haen1950
08.04.06, 19:30
Taki fragment po nasiadówce PiSu:
"Poseł Antoni Mężydło, który był wśród zwolenników koalicji z PO ocenił w
rozmowie z dziennikarzami, że raczej nie może już wydarzyć się nic, co
stanęłoby na drodze do zawarcia koalicji PiS z Samoobroną. Poseł zapewnił, że
mimo wszystko nie odejdzie z PiS. "Mamy trudną sytuację, ale ja jestem
demokratą, walczyłem o demokrację, jestem w demokratycznej partii, z
demokratycznym werdyktem trzeba się godzić" - powiedział.
"To konsekwencja bycia politykiem, nie można się zawsze zachowywać w sposób
czysty pod względem etycznym i estetycznym, i jeszcze racjonalnie" -
tłumaczył Mężydło. Jak dodał, musi "ten kompromis w swoim sumieniu
rozstrzygnąć".
Oficjalnie podano także, że trzech posłów było przeciwnych i czterech
wstrzymało się od głosu przy uchwalaniu pełnomocnictwa dla Jarka do
prowadzenia rozmów czyli negocjowania warunków koalicji.
Ja przedtem o czymś takim nie słyszałem, to było nie do pomyślenia w PiSie.
Dodatkowo wiemy (chociaż objęto to tajemnicą), że komunikat Jarka o fiasku
kompletnym rozmów z PO na żądanie sali chciano zweryfikować u samego źródła,
czyli u przywódców platformy. To się też nie bardzo w głowie mieści.
Nie chcę z powyższego wyciągać pochopnych wniosków, ale kryzys przywództwa w
PiSie jest nadto widoczny. Jarek zaczyna mieć wewnetrzną opozycję, co
znacznie lepiej gwarantuje powstrzymanie go przed następnymi nieobliczalnymi
występami niż kaganiec zewnętrznych uwarunkowań. Mit genialnego stratega
prysnął, został kwestionowany kiepski taktyk. To dobrze nam wszystkim wróży
na przyszłość. Autentycznie bałem się jego chorej wyobraźni i tych
przeklętych fobii, którym niejednokrotnie dawał wyraz ku uciesze gawiedzi.