Dodaj do ulubionych

Trup a arce Rydzyka

IP: *.sokolka.sdi.tpnet.pl 17.12.02, 07:10

Trup w Arce Rydzyka
- Będę odpowiadał swoim honorem za pieniądze, które wpłacacie na konto Radia
Maryja - mówił w marcu 1997 r. w kościele św. Brygidy w Gdańsku podczas
mszy inaugurującej powstanie Komitetu Ratowania Stoczni Gdańskiej
jego przewodniczący Bolesław Hutyra. - Tak, ja odpowiadam własnym honorem,
bo ustaliliśmy z ojcem Rydzykiem, że pod naszą kontrolą będą te pieniądze.
I mogę wam przyrzec, że żadna złotówka nie zostanie wydana na ekspertów,
na papier, na ołówek, na cokolwiek innego (oklaski).
- A na krzyżach kotwice, znaki nadziei - wtórował mu na tej samej mszy Ojciec
Dyrektor.
- Tyle razy krzyżowano nadzieję. Chcieli uśmiercić nadzieję. Ale ja wierzę w
nadzieję (oklaski).
Wiara
Trudno dziś ustalić, kiedy doszło do pierwszego spotkania ojca Tadeusza
Rydzyka i kpt. żeglugi wielkiej Bolesława Hutyry. Musiał to być jednak koniec
1996 lub początek 1997 r. Spotkali się w klubie dla marynarzy prowadzonym
przez ojców redemptorystów przy kościele Morskim Matki Bożej Nieustają-cej
Pomocy i św. Piotra Rybaka przy ul. Portowej 2 w Gdyni. Ojciec Tadeusz
odwiedzał w Gdyni biuro Rodziny Radia Maryja przy tym właśnie kościele. Kpt.
Hutyra był tam częstym gościem, jako prezes Rady Opiekuńczej przy Fundacji
Stella Maris, światowej organizacji katolickiej dla marynarzy. Spotkali się,
pogadali. Od słowa do słowa zrodził się pomysł, aby ratować kolebkę -
Stocznię Gdańską. Pomysł był taki: zwrócić się do społeczeństwa, narodu,
katolików, patriotów, aby wpła-cali pieniądze na ratowanie Stoczni Gdańskiej.
W jaki sposób to ratowanie za pomocą zebranych pieniędzy miało przebie-gać,
nie wiadomo. Koncepcje były różne i do końca nie sprecy-zowane. Hutyra myślał
o tym, by nie dopuścić do postawienia stoczni w stan upadłości i sprzedaży,
ale zawrzeć układ z wie-rzycielami. Gwarantowałyby go zebrane pieniądze.
Na wiosnę 1997 r. powstał Społeczny Komitet Ratowania Stoczni Gdańskiej i
Przemysłu Okrętowego przy Radiu Mary-ja. To doniosłe zdarzenie poprzedziło
kilka wielogodzinnych audycji radiomaryjnych na ten temat. Od chwili
powstania komitetu Radio Maryja było główną i niemal jedyną tubą apeluiącą o
wpłacanie pieniędzy na ten „narodowy" cel: Ojciec Dyrektor w swej niezwykłej
dobroci udostępnił nie tylko eter, ale i konta Radia.
Komitet Ratowania Stoczni swym autorytetem zasilili: kpt. że-glugi wielkiej
Zbigniew Sulatycki - wiceminister w rządzie Su-chockiej, odpowiedzialny za
gospodarkę morską, ks. prof. Albert Krąpiec - filozof i teolog katolicki,
wykładowca KUL, prof. Jerzy Doerffer - twórca polskiej szkofy budowy okrętów,
bp. Edward Frankowski, ówcześni parlamentarzyści: poseł LPR Adam Bielą, poseł
AWS Stanisław Wądowłowski, senator Jadwiga Stokarska.
Kpt. Bolesław Hutyra przystąpił do pracy z wielkim oddaniem, szczerymi
intencjami, przekonany, że powołano go do Wielkiej Sprawy, do Służby dla
Ojczyzny, Kościoła i Radia Maryja, na dro-gę wytyczoną Prawdą Ewangelii,
którą mógł kroczyć ramię w ra-mię z Wielkimi Autorytetami. Przez dwa niemal
lata na antenie Radia Maryja powtarzane były prośby o wpłaty na ratowanie
stoczni, l przez cały ten czas ludzie wpłacali.
Nadzieja
Społeczny komitet, którego przewodniczącym został Hutyra, po kilku miesiącach
przekształcił się w stowarzyszenie o na-zwie Społeczny Komitet Ratowania
Stoczni Gdańskiej. Preze-sem został kpt. Hutyra. W paragrafie 5 statutu
wpisano, że „celem stowarzyszenia jest ratowanie Stoczni Gdańskiej i Prze-
mysłu Okrętowego oraz reprezentacja deponentów, którzy złożyli pieniądze na
subkoncie bankowym „Radio Maryja dla Stoczni" w celu nabycia praw z akcji
Stoczni Gdańskiej S.A.”
Stowarzyszenie Komitet Ratowania Stoczni Gdańskiej i Przemysłu Okrętowego nie
było jednak jedynym, które zbie-rało od ludzi kasę na ten cel. W 1996
r. „Solidarność" powołała stowarzyszenie Solidarni ze Stocznią Gdańską,
któremu prze-wodniczyć zaczął Marian Krzaklewski. „Solidarni" zaczęli w ca-
łym kraju sprzedawać cegiełki poprzez m.in. urzędy pocztowe.
Hutyrę opanowała myśl, że trzeba połączyć szmal - ten, który ludzie wpłacają
na konto radia, i ten, który zbiera Krzak. Będzie go więcej, to i ratowanie
stoczni łatwiejsze, bo za więk-szą kasę więcej można zdziałać. W lipcu 1998
r. doprowadził do podpisania listu intencyjnego z Krzaklewskim o połączeniu
całej tej - było nie było społecznej - kasy. W porozumieniu z kilkoma bankami
miało powstać konsorcjum gwarantujące kasę na budowę statków. Panowie
zwrócili się do sędziego komisarza, aby nie opylał Stoczni Gdańskiej
Szlancie. Sędzia jednak opylił, ale to jest już zupełnie inna historia.
Ile było kasy na koncie Radia Maryja, a ile miał Marian ze sprzedaży
cegiełek, do dzisiaj precyzyjnie nie ustalono. Jedno jest pewne. Hutyra -
jako prezes stowarzyszenia - ma tylko mgliste i sprzeczne dane na ten temat.
Raz była mowa o 25 min zł, raz o 2,5 min dolarów. Ile tego wpłynęło, nie
wiado-mo do dzisiaj. Jedyna liczba, jaka się powtarza w wypowie-dziach
rozmaitych działaczy komitetu - to liczba ofiarodawców. Na konto Radia Maryja
na ratowanie Stoczni Gdańskiej miało wpłacić ok. 940 tyś. osób. Zakładając,
że to szacunek zbliżony do prawdy i że kwoty wpłat były różne - od 5 zł do
kilkuset - na konto Radia Maryja musiało wpłynąć dobre kilkadziesiąt milionów
złotych.
Bolesław Hutyra chciał się dowiedzieć dokładnie ile. Wielo-krotnie pisemnie
dopominał się od ojca Rydzyka informacji na ten temat. Bezskutecznie.
Stosunek Ojca Dyrektora do Hutyry zmienił się diametralnie.
Miłość
Od sierpnia 1998 r. Tadeusz Rydzyk przestał mieć czas na spotkania z Hutyra,
choć wcześniej był gotów przyjmować go nawet w nocy. Poniechał także
odpowiadania na jego listy. l rzecz ciekawa. Im bardziej Hutyra domagał się
wiadomości na temat kwot wpłaconych na ratowanie stoczni, tym bardziej
stosunki z Ojcem Dyrektorem stygły. We wrześniu 1998 r. Hutyra pojechał do
Torunia na wcześniej umówioną rozmowę z Rydzkiem. Czekał 20 godzin (słownie:
dwadzieścia). Na próż-no. To go lekko zaczęło trzeźwić. Próbował jeszcze
umówić się przez ekscelencję bp. Frankowskiego, ojca prof. Krąpca i prze-
wielebnego ojca prowincjała CSsR Edwarda Nocunia. Ale i ci olali jego prośby.
Cóż się bowiem okazało? Kpt. Bolesław Hutyra był współ-pracownikiem
Wojskowych Służb Informacyjnych! Czyż Ojciec Dyrektor nie mógł stracić
zaufania do Hutyry? Prawda, jakie to śliczne?
Czytelnik tygodnika „NIE" być może nie do końca sobie uzmysławia, co to
znaczy być społecznikiem, działaczem śro-dowisk prawicowych, kościelnych
oskarżonym o współpracę z SB, WSI czy innymi służbami. To gorzej niż być
oskarżonym o kradzież, bicie żony, upijanie, gwałt czy pedofilię. To człowie-
ka skreśla. Normalny człowiek oskarżony o bycie współpra-cownikiem
czegokolwiek być może wzruszyłby ramionami i po-wiedział: „Pocałujcie mnie w
dupę". Hutyra nie mógł.
Gdy we wrześniu 1998 r. sporządzono warunkową umowę sprzedaży Stoczni
Gdańskiej, a w grudniu dokonano sprzeda-ży, tworzone przez Hutyrę konsorcjum
z Krzaklewskim rozpa-dło się, a jego samego odwołano z władz stowarzyszenia.
Ojciec Rydzyk ogłosił zaś, że każdy, kto ma potwierdzenie wpłaty pieniędzy na
stocznię i chce je odebrać, to proszę bardzo. Może się zgłosić.
Kpt. Hutyra już miał inne zajęcie niż dopominanie się u Ry-dzyka o społeczne
pieniądze. Postanowił bronić swego hono-ru. We wrześniu 1998 r. do sądu
wniósł pozew o ochronę dóbr. Sąd Rejonowy w Gdańsku sprawę oddalił do czasu
powstania Instytutu Pamięci Narodowej. Gdy w grudniu 1998 r. powstał IPN i
potem jego gdański oddział - Hutyra zwrócił się o wyda-nie swojej teczki.
Sprawa się wlokła.
W kwietniu 1999 r. Bolesław Hutyra - wciąż wierząc, że sprawa stoczni jest do
odkręcenia i wspominając swoje słowo honoru dane w marcu 1997 r. -
zarejestrował Stowarzyszenie Akcjonariuszy i Obrońców Stoczni
Gdańskiej „Arka". Z uwagi na przej
Obserwuj wątek
    • Gość: babariba Re: Trup a arce Rydzyka II IP: *.sokolka.sdi.tpnet.pl 17.12.02, 07:12
      Kpt. Hutyra już miał inne zajęcie niż dopominanie się u Ry-dzyka o społeczne
      pieniądze. Postanowił bronić swego hono-ru. We wrześniu 1998 r. do sądu wniósł
      pozew o ochronę dóbr. Sąd Rejonowy w Gdańsku sprawę oddalił do czasu powstania
      Instytutu Pamięci Narodowej. Gdy w grudniu 1998 r. powstał IPN i potem jego
      gdański oddział - Hutyra zwrócił się o wyda-nie swojej teczki. Sprawa się
      wlokła.
      W kwietniu 1999 r. Bolesław Hutyra - wciąż wierząc, że sprawa stoczni jest do
      odkręcenia i wspominając swoje słowo honoru dane w marcu 1997 r. -
      zarejestrował Stowarzyszenie Akcjonariuszy i Obrońców Stoczni Gdańskiej „Arka".
      Z uwagi na przejścia w komitecie, któremu patronował Rydzyk, Hutyra nie chciał
      już kandydować do jego władz. „Arka" zebrała 2,5 tyś. pełnomocnictw drobnych
      akcjonariuszy Stoczni Gdań-skiej i domagała się zwołania Nadzwyczajnego Walnego
      Zgromadzenia Akcjonariuszy oraz sądowego unieważnienia sprzedaży. 15 września
      2000 r., jadąc wraz z dwoma innymi członkami „Arki" na kolejne spotkanie w
      sprawie stoczni, Hutyra zginął w wypadku samochodowym. Nagła śmierć ostatecznie
      zwolniła kpt. żeglugi wielkiej Bolesława Hutyrę z danego w obecności Ojca
      Dyrektora słowa honoru.

      Alleluja i do przodu l
      Komitet Wspierania Stoczni Gdańskiej i Przemysłu Okręto-wego założony przez
      Hutyrę pod patronatem Radia Maryja dalej pracuje. W lutym 2002 r. wydał
      deklaracje poparcia dla strajkujących stoczniowców w Gdyni.
      Ojciec Dyrektor musi przeczekać brudną kampanię pomó-wień i działać dalej. Tyle
      jest jeszcze w tym kraju do uratowania. Szczęść Boże.
      WALDEMAR KUCHANNY
    • Gość: jan Re: Trup a arce Rydzyka IP: *.multicon.pl 17.12.02, 07:32
      Rydzyk przebywal kilka lat w Niemczech (lata 80-te). Tam ma tajemnicza
      polroczna "przerwe" w zyciorysie. Wracajac na lono swojego zakonu mowil o.
      Gasinskiemu , ze przez ten czas mieszkal u jakiegos niemieckiego
      pastora....????
      • Gość: Harry Re: Trup a arce Rydzyka IP: *.chello.pl 17.12.02, 10:01
        Gość portalu: jan napisał(a):

        > Rydzyk przebywal kilka lat w Niemczech (lata 80-te). Tam ma tajemnicza
        > polroczna "przerwe" w zyciorysie. Wracajac na lono swojego zakonu mowil o.
        > Gasinskiemu , ze przez ten czas mieszkal u jakiegos niemieckiego
        > pastora....????
        Tadzio ma takie piekne pucki ... . I w ciążę nie zajdzie.
    • Gość: babariba Zadnego z Osiołów czegójść tu niema n/t IP: *.sokolka.sdi.tpnet.pl 17.12.02, 10:59

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka