frau_blada
22.02.06, 22:40
,,Biskup Tadeusz Pieronek komentując doniesienia o domniemanej współpracy
księży ze Służbą Bezpieczeństwa ocenił, że w czasach PRL wielu księży, z racji
wypełnianych obowiązków duszpasterskich, musiało rozmawiać z funkcjonariuszami SB.
Biskup podczas wykładu w "Klubie Pod Jaszczurami" w Krakowie zaznaczył, że do
lat 70. w Polsce nie było żadnego ośrodka opozycji w sensie ideologicznym,
poza Kościołem katolickim, stąd instytucja ta podlegała wyjątkowo uciążliwej i
dokładnej inwigilacji ze strony służb bezpieczeństwa.
"Każdy ksiądz miał założoną teczkę, były wtyczki w seminarium, byli ludzie
nasłani, którzy śledzili i donosili" - mówił biskup. "Jeżeli ksiądz chciał coś
załatwić, poprawić warunki, zacząć budowę kościoła musiał rozmawiać z różnymi
ludźmi, przedstawicielami władzy, urzędnikami (...). To było normalne życie w
państwie zniewolonym, rozmawiało się z różnymi ludźmi, o których nic się nie
wiedziało, a czasem wiadomo było, że to służba bezpieczeństwa" - dodał.
Według niego, trudno wobec księży stosować też nazewnictwo zawarte w ustawie
lustracyjnej. "Jest kwestia nazwania tych ludzi. To jest już kwestia do
wyboru, bo jeżeli ktoś chce się posługiwać nazewnictwem ustawy lustracyjnej,
to musi pamiętać o tym, że została ona zrobiona na polityków (...). Taka jest
ustawa, która nie szuka tych którzy to robili, prześladowali, węszyli, tylko
mówi - jeśli ktoś rozmawiał, to jest agentem" - ocenił bp Pieronek.''
wiadomosci.onet.pl/1266331,11,item.html
Powoli, powoli i KK sie zlustruje jako pierwszy.
Trzymam kciuki za ksiezy. Mam nadziej, ze wystarczy im odwagi.