Gość: Oszołom z RM
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
27.11.02, 10:44
Za sprawą paszkwilu "Imperium ojca Rydzyka" odbyliśmy nieoczekiwaną podróż do
przeszłości - w najbardziej mroczne lata PRL. Telewizja publiczna postanowiła
pójść śladem komunistycznego aparatu bezpieczeństwa i podjęła "działania
dyscyplinujące" zgromadzenie Ojców Redemptorystów i założyciela Radia Maryja.
To nic, że czasy są inne. Metody walki z "wrogiem" pozostały te same.
Powróciła więc najbardziej wstrętna propaganda walki z Kościołem, obliczona
na wyzwolenie w widzach najniższych instynktów: niechęci, zawiści, agresji.
Spece od manipulowania zbiorową świadomością wiedzą, jak to się robi.
Wystarczy kilka rekwizytów: tajemnicza czarna teczka, torby wypchane
pieniędzmi, przedmioty luksusu: samochody, helikopter... A z drugiej strony
cały arsenał oskarżeń natury finansowej, z donosem na Radio Maryja do urzędu
skarbowego i prokuratury włącznie. Jakie to wszystko znajome, dokładnie tak
samo walczono z Kościołem w Polsce Ludowej. Metodami administracyjnymi,
nakładaniem olbrzymich podatków na seminaria duchowne, Katolicki Uniwersytet
Lubelski, oskarżeniami o malwersacje. W głośnym, sfingowanym procesie w 1953
r. księży kurii krakowskiej, w którym zapadły wyroki śmierci, kapłanów
oskarżano o handel walutą, szpiegostwo na rzecz Watykanu. Prasę obiegły
zdjęcia "oskarżonych" otoczonych butelkami alkoholu.
Film Jerzego Morawskiego to nie żaden dokument, ale typowy produkt "szarej
propagandy" operującej pomówieniami, zniekształceniami wypowiedzi. Na jej
usługach była w PRL ogromna armia ludzi w mediach, wspomaganych tysiącami
tajnych współpracowników. Ich jedynym zadaniem było przedstawianie Kościoła i
kapłanów w krzywym zwierciadle plotki, kłamstwa i pomówienia. Dokładnie na
tym samym bazuje "Imperium ojca Rydzyka". Reżyser chyba pobierał korepetycje
u dawnych esbeków, bo dla uwiarygodnienia swego żałosnego dzieła sięgnął też
po wypróbowane przez nich bardziej subtelne metody. Jak łatwiej rozbić
jedność Kościoła, zgromadzenia, organizacji, niż używając do tego osób
tkwiących w jego centrum? "Sama propaganda nie zrobi tego, co potrzeba, (...)
bez rozłamu wśród kleru nic nie wyjdzie" - podpowiadał Stalin Bierutowi, jak
zlikwidować Kościół. Więc pojawili się tzw. księża - patrioci organizowani
przez UB, ludzie uwikłani we współpracę agenturalną, szantażowani. Mówili
przeciwko biskupom i kapłanom to, co chcieli ich mocodawcy...
I tak, zamiast rzetelnie zebranego materiału dziennikarskiego, pokazano
typowy materiał operacyjny. Nakręcony z ukrytej kamery i ukrytego mikrofonu,
ze zmanipulowanymi wypowiedziami. To nie był "Czas na dokument", ale program
typu "Z notatnika agitatora". Telewizja sięgnęła dna.