Dodaj do ulubionych

SEP OSTATECZNY

IP: *.proxy.aol.com 17.12.02, 21:53
Sęp ostateczny

Najdroższy sąd świata próbuje zamknąć w Bazylice Mariackiej jej proboszcz.

Ks. infułat Stanisław Bogdanowicz to obok ks. prałata Henryka Jankowskiego
najbardziej znany gdański proboszcz. I tak jak Jankowski tropi Żydów,
komunistów i zdrajców narodu w kolejno powoływanych polskich rządach, tak
Bogdanowicz tropi ślady po obrazach i rzeźbach, które na przestrzeni wieków
choćby przez chwilę znajdowały się w bazylice. Tak jak prałat Jankowski marzy
o ołtarzu wykonanym w całości z bursztynu, tak infułat Bogdanowicz od lat
stara się o przekazanie mu z Muzeum Narodowego w Warszawie kilkunastu
zabytków sztuki sakralnej. Tak jak Jankowskiemu pomoc w uzyskaniu licencji na
kopanie bursztynu zadeklarował premier Leszek Miller, tak Bogdanowiczowi w
jego zabiegach sekunduje i pomaga od początku lat 90. wcześniej poseł, a
obecnie marszałek Senatu prof. Longin Pastusiak.

Pięćdziesiąt milionów dolków w drzewie

Część średniowiecznych dzieł – dzięki staraniom Pastusiaka – Muzeum Narodowe
w Warszawie już oddało księdzu w depozyt. Jednak infułat chciałby mieć w
swoim kościele przede wszystkim "Sąd Ostateczny" Hansa Memlinga, który na co
dzień wisi w Muzeum Narodowym w Gdańsku. Według muzealników i historyków
sztuki, jest to – obok "Damy z łasiczką" Leonarda da Vinci i "Pejzażu z
wędrowcem" Rembrandta – jeden z trzech najcenniejszych obrazów, jakie
znajdują się w zbiorach polskich.

Obraz znany pod nazwą "Sąd Ostateczny" malował mozolnie przez kilka lat
flamandzki malarz Hans Memling na zamówienie przedstawiciela banku Medyceuszy
w Brugii. Obraz miał trafić do jednego z kościołów we Florencji. Jednak w
czasie podróży – w kwietniu 1473 r. – na statek, którym był przewożony,
napadł gdański korsarz. I tak "Sąd Ostateczny" trafił do Gdańska, do Bazyliki
Mariackiej, ofiarowany przez korsarzy, ale wiernych poddanych Kazimierza
Jagiellończyka. Stąd uwiózł go do Paryża Napoleon, ale obraz wrócił. W
trakcie wojny wywieziono go w głąb Niemiec. Wrócił do Polski w 1956 r. i
trafił do Muzeum Narodowego w Gdańsku.

Proboszcz Bazyliki Mariackiej już dawno zapragnął mieć obraz u siebie. Jednak
przez lata całe nie był zbyt głośny w wyrażaniu swoich żądań. I choć
kościelni zdołali przekonać np. gdańskich radnych pierwszej kadencji
samorządu, by w czerwcu 1990 r. podjęli uchwałę o zwrocie ołtarzy i dzieł
sztuki do kościołów, to jednak uchwała ta była niczym więcej jak sztuką
papieru ofiarowaną sztuce sakralnej.

Tak było do czasu, gdy wojewodą gdańskim został oddany całkowicie służbie
kurii biskupiej Tomasz Sowiński. To za jego kadencji skarb państwa tak
ochoczo rozdawał proboszczom grunty, które następnie kuria opylała za
znacznie większe kwoty, że aż się tym obecnie musi zajmować prokurator ("NIE"
nr 48/2002). Sowiński w maju 1998 r. wysłał do dyrektora Muzeum Narodowego w
Gdańsku Tadeusza Piaskowskiego pismo, w którym polecił przekazać obraz
Memlinga do kościoła w formie – na razie – depozytu.

Wyrwane z czarnych macek

Dla muzeum zbawienna okazała się tymczasem wchodząca w życie w 1999 r. ustawa
o sejmikach wojewódzkich i przekazaniu przez wojewodów części kompetencji
marszałkom. Tak Sowiński stracił władzę nad dyrektorem Piaskowskim.

Marszałek pomorski Jan Zarębski – choć też kontaktów z kurią nie unikał – nie
był już taki wyrywny w przekazywaniu obrazu. Nie powiedział Kościołowi "nie",
nie powiedział też jednak "tak". Powołał komisje ekspertów, które miały
stwierdzić, gdzie obraz powinien być. A eksperci, jak to eksperci: jedni byli
za, drudzy byli przeciw.

Ci, którzy opowiadali się za racjami dyrektora muzeum, powoływali się na tzw.
Indeks Marburski, niemiecki dokument inwentaryzujący dzieła sztuki, który
wymienia obraz Memlinga jako figurujący od 1938 r. w księgach Muzeum
Miejskiego w Gdańsku. Miał go tam przekazać biskup protestancki wraz z innymi
dziełami sztuki z kościołów podległej mu diecezji. Gdyż Bazylika Mariacka
należała właśnie do protestantów.

Ci, którzy chcieli się przypodobać Kościołowi kat., powoływali się na wydaną
w 1941 r. monografię "Sądu Ostatecznego" pióra prof. Williego Drosta, który
był ówczesnym dyrektorem Muzeum Miejskiego, a w swej książce nie wspomina o
posiadaniu obrazu w zbiorach muzealnych.

Ksiądz argumentował, że do muzeum przychodzą tylko wymęczone wycieczki
szkolne, a do bazyliki wszyscy, więc tutaj więcej osób obraz obejrzy.
Dyrektor mówił, że w muzeum obraz będzie bezpieczniejszy i w lepszych
warunkach. Aby zbić ten argument, proboszcz bazyliki zamówił wielką szklaną
gablotę, w której Memling mógłby być pokazywany bezpiecznie także w kościele.
Kaseta od dwóch lat stoi pusta.

W pomorskim urzędzie marszałkowskim nikt mi nie chce tego pod nazwiskiem
powiedzieć, ale nieoficjalnie urzędnicy twierdzą, że niezależnie od opcji
politycznej nikt na siebie nie weźmie decyzji o przekazaniu majątku takiej
wartości Kościołowi, a każdy kolejny marszałek będzie w tej sprawie grał
jedynie na zwłokę. A wartość to bynajmniej nie mała – pomijając już trudną do
wycenienia kulturową – przynajmniej 50 mln dolarów, bo na tyle obraz Memlinga
ubezpiecza towarzystwo ubezpieczeniowe Lloyda.

Frustracja infułata

2 grudnia w Kunsthistorisches Museum w Wiedniu została otwarta pod patronatem
naszego Kwaśniewskiego i ichniego Klestila wystawa "Thesauri Poloniae.
Skarbiec Polski", prezentująca polską sztukę dawną, pochodzącą z muzeów,
kościołów, kolekcji prywatnych. Na wystawie zgromadzono ok. 180 obiektów,
jednak jej ozdobą jest gdański "Sąd Ostateczny". Na wystawę do Austrii trafił
Memling wprost z wystawy w Milwaukee.

Ksiądz głośno protestował przeciwko obu podróżom obrazu. Wytykał prof.
Bogumile Roubie, z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu – jeden z
powoływanych ekspertów w sprawie ewentualnego przekazania obrazu do bazyliki –
że wcześniej napisała opinię konserwatorską, która zabrania ruszać Memlinga
z miejsca, a teraz sama z nim poleciała na wycieczkę do Ameryki. W wypowiedzi
dla gdańskiej "Gazety Wyborczej" ks. Bogdanowicz zaproponował nawet, że kupi
jej bilet w kosmos, jeśli tylko muzeum odda mu obraz. O tym, że Amerykanie w
zamian za wypożyczenie obrazu sprawili mu klimatyzowaną gablotę, w której
może podróżować i być pokazywany na wystawach, oczywiście nie wspomniał.

Ksiądz przegina pałę

Poza lamentami w lokalnej prasie niewiele mógł proboszcz w sprawie wyjazdu
Memlinga poradzić. Wziął jednak odwet w inny sposób. Wystawa w
Kunsthistorisches Museum w Wiedniu ma dla Polski dość prestiżowy charakter. Z
jednej strony ma wspierać nasze pragnienie wejścia do Unii w kraju, w którym
jest największa przeciw nam opozycja. Z drugiej – prezentować w tym
niemieckojęzycznym obszarze kulturowym Pomorze i Śląsk jako ziemie
historycznie polskie. Jednym z eksponatów miał być XV-wieczny obraz "Tablica
Dziesięciorga Przykazań", własność Muzeum Narodowego w Warszawie, którą
Bazylika Mariacka dostała kilka lat temu w depozyt. Ksiądz odmówił
wypożyczenia obrazu podobnie jak "Uczynków miłosierdzia" Antoniego Mollera.
Oba te obrazy były wpisane do katalogu wystawy. Ksiądz odpisał warszawskiemu
muzeum, że nie może się zgodzić na wydanie obrazu, bo podróż, zwłaszcza zimą,
mogłaby mu zaszkodzić.

Można powiedzieć, że w warszawskim Muzeum Narodowym dostali kurwicy na takie
dictum. Zawiadomili o całej sprawie arcybiskupa Wiednia Franza Koeniga, który
obok prezydentów obu krajów przyjął patronat nad polską wystawą. W muzeum
odgrażają się, że to nie jedyna retorsja, jaką mają dla Bogdanowicza, ale
nikt nie chce zdradzić, jakie będą inne, aby go w ten sposób nie uprzedzać.

Zadzwoniłem do prof. Pastusiaka, aby zapytać go, co sądzi o zachowaniu
swojego protegowanego proboszcza. – To był błąd, że ksiądz Bogdanowicz nie
chciał udostępnić tego obrazu ̵
Obserwuj wątek
    • Gość: * Re: SEP OSTATECZNY IP: *.proxy.aol.com 18.12.02, 00:17

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka