAPISAŁAM, ŻE NIE BYŁ. NIE MAM PRAWA TAK TWIERDZIĆ. W TEJ
                KWESTII MOGĘ TYLKO POWIEDZIEĆ, ŻE WIERZĘ, IŻ JEZUS BYŁ CHRYSTUSEM. FAKTY
                HISTORYCZNE NIE NALEŻĄ DO WIARY.
                TO JEST TAK, JAK ZE STWORZENIEM ŚWIATA. WIERZYMY, ŻE BÓG STWORZYŁ GO W CIĄGU 6
                DNI. ARCHEOLOGIA JEST NA ZUPEŁNIE INNEJ PŁASZCZYŹNIE.

                > Łukasz i Jan piszą podobnie wiele razy. Np.:
                > 23,2 I zaczęli go oskarżać, mówiąc: Stwierdziliśmy,
                > że ten podburza nasz lud i wstrzymuje go od płacenia
                > podatku cesarzowi, i powiada, że On sam jest Chrystusem,
                > królem.
                > 23,3 I zapytał go Piłat, mówiąc: To ty jesteś królem
                > żydowskim? A On, odpowiadając, rzekł mu: To ty mówisz.
                >
                ŁUKASZ I JAN KORZYSTALI NIE TYLKO Z KSIĄG PROROCKICH, ALE RÓWNIEŻ Z LISTÓW
                APOSTOLSKICH. RAZ JESZCZE PODKREŚLĘ: TO, ŻE WIEM, IŻ ZE ŹRÓDEŁ HISTORYCZNYCH NIE
                WYNIKA JEDNOZNACZNIE, ILU BYŁO PROROKÓW I JAK POTOCZYŁY SIĘ ICH LOSY, NIE
                OZNACZA, ŻE NIE WIERZĘ, ŻE JEZUS BYŁ MESJASZEM. DLA MNIE TO SĄ DWIE RÓŻNE SFERY
                MYŚLENIA.

                > Prawdziwość Jezusa, zwanego Chrystusem została
                > potwierdzona przez to, że był wypełnieniem się proroctw.

                A HOMER ISTNIAŁ DLATEGO, ŻE NAPISAŁ "ILIADĘ" I "ODYSEJĘ". POMNIKI ŚWIADCZĄ O
                ISTNIENIU PRZODKÓW. NIE WAŻNE JEST, ILU NA NIE PRACOWAŁO. WAŻNE JEST, JAK WIELKIE
                RZECZY I WARTOŚCI UTRWALAJĄ W ŚWIADOMOŚCI KOLEJNYCH POKOLEŃ.

                > Z tego powodu, że Izrael był pod okupacja Rzymską,
                > myślenie ludzi było bardzo obciążone ideą Mesjasza
                > politycznego, tego który wypędzi Rzymian. Nawet
                > uczniowie i zwolennicy Jezusa ciągle do tego
                > nawiązywali. Widzimy to jeszcze po jego zmartwychwstaniu
                > kiedy spotyka się z dwoma, idącymi do Emaus.
                > Przygnębieni i rozczarowani, bo ich oczekiwania się nie
                > spełniły – „A myśmy się spodziewali, że On odkupi
                > Izraela,” (Łuk 24:21). Spodziewali się wyzwolenia
                > politycznego – podczas gdy Jezus przyniósł wyzwolenie z
                > niewoli grzechu. Tym dwom musiał zrobić wykład o roli
                > Mesjasza, że to co się stało, było wypełnieniem się
                > proroctw.
                > 24,25 A On rzekł do nich: O głupi i gnuśnego serca,
                > by uwierzyć we wszystko, co powiedzieli prorocy.
                > 24,26 Czyż Chrystus nie musiał tego wycierpieć, by
                > wejść do swojej chwały?
                > 24,27 I począwszy od Mojżesza poprzez wszystkich
                > proroków wykładał im, co o nim było napisane we
                > wszystkich Pismach.
                >
                KSIĘGI PROROCKIE, PODOBNIE, JAK EWANGELIE, NIE SĄ ŹRÓDŁEM HISTORYCZNYM I CHYBA
                TAK DO NICH NIE PODCHODZISZ. JAK PISAŁAM WCZORAJ, RÓWNIEŻ HEROD AGRYPPA UWAŻAŁ
                SIĘ ZA ZAPOWIADANEGO PRZEZ PROROKÓW MESJASZA. KILKA LAT PÓŹNIEJ MÓWIŁ TAK O SOBIE
                GAJUSZ KALIGULA. Z PUNKTU WIDZENIA WIARY, RÓŻNICA POLEGA NA TYM, ŻE ONI TO MÓWILI
                KAŻDY O SOBIE, PODCZAS, GDY O JEZUSIE DAWALI ŚWIADECTWO LUDZIE, KTÓRZY SIĘ Z NIM
                ZETKNĘLI.

                > Nie wiem dlaczego uważasz, że prawdy historycznej nie
                > należy odnosić do wiary. Sednem wiary chrześcijanina nie
                > jest wiara w istnienie Jezusa Chrystusa – to jest fakt
                > historyczny. DOKŁADNIE !!! W I A R A !!!

                Sednem wiary jest to, czy jego ofiara na
                > krzyżu, jest doskonałym i niepowtarzalnym
                > zadośćuczynieniem za nasze grzechy i czy Bóg spełni
                > swoje obietnice wobec tych, którzy zawierzą Jezusowi.

                OCZYWIŚCIE. WIERZYMY W TO. DLATEGO NAZYWAMY SIEBIE CHRZEŚCIJANAMI.
                >
                > Według Biblii, jest bardzo istotne, kto umarł na krzyżu.
                > Chodzi O Jezusa, zapowiadanego przez proroków, który
                > grzechu nie popełnił, nie podlegał wyrokowi Bożemu –
                > zapłatą za grzech jest śmierć. Jedynie On mógł nas
                > zbawić.

                NIE JEST ISTOTNE, KTO, ALE DLACZEGO. TEN, KTÓRY UMARŁ NA KRZYŻU, ABY NAS ZBAWIĆ,
                BYŁ MESJASZEM, SYNEM BOGA, A WIĘC BOGIEM. IMIĘ JEGO JEST "JESTEM, KTÓRY JESTEM".
                MY PONADTO NAZYWAMY GO JEZUSEM.
                >
                > Nie bój się czytać Biblii.

                NIE BOJĘ SIĘ. I WIERZĘ, ŻE TO, CO JEST W NIEJ NAPISANE, POCHODZI OD BOG
              • Gość: NET666 Re: Czy można być pewnym zbawienia i życia wiecznego? - CD IP: *.dialup.supermedia.pl 13.04.01, 10:28
                CD ODPOWIEDZI, PONIEWAŻ SKOŃCZYŁO SIĘ MIEJSCE:


                > Nie bój się czytać Biblii.

                NIE BOJĘ SIĘ. I WIERZĘ, ŻE TO, CO JEST W NIEJ NAPISANE, POCHODZI OD BOGA. TO,
                CO WIEM PONADTO O STRUKTURZE I RODOWODZIE JEJ KSIĄG, TO JEST WIEDZA, KTÓRA MI W
                WIERZE ABSOLUTNIE NIE PRZESZKADZA. CAŁE ŻYCIE STARAM SIĘ TO ROZDZIELAĆ. JAK
                PISAŁAM, WIARA TO NADZIEJA WBREW NADZIEI. WIARA NIE MOŻE ROZCZAROWAĆ.
                TYMCZASEM, WIEDZA ROBI TO ZBYT CZĘSTO. DLATEGO UCZĘ SIĘ PATRZEĆ NA WSZYSTKO Z
                TYCH DWÓCH PERSPEKTYW ODDZIELNIE - ABY NIGDY NIE PODDAWAĆ W WĄTPLIWOŚĆ PRAWD
                BIBLII.

                > Tutaj taka refleksja. Kiedykolwiek w teleturniejach w
                > telewizji jest pytanie z Biblii, ludzie na ogół nie
                > wiedzą. Moje dzieci maja wtedy wielki ubaw, ale dla mnie
                > to jest bardzo smutne, że inteligencja polska, nawet ta
                > chrześcijańska, na ogół nie ma zielonego pojęcia o
                > treści Biblii.

                DLA TWOICH DZIECI MAŁA REFLEKSJA: NIE SĄDŹCIE, ABYŚCIE NIE BYLI SĄDZENI. CI,
                KTÓRZY NIE ZNAJĄ SŁOWA, SĄ JAK ŚLEPI I NALEŻY IM WSPÓŁCZUĆ, A NIE ŚMIAĆ SIĘ Z
                NICH. NIE KAŻDY MA SZANSĘ UCZYĆ SIĘ SŁOWA W DOMU. WIĘKSZOŚĆ POLAKÓW IDZIE PRZEZ
                ŻYCIE SZUKAJĄC. DO TYCH NALEŻY WYCIĄGAĆ RĘKĘ. NIE WOLNO NAM ZATRZYMYWAĆ
                ZBAWIENIA TYLKO DLA SIEBIE.
                >
                > Pozdrawiam, Jerzy

                Z NAJLEPSZYMI ŻYCZENIAMI, ABY TE ŚWIĘTA BYŁY DLA CIEBIE I TWOICH BLISKICH
                OKAZJĄ DO UCZYNIENIA KOLEJNEGO KROKU KU ZBAWIENIU,

                ANETA
                • Gość: Jerzy Re: Brawo Aneta. Tak trzymać! IP: 213.76.17.* 13.04.01, 22:50
                  Witaj Aneto,
                  Tak trzymać!

                  1 Tymoteusz:
                  1,7 Albowiem nie dał nam Bóg ducha bojaźni, lecz mocy i miłości, i
                  powściągliwości.
                  <>: Rzym 8,15;
                  1,8 Nie wstydź się więc świadectwa o Panu naszym, ani mnie, więźnia jego,
                  ale cierp wespół ze mną dla ewangelii, wsparty mocą Boga,

                  Również życzę wiele radości z okazji świąt zmartywchwstania Jezusa,

                  Jerzy,

                  PS. Widzisz jak ludzie z różnych opcji światopoglądowych chca mi wytrącić
                  Biblię. Chyba nigdy nie mieli możliwości poznać Boga Biblii i nie wiedzą, że to
                  co odrzucili to musiała być jakaś hybryda synkretyzmu religijno filozoficznego.


          • Gość: anmal Re: Czy można być pewnym zbawienia i życia wiecznego? IP: *.*.*.* 16.04.01, 12:42
            Drogi Jerzy, nie możesz "walczyć" ze mną za pomocą argumentu Biblii, na którym
            się opierasz, a który ja (i nie tylko ja) kwestionuję. Chcąc argumentować
            musimy wyjść poza Biblię, ponieważ w ramach jednego dzieła, jego słuszności nie
            da się dowieść. To już logika. Wreszcie nie uzywaj argumentów jak z tym
            samolotem, który doleci, lub nie doleci. Widzisz, zdarzenie polegające natym,
            że samolot wyląduje bezpiecznie na lotnisku nie jest zdarzeniem pewnym, tylko
            zdarzeniem o na tyle wysokim prawdopodobieństwie, że mogę zaryzykować lot.
            Widzisz, ja wcale nie WIERZĘ, że samolot doleci bezpiecznie - ja kalkuluję (i
            tak naprawdę robi to każdy - tylko sie natym nie zastanawia). Przecież ty także
            wychodząc na ulicę nie możesz być PEWIEN, ze wrócisz do domu. Jest tylko
            odpowiednio wysokie prawdopodobieństwo takiego zdarzenia ( a poza tym nie masz
            wyjścia - musisz czasem opuścić dom). Racjonalne działania ludzkie do
            wyjaśnienia, naprawdę nie wymagają ucieczki do problemów wiary. Jest zwykłym
            złudzeniem przyjęcie, że wiara cokolwiek nam wyjaśnia. Przeciwnie - jest
            odsunięciem problemu w stronę jeszcze mniej jasnych problemów. Nie da się
            wyjaśnić niczego za pomocą wiary. Można tylko zamknąć oczy nad problemem i
            wierząc - przestać się zastanawiać. Nie odpowiada mi to. Pozdrawiam
            • Gość: Jerzy Re: Do Anmala - Czy można być pewnym zbawienia i życia wiecznego? IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 17.04.01, 12:36
              Witaj Anmal,

              Nie zamierzam z tobą ‘walczyć’, polemizuję z proponowanym przez ciebie
              argumentem. To, że ty (i inni ludzie) kwestionują wiarygodność Biblii nie jest
              argumentem. Są ludzie, którzy kwestionują istnienie obozów koncentracyjnych.
              Jak ich mam przekonać, że one były? Oni już odrzucili materiał dowodowy z
              historii.
              Ateiści wierzą, że nie ma Boga. Swoją wiarę i teologię budują w oparciu o
              pewien „materiał dowodowy” z różnych dziedzin. Osobiście kwestionuję ten
              materiał ( i nie tylko ja). Akceptacja ateizmu na podstawie nagromadzonego
              przez nich ‘materiału dowodowego” wymaga o wiele większej wiary, niż akceptacja
              Teizmu. I tu i tam mamy do czynienia z wiarą, która stoi u podstaw obu
              światopoglądów.
              Ważna jest zatem sprawa uczciwej analizy materiału dowodowego za i przeciw.
              Nie zgodzę się z tobą że ‘w ramach jednego dzieła, jego słuszności nie da się
              dowieść.’ Stosując tę logikę do takiego dzieła – np. materiał dowodowy odnośnie
              Jedwabne – musiałbyś wydarzenia w Jedwabne postawić pod znakiem zapytania.
              Biblia jest dziełem bardzo złożonym – nie jest to wypowiedź jednego człowieka.
              Pisana była na przestrzeni kilkunastu wieków przez różnych autorów, z różnych
              grup społecznych. Jeśli mielibyśmy wejść poza Biblię, to jej wiarygodność jest
              potwierdzana odkryciami archeologicznymi. Ponadto, trzeba spojrzeć na proroctwa
              biblijne, które były wypowiadane czasem na kilkaset lat przed wydarzeniami,
              które miały mieć miejsce i miały miejsce.

              Masz rację, analogia z samolotem nie jest najwłaściwsza, ale nie do końca.
              Patrzysz na zdarzenie startu, lotu i bezpiecznego lądowania jako zdarzenie
              wielce prawdopodobne. Masz materiał dowodowy: tyle razy wystartował i
              wylądował. Oceniasz go, kalkulujesz i co dalej z tą kalkulacją? – Na podstawie
              tej kalkulacji WIERZYSZ, że dolecisz, choć nie jesteś PEWIEN, bo były wypadki,
              że samolot nie doleciał. Wejście do samolotu wiąże się zatem z elementem wiary.

              Użyłeś ciekawego sformułowania:
              ”Jest zwykłym złudzeniem przyjęcie, że wiara cokolwiek nam wyjaśnia.
              Przeciwnie - jest odsunięciem problemu w stronę jeszcze mniej jasnych
              problemów. Nie da się wyjaśnić niczego za pomocą wiary. Można tylko zamknąć
              oczy nad problemem i wierząc - przestać się zastanawiać.”

              Mam wrażenie, że w tym stwierdzeniu jest błąd samo zaprzeczenia.
              Stwierdzasz, a raczej wierzysz, że niczego nie da się wyjaśnić za pomocą wiary.
              Czyli inaczej, mam uwierzyć, że niczego nie da się wyjaśnić za pomocą wiary. Co
              chcesz przez to wyjaśnić?

              Dzięki, że zmuszasz mnie do myślenia i precyzyjnego formułowania myśli.

              Pozdrawiam,
              Jerzy
    • Gość: Tomasz Re: TAK IP: 193.59.192.* 10.04.01, 13:26
      Przecież Chrystus był BUDDĄ (OŚWIECONYM) tylko, że 500 lat przed Chrystusem !
      Skąd te oceny "lepiej to, lepiej tamto" ?
      Buddyzm jest b. mądrą "religią" i tolerancyjną w której najważniejszy jest
      oświecony człowek (rzeczy jakimi są).
      Takie same ideały propagował Chrystus. Widzę głęboki związek a nawet jedność.
      Podziały są więc w nas a nie w religiach.
      Czy na pewno jesteśmy dobrymi ich wyznawcami ?
      • Gość: Jerzy Re: TAK IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 10.04.01, 15:37
        Gość portalu: Tomasz napisał(a):

        > Przecież Chrystus był BUDDĄ (OŚWIECONYM) tylko, że 500 lat przed Chrystusem !

        Nie rozumiem tego zdania. Możesz mnie oświecić, o co tutaj chodzi?

        > Skąd te oceny "lepiej to, lepiej tamto" ?

        Co chciałbyś zrelatywizować?

        > Buddyzm jest b. mądrą "religią" i tolerancyjną w której najważniejszy jest
        > oświecony człowek (rzeczy jakimi są).

        I tu też mnie oświeć, na czym polega to oświecenie.

        > Takie same ideały propagował Chrystus. Widzę głęboki związek a nawet jedność.

        Jezus mówił o sobie, że jest światłością świata i aby nie chodzić w ciemności,
        mamy iść za nim.
        Jan 8:12 „A Jezus znowu przemówił do nich tymi słowy: Ja jestem światłością
        świata; kto idzie za mną, nie będzie chodził w ciemności, ale będzie miał
        światłość żywota.

        Światłość, o której mówił Jezus a oświecenie, o którym mówił Budda, to zupełnie
        dwie różne sprawy.
        Budda inaczej pojmował grzech, miłość a przede wszystkim Boga. Budda mówi o
        reinkarnacji, podczas gdy Jezus naucza, że ludzie mają jedno życie, z którego
        zdadzą rachunek przed Bogiem:
        Hebr 9:28 - „A jak postanowione jest ludziom raz umrzeć, a potem sąd,”
        Jezus wierzył w osobowego Boga Ojca i w osobowego Ducha Świętego.
        A czy Bóg buddyzmu jest osobą? Czy w buddyzmie jest Bóg?

        > Podziały są więc w nas a nie w religiach.

        Chyba nie znasz ani buddyzmu ani chrześcijaństwa.
        Jezus powiedział, że jest jedyną drogą do Ojca w niebie.
        Jan 14:6, Odpowiedział mu Jezus: Ja jestem droga i prawda, i żywot, nikt nie
        przychodzi do Ojca, tylko przeze mnie.”
        Jeśli jego stwierdzenie jest prawdziwe, to inne religie czy systemy etyczne są
        tylko iluzjami odzwierciedlającymi tęsknotę ludzi za wieczną formą bytu. Aby
        pogodzić stwierdzenie Chrystusa z naukami Buddy, pogwałcasz podstawowe prawo
        logiki, prawo tożsamości. Chrystus jest Chrystusem, Budda jest Buddą, a ty
        chciałbyś aby Chrystus z Biblii był Buddą Nie można być jednocześnie Chrystusem i
        Buddą. Według Biblii Chrystus jest Bogiem, tak więc nie może być jednocześnie
        oświeconym Buddą.


        > Czy na pewno jesteśmy dobrymi ich wyznawcami ?

        Dobry wyznawca bada prawdziwość (wartość logiczną) nauki swego mistrza, a jeśli
        widzi, że mistrz oferuje sprzeczności, idzie szukać dalej.



        • Gość: Tomasz Re: TAK JERZY IP: 193.59.192.* 12.04.01, 08:53
          Gość portalu: Jerzy napisał(a):

          > Gość portalu: Tomasz napisał(a):
          >
          > > Przecież Chrystus był BUDDĄ (OŚWIECONYM) tylko, że 500 lat przed Chrystuse
          > m !
          >
          > Nie rozumiem tego zdania. Możesz mnie oświecić, o co tutaj chodzi?
          > TAK, CHRYSTUS JEST ISTOTĄ OŚWIECONĄ KTÓRA ODRZUCIŁA WSZELKIE PRZESZKADZAJĄCE
          UCZUCIA I ZOBACZYŁA PRAWDĘ. WSZECHŚWIAT WOKÓŁ NAS JEST WSZECHOGARNIAJĄCĄ MIŁOŚCIĄ.
          I JEST JEDNORODNY. ISTNIEJE PRZYCZYNA CIERPIENIA I MOŻEMY JEJ ZAPOBIEC, CHOĆBY
          PRZEZ MEDYTACJE ... ITD. USUNIĘCIE CIERPIENIA PROWADZI DO POZNANIA PRAWDY O
          KTÓREJ JUŻ MÓWIŁEM. NIEMOŻLIWE ?
          500 TO TYLKO CYFRA I O NICZYM NIE ŚWIADCZY.
          POLECAM KSIĄŻKĘ LAMY OLE NYDAHL "Jakimi rzeczy są" - współczesne wprowadzenie do
          buddyzmu.
          Ja nie jestem oświecony, a raczej sobie z tego nie zdaję sprawy, tak jak Ty Jurku
          ale spróbuj poczytać coś innego niż Biblia

          > > Skąd te oceny "lepiej to, lepiej tamto" ?
          >
          > Co chciałbyś zrelatywizować?
          WSZYSTKO !
          >
          > > Buddyzm jest b. mądrą "religią" i tolerancyjną w której najważniejszy jest
          >
          > > oświecony człowek (rzeczy jakimi są).
          >
          > I tu też mnie oświeć, na czym polega to oświecenie.
          ODPOWIEDŹ JUŻ PODAŁEM
          > > Takie same ideały propagował Chrystus. Widzę głęboki związek a nawet jedno
          > ść.
          >
          > Jezus mówił o sobie, że jest światłością świata i aby nie chodzić w ciemności,
          > mamy iść za nim.
          > Jan 8:12 „A Jezus znowu przemówił do nich tymi słowy: Ja jestem światłośc
          > ią
          > świata; kto idzie za mną, nie będzie chodził w ciemności, ale będzie miał
          > światłość żywota.
          >
          > Światłość, o której mówił Jezus a oświecenie, o którym mówił Budda, to zupełnie
          >
          > dwie różne sprawy.
          CZYŻBY ?
          > Budda inaczej pojmował grzech, miłość a przede wszystkim Boga. Budda mówi o
          > reinkarnacji, podczas gdy Jezus naucza, że ludzie mają jedno życie, z którego
          > zdadzą rachunek przed Bogiem:
          > Hebr 9:28 - „A jak postanowione jest ludziom raz umrzeć, a potem sąd,
          > 221;
          A NIE PRZYSZŁO TOBIE DO GŁOWY, ŻE TYM SĄDEM MOŻE BYĆ KOLEJNE ŻYCIE, NP. ?
          > Jezus wierzył w osobowego Boga Ojca i w osobowego Ducha Świętego.
          > A czy Bóg buddyzmu jest osobą? Czy w buddyzmie jest Bóg?
          > TAK, BÓG JEST WSZYSTKIM I NIE MA PODZIELENIA JAKIE STOSUJESZ.
          > > Podziały są więc w nas a nie w religiach.
          >
          > Chyba nie znasz ani buddyzmu ani chrześcijaństwa.
          NIE JESTEM SPECJALISTĄ I WIARĘ POJMUJĘ INTUICYJNIE.
          > Jezus powiedział, że jest jedyną drogą do Ojca w niebie.
          > Jan 14:6, Odpowiedział mu Jezus: Ja jestem droga i prawda, i żywot, nikt nie
          > przychodzi do Ojca, tylko przeze mnie.”
          > Jeśli jego stwierdzenie jest prawdziwe, to inne religie czy systemy etyczne są
          > tylko iluzjami odzwierciedlającymi tęsknotę ludzi za wieczną formą bytu. Aby
          > pogodzić stwierdzenie Chrystusa z naukami Buddy, pogwałcasz podstawowe prawo
          > logiki, prawo tożsamości. Chrystus jest Chrystusem, Budda jest Buddą, a ty
          > chciałbyś aby Chrystus z Biblii był Buddą Nie można być jednocześnie Chrystusem
          > i
          > Buddą.
          MOŻNA I TO JEST ISTOTĄ BUDDYZMU. JA I TY TEŻ MOŻEMY BYĆ BUDDAMI.
          Według Biblii Chrystus jest Bogiem, tak więc nie może być jednocześnie
          > oświeconym Buddą.
          > NIE ROZUMIESZ.
          >
          > > Czy na pewno jesteśmy dobrymi ich wyznawcami ?
          >
          > Dobry wyznawca bada prawdziwość (wartość logiczną) nauki swego mistrza, a jeśl
          > i
          > widzi, że mistrz oferuje sprzeczności, idzie szukać dalej.
          > POJMUJESZ WIARĘ LOGIKĄ ????????????????????????????????????????
          >
          >

          • Gość: Jerzy Re: TYM SĄDEM MOŻE BYĆ KOLEJNE ŻYCIE, NP. ? IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 12.04.01, 14:25
            Witaj Tomku,
            Dzięki za garść światła, ale nadal nie jestem oświecony. Mój umysł nadal jest
            obciążony logicznym myśleniem i chrześcijańskim pojmowaniem dobra i zła.
            Ustosunkuje się tylko do kilku wątków, które zaczęliśmy.


            > TAK, CHRYSTUS JEST ISTOTĄ OŚWIECONĄ KTÓRA ODRZUCIŁA
            WSZELKIE PRZESZKADZAJĄCE UCZUCIA

            Co rozumiesz przez ‘przeszkadzające uczucia.”? Jak czytam ewangelie, to widzę
            tam Jezusa, który okazywał różne uczucia, radość, smutek, współczucie, gniew,
            rozczarowanie. Które z nich były przeszkadzające i w czym?

            > ale spróbuj poczytać coś innego niż Biblia

            Czemu masz tyle niechęci do Biblii?

            Nie odpowiadają ci kategorie cos jest lepsze czy gorsze i chciałbyś wszystko
            zrelatywizować. Czyli nie można mówić, że coś jest złe, a cos dobre? Czy mam
            rozumieć, że różne rzeczy mogą być tylko ‘inne’?

            > Budda inaczej pojmował grzech, miłość a przede wszystkim
            Boga. Budda mówi o
            > reinkarnacji, podczas gdy Jezus naucza, że ludzie mają
            jedno życie, z którego
            > zdadzą rachunek przed Bogiem:
            > Hebr 9:28 - „A jak postanowione jest ludziom raz umrzeć,
            a potem sąd,

            >A NIE PRZYSZŁO TOBIE DO GŁOWY, ŻE TYM SĄDEM MOŻE BYĆ
            KOLEJNE ŻYCIE, NP. ?

            Nie, nie przyszło mi do głowy. Bo niby dlaczego inna osoba, w którą miałbym się
            wcielić, miałaby ponosić konsekwencje moich zachowań?

            >NIE JESTEM SPECJALISTĄ I WIARĘ POJMUJĘ INTUICYJNIE.

            Ale budujesz ją o jakieś przesłanki. Przecież coś czytasz, zgłębiasz, zatem
            angażujesz do tego swój rozum.

            > POJMUJESZ WIARĘ LOGIKĄ ???????
            Tak, stosuje logikę do tego, w co mam uwierzyć. Wiara bez logiki jest
            naiwnością i łatwowiernością i prowadzi do fanatyzmu – „wierzę, bo wierzę, i
            już”. I żadne argumenty do człowieka już nie dochodzą. Sam posługujesz się
            argumentami, aby mi pomóc zrozumieć twój światopogląd.

            Pozdrawiam, Jerzy
            • Gość: TOMASZ Re: Do Jerzego. IP: 193.59.192.* 13.04.01, 10:07
              Gość portalu: Jerzy napisał(a):

              > Witaj Tomku,
              > Dzięki za garść światła, ale nadal nie jestem oświecony. Mój umysł nadal jest
              > obciążony logicznym myśleniem i chrześcijańskim pojmowaniem dobra i zła.
              DLATEGO NIE ROZUMIESZ. NIKT CIEBIE NIE OŚWIECI TYLKO TY SAM.
              Ustosunkuje się tylko do kilku wątków, które zaczęliśmy.
              >
              >
              > > TAK, CHRYSTUS JEST ISTOTĄ OŚWIECONĄ KTÓRA ODRZUCIŁA
              > WSZELKIE PRZESZKADZAJĄCE UCZUCIA
              >
              > Co rozumiesz przez ‘przeszkadzające uczucia.”? Jak czytam ewangelie
              > , to widzę
              > tam Jezusa, który okazywał różne uczucia, radość, smutek, współczucie, gniew,
              > rozczarowanie. Które z nich były przeszkadzające i w czym?
              SMUTEK, GNIEW I ROZCZAROWANIE. W CZYM TO JUŻ WIESZ.
              > > ale spróbuj poczytać coś innego niż Biblia
              >
              > Czemu masz tyle niechęci do Biblii?
              BROŃ BOŻE !
              > Nie odpowiadają ci kategorie cos jest lepsze czy gorsze i chciałbyś wszystko
              > zrelatywizować. Czyli nie można mówić, że coś jest złe, a cos dobre? Czy mam
              > rozumieć, że różne rzeczy mogą być tylko ‘inne’?
              WSZYSTKIE RZECZY SĄ ZROBIONE Z TEGO SAMEGO. POWTARZAM - NIE MA PODZIELENIA !!!
              > > Budda inaczej pojmował grzech, miłość a przede wszystk
              > im
              > Boga. Budda mówi o
              > > reinkarnacji, podczas gdy Jezus naucza, że ludzie mają
              >
              > jedno życie, z którego
              > > zdadzą rachunek przed Bogiem:
              > > Hebr 9:28 - „A jak postanowione jest ludziom raz
              > umrzeć,
              > a potem sąd,
              >
              > >A NIE PRZYSZŁO TOBIE DO GŁOWY, ŻE TYM SĄDEM MOŻE BYĆ
              > KOLEJNE ŻYCIE, NP. ?
              >
              > Nie, nie przyszło mi do głowy. Bo niby dlaczego inna osoba, w którą miałbym się
              >
              > wcielić, miałaby ponosić konsekwencje moich zachowań?
              TO BYLBYS TY W INNEJ POWLOCE CIELESNEJ. PRZECIEŻ CIAŁO TO TYLKO STATEK.
              > >NIE JESTEM SPECJALISTĄ I WIARĘ POJMUJĘ INTUICYJNIE.
              >
              > Ale budujesz ją o jakieś przesłanki. Przecież coś czytasz, zgłębiasz, zatem
              > angażujesz do tego swój rozum.
              NIE TYLKO NA POZIOMIE ŚWIADOMYM.
              > > POJMUJESZ WIARĘ LOGIKĄ ???????
              > Tak, stosuje logikę do tego, w co mam uwierzyć. Wiara bez logiki jest
              > naiwnością i łatwowiernością i prowadzi do fanatyzmu – „wierzę, bo
              > wierzę, i
              > już”. I żadne argumenty do człowieka już nie dochodzą. Sam posługujesz się
              > argumentami, aby mi pomóc zrozumieć twój światopogląd.
              A CO CI MÓWI W CO MASZ WIERZYĆ, LOGIKA ?
              DOBRZE WIESZ, ŻE LOGIKĘ MOŻNA USTAWIĆ TAK ŻE WSZYSTKO NAM UDOWODNI ALBO PODWAŻY.
              DLACZEGO METODĄ INDUKCJI MATEMATYCZNEJ MOŻNA UDOWODNIĆ, ŻE 2*2=5 ?
              DLACZEGO DWA RÓŻNE LOGICZNE ROZWIĄZANIA ZADANIA MATEMATYCZNEGO NIE DAJĄ TYCH
              SAMYCH WYNIKÓW ?
              A MOŻE ZALEŻY TO OD PUNKTU ODNIESIENIA ?

              • Gość: Jerzy Re: Do Tomka: Relatywizm moralny w Buddyzmie IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 14.04.01, 14:28
                Witaj Tomku,

                Moja logika nadal ma problemy z twoimi argumentami.
                Operujemy symboliką światłości i ciemności. Piszesz mi że nie rozumiem twoich
                myśli, bo brakuje mi oświecenia i że muszę sam siebie oświecić.
                DLATEGO NIE ROZUMIESZ. NIKT CIEBIE NIE OŚWIECI TYLKO
                TY SAM.
                Jeśli gdzieś jest ciemno, a ma być jasno, to światło musi przyjść z zewnątrz.
                Ciemność sama z siebie nie może przerodzić się w światłość.

                Potem piszesz że
                > > TAK, CHRYSTUS JEST ISTOTĄ OŚWIECONĄ KTÓRA
                ODRZUCIŁA
                > WSZELKIE PRZESZKADZAJĄCE UCZUCIA
                SMUTEK, GNIEW I ROZCZAROWANIE. W CZYM TO JUŻ WIESZ.

                Czyli że Jezus NIE jest dla ciebie OSOBĄ lecz ‘ISTOTĄ’. Czyli że wyzbywając się
                uczuć, przestał być osobą, a stał się istotą? Nadal nie kapuję tej logiki i nie
                wiem w czym by mu normalne uczucia ludzkie miały przeszkadzać.
                A propos, ty jeszcze jesteś osobą czy już też tzw. „istotą”?

                Nadal mi nie odpowiedziałeś, (Budda też się uchylił od odpowiedzi), co jest
                według waszego światopoglądu dobre, a co złe.
                Powiedziałeś wcześniej, że poddał byś relatywizacji WSZYSTKO. Czyli według
                ciebie, zło jako takie nie istnieje. W takim razie jak patrzysz na morderstwa,
                kradzieże, kłamstwa?

                Nie rozumiem też tego zdania:
                WSZYSTKIE RZECZY SĄ ZROBIONE Z TEGO SAMEGO.
                POWTARZAM - NIE MA PODZIELENIA

                Odrzuciłeś biblijny pogląd, że każdy z nas zda sprawę ze swego życia przed
                Bogiem. Uważasz, że karą za złe czyny ma być kolejne
                życie. >
                > >A NIE PRZYSZŁO TOBIE DO GŁOWY, ŻE TYM SĄDEM MOŻE
                BYĆ
                > KOLEJNE ŻYCIE, NP. ?

                Wcześniej odrzuciłeś koncepcję zła, teraz odpowiedzialności za czyny. Czyli
                inaczej, ‘hulaj duszo, piekła nie ma’. A jeśli nabroisz, to kto inny będzie
                cierpiał.
                Ale cos mi tu nie gra. Jeśli nie ma zła, to nie może być i kary. Czemu więc ktoś
                ma być karany jeszcze jednym życiem, jeśli nie ma zła.
                A propos, nie wiesz co teraz porabia Hitler ze Stalinem. Czy ich zbrodnie to było
                zło? Według twojego poglądu, to ich dusze albo sobie gdzieś wędrują, albo już się
                w kogoś wcielili.

                Jeszcze kilka słów o logice. Piszesz, że

                DOBRZE WIESZ, ŻE LOGIKĘ MOŻNA USTAWIĆ TAK ŻE WSZYSTKO
                NAM UDOWODNI ALBO PODWAŻY.
                DLACZEGO METODĄ INDUKCJI MATEMATYCZNEJ MOŻNA
                UDOWODNIĆ, ŻE 2*2=5 ?
                Nie słyszałem o takim dowodzie. A jeśli coś takiego ‘dowiedziono’, to już nie
                była logika.

                Odwołujesz się do punktów odniesienia.
                A MOŻE ZALEŻY TO OD PUNKTU ODNIESIENIA

                Jak z twojego punktu odniesienia oceniłbyś faceta, który potajemnie zostawia żonę
                i kilkuletnie dziecko, aby wyruszyć w poszukiwaniu „prawdy.”?

                Pozdrawiam,
                Jerzy
                • Gość: Tomasz Re: Do Jurka: Witaj po Świętach ! IP: 193.59.192.* 17.04.01, 09:22
                  Gość portalu: Jerzy napisał(a):

                  > Witaj Tomku,
                  >
                  > Moja logika nadal ma problemy z twoimi argumentami.
                  > Operujemy symboliką światłości i ciemności. Piszesz mi że nie rozumiem twoich
                  > myśli, bo brakuje mi oświecenia i że muszę sam siebie oświecić.
                  > DLATEGO NIE ROZUMIESZ. NIKT CIEBIE NIE OŚWIECI TYLK
                  > O
                  > TY SAM.
                  > Jeśli gdzieś jest ciemno, a ma być jasno, to światło musi przyjść z zewnątrz.
                  I TO JEST BŁĄD ROZUMOWANIA. TO MA PRZYJŚĆ Z WEWNĄTRZ. JAK CHCESZ SZUKAĆ BOGA NA
                  ZEWNĄTRZ JEŚLI NIE ZNAJDZIESZ GO W SOBIE ? O TYM PRZECIEĆ MÓWI CHRZEŚCIJAŃSTWO NA
                  KAŻDYM KROKU. PRZEMIANA DOKONUJE SIĘ W TOBIE.
                  > Ciemność sama z siebie nie może przerodzić się w światłość.
                  NIE WNIKAJ ANALITYCZNIE W MECHANIZM ZMIANY. SKUP SIĘ NAD SAMĄ ZMIANĄ ! NAD JEJ
                  TREŚCIĄ !
                  > Potem piszesz że
                  > > > TAK, CHRYSTUS JEST ISTOTĄ OŚWIECONĄ KTÓRA
                  >
                  > ODRZUCIŁA
                  > > WSZELKIE PRZESZKADZAJĄCE UCZUCIA
                  > SMUTEK, GNIEW I ROZCZAROWANIE. W CZYM TO JUŻ WIESZ.
                  >
                  >
                  > Czyli że Jezus NIE jest dla ciebie OSOBĄ lecz ‘ISTOTĄ’. Czyli że wy
                  > zbywając się
                  > uczuć, przestał być osobą, a stał się istotą? Nadal nie kapuję tej logiki i nie
                  >
                  > wiem w czym by mu normalne uczucia ludzkie miały przeszkadzać.
                  A JAK JEST CIE ŻLE TO CI NIE PRZESZKADZA ???
                  > A propos, ty jeszcze jesteś osobą czy już też tzw. „istotą”?
                  MYŚLENIE DUALISTYCZNE. WIELKIE PODZIELENIE.
                  > Nadal mi nie odpowiedziałeś, (Budda też się uchylił od odpowiedzi), co jest
                  > według waszego światopoglądu dobre, a co złe.
                  > Powiedziałeś wcześniej, że poddał byś relatywizacji WSZYSTKO. Czyli według
                  > ciebie, zło jako takie nie istnieje. W takim razie jak patrzysz na morderstwa,
                  > kradzieże, kłamstwa?
                  ODPOWIEDZIĄ JEST ZDANIE PONIŻEJ. "TYM SAMYM" - JEST NAJMNIEJSZA NIEPODZIELNA
                  CZĄSTKA WSZECHŚWIATA. JEŚLI MYŚLISZ, ŻE EMOCJE I OSOBY NIE MAJĄ Z TYM NIC
                  WSPÓLNEGO, TO SIĘ MYLISZ. "ZŁO" JEST TUTAJ JEDYNIE NIEZROZUMIENIEM, EFEKTEM
                  PODZIELENIA I POMIESZANIA O KTÓRYCH JUŻ WIESZ. I NIE MA CZEGO TUTAJ ANALIZOWAĆ.
                  TO PRZYJMUJĘ A PRIORI.
                  > Nie rozumiem też tego zdania:
                  > WSZYSTKIE RZECZY SĄ ZROBIONE Z TEGO SAMEGO.
                  > POWTARZAM - NIE MA PODZIELENIA
                  >
                  > Odrzuciłeś biblijny pogląd, że każdy z nas zda sprawę ze swego życia przed
                  > Bogiem. Uważasz, że karą za złe czyny ma być kolejne
                  > życie. >
                  > > >A NIE PRZYSZŁO TOBIE DO GŁOWY, ŻE TYM SĄDE
                  > M MOŻE
                  > BYĆ
                  > > KOLEJNE ŻYCIE, NP. ?
                  >
                  > Wcześniej odrzuciłeś koncepcję zła, teraz odpowiedzialności za czyny.
                  NIE ODRZUCIŁEM NICZEGO CO MANIFESTUJE SIĘ W CODZIENNYM ŻYCIU, TYM BARDZIEJ
                  ODPOWIEDZIALNOŚCI.

                  Czyli
                  > inaczej, ‘hulaj duszo, piekła nie ma’. A jeśli nabroisz, to kto inn
                  > y będzie
                  > cierpiał.
                  > Ale cos mi tu nie gra. Jeśli nie ma zła, to nie może być i kary. Czemu więc kto
                  > ś
                  > ma być karany jeszcze jednym życiem, jeśli nie ma zła.
                  > A propos, nie wiesz co teraz porabia Hitler ze Stalinem. Czy ich zbrodnie to by
                  > ło
                  > zło? Według twojego poglądu, to ich dusze albo sobie gdzieś wędrują, albo już s
                  > ię
                  > w kogoś wcielili.
                  NAJPRAWDOPODONIEJ. CHYBA, ŻE UWAŻASZ, ŻE SMARZĄ SIĘ W PIEKLE.
                  > Jeszcze kilka słów o logice. Piszesz, że
                  >
                  > DOBRZE WIESZ, ŻE LOGIKĘ MOŻNA USTAWIĆ TAK ŻE WSZYST
                  > KO
                  > NAM UDOWODNI ALBO PODWAŻY.
                  > DLACZEGO METODĄ INDUKCJI MATEMATYCZNEJ MOŻNA
                  > UDOWODNIĆ, ŻE 2*2=5 ?
                  > Nie słyszałem o takim dowodzie. A jeśli coś takiego ‘dowiedziono’,
                  > to już nie
                  > była logika.
                  DLACZEGO TAK SĄDZISZ ? BO PODWAŻYŁA DOGMAT 2x2=4 ? BO JEST TO PRAWDA NIEWYGODNA
                  TAKA JAKĄ BYŁ SYSTEM HELIOCENTRYCZNY ???
                  > Odwołujesz się do punktów odniesienia.
                  > A MOŻE ZALEŻY TO OD PUNKTU ODNIESIENIA
                  >
                  > Jak z twojego punktu odniesienia oceniłbyś faceta, który potajemnie zostawia żo
                  > nę
                  > i kilkuletnie dziecko, aby wyruszyć w poszukiwaniu „prawdy.”?
                  MOJĄ PRAWDĘ PISZESZ W CUDZYSŁOWIU A SWOJĄ JAK PISZESZ ?
                  A JAK OCENIŁBYŚ FACETA, KTÓRY ZOSTAWIA (JAK TO PISZESZ) RODZINĘ I IDZIE DO
                  ZAKONU ? TAK SAMO ?
                  TWOIM PROBLEMEM JEST UZNAWANIE BOGA W JEDNEJ RELIGII A NEGOWANIE W DRUGIEJ.
                  CZY WIERZĄCY W INNE RELIGIE NIŻ TWOJA SĄ W BŁĘDZIE ?
                  JEŚLI TAK TO CO WG. CIEBIE Z NIMI ZROBIĆ ???

                  > Pozdrawiam,
                  > Jerzy
                  TOMASZ
                  • Gość: Jerzy Re: Do Tomka: Witaj po Świętach ! IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 19.04.01, 19:01
                    Tomku,
                    A więc świętowałeś zmartwychwstanie Jezusa?!

                    Zanim będziemy w stanie zrobić jakikolwiek krok do przodu w naszej dyskusji,
                    musimy chyba pewne rzeczy ustalić.
                    Powiedz, kim jest dla ciebie Bóg, Jaki on jest. Jakie ma cechy / atrybuty? Bo
                    mam wrażenie, że Bóg, o którym ja mówię, a Bóg, o którym ty mówisz, to dwie
                    różne postacie.

                    Uważasz, światło w człowieku musi zostać zapalone od środka i że o tym mówi
                    chrześcijaństwo. Cytuję:

                    TO MA PRZYJŚĆ Z WEWNĄTRZ. JAK CHCESZ SZUKAĆ BOGA NA ZEWNĄTRZ JEŚLI NIE
                    ZNAJDZIESZ GO W SOBIE ? O TYM PRZECIEĆ MÓWI CHRZEŚCIJAŃSTWO NA KAŻDYM KROKU.
                    PRZEMIANA DOKONUJE SIĘ W TOBIE.

                    Skąd to wziąłeś? Chrystus mówi, że On jest światłością świata, kto pójdzie za
                    nim, nie będzie chodził w ciemności.
                    W Starym Testamencie znajdziesz wyznania ludzi, którzy mówią, że to Bóg i Słowo
                    Boże jest dla nich światłem,
                    Psalm 119,130 Wykład słów twoich oświeca, Daje rozum prostaczkom.
                    Psalm 118,27 Pan jest Bogiem, On nas oświeca.
                    Izajasz 51,4 Zwróć na mnie uwagę, mój ludu, i słuchaj mnie, mój narodzie,
                    bo ode mnie wyjdzie nauka, a moje prawo stanie się światłem ludów.

                    Tak więc według Biblii, źródłem światła nie jest człowiek, lecz Bóg, jego
                    nauka.

                    Pan Jezus powiedział:
                    Jan 7,38 Kto wierzy we mnie, jak powiada Pismo, z wnętrza jego popłyną
                    rzeki wody żywej.
                    7,39 A to mówił o Duchu, którego mieli otrzymać ci, którzy w niego
                    uwierzyli;

                    Tak więc, jeśli z człowieka ma płynąć coś żywego, potrzebuje Jezusa, potrzebuje
                    Ducha Świętego, czyli inaczej, potrzebuje zewnętrznego źródła światła, które
                    oświeci mroki jego duszy.

                    Twoje ‘oświecenie’ tez przyszło z zewnątrz. Naczytałeś się pewnej literatury i
                    według niej zaczynasz pojmować świat. To ‘światło’ przyszło z zewnątrz, a nie z
                    ciebie. Teraz działasz według tej nauki, którą przyjąłeś.
                    Logika chyba jest prosta: dane wyjściowe są zależne od danych wejściowych. Nie
                    na odwrót.

                    Wróćmy do oceny moralnej faceta, który potajemnie zostawia żonę i kilkuletnie
                    dziecko, aby wyruszyć w poszukiwaniu „prawdy.”?
                    Z twojej reakcji wnioskuję, że zrozumiałeś, iż chodzi mi o Buddę, a cudzysłów
                    cię wyraźnie zirytował.
                    Jako kontrprzykład, podałeś faceta, który też zostawia żonę, ale idzie do
                    zakonu. Wnioskuję z twojej wypowiedzi, że masz do niego mało sympatyczny
                    stosunek. Ja tak samo. Tak więc tacy faceci nie powinni być dla nas
                    nauczycielami moralności.

                    > Odwołujesz się do punktów odniesienia.
                    > A MOŻE ZALEŻY TO OD PUNKTU ODNIESIENIA
                    >
                    > Jak z twojego punktu odniesienia
                    oceniłbyś faceta, który potajemnie zostawia żo
                    > nę
                    > i kilkuletnie dziecko, aby wyruszyć w
                    poszukiwaniu „prawdy.”?
                    MOJĄ PRAWDĘ PISZESZ W CUDZYSŁOWIU A SWOJĄ
                    JAK PISZESZ ?
                    A JAK OCENIŁBYŚ FACETA, KTÓRY ZOSTAWIA (JAK
                    TO PISZESZ) RODZINĘ I IDZIE DO
                    ZAKONU ? TAK SAMO ?

                    Przypisujesz mi problem:

                    TWOIM PROBLEMEM JEST UZNAWANIE BOGA W
                    JEDNEJ RELIGII A NEGOWANIE W DRUGIEJ.
                    CZY WIERZĄCY W INNE RELIGIE NIŻ TWOJA SĄ W
                    BŁĘDZIE ?
                    JEŚLI TAK TO CO WG. CIEBIE Z NIMI
                    ZROBIĆ ???

                    Jeśli jest Bóg, który ma te atrybuty o których mówi Biblia, to innych Bogów nie
                    ma. Są najwyżej ludzkie wyobrażenia o Bogu. Każdy naród, każde plemię stworzyło
                    własną religię. Wszyscy tęsknią za wieczną formą bytu. Chrześcijaństwo jest
                    objawieniem się Boga ludziom.

                    Co zrobić z tymi ludźmi?
                    Głosić im dobrą nowinę o Jezusie, że to, za czym tęsknią – życie wieczne,
                    miłość, współczucie, pomoc od Boga, itp., jest osiągalne przez Jezusa
                    Chrystusa.
                    Gdyby wszystkie drogi prowadziły do Boga, Jezus nie mówił by do swoich uczniów:

                    Mat 28,18 A Jezus przystąpiwszy, rzekł do nich te słowa: Dana mi jest
                    wszelka moc na niebie i na ziemi.
                    28,19 Idźcie tedy i czyńcie uczniami wszystkie narody, chrzcząc je w imię
                    Ojca i Syna, i Ducha Świętego,
                    28,20 ucząc je przestrzegać wszystkiego, co wam przykazałem. A oto Ja jestem
                    z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata.

                    Paweł mówił na Aeropagu w Atenach: (Dzieje Apostolskie)
                    17,24 Bóg, który stworzył świat i wszystko, co na nim, Ten, będąc Panem
                    nieba i ziemi, nie mieszka w świątyniach ręką zbudowanych
                    17,25 ani też nie służy mu się rękami ludzkimi, jak gdyby czego potrzebował,
                    gdyż sam daje wszystkim życie i tchnienie, i wszystko.
                    17,26 Z jednego pnia wywiódł też wszystkie narody ludzkie, aby mieszkały na
                    całym obszarze ziemi, ustanowiwszy dla nich wyznaczone okresy czasu i granice
                    ich zamieszkania,
                    17,27 żeby szukały Boga, czy go może nie wyczują i nie znajdą, bo przecież
                    nie jest On daleko od każdego z nas.
                    17,28 Albowiem w nim żyjemy i poruszamy się, i jesteśmy, jak to i niektórzy
                    z waszych poetów powiedzieli: Z jego bowiem rodu jesteśmy.
                    17,29 Będąc więc z rodu Bożego, nie powinniśmy sądzić, że bóstwo jest
                    podobne do złota albo srebra, albo do kamienia, wytworu sztuki i ludzkiego
                    umysłu.
                    17,30 Bóg wprawdzie puszczał płazem czasy niewiedzy, teraz jednak wzywa
                    wszędzie wszystkich ludzi, aby się upamiętali,
                    17,31 gdyż wyznaczył dzień, w którym będzie sądził świat sprawiedliwie przez
                    męża, którego ustanowił, potwierdzając to wszystkim przez wskrzeszenie go z
                    martwych.

                    Jaka była reakcja ludzi na głoszenie zmartwychwstania:

                    17,32 A gdy usłyszeli o zmartwychwstaniu, jedni naśmiewali się, drudzy zaś
                    mówili: O tym będziemy cię słuchali innym razem.
                    17,33 I tak Paweł wyszedł spośród nich.
                    17,34 Lecz niektórzy mężowie przyłączyli się do niego i uwierzyli, a wśród
                    nich również Dionizy Areopagita i niewiasta, imieniem Damaris, oraz inni z nimi.

                    I tak się cały czas w świecie dzieje. Jedni by chcieli Boga zamknąć w swoich
                    wyobrażeniach, inni w świątyniach, obrazach, figurkach, inni w ogóle odrzucą
                    możliwość istnienia Boga,
                    Jedni to wyśmieją, inni powiedzą – posłuchamy innym razem,
                    Niewielu przyjmuje wiarę w zmartwychwstanie.

                    Tomku,
                    Mam wrażenie, ze masz wykrzywiony obraz chrześcijaństwa wyniesiony gdzieś z
                    dzieciństwa. Chcesz poznać Boga Biblii, sięgnij po nią.

                    Jerzy

                    • Gość: Tomasz Re: Do Tomka: Witaj ... ! IP: 193.59.192.* 23.04.01, 11:19
                      Gość portalu: Jerzy napisał(a):

                      > Tomku,
                      > A więc świętowałeś zmartwychwstanie Jezusa?!
                      >TAK
                      > Zanim będziemy w stanie zrobić jakikolwiek krok do przodu w naszej dyskusji,
                      > musimy chyba pewne rzeczy ustalić.
                      > Powiedz, kim jest dla ciebie Bóg, Jaki on jest. Jakie ma cechy / atrybuty? Bo
                      > mam wrażenie, że Bóg, o którym ja mówię, a Bóg, o którym ty mówisz, to dwie
                      > różne postacie.
                      BÓG TO TY. BÓG MIESZKA W TOBIE I WE MNIE. BÓG JEST JEDEN I NIE DZIELI SIĄ NA TEGO
                      O KTÓRYM TY MÓWISZ I O KTÓRYM JA MÓWIĘ. NIE MA DOBREGO I ZŁEGO BOGA. TO NIE JEST
                      KWESTIA RACJI, TYLKO FAKTU.
                      > Uważasz, światło w człowieku musi zostać zapalone od środka i że o tym mówi
                      > chrześcijaństwo. Cytuję:
                      >
                      > TO MA PRZYJŚĆ Z WEWNĄTRZ. JAK CHCESZ SZUKAĆ BOGA NA ZEWNĄTRZ JEŚLI NIE
                      > ZNAJDZIESZ GO W SOBIE ? O TYM PRZECIEĆ MÓWI CHRZEŚCIJAŃSTWO NA KAŻDYM KROKU.
                      > PRZEMIANA DOKONUJE SIĘ W TOBIE.
                      A CZY BĘDĄC W STANIE ŁASKI UŚWIĘCAJĄCEJ NIE NOSISZ BOGA W SOBIE. A CZY WTEDY NIE
                      JESTEŚ OSOBĄ / ISTOTĄ BOSKĄ ?
                      A CZY NIE BĘDĄC W TYM STANIE BÓG JEST TYLKO POZA TOBĄ.
                      JAKI JEST STOSUNEK BOGA DO GRZESZNIKA ? CZY GO ODRZUCA.
                      > Skąd to wziąłeś? Chrystus mówi, że On jest światłością świata, kto pójdzie za
                      > nim, nie będzie chodził w ciemności.
                      > W Starym Testamencie znajdziesz wyznania ludzi, którzy mówią, że to Bóg i Słowo
                      >
                      > Boże jest dla nich światłem,
                      > Psalm 119,130 Wykład słów twoich oświeca, Daje rozum prostaczkom.
                      > Psalm 118,27 Pan jest Bogiem, On nas oświeca.
                      > Izajasz 51,4 Zwróć na mnie uwagę, mój ludu, i słuchaj mnie, mój narodzie,
                      > bo ode mnie wyjdzie nauka, a moje prawo stanie się światłem ludów.
                      >
                      > Tak więc według Biblii, źródłem światła nie jest człowiek, lecz Bóg, jego
                      > nauka.
                      DLACZEGO ODDZIELASZ CZŁOWIEKA OD BOGA, SKAZUJĄC GO NA WEWNĘTRZNE WYGNANIE ?
                      > Pan Jezus powiedział:
                      > Jan 7,38 Kto wierzy we mnie, jak powiada Pismo, z wnętrza jego popłyną
                      > rzeki wody żywej.
                      > 7,39 A to mówił o Duchu, którego mieli otrzymać ci, którzy w niego
                      > uwierzyli;
                      >
                      > Tak więc, jeśli z człowieka ma płynąć coś żywego, potrzebuje Jezusa, potrzebuje
                      >
                      > Ducha Świętego, czyli inaczej, potrzebuje zewnętrznego źródła światła, które
                      > oświeci mroki jego duszy.
                      JAK TO DUSZA MOŻE BYĆ MROCZNA ?
                      JEST TO ŚWIATŁO, KTÓRE TKWI W KAŻDYM Z NAS. CZY INNOWIERCY SĄ ISTOTAMI
                      BEZBOŻNYMI ?
                      > Twoje ‘oświecenie’ tez przyszło z zewnątrz. Naczytałeś się pewnej l
                      > iteratury i
                      > według niej zaczynasz pojmować świat. To ‘światło’ przyszło z zewną
                      > trz, a nie z
                      > ciebie. Teraz działasz według tej nauki, którą przyjąłeś.
                      > Logika chyba jest prosta: dane wyjściowe są zależne od danych wejściowych. Nie
                      > na odwrót.
                      A SŁYSZAŁEŚ O "SPRZĘZENIU ZWROTNYM" ?
                      > Wróćmy do oceny moralnej faceta, który potajemnie zostawia żonę i kilkuletnie
                      > dziecko, aby wyruszyć w poszukiwaniu „prawdy.”?
                      > Z twojej reakcji wnioskuję, że zrozumiałeś, iż chodzi mi o Buddę, a cudzysłów
                      > cię wyraźnie zirytował.
                      > Jako kontrprzykład, podałeś faceta, który też zostawia żonę, ale idzie do
                      > zakonu. Wnioskuję z twojej wypowiedzi, że masz do niego mało sympatyczny
                      > stosunek. Ja tak samo. Tak więc tacy faceci nie powinni być dla nas
                      > nauczycielami moralności.
                      >
                      > > Odwołujesz się do punktów odniesienia.
                      >
                      > > A MOŻE ZALEŻY TO OD PUNKTU ODNIESIENIA
                      >
                      > >
                      > > Jak z twojego punktu odniesienia
                      > oceniłbyś faceta, który potajemnie zostawia żo
                      > > nę
                      > > i kilkuletnie dziecko, aby wyruszyć w
                      > poszukiwaniu „prawdy.”?
                      > MOJĄ PRAWDĘ PISZESZ W CUDZYSŁOWIU A SWOJĄ
                      > JAK PISZESZ ?
                      > A JAK OCENIŁBYŚ FACETA, KTÓRY ZOSTAWIA (JAK
                      >
                      > TO PISZESZ) RODZINĘ I IDZIE DO
                      > ZAKONU ? TAK SAMO ?
                      >
                      > Przypisujesz mi problem:
                      >
                      > TWOIM PROBLEMEM JEST UZNAWANIE BOGA W
                      > JEDNEJ RELIGII A NEGOWANIE W DRUGIEJ.
                      > CZY WIERZĄCY W INNE RELIGIE NIŻ TWOJA SĄ W
                      > BŁĘDZIE ?
                      > JEŚLI TAK TO CO WG. CIEBIE Z NIMI
                      > ZROBIĆ ???
                      >
                      > Jeśli jest Bóg, który ma te atrybuty o których mówi Biblia, to innych Bogów nie
                      >
                      > ma. Są najwyżej ludzkie wyobrażenia o Bogu. Każdy naród, każde plemię stworzyło
                      >
                      > własną religię. Wszyscy tęsknią za wieczną formą bytu. Chrześcijaństwo jest
                      > objawieniem się Boga ludziom.
                      >
                      > Co zrobić z tymi ludźmi?
                      > Głosić im dobrą nowinę o Jezusie, że to, za czym tęsknią – życie wieczne,
                      >
                      > miłość, współczucie, pomoc od Boga, itp., jest osiągalne przez Jezusa
                      > Chrystusa.
                      > Gdyby wszystkie drogi prowadziły do Boga, Jezus nie mówił by do swoich uczniów:
                      >
                      >
                      > Mat 28,18 A Jezus przystąpiwszy, rzekł do nich te słowa: Dana mi jest
                      > wszelka moc na niebie i na ziemi.
                      > 28,19 Idźcie tedy i czyńcie uczniami wszystkie narody, chrzcząc je w imię
                      > Ojca i Syna, i Ducha Świętego,
                      > 28,20 ucząc je przestrzegać wszystkiego, co wam przykazałem. A oto Ja jestem
                      > z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata.
                      >
                      > Paweł mówił na Aeropagu w Atenach: (Dzieje Apostolskie)
                      > 17,24 Bóg, który stworzył świat i wszystko, co na nim, Ten, będąc Panem
                      > nieba i ziemi, nie mieszka w świątyniach ręką zbudowanych
                      > 17,25 ani też nie służy mu się rękami ludzkimi, jak gdyby czego potrzebował,
                      > gdyż sam daje wszystkim życie i tchnienie, i wszystko.
                      > 17,26 Z jednego pnia wywiódł też wszystkie narody ludzkie, aby mieszkały na
                      > całym obszarze ziemi, ustanowiwszy dla nich wyznaczone okresy czasu i granice
                      > ich zamieszkania,
                      > 17,27 żeby szukały Boga, czy go może nie wyczują i nie znajdą, bo przecież
                      > nie jest On daleko od każdego z nas.
                      > 17,28 Albowiem w nim żyjemy i poruszamy się, i jesteśmy, jak to i niektórzy
                      > z waszych poetów powiedzieli: Z jego bowiem rodu jesteśmy.
                      > 17,29 Będąc więc z rodu Bożego, nie powinniśmy sądzić, że bóstwo jest
                      > podobne do złota albo srebra, albo do kamienia, wytworu sztuki i ludzkiego
                      > umysłu.
                      > 17,30 Bóg wprawdzie puszczał płazem czasy niewiedzy, teraz jednak wzywa
                      > wszędzie wszystkich ludzi, aby się upamiętali,
                      > 17,31 gdyż wyznaczył dzień, w którym będzie sądził świat sprawiedliwie przez
                      > męża, którego ustanowił, potwierdzając to wszystkim przez wskrzeszenie go z
                      > martwych.
                      >
                      > Jaka była reakcja ludzi na głoszenie zmartwychwstania:
                      >
                      > 17,32 A gdy usłyszeli o zmartwychwstaniu, jedni naśmiewali się, drudzy zaś
                      > mówili: O tym będziemy cię słuchali innym razem.
                      > 17,33 I tak Paweł wyszedł spośród nich.
                      > 17,34 Lecz niektórzy mężowie przyłączyli się do niego i uwierzyli, a wśród
                      > nich również Dionizy Areopagita i niewiasta, imieniem Damaris, oraz inni z nimi
                      > .
                      >
                      > I tak się cały czas w świecie dzieje. Jedni by chcieli Boga zamknąć w swoich
                      > wyobrażeniach, inni w świątyniach, obrazach, figurkach, inni w ogóle odrzucą
                      > możliwość istnienia Boga,
                      > Jedni to wyśmieją, inni powiedzą – posłuchamy innym razem,
                      > Niewielu przyjmuje wiarę w zmartwychwstanie.
                      >
                      > Tomku,
                      > Mam wrażenie, ze masz wykrzywiony obraz chrześcijaństwa wyniesiony gdzieś z
                      > dzieciństwa. Chcesz poznać Boga Biblii, sięgnij po nią.
                      PROBLEM W TYM, ŻE WIDZISZ BOGA JEDYNIE W BIBLII. W DODATKU INTERPRETACJA JEGO
                      • Gość: Jerzy Re: Do Tomka: Nie jestem Bogiem! IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 25.04.01, 13:15
                        Tomku,
                        zaskoczyłeś mnie swoimi wywodami, choć szkoda, że są one tak lakoniczne, że
                        łatwo popełnić błąd rozszerzenia i polemizować z czymś, czego nie powiedziałeś.

                        Piszesz:
                        „ BÓG TO TY. BÓG MIESZKA W TOBIE I WE MNIE. BÓG JEST JEDEN I NIE DZIELI SIĄ NA
                        TEGO O KTÓRYM TY MÓWISZ I O KTÓRYM JA MÓWIĘ. NIE MA DOBREGO I ZŁEGO BOGA. TO
                        NIE JEST KWESTIA RACJI, TYLKO FAKTU.

                        Fakt jest taki, że ja nie jestem Bogiem. Nie jestem wszechobecny,
                        wszechwiedzący, wszechmocny ... to są atrybuty Boga.
                        Tomku, ty też nie jesteś Bogiem. I to też jest fakt.
                        A to, że jesteśmy świątynią Bożą –

                        1 Kor 3,16 Czy nie wiecie, że świątynią Bożą jesteście i że Duch Boży
                        mieszka w was?

                        Wcale nie znaczy, że każdy z nas jest Bogiem. Ponadto, nie każdy jest świątynią
                        Bożą; tylko ci, którzy zawierzyli Jezusowi.

                        W następnym twoim stwierdzeniu zauważam czkawkę z katolickiej przeszłości.
                        ”A CZY BĘDĄC W STANIE ŁASKI UŚWIĘCAJĄCEJ NIE NOSISZ BOGA W SOBIE. A CZY WTEDY
                        NIE JESTEŚ OSOBĄ / ISTOTĄ BOSKĄ ? A CZY NIE BĘDĄC W TYM STANIE BÓG JEST TYLKO
                        POZA TOBĄ. JAKI JEST STOSUNEK BOGA DO GRZESZNIKA ? CZY GO ODRZUCA.”

                        Podejmujesz tutaj polemikę z poglądami katolickimi, ale nie biblijnymi.
                        Koncepcja łaski uświęcającej jest skomplikowana; ogólnie mówiąc, jeśli nie
                        odrzucasz nauki kościoła i praktykujesz obrzędy nakazane przez kościół, to
                        jesteś w stanie tej łaski i po śmierci pójdziesz do czyśćca. Ksiądz dobrodziej
                        odprawi mszę, dzięki ofiarności twoich krewnych, i papież wypuści twoja duszę z
                        czyśćca, ale nikt nie wie kiedy.
                        Tę doktrynę odrzucam jako całkowicie sprzeczna z nauką Biblii.
                        To, że Bóg przez wiarę zamieszkuje w sercach wierzących, nie czyni ich Bogami.
                        Daje im moc, do życia zgodnego z Bożymi oczekiwaniami.

                        Dalej piszesz:
                        „ DLACZEGO ODDZIELASZ CZŁOWIEKA OD BOGA, SKAZUJĄC GO NA WEWNĘTRZNE WYGNANIE ?
                        Kogo twoim zdaniem skazuje na wewnętrzne wygnanie, człowieka czy Boga?

                        Potem piszesz:
                        JAK TO DUSZA MOŻE BYĆ MROCZNA ?
                        JEST TO ŚWIATŁO, KTÓRE TKWI W KAŻDYM Z
                        NAS. CZY INNOWIERCY SĄ ISTOTAMI
                        BEZBOŻNYMI ?
                        Już ci wyjaśniałem, że światło jest poza nami, w Chrystusie, i albo je
                        przyjmujemy, albo je odrzucamy.
                        Jeszcze raz ci zacytuję:
                        Jan 3,19 A na tym polega sąd, że światłość przyszła na świat, lecz
                        ludzie bardziej umiłowali ciemność, bo ich uczynki były złe.
                        3,20 Każdy bowiem, kto źle czyni, nienawidzi światłości i nie zbliża się do
                        światłości, aby nie ujawniono jego uczynków.
                        3,21 Lecz kto postępuje zgodnie z prawdą, dąży do światłości, aby wyszło na
                        jaw, że uczynki jego dokonane są w Bogu.

                        Ludzie bez Jezusa mogą być religijni, ale są pozbawieni światła od Boga.

                        Twoja ostatnia wypowiedź się już nie zmieściła i jest urwana:
                        ”PROBLEM W TYM, ŻE WIDZISZ BOGA JEDYNIE W BIBLII. W DODATKU INTERPRETACJA JEGO”

                        Znowu przypisujesz mi problem. Widzę Boga nie tylko w Biblii, ale też w
                        otaczającym nas wszechświecie. Wcale nie znaczy, że ten wszechświat uważam za
                        Boga, ale że patrząc na niego, widzę, że został on stworzony przez Super
                        Inteligencję i Arcyartystę. Natomiast Biblia mówi dużo więcej o Bogu, o Jego
                        charakterze i Jego planach, o jego stosunku do człowieka, o drodze zbawienia, o
                        życiu wiecznym, o sądzie nad grzesznikami ....

                        Tomku, ocknij się ze swojej boskości. Nie jesteś Bogiem. Jesteś człowiekiem,
                        który potrzebuje Boga, który objawił się przez Jezusa Chrystusa.

                        Pozdrawiam serdecznie,
                        Jerzy
                        • Gość: Tomasz Czy posiadasz moc tworzenia ? IP: 193.59.192.* 04.05.01, 09:37
                          Czy człowiek obdarzony pierwiastkiem boskości jest
                          jedynie kupą mięsa sterowaną Wyższą Siłą?
                          Czym więc róznimy się od zwierząt ? Po co nam wolna
                          wola ?
                          Czy Bóg poza Biblią istnieje ?
                          Czy człowiek noszący Boga w sercu nie jest święty ?
                          Czy Twoje widzenie Boga nie jest zbyt średniowieczne ?
                          Pozdrawiam serdecznie,
                          Tomasz

                          • Gość: Jerzy Do Tomasza: Re - Czy posiadasz moc tworzenia ? IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 08.05.01, 15:28
                            Tomku,
                            Zamiast odpowiedzieć na kilka moich pytań, zasypałeś mnie kilkoma pytaniami, w
                            których przypisujesz mi pewne poglądy i zaczynasz kilka nowych wątków. Wróć do
                            tego, o czym żeśmy dyskutowali. Za dużo sie domyślasz a nawet insynuujesz. Twoje
                            pytanie w temacie czego ma dotyczyć?

                            Jerzy
                        • Gość: jeff Re: Do Tomka: Nie jestem Bogiem! IP: *.tnt18.nyc3.da.uu.net 04.05.01, 12:52
                          jezeli mnie kto miluje slowo moje zachowywac bedzie i ojciec moj umiluje go i
                          do niego przyjdziemy a mieszkanie u niego uczynimy jan xiv 23

                          w on dzien wy poznacie zem ja jest w ojcu moim a wy we mnie a ja w was jan xiv
                          20

                          lecz pocieszyciel on duch swiety, onci was nauczy wszystkiego jan xiv 26

                          toc jest przykazanie moje abyscie sie spolecznie milowali jakom i ja was
                          umilowal Wiekszej milosci nad te zaden nie ma jeno gdyby kto dusze swoja
                          polozyl za przyjacioly swoje. Wy jestescie przyjaciele moi jezli czynic
                          bedziecie co wam przykazuje jan xv 12-14

                          i uczynilem im znajome imie twoje i znajome uczynie aby milosc ktoras mnie
                          umilowal w nich byla a ja w nich jan xvii 26

                          jezli mnie milujecie przykazania moje zachowajcie a ja prosic bede ojca a
                          innego pocieszyciela wam da aby z wami mieszkal na wieki onego Ducha Prawdy
                          ktorego swiat przyjac nie moze bo go nie widzi ani zna lecz wy go znacie gdyz w
                          was mieszka i w was bedzie Nie zostawie was sierotami jan xiv 15-18

                          przykazanie nowe daje wam abyscie sie spolecznie milowali Stadci poznaja
                          wszyscy zescie uczniami moimi jezli milosc miec bedziecie jedni przeciw drugim
                          jan xiii 34-35

                          ktobykolwiek wyznal iz jezus jest synem bozym bog w nim mieszka a on w bogu
                          bog jest milosc a kto mieszka w milosci w bogu mieszka a bog w nim
                          niemaszci bojazni w milosci ale milosc doskonala precz wyrzuca bojazn
                          bo bojazn ma udreczenie a kto sie boi nie jest doskonaly w milosci i jana iv
                          15...

                          kto nie miluje brata zostaje w smierci i jana iii,14

                          slowo boze mieszka w was i jana ii,14

                          kazdy co miluje z boga jest narodzony i zna boga i jana iv 7

                          boga zaden nigdy nie widzial ale jezli milujemy jedni drugich bog w nas mieszka
                          a milosc jego doskonala jest w nas i jana iv 12

                          odpowiedzial im jezus: izali nie jest napisano w zakonie waszym: Bogowie
                          jestescie? jan x 34

                          jam rzekl: bogowiescie a synami najwyzszego wy wszyscy jestescie psalm 82,6

                          dziateczki strzezcie sie balwanow amen i jana v 21




                          • Gość: Jerzy Do Jeffa - Re: Do Tomka: Nie jestem Bogiem! IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 08.05.01, 15:22
                            Jeff, zaskoczyłeś mnie. Tyle wersetów biblijnych i ani jednego zdania od
                            siebie. I właśnie, co chciałeś zakomunikować?
                            Jerzy
                            • Gość: jeff Do Jeffa - Re: Do Tomka: Nie jestem Bogiem! IP: *.tnt22.nyc3.da.uu.net 08.05.01, 21:57
                              Traw, traw.Zuj, zuj...
                            • Gość: Jezus Do Jerzego Re: Bogami jestescie!! IP: 63.26.12.* 09.05.01, 00:40
                              Juz ci kiedys balwanie mowilem, ze sie musisz na nowo narodzic!
                              • Gość: Jerzy Do Jerzego Re: Bogami jestescie!! IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 09.05.01, 09:16
                                Gość portalu: Jezus napisał(a):

                                > Juz ci kiedys balwanie mowilem, ze sie musisz na nowo narodzic!

                                Słuchaj szyderco, podszywający się pod Jezusa. Twoje słowa są zaprzeczeniem
                                charakteru osoby, pod która sie podszywasz. Bóg sie nie da z siebie naśmiewać.
                                Chyba nie masz pojęcia, co to znaczy narodzic się na nowo. Upamiętaj się.

                                Jerzy



                                • Gość: Jezus Do JEZUS do Jerzego Re: Bogami jestescie!! IP: *.tnt22.nyc3.da.uu.net 09.05.01, 13:39
                                  Balwanie i Osle JA z toba krow nie paslem!
                                  • Gość: Jerzy Do JEZUS do Jerzego Re: Bogami jestescie!! IP: 212.160.23.* 10.05.01, 11:39
                                    Gość portalu: Jezus napisał(a):

                                    > Balwanie i Osle JA z toba krow nie paslem!

                                    Czy oprócz pasienia krów robiłeś coś jescze w życiu?


                                    • Gość: Jezus Do JEZUS do Jerzego Re: Bogami jestescie!! IP: *.tnt19.nyc3.da.uu.net 10.05.01, 13:56
                                      zajmowalem sie tez owieczkami, takimi jak TY.
                                      • Gość: Julek Do Jerzego i Jezusa!! IP: *.barrelled.dialup.pol.co.uk 10.05.01, 20:02
                                        Kazdy moze i powinien miec wlasne zdanie i wlasne poglady, ale to nie znaczy ze
                                        musimy sobie zaraz ublizac.
                                        PS. Napisalem Jerzy przed Jezusem, bo choc mam odmienne zdanie od Jerzego, to
                                        jednak szanuje Go za jego postawe i mam do niego wieksze zaufanie niz do
                                        Jezusa, ktory wprowadzil pewna doze wulgaryzmu do tej dyskusji
      • Gość: Budda Re: TAK IP: *.unl.edu 10.04.01, 15:39
        Brawo Tomasz. Dla wszystkich wierzacych: radzilbym zainteresowac sie
        alternatywnymi badaniami prawdziwosci Biblii. Wtedy okazaloby sie,ze legend
        podobnych do chrystusowej krazylo okolo pieciu w czasach Jezusa.
        Zapytajcie sie rowniez wyznawcow Koranu o Isse, o 400 lat mlodszego pierwowzoru
        Chrystusa. Zapytajcie sie swoich ksiezy co robil sw. Pawel trzy lata w Arabii
        po ukrzyzowaniu Jezusa.
        Podpowiem Wam. Kolekcjonowal rzeczy do swego obrazu Chrystusa.
        Zapytajcie sie rowniez swoich ksiezy, co to sie stalo w roku 325 w Nicei.
        Podpowiem Wam.
        Wtedy przeglosowano (powtarzam: PRZEGLOSOWANO )ze Jezus byl Bogiem.
        Zacznijcie liczyc o ilu apostolach mowia poszczegolne ewangelie. Tylko liczcie
        uwaznie, bo w niektorych jest ich az 13.
        Chce powiedziec jeszcze raz. Jezus z Nazaretu jest kims zupelnie innym
        od Chrystusa mitologicznego. To w co Wy wierzycie to mitologia jakich wiele bylo
        w Egipcie (Horus), w Indiach (Krishna), w Arabii (Issa) i tak dalej.
        Sw. Pawel nalozyl na prawdziwego Jezusa cala ta mistyfikacje.
        Pozdrowienia, Budda.
        • Gość: Jerzy Re: TAK IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 11.04.01, 12:01
          Gość portalu: Budda napisał(a):

          > Brawo Tomasz. Dla wszystkich wierzacych: radzilbym zainteresowac sie
          > alternatywnymi badaniami prawdziwosci Biblii. Wtedy okazaloby sie,ze legend
          > podobnych do chrystusowej krazylo okolo pieciu w czasach Jezusa.
          > Zapytajcie sie rowniez wyznawcow Koranu o Isse, o 400 lat mlodszego pierwowzoru
          > Chrystusa. Zapytajcie sie swoich ksiezy co robil sw. Pawel trzy lata w Arabii
          > po ukrzyzowaniu Jezusa.
          > Podpowiem Wam. Kolekcjonowal rzeczy do swego obrazu Chrystusa.

          Witaj Budda,
          Zacząłeś wiele wątków i chyba nie wszystko sobie poukładałeś i nie do
          końca sprawdziłeś, jak się rzeczy mają odnośnie chrześcijaństwa. Kiedy zacząłeś
          mieć wątpliwości odnośnie doktryny czy praktyki Katolicyzmu, zacząłeś szukać. I
          bardzo dobrze. Mogłeś postąpić jak ludzie w Berei, kiedy przyszedł do nich
          Apostoł Paweł. Nie dali sobie narzucić jego poglądów, ale też nie odrzucili tego,
          co mówił. Po prostu sprawdzali jego przesłanie z Pismami. Wcześniej, w Tesalonice
          Żydzi nie chcieli słuchać Pawła, natomiast Żydzi w Berei „ byli szlachetniejszego
          usposobienia niż owi w Tesalonice; przyjęli oni Słowo z całą gotowością i
          codziennie badali Pisma, czy tak się rzeczy mają. (Dz Ap 17,11 ).
          Mogłeś zatem zwrócić się do Biblii, czyli do źródła nauki chrześcijańskiej i
          sprawdzić, czy to, czego cię nauczono, ma uzasadnienie w Biblii. Mam wrażenie, że
          postąpiłeś inaczej według stereotypu, że chrześcijaństwo to katolicyzm, a Biblia
          to księga, którą zajmują się albo księża albo heretycy i sekciarze. Odrzucając
          katolicyzm, odrzuciłeś chrześcijaństwo. Popełniłeś sofizmat uogólnienia i
          poszedłeś w kierunku religii wschodu.

          Miałem kiedyś podobne przeżycia, ale wtedy poszedłem do Biblii. A właściwie,
          chyba raczej mi to było dane ‘z góry’, gdyż do Biblii trafiłem bardziej przez
          chęć uczenia się angielskiego (z King James Version) niż z potrzeby serca. Był to
          czas, kiedy z jednej strony miałem wielkie poczucie winy z powodu łamania Bożych
          przykazań, które poznałem na lekcjach religii i bałem się, że kiedy stanę kiedyś
          przed sądem Bożym, to zostanę potępiony. Wtedy życzyłem sobie, aby Bóg nie
          istniał, czyli dryfowałem w kierunku ateizmu. Czytając jednak Biblię odkryłem, że
          oferuje ona rozwiązanie dla mojego problemu poczucia winy i strachu przed Bogiem.
          Odkryłem, że Bóg jest nie tylko sprawiedliwy, ale również pełen współczucia i
          miłości. Sprawiedliwość Boża domaga się ukarania grzesznika, natomiast Jego
          współczucie i miłość oferuje przebaczenie. Czy zatem Bóg może być jednocześnie
          sprawiedliwy i miłosierny. Problem został rozwiązany w Chrystusie. Ponieważ
          grzechu nie popełnił, nie podlegał wyrokowi Bożemu - Albowiem zapłatą za grzech
          jest śmierć (Rz 6:23). A jednak przyjął na siebie grzechy człowieka, w tym i
          moje, a zaspokoić Bożą sprawiedliwość. Od tej pory, według Biblii, każdy kto
          wierzy, że śmierć Jezusa była doskonałym zadośćuczynieniem za nasze grzechy, jest
          zbawiony wspomnianego wyroku. Akceptacja dzieła Chrystusa rozwiązuje inną
          tęsknotę naszej psychiki – tęsknotę za życiem wiecznym. Najbardziej śmiało
          napisał chyba apostoł Jan – ‘To napisałem wam, którzy wierzycie w imię Syna
          Bożego, abyście wiedzieli, że macie żywot wieczny.’ (1 Jan 5, 13).
          Tak więc moje przekonanie bazuje na fakcie – na Słowie Bożym.

          Odnośnie legend o Jezusie – było ich wiele. Kiedy formułowany był Kanon Pisma
          Świętego, ludzie mieli na tyle trzeźwe umysły, aby rozróżnić ziarno od plewy. Ty
          natomiast podpierasz się plewami aby odrzucić ziarno.

          > Zapytajcie sie rowniez swoich ksiezy, co to sie stalo w roku 325 w Nicei.
          > Podpowiem Wam.
          > Wtedy przeglosowano (powtarzam: PRZEGLOSOWANO )ze Jezus byl Bogiem.
          > Zacznijcie liczyc o ilu apostolach mowia poszczegolne ewangelie. Tylko liczcie
          > uwaznie, bo w niektorych jest ich az 13.

          Nadal mnie szufladkujesz do pewnej grupy ludzi i zwracasz się do mnie w liczbie
          mnogiej.
          Dlaczego miałbym pytać księży. To czy Jezus jest Bogiem, czy też nie, nie jest
          kwestią ich opinii. O tym mówi Biblia. Umiem czytać. Sobór w Nicei tylko
          rozstrzygnął pewien spór teologiczny związany z boskością Chrystusa. Odrzucił
          herezję Ariusza i przyjął, że Chrystus, jest odwiecznym Słowem Boga, odwiecznym
          Logos, i że jest tak samo boski jak Ojciec. To, że Chrystus jest Bogiem wynika z
          Biblii a nie z uchwał Soboru. Przykładem tego, że Jezus jest Bogiem jest choćby
          jego stosunek do przykazania – „Panu Bogu swemu pokłon oddawać i tylko jemu
          służyć będziesz.” (Mat 4,10). Jezus przyjmował pokłon od ludzi. Piotr a nawet
          aniołowie nie pozwalali sobie na to. „Odpowiedział Tomasz i rzekł mu: Pan mój i
          Bóg mój.” (Jan 20,28).
          Gdzieś to wyczytał, że apostołów było 13?


          > Chce powiedziec jeszcze raz. Jezus z Nazaretu jest kims zupelnie innym
          > od Chrystusa mitologicznego. To w co Wy wierzycie to mitologia jakich wiele byl
          > o
          > w Egipcie (Horus), w Indiach (Krishna), w Arabii (Issa) i tak dalej.
          > Sw. Pawel nalozyl na prawdziwego Jezusa cala ta mistyfikacje.

          Co rozumiesz przez Chrystusa mitologicznego a co przez Jezusa z Nazaretu?
          Nie wiem do kogo kierujesz to pytanie. Kim są „Wy”?

          Pozdrawiam, Jerzy

          • Gość: emeryt Re: TAK IP: *.wi.rr.com 15.04.01, 04:05
            Jerzy napisal. Katolicyzm jest chrzescijanstwem.Niestety katolicyzm jest
            zaprzeczeniem wiary Christusa. Patrz "wojny krzyzowe, inkwizycje, nazism (product
            katolickiej czesci Niemiec).
    • Gość: Julek Re: p. Jerzy. p. Budda IP: 62.137.114.* 10.04.01, 21:00
      Pan Jerzy jest bardzo wierzacym bigotem, bo nie uznaje zadnej innej religii i
      uwaza ze jedynie Katolicyzm jest jedna i prawdziwa religia, wzywajac wszystkich
      innych wyznawcow aby Mu udowodnili ze tak nie jest jak On twierdzi, ja ze
      swojej skromnej strony chcialbym aby p. Jerzy udowodmil ze tak jest jak on
      twierdzi. Cytowanie Biblii czy Pisma swietego, nie jest zadnym dowodem dla
      innego wyznawcy. P. Jerzy przypomina mi wyznawcow "Jehowy", ktorzy zajmuja sie
      tylko studiowaniem Biblii. Przy probie nawracanie mnie na Swiatka Jehowy,
      mialem pewne watpliwosci do cytowanego wyjatku z Biblii, na co Swiadek zaputal
      dosyc ostro - TO ZNACZY ZE BOG KLAMIE ? -. Uwazaja oni ze kazde slowo w Biblii
      to jest slowo wypowiedziane przes samego Boga, podobnie jak mysli p. Jerzy.
      Szanuje jednak p. Jerzego za swa wiare i swoje przekonania, p. Jerzy stara sie
      przekonac o swojej wierze ale nikogo nie nawraca, na "prawa droge"
      chrzescijanstwa. Pan Budda natomiast zaleca studiowanie zasad innych religii,
      Buddopochodnych, tym samym wyglada na to ze chcialby przspozyc wyznawcow
      swojemu ugrupowaniu. pozdarwiam
      • Gość: Budda Re: p. Jerzy. p. Budda IP: *.unl.edu 10.04.01, 21:09
        Nikomu niczego nie zamierzam przysporzyc. Tylko w pewnym okresie swego zycia,
        zamiast pojsc na kolejne kazanie, skrecilem do biblioteki osiedlowej i zaczalem
        sie intersowac, co tez inni ludzie mowia o Bogu. I po latach czytania doszedlem
        do wniosku, na tyle na ile moj intelekt mi pozwolil, ze duchowosc jest czyms
        innym od religijnosci, ze miedzy mnie i Boga wsadzono Chrystusa, pozbawiajac
        mnie mozliwosci eksplorowania innych spirytualnych wymiarow. Ja tego potrzebuje
        w miejsce doktrynalnej papki, sprzedawanej jak zupa w proszku.
        Pozdrawiam rowniez, Budda.
        • Gość: Julek Re: p. Budda IP: *.grouse.dialup.pol.co.uk 10.04.01, 23:23
          Tu sie z Panem zgadzam, ze kosciol wsadzil Chrystusa miedzy Boga i ludzi i
          oswiecil ich Duchem swietym.
          Muzulmanie maja nieco inne podejscie do wiary, chociaz Chrystusa uwazaja za
          jednego z prorokow, to nigdy nigdzie nie przedstawiaja podobizny Boga w zadnej
          postaci, jak Chrzescijanie lub Hindusi, mowiac, wedlug mnie slusznie, ze oni
          modla sie do Boga a nie do obrazu lub figory
          • Gość: Jerzy Re: Biblia kult obrazów IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 11.04.01, 12:12
            Gość portalu: Julek napisał(a):

            > Tu sie z Panem zgadzam, ze kosciol wsadzil Chrystusa miedzy Boga i ludzi i
            > oswiecil ich Duchem swietym.

            Co Pan rozumie przez "kościół"?

            > Muzulmanie maja nieco inne podejscie do wiary, chociaz Chrystusa uwazaja za
            > jednego z prorokow, to nigdy nigdzie nie przedstawiaja podobizny Boga w zadnej
            > postaci, jak Chrzescijanie lub Hindusi, mowiac, wedlug mnie slusznie, ze oni
            > modla sie do Boga a nie do obrazu lub figory


            Dotknął się Pan wrażliwego punktu. To, co Pana drażni w Katolicyzmie – kult
            obrazów i figur, jest w Biblii zakazane. Pierwsze dwa przykazania brzmią
            następująco:

            Księga Wyjścia,
            1.
            20,2 Jam jest Pan, Bóg twój, który cię wyprowadził z ziemi egipskiej, z domu
            niewoli.
            20,3 Nie będziesz miał innych bogów obok mnie.
            2.
            20,4 Nie czyń sobie podobizny rzeźbionej czegokolwiek, co jest na niebie w
            górze, i na ziemi w dole, i tego, co jest w wodzie pod ziemią.
            20,5 Nie będziesz się im kłaniał i nie będziesz im służył, gdyż Ja Pan, Bóg
            twój, jestem Bogiem zazdrosnym, który karze winę ojców na synach do trzeciego i
            czwartego pokolenia tych, którzy mnie nienawidzą.
            20,6 A okazuję łaskę do tysiącznego pokolenia tym, którzy mnie miłują i
            przestrzegają moich przykazań.



        • Gość: Jerzy Re: eksplorowanie spiritualnych wymiarów IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 11.04.01, 12:07
          Witaj Budda,
          I jak w tych innych wymiarach definiowane jest zło, grzech, dobro i miłość,
          poczucie winy, odpowiedzialność z swoje czyny?
          Jerzy
          • Gość: Budda Re: eksplorowanie spiritualnych wymiarów IP: *.unl.edu 11.04.01, 16:21
            Witaj Jerzy. Chrzescijanstwo nie zatroszczylo sie o pokazanie, czym jest smierc,
            co sie dzieje po smierci, jak wyglada to zycie po smierci, jak powracamy do
            zycia itd, itp. O tym mowi cala metafizyka hinduska. W chrzescijanstwie
            wiemy ze umieramy, a potem to juz albo ogrod Pana Boga albo wieczny ogien.
            Z czym to sie je, nie dowiesz sie. Co to jest dusza, w jaki sposob animuje
            nasze ciala, z czego jest zbudowana, jakie jej miejsce jest w stosunku
            do calego wszechswiata, nie dowiesz sie. Jak my pasujemy do obrazu calego
            Universe, nie dowiesz sie. Oto chrzescijanstwo w calym wydaniu. Zbior
            twz. slow bozych, ktore sa niczym innym tylko slowami tych, ktorzy je pisali.
            A to co zrobiono z Jezusa z Nazaretu, to juz kosmiczna mistyfikacja.
            Przepraszam Cie Jerzy, jesli Cie urazam, ale ignorancja ludzi przeraza mnie.
            Pozdrowienia, Budda.
            • tycjana. Re: eksplorowanie spiritualnych wymiarów 11.04.01, 16:53
              Powiedz prosze o co chodzi z mistyfikacja Jezusa.
              • Gość: Budda Re: eksplorowanie spiritualnych wymiarów IP: *.unl.edu 11.04.01, 17:29
                Najkrocej rzecz biorac, jeden z apostolow, Pawel, jest tworca chrystologii,
                czyli doktryny mowiacej o przyjsciu mesjasza wypelniajacego wszystkie
                stawiane mu wymogi: narodzon z dziewicy, umeczon, ukrzyzowan, zmartwywstan,
                i wstapion do nieba. Brat Jezusa, James, byl przeciwnikiem tych doktrynalnych
                mistyfikacji, twierdzac ze jego brat, Jezus, urodzil sie jak kazdy inny
                czlowiek. Cala doktryna katolicka jest kostiumem nalozonym na historycznego
                Jezusa, do ktorego czuje ogromny szacunek. To w co wierza chrzescijanie to
                mistyczny chrystus, postac z legend jakich wiele krazylo w starozytnosci.
                Jestem przekonany, ze Jezus nie tak wyobrazal sobie swoich nasladowcow
                i nie o to mu chodzilo, co praktykuje dzisiaj Watykan. Nie chodzilo mu wcale
                o to, by go wielbic jako Boga, tylko zeby starac sie nasladowac go na drodze
                zbawienia. A to sa dwie, diametralnie rozne sprawy. To samo, ci sami mentalni
                nieudacznicy zrobili z Budda, traktujac go jako ikone i boga. Nie o to chodzilo
                Buddzie. Nie o to chodzilo Jezusowi. Kiedy wreszcie ludzie sie obudza ?
                Budda.
                • sara Re: eksplorowanie spiritualnych wymiarów 11.04.01, 19:27
                  Czy znasz historie zakonu templariuszy?
      • Gość: Jerzy Re: p. Jerzy. p. Budda IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 11.04.01, 12:04
        Panie Julku,
        Dzięki za kilka szczerych sofizmatów.
        Skąd Pan to wziął, że uważam, jakoby Katolicyzm był jedyną prawdziwą religią?
        Funkcjonuje Pan według stereotypu, który opisałem w tekście do Buddy.
        Pozdrawiam, Jerzy
        • Gość: Reinhard Re: p. Jerzy. p. Budda IP: *.pool.mediaWays.net 11.04.01, 18:36
          Halo, tak ogólnie !

          Przed chwilą przeczytałem przedmomę autora do swej książki.
          Pisze: „dziękuję koledze za niezliczone dyskusje tyczące tematu, że ustrzegł
          mnie przed obsesją głupoty czepiania się detali oraz przed błyskotliwością
          stylu (Sprachverliebheit – bo jakże mi to inaczej przetłumaczyć ?) i przed
          przesadną wyobraźnią”...
          Rzadko spotkać taki wstęp autora książki...
          A co powiedzieć o pisaniu na forum w internecie ??? Oczywiście, to nie książka
          pisana, ale jednak, co się pisze, mówi coś o piszącym...

          Dla Gościa portalu, Jerzemu, chciałbym odpowiedzieć: TAK i NIE !

          Zacytuję na tym miejscu św.p. PT. Ks. Tischnera: nie jako dowód na coś, ale
          jako przyczynek do myślenia... Jacek Zakowski mówi do niego: („Miedzy panem a
          plebanem” str 556) Dochodzisz do problemu wolności. J.T.: Do wolności i do
          rozumu. Bo strasznie trudno będzie Panu Bogu zbawić człowieka, który nie jest
          wolny i nie jest rozumny. Ten człowiek wciąż jeszcze nie jest sobą. Więc co tu
          można zbawiać – skórę i kości ?”

          Innym, a zwłaszcza Buddzie:
          Przyznaję rację Buddzie, że trzeba dużo czytać...tak, czytać i czytać, ale to,
          co się wyczytało trzeba umieć trafnie porównywać, ważyć i w marę możliwości
          stoswać logikę, budować prawidłowo sylogizmy i nie wyciągać fałszywych
          wniosków.

          Gerald Messadie (wcale nie- katolik, w „Historie generale de Dieu”, Pariss
          1997) omawiając buddyzm podaje
          „ 10 Wskazówek” ( czy też powiedzmy 10 przykazań ) Buddy:
          1 - Nie niszczyć życia. 2 - Nie kraść. 3 - Nie uprawiać nierządu. 4 - Nie
          kłamać. 5 - Nie przyjmować alkoholowych napoi. 6 - Jadać w określonych czasach.
          7- Nie obgadywać publicznie przyjaciół. 8 - Nie przykładać wagi do stroju i
          ozdób. 9 - Nie używać za wygodnych foteli i łóżek. 10 - Nie pobierać pieniędzy.

          No i co ? Podobne do religii katolickiej ? Dlaczego by nie ?! Zwolenniku Buddy,
          masz ochotę na zalecania swego mistrza ?
          Byłoby źle, gdyby w naszej religii nic nie było z tego, co w innych religiach
          jest dobre. (to nie moje odkrycie...)

          A jednak Messadie stwierdza: „ani razu nie jest u Buddy wspomniany Bóg. U
          niego mamy do czynienia z kompletnym ateizmem.”

          Nie chcę bawić się w profesorka i wyjaśniać, że buddyzm dzisiejszy nie jest już
          tamtym buddyzmem, czym jest
          Wielki Wóz (Mahayana) czy Mały..itd....
          Podziwiam jednak tego Siddharta Gautamana, (Buddą uczynili go inni) syna
          książęcej rodziny, należącej do kasty wojowników (kshatriyas) i przyjmuje sie,
          że też miał takie wyszkolenie. Ożeniony z piękną kobietą, Yashodhara, z
          wysokiego rodu i tu nagle taka zmiana życiowa. Przyjmuje się, że w 29 roku jego
          życia, gdy spotkał starca, chorego człowieka i zmarłego, przemieniło go to
          zupełnie.
          Refleksja nad tymi faktami życia, dała nam nową osobowość człowieka. Wytacza
          ona nowy szlag drogi życiowej...

          A więc, dla jednych radosnych Swiąt Wielkanocnych, głośnego Alleluja !

          Dla innych, którzy tego nie podzielają, słonecznych promieni budzącej się
          wiosny.
          A nam WSZYSTKIM RAZEM
          szerokiego i rozumnego serca, byśmy się wszyscy poczuli fantastycznie wzajemnie
          życzliwymi
          uczestnikami Forum.

          Reinhard.

          • tycjana. Re: Reinhardt 11.04.01, 19:17
            Dziekuje za zyczenia. Dobrze sie czyta twoje pisanie. Pozdrawiam. :))))))
            • Gość: Jerzy Budda i Pan Julek, re: kościół wsadził Chrystusa miedzy Boga i ludzi IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 12.04.01, 02:00


              W swoich wypowiedzi Pan Julek przytaknął Buddzie, że kościół wsadził Chrystusa
              między Boga i ludzi. Panowie, coś wam się chyba pokićkało.

              Kościół głosi Chrystusa jako pośrednika między Bogiem a ludźmi, co jest zgodne
              z przesłaniem Biblii –
              „Albowiem jeden jest Bóg, jeden też pośrednik między Bogiem a ludźmi, człowiek
              Chrystus Jezus,
              który siebie samego złożył jako okup za wszystkich, aby o tym świadczono we
              właściwym czasie.” (1 Tym 2,5-6).
              Jak widzicie z tego tekstu, to nie kościół włożył Chrystusa między Boga a
              ludzi, lecz że sam Chrystus, złożywszy okup za nasze winy, stał się
              pośrednikiem między nami a Bogiem. I o tym mamy mówić innym ludziom, którzy
              mają poczucie winy i swojej małości przed sprawiedliwym Bogiem, że ktoś już
              poniósł za nich karę i że na tej podstawie mogą dostąpić odpuszczenia win.
              Według Biblii, tym jedynym pośrednikiem jest Jezus.
              „I nie ma w nikim innym zbawienia; albowiem nie ma żadnego innego imienia pod
              niebem, danego ludziom, przez które moglibyśmy być zbawieni.” (Dz 4:12)

              Poczucie winy jest uniwersalne, choć zło może być definiowane w różny sposób.
              Doświadczają go ludzie we wszystkich kulturach. Chciałbym więc was zapytać, jak
              definiują zło wasze światopoglądy i jakie oferują rozwiązanie dla poczucia
              winy.

              • Gość: jeff Re: Budda i Pan Julek, re: kościół wsadził Chrystusa miedzy Boga i lud IP: *.tnt15.phl1.da.uu.net 12.04.01, 08:43
                Poczucie winy jest uniwersalnym dowodem na brak wiary. Przyjmowanie
                historyczności Jezusa jest miłowaniem tego świata ponad wszystko (czyli
                utajonym a-teizmem) Z-martwych-wstanie? Tak, ale nie cielesne.Co zostało
                stworzone musi być zniszczone.Ciało to skorupa z której wykluwa się duch,
                porzucający ją na brzegu morza czasu i przestrzeni, aby następne ziarna mogły
                wcielać się w ziemskie ciała ograniczeń, zaznając upokorzeń, rozkoszy i
                przemijalności, stymulujących do aktywnego rozwoju. Tylko rozkosz i cierpienie
                zmieniają charakter człowieka.Zło jest stanem, nie osobowością. Nienawidź
                grzech, kochaj grzesznika. Gdyby on nie był zły, ty byś musiał nim być. Jeśli
                wierysz w nieskończoną moc bożą i panowanie Bożej miłości, wówczas zło jest
                tylko natury edukacyjnej, a nie karzącej. Policjant pana/pani Boga. A w ogóle
                Bóg rodzaju męskiego to idiotyzm niedouków patriarchalnych. Subtelnie
                zadufanych w swojej pojęciowości, za-chwyceniu (samo-zachwytem). Jak mozna w
                ogóle twierdzić że ktoś umarł za wszystkich. To bezczelna pycha. I lenistwo
                umysłowe. Bóg jest miłością. To co naprawdę kochasz jest twoim Jedynym Bogiem.
                Nowy Testament to medytacje pewnych mądrych ludzi na temat pewnych ustępów
                Starego Testamentu. Biblia jest Żywym kodem. Ale liczy się Ogień, objawienie
                wewnętrzne, intuicyjne. Dosłowność tekstowa jest niewolnictwem i popadaniem w
                absurdalności. Litera Zabija, Duch ożywia. Patrz na literę duchem, czuciem, sł-
                uchem. Idea Jezusa jest uniwersalną, być może najstarożytniejszą,
                najprawdziwszą religią świata, dlatego obecną (historycznie/mitycznie) w wielu
                kulturach, pod różnymi nazwami, specyficznymi dla lokalnych kultur.
                Przyklejenie się do martwej świętej litery, choćby najżywszej, przypomina mi
                niestety tego Jonasza, co to za wszelką cenę upierał się przy swojej wizji i
                nie mógł uwierzyć w to że Bóg zmienił jakiś swój zamiar. Ważniejsza była jego
                pycha, niż miłość i wiara w rzeczywisty rozwój ludzi (wolna wola) i w proces
                zbliżania się Boga (stawania się) do człowieka aż do zatracenia intelektualnie
                pochwytliwych granic między jego a Jego naturą. Bóg staje się człowiekiem
                (Jezus) by człowiek stał się Bogiem. Na podobieństwo Boże stworzony został.
                Człowiek jest najbardziej zbliżony do kształtu Boga, nosi w sobie Jego kształt.
                Kształt jest miłością życia. Człowiek to Przy-Jażń. Jak możesz zwalać cały
                proces Pracy Duchowej na Boga? Właśnie poprzez zaakceptowanie boskości w sobie
                rodzi się w tobie Jezus (czyli Bog-w-człowieku), a dalej to juz musisz sam
                popychać wózek miłości i likwidacji ego, czyli wszelkiej dominacji. I uczyć się
                prawdziwego współ-istnienia. Bóg jest t y l k o miłością (czyli też, a może
                przede wszystkim, wybaczeniem), dlatego nie bój się boskości, jako daru, skarbu
                serca twego. To nie to samo, co utożsamienie się z Bogiem, czyli ateizm. Ale
                ateizm ateizmowi nie równy, tym bardziej że nie ma ateizmu bez ateisty, a każdy
                ateista jest podobieństwem bożym. Bogami jesteście, przyjaciółmi, nie ma
                większego przykazania. Nauka współ-istnienia bogów. Ukrzyżowanie, to zabicie
                dominacji własnego ego. Zmartwychwstanie to wyzwolenie się od posiadania życia.
                Śmierć cielesna jest jednym z etapów wyzwalania się ze śmierci, którą jest
                życie tutaj, w świecie ograniczonych percepcji. A poza tym, życie nie ma
                początku ani końca. Budda jest częścią tej samej religii, wyzwolenia się
                człowieka, czyli boskości w człowieku, spod panowania kapłanów. Być może
                Chrystus, jako, historycznie późniejszy objaw, jest bardziej udoskonalony
                naciskiem na wybaczanie i intuicję. Jeśli odrzucasz Buddę, uznając wyłączność
                imienia Chrystusa, objawiasz naiwną, ale nieskończoną za-rozumiałość. Podczas
                gdy miłość może przybierać nieskończoną ilość imion, w zależności od potrzeb
                indywidualnego człowieka. Historyczność Jezusa, być może jest faktem, ale jak w
                każdym historycznym fakcie, nie liczy się jego historyczność, liczy się jego
                duchowe, symboliczne znaczenie. Nacisk na historyczność Jezusa hoduje w
                ludziach lenistwo duchowe, bierność, która jest tak bardzo na rękę wszelkim
                pasterzom, chcącym w ludziach widzieć tylko wieczne barany. Dobrotliwie,
                pieszczotliwie (bo siła polityczna już ich objawiła). I ich cwaniactwo.
                Naturalnie, ksiądz księdzu nierówny. Nie można oceniać po płci, skórze i
                narodowości. To jest błąd wszelkich zastrachanych z-mysłowców. Miłośnicy i
                mściciele. Ale sprzeczność daje rozwój, więc nie staraj sie za wszelka cenę
                jednoczyć. Jedność, tak, ale z zachowaniem maksymalnej różno-rodności, czyli
                maksymalnie możliwa do zniesienia tolerancja. Objawione(doświadczone) zło
                kościoła pozbawiło go siły politycznej. I teraz sam musi się łasić. Wróg "boga
                w sercu" wije się jak może. Kto się daje ten widać zasługuje.
                • Gość: Reinhard Re: Budda i Pan Julek, re: kościół wsadził Chrystusa miedzy Boga i lud IP: *.pool.mediaWays.net 12.04.01, 12:29
                  Gość portalu: jeff.

                  Podziwiam Cię, jeff, że wszystko, co tak dużo napisałeś, rozumiesz i jesteś
                  tego przekonany, że tak jest. Ze mnie musi byś naprawdę jakiś cholernie
                  dziwny „tępak”, bo nic a nic, nie tylko, że nie rozumiem tego, co piszesz, ale
                  nawet nieporadny jestem widzieć w tym jakąś logiczną całość.
                  Gdybym się umiał w to „wżyć”, albo inaczej, przyswoić sobie te wszystkie przez
                  ciebie wymienione poglądy, że tak jest, to bym musiał wylądować, jak to u nas
                  mówiono, w Rybniku na ulicy Gliwickiej.

                  Ps: to się chyba <tycjanie> nie spodoba.J))

                  Reinhard
                  • Gość: jeff Re: Budda i Pan Julek, re: kościół wsadził Chrystusa miedzy Boga i lud IP: *.tnt2.phl1.da.uu.net 12.04.01, 13:22
                    Czy chcesz przez to powiedzieć, Reinhardzie, że jestem apodyktycznie
                    nielogiczny? Staram się nie być, jeśli to możliwe, niczyim systemem trawiennym.
                    Podaję dalej. Owoce myśli, uczuć i doświadczeń. Nie tylko swoich, lecz które
                    spotkałem na swojej drodze. W końcu człowiek to istota współ-istnień.Nie
                    uzurpuję sobie żadnej wyłączności. "A skąd wiesz", czyli wątpienie, jest
                    brakiem wiary.Wolę mówić tak, lub nie. "Może" to brak odpowiedzialności za
                    konsekwencje. Błędy nie są mi obce. Nadmiar logiki mnie nie wz-rusza. Mogę
                    mówić wierszem.Lepsza tresura dla mózgu, skłonnego do próżniactwa (moj-ego).
                    • Gość: Reinhard Re: Budda i Pan Julek, re: kościół wsadził Chrystusa miedzy Boga i lud IP: *.pool.mediaWays.net 13.04.01, 17:52
                      Jeff

                      1- Pytasz mnie, jeffie, co chciałem powiedzieć..itd...???
                      Nie wracam do tego, bo byłoby to nudne. Chciałem się tylko zrozumiale wyrazić,
                      a czy się udało, nie wiem.

                      2- Ponieważ się odezwałeś,- dziękuję ! W tej „odezwie” widzę Cię nieco
                      inaczej.
                      Cytuję cię: „Staram się nie być, jeśli to możliwe, niczyim systemem trawiennym.
                      Podaję dalej. Owoce myśli, uczuć i doświadczeń. Nie tylko swoich, lecz które
                      spotkałem na drodze...”
                      Widzisz, tego nie uwzględniłem w odpowiedzi, co teraz piszesz, bo też tego nie
                      szło przedtem wyczytać, bo też tego tam nie było.
                      Prwdopodobnie ODPOWIEDZ byłby wtedy INNA.

                      (ps.: pół serio – pół żartem: „czort” tam wie, co chciałem powiedzieć. Z
                      tym „chceniem”, to czasem jest coś „zagadkowego”... może chciałem
                      być „ważniakiem”, może mnie uniosło, może nie wytrzymałem, chciałem się
                      popisać, może mnie to zasmuciło itd...itp,..pal go sęk, jak było, tak było,
                      byle wiosna była trochę „cieplejsza”, w niej więcej kwiatów, no a jeszcze
                      więcej uśmiechniętych i życzliwych ludzi.)

                      Reinhard.

                  • tycjana. Re: Reinhard 12.04.01, 13:45
                    Tak, u nas w Gliwicach tez sie mowilo wtedy o Rybniku.
                • Gość: Sabina Re: Budda i Pan Julek, re: kościół wsadził Chrystusa miedzy Boga i lud IP: 203.202.90.* 15.04.01, 07:38
                  Hej, dzieki za swieze, inteligentne uwagi. I odwage! Niewielu bedzie w stanie
                  strawic, to co napisales. No i co z tego.
                  Cieszy, ze ludzie ktorzy szukaja, znajduja! Nic dodac, nic ujac!

                  Sabina
        • Gość: Jerzy Do Buddy: re kostium nałożony na historycznego Jezusa IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 12.04.01, 02:05
          Witaj Budda,
          Cały czas atakujesz słomianego człowieka i cały czas wkładasz mnie w
          szufladkę z „kostiumem nałożonym na historycznego Jezusa”.
          Mnie też boli ignorancja religijna ludzi, dlatego próbuje sobie
          podyskutować z tymi, którzy szukają. Popatrz na siebie, na mnie i Pana Julka.
          Coś nam kiedyś nie zagrało w tradycyjnym chrześcijaństwie. Tyś poszedł na
          wschód, ja wszedłem do Biblii, a pan Julek poszedł w stronę ateizmu. Dzisiaj
          się spotykamy i dyskutujemy. Kiedy ja wam mówię o Jezusie, od razu szeregujecie
          mnie do odrzuconego wcześniej katolicyzmu i to chyba w wydaniu klerykalno
          ludowym, czyli ze ślepym posłuszeństwem wobec kleru, kultem obrazów i
          bezmyślnym powtarzaniem pacierzy.

          Niestety, w naszym narodzie nie ma tradycji indywidualnego czytania Biblii i
          samodzielnego dociekania prawdy religijnej. Albo bezkrytycznie przyjmujesz
          dogmaty, albo grozi ci ekskomunika. Kiedy zdrowy rozum widzi sprzeczności w
          doktrynie i nadużycia w praktyce, ludziom wydaje się, że pozostaje tylko jedna
          alternatywa – porzucić chrześcijaństwo. Szukają bardziej spójnych systemów
          religijnych czy etycznych. Kiedy opuszczają katolicyzm, wynoszą ze sobą
          negatywny stosunek do Biblii i pogardliwy stosunek do tych, którzy ją czytają,
          traktując ich jako nawiedzonych sekciarzy. Inaczej mówiąc, ludzie odrzucają to,
          czego nie znają, bo myślą, że Biblia broni dogmatów kościoła i przywilejów
          kleru. Gdyby tak było, to Biblia nie byłaby zakazaną księgą przez wiele
          wieków. Chrześcijaństwo, to jednak nie tylko katolicyzm.
          Biblijne Chrześcijaństwo jest czyś zupełnie innym i chyba się z tym jeszcze nie
          zetknąłeś.

          Biblia była księga zakazaną, rzekomo aby ludzie nie zbłądzili, a tak naprawdę,
          aby nie zaczęli zrzucać tego, co nazywasz ‘kostiumem nałożonym na Jezusa”. Aby
          zrzucić ten kostium, trzeba poznać ‘historycznego Jezusa.’ I tutaj chyba
          inaczej patrzymy na sprawę. Ja szukam historycznego Jezusa w przekazie
          Biblijnym, ty szukasz go gdzie indziej, ale nie mówisz, gdzie. I z tego powodu
          mam odczucie, że różnimy się w zrozumieniu tego, kto jest historycznym Jezusem.
          Chodzi o postać, jej charakter, naukę i dzieło życia.
          Co ci nie odpowiada w kostiumie nałożonym na Jezusa? Wal śmiało.
          • Gość: Budda Re: Do Buddy: re kostium nałożony na historycznego Jezusa IP: *.unl.edu 12.04.01, 17:24
            "Co ci nie odpowiada w kostiumie nałożonym na Jezusa?
            Wal śmiało."
            Wale smialo Jerzy. Wszystko mi nie odpowiada.
            Narodzenie z dziewicy, zmartwywstanie, uwazanie go
            jedynego syna bozego, czyli dokladnie wszystko w co
            wierza chrzescijanie. Wiem, na stos ze mna. Ale nie
            wierze w te rzeczy. Co nie znaczy ze nie uwazam Jezusa
            i jego nauk za wartosciowe. Tyle ze takich nauczycieli
            bylo wielu w starozytnosci. Sylwetke Jezusa rozdmuchano
            poza wszelkie proporcje. Jest to obled w jakim zyje
            ludzkosc. Nic na to nie poradze. To nie sa tylko moje
            mysli ale opieram je na zdroworozsadkowych
            wypowiedziach powaznych interpretatorow starozytnosci,
            na wypowiedziach ludzi, ktorzy z calym szacunkien do
            historycznego Jezusa, wykazali ze Chrystus jest
            postacia mitologiczna, w ktora obuto Jezusa.
            Pozdrowienia, Budda.
            • Gość: Jerzy Re: Do Buddy: re kostium nałożony na historycznego Jezusa IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 12.04.01, 18:57
              Gość portalu: Budda napisał(a):

              "Co ci nie odpowiada w kostiumie nałożonym na Jezusa?
              Wal śmiało."
              Wale smialo Jerzy. Wszystko mi nie odpowiada.
              Narodzenie z dziewicy, zmartwywstanie, uwazanie go
              jedynego syna bozego, czyli dokladnie wszystko w co
              wierza chrzescijanie. Wiem, na stos ze mna. Ale nie
              wierze w te rzeczy. Co nie znaczy ze nie uwazam Jezusa
              i jego nauk za wartosciowe. Tyle ze takich nauczycieli
              bylo wielu w starozytnosci. Sylwetke Jezusa rozdmuchano
              poza wszelkie proporcje. Jest to obled w jakim zyje
              ludzkosc. Nic na to nie poradze.

              No, to inkwizycja już rozpala stos, na którym spalą nas obojgu, choć w powyższych
              sprawach nie mam problemów intelektualnych z ich akceptacją.

              Jak zapewne zdajesz sobie sprawę, w Starym Testamencie było około 300 proroctw
              dotyczących przyjścia Zbawiciela, Mesjasza. Około 200 spełniło się literalnie w
              pierwszym przyjściu Jezusa, około 100 czeka na swoje wypełnienie w Jego drugim
              przyjściu. Spełnione proroctwa są jednym z dowodów na prawdziwość przekazu
              Biblii.

              Zaraz po upadku człowieka w grzech, Bóg daje obietnicę, że potomek zrodzony z
              niewiasty zmiażdży szatana: (Gen 3:15). Wprowadzam nieprzyjaźń między ciebie a
              niewiastę, pomiędzy potomstwo twoje a potomstwo jej: ono zmiażdży ci głowę, a ty
              zmiażdżysz mu piętę.
              Prorok Izajasz na około 700 lat przed Chrystusem prorokuje: „Dlatego Pan sam da
              wam znak: Oto Panna pocznie i porodzi Syna, i nazwie Go imieniem Emmanuel.”
              (Izajasz 7:14).
              Powyższe proroctwa spełniły się, kiedy Maria, będąc dziewicą, poczęła z Ducha
              Świętego: Anioł Jej odpowiedział: Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego
              osłoni Cię. Dlatego też Święte, które się narodzi, będzie nazwane Synem Bożym.
              (Łuk 1:35).

              O tym co miał wycierpieć Zbawiciel, prorokował niezwykle poetycko Izajasz w 53
              rozdziale. Podziwiam tutaj tłumaczy, jak to oddali:

              53,1 Któż uwierzy temu, cośmy usłyszeli? na kimże się ramię Pańskie objawiło?
              53,2 On wyrósł przed nami jak młode drzewo i jakby korzeń z wyschniętej
              ziemi. Nie miał On wdzięku ani też blasku, aby na Niego popatrzeć, ani wyglądu,
              by się nam podobał.
              53,3 Wzgardzony i odepchnięty przez ludzi, Mąż boleści, oswojony z
              cierpieniem, jak ktoś, przed kim się twarze zakrywa, wzgardzony tak, iż mieliśmy
              Go za nic.
              53,4 Lecz On się obarczył naszym cierpieniem, On dźwigał nasze boleści, a
              myśmy Go za skazańca uznali, chłostanego przez Boga i zdeptanego.
              53,5 Lecz On był przebity za nasze grzechy, zdruzgotany za nasze winy. Spadła
              Nań chłosta zbawienna dla nas, a w Jego ranach jest nasze zdrowie.
              53,6 Wszyscyśmy pobłądzili jak owce, każdy z nas się obrócił ku własnej
              drodze, a Pan zwalił na Niego winy nas wszystkich.
              53,7 Dręczono Go, lecz sam się dał gnębić, nawet nie otworzył ust swoich. Jak
              baranek na rzeź prowadzony, jak owca niema wobec strzygących ją, tak On nie
              otworzył ust swoich.
              53,8 Po udręce i sądzie został usunięty; a kto się przejmuje Jego losem? Tak!
              Zgładzono Go z krainy żyjących; za grzechy mego ludu został zbity na śmierć.
              53,9 Grób Mu wyznaczono między bezbożnymi, i w śmierci swej był [na równi] z
              bogaczem, chociaż nikomu nie wyrządził krzywdy i w Jego ustach kłamstwo nie
              postało.
              53,10 Spodobało się Panu zmiażdżyć Go cierpieniem. Jeśli On wyda swe życie na
              ofiarę za grzechy, ujrzy potomstwo, dni swe przedłuży, a wola Pańska spełni się
              przez Niego.
              53,11 Po udrękach swej duszy, ujrzy światło i nim się nasyci. Zacny mój Sługa
              usprawiedliwi wielu, ich nieprawości On sam dźwigać będzie.
              53,12 Dlatego w nagrodę przydzielę Mu tłumy, i posiądzie możnych jako zdobycz,
              za to, że Siebie na śmierć ofiarował i policzony został pomiędzy przestępców. A
              On poniósł grzechy wielu, i oręduje za przestępcami.

              I znowu, to proroctwo było wypowiedziane na 700 lat przed Chrystusem.
              Niesamowite, nieprawdaż?

              Jeśli idzie o druga część twojej wypowiedzi:

              "To nie sa tylko moje mysli ale opieram je na zdroworozsadkowych
              wypowiedziach powaznych interpretatorow starozytnosci,
              na wypowiedziach ludzi, ktorzy z calym szacunkien do
              historycznego Jezusa, wykazali ze Chrystus jest
              postacia mitologiczna, w ktora obuto Jezusa."

              to polecam ci stronę Ruchu Nowego Życia. Dzisiaj mi przesłali takiego emaila:

              CZY WIESZ, ZE FAKT ZMARTWYCHWSTANIA CHRYSTUSA
              JEST UDOWODNIONY NAUKOWO?
              CHCESZ POZNAC WYNIKI BADAN? WEJDZ NA STRONE:
              http://www.agape.pl

              Pozdrawiam,
              Jerzy
    • Gość: Momo Re: Czy można być pewnym zbawienia i życia wiecznego? IP: 195.205.60.* 12.04.01, 15:26
      Witaj ,Jerzy, mam nadzieję, że jesteś jednak Świadkiem Jehowy, tylko on w taki
      klarowny i sensowny sposób potrafią sie wypowiadać, wiem coś o tym. Ale gdybym
      sie myliła- to będę bardzo zdziwiona. Pozdrawiam
      • Gość: Jerzy Re: Czy można być pewnym zbawienia i życia wiecznego? IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 12.04.01, 18:01
        Gość portalu: Momo napisał(a):

        > Witaj ,Jerzy, mam nadzieję, że jesteś jednak Świadkiem Jehowy, tylko on w taki
        > klarowny i sensowny sposób potrafią sie wypowiadać, wiem coś o tym. Ale gdybym
        > sie myliła- to będę bardzo zdziwiona. Pozdrawiam

        Witaj Momo,
        Cieszę się, że cię jednocześnie zdziwię i rozczaruję, ale nie jestem Świadkiem
        Jehowy. Jestem Świadkiem Jezusa, całkowicie przeświadczony o Jego
        zmartwychwstaniu. Jezus powiedział do swoich uczniów: „ale weźmiecie moc Ducha
        Świętego, kiedy zstąpi na was, i będziecie mi świadkami w Jerozolimie i w całej
        Judei, i w Samarii, i aż po krańce ziemi.” (Dz 1:8).

        Tak więc mówiąc o Jego zmartwychwstaniu, mogę się uważać za Jego świadka, jeśli
        ci moja etykieta jest potrzebna.
        Jeśli uważnie czytałaś to, co do tej pory pisałem, a mimo to zadałaś takie
        pytanie, to znaczy, że nie znasz doktryny świadków. Mogłaś poznać, że wierzę iż
        Jezus jest Bogiem, (świadkowie odrzucają boskość Jezusa), wierzę że zmarł na
        krzyżu – świadkowie mówią o palu (stavros), że zmartwychwstał (nie pamiętam, co
        tutaj świadkowie wymyślili); Świadkowie odrzucają osobowość Ducha Świętego, dla
        nich jest on tylko mocą. Czyli inaczej, wierzę w Boga Ojca i Syna i Ducha
        Świętego. Dla nich Biblia nie jest ostatecznym autorytetem w sprawach wiary.
        Wiary uczą się ze Strażnicy. Uprawiają eisegezę – wczytywanie w Biblię własnych
        przekonań. ( Zaraz się włączą do dyskusji)
        Moje podobieństwo do Świadków: odwołuję się do Biblii. Jestem przekonany,
        wyznawca Chrystusa powinien budować swoją wiarę w oparciu o Słowo Boże i w
        oparciu o nią, może jej bronić.

        Szanuję testament duchowy Marii, matki Jezusa. Po pierwsze, mogę się od niej
        uczyć posłuszeństwa i zaufania do Boga, po drugie, wskazała na Jezusa i
        powiedziała do sług na weselu: „Rzekła matka jego do sług: Co wam powie,
        czyńcie!” (Jan 2:5). I to właściwie jest jej testament duchowy. Maria wskazuje na
        Jezusa i mówi, że mamy czynić to co on powie. Jeśli tego nie znamy, to jak mamy
        szanować wolę Marii, matki Jezusa? A jak to mamy poznać? Przez czytanie Słowa
        Bożego.
        Jezus z kolei w innym miejscu, odpierając ataki szatana, powiedział:
        "A On odpowiadając, rzekł: Napisano: Nie samym chlebem żyje człowiek, ale każdym
        słowem, które pochodzi z ust Bożych." (Mat 4:4)

        Tak więc, czy nadal się dziwisz, że tak argumentuję?

        Jerzy

        P.S. Też zareagowałaś według stereotypu, że jeśli ktoś odwołuje się do Biblii, to
        prawdopodobnie Świadek Jehowy.


        • Gość: Budda Re: Czy można być pewnym zbawienia i życia wiecznego? IP: *.unl.edu 12.04.01, 18:41
          Hej Jerzy, ale tak calkiem szczerze, z cala sympatia dla Ciebie, bo wierze zes
          fajny czlowiek, ale powiedz mi, czy nigdy Ci wpadlo do glowy, ze to moze
          wszystko jest wielki przekret z tym historiami biblijnymi ? Jaka wartosc ma
          wierzenie, ze Jezus jest naszym Panem. A co, jak nie jest ? Co wyszlo z tego
          tym, co wierzyli w nieomylnosc i ponadczasowosc Newtona ? Potem przyszedl
          Albert.... .
          Budda.
          • Gość: Budda Re: Czy można być pewnym zbawienia i życia wiecznego? IP: *.unl.edu 12.04.01, 20:43
            Wydaje mi sie Jerzy, ze Ty nawet nie wiesz o tym, w jakim bledzie jestes.
            Poruszasz sie po tych samych drogach z klapkami na oczach chcac wszystkich
            oczarowac slowami biblii. Jerzy, kto przy zdrowych zmyslach, moze uwazac w
            ukrzyzowaniu kogokolwiek wypelnienia jakiejs mesjanistycznej misji ? To sa
            legendy Jerzy !!! Obudz sie chlopie. Zyjesz w iluzji, w falszywym swiecie,
            wymyslonym przez skorumpowanych ludzi.
            Budda.
            • Gość: jeff Re: Czy można być pewnym zbawienia i życia wiecznego? IP: *.tnt2.phl1.da.uu.net 12.04.01, 21:00
              Szanowny Buddo, daj łaskawie trochę pobłądzić człowiekowi, skoro sprawia mu to
              prawdziwą rozkosz, a nikogo nie krzywdzi.Kto szuka ten znajdzie.Ja osobiście
              wolę biblię jako koan. Takie mantrowanie w końcu przebudza. Cały problem z
              biblią leży w dosłownym pojmowaniu wszystkiego co się w niej znajduje, ale
              naprawdę są tam zdrowe ziarna. Natomiast wschód jest tak szczegółowy i tak
              doskonały, że jego wiernym pozostało tylko się zachwycać i popadać w
              fundamentalizm. Zupełnie jak z ze zbyt doskonałym rodzicem albo partnerem.
              Współżycie albo rozwój osobowości odpada. Też Pozdrawiam.
              • Gość: Budda Do jeffa IP: *.unl.edu 12.04.01, 21:14
                Hi jeff, scigasz mnie Wasci cichym lotem. Gdzie ja,
                tam zaraz jeff, albo naodwrot. Gdzies Wacpan mowil
                zrzucaniu ciala fizycznego na krawedzi czasu i
                przestrzeni. Lubie to skojarzenie. Jeff, co wiesz,
                czytales, o Atlantydzie, i wogole o pochodzeniu
                gatunku ludzkiego.
                Pozdrawiam, Budda.
                • Gość: jeff Re: Do buddy IP: *.tnt2.phl1.da.uu.net 12.04.01, 22:00
                  O Atlantydzie niewiele. Na krawędzi... to cytat z Blake'a.
                  Właściwie siedzę głównie w Blakeu i w Biblii. Ale liznąłem trochę Zenu.
                  A wartości medytacji nie mogę się nadziwić. Gdyby nie wschód dawnobym
                  chyba wykitował. Gdyby nie zachód nie miałbym takiej uciechy z lawirowania
                  między wierszami biblijnymi. Kabała mnie powstrzymała od wschodu. Ale,
                  zasadniczo staram się rozwijać własną ścieżkę. Lubię Rumiego, Jacoba Behmego.
                  Mistyków emocjonalnych, jeśli tak można nazwać. Pracowałem kiedyś nad własną
                  (symboliczną) interpretacją Biblii (coś jak Swedenborg), ale ktoś mi się we
                  śnie zjawił, opieprzając mnie, że biblii nie wolno racjonalizować. A że sny
                  sobie cenię (spuścizna jungowska), to trochę zacząłem walczyć z logicznością.
                  Myślę że to mój osobisty problem. Ale, jak widzę szwankuje na tym komunikacja z
                  ludźmi. O pochodzeniu gatunku niewiele wiem, mało czytałem, lubię gnostyków,
                  którzy twierdzą że Jehowa był diabłem, podrzędnym demiurgiem-stworzycielem tego
                  zdominowanego przez zmysłowy racjonalizm wszechświa, który jest tylko
                  oczyszczalnią i wykluwarnią dusz. Cielesność, czyli jak Ty to mówisz iluzja
                  (Maja), lub symbolicznie, chrzest wodą (materią: wcielenie),jest j e d n a k
                  pochodzenia boskiego (twórczego), choć podlega ciągłej przemianie: Świątynia
                  Boga. Kształt jako forma miłości życia. W przeciwieństwie chyba do Ciebie,
                  osobowość twórcza, indywidualizm, uważam za podstawę istnienia. Ale pewnie to
                  tylko kwestia słów. Wyeliminowanie pragnienia, jako źródła ignorancji i zła,
                  nie podoba mi się. Dla mnie pragnienie jest siłą napędową. Śmiem twierdzić że
                  ludzie nigdy by nie umierali, gdyby nie utrata miłości danego świata w którym
                  żyją na swoim etapie rozwojowym. Podobno teoretycznie, komórki ludzkie nie
                  powinny sie starzeć. Nie wiem jak z tym jest, ale zdaje się że Ty masz
                  solidniejszą wiedzę na te tematy. Ja intelkektualizowania unikam, nie
                  potrzebuję poparcia naukowego/dowodowego. Kiedyś, jak zaczynałem, pewien
                  przyjaciel, który zastępował mi ojca, brata etc., był molim mistrzem
                  młodzieńczym, powiedział coś co się stało moim przewodnikiem, jak na razie, na
                  resztę życia. Spytałem się go: A skąd będę wiedział, że to co wiem jest prawdą?
                  Na co on odparł: Musisz tak długo pytać aż usłyszysz. I rzeczywiście,
                  usłyszałem, parę razy. A najśmieszniejsze jest to, że kiedy wiele lat potem,
                  wspominałem mu o tym. On mi powiedział, że tylko żartował. To się nazywa
                  autorytet (w stylu zenkowskim). W ogóle, można by tak w nieskończoność.
                  Jerzy po prostu przypomina mi trochę mnie, chociaż nigdy tak szczegółowo nie
                  uzależniłem się od tekstu. Stopniowo nastepowało wyzwalanie, dystansowanie się.
                  Wiele było takich niezliczonych złotych perełek z różnych, niespodziewanych
                  żródełek. Jeszcze w 1982 kładłem na tacę $20, a mój ojczym zieleniał z
                  wściekłości, az w koncu nie wytrzymał i powiedział mi "całą" prawdę o powstaniu
                  amerykańskiej Częstochowy. Ty zdaje się, też siedzisz w tym raju miodu i
                  śmietany?
            • Gość: Julek Re: p. Jerzy. p. Budda IP: *.treecreeper.dialup.pol.co.uk 12.04.01, 21:47
              Sluchajc dyskusji dwoch oddanych swoim wierzeniom Panow. Jeden zazuca drugiemu
              ze to wlasnie On idzie po drodze prawdy i ze to On poznal i jest wyznawca
              prawdziwej religii i ze to On wierzy w prawdziwego i jedynego Boga. Miedzy
              dwoma Panami nie ma kompromisu, nie ma wyrozumienia, jeden drugiemu nie
              przyzna, odrobine slusznosci. Obaj sa zacietrzewieni we wlasnym wierzeniu.
              Ja rowniez miale zdanie ze p. Jerzy nalezy do sekty Swiatkow Jehowy, On temu
              zaprzeczyl, mowiac jednak ze nalezy do "Swiadkow Jezuas" chyba to jakis nowy
              odlam religii chrzescijanskiej. Pan Jerzy, musze przyznac zn Biblie i Pismo
              swiete, ze sie tak wyraze, na wyrywki, no ale co stego? jezeli ma tylko jedyny
              swiatopoglad i uwaza ze tylko jego sposob myslenia jest prawidlowy. Przez
              dokladne cytowanie Pisma swietego, dowodzi tylko ze wertuje te
              ksiegi "madrosci" bez przerwy i nawet nie ma czasu, a moze nie potrafi patrzyc
              na swiat obiektywnie. Mimo wszystko dyskusja jest bardzo ciekawa i warta
              sliedzenia. Prosilbym jedynie p. Andrzeja by zechcial byac bardziej ekonomiczny
              w cytowaniu Pisma swietego.
              Pan Budda ma wiele racji w swoich twierdzeniach, ale na milosc boska miejcie
              wzajemne poszanowanie dla przekonan opozycyjnych. Ciekawi mnie tylko od jak
              dawna jest pan wyznawca Buddy, bo z panskich wypowiedzi wnioskuje ze
              chrzescijanstwo nie jest dla Pana obce i chyba od nie dawna zmienil Pan swoje
              przekonanie.
              PS. "Jam jest Pan Bog twoj, ktory cie wyprowadzil ziemi egipskiej" Panie
              Andrzeju z tym wyprowadzaniem z ziemi egipskie, to jest nieco przesady, ale to
              dyskusja na dluzsza mete i moze w innym watku.
              PPS. Odszedlem od kosciola, dzieki klerowi, i nie mam z tego tytulu wurzutow
              sumienia, ani nie zaluje swojej decyzji, choc niegdys bylem zapalonym, niemal
              jak p. Jerzy, choc moja znajomosc Pisma swietego ogranicza sie do Malego
              Katechizmu, obronca wiary.
              • Gość: Julek Re: p . jeff IP: *.treecreeper.dialup.pol.co.uk 12.04.01, 22:00
                Gdybym zrozumial temat panskich wypowiedzi moze bym je nawet i poparl, czytalem
                niektore zdania po kilka razy, no i co ztego, mogl by Pan napisac to samo, po
                angielsku, po niemiecku, po rosyjsku, lub jakims innym psim jezykiem, mialo by
                to dla mnie takie samo znaczenie.
                • Gość: jeff do julka IP: *.tnt2.phl1.da.uu.net 12.04.01, 22:05
                  Kiedyś ponoć p. Miłosz na pytanie jaką wyznaje filozofię życiową, powiedział,
                  że filozię pieska spod płotu. A cóż ja mogę panu powiedzieć na dobranoc. Hau,
                  hau...
                  • Gość: Budda Do jeffa IP: *.unl.edu 12.04.01, 22:30
                    Hi jeff. Tak, siedze w tym dobrobycie juz 10 lat. A Ty ? O ile pamietam, gdzies
                    na Florydzie szalales. Piszesz, ze unikasz intelektualizowania. Przeciez jeff,
                    Ty nic nie robisz, tylko wlasnie intelektualizujesz. Stad juz widzialem kilka
                    wypowiedzi, w ktorych ludziska nie kumaja o czym Wasci nadajesz.
                    Ostatnimi czasy exploruje Atlantyde. Zawsze fascynowalo mnie jedno pytanie.
                    Gdzie by czlowiek nie siegnal wstecz, do jogi, taoizmu, zawsze mowa o jakiejs
                    "ancient knowledge", ktora jest rowna lub nawet przewyzszala nasz obecny poziom.
                    Z obrazu jaki mamy o ludziach sprzed 4-6 tysiecy lat nie wynikaloby, ze ci
                    "prymitywni" przodkowie mogliby wynalezc takie rzeczy jak czakry, meridiany,
                    czy cala medycyne hindusko-chinska. Zawsze fascynowalo mnie, ze mowimy o
                    czlowieku jaskiniowym, i tu nagle jak spod ziemi mamy Sumerie, Egipt ze swymi
                    cudami techniki. To naprowadzilo mnie na potop biblijny jako czesc o wiele
                    wiekszej katastrofy, a przed potopem.... no wlasnie. Moze wlasnie Atlantyda,
                    o ktorej wspomina Platon.
                    Uwazam, ze dla nas ludzi explorowanie tego tematu przyniosloby o wiele wieksze
                    korzysci niz literalne czytanie biblii. Fakty podane w biblii to tylko skrot
                    i to koslawy tego co naprawde sie wydarzylo na ziemii. Coraz czesciej dochodze
                    do przekonania, ze my ludzie, to wynik genetycznego experymentu jaki mial
                    miejsce setki tysiecy lat temu, a moze miliony. I ze tych "potopow" bylo juz
                    wiele na ziemii. Ze kiedys nastapila interwencja przybyszow z innego wymiaru.
                    Pozdrawiam, Budda.

                    • Gość: jeff Re: Do Buddy IP: *.tnt15.phl1.da.uu.net 12.04.01, 23:50
                      W reinkarnację nie wchodzę, bo zbyt wiele razy w tym życiu musiałem już umierać
                      i się odradzać. Aż tak daleko nie sięgam. Ale jest dla mnie oczywista jak
                      słońce. Co do karmy to czuję że Hindusi ulegli subtelnemu błędowi, którego
                      uniknęli kabaliści, którzy też uznawali reinkarnację i konieczność
                      doświadczania skutków swoich czynów, ale też odkryli możliwość wyjścia z tego
                      błędnego koła (nieskończonych kar-wcie-leń), zauważyli że Pełne zrozumienie
                      swojego błędu (czyli "skrucha")skutkuje odjęciem konsekwencji, miłosierdziem
                      bożym. Poza tym używali symboliki taoistycznej: noc i dzień. Prawic/lewica. Zło
                      i dobro. Równoległe, wzajemnie się dopełniające i zapładniające, aspekty
                      kobiece i męskie Boga. Mało co a wszedłbym w hebrajski, ale mnie Blake
                      powstrzymał, waląc jak młotem: słuchaj głosu intuicji. Nie trzeba nic czytać.
                      Wpierw jest chrzest wodą, doświadczanie cielesności i jej konsekwencji, a potem
                      przychodzi chrzest ogniem, duchem: rozwój intuicji. Blake też mówi o
                      starożytnej cywilizacji i o Atlantydzie. Nawet twierdzi, że Anglicy są resztką
                      ludu atlantyckiego, co by tłumaczyło ich przodowanie umysłowe (i zaszczyt bycia
                      zapłodnionymi przez Indie. Otwierając w ten sposób reszcie Europy drogę do
                      pełnego samo-rozwoju. Bóg opieprzając Mojżesza, a może Abrahama, za to że nie
                      podobało mu się, iż i n n i też prorokowali, mówi, iż Bóg by chciał żeby cały
                      jego naród prorokował.Dla mnie "naród wybrany" oznacza to co jest wieczne
                      każdym człowieku. Tak samo "nieliczni zbawieni". Dlatego mówię o
                      zmartwychwstaniu duchowym, czyli wyzwoleniu się z iluzji-maji (cielesności,
                      która będąc skazaną na ciągły przemiał, jest materią śmierci, życiem śmierci).
                      Potop przyjmuję jako zalanie istnienia materializmem, iluzją, etc. Kali-Juga
                      (?). Zdominowanie istnienia przez egoistyczną iluzoryczność materii. Arka Noego
                      jest tym co zostaje ratuje się w miłości (może być: w genach). Oczywiście
                      historyczność jest też prawdopodobna, a nawet oczywista. Bo wszystko co dzieje
                      się historycznie, w iluzji, fizycznie, jest powierzchnią rzeczywistości
                      duchowej. Blake uważał, że Jezus jest Wyobraźnią w każdym człowieku. Tym samym
                      rozwinął Chrześcijaństwo do poziomu buddyjskiego. Jak myślisz?Mówię to dlatego,
                      bo uważam że kościół jest martwy, a popadanie w ateizm jest najwygodniejszą
                      reakcją, tak jak teoria Newtonowska była najwygodniejszą dla zmysłów, dlatego
                      została przyjęta. Lecz w miare rośnięcia kompleksowości wiedzy, trzeba to
                      korygować. A bez religijności i patrzenia medytacyjnego na to co widzą zmysły
                      (Blake mówi: patrz poprzez zmysły a ni zmysłami), nie unikniemy konsekwencji
                      polityczno-społecznego egoizmu. Dla mnie Jedność jest niebezpieczna, przypomina
                      mi mrowisko, komunę, wszelka kultura masowa, ujednolicająca, rodzi pasywność
                      umysłową, a Bierność umysłowa poddanych tworzy tyranów. Politycy to
                      odzwierciedlenie mentalności narodu, dlatego kataklizmy popychają tych
                      niewinnych, najbiedniejszych,zajętych szarą egzystencją, do organizowania się w
                      bardziej współ-działającą społeczność. Nie wiem, obcych przybyszów załatwiłem
                      intelektem, bo z kolei oni skąd? A następni skąd? Problem sprowadza sie do tego
                      samego. Gdzie jest źródło. Ja pracuję nad percepcją poprzez działanie twórcze,
                      poezja. I współ-działanie. Można snuć wiele teorii. Bo dlaczego taki dar
                      starożytny uległ inwolucji? A może kabaliści i Bergman mieli rację, na końcu
                      zostaną same wydry (posiadacze ziemi i klonów) na brzegu morza...
                    • ritaha Re: Do jeffa 12.04.01, 23:56
                      Mysle,ze zaden z Was nie odczul cierpienia zwiazanego ze smiercia bliskiej Wam
                      osoby.Nie moge pogodzic sie z tym(poniewaz dla mnie cierpienie nie jest zadna
                      miara zbawienia).Dlaczego ktos umiera w strasznych cierpieniach,aktos inny nie
                      (mimo tego zeoboje przedstawiaja taki sam poglad na zycie)-niestety jest to
                      historia z mojego zycia.Ico oboje trafia do ,,nieba" .Mysle ze najgorsze z tego
                      wszystkiego jest to , ze za bardzo zaglebiliscie sie w lekturze ,nie zwazajac
                      na zycie ludzi,ktorzy byc moze sa gdzies obok Was.Przeciez teraz nie jest wazne
                      gdzie trafimy,LIVE IS WONDERFOOL ,a o zyciu po smierci bedziemy sie martwic za
                      50(optymistka)lat
                      • Gość: jeff Re: Do rity IP: *.tnt7.phl1.da.uu.net 13.04.01, 00:22
                        Na cierpienie nie ma lekarstwa. Przeżyłem śmierć ojca, przeżyłem śmierć babci
                        która była mi droższa od matki, przeżyłem śmierć ukochanej istoty (która co
                        prawda wciąż żyje i dalej sie dobija alkoholem), przeżyłem utratę dzieci, które
                        Bóg tylko wie i ja jak kochałem, walczę z bezustanną depresją, mam za soba parę
                        prób samobójczych, miałem na rękach córkę po wypadku (a z jej głowy krew
                        tryskała na mnie) i wiem co to za uczucie gdy ziemia sie zapada.A życie to
                        kamień. I moge tylko powiedzieć że na cierpienie nie ma lekarstwa. Trzeba je
                        przetrwać. A wszystko to co gadam, uratowało mi życie.Wiem też że każda utrata
                        w śmiertelności jest zyskiem w nieśmiertelności. Tylko trzeba o to prosić,
                        walić bezsilnością, jak Hiob który wyzywał Boga na sąd, za wszystkie swoje
                        niesprawiedliwe krzywdy. Obudzić wewnątrz Boga. Wołać, w całym cierpieniu
                        pozostawiać choćby szparkę dla Jego pocieszenia.Przychodziła mozolnie, dzień po
                        dniu. A dni były nie do zniesienia. Ten głaz na sercu. Już nawet nie pamiętam
                        że zniknął. I jak. Ale bez zobaczenia wszystkich tych doświadczeń w
                        perspektywie duchowej, życie nie miało juz sensu. Jeśli Rito chcesz mówić o
                        cierpieniu, to mów o szczegółach. Ale, zapewniam cie że nie jesteś osamotniona
                        w tych doświadczeniach. Taka jest nasza ludzka i nie-ludzka rodzina. Jeśli
                        tylko zachowasz intencję znalezienia sensu,przyjmowania światłości, pomoc
                        przyjdzie od srodka.Poza tym cierpienie oduczyło mnie od posiadania życia (no
                        nie zupełnie, ale w dużym stopniu). Jak je przetrwałem, to życie stało sie
                        nieskonczone, a moje przywiązanie do raju na ziemi jako jedynego życia, obumarło
                        (choć wcześniej wydawało mi sie że to moja miłość życia umarła)
                        Jestem z Tobą.Zawsze.
                        • Gość: Jerzy Re: Do Jeffa, jest lekarstwo na cierpienie! IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 13.04.01, 22:30
                          Gość portalu: jeff napisał(a):

                          > Na cierpienie nie ma lekarstwa.

                          Cześć Jeff,
                          Tym razem napisałeś coś, co zrozumiałem. To co pisałeś wcześniej było poza moim
                          zasięgiem percepcji.
                          Serdecznie ci współczuje w tym wszystkim, czego już doświadczyłeś w życiu.
                          Nie zgodzę się jednak z tobą, że na cierpienia nie ma lekarstwa. Jest!
                          Lekarstwem na cierpienia jest czyjaś miłość i czyjeś współczucie. Ale współczucie
                          może okazać tylko ten, kto sam doświadczył podobnego bólu, cierpienia, podłości.
                          Czy masz kogoś takiego?
                          Znam kogoś, kto rozumie ból uchodźcy. Ledwo się narodził, rodzice musieli z nim
                          uciekać z kraju, aby ratować jego życie.
                          On także rozumie tułacza, który nie zna swojego stałego miejsca.
                          On rozumie co to znaczy być zmęczony, spragniony, głodny.
                          On rozumie, co to znaczy być traktowany jako nienormalny wśród swojej najbliższej
                          rodziny.
                          On rozumie, co to znaczy być zdradzony, fałszywie oskarżony, torturowany,
                          wyszydzany, opluwany, zamordowany.
                          Nie ma takiego cierpienia, bólu, podłości, którą człowiek wyrządza człowiekowi,
                          której by on nie zakosztował.
                          Gdyby został w grobie, nie było by dla nas nadziei.
                          Jednak zmartwychwstał, w nim możemy znaleźć pełnię współczucia i miłości.
                          Wybacz, że ci znowu zacytuję Bożą księgę, ale nic lepszego nie mogę zaoferować.
                          Hebr 4:14-16,
                          4,14 Mając więc wielkiego arcykapłana, który przeszedł przez niebiosa,
                          Jezusa, Syna Bożego, trzymajmy się mocno wyznania.
                          4,15 Nie mamy bowiem arcykapłana, który by nie mógł współczuć ze słabościami
                          naszymi, lecz doświadczonego we wszystkim, podobnie jak my, z wyjątkiem grzechu.
                          4,16 Przystąpmy tedy z ufną odwagą do tronu łaski, abyśmy dostąpili
                          miłosierdzia i znaleźli łaskę ku pomocy w stosownej porze.

                          Jan 3,16 Albowiem tak Bóg umiłował świat, że Syna swego jednorodzonego
                          dał, aby każdy, kto weń wierzy, nie zginął, ale miał żywot wieczny.

                          Pozdrawiam serdecznie,
                          Jerzy

                          • Gość: jeff Re: Do Jerzego, jest lekarstwo na cierpienie! IP: *.tnt13.phl1.da.uu.net 15.04.01, 06:19
                            A jednak chyba się myliłem. Dziękuję ci serdecznie. I przpraszam.
                            W końcu Bóg jest miłosierny, a cierpienie przemija.Kiedy mówiłem, że nie ma
                            lekarstwa, chciałem powiedzieć że trzeba je przetrwać samemu, w sobie. Nie
                            można się przed nim ukryć. Tylko cierpienie i rozkosz są w stanie zmieniać
                            charakter człowieka.Po prostu, kiedy jest ono "świeże", człowiek jest wówczas
                            najbardziej przeciwko wszystkiemu i wszystkim (stan hiobowy). Zresztą to że
                            inni cierpią, bardziej, bardziej, czasem też powstrzymuje od poddaniu sie
                            ostateczności. To Rita potrzebowała tej pociechy. A ja wiedziałem że taki stan
                            można tylko przetrwać.
                            Mnie cierpienie wyzwoliło z wielu ograniczeń, chociaż nie jestem masochistą,
                            ani zwolennikiem dokładania zła do zła (lub cierpienia), wręcz przeciwnie.
                            Uważam że poddając się leczniczemu działaniu życia, zmartwychwstałem (mówiąc
                            niepokornie). A zrozumienie swoich błędów uwolniło mnie od poczucia krzywdy. Bo
                            czystość, świętość, anielskość, wierność bywa chorobą na pychę (choroba
                            hiobowa). Gdyż skoro ja mogę być dobry, to każdy powinien. A to nieprawda. A
                            Jezus jest przyjacielem grzeszników.
                            Doznałem pomocy, bo o nią prosiłem. Masz rację, że tą pomocą była miłość.
                            Dojrzałem do prawdziwszej miłości. Ale nie dosłowne pojmowanie biblii mi
                            pomogło, lecz właśnie duchowe (symboliczne) znaczenie. A lektura Jakuba
                            Behemego wchodziła we mnie jak pokarm boży (na obczyźnie). Tak samo William
                            Blake. Poza tym pociechy spływające we mnie od wewnątrz, są nieprzekazywalną
                            rzeczywistością doznań duchowych. Poza tym współ-czucie ludzkie, przyjaciele,
                            i w końcu nowa miłość, ludzka.
                            Nauczyłem się żyć pod obstrzałem winy, krzywdy, cierpień. One są moimi
                            stymulantami utrzymującymi system obronny w stanie czuwania. I nie pozwalają mi
                            osądzać.Muszę działać twórczo, inaczej "demony" czyhają. Wiem, że innej ceny
                            nie mogłem zapłacić za swój rozwój. I cieszę się.Wiem, że to wszystko było
                            tylko po to żeby urodzić percepcję duchowości. Człowiek to niemowlę wieczności.
                            A świat ziemski jest aktem miłosierdzia bożego, ażeby dzięki przemijaniu,
                            doświadczyć tylu przeżyć, ile trzeba, by rozwinąć skrzydła. A światów jest tyle
                            ile pragnień ludzkich. A życiom nie ma końca. Chyba że komuś zechce się spocząć
                            w nicości na chwilę wieczności, żeby odpocząć przed następną pod-różą.
                            Wszystkiego Dobrego.
                        • Gość: rita_ha do jeffa IP: *.opole.sdi.tpnet.pl 22.04.01, 00:11
                          Dziekuje Ci za ten list.Ale chyba zle mnie
                          zrozumiales.Tu nie chodzi o moje cierpienie,gdyz ze
                          smiercua najblizszych juz dawno sie pogodzilam.Ja
                          kocham zycie.Tylko nie rozumiem, dlaczego droga do
                          zbawienia zawsze(lub prawie)laczy sie z
                          cierpieniem.Czy nie mozna byc szczesliwym,dobrym i
                          pelnym milosci do konca swoich dni?To pytanie mnie
                          przesladuje i niestety nie moge znalezc na nie
                          odpowiedzi.Pozdrawiam.Rita
                          • Gość: jeff Re: do rity IP: *.tnt2.phl1.da.uu.net 23.04.01, 01:47
                            "...Tak dobrze jest i winno być
                            Radości splot i Bólu nić
                            Człowieczym jest obrazem żyć
                            Gdy wiemy zaś że tak to jest
                            Bezpiecznie Świat przetrwamy też
                            Radości sploty z bólem są
                            Boskiej duszy żywą skrą
                            Pod Bólem i Żałością zórz
                            Źródlana Radość płynie już..."
          • Gość: Jerzy Re: Czy można być pewnym zbawienia i życia wiecznego? IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 12.04.01, 22:54
            Witaj Budda,
            Musiałem sobie zrobić chwile przerwy, aby pozbierać myśli. Więc odpowiadam. Im
            bardziej poznawałem Biblię, tym mniej miałem wątpliwości odnośnie jej
            prawdziwości. Nie wszystko rozumiem i nigdy nie poznam wszystkiego do końca, ale
            staram się ja poznawać systematycznie, w miarę możliwości codziennie kilka
            rozdziałów, przeczytać ją całą w ciągu roku. Wymaga to dyscypliny, że około 20
            minut dziennie spędzam na czytaniu Biblii. Czasem dużo więcej, czasem nic.
            Niektórych wersetów uczę się na pamięć. Przypominają mi się one, (poprawnie
            powinno być: Duch Święty przypomina mi je) w różnych sytuacjach i wtedy wiem, jak
            się zachować, co zrobić, czy co powiedzieć.

            Jeżeli Jezus jest Panem, to oznacza, że mam wypełniać Jego oczekiwania. Jeśli ich
            nie znam, to nie mogę ich wprowadzić w życie. Przeżycie chrześcijańskie jest
            wtedy redukowane do martwych (i czasem płatnych) rytuałów. Może się znudzić.

            Jeśli poznajesz Jezusa i starasz się wprowadzać w czyn Jego słowa, wtedy każdy
            dzień może być bardzo ekscytujący. Ponadto odkrywasz, że Słowo Boże działa, tak
            jak powiedział Jezus w ewangelii Jana:
            7,16 „Na to odpowiedział im Jezus, mówiąc: Nauka moja nie jest moją, lecz
            tego, który mnie posłał
            7,17 Jeśli kto chce pełnić wolę jego, ten pozna, czy ta nauka jest z Boga,
            czy też Ja sam mówię od siebie.”

            Kiedy zaczynasz naukę / słowa Jezusa wprowadzać w czyn i widzisz, że ‘to działa’,
            wtedy masz dodatkowo wewnętrzne przeświadczenie o prawdziwości słów Jezusa.

            Z posłuszeństwem wobec Słowa Bożego wiąże się wiele obietnic. Jeśli ich nie
            znasz, nie masz do nich dostępu i nie wiesz co tracisz. Jedną z nich jest
            obietnica wysłuchanych modlitw: „Jeśli we mnie trwać będziecie i słowa moje w was
            trwać będą, proście o cokolwiek byście chcieli, stanie się wam.” (Jan 15:7).

            Modlitwa to dla mnie inteligentna rozmowa z Inteligentnym Bogiem. Bezmyślne
            zmawianie a raczej mantrowanie pacierzy jest moim zdaniem obrażaniem Boga i
            redukowaniem modlitwy do magicznych zaklęć. (Teraz już wiesz, dlaczego będziemy
            razem na stosie).

            Modląc się mogę Boga chwalić, że jest wszechmocny, wszechobecny, sprawiedliwy,
            miłosierny, dobry, wierny, troskliwy, ... mogę go prosić o opiekę, ochronę,
            prowadzenie, zaopatrywanie, na każdy dzień, ... Czasem po prostu wypowiadam przed
            Bogiem wszystkie swoje frustracje. Ludzi nie muszę nimi obciążać.
            Źle by mi było bez Boga na świecie.

            Jeszcze jeden werset mi się przypomniał:
            „Cokolwiek bowiem przedtem napisano, dla naszego pouczenia napisano, abyśmy przez
            cierpliwość i przez pociechę z Pism nadzieję mieli.” Rzymian 15:4

            Jerzy,


            • Gość: Budda Re: Czy można być pewnym zbawienia i życia wiecznego? IP: *.unl.edu 12.04.01, 23:16
              Wszystko to fajnie Jerzy, tylko dla mnie, te wszystkie rozmowy z Bogiem,
              to sa rozmowy z "moim wyzszym ja", a nie z jakas jednostka, transcententna dla
              mnie. To jest iluzja, ze ktos nas slucha. Nasz umysl jest naginany poniekad do
              naszych prosb czy zadan, i w konsekwencji wszystko zaczyna sie ukladac tak
              jak o to modlono sie. Nie wierze w zadne, nie z tego swiata interwencje.
              Co nie znaczy ze nie wierze w jakas forme kosmicznej inteligencji, architekta,
              ktory to wszystko stworzyl. Ale dla mnie ma to forme bezosobowa, jako czysta
              energia, bez aniolow, diablow, cudow, zmartwychwstan i tym podobne. To juz sa
              twory ludzkiej wyobrazni. Poza tym, ziemia nie jest i nigdy nie byla srodkiem
              tego wszechswiata, ba, ten wszechswiat nie ma srodka, ani konca. Wierze, ze
              istnieja gdzies inne istoty inteligentne, ale nasz rozwoj cywilizacyjny moze
              byc tak odlegly w czasie, ze nawet bysmy nie byli w stanie wykryc w jaki sposob
              te istoty manifestuja swa obecnosc we wszechswiecie. Dla mnie zycie jest bogiem,
              i choc rozumiem o czym mowisz, ze biblia jest zrodlem natchnienia, namawialbym
              Cie do studiuowania tych, ktorzy pokazuja absurd tego zrodla. To Ci moze tylko
              pomoc w dyskusjach i w niczym Cie nie zrani. Widzisz, ja ostatnio na przyklad
              dokopalem sie wiadomosci, ze Mojzesz byl czlonkiem elity egipskiej, i wszystkie
              ksiegi mojzeszowe podyktowane mu zostaly przez wtajemniczonych. Co Ty na to ?
              Co Ty na to, ze Adam i Ewa to skrot zycia Lemurians, czyli praprzodkow ludzi,
              ktorzy wlasnie zyli w raju na ziemi, a wypedzenie to stopniowe odchodzenie
              od czystosci zycia w brutalizm, egoizm i tym podobne. Wiele innych ciekawych
              rzeczy dowiedzialbys sie, gdybys chcial pytac.
              Pozdrowienia Jerzy.
              Budda.
    • Gość: Emigrant Re: Czy można być pewnym zbawienia i życia wiecznego? IP: 134.60.10.* 12.04.01, 23:09
      Jedna z metod to poddanie sie "woli bozej" rzadu w
      Warszawie,
      zeby wyladowac na krzyzu.
      • Gość: Budda Re: Czy można być pewnym zbawienia i życia wiecznego? IP: *.unl.edu 12.04.01, 23:18
        Na wieki wiekow Awsmen.
        • Gość: Momo Re: Czy można być pewnym zbawienia i życia wiecznego? IP: *.cezex.pl 13.04.01, 08:36
          Witaj, Jurku!
          Na pewno niedokładnie przeczytałam twoje listy, choć twoje najdokładniej
          spośród wszystkich nadesłanych. Niestety nie mam możliwości w domku korzystać z
          inrternetu, a jedynie w pracy podczas krótkich przerw na posiłek - więc stąd
          moja niedokładna znajomość twoich wypowiedzi. Pomyślałam sobie, ze tak niewielu
          ludzi czyta i zna Biblię i umie się nią posługiwać, że to ewenement te twoje
          listy. Niemniej nie masz racji twierdząc, że Świadkowie Jehowy mają jakieś inne
          źródła("Strażnica"), na których opierają swoje przekonania. Podobnie, jak dla
          ciebie, i dla mnie (bo ja akurat jestem Świadkiem) Biblia to jedyny i
          najważniejszy autorytet, ale żeby nie było,że włączam się do dyskusji - jak
          przewidywałeś - więc na tym narazie kończę i pozdrawiam. Apropos - czy uważasz,
          że należy obchodzić Wielkanoc? Jeśli tak, to podaj mi trochę argumentów na
          dowód, że Jezus sobie tego życzył. Bo my - już mieliśmy najważniejsze dla nas
          święto - Pamiątkę śmierci Pana Jezusa, dokładnie w rocznicę jego śmierci w dniu
          14 Nisan, ktory to dzień przypadł w tym roku akurat 8.04 - czyli ubiegłej
          niedzieli. Mam nadfzieję, że odezwiesz się jeszcze do mnie.
          • Gość: Jerzy Re: Pijcie z niego WSZYSCY; IP: 213.76.17.* 13.04.01, 22:40
            Witaj Momo,
            Witaj Momo,
            Zobacz o czym piszesz, a co jest tematem dyskusji. Proponujesz wejście
            na peryferia akcentowane u Świadków. Wróćmy do tematu. Co macie do zaoferowania
            w sprawie zbawienia? Co ma robić Świadek, aby być zbawiony?

            Jeśli idzie o Biblię, autorytet dla Świadków, to masz na chyba myśli tzw.
            Tłumaczenie Nowego Świata. Wolałbym, aby o wartości tego ‘tłumaczenia’
            wypowiedzieli się inni.

            Jeśli idzie o obchodzenie Świąt śmierci i cielesnego zmartwychwstania
            Chrystusa, to mamy je obchodzic według nakazu Jezusa:
            26,26 A gdy oni jedli, wziął Jezus chleb i pobłogosławił, łamał i dawał
            uczniom, i rzekł: Bierzcie, jedzcie, to jest ciało moje
            26,27 Potem wziął kielich i podziękował, dał im, mówiąc: Pijcie z niego
            WSZYSCY;
            26,28 albowiem to jest krew moja nowego przymierza, która się za wielu
            wylewa na odpuszczenie grzechów.


            Pozdrawiam, Jerzy
      • Gość: Jerzy Re: Do Emigranta IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 13.04.01, 23:25
        Gość portalu: Emigrant napisał(a):

        > Jedna z metod to poddanie sie "woli bozej" rzadu w
        > Warszawie,
        > zeby wyladowac na krzyzu.

        Czesc Emigrant,
        Twoje wejscie jest wprawdzie nie na temat, ale Biblia zaleca inny stosunek do
        władz:
        1 Tymoteusz
        2,1 Przede wszystkim więc napominam, aby zanosić błagania, modlitwy, prośby,
        dziękczynienia za wszystkich ludzi,
        2,2 za królów i za wszystkich przełożonych, abyśmy ciche i spokojne życie
        wiedli we wszelkiej pobożności i uczciwości
        2,3 Jest to rzecz dobra i miła przed Bogiem, Zbawicielem naszym,
        2,4 który chce, aby wszyscy ludzie byli zbawieni i doszli do poznania prawdy.
        2,5 Albowiem jeden jest Bóg, jeden też pośrednik między Bogiem a ludźmi,
        człowiek Chrystus Jezus,
        2,6 który siebie samego złożył jako okup za wszystkich, aby o tym świadczono
        we właściwym czasie.

        Chcesz, aby sie w Polsce zmienilo na lepsze, to modl sie o wladze a najpierw o
        siebie samego. I nie blużnij.

        Jerzy



    • Gość: q Re: Czy można być pewnym zbawienia i życia wiecznego? IP: *.leczna.dialup.inetia.pl 13.04.01, 12:08
      mozna bo nie ma innej alternatywy. z tym ze zbawienie nie koniecznie w kolejnym
      wcieleniu.
    • Gość: Jerzy Do Buddy: Chrześcijaństwo a smierć IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 14.04.01, 22:46
      Cześć Budda,
      Nie odpowiedziałem ci na zarzut, który wysunąłeś pod adresem chrześcijaństwa,
      jakoby

      „Chrzescijanstwo nie zatroszczylo sie o pokazanie, czym jest smierc, co sie
      dzieje po smierci, jak wyglada to zycie po smierci, jak powracamy do zycia itd,
      itp.”

      Najpierw kilka refleksji w oparciu o twoje i Tomka wywody.
      Buddyzm oferuje reinkarnację. Tomek pouczył mnie, że kolejne życie może być
      karą za obecne zachowania, ale wszystko zrelatywizował i odrzucił koncepcję
      kary i sądu Bożego. Jeśli nie ma nic złego, to nie może być kary, a więc
      reinkarnacja nie może mieć miejsca. Jeśli buddyzm odrzuca grzech i zło, to
      Biblia mówi o ludziach, którzy żyją w tym urojeniu, że nie ma w nich prawdy.
      1 Jana 1,8 Jeśli mówimy, że grzechu nie mamy, sami siebie zwodzimy, i
      prawdy w nas nie ma.

      Chcę ci jednak przedstawić, co Biblia mówi na twoje zarzuty.

      Śmierć – ma trojaki aspekt, duchowy, psychiczny i fizyczny.

      W chwili upadku człowieka w grzech, człowiek umarł duchowo – stracił kontakt z
      Bogiem. Nadal żył psychicznie (dusza) i cieleśnie. Utrata kontaktu z Bogiem
      spowodowała, że w duszy / psychice/ poczuł się zagrożony – chciał się schować
      przed Bogiem. Jednakże Bóg szuka człowieka, to On wychodzi z inicjatywą
      nawiązania kontaktu – Gdzie jesteś Adamie?

      Każdy zgrzeszył, każdy umarł duchowo. Rzymian 3,23 gdyż wszyscy
      zgrzeszyli i brak im chwały Bożej.
      Sprawiedliwy Bóg musi ukarać grzech.
      Rzymian 6,23 Albowiem zapłatą za grzech jest śmierć, lecz darem łaski Bożej
      jest żywot wieczny w Chrystusie Jezusie, Panu naszym.

      Możemy zostać na nowo ożywieni duchowo – Biblia nazywa to ‘narodzeniem się na
      nowo’. Jezus użył tego terminu w rozmowie z uczonym Nikodemem –
      Jan 3,2 Ten przyszedł do Jezusa w nocy i rzekł mu: Mistrzu! Wiemy, że
      przyszedłeś od Boga jako nauczyciel; nikt bowiem takich cudów czynić by nie
      mógł, jakie Ty czynisz, jeśliby Bóg z nim nie był.
      3,3 Odpowiadając Jezus, rzekł mu: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, jeśli
      się kto nie narodzi na nowo, nie może ujrzeć Królestwa Bożego.

      Musiałeś się z tym terminem już spotkać. Niektóre kościoły rozumieją przez to
      chrzest niemowląt, jednakże kontekst Biblii mówi, że nie chodzi o rytuał
      wykonany nad nieświadomym człowiekiem, ale o świadome zawierzenie się Jezusowi,
      wyznaniu swoich win przed Bogiem, niekoniecznie przed księdzem w konfesjonale,
      i zaakceptowaniu tego faktu, że Jezus umarł za grzechy. Taki człowiek musi
      najpierw usłyszeć przesłanie o Jezusie. Przekonanie o poczuciu winy i potrzebie
      zawierzenia się Jezusowi jest skutkiem działania Boga Ducha Świętego w jego
      psychice.
      Jan 16:8, A On, gdy przyjdzie, przekona świat o grzechu i o sprawiedliwości, i
      o sądzie.

      Zawierzając się Jezusowi, zostajemy ożywieni duchowo, na nowo mamy kontakt z
      Bogiem; więcej, i według Biblii stajemy się jego „dziećmi” - Tym zaś, którzy go
      przyjęli, dał prawo stać się dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w imię jego.
      (Jan 1,12)
      W tym samym momencie zostajemy ułaskawieni – zostaje anulowany wyrok, który nam
      groził – zapłatą za grzech jest śmierć. Otrzymujemy życie wieczne.
      Jan 3,36 Kto wierzy w Syna, ma żywot wieczny, kto zaś nie słucha Syna,
      nie ujrzy żywota, lecz gniew Boży ciąży na nim.

      Człowiek ma jedno życie podczas którego albo zawierzy się Bogu i otrzyma życie
      wieczne, albo odrzuci Boga pozostanie pod mocą wyroku zapłatą za grzech jest
      śmierć.

      Ciało człowieka też kiedyś umrze ale dostąpi też zmartwychwstania – Jan 5,28
      Nie dziwcie się temu, gdyż nadchodzi godzina, kiedy wszyscy w grobach usłyszą
      głos jego;
      5,29 i wyjdą ci, co dobrze czynili, by powstać do życia; a inni, którzy źle
      czynili, by powstać na sąd.

      Śmierć bliskich nam osób jest bolesnym przeżyciem. Niecały rok temu zmarł mi
      ojciec. Ale dla mnie jego śmierć nie była rozstaniem się na wieki. Znowu go
      spotkam, oraz tych, którzy zawierzyli Jezusowi.
      Po śmierci dusza człowieka wierzącego idzie do Boga, do Jezusa Chrystusa. Paweł
      tęskni za spotkaniem z Jezusem. Tak pisze – „pragnę rozstać się z życiem i być
      z Chrystusem, bo to daleko lepiej; (Filipian 1:23)

      Biblia nigdzie nie mówi na temat czyśćca. To wymyślono dopiero pod koniec VI
      wieku. Od tamtej pory Rzym łupił całą Europę, strasząc ludzi czyśćcem, aby
      dawali na msze, by wyzwolić dusze krewnych rzekomo ze strasznych mąk. Pogrążeni
      w żałobie ludzie dawali ostatni grosz, aby ulżyć cierpieniu krewnego. To jest
      pociecha oferowana przez kościół. (Biblia ujawnia wiele nadużyć Rzymu, dlatego
      była zakazana przez wieki.)

      Biblia oferuje inna pociechę:
      4,13 A nie chcemy, bracia, abyście byli w niepewności co do tych, którzy
      zasnęli, abyście się nie smucili, jak drudzy, którzy nie mają nadziei.
      4,14 Albowiem jak wierzymy, że Jezus umarł i zmartwychwstał, tak też
      wierzymy, że Bóg przez Jezusa przywiedzie z nim tych, którzy zasnęli.
      4,15 A to wam mówimy na podstawie Słowa Pana, że my, którzy pozostaniemy
      przy życiu aż do przyjścia Pana, nie wyprzedzimy tych, którzy zasnęli.
      4,16 Gdyż sam Pan na dany rozkaz, na głos archanioła i trąby Bożej zstąpi z
      nieba; wtedy najpierw powstaną ci, którzy umarli w Chrystusie,
      4,17 potem my, którzy pozostaniemy przy życiu, razem z nimi porwani
      będziemy w obłokach w powietrze, na spotkanie Pana; i tak zawsze będziemy z
      Panem.
      4,18 Przeto pocieszajcie się nawzajem tymi słowy.

      Wierzący będą na zawsze z Chrystusem!. Zmartwychwstaną w ‘nowych’ ciałach, w
      których już nie będzie skłonności do grzechu ani cierpienia. Paweł pisz o tym w
      1 Koryntian
      15,51 Oto tajemnicę wam objawiam: Nie wszyscy zaśniemy, ale wszyscy będziemy
      przemienieni
      15,52 w jednej chwili, w oka mgnieniu, na odgłos trąby ostatecznej; bo trąba
      zabrzmi i umarli wzbudzeni zostaną jako nie skażeni, a my zostaniemy
      przemienieni.
      15,53 Albowiem to, co skażone, musi przyoblec się w to, co nieskażone, a to,
      co śmiertelne, musi przyoblec się w nieśmiertelność.
      15,54 A gdy to, co skażone, przyoblecze się w to, co nieskażone, i to, co
      śmiertelne, przyoblecze się w nieśmiertelność, wtedy wypełni się słowo
      napisane: Pochłonięta jest śmierć w zwycięstwie!

      Tak więc kiedyś zmartwychwstaniesz, albo do życia wiecznego, albo na sąd.
      Wierzący pójdą na spotkanie z Jezusem. Niewierzący na potępienie. Bóg jest
      sprawiedliwy i łaskawy. Albo wybierasz jego łaskę, albo pozostanie dla ciebie
      sędzią. Dzisiaj masz szansę zawierzyć swoje życie Bogu.

      Bóg, którego kiedyś odrzuciłeś, nie był Bogiem Biblii ale Bogiem twojej
      wyobraźni, ukształtowanym w oparciu o to, co ci mówiono o Bogu. W swoim umyśle
      skonstruowałeś sobie pewną hybrydę religijno filozoficzną, którą następnie
      odrzuciłeś. Nigdy nie poznałeś Boga Biblii.

      Pozdrawiam,
      Jerzy

      • Gość: jeff Re: Do Jerzego: Chrześcijaństwo a smierć IP: *.tnt7.phl1.da.uu.net 15.04.01, 05:28
        Drogi Jerzy, dzięki miłosierdziu Bożemu, że nie dał ci władzy wcielania swoich
        przekonań do mózgów "niewybranych", "skazanych na sąd". Swoja drogą, nie mogę
        się nadziwić, jak taka jednokierunkowość myślenia może dawać komuś przyjemność.
        Albo takie wywyższanie się ponad inne religie i, automatyczne skazywanie na
        bycie odrzuconymi przez Boga, tych którzy nie wiedzą, nie wierzą, nie słyszeli.
        No tak, tu dopiero leży przed tobą zadanie życiowe, n a w r a c a n i e. Jakby
        Bóg nie miał lepszych sposobów. Jakby Chrystus nie mówił o nowym przykazaniu,
        miłości. Życzę ci jak najwięcej miłości, i żebyś z większym szacunkiem, i bez
        lęku, podchodził do inności. Bóg może i jest jeden, ale na pewno ma wiele
        imion. A czasem nie ma imienia, a czasem może nie chce mu się być Bogiem,
        przecież jest wolny i wszech... Otwartości, otwartości. Litera zabija, Duch
        ożywia (św. Paweł)A ci co nie znają zakonu, mogą go mieć w sercu (od
        urodzenia). Szacunek.
        P.S. Pomimo całej twojej wierności tekstowi świętemu, widzę że przebierasz, i
        unikasz sprzeczności, których nie brak w bibli (To by świadczyło o jakiejś
        nieczystej, utajonej intencji. Mam nadzieję że tak nie jest.) Gdyż, tak po
        prawdzie, o to chodziło Autorowi tej księgi. Dzięki istniejącym w niej
        sprzecznościom, mózg medytujący nad nimi aktywnie, z intencją prawdy, uaktywnia
        się i wchodzi w bezpośredni kontakt z Duchem (Litery). Wygląda na to, ze twoje
        zajmowanie sie Literą Świętą, niczym nie różni się od klepania pacierza (od
        którego tak bardzo się odżegnujesz). Jeśli śmiałbym ci coś poradzić, to czytaj
        wolniej, zatrzymuj się przy poszczególnych wersach. Pozwól duchowi znaczenia
        wejść w ciebie, daj mu szansę odkryć się przed tobą. Czasem to trwa długo, jak
        dojrzewanie płodu w łonie matki. Nie na wszystko jest sie gotowym od razu,
        szególnie w sprawach ducha.
        • Gość: Sabina Re: Do Jerzego: Chrześcijaństwo a smierć IP: 203.202.90.* 15.04.01, 08:34
          Jeff,
          To, co piszesz, bardzo mi odpowiada. Gdzies tam zgadza sie z tym, w co wierze.
          Jestem kobieta, osoba nielogiczna z pretensjami do logicznosci i ciesze sie
          bardzo, ze tak jest. Ciesze sie tez ze ktos w sposob tak klarowny i (sic!)
          logiczny ujmuje i laczy to, co intuicyjne i racjonalne. Lubie Cie czytac. Wciaz
          probuje zspolic wszystko, co znam z buddyzmu, chrzescijanstwa, konfucjanizmu ,
          zen i z zycia w jakies spojne pojmowanie rzeczywistosci. Casem mysle, ze to
          jest to, i nagle okazuje sie ze trzeba zaczac od nowa!
          Dzieki za Twoje pisanie. Pomaga mi ujac wiele w jakis tam system pojec - a
          moze to zupelnie niepotrzebne? W kazdym razie, czasem dobrze jest sie
          dowiedziec, ze sa inni na tej samej drodze.
          Aha, mysle, ze jerzy boi sie spojrzec na Bilblie z dystansem i dlztego jest tak
          zapalczywy w jej obronie. Czsami jedynym wyjsciem jest "Bungy Jump". Ale sam
          skok, nie jest wcale latwa decyzja.
          Pozdrawiam
          Sabina
          • Gość: jeff Re: Do Sabiny IP: *.tnt6.phl1.da.uu.net 15.04.01, 13:41
            Dzięki Sabina. Fajnie czuć taką bliskość. A jeśli nawet
            to tylko błąd, to o to chodzi. Następny kamyk po drodze.
            'Zmiana jest Wolnością'

            • Gość: BH Re: Do Sabiny i jeff'a IP: *.pl 16.04.01, 15:48
              Poszukiwanie i gotowosc do zmiany pogladow nie jest wartoscia sama w sobie.
              Zmiana dla zmiany to chyba jednak nie wolnosc. Wolnosc daje poznanie prawdy.
              Problem w tym, ze powszechny dzis relatywizm narzucil nam przemozny poglad
              jakoby nie bylo prawdy, kazdy moze miec swoja prawde a wiec nic prawda nie
              jest. Dla zdezawuowania pojecia prawdy jako takiej wysmiewa sie z wyzszoscia
              tych, ktorzy wierza w istnienie absolutow jako nieokrzesanych, nieoczytanych
              fanatykow zapatrzonych we wlasne przekonania (patrz uwagi P. Julka do P.
              Jerzego).
              Jesli jednak istnieje cos, co jest prawda niezaleznie od roznic spogladania na
              nia z roznych stron to moze watro potrudzic sie aby ja znalezc.
              Jezus Chrystus mówil o sobie, ze On jest prawda. Jedynie Zydzi mieli kryterium
              do oceny tej prawdy w postaci Prawa Mojzeszowego i przepowiedni prorockich.
              Wszystkie inne ludy z latwoscia przyjmowaly do wiadomosci, ze cos jest bostwem
              i zgodnie z wymogami tego bostwa oddawaly mu czesc oraz podporzadkowywaly sie
              jego zalecenoim. "Ty mozesz miec swoje bostwo ja swoje". Kazdy mial swoja czesc
              prawdy. Zydzi w oparciu o kryterium Starego Testamentu wiedzieli, ze jest
              jednak tylko jeden Bog i czlowiek nie moze mowic o sobie ze jest Bogiem pod
              rygorem bluznierstwa. Jednak ten sam Stary Testament dal wiele wskazowek na to
              aby rozpoznac Tego Jednego sposrod ludzi, ktory te kryteria spelni i bedac
              czlowiekiem, bedzie mial prwo mowic o sobie, ze jest Bogiem. Poszukiwanie i
              poznawanie prawdy wyzwala, czyni wolnym - o tym wlasnie mowil Pan Jezus.
              Zydzi podobnie jak wielu z nas dzisiaj, tak bardzo byli przywiazani do
              tradycji, i odseparowani od ludow wsrod, ktorych zyli, ze wybrali odrzucenie
              Tego, ktory spelnial wszystkie kryteria. A to, ktore pozwalalo im zachowac
              trzezwa ocene rzeczywistosci uzyli przeciwko Jezusowi.
              Powtorze, dla pogan wszystko moglo byc bostwem - czlowiek tez. Zyd wiedzial, ze
              jest jeden Bog, czlowiek jest czlowiekiem a rzecz jest rzecza. To bylo wyrazne
              kryterium.
              Pan Jezus jednak mowil, ze jest jedno z Ojcem w niebie. Nalezalo wiec sprawdzic
              wszystkie kryteria i dociec prawdy. Do tego byli wezwani Żydzi. Do tego wezwany
              jest kazdy z nas. Wielu Zydow wtedy wolalo poprzestac na jednym kryterium -
              czlowiek nie jest Bogiem. A nalezalo trzymac sie kryteriow ale tez byc gotowym
              do zmiany pogladow.
              Nie mieli racji poganie, dla ktorych kazda zmiana bostwa byla do przyjecia. Nie
              mieli jej tez Zydzi, ktorzy w imie przywiazania do tradycyjnych przekonan nie
              podjeli trudu dociekania prawdy.
              A wiec gotowosc do zmian samych w sobie to jeszcze nie zaleta. Zachecam do
              dociekania prawdy z otwartoscia na zaskakujace rezultaty tych poszukiwan.
              • Gość: Sabina Re: Do Sabiny i jeff'a IP: 203.202.90.* 17.04.01, 13:19
                Sanowny HB,
                Mimo calej kurtuazji jest w Twoim liscie pewna
                arogancja. Biore zupelna odpowiedzialnosc za moje
                zycie, bledy, pomylki i naprawde nie chce dyskutowac z
                wyznawcami absolutow o tym, czy powinnam smiec, czy
                tez nie, wziac odpowiedzialnosc za ow relatywizm. (do
                I dare to eat the peach?) - to wprawdzie o czym innym
                ale mi pasuje.
                Tak wiec, drogi BH, zrobiles, co mogles, zeby mi
                wszystko jak nalezy wytlumaczyc, zapisane jest to na
                pewno w dobrych ksiegach. Ty za moje grzechy
                odpowiadal nie bedziesz.
                Bardzo wiec prosze nie kieruj tych, jakze madrych
                slow, do mnie, bo to po pierwsze:
                - pouczanie (lepszy jest termin
                angielski "patronising")
                po drugie: Jesli naprawde czytales listy jeffa, to
                wcale nie zaprzecza on naukom Jezusa lecz, jak mi sie
                wydaje, sposobom ich interpretowania. W kazdym razie
                Bylby to moj punkt wyjscia, gdybym zdobyla sie na
                jakies koherentne wywody ideologiczne. - TAK,
                stanowczo odrzucam wszelkie dogmaty kosciolow
                chrzescijanskich! I odpowiem za to przed Bogiem!

                Po trzecie: Tak odrzucam absolutne prawdy, bo za duzo
                zbrodni i krzywd w ich imieniu popelniono , a jak
                powiedzial Jezus .. " po owocach jego..." (sa tez inne
                powody, ale za dlugo by...)

                Piszesz >Zachecam do
                >dociekania prawdy z otwartoscia na zaskakujace
                >rezultaty tych poszukiwan.

                Niezwykle ! Prawda?

                Niech Twoja prawda da Ci Zbawienie!
                Ja ciesze sie swoim spokojem wewnetrznym (chocby
                jeszcze niedoskonalym) i, o ironio, Jezus jest mi
                najblizszym nauczycielem!

                Pozdrawiam serdecznie,
                Sabina

                • Gość: BH Re: Do Sabiny IP: *.pl 17.04.01, 21:03
                  Szanowna P. Sabino
                  Jesli wyszlo tak, ze okazalem sie arogancki - najmocniej przepraszam. Daleki
                  jestem od takiej postawy. Wyrazanie mysli okazuje sie bardziej skomplikowane w
                  wyrazaniu odcieni uczuc i intencji niz sie to w pierwszym odruchu zaklada.
                  Mam nadzieje, ze przynajmniej warstwa myslowa byla czytelna.
                  Dodam jedynie, ze nie jestem zwolennikiem silnych struktur koscielnych.
                  Kosciol - to ludzie. Ludzie zas musza sie jakos organizowac. Organizacje
                  kostnieja, wiec nam wszystkim stale potrzebna jest gotowosc do zmian. Ta
                  gotowosc do zmian powinna byc jednak ukierunkowana na poszukiwanie prawdy. I z
                  tym, my ludzie mamy stale klopot.
                  Powroce do mojego wywodu o stanowisku Zydow wobec Pana Jezusa: - oni powolywali
                  sie na Boze prawo iz jest jeden Bog i wobec tego czlowiek mowiac o sobie, ze
                  jest Bogiem - bluzni. Nie przyjmowali do wiadomosci innych znakow, ktore mialy
                  chrakteryzowac Mesjasza. Ale ludzie mowiacy o sobie, ze sa wyznawcami
                  Chrystusa wielokrotnie nie byli lepsi (Inkwizycja itp.).
                  Nie znaczy to jednak, ze powinnismy sie zadawalac kazda zmiana. To co bylo moja
                  intencja to silne zaakcentowanie, ze poszukiwanie prawdy ma sens jakkolwiek nie
                  jest latwe. Nie bylo latwe przed Jezusem, bylo latwe w czasach Jezusa i Jego
                  uczniow, nie jest latwe i dzis.
                  Droga Pani Sabino ale nie godzmy sie na zmiany dla zmian.
                  Moze tyle uwag ogolnych. Dalej tego watku chyba ciagnac nie warto. Mam
                  nadzieje, ze tym razem choc troche udalo sie cieplej :).
                  Pozdrawiam BH
      • Gość: Momo Re: Do Jerzego IP: *.cezex.pl 17.04.01, 08:14
        Witaj, Jerzy.
        W ew. Mateusza 7:21-23 jest odpowiedź , co musi robić
        Świadek, że by być zbawianym- spełniać wolę bożą- a
        więć między innymi głosić jak to robił Jezus. Zauważ,
        że wielu ludzi wg Jezusa miało się mieć za jego
        uczniów, ale we własnym mniemaniu, natomiast nie
        zadali sobie trudu, by zbadać czy ich sposób
        wielbienia Boba jest właściwy. Być może pamiętasz
        słowa apostoła Pawła, który w Liście do Rzymian 10:1,2
        napisał,że niektórzy mają gorliwość dla Boga, ale
        nierozsądną , bo nie opartą na dokładnym poznaniu
        Boga, tylko na własnych wyobrażeniach. My chcemy tego
        uniknąć, i dlatego dokładnie badamy Biblię, aby
        spełóniać wolę bożą, bo "kto wytrwa do mkońca, ten
        będzie zbawiony. A odnosząc się do twojego podumowania
        przekładu "Nowego Świata", zyskał on uznanie wśród
        wielu świackich nawet biblistów, jako najwierniej
        oddany z języków oryginalnych - i taki cel przyświecał
        przy wydawaniu go. Pozdrawiam.
        • Gość: Jerzy Re: Do Momo - re Świadkowie IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 17.04.01, 14:36
          Cześć Momo,

          Słusznie odwołujesz się do Mat 7,21-23.

          7,21 Nie każdy, kto do mnie mówi: Panie, Panie,
          wejdzie do Królestwa Niebios; lecz tylko ten, kto
          pełni wolę Ojca mojego, który jest w niebie.
          7,22 W owym dniu wielu mi powie: Panie, Panie,
          czyż nie prorokowaliśmy w imieniu twoim i w imieniu
          twoim nie wypędzaliśmy demonów, i w imieniu twoim nie
          czyniliśmy wielu cudów?
          7,23 A wtedy im powiem: Nigdy was nie znałem.
          Idźcie precz ode mnie wy, którzy czynicie bezprawie.
          Podążanie za Jezusem wiąże się z posłuszeństwem.
          Posłuszeństwo wymaga poznania woli Pana, a ta zawarta
          jest w Biblii. Tutaj całkowicie się z tobą zgadzam.
          Jeśli ktoś nie poznaje Słowa Bożego, wykazuje, że
          ignoruje wolę Pana. Prawdopodobnie jest w błędzie
          odnośnie chrześcijaństwa.

          Żydzi byli bardzo gorliwi w swojej religijności, ale
          byli w błędzie. W miejsce Bożej nauki ustanowili
          ludzkie obrzędy i przykazania. Ubolewał nad tym Pan
          Jezus:
          Mat 15,8-9
          15,8 Lud ten czci mnie wargami, ale serce ich
          daleko jest ode mnie.
          15,9 Daremnie mi jednak cześć oddają, głosząc
          nauki, które są nakazami ludzkimi.

          Mówił o tym Paweł w liście do Rzymian:
          10,2 Daję im bowiem świadectwo, że mają gorliwość
          dla Boga, ale gorliwość nierozsądną;
          10,3 bo nie znając usprawiedliwienia, które
          pochodzi od Boga, a własne usiłując ustanowić, nie
          podporządkowali się usprawiedliwieniu Bożemu.

          Na przestrzenie wieków kościół tradycyjny wchłonął
          wiele pogańskich wierzeń i obrzędów. Droga zbawienia
          została zasłonięta ludzkimi wymysłami. Ludzie byli i
          są gorliwi w ich wypełnianiu, ale to nie jest to, o co
          Bogu chodziło.
          Od czasu do czasu pojawiały się ruchu na rzecz
          oczyszczenia kościoła z tego, co wniósł synkretyzm
          religijno filozoficzny. Byli Waldensi, byli Wyklifici,
          Husyci, Luteranie, Kalwiniści, Baptyści, itp. Jednym
          z takich ruchów jest ruch Świadków Jehowy.
          Co odrzucić, a co nie? Jak poznać, co jest wolą Boga,
          a co jej przeczy?
          Tutaj istnieje niebezpieczeństwo, że można odrzucić
          jedne ‘ustanowienia’ ludzi, a podporządkować się innym
          ludzkim nakazom. Czy nie obawiasz się, że wychodząc z
          jednego błędu można wpaść w inny, równie poważny co
          pierwszy?

          Najczęściej Świadkami stają się ludzie sfrustrowani
          katolicyzmem, a którzy nie znają Biblii i z tego
          powodu nie mają zdolności oceny tego, czego nauczają
          Świadkowie. Wystarczy, że wyciągną trochę brudów z
          historii kościoła, postraszą Armagedonem, a potem
          wskażą drogę ratunku – tylko Świadkowie będą
          uratowani. I zaczynasz pracować na swoje zbawienie –
          chodzić o domu do domu. Pobudki są wzniosłe, chcesz
          służyć Bogu i zasłużyć na zbawienie. Ale czy taka jest
          Biblijna droga zbawienia?

          Twoje stwierdzenie że
          „przekład "Nowego Świata", zyskał
          uznanie wśród
          wielu świeckich nawet biblistów, jako
          najwierniej
          oddany z języków oryginalnych,”

          jest pobożnym życzeniem propagandy Świadków. Wybacz
          tutaj moją brutalność. Świadkowie mogą się tutaj
          podpierać ‘świeckimi biblistami,’ bo chrześcijańscy
          bibliści nie mają wielkiego entuzjazmu do tego
          tłumaczenia. Nie spełnia ono kryterium dokładności
          przekładu. Czy zajmowałaś się kiedyś przekładami i czy
          wiesz, kiedy przekład jest uważany za dokładny?

          Pozdrawiam
          Jerzy,
        • Gość: BH Re: Do Momo IP: *.pl 17.04.01, 21:31
          Pozdrawiam
          Chcialbym wlaczyc sie do rozmowy. Prawda jest, ze wielu tzw chrzescijan niwiele
          ma wspolnego z wyznawcami Chrystusa. Prawda jest tez i to, ze gorliwosc nie
          zastapi posluszenstwa i wiernosci.
          Co wiec nam pozostaje?
          Chyba nie ma innego wyjscia jak badac czy tak sie rzeczy maja? - jak ci w Berei
          (Dz. 17,11).
          Proponuje do rozwazenia jak sie rzeczy maja? - jeden tekst: "I uslyszalem
          liczbe tych, ktorych opatrzono pieczecia: sto czterdziesci cztery tysiace
          opieczetowanych ze wszystkich plemion izraelskich:..." po czym nastepuje
          wyliczenie plemion.
          Jak Twoim zdaniem nalezy rozumiec liczbe sto czterdziesci cztery tysiace
          opieczetowanych? Kto to sa ci ludzie? - w swietle Pisma.
          Pozdrawiam BH
    • Gość: Luzer Re: Czy można być pewnym zbawienia i życia wiecznego? IP: *.opole.dialup.inetia.pl 15.04.01, 18:15
      Gdyby można byłoby być pewnym zbawienia i życia wiecznego, wszyscy ludzie
      byliby wierzący. I odwrotnie - gdyby istniał niezbity dowód na nieistnienie
      Boga, wszyscy ludzie byliby ateistami. Ponieważ tak nie jest, pozostaje nam
      wybór: wiara lub niewiara. Istota i wartość wiary polega właśnie na braku
      pewności. Pozdrowienia dla wszystkich.
      • Gość: Luzer Re: Poprawka IP: *.opole.dialup.inetia.pl 15.04.01, 18:17
        W moim poście zaistniała nieścisłość: oczywiście - gdyby istniała pewność co do
        zbawienia, wszyscy ludzie byliby wyznawcami jakiejś religii. Przepraszam.
        • Gość: Księżyc Re: Poprawka IP: *.tnt3.phl1.da.uu.net 15.04.01, 21:45
          Gdyby słońce wątpiło to by nigdy nie świeciło
          • Gość: Ksiadz Re: Poprawka IP: *.physik.uni-ulm.de 16.04.01, 19:23
            Mozesz byc pewny moj synu.
            Praca wyzwoli cie z cierpien doczesnych i
            zostaniesz zbawiony.
            • Gość: Jerzy do Księdza re Poprawka IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 17.04.01, 14:40
              Gość portalu: Ksiadz napisał(a):

              > Mozesz byc pewny moj synu.
              > Praca wyzwoli cie z cierpien doczesnych i
              > zostaniesz zbawiony.

              Czemu parafrazujesz oświęcimskie 'Arbeit machts Frei'?

    • Gość: jeff Re: O cierpieniu IP: *.tnt6.phl1.da.uu.net 16.04.01, 00:28
      Czy z tego wynika że tylko cierpienie uszlachetnia? I że ilość(i jakość)
      mądrości i duchowości rośnie wprost proporcjonalnie do przeżytych cierpień?
      Chyba nie, skoro, jak mówią, prawdziwa twórczość płynie z nadmiaru radości.
      Bywali tacy, którzy na widok żebraka, otwierali swoje serca, a resztę
      dopowiadała im wyobraźnia.Nie musieli doświadczać fizycznych skrajności, żeby
      móc ze współ-czucia do życia tworzyć ulgę sobie i innym, ani szeptać z
      niedowierzaniem o tym skrawku ziemi, co im został "pod stopami". A że niektórzy
      muszą, to nie znaczy że wszyscy. Po co dokładać zło do zła.Albo popadać w
      przerażenie lub masochizm. Czy zatem zmniejszenie cierpień życia zależy od
      stopnia wyobraźni, współ-czucia i współ-istnienia (tolerancji) na jakie
      wzniesie się człowiek, jakie będzie w stanie wytrzymać?
      A Jezus, jak mówią, niepotrzebnie mieszał się do polityki. Bo królami zostają
      tylko chwasty (Sędziów ix). Budda zdaje się że uciekł z dworu królewskiego(?),
      ażeby móc pomedytować.
      Co do spełnionych proroctw, to jak mówi legenda, o której już wspominałem, jak
      Jezus wisiał na krzyżu, to zbliżył się doń Bóg Ojciec, i rzekł: Widzisz, Boga
      już nie ma. Odtąd swoje własne człowieczeństwo ucz się czcić.
      • Gość: Jerzy Re: Do Jeffa - O cierpieniu IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 17.04.01, 20:05
        Cześć Jeff,
        Nie mam dzisiaj ochoty na kontr-filozofowanie. Ten email, to dobra rzecz.
        Możesz doprowadzić myśl do końca i nikt ci nie przerwie, najwyżej jej nie
        doczyta do końca.
        Jak się masz? Czy nadal jesteś na Florydzie? Macie tam chyba coraz cieplej? U
        nas natomiast ostatnio nawet śnieg spadł. Byłem kiedyś w Stanach i widziałem,
        że Polakom różnie się tam powodzi. Niektórzy by nawet chcieli wrócić do kraju,
        ale wstyd im przed swoimi, że najpierw udało im się wyjechać do ziemi
        obiecanej, a potem nie mogli się tam znaleźć. Też mi się kiedyś marzyło
        wyjechać, myślałem że w Polsce nigdy nie będę szczęśliwy. Bieda, ograniczenia,
        obłuda, itd. Byłem chyba na przedostatnim roku studiów, kiedy poważnie
        przyłożyłem się do angielskiego, z myślą o tym, aby wyjechać. Chłonąłem
        wszystko, co było dostępne po angielsku. Znajomy dał mi Biblię po angielsku –
        King James Version. Kiedy czegoś nie rozumiałem, porównywałem z polskim
        tłumaczeniem i tak krok po kroku poznawałem Biblię i Boga. Z początku
        traktowałem czytanie Biblii tylko jako wprawkę językową. W końcu zrozumiałem,
        że jestem grzesznikiem, że Jezus umarł za mnie, że On rozumie każdy mój ból,
        każde cierpienie, każdą krzywdę. Trochę to trwało, nie bez buntu wewnętrznego,
        zanim dosłownie zgiąłem kolana swoje przed Bogiem i powierzyłem mu swoje życie.
        Odczułem wtedy olbrzymią ulgę, pokój, radość, jakich wcześniej nie znałem.
        Wkrótce zrozumiałem, że szczęście i spełnione życie, które chciałem znaleźć na
        zachodzie, znalazłem poprzez relację z Jezusem. Trochę tutaj popsychologizuę,
        co szpece od psychologii nazwą projekcją niespełnionych tęsknot, ale powiem ci,
        co mi daje relacja z Jezusem - poczucie bezpieczeństwa – ludzie mogą mnie
        odrzucać, drwić i szydzić ze mnie, ale nie dbam o to. Pan Jezus, Pan Panów,
        Król królów, władca kosmosu, okazuje mi pełnię współczucia, przebacza moje
        grzechy, akceptuje mnie i nic nie odłączy mnie od Jego miłości –
        Paweł pisze w liście do Rzymian
        8,38
        bw: Albowiem jestem tego pewien, że ani śmierć, ani życie, ani aniołowie,
        ani potęgi niebieskie, ani teraźniejszość, ani przyszłość, ani moce,
        8,39
        bw: ani wysokość, ani głębokość, ani żadne inne stworzenie nie zdoła nas
        odłączyć od miłości Bożej, która jest w Chrystusie Jezusie, Panu naszym.

        Zostałem w Polsce. Nie żałuję, choć bywały bardzo trudne chwile.

        Psalm 73,28
        bw: Lecz moim szczęściem być blisko Boga. Pokładam w Panu, w Bogu nadzieję
        moją, Aby opowiadać o wszystkich dziełach twoich.

        To tyle. Ja cię nie nawracam, pokazuję ci tylko, jak znalazłem odpowiedź na
        pytania dotyczące egzystencji człowieka.
        Życzę tobie i rodakom rozproszonym po całym świecie, szczęścia, wiele pogody
        ducha, radości, pokoju i wszystkiego najlepszego.
        Pozdrawiam, Jerzy
        • Gość: Jerzy Re: Do Jeffa - prośba o pośrednictwo w nawiązaniu kontaktu IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 18.04.01, 12:29
          Hi Jeff,

          Jak się miałeś dzisiaj? U mnie trochę roboty, malujemy mieszkanie i muszę się
          skracać.

          Mam do ciebie prośbę. Widzę z postów, że masz dobre relacje z Sabiną, dlatego
          proszę cię o pośrednictwo, gdyż ostatnio w poście do BH napisała, że „nie chce
          dyskutowac z wyznawcami absolutow”. Chcę to uszanować.
          Wnioskuję z tego, że nie chce dyskutować ze mną, a ja mimo wszystko, chciałbym
          zapytać ją o kilka spraw.

          Tak więc drogi Jeffie, bądź tak uprzejmy i zapytaj się Sabiny, jak to jest z
          tymi absolutami.
          Pisze w swoim poście: „Tak odrzucam absolutne prawdy.”
          1. Czy to znaczy, że wierzy w absolutne prawdy, ale je odrzuca,
          2. Czy też, wierzy, że nie ma prawd absolutnych i przyjmuje to za absolut.

          Jak to pogodzić z tym, co pisze dalej, że „i, o ironio, Jezus jest mi
          najbliższym nauczycielem!”

          Problem w tym, że Jezus był wyznawcą absolutów. Weźmy na przykład takie
          stwierdzenie Jezusa:
          Jan 14,6 „Odpowiedział mu Jezus: Ja jestem droga i prawda, i żywot, nikt nie
          przychodzi do Ojca, tylko przeze mnie.”

          Sabina nie może zatem traktować Jezusa jako swego najbliższego nauczyciela,
          gdyż ten wyznawał absoluty i nie dawał żadnego miejsca dla innych dróg do Boga.
          Jeśli Jezusa traktowałaby jako swego nauczyciela, to musiałaby zaakceptować
          absoluty i ten fakt, że jest on jedynym pośrednikiem między Bogiem a ludźmi,

          Mam nadzieję, że nie proszę o zbyt wiele,

          Pozdrawiam,
          Jerzy,
          • Gość: jeff Re: Do Jerzego- prośba o pośrednictwo w nawiązaniu kontaktu IP: *.tnt3.phl1.da.uu.net 22.04.01, 01:54
            Drogi Jerzy, Sabina odpowiada za siebie. Szukaj, a znajdziesz. Natomiast
            wyczuwam w twoim pytaniu o absolut jakąś zaczepność(?)
            Mówią, że jedno prawo, jeden Bóg dla lwa i osła, to krzywda. Osobiście jestem
            wyznawcą absolutu nieabsolutności, jak filozoficznie to ująłeś, czyli wyższości
            niedoskonałości nad doskonałością, wiecznego rozwoju (życie bez początku i
            końca) etc.,a więc - Wybaczenia (tolerancji). Co nie jest, wbrew pozorom, taką
            łatwą sprawą, a zawsze uzależnioną od zmiany (Cysterna co ma to ma, Źródło
            przelewa się. Spodziewaj sie jadów w stojącej wodzie. Nawet na scenie
            politycznej, im częstsza rotacja ekip, tym słabsze zakorzenianie się klik,
            nepotyzmu, etc.) Umiejętność akceptacji inności jako inności, drugości, czyli
            takie współ-odczuwanie z istnieniem,które choć wierzysz w swój absolut, masz
            taki wobec niego dystans (co nie znaczy wcale relatywizm), iż pozostawiasz
            inności miejsce na bycie sobą. Skoro Bóg/boskość/twórczość jest we wszystkim co
            żyje, więc... po co osądzać?
            Lepiej uczyć się współ-istnieć.Podziwiać. Czasem uciekać, ustępować, lub
            walczyć (jeśli jest to konieczne)lub pomagać...Wiadomo że każdy usiłuje
            uszczęśliwiać drugich na swoja modłę. Tu na ziemi, chyba niczego innego tak
            intensywnie nie uczymy się, jak właśnie prawdziwej akceptacji inności,
            prawdziwego współistnienia. Dopóki nie przejdziemy przez tę fazę, będziemy
            kręcić się wokół własnego ogona, powtarzając ten sam problem w różnych
            doświadczeniach. A potem jeszcze utrwalając tę zmianę. A propos, nie ma zmiany
            dla samej zmiany. Nie dla mnie. W umyśle abstrakcyjnym, taka ewentualność na
            pewno istnieje. Nie jestem badaczem owadzich nóżek. Niektórzy tworzą słowniki,
            inni z nich korzystają. Poza tym, wierzę że skoro ktoś jest zły, to dzięki temu
            ja nie musiałem nim być. Ale to nie znaczy, że uniknę złego, jeśli ośmieliłem
            się szukać prawdy. Ktoś rzekł, iż poeta musi doświadczyć wszechświata. A w
            ogóle zło dla mnie to stan, nie osoba. A świat to warsztat, teatr,
            tragikomedia, dlatego trzeba dystansu. To wszystko jest po to żeby życie było
            aktywne. Cały ten kelejdoskop różnorodności. Rozkosz i cierpienie zmieniają
            charakter.Dlatego starać się utrzymać pozytywność, nawet negatywności, i pomimo
            niej, jest walką współ-czucia z własnym wątpieniem, walką o utrwalanie własnego
            wewnętrznego człowieczeństwa, którego skutkiem ubocznym jest dawanie, dzielenie
            się z innymi, drugimi. Jeśli chcą. Widzisz, wschód ma ciąglę tę wyższość, że
            tam, uczeń przychodzi do mistrza. Taki jest warunek wiedzy, rozwoju na ścieżce
            duchowej. Nawracać kogoś, wbrew jego woli, lub dlatego bo mi się zdaje że
            powinienem kogoś uszczęśliwić moim szczęściem, to, przepraszam głupota, pycha,
            i Bóg wie co jeszcze. Potrzebujący cię znajdzie. Jak? Mówią, że przypadek jest
            wolnością ducha. A w ogóle ścieżek jest nieskończona ilość. Są też dzieci, z
            ich nieskończoną ufnością (do czasu)A powracając do absolutów, mogę wyrazić
            tylko swoje zdanie, że najdoskonalszy absolut jest dla mnie cienki, jeśli nie
            potrafi przekraczać samego siebie, jak chyba robi to Bóg kiedy kocha (wspaniale
            Pascal mi został z tym swoim stwierdzeniem, że na świecie jest tyle zła, iż
            świat ratuje przed zagładą fakt, iż miłosierdzie Boże jest nieskończenie
            większe od jego własnej sprawiedliwości. To sie nazywa przezwyciężenie własnej
            doskonałości.A skoro on uznaje wolność człowieka jako realność i "nawracanie"
            poprzez doświadczenie skutków własnych decyzji, to czy nie powinniśmy go w tym
            naśladować? Nie chodzi o to, żeby nie zwracać uwagi komuś, pozostawiać kogoś na
            łaskę losu i modlitwy, kiedy ewidentnie potrzebuje pomocy. Takie rozumowanie
            jest znów używaniem wieloznaczności i ogólności języka do włąsnych celów,etc.
            A skoro wszyscy jesteśmy Jego cząstkami. Więc zasada wzajemności/tolerancji
            etc. obowiązuje nas wszystkich. A jakże podziwiać ojca, jeśli nie w jego
            najdoskonalszych dzieciach (a nie tylko Piśmie)? I wcale nie zmierzam do
            utożsamienia człowieka z Bogiem, bo nawet jeśli jest to możliwe, wymagałoby
            wpierw likwidacji samolubności. Słynne:Sprawiedliwy nie potzrzebuje praw. Ale,
            nie chcę tworzyć systemu. Bo jestem owocem różnorodności. Wierzę w
            nieskończoność życia, a nie, że tworzę sobie wygodny relatywizm, jak widzi taką
            postawę poirytowany rozum, przyzwyczajony do prawd czystych, jasnych i
            jednoznacznych. Wszystko co rozwija władze poznawcze, w harmonii umysłu,serca,
            wyobraźni i ciała, jest jakoś ukryte, ażeby nie można było uniknąć własnego
            wysiłku. Bo w tych dziedzinach, co zdobyte bez wysiłku (serca, umysłu i ciała),
            staje się wiedzą, nie osobą.
            Poza tym samo słowo jest pułapką zaogólnień, stąd przypowieści, nad którymi
            trzeba medytować, a nie przyjmować dosłownie.Rozum musi po drodze połamać sobie
            osobiście zęby. Bezpieczne kontrolowanie rozumem swojego istnienia, musi
            pęknąć, jeśli skarb serca swego ma sie objawić, i pocieszyciel objawień.
            Co do proroctwa o niesieniu dobrej nowiny, to wolę przyjmować to do wewnątrz.
            Módl się po cichu, w swojej komnacie. Innymi słowy, je się po to żeby żyć, nie
            odwrotnie. Zachowywać odpowiednią hierarchię wartości w życiu. Z tym, że
            dziedzinę tzw. duchową rozciągam na działanie w ogóle twórcze. I nie ważne
            owoce, ważna aktywność. Reszta dojdzie.
            Grafomania jak najbardziej wskazana. Świętowanie bogów i bożków poniża
            boskość/twórczość w człowieku. Wszystko co żyje jest święte. Nie chcę zła,
            jestem z natury moralistą, może dlatego muszę uczyć się równowagi, i
            przypominać sobie, że bóg spuszcza deszcz zarówno na złych jak i na dobrych
            (zarówno dosłownie jak i symbolicznie). Obawiam się że Absolut wymyślili ci
            którzy mieli przewagę intelektualną nad bardziej emocjonalnymi, i nad
            zmysłowcami. Dlatego czasem, lepsze aktywne zło niż bierne dobro. A zmiana jest
            wolnością dlatego, bo wszelka dominacja jest korzeniem chorób.Dlatego
            antysystem, asymptota. I psota.Szczególnie tam, gdzie idealizm walki o wolność
            i wyzwolenie, po zwycięstwie zamienił się w szukanie raju na ziemi, i wieszanie
            na krzyżu ofiarnym bogu ducha winnej wolności.
            Jerzy,
            Trochę chorowałem, więc się nie odzywałem. Poza tym, ty chcesz słów, dyskusji,
            a tu trzeba działać. Jak drogi Budda, którego podziwiam za zapał.
            Rozumiem, że też chcesz działać. Jasne, rób to w co wierzysz.I nie chodzi o
            relatywizm, tylko o to żeby robić to co się robi z wewnątrznym przekonaniem, do
            końca.Tylko żeby metoda była zawsze tylko umysłowa. Aż przyjdzie wypalenie,
            znużenie, potrzeba nowego, innego, dalszego, prawdziwszego...(?)
            Przymierzałem się kiedyś do hebrajskiego i wiem, że protestanci maja
            najrzetelniejszą egzegezę i teologię Pisma. Ale właśnie dlatego popadli w
            dominację rozumu, zaniedbując serce. I na to nie ma rady. Trzeba tak czytać
            Pismo, żeby te rzeczy które się czyta, stawały się ciałem.Słowo staje się
            ciałem (Doświadczenie) A jak przejść przez księgę Hioba? Wydaje mi się że
            m.in.taka wspaniała inność kultury ludów południowo-wschodniej Azji, objawia
            się o wiele większą zdolnością do współistnienia, niż w kulturze zachodnio-
            europejskiej, zdominowanej przez problem egoizmu (ukrzyżowanie Chrystusa).
            Dlatego my mamy inną specyfikę, inne symbole, inną religię, inne archetypy.
            Ujednolicanie jest krzywdzeniem poszczególnych istot w imię prawdy ogólnej,
            jakiejś jednej abstrakcyjnej Jedności. Podczas gdy jedność ma sens tylko w
            zachowaniu różnorodności, która jest współ-czuciem. Przecież miłość, prawdziwa
            miłość, to pragnienie by osobie przeze mnie kochanej było dobrze, nawet jeśli
            beze mnie. Bo jeśli to mi ma być tylko dobrze, to co się kryje za taka
            miłością? A czyż nie miłość jest najwyższym przykazaniem, jeśli w ogole
            powoływać się na jakieś przykazania? Jak stworzyć taką równowagę różnorodnych
            istnień, by zachować i siebie i inność. Bo jeśli ktoś nie będzie rozwijał sie
            własną ścieżką, tylko jakąś przymuszoną, to nawet jeśli jego umysł ulegnie
            jakiejś prze
          • Gość: Oscypek. Sens zycia. IP: *.pool.mediaWays.net 22.04.01, 02:18
            Pytanie do wszystkich dyskutantow.
            Czy zycie ma jakikolwiek sens.Jezeli tak to jaki?
            Jezeli nie ,to dlaczego mimo to,wszyscy jednak oddychamy?
            Od tysiacleci najwiekszi mysliciele borykaja sie z tym problemem i do dzis
            problem pozostaje nierozwiazany.Co wy na to.
            • Gość: Jerzy Re: Sens zycia. IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 23.04.01, 17:05
              Gość portalu: Oscypek. napisał(a):

              > Pytanie do wszystkich dyskutantow.
              > Czy zycie ma jakikolwiek sens.Jezeli tak to jaki?
              > Jezeli nie ,to dlaczego mimo to,wszyscy jednak oddychamy?
              > Od tysiacleci najwiekszi mysliciele borykaja sie z tym problemem i do dzis
              > problem pozostaje nierozwiazany.Co wy na to.


              Cześć Oscypek,
              Sens życia został OBJAWIONY ludziom już dawno temu, ale nie wszyscy chcą to
              zaakceptować, gdyż to wymaga upokorzenia się przed Bogiem, przyznania się do
              swoich grzechów i uznania, że Panem wszechświata jest Bóg, a nie człowiek. Tego
              ludzka pycha nie chce zrobić.

              Apostoł Jan tak to ujął:
              Jana 1,9 Prawdziwa światłość, która oświeca każdego człowieka, przyszła na świat.
              3,20
              Każdy bowiem, kto źle czyni, nienawidzi światłości i nie zbliża się do
              światłości, aby nie ujawniono jego uczynków.
              3,21 Lecz kto postępuje zgodnie z prawdą, dąży do światłości, aby wyszło na jaw,
              że uczynki jego dokonane są w Bogu.

              Jeden z moich znajomych przysyłając mi życzenia świąteczne tak napisał:

              The Chief End of Man is to Glorify God
              BY
              Enjoying Him Forever *

              ps. *The quote comes from "Desiring God" by John Piper


        • Gość: jeff Re: Do Jerzego IP: 63.48.110.* 22.04.01, 09:15
          Dzięki Jerzy, za dobre słowa i szczerą intencję. Ja nie lubię nie spełniać
          pragnień, więc wróciłem do Polski w 1989. Potem byłem i tu i tam. Częściej tu
          niż tu. Czasem mówiłem sobie że uczę się być w powietrzu. W Polsce dopadły mnie
          Erynie o których pisał Miłosz, że jeśli już "zdradzisz" ojczyznę, to nawet się
          nie odwracaj, bo dopadną cię. Choroba emigranta, czyli wieczna schizofrenia.
          Ani tu ani tu, w tym absurdzie bycia i tu i tu. Wieczna tęsknota. Ale, każdy ma
          swoja emigrację. Wewnętrzną, choćby.Mi w życiu wszystko się spełniało, tylko
          efekt końcowy, szokował. Angielski też zaczynałem od Biblii, tyle że od
          początku utkwiłem w księdze Hioba. Siostra zakonna, która uczyła mnie
          angielskiego, mówiła z niesmakiem: Że też nie mogłeś sobie wybrać jakiejś
          ładniejszej Księgi? Miała rację. Potem dopiero się dowiedziałem, że kabaliści
          uważają Księgę Hioba za duchową bramę do Biblii. Przed Hiobem jest Zakon i...
          Po Hiobie, księgi mądrościowe (czyli wątpiące, filozoficzne), poetyckie,
          prorockie i miłosne (NT). Kulminacja to Jezus, czyli sposób na trwanie przy-
          jaźni. Ale, jak mówią kabaliści, znaczeń Biblii jest tyle ile interpretatorów.
          Trzeba wyrobic sobie własną wizję. Albo, jak mawiał Jung,bez zrozumienia
          Biblii, nie sposób zrozumieć cywilizację zachodnią. Po co zrozumieć? Może żeby
          coś zmienić, skoro nie jest najlepiej. A stan chorobowy świadczy o potrzebie
          zmienienia status quo. Poeta mówi: za każdym razem kiedy pojmujesz swój błąd,
          odbywa sie nad tobą sąd ostateczny. Ale, kiedy byłem jeszcze bardzo młody,
          czytając Objawienie, zbuntowałem się wobec nielicznych wybrańców, bo bardzo
          mocno poczułem, że wszyscy sa niewinni. W ogóle Biblia to prowokacja. Zabij
          Buddę.U kabalistów, ostatnim wcieleniem Mesjasza był bluźnierca. Co wprawiało
          wiernych w szok. Jedni odwracali się, drudzy pozbywali się ciężaru autorytetu,
          rodzili (a jakże, w bólach) osobowość, czyli stawali się odpowiedzialni za Boga
          w sobie. A potem słowa nie są juz tak istotne. Choć są. My Jesteśmy tą Księgą.
          Ona jest strukturą. My jej szczegółami. Mówię definitywnie, nie dlatego, że
          wiem na pewno, lecz żeby nastąpiło spełnienie, by objawiła się prawda i błąd.
          Cielesność jest jakąś tam możliwością wielu potencjalności, lecz jest
          definitywna, bo taka jest jej konkretna miłość życia, wola, potrzeba
          konkretnych istot. Życie jest spełnianym pragnieniem. Wątpienie jest pytaniem
          po to żeby nie odpowiadać, lub nie znajdywać odpowiedzi. Taka jest wola w danym
          człowieku, w danym momencie, potrzebie. Jasne,naukowe badania, etc technologia.
          Ale, telepatia, wspaniała medycyna wschodnia (Ajurveda, Tao), to są ludzkie
          osiągnięcia Umysłu-i-Serca. Dlaczego z tego źródła nie korzystać, skoro
          intencją tych ludzi było szukanie harmonii przeciwieństw. A cywilizacja
          zachodznia jest bardzo młoda, zdominowana przez ego, rozum, czyli za-
          rozumiałość. Na szczęście, jej nieszczęsne owoce już w dużym stopniu się
          objawiły, ale to trwa, i jakim kosztem. Niemniej tendencja skruchy i, żółwiowa,
          wola ekumenizmu są nieodwracalne. W końcu rozum też potrzebny. Chodzi tylko o
          to by sam pojął błędność swojej dominacji. A to dopiero po owocach.
          To, że w ogóle Chrześcijaństwo, a nie cos innego, u mnie wynika z tego, że
          akurat tu sie urodziłem, i ta tradycja jest najbliższa moim emocjom. Tak jak
          polski, język dzieciństwa, najlepiej służy mi w tworzeniu. I tylko dlatego.
          Żeby się nie cofać. Choć byłem bliski porzucenia języka polskiego. Ale, cóż,
          trzeba się ciągle uczyć. A oczekiwanie wdzięczności za posiadane dary, jest
          również błędem godnym upokorzenia. Z którego na pewno coś się rodzi. Skoro
          najzdrowszym pokarmem życia, jest pokarm miłości, czyli wzajemnego oddawania
          się. Przyjęcie groźby nicości po śmierci, przynajmniej cielesnej, może
          przetrzebiłoby armię beztroskich wódopijców, którzy zaczeliby cenić
          bezpowrotnie uciekające chwile? Ale, nie jest to pewne, znając polską przekorę,
          a kto wie, może i mściwość na Bogu/Życiu za niezasłużone krzywdy? Tu się ciągle
          pałęta urażone ucho słonia. Kiedykolwiek nadępnąłem na ucho mojej ex zaraz
          wyciągała armatę i rozszarpywała mnie na strzępy. A tybetańskie dzieciaczki,
          nie wiem, może tylko te przeznaczone do klasztoru, ćwiczone sa od małego w
          oswajaniu sie z różnymi obelgami, aby nie dawać się wciągać niskim uczuciom,
          dumie i ambicji. Wyzywaja się ile wlezie. Taka lekcja wyzwisk. Są w tych
          innościach takie doświadczenia, z których wiele dobrego mozna sie nauczyć.
          A skoro taką siłę znalazłeś w Jezusie, to wspaniale. Emigracja wewnętrzna po
          złote runo wyzwolenia z ograniczoności.Dalej drążenie, i coraz więcej
          szczegółów, które dają coraz więcej światła, i, o dziwo, coraz więcej poczucia
          bezmiaru i niemożności ogarnięcia..? Ale grzech odrzuciłem juz dawno. Tak samo
          krzyż. Bo czci się przyczynę buntu miłości, zamiast zwycięstwo miłości nad
          cierpieniem, błądzeniem,etc. Sens Chrystusa polega na przezwyciężeniu krzyża,
          czyli cierpienia. A sens grzechu, czyli niedoskonałości, na trzymaniu sie nie
          osądzania drugiego, i ciągłego wybaczania (czego, jak, komu, etc. to juz sprawa
          osobista), czyli maksymalnej tolerancji. Na ile jest to możliwe. Poza tym kto
          co dopisał lub przeinaczył w tekście, jest również nie do sprawdzenia. Nawet
          teksty oryginalne były przepisywane przez takich ciemniaków, którzy wiernie-
          biernie przepisywali tak, iż do tekstu głównego dostawały się nawet przypisy i
          jakieś marginalia. Inna sprawa że nie mozna biernie przyjmować dosłownego
          tekstu, bo popadniemy w absurdy. Np. żebro Adama! Albo, miłuj swoich wrogów.
          Przecież kto kocha swoich wrogów, ten nienawidzi swoich przyjaciół! Wystarczy
          chyba szanować?

          • Gość: Jerzy Re: Do Jeffa - IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 27.04.01, 12:51
            Jeff,
            Swoim pisaniem znowu przekroczyłeś moje zdolnosci pojmowania. Ustosunkuje się
            tylko do jednego twojego stweirdzenia, gdzie mówisz, ze juz dawno odrzuciłeś
            grzech. Chcesz powiedzieć, że nie ma grzechu?

            O takich, którzy tak mówią i myślą Biblia mówi, że sami siebie zwodza i nie ma
            w nich prawdy:
            1 Jana
            1,8 Jeśli mówimy, że grzechu nie mamy, sami siebie zwodzimy, i prawdy w
            nas nie ma.
            1,9 Jeśli wyznajemy grzechy swoje, wierny jest Bóg i sprawiedliwy i
            odpuści nam grzechy, i oczyści nas od wszelkiej nieprawości.
            1,10 Jeśli mówimy, że nie zgrzeszyliśmy, kłamcę z niego robimy i nie ma w
            nas Słowa jego.

            Jerzy
            • Gość: jeff Re: Do Jerzego IP: *.tnt3.phl1.da.uu.net 28.04.01, 07:06
              Jerzy, zamiast grzech teraz mówię: błąd. Niedoskonałość. Albowiem
              nawet aniołowie nie są czyści przed nim. Uznanie tej niedoskonałości natury
              ludzkiej, natury istnienia w ogóle, pozwala zaistnieć wybaczaniu. I to
              uznawanie niedoskonałości, jako nieuchronności natury każdego istnienia,
              domaga się od nas maksymalnej tolerancji, która jest nieosądzaniem, czyli
              nie ocenianiem (drugiego/innego)wszystkiego jedną miarką, jednym prawem, jednym
              bogiem. Ach, tak,jeden Jezus, etc? OK, ale ten jeden jest właśnie nowym
              przykazaniem, przykazaniem miłości i skarbu serca swego.Przykazaniem nie
              kazania, tylko podążania za głosem skarbu serca swego. I to jest ta "światłość
              dzięki której mamy między sobą społeczność" Przy-Jaźń. Nawet jeśli po drodze
              zahaczymy o wyboiste konmsekwencje, i trzeba się będzie trochę natrudzić, że
              trafić do domu prawdziwej miłości). Rodzenie wybaczania i maksymalnej
              tolerancji jest zasługą zdawania sobie sprawy z niedoskonałej (grzesznej)
              natury istnienia (nie ma tu żadnego aspektu karzącego).Uznając własną
              niedoskonałość, otwieramy się na zdolność do wybaczania i oczyszczenia z
              egoistycznego, przedmiotowego traktowania inności."A przez to wiemy żeśmy go
              poznali, jeźli przykazania jego zachowujemy": Miłość wzajemną.
              Jezus oddał się za grzechy całego świata: Wrażliwość na współ-istnienie,
              otwartość na różnorodność istnień życia i aktywna twórcza Wyobraźnia są dla mnie
              tym stanem Jezusa (Boskiego Człowieczeństwa i Człowieczej Boskości)
              przekraczającym wszelką niedoskonałość, a przede wszystkim niedoskonałość
              doskonałego (zaślepionego swoim jedyno-istnieniem) egoizmu, samo-lubności
              (który dla mnie jest naturalnym, pierowtnym stanem Jedyno-Boskości bez żadnej
              inności, czyli Pustki) Stan wyjścia poza siebie, czyli ukrzyzowania ego, po to
              by istniało współ-istnienie, czyli
              miłość, jest tym stanem Jezusowym. I taka dla mnie jest jedyna szansa na
              trwanie jaźni (jedną z możliwości etymologicznych imienia Jezusa jest:
              Jaźń która nie przemija). Nie osądzanie czyli usiłowanie współ-istnienia
              jest owocem zrozumienia iż nikt nie jest doskonały, bez skazy (czyli
              bez grzechu).
              Problem ze słowem grzech jako piętnem negującym człowieka i człowieczeństwo,
              jakoby zawsze był on grzeszny,nieczysty, plugawy etc., wywodzi się z żądnego
              dominacji Rozumu, czyli kasty kapłańskiej (i to patriarchalnej). Według
              następnej legendy, znamię
              jakim naznaczył Kaina Bóg, było pocałunkiem Wybaczenia.
              Ponieważ "lepsze aktywne zło niż bierne dobro".
              Co nie znaczy ze trzeba dodawać zło do zła.
              Ale, że Bóg spuszcza deszcz zarówno na chwasty, jak i na zboże.
              A poznacie ich po owocach (duchowych)
              A nasza walka jest nie z ciałem ani z krwią, lecz
              z dominacją, z autorytetem, z zaślepionym światem -
              z władcami tego życia, z duchem zła w rzeczach nieba (Do Efezjan,6,12).
              Ale to jeszcze inna historia. Po-wodzenia.
            • Gość: aaaaaa Re: Do Jeffa - do Jerzego IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 28.04.01, 23:00
              czytajac was mysle, ze dyskutuje po prostu dwoch fachowcow w kwestii wiary i
              religii. Ciekawe jezuici kontra >>>>>>?
              • Gość: jeff Re: Do aaaaaa IP: *.tnt13.phl1.da.uu.net 29.04.01, 04:46
                chyba właśnie jest to dyskusja niefachowców, zapaleńców. Przypomnę tylko że
                jezuici robili wszystko co mogli by wiarę spłycić, uprościć, ujednolicić
                i podporządkować instytucji katolickiej. W tym względzie przedstawiają
                monopolistyczny i urzędowy stosunek do religijności (pomimo "duchowego" wkładu
                swego założyciela.Odegrali w Polsce rolę "duchowych krzyżaków", przyczyniając
                się do likwidacji w narodzie różnorodności wyznań chrześcijańskich, a tym samym
                aktywnego myślenia). A wydaje mi się że Jerzy reprezentuje jakąś formę
                protestanckiej myśli. Ja natomiast nie jestem wyznania >>>>>>>> tylko <<<<<<<<<<
                (Chociaż może to niewielka różnica)Innymi słowy: asymptota. Podobno spotkamy się
                w nieskończoności, a na razie rozwijamy co się da.Bo bez przeciwieństw nie ma
                przy-jaźni. A prawdziwa (pożyteczna) wojna jest umysłowa, nie fizyczna, więc
                trochę praktyki chyba nie zaszkodzi?
                • Gość: Julek Re: Jeff IP: *.treecreeper.dialup.pol.co.uk 29.04.01, 13:47
                  O dziwo!! zaczynam pojmowac, krotkie wypowiedzi Jeffa.
                  Albo ja madrzeje, albo Jeff, celowo, znizyl sie do mojego poziomu
                  • Gość: jeff Re: Julek IP: *.tnt7.phl1.da.uu.net 29.04.01, 14:13
                    Witam "maca-nta" Julka. Jeśli masz na myśli mój stosuneczek do instytucji
                    religijnej, to jest co najmniej ambiwalentny(niektórym może się to jawić jako
                    brak konsekwencji, albo bełkot). Jakkolwiek wyznaje zasadę, iż tam gdzie
                    zaczyna się instytucja religijna, tam kończy uczucie religijne, to nie uważam
                    się za ateistę, lecz chrześcijanina z wyboru i konieczności.
                    Urazu do księży chyba nie mam, nie oczekuję od nich żeby byli ponad-ludźmi,
                    staram się nie generalizować ich negatywności, bo wszędzie są ludzie i ludziska.
                    A skoro ludzie chcą, to mają. I niechaj się cieszą, albo w te pędy uciekają.
                    Obłuda jest zjawiskiem powszechnym w każdym środowisku, każdym fachu. Nawet
                    wśród niepełnosprawnych (wiem coś o tem, ale nie będę plotkował).
                    A w ogóle, to do wyboru do koloru. Adios Companieros!
                • Gość: Jerzy Re: do Jeffa - zgadzam się z tym co napisałeś do aaaaa IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 29.04.01, 23:51
                  Cześć Jeff,
                  Zgadzam się z tym, co napisałeś do aaaa, choć twoje poglądy trudno mi umieścić w
                  ramach chrześcijaństwa. Najpierw myślałem, że praktykowałeś zen buddyzm, potem
                  jakąś forme kabalizmu, potem New Age... w każdym razie trudno mi cie umieścić w
                  nurcie chrześcijaństwa.

                  Jerzy
    • Gość: Jerzy do Jeffa: czy grzech i błąd to jedno i to samo? IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 29.04.01, 23:44
      Jeff,
      Chciałem znowu wrócić do koncepcji grzechu. Piszesz, że wolisz
      określenie ‘błąd.’ Wnioskuję z tego, że dla ciebie błąd jest synonimem grzechu,
      bądź też minimalizujesz znaczenie grzechu do roli błędu.
      Najpierw musimy ustalić, co to jest grzech, a co to jest błąd.

      Według Biblii, grzech jest złamaniem Bożego prawa/ przykazania.
      Tak więc mamy do czynienia z Prawodawcą, Prawem i tymi, których ono dotyczy.
      Bóg jest jeden, zatem jego prawo ma zasięg uniwersalny, dotyczy całej
      ludzkości. Bóg objawił swoje prawo w formie pisanej Mojżeszowi, aby przez niego
      poznał je Izrael a następnie wszystkie narody świata. Mógłbym tutaj przytoczyć
      wiele wersetów biblijnych pokazujących, że Bożym zamiarem było objawienie
      siebie i swego prawa wszystkim ludom na ziemi. Tak więc jedno prawo dotyczy
      wszystkich.
      Po drugie, Bóg objawił swoje prawo przez ludzkie sumienie, wrodzone poczucie
      dobra i zła – już chyba gdzieś na ten temat pisałem (chyba w dyskusji o
      homoseksualizmie) – na tym bazuje prawo naturalne.
      Przytoczę tutaj kilka przykazań – nie zabijaj, nie cudzołóż, nie kradnij, nie
      mów fałszywego świadectwa, nie pożądaj ...
      Chciałbyś łamanie przykazań zredukować do błędu? Błąd jest wtedy, gdy wybieram
      niewłaściwą drogę, gdy zamiast w lewo, skręcam w prawo, i za to nikt nie może
      mnie ukarać. Złamanie prawa jest czymś innym. Wiąże się z karą. Ten, który
      łamie prawo musi być ukarany, a tym , który wykonuje karę jest ten , który
      prawo ustanowił lub jego pełnomocnik.
      Jeff, nie mów mi tylko to, że zbrodnia nie jest zbrodnią, że mam się
      powstrzymać od osądu i zbrodnię nazwać tylko błędem; podobnie, zdradę
      małżeńską mam nie nazywać cudzołóstwem, tylko błędem. Dojdziemy do absurdów i
      anarchii.
      Mamy teraz kilka światopoglądów – humanizm świecki i kosmiczny (New Age),
      materializm, które relatywizują etykę i chcą wyeliminować Prawodawcę, jego
      Prawa i pojęcie grzechu. W to miejsce chcą wprowadzić innego prawodawcę –
      człowieka (tylko którego?) i inne prawa.
      Biblia mówi, że człowiek rodzi się ze skłonnością do grzechu (łamania Bożego
      prawa); humanizm postuluje, że człowiek z natury jest dobry ...
      Jeśli jesteś chrześcijaninem (jak piszesz z konieczności) i odwołujesz się do
      znaku rozpoznawczego chrześcijan – że przestrzegają Jego przykazania, to musisz
      zaakceptować to, co mówi Bóg, że istnieje różnica pomiędzy błędem a złamaniem
      prawa (grzechem).
      Bóg ustanowił karę za grzechy.
      Bóg ustanowił wyrok za grzech – śmierć, czyli odłączanie od Bożego oblicza.
      Wszyscy ludzie zgrzeszyli – każdy z nas w taki czy inny sposób łamie Boże
      prawo. Z tej racji zasługujemy na Boże potępienie. Od tego wyroku nie możemy
      się uratować sami, możemy być tylko ułaskawieni. Najpierw jednak ktoś musi
      ponieść karę za nas. W Starym Testamencie umierało niewinne zwierzę. Jego
      przelana krew byłą podstawą ułaskawienia. Potem, przyszedł Jezus, grzechu nie
      popełnił, nie podlegał wyrokowi; umarł za nas. Jego ofiara byłą doskonała,
      złożona raz na zawsze, nie musi i nie może już być w jakikolwiek sposób
      powtarzana. Jezus tym samym zlikwidował system ofiar Starego Testamentu oraz
      związany z nim system kapłański. Stał się kapłanem na wieki. Dyskusję na temat
      zbawienia rozpocząłem od wersetów, które mówią na ten temat.
      Z czasem w chrześcijaństwie wyłoniła się nowa grupa kapłanów, ale ich statut
      nie ma racji bytu, podobnie jak ofiara, którą składają podczas mszy. Kiedy
      mówią o Jezusie, jako drodze do Boga, maja na myśli Jezusa eucharystycznego, a
      nie Zmartwychwstałego. Nowa ofiara i nowe kapłaństwo jest zaprzeczeniem ofiary
      Chrystusa i Jego kapłaństwa. Będą ci panowie mieli kiedyś poważny problem przed
      Bogiem.

      Bóg chce, aby wszyscy ludzie poznali ratunek – sposób na ułaskawienie.
      I tutaj zaraz mnie zaatakują, bo zakładam, że ludzie bez Boga są zgubieni i
      potępieni. Nie brzmi to mile dla nas ludzi, ale taka jest nasza sytuacja przed
      Odwiecznym Prawodawcą i Stworzycielem. Złamaliśmy jego prawo i podlegamy
      wyrokowi. Jednak Bóg zgotował ratunek i chce go zaoferować wszystkim ludziom.

      Dz 17,30 Bóg wprawdzie puszczał płazem czasy niewiedzy, teraz jednak
      wzywa wszędzie wszystkich ludzi, aby się upamiętali,
      17,31 gdyż wyznaczył dzień, w którym będzie sądził świat sprawiedliwie przez
      męża, którego ustanowił, potwierdzając to wszystkim przez wskrzeszenie go z
      martwych.

      Przykazanie skierowane kiedyś do Izraela dotyczy wszystkich:
      Ezechiel
      18,31 Odrzućcie od siebie wszystkie swoje przestępstwa, które popełniliście
      przeciwko mnie, i stwórzcie sobie nowe serce i nowego ducha! Dlaczego macie
      umierać, domu izraelski?
      18,32 Gdyż nie mam upodobania w śmierci śmiertelnika, mówi Wszechmocny Pan.
      Nawróćcie się więc, a żyć będziecie!

      Jeff, nie myl grzechu z błędem, bo to jest błąd.

      Jerzy

      • Gość: jeff Re: do Jerzego: czy grzech i błąd to jedno i to samo? IP: *.tnt6.phl1.da.uu.net 30.04.01, 00:50
        Niepokoi mnie tylko jeden fakt w tym co powiedziałeś o Jezusie,
        Chrześcijaństwie i prawdziwej wierze: Totalna nieobecność
        Nowego Przykazania Jezusa: Miłości i Wybaczania sobie wzajemnych przewin.
        Boisz się utracić kontrolę racjonalną. Boisz się tego nowego Serca.
        Twoim Bogiem jest władca Rozum (Jehowa),
        czyli święte posłuszeństwo,relacja (owczarz-baran), nie Jezus
        współ-czujący, Przyjaciel grzeszników, mówiący: Bogami jesteście,
        Przyjaciółmi Bożymi.
        Jerzy, jesteś smutnie Starotestamentowy.
        Każda religia która głosi karę za grzech jest religią Oskarżyciela,
        czyli posiadającego egoizmu.
        WyzWoli cię Hiob poWoli.
        Ale swoją drogą, co by było gdybyś miał siłę polityczną
        wprowadzania swojej jedynej prawdy w życie? Nie śmiem
        sobie nawet wyobrażać. I mam nadzieję że się mylę, skoro błądzę.
        • Gość: Jerzy Re: do Jerzego: czy grzech i błąd to jedno i to samo? IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 30.04.01, 19:45

          Jeff,
          O czym myśmy dyskutowali? Pytanie dotyczyło różnicy pomiędzy grzechem a błędem.
          Nie wszedłeś do tematu.
          Pytam się więc jeszcze raz, czy według ciebie zbrodnia jest grzechem, czy tylko
          błędem.

          Wolałeś przypisać mi starotestamentowość – chyba nawet tego nie rozumiesz;
          przecież Bóg Starego Testamentu jest tym samym Bogiem miłości i
          sprawiedliwości, co w Nowym Testamencie. Tutaj twoje myślenie odzwierciedla
          stereotyp, jakoby Bóg Starego Testamentu był surowy i groźny, karzący każde
          przestępstwo, natomiast Bóg Nowego Testamentu jest pełen miłości i przebacza, a
          raczej, przeocza wszelkie winy ludzi. Taki Bóg ma podobno przebaczyć nawet
          Hitlerowi. Totalna bzdura. Bóg jest zawsze ten sam – pełen miłości i
          sprawiedliwości. Łaskawy dla tych, którzy odwracają się od swoich grzechów i
          proszą o przebaczenie; sędzią dla tych, którzy trwają w grzechu.
          Jeśli będziemy mówić o miłości Bożej, to przytoczę ci wersety mówiące o
          miłości. Twój światopogląd chce widzieć tylko miłość i mam wrażenie że nie ma
          tam miejsca dla prawa, sprawiedliwości i kary za łamanie prawa. Taki świat, to
          utopia.
          Końcówka twojego tekstu to już jest bzdura.
          Jeff, ja ci nie głoszę ‘swojej’ prawdy. To wziąłeś z New Age. Tam każdy
          ma ‘swoją prawdę’. Ja ci mówię o Jezusie, ale tym z Biblii. Ty wolałbyś
          przyciąć go i przyozdobić tak, aby pasował do twoich poglądów. Tworzysz
          własnego boga, na własne wyobrażenie. To jest dopuszczalne w New Age. Ja ci
          mówię o Bogu, którego mamy poznawać i który nas chce kształtować na
          podobieństwo Jezusa. On oczekuje od nas miłości i przestrzegania prawa. To
          idzie w parze. Łamiąc prawo, łamiesz przykazanie miłości, wobec Boga i wobec
          bliźnich.


          Jerzy
          • Gość: jeff Re: do Jerzego: czy grzech i błąd to jedno i to samo? IP: *.tnt6.phl1.da.uu.net 30.04.01, 22:21
            Dobro jest pasywnością (Rozumem)
            Zło jest energią (Emocjami)
            Nawet oddychanie jest mordowaniem,
            nie mówiąc o jedzeniu. W życiu nie raz
            jest się mordowanym, nie raz się morduje,
            trzeba tylko się temu przyjrzeć, a nie uważać się za czystego.
            Prosić o wybaczenie i być wdzięcznym. I stawać się słodkim pokarmem.
            Albo wyciągać miecz z powodu urażonej dumy.
            Z perspektywy duchowej, jak to papież powiedział,
            po Oświęcimiu, nie ma na świecie możliwości na taką radość
            jaka była przed. Nazizm objawił okrutność dominującego rozumu,
            myślenia monolitycznego, odrzucającego jakąkolwiek tolerancję.
            Pozytywnym owocem tego straszliwego doświadczenia jest samo-upokorzenie sie
            rozumu, a nie objawienie okrutnej natury człowieka.
            Dzięki temu świat wie, co mu grozi jeśli nie będzie starał się tolerować
            inności, różnorodności i aktywnie współ-czuć (choćby we własnym interesie).
            Natomiast odpowiedzialność
            za zło jest kwestią indywidualną.Zasadniczo, kara uniemożliwia skruchę,
            czyli "nawrócenie grzesznika".Twój osąd (bezpieczny, czyli nieodpowiedzialny,
            bo powołujesz się na nieswoje słowo święte), iż na grzech jest kara (i to
            śmierci, czyli oddzielenia się od Boga <?>) świadczy o twojej zarozumiałości,
            bo nie dajesz takiemu człowiekowi szansy, a sam uważasz się za lepszego, mówiąc
            że posłuszeństwo zbawiłoby także tamtego, ale skoro nie umiał słuchać, ma za to
            co mu się należy. Bardzo sprytna filozofia krypto-lepszości od wszelkiej
            inności.
            Samo popełnienie wykroczenia przeciw prawu, jest szansą na zmianę. W przeciwnym
            razie następuje powtórka z rozrywki, aż w końcu
            popada się w rutynę i wpada w pułapkę.A jeśli interesują cię pozory, czyli
            posłuszeństwo, to nie mój problem.
            Oczywiście że zboczeńców trzeba izolować. Ale zło jest owocem społecznym,
            też jesteś jego częścią (przyczyną i skutkiem) Prawdopodobnie
            wyeliminowalibyśmy wiele zła
            gdybyśmy większą energię skupiali na wychowywaniu w indywidualiźmie
            miłości i twórczości. (A propos New Ageu, jesteś na razie tylko teologizującym
            filozofem,
            w swoich oskarżeniach posługujesz się podejrzliwością, bronią racjonalistów)
            Z reguły niekochane dzieci stają sie przestępcami.
            Dlatego kwestia pogłębionej wrażliwości i wyobraźni, tudzież indywidualizmu
            jest bardzo istotna. Ważniejsze jest zrozumienie zła niż karanie.I
            organizowanie działania prewencyjnego.
            Myślę że nie rozumiesz przydatności zła, które życzysz sobie tylko tłumić.I
            natychmiast oskarżasz,jeśli ktoś raczy się zatrzymać nad tematem, że w takim
            razie należy do Szatana.
            Twoja wściekłość będzie rosła, w miarę objawiania się prawdy.
            Ale to nie ty się wściekasz, to twój dominujący rozum.
            Tobie życzę walki, z tą dominacją. Rozum musi nauczyć się służyć sercu.
            Nie bój się własnego serca.
            Jeśli nie dostrzegasz róznicy między Jehową a Jezusem,
            tylko wydaje ci się że Bóg jest statycznym monolitem,
            doskonałym od zawsze na zawsze,to twój Bóg. Nie mój.
            Mój Bóg zniża się do poziomu ludzkiego po to żebym ja mógł się wnieść
            do niego i przemienić w miłość, czyli pełne nieposiadanie życia.Jest to proces,
            rozwój, dynamiczność, i wewnętrzność z zewnętrznością,a nie statyczność relacji
            doskonałość-posłuszeństwo, owczarz-barany.
            Powtarzam kolego: Skarb Serca Twego. Tam się znajduje Żywy bóg.
            A nie pamiętasz o Nowym Przykazaniu i Wybaczaniu?Pocytuj troszkę.
            A wiesz o tym że nie wolno karać wykroczeń "z nadmiaru miłości"?
            Owszem, interpretuję biblię na swój sposób, możesz mnie podciągać
            pod jaką chcesz kategorię. Udawadniasz tylko, że bez
            kategoryzowania nie umiesz funkcjonować.
            Nie chodzi o świętość. Świętość i czystość moralna nie są
            glejtem do nieba, ani zbawienia.Obawiam się, że nawet mogą trochę zaszkodzić.
            Mówisz,Chaos? Nie wierzysz jeszcze w Człowieka, jako podobieństwo, wizerunek
            Przy-Jaźni, czyli boga. Bogami jesteście, Przyjaciółmi.Przylgnąłeś do
            doskonałości jako do jedynej deski ratunku, czyli totalnej rozumowej kontroli i
            posłuszeństwa.
            A człowiek, ta plugawość, słabość, przemijalność - niczym jest, jak plewa?
            Bez Boga? Czy jestem bezbożnikiem, skoro uważam że to co kocham jest moim
            jedynym prawdziwym bogiem? A cóż mnie obchodzą sędziowie: Elohim, Jehowa,
            Shaddai, Pahad czy jakiś tam Diabolus. Wolę Adama i Ewę, których zmierził
            ten obrzydliwy raj posłuszeństwa na ziemi, i ten zawistny Bożek-Rozum?
            Zazdrosny Bóg. Czyżby niczym się nie różnił od Jezusa?

            • Gość: Sabina Re: do Jerzego: czy grzech i błąd to jedno i to samo? IP: 203.202.90.* 01.05.01, 13:18
              Szkoda, ze ten dzial zepchniety zostal na peryferia.
              Przez pare dni nie moglam go znalezc. Niestety, ta
              przeprowadzka bardzo zawazyla na frekwencji! Szkoda!
              Bo uwielbiam wasze dyskusje! Proponuje byscie
              przeniesli sie do jakiegos innego kacika (ten jest
              jak "mieszkanie w amfiladzie")
              Moze "czas wolny"? Albo nowy watek?

              Pozdrawiam, Sabina

              Ps. do obu panow! Przepraszam za ten "stos", nie
              moglam sie powstrzymac!
              • Gość: jeff Re: do Sabiny i... IP: *.tnt3.phl1.da.uu.net 03.05.01, 01:34
                Sabino, dzięki za odsiecz. Można by się przenieść, ja się
                na "czas wolny" zgadzam. Niech się Jerzy wyrazi. I ktokolwiek
                kto ma ochotę.Wątek bardziej swa-wolny jest jak najbardziej wskazany, tym
                bardziej ze tutaj chyba się już wyczerpaliśmy. Możnaby tak
                bez końca. Ale, w którymś momencie postanowiłem
                zaryzykować wątek konfrontacyjny. Zresztą dopiero od niedawna
                internetuję i obserwuję jak to się czuje, co pewien
                mój znajomy, alternatywny uzdrowiciel, o konserwatywnych
                poglądach, nazwał istnieniem czysto umysłowym.
                Ale, jak to z nim często bywało, pewnie się przeprosi
                do internetu i komputera, tym bardziej ze, jak mówił, niedługo stanie się
                to koniecznością (wypisywanie recept, etc)
                (Nie wiem co na to jego Anioł.)
                Pozdrawiam
          • Gość: Sabina Re: do Jerzego: czy grzech i błąd to jedno i to samo? IP: 203.202.90.* 01.05.01, 13:07
            Gość portalu: Jerzy napisał(a):

            >
            > Jeff,
            > O czym myśmy dyskutowali? Pytanie dotyczyło różnicy pomiędzy grzechem a błędem.
            >
            > Nie wszedłeś do tematu.
            > Pytam się więc jeszcze raz, czy według ciebie zbrodnia jest grzechem, czy tylko
            >
            > błędem.
            >
            > Wolałeś przypisać mi starotestamentowość – chyba nawet tego nie rozumiesz
            > ;
            > przecież Bóg Starego Testamentu jest tym samym Bogiem miłości i
            > sprawiedliwości, co w Nowym Testamencie. Tutaj twoje myślenie odzwierciedla
            > stereotyp, jakoby Bóg Starego Testamentu był surowy i groźny, karzący każde
            > przestępstwo, natomiast Bóg Nowego Testamentu jest pełen miłości i przebacza, a
            >
            > raczej, przeocza wszelkie winy ludzi. Taki Bóg ma podobno przebaczyć nawet
            > Hitlerowi. Totalna bzdura. Bóg jest zawsze ten sam – pełen miłości i
            > sprawiedliwości. Łaskawy dla tych, którzy odwracają się od swoich grzechów i
            > proszą o przebaczenie; sędzią dla tych, którzy trwają w grzechu.
            > Jeśli będziemy mówić o miłości Bożej, to przytoczę ci wersety mówiące o
            > miłości. Twój światopogląd chce widzieć tylko miłość i mam wrażenie że nie ma
            > tam miejsca dla prawa, sprawiedliwości i kary za łamanie prawa. Taki świat, to
            > utopia.
            > Końcówka twojego tekstu to już jest bzdura.
            > Jeff, ja ci nie głoszę ‘swojej’ prawdy. To wziąłeś z New Age. Tam k
            > ażdy
            > ma ‘swoją prawdę’. Ja ci mówię o Jezusie, ale tym z Biblii. Ty wola
            > łbyś
            > przyciąć go i przyozdobić tak, aby pasował do twoich poglądów. Tworzysz
            > własnego boga, na własne wyobrażenie. To jest dopuszczalne w New Age. Ja ci
            > mówię o Bogu, którego mamy poznawać i który nas chce kształtować na
            > podobieństwo Jezusa. On oczekuje od nas miłości i przestrzegania prawa. To
            > idzie w parze. Łamiąc prawo, łamiesz przykazanie miłości, wobec Boga i wobec
            > bliźnich.
            >
            >
            > Jerzy

            Brawo Jerzy!!!
            Teraz to go tylko spalic na stosie!(Jeffa oczywiscie!)

            Pozdrawiam,
            Sabina

            • Gość: Jerzy Re: do Sabiny: czy grzech i błąd to jedno i to samo? IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 01.05.01, 18:39
              Cześć Sabina,
              Miło, że się odezwałaś. Kiedyś prosiłem Jeffa, aby mnie z tobą skontaktował –
              pisałaś, ze nie masz ochoty dyskutować z wyznawcami absolutów. Czyżbyś zmieniła
              zdanie? W każdym bądź razie miło mi, że się odezwałaś, i to do mnie.

              Skąd wziął ci się ten idiotyczny pomysł, że miałbym ochotę wysłać Jeffa na
              stos? Chyba nieuważnie czytałaś to, co pisałem o Bogu. Ponadto, powinnaś
              zauważyć, że reprezentuje kierunek teologiczny, (jeśli to potrafisz rozróżnić),
              którego przedstawiciele nie używali przemocy wobec inaczej myślących, raczej
              sami byli paleni na stosach przez kościół tradycyjny.
              Z Jeffem to się lubię przekomarzać, choć mam problem z wyłuskaniem w jego
              tekstach jakiejś myśli, która byłaby punktem zaczepienia do dyskusji.

              Skoro już się odezwałaś, jak ty patrzysz na różnicę pomiędzy grzechem a błędem?

              Jerzy

              • Gość: Julek Re: Grzech i Blad IP: *.treecreeper.dialup.pol.co.uk 01.05.01, 21:43
                Najmocmiej przepraszam strony zainteresowane, ze sie wtracam, bo pytanie bylo
                skierowane do kogos innego, ale nieraz trudno sie nie odezwac.
                Blad, jest czyn popelniony nie swiadomie, bo gdybysmy wiedzieli ze popelniamy
                blad, a bledu nie chce nikt popelnic, to bysmy go nie popelnili.
                Grzech natomiast, jest popelniony swiadomie i z premedytacja.
                Jezeli chodzi o grzech jest to rzecz subiektywna. Np. popelnienie zabojstwa w
                normalnych czasach, jest przestepstwem, lub rzechem, jak kto woli. Zabicie
                wroga na wojnie staje sie rzecza chwalebna i za to dostaje sie medle.
                Napewno nie musialem tego wyjasniac, bo wiem ze strony zainteresowane napeno
                znaja defenicje, grzechu i bledu. Pozdrawiam
                • Gość: Julek Re: JERZY IP: *.stringer.dialup.pol.co.uk 05.05.01, 16:25
                  Drogi Jurku,
                  Czytajac pewne czasopismo, natrafilem na pewne cytaty z boblii,
                  dokladnie takie jak Twoje, tylko ze imie autora jest Jan a nie Jerzy.
                  Czy Ty czasem nie ukrywasz sie pod pseudinimwm Jana a prawdziwe imie i
                  nazwisko Twoje jest JAN TURNAU ???. Pozdrawiam
                  • Gość: Jerzy Re: JERZY do Julka IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 07.05.01, 12:06
                    Gość portalu: Julek napisał(a):

                    > Drogi Jurku,
                    > Czytajac pewne czasopismo, natrafilem na pewne cytaty z boblii,
                    > dokladnie takie jak Twoje, tylko ze imie autora jest Jan a nie Jerzy.
                    > Czy Ty czasem nie ukrywasz sie pod pseudinimwm Jana a prawdziwe imie i
                    > nazwisko Twoje jest JAN TURNAU ???. Pozdrawiam

                    Widzę, że wciąga cię temat chcreścijaństwa. To dobrze. Czuję się zaszczycony, że
                    mnie prowincjonalnego ludzika chcesz utożsamic z Janem Turnauem. Gdzież mi tam do
                    tych wielkich intelektualistów ze stolicy. Jeśli Pan Turnau cytuje Biblię, to
                    chwała Bogu! Korzysta z tych samych tłumaczeń co ja - protestanckich i
                    katolickich. Różnimy się jednak w interepretacji Biblii, co taki wyjadacz tematu
                    jak ty, powinien był od razu zauważyć.
                    Jerzy


    • Gość: Jerzy Re: Podsumowanie: Czy można być pewnym zbawienia i życia wiecznego? IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 21.05.01, 16:25
      Szanowni Dyskutanci,
      Przez jakiś czas miałem problem z wejściem na forum, gdyż ilekroć chciałem cos
      wysłać, na moim ekranie pojawiały się szyderstwa. Byłem po prostu upolowany i
      osaczony przez hakerów.

      Serdecznie dziękuję za udział w dyskusji. Wielu z was nie zgadzało się z moim
      podejściem do sprawy i argumentowaniem wersetami z Biblii. Dla wielu z was
      Biblia nie stanowi ostatecznego autorytetu w sprawach wiary. Dla niektórych nie
      stanowi żadnego autorytetu. Wielokrotnie pojawiało się w dyskusji oczekiwanie,
      abym wyszedł poza Biblię.

      Dla mnie, i nie tylko, Biblia jest wiarygodnym materiałem dowodowym
      zapowiadającym przyjście Zbawiciela, a następnie świadczącym o jego życiu,
      śmierci i zmartwychwstaniu. To są fakty z historii. Biblia mówi również o
      sprawach, które dopiero nastąpią – o powtórnym przyjściu Chrystusa, o
      zmartwychwstaniu wszystkich ludzi – wierzących do życia wiecznego w obecności
      Boga, - niewierzących na sąd.

      Wielu z was miało problemy powiązania wiary z faktami. Wynika to być może z
      waszej przeszłości religijnej w katolicyzmie, gdzie treść wiary była podawana w
      formie dogmatów, które należało przyjąć bezkrytycznie. Biblia inaczej patrzy na
      sprawy wiary. Bóg oczekuje od swoich wyznawców wysiłku intelektualnego i
      badania, jak się rzeczy mają. Biblia określa takich ludzi, że byli
      szlachetniejszego usposobienia.

      Dz 17,11 którzy byli szlachetniejszego usposobienia niż owi w
      Tesalonice; przyjęli oni Słowo z całą gotowością i codziennie badali Pisma, czy
      tak się rzeczy mają.

      Inni nie chcieli zaakceptować pojęcia grzechu, nazywając go najwyżej błędem.

      Wiara chrześcijan biblijnie wierzących opiera się na faktach – na tym co Bóg
      już dokonał i na wiarygodności Boga – że to, co Bóg zapowiedział, zrealizuje w
      swoim czasie. Stąd też chrześcijanie biblijnie wierzący mogą mówić o pewności
      tego, co czynił, czyni bądź zamierza uczynić Bóg.

      Wiara w zbawienie bazuje na fakcie śmierci i zmartwychwstania Jezusa. Sedno
      wiary polega na tym, że dzieło to było doskonałym zadośćuczynieniem za ludzkie
      grzechy. Nie musi i nie może ono być ani powtarzane, ani uzupełniane
      jakimikolwiek obrzędami.

      Na przestrzeni historii pojawiły się nurty w chrześcijaństwie, które Chrystusa
      zmartwychwstałego zasłoniły Chrystusem eucharystycznym, a kapłaństwo Jezusa
      zastąpiły kapłaństwem ludzi.
      Treścią wiary stały się obrzędy sprawowane przez kapłanów.
      Jednakże treścią wiary chrześcijan biblijnie wierzących jest Chrystus
      Zmartwychwstały i jego ofiara na krzyżu.

      Rozpocząłem dyskusję fragmentem z listu do Hebrajczyków, który mówił, że Jezus
      stał się kapłanem na wieki:

      7,24 ... sprawuje kapłaństwo nieprzechodnie, ponieważ trwa na wieki.
      7,25 Dlatego też może zbawić na zawsze tych, którzy przez niego przystępują
      do Boga, bo żyje zawsze, aby się wstawiać za nimi.

      Apostoł Paweł tak wyraził swoje przekonania odnośnie Bożego działania względem
      ludzi wierzących:
      Filipian 1,6 mając tę pewność, że Ten, który rozpoczął w was dobre dzieło,
      będzie je też pełnił aż do dnia Chrystusa Jezusa.

      Jeśli zawierzysz Jezusowi zmartwychwstałemu, możesz być PEWNY, że Bóg
      rozpocznie w tobie dzieło, które dopełni dopiero wtedy, kiedy już będziemy na
      zawsze z Jezusem.

      Wszystkich, którzy odrzucając katolicyzm odrzucili chrześcijaństwo, zachęcam do
      spojrzenia na Boga poprzez Biblię.
      Może znowu się spotkamy przy innym temacie, a do tego czasu życzę wam Jezusa.
      Wszystkich, których w trakcie dyskusji czymś uraziłem, serdecznie przepraszam.

      Jerzy
      • Gość: Tomasz Re: Podsumowanie: Czy można być pewnym zbawienia i życia wiecznego? IP: 193.59.192.* 23.05.01, 11:45
        Dzięki Jerzy za dyskusję na poziomie i postawienie tego tematu na forum.
        Myślę, że podjęcie tak wysokoenergetycznego tematu w dzisiejszych czasach to
        nie lada odwaga. Ludzi interesuje teraz przede wszystki kasa i sex i to za
        wszelką cenę. Takich Dokumentów jak Biblia jest w historii ludzkości zapewne
        wiele. Wszystkie jednak prowadzą do tego samego: do refleksji po co "tu"
        jesteśmy ? I dlatego warto wciąż odpowiadać sobie na to pytanie. Gratulacje !
        • Gość: Jerzy Do Tomasza: Re: Podsumowanie: IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 23.05.01, 14:07
          Dzięki Tomasz za twój udział w dyskusji. Nie zgadzalismy się, ale nie
          skakaliśmy sobie do oczu. Nie byłem w stanie zająć sie wszystkimi wątkami,
          które pojawiały sie wnaszej dyskusji, ale kto chce, niech pogrzebie i poszuka.
          Do spotkania w innej dyskusji.
          Jerzy

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka